<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932</id><updated>2012-03-03T19:08:10.747+01:00</updated><category term='Prosper Mérimée'/><category term='Lars Saabye Christensen'/><category term='William Faulkner'/><category term='literatura hiszpańska'/><category term='PIW'/><category term='listy i wspomnienia'/><category term='Iskry'/><category term='Ayn Rand'/><category term='literatura faktu'/><category term='Alessandro Baricco'/><category term='Glob'/><category term='literatura czeska'/><category term='horror'/><category term='Edward Morgan Forster'/><category term='Luc Vanrell'/><category term='Da Capo'/><category term='Joseph Heller'/><category term='Jan Łoziński'/><category term='literatura żydowska'/><category term='Marguerite van Geldermalsen'/><category term='PWN'/><category term='Książka i Wiedza'/><category term='Archipelag'/><category term='Małgorzata Musierowicz'/><category term='Wydawnictwo Literackie'/><category term='Zwierciadło'/><category term='Świat Literacki'/><category term='Elizabeth Flock'/><category term='Zysk i S-ka'/><category term='Mariusz Maślanka'/><category term='literatura norweska'/><category term='Wydawnictwo Dolnośląskie'/><category term='Jean Paul Sartre'/><category term='Erskine Caldwell'/><category term='literatura argentyńska'/><category term='Znak'/><category term='François Rabelais'/><category term='Olga Tokarczuk'/><category term='Milan Kundera'/><category term='literatura francuska'/><category term='Michael White'/><category term='literatura amerykańska'/><category term='Julio Cortázar'/><category term='powieść'/><category term='Nigeria'/><category term='William Somerset Maugham'/><category term='literatura brytyjska'/><category term='Aleksander Dumas (ojciec)'/><category term='Clive Staples Lewis'/><category term='Irwin Shaw'/><category term='W.A.B.'/><category term='literatura włoska'/><category term='Charles Nodier'/><category term='literatura rosyjska'/><category term='Zadie Smith'/><category term='Jack London'/><category term='Magdalena Samozwaniec'/><category term='Ira Levin'/><category term='literatura polska'/><category term='Lew Tołstoj'/><category term='László Szigeti'/><category term='Prószyński i S-ka'/><category term='Artur de Gobineau'/><category term='Nagroda Bookera'/><category term='Dom Wydawniczy Bellona'/><category term='Irena Dousková'/><category term='Świat Książki'/><category term='Franciszek Bielaszewski'/><category term='Kurt Vonnegut'/><category term='Bohumil Hrabal'/><category term='opowiadania'/><category term='Maja Łozińska'/><category term='Maria Rodziewiczówna'/><category term='Katherine Mansfield'/><category term='Antoine de Saint-Exupéry'/><category term='Andrzej Stasiuk'/><category term='literatura turecka'/><category term='Truman Capote'/><category term='Guy de Maupassant'/><category term='Isaac Bashevis Singer'/><category term='Jules Barbey d&apos;Aurevilly'/><category term='Helen Oyeyemi'/><category term='Czuły Barbarzyńca Press'/><category term='Czytelnik'/><category term='Daniel Paisner'/><category term='saga rodzinna'/><category term='literatura duńska'/><category term='literatura niemiecka'/><category term='Mariusz Szczygieł'/><category term='Czarne'/><category term='Albatros'/><category term='Muza'/><category term='Książnica'/><category term='Irving Stone'/><category term='Zielona Sowa'/><category term='Harper Lee'/><category term='Nasza Księgarnia'/><category term='wywiad'/><category term='Fannie Flagg'/><category term='Halina Pawlowská'/><category term='Mira'/><category term='Karen Blixen'/><category term='Orhan Pamuk'/><category term='literatura nowozelandzka'/><category term='Imprint'/><category term='Twój Styl'/><category term='Krystyna Chiger'/><category term='biografia'/><category term='Michal Viewegh'/><category term='Rebis'/><category term='Arturo Pérez-Reverte'/><category term='Jacques Pradel'/><category term='Maria Pawlikowska-Jasnorzewska'/><category term='rozmaitości'/><category term='Stendhal'/><category term='esej'/><category term='Kazuo Ishiguro'/><category term='Virginia Woolf'/><category term='Colette'/><category term='Joyce Carol Oates'/><category term='Marcel Proust'/><category term='Śląsk'/><category term='Thomas Mann'/><title type='text'>Literackie skarby świata całego</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>66</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-1701239156857475983</id><published>2012-02-29T20:02:00.003+01:00</published><updated>2012-02-29T20:05:14.943+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Świat Literacki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura norweska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lars Saabye Christensen'/><title type='text'>Lekcje dojrzałości u pijaczków i ułomnych – „Herman”, Lars Saabye Christensen</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po raz kolejny zacznę od krótkiej refleksji na temat książek ogólnie oraz naszego osobistego stosunku do nich. Bywa, że coś przeczytam i zdecydowanie mi się podoba, mimo że nie potrafię wskazać dokładnie, co takiego było w tym dobrego – bo historia na pozór banalna i napisana bez fajerwerków – lub zdecydowanie mi się nie podoba, choć wytknąć konkretnych wad nie jestem w stanie. Niedawno skończona lektura &lt;i&gt;Krainy chichów&lt;/i&gt; utwierdza mnie w przekonaniu, że to kwestia jakiejś osobistej wrażliwości, trochę tak jak z gustami kulinarnymi – jeden będzie wcinał szpinak aż mu się będą uszy trzęsły, a drugi w nim nie zasmakuje choćby mu nie wiem jak zależało, i tyle. Jednego książka ruszy, drugiego nie – mam na myśli oczywiście przypadki, kiedy nie jest widoczne na pierwszy rzut oka, że autor jest grafomanem, a historia płytka jak kałuża (choć i w takich wypadkach można by się kłócić, bo czy istnieje coś takiego jak „obiektywna wartość książki”?).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-cFQr_UdiS4c/T051qeyvD1I/AAAAAAAAAKQ/Gdvo6okQIgc/s1600/herman.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-cFQr_UdiS4c/T051qeyvD1I/AAAAAAAAAKQ/Gdvo6okQIgc/s1600/herman.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Po lekturze takiego „kontrowersyjnego” dzieła grzebię intensywnie w cudzych opiniach (zawsze, nim wydam ostatecznie własną, zaglądam do cudzych – a nuż okaże się, że coś istotnego przegapiłam, opacznie zrozumiałam, i mówię tu raczej o rzeczach oczywistych, nie o różnicach w interpretacji tego co nie do końca jednoznaczne) i długo rozmyślam, co napisać. I tak jest teraz właśnie z &lt;i&gt;Hermanem&lt;/i&gt; Christensena. Niby nic w tej książce nie ma niezwykłego, na pierwszy rzut oka – dość beznamiętna relacja z kilku tygodni z życia pewnego małego Norwega, który zaczyna chorować na dziwną (godzącą chyba bardziej w jego psychikę i poczucie własnej godności niż w kondycję fizyczną) chorobę. Ale mnie ta historia ruszyła. Jakiś ledwie wyczuwalny dreszczyk powiedział mi, że to dobra książka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Choroba, na którą zapada Herman, objawia się wypadaniem włosów. Zupełnie, aż do wyłysienia. Nagle chłopiec, dokładnie w wieku, kiedy człowiek zaczyna przywiązywać uwagę do własnego wyglądu, musi zmierzyć się z własnym nienaturalnym oszpeceniem – tak jakby niewystarczająco dużo miał problemów z brakiem akceptacji w środowisku szkolnym i wiecznymi docinkami! Na domiar złego akurat Ruby, dziewczynka, która najwyraźniej budzi u niego pierwsze drgnienia młodzieńczego serduszka, pyszni się przepiękną rudozłotą czupryną. I, jak się wkrótce okazuje, lepiej od niego jeździ na łyżwach. Wszystkie te problemy spadają na wątłe ramionka Hermana i przytłaczają go, zaczyna się buntować, oskarża rodziców, ostentacyjnie obnosi się ze swą czapką nawet kładąc się spać, jeży się i prycha jak kocur na każdy miły gest pachnący mu litością. Zdrowi i piękni stają się jego wrogami, a interesować go coraz bardziej zaczynają ci ułomni i nieszczęśliwi, na których wcześniej nie zwracał uwagi – jego przykuty do łóżka dziadek, sąsiad-pijaczek, kuśtykająca o kulach dama, którą widuje w okolicy. Od nich powoli uczy się, jak znosić swój los z godnością. Happyend nie jest zupełny, ale wszystko to, co przytrafia się Hermanowi, choćby były to smutne epizody, staje się dla niego szkołą życia i czyni go lepszym, dojrzalszym, mądrzejszym.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dramat chłopca zostaje odmalowany, jak już wspomniałam, oszczędnie i na pozór chłodno, ale mimo to czułam te emocje, to miotanie się dziecięcego ducha w ułomnym ciałku, próby zrozumienia i pogodzenia się, i identyfikowałam się z Hermanem, towarzyszyłam mu na wszystkich etapach jego przemiany. (Zupełnie odwrotnie niż w przypadku wspomnianej &lt;i&gt;Krainy chichów&lt;/i&gt;, nad którą jednak nie będę się tu rozwodzić, należy jej się osobny post). Ot, widocznie to ten intrygujący skandynawski chłód, z którym tak naprawdę do czynienia miałam chyba pierwszy raz, ale chętnie jeszcze w nim zasmakuję.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;L.S. Christensen, &lt;i&gt;Herman&lt;/i&gt;, wyd. Świat Literacki, Warszawa 2000.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-1701239156857475983?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/1701239156857475983/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/02/lekcje-dojrzaosci-u-pijaczkow-i-uomnych.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1701239156857475983'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1701239156857475983'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/02/lekcje-dojrzaosci-u-pijaczkow-i-uomnych.html' title='Lekcje dojrzałości u pijaczków i ułomnych – „Herman”, Lars Saabye Christensen'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-cFQr_UdiS4c/T051qeyvD1I/AAAAAAAAAKQ/Gdvo6okQIgc/s72-c/herman.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-5086004330297423998</id><published>2012-02-19T13:06:00.004+01:00</published><updated>2012-02-21T17:38:44.074+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czytelnik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Alessandro Baricco'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura włoska'/><title type='text'>W żółtej przyczepie z olbrzymem i niemową – „City”, Alessandro Baricco</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-AeQOkJQjShw/T0DasAFa_LI/AAAAAAAAAJw/CllmGa1TgZA/s1600/city.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-AeQOkJQjShw/T0DasAFa_LI/AAAAAAAAAJw/CllmGa1TgZA/s1600/city.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;O książkach, które robią na nas kolosalne wrażenie, pisze się i łatwo, i ciężko zarazem. Łatwo – bo zwykle takie dzieła same prowadzą pióro po papierze (tudzież: palce po klawiaturze), wciąż każą o sobie myśleć i o sobie mówić, a możliwości interpretacyjne mnożą się jak króliki. Trudno – bo pozostając pod wpływem tej magii chcielibyśmy odmalować ją, roniąc jak najmniej i jak najmniej ją zniekształcając. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Te obawy i nadzieje w przypadku &lt;i&gt;City&lt;/i&gt; są jak najbardziej na miejscu, bowiem jest to z całą pewnością jedna z najlepszych książek, jakie ostatnio czytałam. Skończyłam – i nie daje mi spokoju, od kilku dni zbieram myśli i porządkuję wrażenia, a one zdają się rozłazić na wszystkie strony niczym niesforne żyjątka. Weźcie więc pod uwagę, że to, co teraz o tej powieści napiszę, to tylko próba, bo całości, tej żywej, nieposkromionej całości, nie sposób ogarnąć &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co ma w życiu największe znaczenie, czy można dostrzec niedostrzegalne, jak dotknąć materii, która tym z nas twardo stojącym na ziemi nieustannie się wymyka? Czy zbliżyć się do prawdy możemy tylko poprzez ucieczkę w świat fantazji, i czy ofiarą, jaką ponosi się za dostąpienie tego zaszczytu, jest etykietka stukniętego? Takie pytania zdaje się stawiać autor, a odpowiedzi udzielają nam młodociany geniusz Gould, nadzieja światowej nauki, jego przyjaciółka i guwernantka Shatzy Shell (nic wspólnego z tym od benzyny), której największym marzeniem jest nakręcenie westernu – scenariusz wciąż dopracowuje – oraz grupka uczelnianych profesorów Goulda (w których przypadku co prawda odpowiedzi te są mocno teoretyczne – wiedzą, ale nie potrafią tej wiedzy wykorzystać).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dramat Goulda polega na tym, że wszyscy dostrzegają w nim wielki mózg, nikt zaś nie widzi człowieka. Rektor uczelni, z którą jest związany, wygłasza płomienne mowy, w których porównuje małego geniusza do bili mknącej ku łuzie zwanej Nagrodą Nobla, koledzy ze studiów oczywiście traktują go jak wybryk natury, i choć chłopiec niczego innego tak nie pragnie, jak pozostać dzieckiem, którym przecież w rzeczywistości jest, wtłoczony zostaje w formę dorosłego, do której nie pasuje i w której czuje się źle. Bardzo trafnie podsumował tę sytuację jeden z jego profesorów, Mondrian Kilroy, porównując talent do toru bowlingowego wybudowanego w samym środku domu – można oczywiście całe życie poświęcić bowlingowi i zostać w nim mistrzem świata, lecz nic już nie zmieni faktu, że dom został częściowo wyburzony, a huk z toru bowlingowego będzie nam już nieustannie towarzyszył. Wielu dorosłych nie jest w stanie tego znieść, a co dopiero dziecko?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na domiar złego w rodzinie chłopiec też nie może szukać oparcia – matka przed laty popadła w obłęd i trafiła do szpitala psychiatrycznego, zaś ojciec, dla którego Gould zdaje się być kimś w rodzaju tajemniczego, budzącego strach demona, połowicznie zostawił go na pastwę losu – zaoferował pomoc finansową, lecz zdecydował, że będą mieszkać osobno. Osamotniony i, wbrew pozorom, bardzo zagubiony chłopiec spędza więc czas głównie w towarzystwie dwóch wymyślonych przyjaciół – Diesla, olbrzyma cierpiącego ponieważ chciałby podróżować, lecz nie mieści się w żadnym środku lokomocji, oraz Poomeranga, niemowy prowadzącego na własną rękę kampanię przeciwko nadużywaniu bankomatów (polegającą na naklejaniu świeżo przeżutej gumy do żucia na klawiaturze do wstukiwania kodu, dokładnie na cyfrze 5). Jedyną osobą z krwi i kości, którą Gould może nazywać przyjacielem, jest profesor Taltomar, były sędzia piłkarski, z którym nie rozmawia jednak prawie w ogóle – spędzają czas w milczeniu obserwując mecze.&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;[Profesor Taltomar] miał kilka wątpliwych pewników, streszczających się w zdaniu, którym zamykał wszelką dyskusję: „odbicie ręką w polu jest zawsze zamierzone, spalony nie podlega nigdy wątpliwości, wszystkie kobiety to dziwki”. Twierdził, że wszechświat jest „meczem bez sędziego”, ale na swój sposób wierzył w Boga: „jest sędzią bocznym i zmyśla wszystkie spalone”. (...) Gould przypisywał mu, słusznie, absolutną znajomość regulaminu i szukał u niego tego, czego nie potrafił znaleźć u akademickich znakomitości trenujących go do Nagrody Nobla: pewności, że ład jest własnością nieskończoności.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I w tym momencie w życiu Goulda pojawia się Shatzy Shell. Poznają się przypadkiem – kiedy wydawnictwo CRB, wydające cyklicznie przygody niewidomego superbohatera Ballona Maca, staje przed wyborem, czy uśmiercić czy nie matkę głównego bohatera, Mami Jane, postanawia zorganizować referendum wśród czytelników. Shatzy zostaje zatrudniona jako jedna z ankieterek, Gould zaś dodzwania się do niej, aby zapowiedzieć, że jego dwaj przyjaciele, Diesel i Poomerang, będą lada chwila w biurze i uduszą wszystkie ankieterki sznurami od telefonów, ponieważ obydwaj bardzo lubią Mami Jane. Można śmiało powiedzieć, że spotkanie Shatzy i Goulda to prawdziwy cud, bowiem od pierwszej niemal chwili zaczynają rozmawiać ze sobą swoim szyfrem stukniętych, w  ten niesamowity sposób, właściwy tylko tym nielicznym osobnikom oderwanym od rzeczywistości jak oni. Zaprzyjaźniają się, i wkrótce Shatzy wprowadza się do Goulda jako jego guwernantka (zastępując w ten sposób poprzednią guwernantkę, niemowę Lucy – wymyśloną, podobnie jak Diesel i Poomerang).&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Ojciec Goulda był przekonany, że Gould ma guwernantkę i że nazywa się ona Lucy. Co piątek, kwadrans po siódmej, dzwonił, żeby dowiedzieć się, czy wszystko jest okay. Wtedy Gould oddawał słuchawkę Poomerangowi. Poomerang naśladował doskonale głos Lucy.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;– Ale czy Poomerang nie jest przypadkiem niemową?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;– Właśnie. Także Lucy jest niemową.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;– Masz guwernantkę, która jest niemową?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;– Niezupełnie. Ojciec myśli, że mam guwernantkę, płaci jej co miesiąc przekazem pocztowym, a ja mu powiedziałem, że jest bardzo dobra, tylko niemowa.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;– A on, aby się dowiedzieć, jak ona sobie radzi, d z w o n i&amp;nbsp;  d o&amp;nbsp;  n i e j?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;– Tak.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Shatzy nie tylko nie podważa realności wymyślonych przyjaciół Goulda. Podejmuje grę do tego stopnia, że kiedy przychodzi jej do głowy pomysł, żeby kupić przyczepę i wyruszyć nią w podróż, wpada w euforię, bo uświadamia sobie, że to idealne rozwiązanie dla Diesla – w przyczepie wreszcie nie będzie miał problemu ze swoimi gabarytami! Może zresztą liczyć u Goulda na wzajemność; dla mnie osobiście cudownym kosmosem było śledzenie ich rozmów. Shatzy plecie jakieś totalne wariactwa na temat niezwykłości przyczep, które wszyscy wyprzedzają i traktują z wyższością, ale jednocześnie podziwiają, jakby kryły głęboko w sobie jakiś skarb, i to trochę tak jak z jedzeniem ostryg – ona sama, Shatzy, bardzo chciałaby je jeść i przyjemność sprawia jej patrzenie na ludzi jedzących ostrygi, ale nie może, bo kojarzą jej się z katarem, a Gould siedzi naprzeciw niej i tylko przytakuje, i widzę go jak z tą dziecięcą powagą na twarzy mówi: „Tak tak, rozumiem”, bez mrugnięcia okiem, bez cienia ironicznego uśmiechu, po prostu totalne zjednoczenie i zrozumienie dwóch całkowicie odstających od reszty ludzkiej populacji dusz.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-A7OABmLT3Ls/T0Dj3m2Vt0I/AAAAAAAAAKI/GHu7Tj9-Wjw/s1600/city_anglojez.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-A7OABmLT3Ls/T0Dj3m2Vt0I/AAAAAAAAAKI/GHu7Tj9-Wjw/s320/city_anglojez.jpg" width="196" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://covers.openlibrary.org/w/id/1049074-L.jpg"&gt;Okładka anglojęzycznego wydania City (BUR, 2006)&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;I wkrótce staje się jasne, że Shatzy i Gould są wybrańcami. A więc – to nie iloraz inteligencji jest tym, co przede wszystkim wyróżnia tego chłopca spośród jego rówieśników. Ci dwoje jako jedyni zdają sobie sprawę, czego dotyczą wykłady profesora Martensa o złamanym obcasie będącym wrotami do innego świata, profesora Kilroya o &lt;i&gt;Nenufarach&lt;/i&gt; Moneta i niemożności pojęcia ich geniuszu przez zwykłego śmiertelnika, profesora Bandiniego o człowieku pozostającym stale na werandzie swojego życia. A to dlatego, że jako jedyni TO posiedli. Nie są nieuczciwymi intelektualistami ze szkicu profesora Kilroya, którzy formułują idee i tworzą z nich bronie, ale mają dostęp bezpośrednio do tych idei, w ich pierwotnym kształcie, dostęp do objawień!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;(Warto zauważyć, że, zgodnie z tym, co wyraził profesor Kilroy opowiadając o schorowanej kobiecie, której jako jedynej udało się naprawdę zobaczyć &lt;i&gt;Nenufary&lt;/i&gt;, kluczem do tego świata prawdziwych doznań jest cierpienie. W przypadku Goulda te objawienia są nieodłącznie związane z jego samotnością, Shatzy zaś również nie sprawia wrażenia szczególnie szczęśliwej – bez rodziny, tułająca się z miejsca na miejsce, co noc z innym mężczyzną, z którego łóżka wymyka się w popłochu nad ranem niczym włamywacz).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prócz nich przewija się w tle jeszcze jedna osoba, która posiadła tę wiedzę tajemną – matka Goulda. To w jej towarzystwie chłopiec spędzał najwięcej czasu, zanim zachorowała, to z nią dzielił swój fascynujący świat, swoje sekrety i własne sprawy, kobieta jednak nie uniosła ciężaru tego daru – doprowadził ją do szaleństwa. To dlatego, kiedy po długim czasie od zachorowania jej mąż pyta ją, czy chciałaby zobaczyć Goulda, ona odpowiada, że nie – chłopiec bowiem przypomina jej to wszystko, co doprowadziło ją do jej opłakanego stanu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gould stoi na krawędzi. Z jednej strony ma swój świat fantazji, który jest, paradoksalnie, światem prawdziwym, z drugiej – świat akademicki ze wszystkimi zaszczytami i przywilejami, czyli to wszystko, do czego był wychowywany, co zarazem stanowi jednak wielkie oszustwo. W momencie, kiedy Gould dostaje lukratywną propozycję objęcia katedry w Coverney, zostaje zmuszony do dokonania wyboru. Zdaje sobie sprawę, w którym kierunku powinien pójść, ale ma wciąż w pamięci historię matki, świat fantazji i żółtej przyczepy ma w sobie coś z obłędu który przejmuje go śmiertelnym strachem, i całkiem poważnie zastanawia się, czy nie schronić się w ciepłym bagnie zakłamania, czy nie wybrać opcji podlejszej, ale bezpieczniejszej, a więc tego, o czym profesor Kilroy mówi „tak jest obrzydliwie słusznie, tak jest po prostu po ludzku”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tym, którzy dobrnęli aż do tego momentu postu, a książki nie czytali i nie życzą sobie ewentualnych spoilerów, proponuję ominąć kolejne dwa akapity. Muszę, po prostu muszę bowiem napisać o zakończeniu!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W poszukiwaniu odpowiedzi Gould wędruje w okolice szkoły Renemport i tam, na przyszkolnym boisku, dostrzega samotnego czarnego chłopca rzucającego piłkę do kosza – i zawsze trafiającego. Kim jest ten chłopiec dla Goulda? Odebranym dzieciństwem, uosobieniem pewności (bo „dzieci lubią, jak coś jest pewne”), tym, czym była dla niego niegdyś kojąca obecność profesora Taltomara, i Gould prosi go w myślach „Dziecko, mój bracie, (…) naucz mnie twojego spokoju i twojego pewnego ruchu ręki odnajdującego siatkę, oddech po drugiej stronie wszelkiego lęku”. W końcu, kiedy po kilku dniach przychodzi tam, do szkoły Renemport, po raz drugi, piłka, którą bawią się dzieci, wypada poza siatkę i toczy się w jego stronę. Przypomina sobie, że kiedy razem z Taltomarem oglądali mecze, nigdy w takich sytuacjach nie podawali piłki, i co odpowiadał mu Taltomar, kiedy mały pytał, dlaczego tak jest – „Albo patrzysz, albo grasz”. I podejmuje decyzję – wchodzi do gry. Bierze piłkę do ręki, podrzuca i wykopuje.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co jednak oznacza wejście do gry? Z początku sądziłam, że skoro do tej pory, brodząc w swoim świecie fantazji, był tym patrzącym, to podjęcie gry oznacza pierwszy pewny krok postawiony na ziemi, a więc – jednak akademicka przyziemność. Nic jednak bardziej mylnego. Gould wchodzi do gry, to znaczy – nie obawiając się już obłędu pogrąża się w swoim własnym świecie, ucieka, zabierając ze sobą Diesla i Poomeranga – i kończy jako czyściciel toalet. Czyż jednak można było nadać tej powieści bardziej znamienne zakończenie? Przecież właśnie siedząc na sedesie wymyślał kolejne epizody historii o bokserze Larrym „Lawyerze” Gormanie (o której to historii, opowiadanej równolegle z głównym wątkiem oraz z westernem Shatzy, jeszcze nie wspominałam – ale jak monstrualne rozmiary musiałby przyjąć ten post, gdybym i o tym napisała szerzej!). Końcówka jest więc niczym innym, jak wielkim triumfem fantazji i dziecka mieszkającego w stojącym już na progu dorosłości ciele Goulda. Wedle słów Shatzy: „Teraz, kiedy jest już dorosły, może wreszcie być dzieckiem, przez resztę życia”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-DSliX8dNL1k/T0DiBy0SkNI/AAAAAAAAAKA/3SrvvB4ekAY/s1600/Baricco.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-DSliX8dNL1k/T0DiBy0SkNI/AAAAAAAAAKA/3SrvvB4ekAY/s320/Baricco.jpg" width="242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lalicorne.com.uy/archivos/2011/06/Alessandro-Baricco.jpg"&gt;Alessandro Baricco&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na czym polega fenomen tej książki? Na tym, że jest tak niesamowicie lekka i zabawna i równocześnie tak głęboka. Wciąż zaskakuje mnie jakimiś nowymi obserwacjami, powiązaniami, wciąż rozplątuję zagmatwaną sieć znaczeń, jaką tworzy, i będę rozplątywać pewnie jeszcze długo. Ale to absolutnie nieporównywalna z niczym przyjemność! Shatzy pisała o bolesnym zachwycie, jaki wywołała u niej wizyta w Salonie Idealnego Domu, opisywana jako najszczęśliwsze przeżycie z dzieciństwa. Dla mnie natomiast taką wizytą w Salonie Idealnego Domu było &lt;i&gt;City&lt;/i&gt;. Prawdziwa perełka.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;A. Baricco, &lt;i&gt;City&lt;/i&gt;, wyd. Czytelnik, Warszawa 2000.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-5086004330297423998?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/5086004330297423998/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/02/w-zotej-przyczepie-z-olbrzymem-i.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5086004330297423998'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5086004330297423998'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/02/w-zotej-przyczepie-z-olbrzymem-i.html' title='W żółtej przyczepie z olbrzymem i niemową – „City”, Alessandro Baricco'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-AeQOkJQjShw/T0DasAFa_LI/AAAAAAAAAJw/CllmGa1TgZA/s72-c/city.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-5793104732329987351</id><published>2012-02-15T21:38:00.000+01:00</published><updated>2012-02-15T21:38:31.698+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Elizabeth Flock'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mira'/><title type='text'>Kolorowe znaczki pocztowe i szara rzeczywistość – „Emma i ja”, Elizabeth Flock</title><content type='html'>&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-w5dGn1_e89E/TzwVG96sRLI/AAAAAAAAAJo/2UVFim5j258/s1600/emmaija.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-w5dGn1_e89E/TzwVG96sRLI/AAAAAAAAAJo/2UVFim5j258/s320/emmaija.jpg" width="206" /&gt;&lt;/a&gt;Nie przepadam za książkami, które mają wyłącznie szokować. Nie sztuka wybrać trudny temat, wymyślić nie grzeszącą oryginalnością historię i naszpikować książkę drastycznymi opisami. Sztuka – utrzymać się z tym wszystkim na godziwym literackim poziomie, tak aby nawet czujny czytelnik, nie dający się łatwo omamić wstrząsającym obrazom, nie dostrzegł pod tym wszystkim pisarskiej miernoty.  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;W przypadku głośno reklamowanej jako bestseller New York Timesa powieści &lt;i&gt;Emma i ja&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Elizabeth Flock sama jednak nie jestem pewna, co myśleć. Szokuje z pewnością, ale jak mogłaby nie szokować historia dwóch dziewczynek dręczonych fizycznie i psychicznie, katowanych i wykorzystywanych seksualnie przez ojczyma, a przez matkę, skoncentrowaną na własnych bolączkach, bombardowanych chłodem i traktowanych jak wrzód na tyłku? Natomiast jeśli chodzi o&lt;/span&gt; wartość literacką tej książki – na pewno nie uznałabym jej za tę z najwyższej półki, był chwilami jakiś zgrzyt, jakieś poczucie przejaskrawienia, ale i nie można zaprzeczyć, że trzyma w napięciu i zapada w pamięć, nawet komuś nastawionemu tak sceptycznie jak ja, czego raczej autorka by nie osiągnęła, gdyby była zupełnie pozbawiona zdolności czarowania słowami.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Pojawiają się tu też elementy, do których mam słabość – świeżość dziecięcego spojrzenia, ciekawość i naiwność głównej bohaterki.&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Mama ma jedną bardzo piękną sukienkę, ale prawie nigdy jej nie nosi, bo mówi, że wygląda w niej, jakby była przy nadziei. Nadziei na co, nie mam pojęcia.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Carrie jest bystra i ma ciekawe teorie na różne tematy – jak choćby jej przekonanie, że kraje mają dokładnie taki kolor, jak pochodzące z nich znaczki pocztowe, i smutek na wieść, że Finlandia jest krajem ponurym (przecież fiński znaczek jest tak żywy i kolorowy!). Jak sama zresztą przyznaje, najwyraźniej za dużo myśli i upatruje w tym źródło swoich kłopotów; wolałaby być taka jak jej mama, która nie zastanawia się nad niczym (co jest faktem, jej rodzicielka sprawia wrażenie zupełnie bezmyślnej, ale zazdrościć raczej nie ma czego). Błogosławiona nieświadomość, cechująca dziecięce postrzeganie rzeczywistości, uwidacznia się też w obrazie ojca Carrie, stworzonym przez nią i pielęgnowanym jak największy skarb – troskliwy i wyrozumiały tatuś kłóci się niestety z beztroskim bawidamkiem wyzierającym z końcowych fragmentów książki.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Wisienką na torcie jest fabularna niespodzianka, dotycząca postaci Emmy, element zaskoczenia, którego ja co prawda byłam pozbawiona, kiedy przystępowałam do tej lektury, jednak wcale nie umniejszyło to wrażenia wywołanego przez ten zabieg. Miejsce zadziwienia zajął podziw dla przemyślności tego pomysłu autorki i sposobu, w jaki go zrealizowała.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Nie chcąc zdradzić jednak zbyt wiele, tutaj swoją relację z tej lektury zakończę – niech będzie przystawką wzmagającą apetyt. Coś więcej postaram się wysmażyć w ramach tekstu do Archipelagu. A sceptyków zachęcam, by puścić mimo uszu powielane masowo w sieci opinie skupiające się na tym jak wstrząsającą, przerażającą i och ach do omdlenia książką jest &lt;i&gt;Emma i ja&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; – gdybym miała się tylko nimi sugerować, pewnie nigdy bym po tę powieść nie sięgnęła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;E. Flock, &lt;i&gt;Emma i ja&lt;/i&gt;, wyd. Mira, Warszawa 2006. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-5793104732329987351?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/5793104732329987351/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/02/kolorowe-znaczki-pocztowe-i-szara.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5793104732329987351'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5793104732329987351'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/02/kolorowe-znaczki-pocztowe-i-szara.html' title='Kolorowe znaczki pocztowe i szara rzeczywistość – „Emma i ja”, Elizabeth Flock'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-w5dGn1_e89E/TzwVG96sRLI/AAAAAAAAAJo/2UVFim5j258/s72-c/emmaija.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-759767112684518597</id><published>2012-02-11T17:08:00.000+01:00</published><updated>2012-02-11T17:08:08.234+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czytelnik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kurt Vonnegut'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>Majtki na głowie Hitlera, czyli niebo według Vonneguta – „Recydywista”, Kurt Vonnegut</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-PBaKRgsibxY/TzaRxV5J8CI/AAAAAAAAAJg/4RQ35alaB6A/s1600/recydywista.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-PBaKRgsibxY/TzaRxV5J8CI/AAAAAAAAAJg/4RQ35alaB6A/s1600/recydywista.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Po moim kolejnym spotkaniu z Kurtem Vonnegutem mam pewien niedosyt. Po głowie tłucze mi się myśl – nie mam pojęcia, na ile sensowna – że w pełni zrozumieć niektóre jego książki może tylko rodowity Amerykanin. Nie pierwsze to bowiem jego dzieło, które czytam, którego jednym z bohaterów jest cały kraj, cała amerykańska społeczność, jej przywary i słabości, które autor wyśmiewa. Śmiałam się razem z nim, owszem, ale miejscami do końca nie byłam pewna, z czego się śmiejemy. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tytułowy recydywista, a zarazem i narrator całej opowieści, to Walter Starbuck (właściwie – Stankiewicz, pochodzenie ma bowiem polsko-litewskie), człowiek posiadający nie więcej zdecydowania i zapału co wyżęta szmata. Za młodu miał to szczęście, że jako bystry synek szofera i sprzątaczki trafił pod opiekuńcze skrzydła bogatego protektora, Alexandra McCone'a, i posłany został na Harvard. Czy jednak na pewno można to nazwać szczęściem? Natychmiast potem zajął posadę rządową i stał się szaraczkiem w biurze prezydenta, jednym z nic nie znaczących trybików polityczno-biurokratycznej machiny. Wśród kolejnych jego przygód wymienić należy romans z komunizmem, skompromitowanie (zupełnie niechcący!) jednego z pracujących dla rządu kolegów i ściągnięcie przez to na siebie piętna oszczercy i donosiciela, a także nienawiść własnego syna, wreszcie – wplątanie się w aferę Watergate i długi pobyt w więzieniu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Perypetie Starbucka śledzi się z mieszaniną współczucia, irytacji i odrazy. O ile na ogół nie rażą mnie takie bezosobowe, słabe jednostki w roli literackich bohaterów, o tyle Walter był na tyle pozbawiony kręgosłupa i w niezrozumiały sposób pasywny, że miało się ochotę nim potrząsnąć. Dajmy na to – historia z komunizmem. Pod koniec studiów zaczyna współpracować z socjalizującym pisemkiem studenckim, chodzi na wiece, gdzie ściskając za rękę rozgorączkowaną Mary Kathleen z zadumą przysłuchuje się słowom wielkich komunistycznych działaczy. Oczywiście naraża się w ten sposób swojemu protektorowi i ostatecznie zostaje pozbawiony pomocy bogatego opiekuna. Wydawałoby się więc, że naprawdę wierzy w komunistyczne ideały, pragnie się sam im przysłużyć, tymczasem gdy Mary Kathleen szepcze mu do ucha, że będzie kiedyś taki sam jak Whistler, zbawiciel klasy robotniczej i płomienny mówca, Walter odpowiada jej obłudnie, że będzie się starał, tymczasem w myślach komentuje to słowami, że ani myśli się starać. Podobnie beznamiętnie konstatuje fakt, że w rzeczywistości jego osoba i jego praca na nic nie jest rządowi potrzebna, o czym zresztą dobitnie świadczy umieszczenie jego biura w ciasnej klitce gdzieś w podziemiach. Sytuacji nie poprawiają kompleksy bohatera – niski wzrost, bycie mniej utalentowanym i zaradnym od własnej żony, a nawet życie przez pewien czas na jej garnuszku... Klasyczny nieudacznik, nie tylko pozbawiony szczęścia i sprzyjających okazji by piąć się po życiowej drabince, ale i pozbawiony motywacji by te okazje stwarzać lub ich szukać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rozpiętość tematyczna w tej książce jest jednak jak zwykle u Vonneguta ogromna, nie skupiamy się tu jedynie na losach Stankiewicza-Starbucka, ale i na szeregu problemów dotyczących Ameryki połowy XX wieku, które naświetlone zostają „przy okazji” tych losów. Kwestia imigrantów i ich zawiedzionych nadziei czy wielkie korporacje i mali robotnicy w starciu z systemem to tylko niektóre z nich, przy czym komunistycznym zapałom poświęcono tu chyba najwięcej uwagi. W końcu osią całej powieści, punktami wyjścia są masakra w Cuyahoga – będąca mozaiką różnych autentycznych wydarzeń demonstracja robotników przeciwko bezwzględnemu zarządowi towarzystwa Mostów i Żelaza Cuyahoga – oraz historyczny proces Sacco i Vanzettiego, dwóch włoskich imigrantów, skazanych na karę śmierci za morderstwo, którego im nigdy nie udowodniono (udowodniono za to, że brali udział w anarchistycznych demonstracjach, i to wystarczyło). I tutaj, mam wrażenie, Vonnegut jest o wiele bardziej komunizujący niż na przykład w &lt;i&gt;Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pomijając jednak całą tę warstwę polityczną, historyczną, ideologiczną, nie mogę nie zwrócić uwagę na te tradycyjne przebłyski niepowtarzalnego vonnegutowskiego humoru, na te ironiczne opowiastki stanowiące rodzynki w cieście tej powieści (choć porównanie może trochę nietrafione, bo ja akurat za rodzynkami w cieście nie przepadam). Jak na przykład – opowiadanie Kilgore'a Trouta z Einsteinem trafiającym do nieba, i jak demaskującym niedoskonałość obowiązującego tam systemu, oraz z Bogiem w roli gniewnego dyktatora zamykającego mu usta groźbą odebrania ukochanych skrzypiec. Albo, jeszcze ze wstępu – o podjętej przez Vonneguta próbie napisania opowiadania, w którym – podobny motyw – trafia do nieba, gdzie każdy nowo przybyły może sobie wybrać dowolny wiek, i, sam ustaliwszy swój wiek na lat około czterdzieści, musi się użerać z własnym ojcem, który jako dziewięcioletni brzdąc lata za nim z kartkami pokrytymi dziecięcymi malowidłami. Tutaj też – lokalna łobuzeria ściągająca majtki ojcu bohatera i wrzucająca je do otchłani piekielnej, gdzie raz po raz drapują się na głowie udręczonego mękami Hitlera. Palce lizać!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Choć więc mam wrażenie, że raczej prześlizgnęłam się po powierzchni, czytając tę książkę, nie wspominam jej źle. A na pewno mogę polecić tym, którzy trochę bardziej znają amerykańskie realia. I lubią vonnegutowskie poczucie humoru, oczywiście. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;K. Vonnegut, &lt;i&gt;Recydywista&lt;/i&gt;, wyd. Czytelnik, Warszawa 1990.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-759767112684518597?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/759767112684518597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/02/majtki-na-gowie-hitlera-czyli-niebo.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/759767112684518597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/759767112684518597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/02/majtki-na-gowie-hitlera-czyli-niebo.html' title='Majtki na głowie Hitlera, czyli niebo według Vonneguta – „Recydywista”, Kurt Vonnegut'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-PBaKRgsibxY/TzaRxV5J8CI/AAAAAAAAAJg/4RQ35alaB6A/s72-c/recydywista.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-2915915758606165742</id><published>2012-02-09T20:31:00.001+01:00</published><updated>2012-02-09T20:46:11.795+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Archipelag'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozmaitości'/><title type='text'>Archipelag nr 7</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-bHPOgZgAfiQ/TzQauyTAVhI/AAAAAAAAAJY/XsvcN-lnZlc/s1600/okladka7.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-bHPOgZgAfiQ/TzQauyTAVhI/AAAAAAAAAJY/XsvcN-lnZlc/s320/okladka7.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Większość z Was już pewnie wie, bo wieść to odrobinę nieświeża, sprzed kilku dni, ale ukazał się&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.archipelag-magazyn.pl/Archipelag7.pdf"&gt;siódmy, zimowy numer Archipelagu&lt;/a&gt;. Tym razem w centrum naszego zainteresowania jest CIAŁO, w przeróżnych ujęciach. I tak – Joanna Janowicz pisze o &lt;b&gt;ciele zniewolonym chorobą&lt;/b&gt;, i zastanawia się, czym kierują się pisarze, poddając swych bohaterów tak ciężkiej próbie fizycznego niedomagania i bezradności. Monika Drzazgowska opowiada o spychanym przez lata na margines i tłamszonym ciele Eriki Kohut, czyli &lt;b&gt;tytułowej pianistki z powieści Elfriede Jelinek&lt;/b&gt;, której losy, jak się okazuje, są bliskie losom samej autorki książki. Katarzyna Malska zabiera nas w &lt;b&gt;podróż&lt;/b&gt; &lt;b&gt;po kartach Biblii&lt;/b&gt;, aby ocenić, czy rzeczywiście, zgodnie z tym co figuruje w powszechnej świadomości, według etyki chrześcijańskiej ciało jest wyłącznie źródłem grzechu. Z tekstu Agnieszki Markiewicz dowiedzieć się można, jak zmieniało się w Japonii podejście do cielesności na przestrzeni wieków, oraz &lt;b&gt;jaki obraz kobiecego ciała wyłania się z dzieł dawnych i współczesnych pisarzy z Kraju Kwitnącej Wiśni&lt;/b&gt;. Karolina Osowska-Wolińska przywołuje smutną historię przedwcześnie zakończonego życia &lt;b&gt;Haliny Poświatowskiej&lt;/b&gt;, skupiając się na odczuciach i przemyśleniach jakie towarzyszyły poetce w związku z jej przewlekłą chorobą serca (a także wywołanych śmiercią jej męża – również chorującego – po trzech zaledwie latach małżeńskiego pożycia). Wreszcie – moja cegiełka, czyli rozważania na temat &lt;b&gt;&lt;i&gt;Gargantui i Pantagruela&lt;/i&gt; Rabelais'go&lt;/b&gt; (o którym to dziele krótko pisałam też&amp;nbsp;&lt;a href="http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/11/szukajac-odpowiedzi-w-gebi-boskiej.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;) – arcydzieło triumfującego renesansu, czy obrazoburczy stek obrzydliwości? Cudowna pieśń wyzwolonego ciała czy zamach na przyzwoitość i obyczajność? I przy okazji – gorąca zachęta, by nie zrażając się objętością, przebrzmiałymi motywami i lekko zaśniedziałym językiem, sięgnąć po tę tak kontrowersyjną i przez to arcyciekawą pozycję.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prócz tego m.in. zostaniecie zabrani przez autorów tekstów w podróż na norweską prowincję odmalowaną w swej twórczości przez Tarjei Vesaasa, do przyodzianej w melancholijną zimową szatę Wenecji oraz na spacer po największych i najbardziej imponujących bibliotekach na świecie. Przeczytacie o kobiecej literaturze chrześcijańskiej z Japonii (sic!) rodem i o ekranizacji słynnej &lt;i&gt;Kobiety z wydm &lt;/i&gt;Kōbō Abe, poznacie genezę realizmu magicznego i przyjrzycie się ewolucji tego pojęcia na przestrzeni lat, zapoznacie się z niezwykłymi dziejami tytułowego bohatera &lt;i&gt;Novecento&lt;/i&gt; Alessandro Baricco, które zainspirowały zarówno artystów teatralnych, jak i filmowców, a także z wypełnioną nieustannymi zmaganiami z chorobą psychiczną, samotnością i śmiercią historią życia Rafała Wojaczka. Ponadto – dwa wywiady, z norweską pisarką Anne B. Ragde (której przygoda z pisaniem zaczęła się od... książeczki do poduchy dla swojego czteroletniego synka) oraz tłumaczką z języka arabskiego, Jolantą Kozłowską.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i dodatek specjalny – podsumowanie czytelnicze roku 2011 w wydaniu redaktorek Archipelagu :) Zachęcam gorąco do lektury i do wszelkich komentarzy – im więcej Waszych wypowiedzi, tym lepiej się orientujemy, co jeszcze trzeba zmienić/poprawić, na co zwrócić uwagę, żeby lektura pisma sprawiała Wam jeszcze większą radość.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na koniec wtręt osobisty. Ostatnią sesję (przynajmniej na obecnych studiach) pomyślnie zakończyłam i mogę wrócić do czytania i pisania, prawdopodobnie więc wkrótce ukażą się u mnie jakieś świeżutkie recenzje. Zapraszam i pozdrawiam wiernych czytelników!&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-2915915758606165742?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/2915915758606165742/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/02/archipelag-nr-7.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/2915915758606165742'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/2915915758606165742'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/02/archipelag-nr-7.html' title='Archipelag nr 7'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-bHPOgZgAfiQ/TzQauyTAVhI/AAAAAAAAAJY/XsvcN-lnZlc/s72-c/okladka7.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-4376925372433607911</id><published>2012-01-07T16:51:00.006+01:00</published><updated>2012-01-16T13:54:40.302+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Świat Literacki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bohumil Hrabal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura czeska'/><title type='text'>Popołudnie fauna pod kerskimi dębami – „Święto przebiśniegu”, Bohumil Hrabal</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-PDCCr-O9Luo/TwhfXW9qaBI/AAAAAAAAAJI/XDEIjxjt0kU/s1600/swieto_przebisniegu.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-PDCCr-O9Luo/TwhfXW9qaBI/AAAAAAAAAJI/XDEIjxjt0kU/s320/swieto_przebisniegu.jpg" width="210" /&gt;&lt;/a&gt;Hrabal wielokrotnie powtarzał, że punktem wyjścia dla niego jest przeżycie, a jego muzy to przede wszystkim prości ludzie, nie intelektualiści. Dowodem na to, że nie był gołosłowny, jest ten zbiór opowiadań – czy raczej wspomnień, impresyjek, obrazków z kerskich lasów, gdzie pomieszkiwał pod koniec życia.&lt;i&gt; Koty i ludzie&lt;/i&gt; – taki tytuł ma jeden z tych tekstów, jednak kotów jest tu tym razem niewiele, zaledwie dwa knajpiane piecuchy, wygnane brutalnie z piwnego raju. Od groma za to ludzi – dziwaków, obłąkanych, nieszczęśliwych lub szczęśliwych tylko powierzchownie, zbieraczy promocyjnych rupieci (jak świeżo ubitej owcy, która stała się pretekstem do pięknego i zarazem odrażającego, niemalże baudelairowskiego opisu zwierzęcych wnętrzności), kalekich hodujących króliki w fortepianie, strażaków zalewających dawno wygasłe ogniska w czas ulewy i kapeluszników darujących w prezencie kamienne stopnie ze schodów dawnej katedry. Wśród tej niekoniecznie wesołej ferajny znalazło się nawet miejsce dla młodego jelonka, opowiadającego łzawą historię swego życia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O poważaniu przez Hrabala zwyczajnych ludzi na równi z wielkimi umysłami świadczy już dobór cytatów będących mottami tej książki. Z myślami Leibnitza i Kanta zestawia bowiem bezpretensjonalne stwierdzenie swego piwnego kompana, Josefa Prochazki – „Jak się człowiek uchleje, to w Kersku też jest Kilimandżaro”. Tradycyjnie przepełniony empatią, autor jest tutaj typem dobrotliwego ojca, o bohaterach pisząc z odcieniem czułości, wyrozumiale, bez osądzania czy potępiania. Nawet miejscowy milicjant, komunistyczny sprzedawczyk bezlitośnie chłoszczący mandatami i pouczeniami bez względu na sentymenty, okazuje się mieć drugą, lepszą twarz – rozmiłowanego w blasku księżyca i wieczornych zapachach marzyciela.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czym jest święto przebiśniegu? To radość i piękno mające swoje źródło w rzeczach pierwotnych, obcowaniu z naturą, w intensywnym przeżyciu. To to piękno o którym mówił pan Metek – to, które może się objawić w postaci kobiety, sosnowego lasu lub strumyka, to, dzięki któremu człowiekowi nie chce się umierać. Nie trzeba być jednak młodą dziewczyną, by przyozdobić się przebiśniegami i tańczyć wokół starych dębów; można być i podstarzałym bogaczem, który uciekł przed światem do leśnej głuszy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;A ja puszczę sobie tranzystor i być może na cześć święta przebiśniegu zatańczę pod stuletnimi dębami z kozą i kozłami jak stary faun, takie popołudnie fauna...&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Język &lt;i&gt;Święta przebiśniegu&lt;/i&gt; jest oczywiście urzekająco melodyjny i porywający niezależnie od tematu. Poniżej – niebanalnie o banalnym, czyli nocny pejzażyk, który dla urozmaicenia proponuję zestawić z moim ulubionym &lt;a href="http://piekna-rupieciarnia.blogspot.com/2012/01/krwawa-chusteczka-zurnalowego-eleganta.html"&gt;fragmentem o owcy&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Usiadłem, a księżyc siadł mi na kolanach jak dziewczyna, nadstawiłem ręce i światło księżyca oblizywało je tak jak kot albo służbowy pies. (...) Było cicho, noc płynęła między liśćmi dębów, a na ziemię spadały księżycowe białe rozbryzgi jak z kokosowego mleka.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sporo tu też peanów na cześć kobiecej urody, które dość mocno korespondują z opisami przyrody – postać zmaterializowanej i oswojonej w swojej mlecznoróżowej cielesności kobiety przeplata się z matką naturą, potężną i nieuchwytną. Szczególnie wyraźny jest ten motyw w &lt;i&gt;Wariacji na temat pięknej panny&lt;/i&gt; (po &lt;i&gt;Wademekum bawidulskiego praktykanta&lt;/i&gt; najbardziej uderzającym do głowy, pokrętnym i cudownie abstrakcyjnym tekście tego zbioru; najchętniej zacytowałabym go w całości, niemal zbrodnią bowiem wydaje mi się wydzieranie z jego zwartej, żywej tkanki mniejszych strzępków).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;A mimo to uśmiechasz się w moich zaciekawionych oczach, kiedy powolnym ruchem nabieram w dłoń garść żyznej ziemi i wąchając ją, wącham też ciebie. (...) Zresztą wszystkie zapachy, dźwięki i kolory polany i lasu są pozdrowieniami od ciebie, za przezroczystym laskiem leży piaszczysta wydma, pozdrowienie od twych ziarnistych ud i bioder, a łąka kwitnących margerytek to pozdrowienie od twych zdumiewających rzęs.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uwielbienie dla piękna opisywanej modelki graniczy z religijną ekstazą, gdzieniegdzie przyjmując już kształt z lekka bluźnierczy – jak bardzo te fragmenty przypominają Jakuba Demla! Wiem, że Hrabal go czytał i podziwiał, nie wierzę więc, że nie wzorował się tu na twórczości tego kontrowersyjnego księdza-pisarza.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Minąłem już twoje kolana i teraz zmysł dotyku mówi mi, że spełni się moje prastare pragnienie, że wejdę w twe zwieńczone młodą sośniną i dębiną wspaniałe łono niczym wóz drabiniasty w barokowe wrota. Lecz gdy właśnie nadstawiałem głowę i zamykałem oczy tuż przed przyjęciem komunii, zakręt ponownie przeszedł w prostą i droga odrzuciła na przyzwoitą odległość zdrój, z którego wypływają twe nogi, a twój brzuch znowu mi pokazuje na niebie drogę, którą mam iść. (...) Moczę w tej świętej wodzie palec i udzielam sobie chrztu, żegnam się znakiem krzyża, pionową linią twego przyrodzenia i poziomą twych ust. &lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-WSBwdaC9gDw/Twhoxz5v57I/AAAAAAAAAJQ/SM9wCKzP7Ug/s1600/hrabal+w+kersku.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-WSBwdaC9gDw/Twhoxz5v57I/AAAAAAAAAJQ/SM9wCKzP7Ug/s320/hrabal+w+kersku.jpg" width="251" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak wspominałam jednak, najbardziej brawurowy tekst to wieńczące zbiór &lt;i&gt;Wademekum bawidulskiego praktykanta&lt;/i&gt;. Bełkot natchnionego poety, bredzenie geniusza, trochę jak te płomienne monologi bitników, które Hrabal tak uwielbiał. I jeśli rzeczywiście, jak sam kiedyś mówił, dopiero ze swojego pisania dowiaduje się, kim naprawdę jest, to &lt;i&gt;Wademekum&lt;/i&gt; musiało mu – i przy okazji czytelnikowi – bardzo wiele na jego temat powiedzieć. „Kłusownik w zwierzyńcach języka, gajowy zabawnej inspiracji, dozorca przysięgły na polach anonimowych anegdot, rzeźnik dobrych pomysłów, stróż ryb w wątpliwych sadzach spontaniczności”, który „chce jeść kromkę posmarowaną masłem nieskończoności, który chce pić z kufla śmietanę wieczności”. A na deser – hrabalowska Święta Trójca, czyli Dionizos, Sokrates i Jaroslav Hašek, beztroskie przekonanie o własnej niewiedzy, pijaństwo i bajdurzenie, i mocna końcówka, po której zostaje tylko dźwięcząca cisza. „Rodzimy się pośród kału i moczu”, jak pisał św. Augustyn,&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;A jednak jesteśmy wspaniali i jesteśmy tu. To wszystko.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cytaty: B. Hrabal, &lt;i&gt;Święto przebiśniegu&lt;/i&gt;, wyd. Świat Literacki, Warszawa 2008.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-4376925372433607911?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/4376925372433607911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/01/popoudnie-fauna-pod-kerskimi-debami.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4376925372433607911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4376925372433607911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/01/popoudnie-fauna-pod-kerskimi-debami.html' title='Popołudnie fauna pod kerskimi dębami – „Święto przebiśniegu”, Bohumil Hrabal'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-PDCCr-O9Luo/TwhfXW9qaBI/AAAAAAAAAJI/XDEIjxjt0kU/s72-c/swieto_przebisniegu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-1471720607949562461</id><published>2011-12-29T16:30:00.001+01:00</published><updated>2011-12-30T19:11:35.040+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='listy i wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maja Łozińska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PWN'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jan Łoziński'/><title type='text'>Nostalgia za światem, którego już nie ma – "W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne", Maja i Jan Łozińscy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po stu dwudziestu latach prysły kordony. Nie ma „ich”. Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili...&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-BdAr726UKUY/TvyCK1lKnMI/AAAAAAAAAIw/REQFAdHWTMo/s1600/w+przedwojennej+polsce.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-BdAr726UKUY/TvyCK1lKnMI/AAAAAAAAAIw/REQFAdHWTMo/s1600/w+przedwojennej+polsce.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Tak wyglądało, w słowach Jędrzeja Moraczewskiego, odrodzenie Polski po stu dwudziestu trzech latach niewoli. I ten właśnie okres, kiedy to rzeczywiście zapanował totalny bezład, kiedy rozpoczął się mozolny proces powojennej rekonwalescencji i scalania do tej pory niezależnych od siebie obszarów terytorialnych, niwelowania różnic między nimi, stabilizowania granic i wygaszania konfliktów, opisują na wstępie Maja i Jan Łozińscy w swojej książce. Na kolejnych kilkuset stronach prowadzą nas przez dwadzieścia lat „wielkich porządków” – czas, gdy Polska powstaje i stąpa na chwiejnych jeszcze nogach jak młodziutkie źrebię. Z jak wielkim zapałem i radością jednak do tych porządków przystępowano! Jak wielkie wzruszenie budził powrót do ojczyzny z wygnania, nawet jeśli wszystko jeszcze w tej ojczyźnie tak prowizoryczne i niedopracowane!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Mamert Stankiewicz, niegdyś komandor w carskiej Flocie Bałtyckiej, w Drugiej Rzeczpospolitej współtwórca Szkoły Morskiej w Tczewie i legendarny dowówdca wielu polskich statków, tak wspominał tę chwilę: (…) W pewnej chwili stanąłem poza granicą bolszewicką na ziemi polskiej. Ujrzałem uniform żołnierza polskiego. Byłem niezmiernie wzruszony. Chciałem paść na tę ziemię i podziękować Najwyższemu, że zezwoli, by tułaczka nasza się skończyła i że zdrowi i cali możemy wrócić do siebie. Było jednak dużo ludzi dokoła, przeważnie powracająca z Rosji inteligencja. Wszyscy tak samo głęboko wzruszeni, ale też wszyscy powstrzymujący się od szczerego wyjawienia swoich uczuć.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z zapałem przystąpiono do likwidowania zniszczeń, odbudowy i rozbudowy własnego państwa. Miasta zmieniały się nie do poznania, jak grzyby po deszczu wyrastały nowoczesne budynki – najlepszy przykład to Gdynia, która w ciągu kilku lat z małej osady rybackiej stała się wielkim, doskonale przystosowanym portem. (Prócz niej zaglądamy także do kilku innych miast, z których mnie, ze względów oczywistych, najbardziej zainteresował Kraków – o tym więcej &lt;a href="http://piekna-rupieciarnia.blogspot.com/2011/12/o-innym-miasteczku-w-ktorym-czas-sie.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;). Zapatrzona w kraje Europy zachodniej Polska zaczęła się stroić w pyszne szaty eleganckich restauracji, dancingów, kin, oświetlonych i pięknie przybranych wystaw, jej drogi zaczęły zapełniać automobile – które w naszych stronach były wtedy jeszcze luksusem, na który mało kto mógł sobie pozwolić, i nie było oczywiście mowy o odpowiednio przystosowanych drogach, przepisach drogowych, stacjach benzynowych, których brak, zwłaszcza na Kresach, poważnie ograniczał możliwości zmotoryzowanego podróżowania – a torami kolejowymi mknęły superszybkie pociągi (w tym także słynny Lux-torpeda, który ustanowił do dziś nie pobity rekord czasu przejazdu z Krakowa do Zakopanego).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-3qcR61UazwY/TvyA1p8taBI/AAAAAAAAAIY/1C_8_hsK464/s1600/lux-torpeda..jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="204" src="http://1.bp.blogspot.com/-3qcR61UazwY/TvyA1p8taBI/AAAAAAAAAIY/1C_8_hsK464/s320/lux-torpeda..jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Lux-torpeda w Zakopanem, 1936 (&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/17/Luxtorpeda_Fablok_Zakopane_1936.jpg"&gt;źródło&lt;/a&gt;)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Równocześnie jednak wciąż pielęgnowane były tradycje i zwyczaje, w których i dzięki którym przez ponad sto lat przetrwała polskość. Te fragmenty, w których mowa była o społeczności szlachecko-ziemiańskiej, o legendarnej gościnności wiejskich dworków, o ceremonii przestrzeganej przy przyjmowaniu choćby najmniej znaczących gości, o bogactwie staropolskiej kuchni, stołach uginających się, zwłaszcza w Święta, pod ciężarem jadła, o tradycyjnych polowaniach, formach spędzania wolnego czasu, całym tym leniwym życiu na prowincji, takim jak przed wiekami, jak gdyby czas się zatrzymał, miały dla mnie największy urok (i już mnie kusi &lt;i&gt;W ziemiańskim dworze&lt;/i&gt; Mai Łozińskiej, ach, jak kusi!). Wedle wspomnień ambasadora Noëla:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Życie wielkoświatowe w Polsce przypominało cudzoziemcom, którym dane było brać w nim udział, towarzystwo francuskie z XVIII wieku, w tym, co było w nim najlepszego i najbardziej subtelnego. Kobiety odgrywały w nim tę samą rolę co wtedy, spotykało się tu tę dawną uprzejmość, wytworność, subtelność obejścia w połączeniu z istotną prostotą, pozbawioną wszelkiego snobizmu, jaki charakteryzował salony tamtego stulecia. Francuzi znajdowali w tym odblask delikatnego uroku swoich dawnych tradycji.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ten świat którego już nie ma, dla nas tak egzotyczny! Podobnie – przedwojenne bale, wówczas wciąż jeszcze odbywające się według dziewiętnastowiecznego scenariusza – otwierane polonezem, z karnetami pań, na które wpisywali się chętni, by z nimi zatańczyć, z tradycyjnym wodzirejem i z młodziutkimi dziewczętami strzelającymi spojrzeniami w kierunku przystojnych oficerów, będących atrakcją i ozdobą każdego balu. Nie tylko te miejskie, na których bawiła się sama śmietanka towarzyska, ale i te organizowane na prowincji – jak z opisu Marii Ginter, przypominającym mi trochę te urocze scenki z zabawy w Dwunastu Dębach w przededniu wojny secesyjnej (&lt;i&gt;Przeminęło z wiatrem&lt;/i&gt;, rzecz jasna):&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Auta i pojazdy konne zajeżdżały jeden po drugim. Wszystkie pokoje gościnne, przygotowane do nocowanie, służyły chwilowo do przebierania. (…) Najbardziej emocjonująca jest ostatnia godzina przed balem. (…) Orkiestra w salonie stroi instrumenty. Lokaje biegają od kuchni do jadalnego, zastawiając stoły. Kucharze na gwałt coś wykańczają, a pomocnice kręcą lody i biją śmietanę. (…) Goście tymczasem przebierają się we fraki i suknie balowe, urywając dzwonki na służbę. Pokojówki biegają od pokoju do pokoju, nie wiedząc komu najpierw coś odprasować czy przyszyć. I wreszcie na dźwięki gongu, którym wodzirej oznajmia rozpoczęcie balu, wszyscy schodzą do salonu. Tańce otwiera polonez. (…) Po kotylionie, (…), był walc figurowy na korcie tenisowym i puszczanie sztucznych ogni. Powrót do salonu wodzirej poprowadził wężem po parku między szpalerem kolorowych lampionów. (…) Zabawa trwała do rana. Ostatni taniec, biały mazur i pożegnania. Podjeżdżające ekwipaże unosiły kolejno rozbawionych gości. Wołania i śmiechy milkły powoli w mgle porannej. Opustoszały, ucichły nagle dwór wydawał się jak umarły.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z wielkim zainteresowaniem czytałam również o sztuce dwudziestolecia, wolnej wreszcie od męczącej konieczności drążenia tematów patriotycznych i narodowowyzwoleńczych, i zaglądałam za kulisy, pochłaniając niedyskretne opowieści o artystach (na przykład Boyu-Żeleńskim, który, przekornie uprzedzony do kinematografu, takiego wstydu narobił niegdyś w kinie Irenie Krzywickiej, wciąż gubiąc wątek i zadając głośno głupie pytania) czy wielkich osobowościach Polski międzywojennej, jak choćby samym Marszałku Piłsudskim (który mimo że słynął z powściągliwości, ponoć potrafił mocno się wzruszyć losami filmowych bohaterów).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nietrudno było poczuć tę radosną, łączącą powiew świeżości i nowoczesności z ciepłymi aromatami staropolskich tradycji atmosferę przedwojennej Polski – i nie sposób również uniknąć smutku i nostalgii czytając o tym, jak ten wspaniały rozwój został gwałtownie zatrzymany przez najazd Hitlera i wojnę. Do tego, co tak brutalnie wydarte, powrotu już nigdy nie będzie. Słusznie pisała Monika Żeromska, 1. września 1939 roku obserwując pierwszą powietrzną bitwę: „Wszystko się w tej chwili zmienia. Nasze życie, nasz świat i my już jesteśmy kimś innym, zupełnie niewiadomym”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-8UmOhUWpqmc/TvyBjdUmiRI/AAAAAAAAAIk/UIALn478XI8/s1600/kazimierz.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://1.bp.blogspot.com/-8UmOhUWpqmc/TvyBjdUmiRI/AAAAAAAAAIk/UIALn478XI8/s320/kazimierz.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Przedwojenny krakowski Kazimierz (&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/ea/Kazimierz_07797.jpg"&gt;źródło&lt;/a&gt;)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za książkę (zilustrowaną, o czym trzeba wspomnieć, całym mnóstwem przepięknych zdjęć, które same w sobie stanowią uroczą wędrówkę przez dwadzieścia lat międzywojennej Polski!) dziękuję wydawnictwu PWN.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cytaty: M. Łozińska, J. Łoziński, &lt;i&gt;W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne&lt;/i&gt;, wyd. PWN, Warszawa 2011.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-1471720607949562461?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/1471720607949562461/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/12/nostalgia-za-swiatem-ktorego-juz-nie-ma.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1471720607949562461'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1471720607949562461'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/12/nostalgia-za-swiatem-ktorego-juz-nie-ma.html' title='Nostalgia za światem, którego już nie ma – &quot;W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne&quot;, Maja i Jan Łozińscy'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-BdAr726UKUY/TvyCK1lKnMI/AAAAAAAAAIw/REQFAdHWTMo/s72-c/w+przedwojennej+polsce.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-4623538887320075106</id><published>2011-12-23T21:36:00.001+01:00</published><updated>2011-12-24T00:00:16.872+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozmaitości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małgorzata Musierowicz'/><title type='text'>O Bożym Narodzeniu, fenomenie Borejków i o pewnej rocznicy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Wszystkie cztery panienki pokładły się na stole i płakały ze śmiechu. Mama i Gabrysia krztusiły się i rechotały na przemian. Jeden tylko ojciec Borejko (który znów zdołał był zapaść w otchłań lektury, zapominając o przyczynie wzburzenia niedoszłej panny młodej) potoczył teraz nieprzytomnym spojrzeniem po twarzach siedmiu swoich ukochanych kobiet, a następnie, odebrawszy ogólne wrażenie radosnego szczebiotu i rozgardiaszu, rzekł, uspokojony:&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; - Lubię Gwiazdkę. – I powrócił do czytania.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Małgorzata Musierowicz, &lt;i&gt;Noelka&lt;/i&gt;, wyd. Akapit Press, Łódź 1992.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ja też lubię. Z jej rozgardiaszem, z hałaśliwością pełnego domu, z kolędami, z zapachem mandarynek, świątecznych wypieków, kompotu z suszek, z tym magicznym momentem świecenia lampek choinkowych po raz pierwszy. Już samo to wystarczy, by klimat Świąt uderzył do głowy, ale w ramach wprawiania się w odpowiedni nastrój sięgnęłam jeszcze po zaczytaną &lt;i&gt;Noelkę&lt;/i&gt;. I zachwyciłam się! Co to jest, że nawet po latach, nawet kiedy się już jest się może nie takim starym, ale nastoletnie uniesienia ma się już za sobą, Musierowicz dalej bawi i wzrusza? Tyle, że na trochę inne rzeczy zwraca się uwagę. Na przykład marzy się o tym, żeby samemu kiedyś (niedługo?) stworzyć taki dom, jak Borejków. Absolutnie otwarty, ciepły, przyciągający jak wielki magnes, taki, w którym gość nie stanowi niczego niezwykłego i dzięki temu natychmiast czuje się jak u siebie, taki, w którym żadnym problemem nie jest zaproszenie na Wigilię dwóch małych rumuńskich dziewczynek.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W takim domu, w takiej rodzinie Święta naprawdę są magiczne! I takich Wam, Czytelnicy drodzy, z całego serca życzę. Atmosfery, na jaką czeka się cały rok. I wytchnienia od codzienności, bo za szybko w dzisiejszych czasach żyjemy, za dużo mamy na głowie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-I47-IGXtSPs/TvTlENfleoI/AAAAAAAAAIA/H0358WekQ4E/s1600/20111124195616%2521Johansen_Viggo_-_Radosne_Bo%25C5%25BCe_Narodzenie.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="256" src="http://4.bp.blogspot.com/-I47-IGXtSPs/TvTlENfleoI/AAAAAAAAAIA/H0358WekQ4E/s320/20111124195616%2521Johansen_Viggo_-_Radosne_Bo%25C5%25BCe_Narodzenie.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Viggo Johansen, &lt;i&gt;Radosne Boże Narodzenie&lt;/i&gt;, 1891.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I przy okazji – kilka tygodni temu, tylko, nierozgarnięta, oczywiście to przegapiłam, mój blog miał swoje pierwsze urodziny. Dziękuję Wam za wszystkie ślady, jakie po sobie tutaj zostawiacie, za miłe słowa, ale i za milczące wyrazy uznania. Bo można pisać wyłącznie dla siebie, ale wówczas równie dobrze spełniałoby rolę spisywanie wrażeń w kajeciku i chowanie na dnie szuflady, jakiż byłby sens upubliczniania ich? Każdy pozytywny komentarz jest budujący, a każdy choćby zawiązek dyskusji – cudownie wzbogacający. Mam też nadzieję, że udaje mi się czasem swoimi tekstami Was zaciekawić, rozbawić, skłonić do refleksji. Postaram się na przyszłość dawać z siebie wszystko. Wielkie dzięki raz jeszcze!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-4623538887320075106?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/4623538887320075106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/12/o-bozym-narodzeniu-fenomenie-borejkow-i.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4623538887320075106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4623538887320075106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/12/o-bozym-narodzeniu-fenomenie-borejkow-i.html' title='O Bożym Narodzeniu, fenomenie Borejków i o pewnej rocznicy'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-I47-IGXtSPs/TvTlENfleoI/AAAAAAAAAIA/H0358WekQ4E/s72-c/20111124195616%2521Johansen_Viggo_-_Radosne_Bo%25C5%25BCe_Narodzenie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-9116876535134155970</id><published>2011-12-17T16:40:00.000+01:00</published><updated>2011-12-17T16:40:44.570+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zysk i S-ka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irena Dousková'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura czeska'/><title type='text'>O propagandowych wierszykach i bohaterstwie ośmiolatki – „Dumny Bądźżeś”, Irena Dousková</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ltB83QD7Zhk/TuywK-cULaI/AAAAAAAAAH0/HIiDtq-rdXU/s1600/dumny_badzzes.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-ltB83QD7Zhk/TuywK-cULaI/AAAAAAAAAH0/HIiDtq-rdXU/s320/dumny_badzzes.jpg" width="226" /&gt;&lt;/a&gt;Być dzieckiem, jak powszechnie wiadomo, nie jest łatwo. A co dopiero w warunkach takich, jak kilkuletnia Helenka, bohaterka &lt;i&gt;Dumnego Bądźżesia&lt;/i&gt;! Akcja tej powieści toczy się bowiem w Czechosłowacji w latach 70., kiedy to prezydentem został Gustáv Husák, wprowadzając serię reform nazwanych później „normalizacją Husáka”. Aby „zwykłym ludziom” zapewnić „spokój potrzebny do pracy”, rozpoczęto wówczas proces usuwania z życia publicznego osób niewygodnych, podejrzewanych o sympatie antysocjalistyczne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za taką osobę uznana zostaje między innymi mama Helenki, aktorka teatralna w niewielkim czeskim mieście (fikcyjnym, z tego co się orientuję), Niczinie. Dziewczynka obserwuje powoli postępujący proces zaszczuwania jej rodzicielki, który nazywa spiskiem; nie rozumiejąc oczywiście przyczyn i konsekwencji tych zmian, pojmuje wszystko z prostotą właściwą dziecku – bezbłędnie identyfikuje czarne charaktery całej sytuacji, dyrektora teatru oraz dawną przyjaciółkę mamy, i w dziecięcej lojalności względem Kasieńki (jak nazywa matkę) pragnie się na nich zemścić. Projektuje nawet morderstwo, który to pomysł wkrótce porzuca, dochodząc do wniosku, że nastręczyłby zbyt dużo problemów (i ostatecznie nie przeważa nawet argument, że w więzieniu mogłaby nieźle schudnąć).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No właśnie, prócz krzywd wyrządzanych jej mamie Helenka ma bowiem mnóstwo innych problemów. Ponieważ jest gruba, a do tego ma inne nazwisko niż jej mamusia (jest bowiem dzieckiem nieślubnym, pół-Żydówką, a jej biologiczny ojciec przebywa w „Niujorku”, przy czym dziewczynka wciąż drży ze strachu, że pewnego dnia przyjedzie i ją zabierze – kolejna troska!), dzieci w szkole się z niej wyśmiewają. Dlatego też woli spędzać czas wśród starszych – w końcu „dorośli nie są tak złośliwi jak dzieci i w ogóle są lepsi” (wielu z nas przed laty, w czasach szkolnych nieprzyjemności, pewnie by się pod tym poglądem podpisało). Wskutek tego przebywania wśród dorosłych Helenka jest dojrzała ponad wiek (a może na odwrót – dlatego, że jest tak dojrzała, czuje się przy nich dobrze?) – lojalnie wobec Kasieńki i jej męża pozbywa się prezentów od prawdziwego ojca (choćby to był przepiękny zestaw pisaków, o którym skrycie marzyła), zmaga się z wyrzutami sumienia po rozdeptaniu kilku ślimaków, wyczuwając, że żadne niewinne stworzenie nie zasługuje na takie traktowanie, i odważnie trwa we wpojonej w domu niechęci do komunistów, mimo całej szkolnej propagandy. Z troskami zaś radzi sobie, przypominając sobie usłyszany niegdyś w szkole wiersz o Dumnym Bądźżesiu – nawet jednak, kiedy jej ideał upada, okazuje się bowiem, że Dumny Bądźżeś to nie jakaś mityczna postać, bohater na miarę jej ukochanego, rycerza Dalibora z Kozojedów, lecz po prostu „dumny bądź, żeś”, przeświadczenie, że musi być dzielna i nie dać się zgnębić, pozostaje. Jest ono bowiem atrybutem Helenki, zostało niemalże wyssane z mlekiem matki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na równi jednak z tymi poważnymi kwestiami wśród helenkowych problemów stoi na przykład zawiedziona nadzieja wyjścia na koncert Miluszki Wobornikowej, ulubionej piosenkarki dziewczynki, rozszyfrowywanie tajemniczych napisów na drzwiach toalety, takich jak „Zrób mi to od tyłu”, wymigiwanie się od zjadania duszonego mielonego na szkolnej stołówce, fascynacja Pragą czy niechciane, wyrażające się odrażającym obślinianiem twarzy, zaloty kolegi z Zakopów. Pomijając więc nawet ten efektowny zabieg – niewesoła komunistyczna rzeczywistość z perspektywy dziecka – sam prosty urok dziecięcego pamiętnika jest niewątpliwym walorem tej książeczki. I na tyle, na ile literacki powrót do pierwszych lat życia i właściwego im spojrzenia na świat jest możliwy, wydaje mi się, że Irenie Douskovej świetnie się to udało. A kto przechowuje swoje stare zapiski z dzieciństwa, ten wie, że nic tak nie bawi i wzrusza jak ich ponowna lektura i zderzenie z tym nieskomplikowanym, naiwnym i niewinnym sposobem postrzegania.&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z kurwami ja też miałam kłopoty. W Zakopach przed blokami bawiliśmy się latem z dziećmi i chłopaki ciągle mówili: ty kurwo. Ja tego słowa jeszcze przedtem nie słyszałam, ale podobało mi się, tak że kiedy mnie babcia zawołała z okna na kolację, odpowiedziałam:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Za chwilkę, proszę, jeszcze nie jestem głodna, ty kurwo.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na deser jeszcze jeden cytat, z którego niechcący wyszedł Helence rozkoszny truizm i uniwersalna mądrość zarazem (o czym wie chyba każdy, kto choć raz był zakochany):&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;I pytałam też, co to znaczy na serce, i podobno to jest tak, że serce to najgorsza choroba. Jak ktoś ma serce, to prawie na pewno umrze.&lt;/blockquote&gt;***&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za sprezentowanie mi tej książeczki niniejszym dziękuję Adze P., towarzyszce zmagań studencko-inżynierskich :)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;I. Dousková,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Dumny Bądźżeś&lt;/i&gt;, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2007.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-9116876535134155970?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/9116876535134155970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/12/o-propagandowych-wierszykach-i.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/9116876535134155970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/9116876535134155970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/12/o-propagandowych-wierszykach-i.html' title='O propagandowych wierszykach i bohaterstwie ośmiolatki – „Dumny Bądźżeś”, Irena Dousková'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-ltB83QD7Zhk/TuywK-cULaI/AAAAAAAAAH0/HIiDtq-rdXU/s72-c/dumny_badzzes.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-3419381626774241188</id><published>2011-11-25T23:55:00.002+01:00</published><updated>2011-11-25T23:57:00.894+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura rosyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka i Wiedza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lew Tołstoj'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>Gorzki teatrzyk małżeństwa – „Sonata Kreutzerowska”, Lew Tołstoj</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-VANUqjK6O2Q/TtAcSnhdaNI/AAAAAAAAAHs/9ZPrTZeKa9k/s1600/sonata_kreutzerowska.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-VANUqjK6O2Q/TtAcSnhdaNI/AAAAAAAAAHs/9ZPrTZeKa9k/s1600/sonata_kreutzerowska.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Książka, której przezornie lepiej nie polecać swojemu narzeczonemu/narzeczonej. Z tak mroczną, przerażającą i beznadziejną wizją małżeństwa jeszcze się chyba w literaturze nie spotkałam! Zresztą według tołstojowskiego bohatera cała ludzka egzystencja może mieć sens tylko pod warunkiem że uznamy za priorytet bezwzględną cielesną czystość i porzucimy złudzenia co do istnienia zjawiska powszechnie zwanego miłością.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wasię Pozdnyszewa, pasażera pociągu, którym jedzie także narrator &lt;i&gt;Sonaty&lt;/i&gt;, ten odwieczny teatrzyk i gra pozorów doprowadziły do stanu, w którym bez większych skrupułów zamordował swą żonę. Spętany seksualną relacją, która przejmuje go wstrętem, ale której nie potrafi się wyzbyć, wpada w szał kiedy dostrzega – a może tylko sobie wmawia? – że i jeden z jego znajomych, muzyk Truchaczewski, odczuwa pociąg względem jego połowicy i próbuje się do niej zbliżyć. Zamiast jednak przelać gorycz i gniew na konkurentna – tak naprawdę wciąż nie mając pewności, czy doszło do zdrady, bazując na własnych mglistych przeczuciach i erotycznym napięciu, jakie wyczuwa podczas wspólnego koncertu Truchaczewskiego i swej żony (kiedy to odgrywają właśnie tytułową &lt;i&gt;Sonatę Kreutzerowską&lt;/i&gt; Beethovena) – mści się na kobiecie. Obwinia ją o własne zezwierzęcenie, choć w gruncie rzeczy jedyny problem, jaki ma, to problem z samym sobą.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystko w tej historii wydaje się nierealne – rozmowy szaleńca z żoną, awantury, zabójstwo z zimną krwią... Jak gdyby sam wymyślił sobie to wszystko. Skoro przyjmujemy, że w jego niespokojnej głowie powstać mogła ta niesamowita teoria na temat miłości i małżeństwa, w imię której zabił własną żonę, to czy cała ta opowieść nie mogłaby być wytworem jego fantazji (w końcu jednym z wielu nieprawdopodobnych elementów w tej książce jest fakt, że morderca pozostaje na wolności i opowiada o swych przejściach towarzyszom podróży, zamiast odpokutowywać swą winę na więziennej pryczy)? Może nie tylko nie było żadnej zdrady, ale i nie było żony, a może i sam Pozdnyszew to owoc delirycznej nocy spędzonej na ławce w pociągu?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak czy siak, nie ma to znaczenia. Fabuła, trącąca wręcz banałem, to tutaj jedynie szkielet. Zabójstwo bohatera jest tylko wisienką na torcie pewnej wizji życia, ideologii, która stanowi istotę tej książki. Na ile jest to wizja samego autora – trudno stwierdzić. Mimo że w internecie roi się od dyskusji i dociekań na ten temat, ja nie zamierzam wnikać, gdyż z biografią Tołstoja nie jestem zbyt obeznana. Sceptycznie nastawiają mnie jednak do utożsamiania Pozdnyszewa z samym Tołstojem dwie rzeczy. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po pierwsze – trudno mi uwierzyć, że ten sam człowiek, który tak taktownie i wyrozumiale odmalował dramat Anny Kareniny, hołdowałby tak bezwzględnym poglądom na kobiece plemię (nawet mimo kilkunastu lat dzielących daty powstania tych dwóch dzieł). Po drugie – myślę, że człowiekowi na poważnie patrzącemu w ten sposób na świat byłoby po prostu bardzo trudno na tym świecie wytrzymać. O ile nietrudno poprzeć święte oburzenie Pozdnyszewa, kiedy opowiada o wychowaniu seksualnym chłopców z dobrych domów, opierającym się na zaleceniach jak najczęstszych kontaktów fizycznych z kobietami, także w burdelach (bo to ponoć „dobre dla zdrowia”), o tyle już daleko idące wnioski, jakie potem wysnuwa – że ludzkość osiągnąć może pełnię szczęścia tylko odżegnując się zupełnie od fizycznego pożądania i obalając społeczny porządek nakazujący małżeństwo i płodzenie dzieci, w której to zabawie tak naprawdę chodzi tylko i wyłącznie o seks – &amp;nbsp;są zupełnie kosmiczne. Brzmi jak bredzenie frustrata, który nie spotkał po prostu odpowiedniej dla siebie kobiety – bo czy odpowiednią można nazwać taką, z którą już przed ślubem nie ma o czym rozmawiać? Pozdnyszew twierdzi co prawda, że teoria jego nie opiera się tylko na własnych doświadczeniach, ale perypetiach znajomych, jednak jedyne dopuszczane przeze mnie w tym wypadku wyjaśnienie, to że jego znajomi również mieli pecha. Widać niezbyt fortunne kryteria doboru towarzyszek życia były wówczas problemem powszechnym.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wynurzenia tołstojowskiego bohatera dla mnie pozostają więc ciekawostką, i rewolucji w postrzeganiu świata nie wywołały, jednak z pewnością dają do myślenia. Warto czasem przyjąć na moment punkt widzenia proponowany w czytanej książce, nawet najbardziej absurdalny i egzotyczny, choćby po to, by powrócić do własnego z tym większym przekonaniem o jego słuszności.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W związku z &lt;i&gt;Sonatą Kreutzerowską&lt;/i&gt; zachęcam do zapoznania się z treścią dyskusji w &lt;a href="http://czytankianki.blogspot.com/2011/10/klub-czytelniczy-odc-10-sonata.html"&gt;Klubie Czytelniczym Ani&lt;/a&gt;. Ja się tym razem mocno spóźniłam (zresztą i kolejna lektura Klubu przeszła mi właśnie koło nosa), i mam wrażenie, że nie pozostało już nic do dodania, ale poczytać warto, bo padło wiele ciekawych i inspirujących uwag na temat dzieła Tołstoja.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;L. Tołstoj,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Sonata Kreutzerowska&lt;/i&gt;, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1987.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-3419381626774241188?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/3419381626774241188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/11/gorzki-teatrzyk-mazenstwa-sonata.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/3419381626774241188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/3419381626774241188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/11/gorzki-teatrzyk-mazenstwa-sonata.html' title='Gorzki teatrzyk małżeństwa – „Sonata Kreutzerowska”, Lew Tołstoj'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-VANUqjK6O2Q/TtAcSnhdaNI/AAAAAAAAAHs/9ZPrTZeKa9k/s72-c/sonata_kreutzerowska.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-5242876695929177590</id><published>2011-11-19T18:23:00.001+01:00</published><updated>2011-11-19T23:16:06.600+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='listy i wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Imprint'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura nowozelandzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marguerite van Geldermalsen'/><title type='text'>Beduińska nostalgia przybyszki – „Żona Beduina”, Marguerite van Geldermalsen</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-LYfLECvR2mU/TsfgCAYQtPI/AAAAAAAAAGs/-ZNqwDJ_0d8/s1600/zona_beduina.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-LYfLECvR2mU/TsfgCAYQtPI/AAAAAAAAAGs/-ZNqwDJ_0d8/s320/zona_beduina.jpg" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy zaczęłam czytać tę autobiograficzną powieść o dwudziestu czterech latach spędzonych w jordańskiej jaskini u boku męża-Beduina, pomyślałam sobie, że 22-letnia Marguerite van Geldermalsen była kobietą bardzo lekkomyślną. Z pierwszych stron tej książki wyłania się obraz dziewczęcia z przysłowiowym „fiubździu” w głowie, odważnej odwagą graniczącą z głupotą, szukającej przygód i wrażeń bez względu na konsekwencje. Wraz ze swą towarzyszką wyprawy – która to wyprawa miała być tylko epizodem w jej życiu, barwnym wspomnieniem przywoływanym po latach jako szaleństwo młodości – beztrosko zgodziła się przenocować w jaskini u człowieka widzianego po raz pierwszy w życiu, a później bez dłuższego zastanowienia, po niecałych trzech miesiącach znajomości, wyszła za niego za mąż.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dopiero po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że może niekoniecznie ta relacja świadczy o bezmyślności i emocjonalnej niedojrzałości autorki. Przecież trwała wiernie i niezmiennie w tym związku przez tyle lat, aż do śmierci męża, mimo niewygód i szoku kulturowego, jaki musiała przeżyć stając się członkinią beduińskiej społeczności. To nie sama Marguerite, a raczej jej sposób opowiadania jest pozbawiony większych emocji, co chwilami drażniło. Narracja bywała przez to sucha i ciężka do przełknięcia. Kiedy indziej jednak wywierało to na mnie zupełnie inne wrażenie – myślałam sobie, że taka wizja miłości, bez fajerwerków, burz, rozstań i powrotów, jakimi zarzucają nas współczesne love story, a opowiedziana językiem zwykłych codziennych zdarzeń, bardziej przypominająca nieoczekiwane przybycie starego przyjaciela, jest piękna. Tylko spokojne oddanie i czysta radość z bycia razem, i te sporadyczne, w tej powieści niby ukradkiem przemycane wyrazy czułości.&lt;/div&gt;&lt;blockquote align="justify" class="tr_bq"&gt;Gdy zbliżyliśmy się do Gasr al-Bint, rzucił się na nas tłum dziennikarzy i reporterów. (...) Kiedy jeden z nich zapytał, podnosząc ręce w górę i wskazując świątynię i błękitne niebo:&lt;br /&gt;- Proszę nam powiedzieć, co sprawiło, że zamieszkała pani tutaj w starożytnym mieście, wśród przepięknych gór? – miałam gotową odpowiedź.&lt;br /&gt;Spojrzałam na przystojnego Muhammada, idącego tuż obok mnie i odpowiedziałam bez wahania:&lt;br /&gt;- On.&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Druga rzecz, która spodobała mi się w tej książce to ładnie zarysowany w tle proces zmian, jakim podlega społeczność Beduinów w okresie gdy Marguerite staje się jej częścią – przeprowadzka z jaskiń do murowanego osiedla, przyswojenie nowinek technologicznych (na czele z elektrycznością, jakkolwiek kuriozalnie to brzmi), komputerów i internetu (o czym autorka wspomina już w Epilogu). Ogólnie rzecz biorąc – wkroczenie cywilizacji. Marguerite odmalowuje Beduinów, krewnych i przyjaciół swojego Muhammada, jako zaciekawionych nowymi możliwościami, jakie się przed nimi roztaczają, i podnieconych opcją życia w stylu zachodnim (zresztą sam Muhammad posiada ten rys – mimo że jego małżonka wcale się nie skarży i o nic nie prosi, ten z zapałem udoskonala ich jaskinię, wprowadzając udogodnienia podpatrzone w czasie wizyty w Nowej Zelandii). Ona sama jednak, choć jest mimo wszystko wciąż przybyszką – a może właśnie dlatego? – zdaje się odczuwać pewną nostalgię za dawnym światem, prymitywnym, ale za to bardziej sprzyjającym więziom międzyludzkim i czerpaniu radości z prostych uroków życia. Zastanawia się nawet, czy nie mogliby pozostać w swojej jaskini, mimo że wszyscy inni przeprowadzają się do nowego osiedla, Muhammad przekonuje ją jednak słowami: „Nie warto wchodzić do raju, gdzie nie ma ludzi”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-p2yDspq_E0o/TsfgE3PCjZI/AAAAAAAAAG0/NuVUhRJlHNc/s1600/Marguerite_van_Geldermalsen.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-p2yDspq_E0o/TsfgE3PCjZI/AAAAAAAAAG0/NuVUhRJlHNc/s320/Marguerite_van_Geldermalsen.jpg" width="217" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Marguerite van Geldermalsen (&lt;a href="http://marriedtoabedouin.com/"&gt;Źródło&lt;/a&gt;)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Niestety jednak ja odczułam podczas lektury, że autorka nie zajmuje się zawodowo pisaniem i że wcześniej nie próbowała swoich sił w tym fachu (choć, z tego co wyczytałam, jakieś lekcje pisania brała). Chronologia jest tu zachowana, jednak &lt;i&gt;Żona Beduina&lt;/i&gt; przypomina momentami, zwłaszcza pod koniec, zbiór krótkich notatek bez ładu i składu. Ponadto sposób opowiadania – co pewnie wiąże się z tym brakiem emocji, o którym wspominałam – jest mało porywający i niespecjalnie rozumiem zapewnienia, że to bardzo wciągająca książka, których wszędzie pełno. O ile początek, wyjaśnienie jak to się właściwie stało że Marguerite znalazła się w Petrze, czytałam jeszcze z zaciekawieniem, o tyle wiele stron opisujących jej życie wśród Beduinów już mnie znużyło.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Doszłam w ten sposób do wniosku, że jednak niespecjalnie przepadam za tego typu literaturą wspomnieniową w wydaniu nie-pisarzy. A może zbyt się zrobiłam wybredna przez to zaczytywanie się w klasykach? Historie tego typu są często ciekawe, tak jak w tym przypadku, ale pozostaje jakiś niedosyt, takie „można to było lepiej napisać”. Myślę jednak, że &lt;i&gt;Żonę Beduina&lt;/i&gt; ze względu na inne walory mogę polecić. Zwłaszcza, jeśli ktoś lubi takie literackie, międzykulturowe podróże po świecie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Aha, a Marguerite, mimo że po śmierci Muhammada spędziła jakiś czas w Sydney, wróciła w końcu do Petry. Gdyby ktoś się wybierał w te okolice, można ją spotkać w jej sklepiku z pamiątkami i poprosić o autograf :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za książkę dziękuję&amp;nbsp;&lt;a href="http://ksiegarnia.pwn.pl/"&gt;Wydawnictwu PWN&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;M. van Geldermalsen,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Żona Beduina&lt;/i&gt;, wyd. Imprint, Warszawa 2006.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-5242876695929177590?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/5242876695929177590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/11/beduinska-nostalgia-przybyszki-zona.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5242876695929177590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5242876695929177590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/11/beduinska-nostalgia-przybyszki-zona.html' title='Beduińska nostalgia przybyszki – „Żona Beduina”, Marguerite van Geldermalsen'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-LYfLECvR2mU/TsfgCAYQtPI/AAAAAAAAAGs/-ZNqwDJ_0d8/s72-c/zona_beduina.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-8846421671798985938</id><published>2011-11-01T21:17:00.000+01:00</published><updated>2011-11-01T21:17:10.042+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PIW'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='François Rabelais'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura francuska'/><title type='text'>Szukając odpowiedzi w głębi Boskiej Flaszy – François Rabelais, „Gargantua i Pantagruel”</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;By pokazać, że jeszcze żyję i o blogu pamiętam – oraz jako wstęp do mojego tekstu, który ukaże się w kolejnym Archipelagu w ramach tematu przewodniego – napiszę dziś krótko o pewnym XVI-wiecznym dziele, które wstrząsnęło ówczesną Francją i do dziś budzi spore kontrowersje.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-C6NmCwndMeQ/TrBTBFf8eQI/AAAAAAAAAGk/lxQSwaMR-sI/s1600/gargantua.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-C6NmCwndMeQ/TrBTBFf8eQI/AAAAAAAAAGk/lxQSwaMR-sI/s320/gargantua.JPG" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;Kojarzycie przymiotnik „gargantuiczny”? Pewnie wiele osób tak, tymczasem nie wszyscy wiedzą, że pochodzi on od imienia Gargantui, olbrzyma z królewskiego rodu, powołanego do życia przez Françoisa Rabelais'go na kartach dzieła, które mam na myśli – &lt;i&gt;Gargantui i Pantagruela&lt;/i&gt;. Od Pantagruela z kolei wziął się „pantagruelizm” – radosna i beztroska ideologia opierająca się na życzliwości, otwartości, śmiechu – „prawdziwym królestwie człowieka”, pełnej akceptacji własnej cielesności, umiłowaniu biesiady i ludzkiego towarzystwa, odrzuceniu wszelkiej hipokryzji i wysławianiu Boga (którego wspaniałym dziełem jest przecież i nasze ciało, należy więc oddać mu należną mu cześć). Kiedy kilka dni temu po raz drugi zakończyłam lekturę &lt;i&gt;Gargantui i Pantagruela&lt;/i&gt;, zakochałam się w tych księgach na nowo i pomyślałam, że niczego tak bardzo nie pragnę, jak stać się rasową pantagruelistką.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak się to wszystko zaczęło? Rabelais, prócz tego że był duchownym i uczonym, parał się także sztuką medyczną. Ponieważ jednak do swoich obowiązków jako lekarz podchodził bardzo beztrosko, przebywając w Lyonie stracił posadę w szpitalu i musiał szukać innych źródeł zarobku. Dostał wówczas zlecenie od pewnego księgarza, polegające na napisaniu kontynuacji uciesznej opowiastki o olbrzymie Gargantui, która robiła wtedy zawrotną furorę na rynku wydawniczym. Zlecenie przyjął, spłodził kontynuację – i dużo więcej, bo stała się ona pierwszą z pięciu ksiąg jego największego dzieła, pisanego ostatecznie w ciągu ponad dwudziestu lat i dojrzewającego wraz z autorem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsza księga opowiada losy króla-olbrzyma Gargantui, zaś pozostałe cztery to przygody jego syna Pantagruela. Gargantuę poznajemy jako rozpuszczonego bachorka i nieuka, który jednak, wyzwolony spod szkodliwych wpływów pustogłowych nauczycieli-sorbonistów, trafiwszy w ręce odpowiedniego opiekuna, przeradza się we wzór cnoty, elokwencji i odwagi i na koniec bohatersko służy ojcu wraz ze swymi kompanami w wojnie przeciwko Lerneńczykom. Jeśli zaś chodzi o część opowieści poświęconą Pantagruelowi, dominuje w niej postać jego przyjaciela Panurga – bawidamka, chwalipięty, opoja i tchórza, który, pragnąc się dowiedzieć, czy jeśli wstąpi w związek małżeński, żona przyprawi mu rogi, wyprawia się wraz z Pantagruelem i resztą ich towarzyszy w daleką podróż do sławnej wyroczni, Boskiej Flaszy (czyli po prostu wielkiej butelki).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rabelais nie przebiera w słowach i niejednokrotnie naraża swych czytelników na niesmak. Jego bohaterowie pierdzą, srają, szczają, i rzygają, fajdają ze strachu w pludry, nie krępują się poprosić wprost damę o mieszkanie dla ich „Kuby Skoczka” i radośnie opowiadają sobie historie o zakonnicach obracanych przez żywotnych mnichów. Do tego w wielu fragmentach można się doszukać niechęci dla kobiecego rodu, który według Rabelais'go jest niestały, kłamliwy i rozpustny. Na pewno więc nie wszystkim te księgi przypadną do gustu. Przy tym wszystkim tyle jednak w nich nieskrępowanej radości życia, tyle komizmu, choć niewybrednego i nie raz rumieniec na twarz przywołującego, tyle rozmachu, tyle barw i ciepła, i tyle cudownej lekkości pióra, że –&amp;nbsp;w moim przypadku przynajmniej – ciężko było się nie uśmiechnąć. Do tego dochodzi całe to „drugie dno”, błyskotliwe aluzje do ówczesnej sytuacji w kraju i na świecie, wyczerpująco tłumaczone w przypisach przez tłumacza – niesamowitego Boya-Żeleńskiego, który po raz kolejny odwalił tutaj kawał solidnej roboty.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ja polecam. Zwłaszcza tym, którzy spodziewają się przykurzonego i mocno przeterminowanego, ciężkostrawnego tomiszcza. Ja podeszłam do tej lektury bez uprzedzeń, bo za sprawą mistrza Hrabala, któremu wiedziałam, że mogę zaufać. Jeśli ktoś nie zawaha się zaufać mnie – to mam nadzieję, że się nie zawiedzie i zasili szeregi pantagruelistów :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;F. Rabelais,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Gargantua i Pantagruel&lt;/i&gt;, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1988.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na koniec – trochę już późno, ale zachęcam do lektury &lt;a href="http://www.wiadomosci24.pl/artykul/od_blogera_do_reportera_od_grafomana_do_fotografa_co_daje_215756.html"&gt;artykułu Sol o blogowaniu i blogerach&lt;/a&gt;, do którego dorzuciłam swoją cegiełkę. Moim zdaniem wyszedł z tego bardzo interesujący i wyczerpująco podchodzący do tematu tekst.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-8846421671798985938?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/8846421671798985938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/11/szukajac-odpowiedzi-w-gebi-boskiej.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/8846421671798985938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/8846421671798985938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/11/szukajac-odpowiedzi-w-gebi-boskiej.html' title='Szukając odpowiedzi w głębi Boskiej Flaszy – François Rabelais, „Gargantua i Pantagruel”'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-C6NmCwndMeQ/TrBTBFf8eQI/AAAAAAAAAGk/lxQSwaMR-sI/s72-c/gargantua.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-7027823114677844010</id><published>2011-10-19T00:07:00.000+02:00</published><updated>2011-10-19T00:07:10.679+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Archipelag'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozmaitości'/><title type='text'>Archipelag nr 6</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-MKH893xioN0/Tp3nDK5CDoI/AAAAAAAAAGc/aI_lAnzrdkQ/s1600/okladka.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-MKH893xioN0/Tp3nDK5CDoI/AAAAAAAAAGc/aI_lAnzrdkQ/s320/okladka.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Z wielką przyjemnością informuję, że jesienny numer Archipelagu jest już do pobrania ze &lt;a href="http://www.archipelag-magazyn.pl/"&gt;strony czasopisma&lt;/a&gt;. Tym razem motywem przewodnim jest Tożsamość. Zależało nam na możliwie jak najszerszym ujęciu tematu, więc serwujemy intrygującą mieszankę – jest i o tożsamości w społeczeństwach wielokulturowych, i o Górnoślązakach, Polakach współcześnie, Farerach, Żydach, i o pisarkach piszących pod pseudonimami, i o – tu moje pięć groszy – utracie tożsamości w kontekście amnezji oraz o tożsamości człowieka we współczesnym, zakłamanym świecie według Milana Kundery.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Prócz tego stałe rubryki i tu też smakowitości, że palce lizać! Między innymi bardzo ciekawy wywiad z Leilą Aboulelą, sławni pisarze "od kuchni" – wgląd w ich pisarskie zwyczaje, i o literacko-filmowym spotkaniu&amp;nbsp;&lt;i&gt;Trzech muszkieterów&lt;/i&gt; Dumasa,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Klubu Dumas&lt;/i&gt; Pérez-Reverte'a oraz&amp;nbsp;&lt;i&gt;Dziewiątych wrót&lt;/i&gt; w reżyserii Polańskiego (o dwóch pierwszych pisałam u siebie na blogu, film wciąż mam w planach, niemniej tekst Renaty Borowiak bardzo polecam).&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ostrzegam tylko lojalnie, że lektura tego numeru – zresztą nie tylko tego – grozi gwałtownym poszerzeniem listy "must read" i "must see", czego doświadczyłam na sobie już po samym przejrzeniu zawartości. A w ogóle to może i jestem nieobiektywna, ale naprawdę czuję i widzę, że z każdym kolejnym numerem Archipelag staje się lepszy, piękniejszy, ciekawszy.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Każdego, kto mój zachwyt podziela, zapraszam do głosowania na nasz magazyn w boju o &amp;nbsp;&lt;a href="http://papierowyekran.pl/"&gt;Papierowy Ekran&lt;/a&gt;. I życzę Wam samych pozytywnych wrażeń z lektury jesiennego numeru!&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jeszcze jedno – zapraszamy do współpracy każdego, kto miałby dla nas ochotę jakiś tekścik spłodzić. Pod moją opieką znajdują się obecnie rubryki Subiektywny punkt widzenia – czyli twory felietonopodobne – oraz Wokół książki – czyli praktycznie wszystko, co z książkami związane. Chętnych z ciekawymi pomysłami gorąco zapraszam!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-7027823114677844010?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/7027823114677844010/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/10/archipelag-nr-6.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/7027823114677844010'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/7027823114677844010'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/10/archipelag-nr-6.html' title='Archipelag nr 6'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-MKH893xioN0/Tp3nDK5CDoI/AAAAAAAAAGc/aI_lAnzrdkQ/s72-c/okladka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-2400772645326382335</id><published>2011-09-29T20:57:00.001+02:00</published><updated>2011-09-29T22:37:05.352+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czarne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Andrzej Stasiuk'/><title type='text'>Opowieści z pogrążonego w agonii świata - "Taksim", Andrzej Stasiuk</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-cIR8wJELhI8/ToS_PT8SkUI/AAAAAAAAAGU/ZI41WaIvYsI/s1600/Taksim.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-cIR8wJELhI8/ToS_PT8SkUI/AAAAAAAAAGU/ZI41WaIvYsI/s1600/Taksim.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;i&gt;Taksim&lt;/i&gt; to wyjątkowo bogata książka. Mnogość problemów, które  zostały w niej poruszone, wizja pogrążającego się w  tandecie, znikającego pod warstwą śmieci świata, specyfika małego  miasteczka gdzieś z dala od wszystkiego, gdzie nigdy nic się nie  zmienia, samotność, przyjaźń, pragnienie ruchu, zmian, przyjemność, jaką dają wędrówki w czasie i przestrzeni, nawet jeśli – a może właśnie dlatego że – są one w gruncie rzeczy bezustannym uciekaniem... Nie chcę się jednak na ten temat rozpisywać, bo niemal wszystko zostało już gdzie indziej powiedziane, a czuję, że nie potrafiłabym piękniej, mądrzej, błyskotliwiej. Nie będzie to więc typowa recenzja.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W szarym, powoli umierającym świecie Stasiuka jest kilka wyrw. Kilka światełek w tunelu, które świecą najjaśniej w końcówce, w dzielnicy Taksim. Czemu ten stambulski plac, który pojawił się dopiero na ostatnich kilku stronach, dał tytuł całej książce? Właśnie dlatego, że tam zostaje odnaleziony sens, stały grunt pośrodku grzęzawiska apokaliptycznych czasów, to, czego warto się jeszcze trzymać.&lt;i&gt; Taksim&lt;/i&gt; to gorzka pigułka, ale przykry posmak neutralizuje słodycz zakończenia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wracając do światełek w tunelu – jednym z nich wydaje się sam Władek, towarzysz handlowych podróży narratora po Europie Wschodniej. To głównie na tej wspaniałej postaci chciałam się skupić, na tym gawędziarzu, entuzjaście, wszędobylskim, tym, który jest „trochę jak Szwejk, trochę jak Szeherezada” – &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,76842,7116304,Taksim__Stasiuk__Andrzej.html"&gt;wedle słów samego Stasiuka&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Władek jest opowiadaczem. Bezustannie zapatrzony w przeszłość, opowiada świat, który już nie istnieje, jakby to wczoraj było jego prawdziwym życiem, nie dzisiaj. Musi mówić, staje się przez mówienie, przez zakrapiane wódką i osnute papierosowym dymem bezustanne gawędzenie, przez swoje zabawne, przerażające, smutne historie. Prawdziwe, albo i zmyślone - „bo to było nawet lepsze od prawdy”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Jak nie gadał, to był martwy. Chwilami miałem wrażenie, że żył tylko po to, żeby to swoje życie potem komuś opowiadać. &lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale umie też słuchać. Zna wszystkich i wszyscy jego znają. Zawsze wie co powiedzieć, by zaskarbić sobie ludzką sympatię, z każdym potrafi się dogadać, dba o innych i jest wrażliwy na cudzy los.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;A może było tak, że przyciągał ludzi i zdarzenia, jak magnes przyciąga opiłki? Że jego życie to był wir, który wciąga inne życia? Tak sobie czasem myślałem. Ale w gruncie rzeczy to on był po prostu zwyczajnym kolesiem, który nie robi problemu, że cudze życie zachodzi na jego. (...) Nie odmawiał światu ani ludziom, ponieważ nie było w nim podejrzliwości.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ta naiwność, ten dziecięcy prawie zapał dla nowości, po części go zgubił – a po części uratował. To zawiła gra przypadków, jedna z tych, które ostatnio sama z zapałem śledzę w życiach cudzych i swoim. Gdyby nie ten zapał, nie poznałby Siwego i nie wszedł z nim w interes; nie poznałby również Evy, ale to właśnie Siwy okazał się tym, który, w swoich błyszczących laczkach, ze swoim biczykiem i miną pana i władcy stoi na drodze do ich wspólnego szczęścia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Władek wie, że to miłość jest prawdziwą ucieczką od smutku rozpadającego się świata, wiecznie poszukiwanym stałym gruntem, sensem. Decyduje się więc na ostateczne rozwiązanie, porywa się na szaleńczy czyn dla swojej Evy, dla tej zaspanej świętej w tandetnych jaskrawych sweterkach, która tak mi przypominała hrabalowską Jarmilkę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lubię taką „gadaną” prozę. Mimo w tym wypadku fragmentarycznego stylu, za czym akurat nie przepadam. Wersja Stasiuka jest dynamiczna, ale i statyczna zarazem, mnóstwo to ruchu i płynięcia, jednak w gruncie rzeczy po przekraczaniu kolejnych granic – tych w czasie czy przestrzeni – niewiele się zmienia. Wszędzie szarość, bieda, pustka zapełniana kolorowymi, tandetnymi złudzeniami. I tylko te światełka w tunelu. Choćby to był po prostu kot, który czeka, by go nakarmić.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;A. Stasiuk, &lt;i&gt;Taksim&lt;/i&gt;, wyd. Czarne, Wołowiec 2009.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-2400772645326382335?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/2400772645326382335/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/opowiesci-z-pograzonego-w-agonii-swiata.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/2400772645326382335'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/2400772645326382335'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/opowiesci-z-pograzonego-w-agonii-swiata.html' title='Opowieści z pogrążonego w agonii świata - &quot;Taksim&quot;, Andrzej Stasiuk'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-cIR8wJELhI8/ToS_PT8SkUI/AAAAAAAAAGU/ZI41WaIvYsI/s72-c/Taksim.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-7776083232231849661</id><published>2011-09-24T00:38:00.000+02:00</published><updated>2011-09-24T00:38:57.958+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='listy i wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydawnictwo Literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura turecka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Orhan Pamuk'/><title type='text'>Słodko-gorzki smak przeszłości - "Stambuł. Wspomnienia i miasto", Orhan Pamuk</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-vk21E9tqIps/TnzfSb3rcWI/AAAAAAAAAGE/WFowSW3Emek/s1600/stambul.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-vk21E9tqIps/TnzfSb3rcWI/AAAAAAAAAGE/WFowSW3Emek/s1600/stambul.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Pozazdrościłam komuś, kto się aktualnie rozbija po świecie i zahaczył o Stambuł między innymi, i zaczęła mnie nęcić literacka podróż w tamte strony, gdzie czytelniczo do tej pory było mi jakoś nie po drodze. A że &lt;i&gt;Stambuł&lt;/i&gt; Pamuka i tak miałam w planach, bo trochę dobrego o nim słyszałam, zaś takie sentymentalne powroty do dzieciństwa wprost uwielbiam, zachęcać mnie nie trzeba było...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ta książka jest trochę jak spacer z autorem po jego mieście. Przemierzamy razem z nim zaniedbane stambulskie uliczki, siedzimy nad Bosforem, obserwujemy statki, chłoniemy melancholię malowniczych przedmieść, słuchając przy tym historii jego dzieciństwa – niespokojnego, ale ostatecznie uznanego za szczęśliwe – i młodości, ze wszystkimi jej nadziejami i rozczarowaniami. Wbrew pozorom nie jest to jednak ani osobista opowieść przyozdobiona miejskimi widoczkami, ani przewodnik okraszony wspomnieniami autora. Życie Pamuka jest nierozerwalnie związane ze Stambułem – pisze „los Stambułu to mój los” – podobnie jak w przypadku wszystkich, według autora, mieszkańców dawnego Konstantynopola.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Wszystkie słowa wypowiedziane przez nas na temat naszego miasta, jego duszy i racji istnienia, będą w istocie opowieścią o naszym życiu. Jedynym centrum miasta jesteśmy bowiem my sami. &lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Budując ten portret Stambułu Pamuk nie opiera się wyłącznie na własnych obserwacjach. Przywołuje opisy historyczne, pokazuje stare ryciny i zdjęcia, opowiada o pisarzach podobnie jak on zrośniętych z tym miastem, którzy za cel postawili sobie utrwalenie jego piękna i atmosfery (spośród nich najciekawszy moim zdaniem to Reşat Ekrem Koçu; poświęcił on życie tworzeniu &lt;i&gt;Encyklopedii stambulskiej&lt;/i&gt;, która ostatecznie przybrała kształt gabinetu osobliwości, niezwykle obszernego zbioru opowieści i anegdot ze Stambułem w tle, wygrzebanych wśród gazet, dokumentów i przykurzonych książek). Cytuje jednak również wypowiedzi przybyszów z Zachodu, takich jak Flaubert i Gautier, uważa bowiem, że ich dystans, świeżość ich spojrzenia jest konieczna przy tworzeniu pełnego, wielowymiarowego obrazu miasta. Dzięki różnorodności źródeł, z których autor czerpie opowiadając o Stambule, otrzymujemy niezwykle soczysty, bogaty opis.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właściwy tylko Stambułowi nastrój, melancholię, którą przesiąka do głębi życie każdego stambułczyka, a która korzenie swoje ma w smutnej historii tego miasta, we wspomnieniu jego dawnej świetności, autor określa jako &lt;i&gt;hüzün&lt;/i&gt; i poświęca temu zjawisku cały obszerny rozdział. &lt;i&gt;Hüzün&lt;/i&gt; jest niedostrzegalny dla nowo przybyłego, ale&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Kiedy dobrze poznamy to uczucie, dostrzeżemy naznaczone nim widoki, zakątki i ludzi. A potem stanie się dla nas czymś oczywistym, jak mgła, która delikatnie drży nad wodami Bosforu, kiedy w mroźne zimowe poranki nagle wychodzi słońce.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zadziwiające jest, jak głęboko sięga ta melancholia – według autora nawet sposób ubierania się mieszkańców Stambułu to sprawka &lt;i&gt;hüzün&lt;/i&gt;. Podobnie – nieustanne bójki Pamuka z bratem:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Tak samo jak podczas lekcji zgłaszaliśmy się do odpowiedzi, sądząc, że w ten sposób manifestujemy naszą mądrość i odrębność od reszty; za wszelką cenę chcieliśmy pokonać i zmiażdżyć przeciwnika, by odeprzeć strach czający się w najmroczniejszym kącie naszej duszy – smutek i przygnębienie z powodu losu, jaki został pisany Stambułowi, a więc także i nam.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Stambuł&lt;/i&gt; to niesamowicie osobista książka. Sprawia wręcz wrażenie rozrachunku z samym sobą, jest próbą uporządkowania wspomnień i krytycznego spojrzenia na własną przeszłość. Pamuk szczerze opowiada o swoim dzieciństwie, o podwójnym życiu swego ojca, kłótniach rodziców, o nieco pogardliwym stosunku własnej rodziny do religii („utożsamialiśmy pobożność z marnym statusem materialnym”), trudnościach z rozmową na poważne tematy i zakłamaniu rażącym nieoswojonego jeszcze z prawami, jakimi rządzi się świat dorosłych chłopca. Wreszcie wspomina swoją pierwszą miłość, która rozbudziła, a następnie – w obliczu niespełnienia – zabiła w nim ambicje malarza, oraz burzliwe rozmowy z matką, której pragnienie, by jej syn zdobył solidny zawód i wiódł spokojne, pozbawione ekscesów życie (jak sułtan Orhan, na którego cześć przyszłemu nobliście nadano takie imię) kolidowało z jego aspiracjami artystycznymi. Niesamowite wrażenie robi przy tym ostatni rozdział – burza w duszy wchodzącego w dorosłość Orhana i mocne „Zostanę pisarzem”, niczym kropka nad i.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-z5kWYFICT4A/TnzfWGDim-I/AAAAAAAAAGI/3QyykWsruEg/s1600/rodzina_pamuka.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-z5kWYFICT4A/TnzfWGDim-I/AAAAAAAAAGI/3QyykWsruEg/s320/rodzina_pamuka.jpg" width="229" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://merlin.pl/Stambul-Wspomnienia-i-miasto_Orhan-Pamuk,images_zdjecia,15,978-83-08-04174-1_4.jpg"&gt;Mały Orhan Pamuk z rodzicami i bratem&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Dzięki tej lekturze przekonałam się też, że szalenie lubię lokalny patriotyzm. Przypomina mi się przytoczona w &lt;i&gt;Stambule&lt;/i&gt; anegdota, jak to Dostojewski pojechał do Genewy i uznał wszystkich jej mieszkańców za idiotów, bo o wszystkim, co związane z ich miastem mówili jakby był to mały cud. Z miejsca pokochałam genewczyków z tej opowieści! Pamuk co prawda nie jest w swojej miłości dla Stambułu zupełnie bezkrytyczny, pisze też o wszystkim, co mu się w tym mieście nie podoba, i przyznaje, że czasem go nienawidzi. To jednak dodaje temu przywiązaniu autentyzmu. Dlatego tą książką Pamuk niezwykle u mnie zapunktował, nie tylko jako pisarz, ale i jako człowiek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O. Pamuk, &lt;i&gt;Stambuł&lt;/i&gt;, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-7776083232231849661?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/7776083232231849661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/sodko-gorzki-smak-przeszosci-stambu.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/7776083232231849661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/7776083232231849661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/sodko-gorzki-smak-przeszosci-stambu.html' title='Słodko-gorzki smak przeszłości - &quot;Stambuł. Wspomnienia i miasto&quot;, Orhan Pamuk'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-vk21E9tqIps/TnzfSb3rcWI/AAAAAAAAAGE/WFowSW3Emek/s72-c/stambul.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-4899202757810337514</id><published>2011-09-22T00:30:00.001+02:00</published><updated>2011-09-22T00:53:54.363+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydawnictwo Literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura argentyńska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Julio Cortázar'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>Jedną nogą w świecie snów - "Tango raz jeszcze", Julio Cortázar</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedyś w pięknych i beztroskich czasach licealnych na lekcji języka polskiego miałam okazję przeczytać ciekawe i bardzo pomysłowe opowiadanie. Jego bohater czyta powieść, w której opisano, jak pewien mężczyzna zmierza do czyjegoś domu, do czyjegoś pokoju, by dokonać zabójstwa. Końcówka odsłania zaskakującą prawdę – to właśnie ów bohater jest planowaną ofiarą „książkowego” zabójcy i w momencie gdy pada ostatnie zdanie, szaleniec ze sztyletem wbiega do pokoju. Historia w historii, szkatułka w szkatułce, rosyjska matrioszka. Ten utwór, który zrobił na mnie spore wrażenie, nosił tytuł &lt;i&gt;Ciągłość parków&lt;/i&gt;, zaś jego autorem był Julio Cortázar, z którego nazwiskiem spotkałam się wtedy po raz pierwszy.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Ge0G0LaJLq0/TnpeJFjmXOI/AAAAAAAAAF4/_NRPPxwT4l0/s1600/tango_raz_jeszcze.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-Ge0G0LaJLq0/TnpeJFjmXOI/AAAAAAAAAF4/_NRPPxwT4l0/s320/tango_raz_jeszcze.jpg" width="204" /&gt;&lt;/a&gt;To było około sześć lat temu. Musiało minąć te sześć lat, żebym zapoznała się z innymi opowiadaniami Cortázara, a i o tym zadecydował właściwie przypadek (ten sam zresztą, który na mojej drodze postawił wreszcie Vonneguta). Po drodze była &lt;i&gt;Gra w klasy&lt;/i&gt;, ale do opowiadań jakoś przez całe te sześć lat nie dotarłam, choć zamiar taki siedział przez cały czas gdzieś w ciemnych zakamarkach świadomości.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Te ze zbiorku &lt;i&gt;Tango raz jeszcze&lt;/i&gt; przypominają to pierwsze, pamiętne. Cortázar sam ponoć przyznał, że fabuła wielu jego opowiadań wywodzi się ze snów, i to widać, dlatego określenie „oniryczne” opisuje je chyba najlepiej. Swobodnie łączą elementy realne i namacalne z tym, co zmyślone, sprzeczne z rozsądkiem, jakby wyjęte wprost ze snu, zaś do zespolenia tych dwóch światów dochodzi często w zakończeniu, gdzie zabieg ten wytrąca czytelnika z równowagi i każe mu zrewidować zupełnie swój dotychczasowy pogląd na opowiedzianą historię. Efekt jest świetny – taki mocny, niepokojący akcent w końcówce zawsze uważałam za wyznacznik dobrze skonstruowanego opowiadania.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Inna sprawa, że momentami narracja staje się aż drażniąco niejasna, jak na przykład w ostatnim opowiadaniu, &lt;i&gt;Wstęga Moebiusa&lt;/i&gt;, gdzie opisy stanu ducha bohaterki były dla mnie zupełnie nie do ogarnięcia... Ale może to tylko mnie ostatnio wyjątkowo męczą zawiłości i niedopowiedzenia, może jestem aktualnie w nastroju czytelniczym pt. „Podaj mi wszystko na tacy”. Jeśli ktoś lubi tego typu oniryczne klimaty – i sprawnie napisane opowiadania, które, jak wiadomo, zasługują być może na większy nawet podziw niż sprawnie napisane powieści – to pewnie mu ten zbiór przypadnie do gustu.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na szczególną uwagę zasługuje &lt;i&gt;Clone&lt;/i&gt;, głównie ze względu na oryginalny pomysł, szczegółowo objaśniony przez autora w dodatkowej notatce. Całe opowiadanie opiera się na formie utworu muzycznego, &lt;i&gt;Musikalisches Opfer &lt;/i&gt;Bacha. Bohaterowie opowiadania to ósemka śpiewaków, tworzących skomplikowaną sieć towarzyską, każdy z nich zaś odpowiada pewnemu instrumentowi, i tak jak w kolejnych częściach &lt;i&gt;Musikalisches Opfer&lt;/i&gt; współgrają ze sobą określone instrumenty, tak w analogicznych fragmentach opowiadania biorą udział utożsamiający je bohaterowie, a wszystko zmierza do finału, w którym pojawiają się wszyscy z wyjątkiem jednego. Bardzo ciekawa koncepcja, a do tego przyjemnie się czytało te pełne zapału wywody Cortázara.&amp;nbsp; Pisarska pasja aż kipi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-b_dXlLFa-Ik/TnpeMC4KweI/AAAAAAAAAF8/5KL8wO6GkqY/s1600/julio-cortazar.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;I jeszcze jedno opowiadanie, które polecam, tym razem nie ze względu na jakieś rzucające się w oczy walory artystyczne czy arcyciekawe pomysły konstrukcyjne, ale dlatego, że jest po prostu ładne – &lt;i&gt;W orbicie kotów&lt;/i&gt;. Urocze poszukiwania prawdziwej twarzy ukochanej, budowanie tego wizerunku z gromadzonych cierpliwie okruchów codzienności, i ostateczne uświadomienie sobie daremności tych wysiłków w obliczu tajemniczej więzi Alany i Ozyrysa – kobiety i kota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-7t9DPDV7RS8/TnpfB_XhyjI/AAAAAAAAAGA/_FHcZxl-sV0/s1600/cortazar.gif" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="191" src="http://2.bp.blogspot.com/-7t9DPDV7RS8/TnpfB_XhyjI/AAAAAAAAAGA/_FHcZxl-sV0/s320/cortazar.gif" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.altafidelidad.org/wp-content/uploads/2008/12/cortazar.gif"&gt;Julio Cortázar&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;J. Cortázar, &lt;i&gt;Tango raz jeszcze&lt;/i&gt;, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1983.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-4899202757810337514?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/4899202757810337514/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/jedna-noga-w-swiecie-snow-tango-raz.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4899202757810337514'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4899202757810337514'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/jedna-noga-w-swiecie-snow-tango-raz.html' title='Jedną nogą w świecie snów - &quot;Tango raz jeszcze&quot;, Julio Cortázar'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Ge0G0LaJLq0/TnpeJFjmXOI/AAAAAAAAAF4/_NRPPxwT4l0/s72-c/tango_raz_jeszcze.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-2327612605030051103</id><published>2011-09-17T23:18:00.000+02:00</published><updated>2011-09-17T23:18:17.954+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bohumil Hrabal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura czeska'/><title type='text'>Notatki z kilku lekcji w szkółce zachwytu Hrabala</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-zH7KwxGqILw/TnUJVh9mo2I/AAAAAAAAAFg/bKz8AwiVbGw/s1600/hrabal.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-zH7KwxGqILw/TnUJVh9mo2I/AAAAAAAAAFg/bKz8AwiVbGw/s320/hrabal.jpg" width="231" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Bohumila Hrabala czytelnikom tego bloga zapewne przedstawiać nie muszę. Dla formalności jednak, tytułem wstępu: Rodzony Czech, piwosz, niezrównany gawędziarz, piewca zachwytu (z zachwycania się uczynił sens swojego życia), wielbiciel kotów, człowiek ze "starych czasów" z upodobaniem zaglądający w przeszłość. Dla mnie jest to postać o tyle szczególna, że – jakkolwiek patetycznie to zabrzmi – to właśnie on nauczył mnie patrzeć na świat tak, jak to robię w tej chwili. Poniżej – krótkie zestawienie lektur, które złożyły się na moją dotychczasową edukację.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-QWG2ZaB3xk0/TnUJh4WCj_I/AAAAAAAAAFk/xzi3kMU7qf8/s1600/taka-piekna-zaloba.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-QWG2ZaB3xk0/TnUJh4WCj_I/AAAAAAAAAFk/xzi3kMU7qf8/s200/taka-piekna-zaloba.jpg" width="131" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zacznę od tej pierwszej i zarazem najdroższej – &lt;b&gt;&lt;i&gt;Takiej pięknej żałoby&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Ta książka to rodzaj albumu wspomnień – obrazów, zapachów, dźwięków – zapamiętanych z dzieciństwa, spędzonego przez Hrabala w małym czeskim miasteczku Nymburk. Pisarz był nieślubnym dzieckiem i ochrzczony został nazwiskiem panieńskim matki, jednak już po jego urodzeniu jego rodzicielka wyszła za mąż za Františka Hrabala, i to ten człowiek pojawia się we wszystkich utworach pisarza jako ojciec. Rodzina osiedliła się w nymburskim browarze, którego František został zarządcą, zaś po pewnym czasie przybył i zamieszkał z nimi – choć stale zarzekał się, że on tylko z wizytą, tylko na chwilę – brat ojczyma Hrabala, sławny stryj Pepin. To właśnie stryj, jowialny, wiecznie skory do bitki i popitki, co wieczór wybierający się do miasteczka na spotkanie z pięknymi panienkami i witany przy tym pozdrowieniami i uśmiechami z okien niczym król – stał się centralną postacią całej twórczości Hrabala, narratorem &lt;i&gt;Lekcji tańca dla starszych i zaawansowanych&lt;/i&gt;, autorem pamiętnego stwierdzenia &lt;b&gt;&lt;i&gt;Ten świat jest piękny do obłędu. Nie, żeby taki był, ale ja go takim widzę&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, w którym zamyka się właściwie cała życiowa filozofia czeskiego pisarza. Zaryzykuję stwierdzenie, że bez stryja Pepina Hrabala by nie było – a przynajmniej nie takiego, jakim go znamy. Ojczym (ojciec) Hrabala, choć zupełne przeciwieństwo swojego brata, był jednak również dla pisarza postacią istotną. Tu pojawia się nerwowo pogryzając suchy chleb i popijając go kawą z garnuszka lub szukając ochotników do potrzymania mu śrubek, gdy jak co sobota będzie rozmontowywał swojego Oriona – i tak, jak na widok stryja Pepina okna się otwierają i zewsząd ukazują się roześmiane twarze, tak przejściu ojca towarzyszy gorączkowe zamykanie okien i drzwi, pustka i cisza jak makiem zasiał, bo nikt nie chce zostać zatrzymany na całą noc ze śrubkami w rękach i oskarżony potem przez żonę o włóczenie się po burdelach. A matka? Matka (której Hrabal oddał hołd osobną książką – &lt;b&gt;&lt;i&gt;Postrzyżynami&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;) to śmieszka o niespełnionych ambicjach aktorskich, zwariowana, wszystko robiąca z pasją, w środku nocy wcinająca słone kotlety ze świeżo zarżniętej świni i duszkiem wychylająca kolejne kufle piwa, taka, jak się czasem skarżył pisarz, bardziej starsza siostra niż mama... Są i inni, mieszkańcy miasteczka obserwowani przez małego Hrabala spod sklepiku pana Rehra ze skórami, gdzie nikt się nie zapuszcza, bo skóry brzydko pachną – a jeśli już ktoś się tam zjawia, to wiadomo, że tatuś Hrabala jest w pobliżu i szuka nowych ofiar do trzymania śrubek – więc chłopiec może sobie tam w spokoju siedzieć i chłonąć wszystko co widzi, po to by to tak pięknie odtworzyć po latach na kartach tej książki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Taka piękna żałoba&lt;/i&gt; już od pierwszej historyjki o chłopcu, który chciał, by mu wytatuowano na piersi piękny stateczek, a zamiast tego, wskutek złośliwego figla, skończył z wizerunkiem półnagiej syrenki, sprawiła, że z miejsca się zakochałam. Pogrążyłam się w atmosferze przedwojennego Nymburka, wraz z narratorem, dziecięcym alter ego autora, buszowałam po browarze, zajadałam czereśnie prosto z drzewa w przybrowarnianym sadzie, słuchałam pisków jerzyków o zmroku, chodziłam za panem Rambouskiem zapalającym gazowe latarnie, dziwiąc się, że nikt inny nie dostrzega bolesnego piękna tego rytuału, i wypatrywałam białej marynarskiej czapki stryja Pepina zmierzającego na cowieczorne spotkanie z panienkami. Zachwyt światem przebija tu z każdej strony – i nie ma sposobu, by się czytelnikowi nie udzielił.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-BZnlNyFjVIk/TnULQf8UpwI/AAAAAAAAAFo/yQ9nbHOLruk/s1600/pociagi_pod_specjalnym_nadzorem.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-BZnlNyFjVIk/TnULQf8UpwI/AAAAAAAAAFo/yQ9nbHOLruk/s200/pociagi_pod_specjalnym_nadzorem.jpg" width="130" /&gt;&lt;/a&gt;Bodajże najbardziej znana – za sprawą oscarowej ekranizacji Jiříego Menzla – książka Hrabala to &lt;b&gt;&lt;i&gt;Pociągi pod specjalnym nadzorem&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;.  Miłosne rozterki i kompleksy pomocnika zawiadowcy stacji kolejowej  (opowieść oparta częściowo na doświadczeniach samego autora – podobnie zresztą  jak wszystkie jego utwory – który sam w czasie wojny był dyżurnym ruchu  na kolei), Milosza Pipki, i przygody innych pracowników stacji, z panem  zawiadowcą, zapalonym hodowcą gołębi, na czele. Z wojną w tle. Ciepła,  rodzinna niemal atmosfera prowincjonalnej stacyjki, jak gdyby zamkniętej  w magicznej banieczce, poza którą szaleje groźna wojenna rzeczywistość,  mnóstwo absurdalnych sytuacji i rozbrajający w swej naiwności i  zdziecinnieniu główny bohater. Wszystko, co u Hrabala najlepsze!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-0uWNRgJTiys/TnULhgecCsI/AAAAAAAAAF0/U089reHxYKo/s1600/obslugiwalem_ang_krola.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-0uWNRgJTiys/TnULhgecCsI/AAAAAAAAAF0/U089reHxYKo/s1600/obslugiwalem_ang_krola.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Obsługiwałem angielskiego króla&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; napisał w ciągu kilkunastu dni. Nikt do niego nie przychodził, więc siedział i pisał, dzień w dzień od rana do nocy. I tak powstała historia Jana Dzieciątko, który z dworcowego sprzedawcy parówek, wspinając się po szczeblach kariery, awansował w końcu na bogacza i ziemskiego właściciela. Po drodze poślubił Niemkę i stał się reproduktorem, pomyślnie przeszedłszy testy ustalające, czy jest wystarczająco aryjski. U schyłku życia zaszywa się w głuszy i rozmyśla nad swoją egzystencją. Czym mnie przede wszystkim oczarowała? Rozkosznymi opisami aktów seksualnych młodziutkiego pikolaka z prostytutkami – do tamtej pory nie przypuszczałam, że sceny erotyczne, i to z domem schadzek w tle, mogą być tak smakowite.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-8K5BSfGP-GA/TnULVAiyTkI/AAAAAAAAAFw/NqYmUC9i_zI/s1600/czuly-barbarzynca.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-8K5BSfGP-GA/TnULVAiyTkI/AAAAAAAAAFw/NqYmUC9i_zI/s200/czuly-barbarzynca.jpg" width="132" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Czuły barbarzyńca&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; to z kolei wspomnienia Hrabala z czasów, gdy mieszkał już w Pradze. Tytułowy czuły barbarzyńca – i centralna postać tego utworu – to Vladimír Boudník, przyjaciel autora, grafik, który całe swoje życie podporządkował sztuce i którego misją było odnajdywanie poezji w starych rupieciach, kupach śmieci, brudnych zaułkach, słowem – tam, gdzie nikomu nie przyszłoby do głowy tej poezji szukać. Przemierzał stolicę Czech w poszukiwaniu tego nie-oczywistego piękna wraz z Hrabalem – i poetą Egonem Bondym, zmarłym cztery lata temu, przez niektórych być może kojarzonym z wywiadu ze zbiorku &lt;i&gt;Zrób sobie raj&lt;/i&gt; Szczygła – do swojej śmierci samobójczej w 1968 roku. Polecam tę książkę malkontentom i tym, którym się wydaje, że świat jest brzydki i zły – to bardzo skuteczna odtrutka na takie myśli.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1E0aHupHwak/TnULTXApm4I/AAAAAAAAAFs/6J31RkCIPXs/s1600/zbyt_glosna_samotnosc.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-1E0aHupHwak/TnULTXApm4I/AAAAAAAAAFs/6J31RkCIPXs/s200/zbyt_glosna_samotnosc.jpg" width="130" /&gt;&lt;/a&gt;Chyba najsmutniejsza książka Hrabala to &lt;b&gt;&lt;i&gt;Zbyt głośna samotność&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. W historii pakowacza makulatury Haňty (również wzorowanego na autentycznej postaci – Hrabal pracował przez pewien czas także jako pakowacz makulatury i tam poznał prawdziwego Haňtę) dominuje nastrój poczucia winy, osamotnienia, tęsknoty za światem, którego już nie ma, maluczkości w nowej, obcej rzeczywistości oraz bezradności wobec obserwowanych wielkich zmian. Hrabal mniej rubaszny i swawolny niż zazwyczaj, ale równie niesamowity.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Te, o których napisałam, to jednak zaledwie garstka, jest jeszcze sporo innych perełek – jak niedawno wznowione &lt;i&gt;Auteczko&lt;/i&gt;, słodko-gorzka opowiastka o kotach, której recenzje pojawiały się ostatnio na niektórych blogach (między innymi u &lt;a href="http://notatnikfrustrata.blogspot.com/2011/07/bohumil-hrabal-auteczko.html"&gt;dra Kohoutka&lt;/a&gt;), &lt;i&gt;Wesela w domu&lt;/i&gt; – autobiograficzna trylogia napisana z perspektywy żony Hrabala, Pipsi (tutaj odsyłam do &lt;a href="http://sqra-cafelitteraire.blogspot.com/2011/07/uwiedziona-przez-hrabala.html"&gt;świeżutkiej recenzji sQry&lt;/a&gt;), i kilka pozycji bardziej dla tych, którzy już zdążyli się jego twórczością zarazić, a chcieliby wiedzieć więcej o samym autorze – pisałam o nich &lt;a href="http://literackie-skarby.blogspot.com/2010/12/wchodzenie-na-drzewo-bydo-i-latawce.html"&gt;tu&lt;/a&gt;,&amp;nbsp;&lt;a href="http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/ozywcza-moc-polskiego-spirytusu-tak.html"&gt;tu&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/06/zwierzenia-zapisywacza-drybling.html"&gt;tu&lt;/a&gt;. Szkółka zachwytu Hrabala jest szeroko otwarta dla ewentualnych zainteresowanych – niemal wszystko, co wyszło spod jego pióra przetłumaczone zostało na język polski, więc w jego imieniu serdecznie zapraszam! Zapewniam, że warto.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-2327612605030051103?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/2327612605030051103/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/notatki-z-kilku-lekcji-w-szkoce.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/2327612605030051103'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/2327612605030051103'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/notatki-z-kilku-lekcji-w-szkoce.html' title='Notatki z kilku lekcji w szkółce zachwytu Hrabala'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-zH7KwxGqILw/TnUJVh9mo2I/AAAAAAAAAFg/bKz8AwiVbGw/s72-c/hrabal.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-3924202068060267368</id><published>2011-09-11T20:52:00.000+02:00</published><updated>2011-09-11T20:52:22.940+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czytelnik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='William Faulkner'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>Złocista melancholia umierającego lata - "Światłość w sierpniu", William Faulkner</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-EtNVfL524yU/Tm0Cfj7MDcI/AAAAAAAAAFU/0F4mMg25_us/s1600/swiatlosc_w_sierpniu.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-EtNVfL524yU/Tm0Cfj7MDcI/AAAAAAAAAFU/0F4mMg25_us/s320/swiatlosc_w_sierpniu.jpg" width="203" /&gt;&lt;/a&gt;Na wstępie w kilku słowach pragnę wyrazić moje uwielbienie dla samego tytułu tej książki. Prześladował mnie niemal od chwili, kiedy go pierwszy raz usłyszałam – jego brzmienie, skojarzenia które natychmiast przywodzi, mój osobisty sentyment dla sierpnia (nigdy świat nie jest piękniejszy niż wtedy!). Nie owijając więc w bawełnę, Faulkner był na mojej liście od dawna, ale o tym, od której jego książki tę znajomość zaczęłam, zadecydował właśnie tytuł.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie potrafię powiedzieć, czego właściwie się spodziewałam po &lt;i&gt;Światłości w sierpniu&lt;/i&gt;, ale na pewno nie pokryło się to z tym, co dostałam. Od pierwszych stron czułam się, jakbym trzymała w dłoniach zamkniętą szkatułkę. Czytałam, czytałam, próbowałam ją ugłaskać, obracałam łagodnie w dłoniach z nadzieją, że mi się podda, ale niestety – do końca nie dała się oswoić. Pozostała obca, jakbym przez cały czas ślizgała się po powierzchni. Nie udało się otworzyć szkatułki!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mamy w tej historii kilka kluczowych postaci. Lena – młoda dziewczyna, która, brzemienna, wyrusza w uciążliwą podróż śladami tatusia swojego dziecka. Christmas – bękart z domieszką murzyńskiej krwi, któremu przez całe życie ciąży jego pochodzenie. Hightower – duchowny wyklęty przez własne owieczki za ekscentryczne kazania oraz za skandal związany ze zdradami i samobójstwem jego żony. Byron Bunch – pracownik tartaku, który zakochuje się w Lenie i w porywie szlachetności pomaga jej odnaleźć ojca jej dziecka. Ojciec tegoż dziecka, znany najpierw jako Łukasz Burch, później – jako Joe Brown, kretyn, opryszek, bawidamek, któremu ani w głowie zakładanie rodziny. Panna Burden – starsza, samotna kobieta, żyjąca w częściowej izolacji przez swoje murzyńskie sympatie, która zostaje kochanką Christmasa. Losy ich wszystkich krzyżują się w małej mieścinie Jefferson, gdzie Bunch, Christmas i Brown byli pracownikami tartaku, gdzie mieszkają także Hightower i panna Burden, a gdzie Lena trafia w poszukiwaniu ojca swego dziecka.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie będę wnikać w zawiłości fabuły, wspomnieć jednak muszę o tym, co przykuwa uwagę, jeśli chodzi o bohaterów tej powieści, ich myśli, ich postępowanie, ich wzajemne relacje. Zdawali się oni – przynajmniej mnie – istotami z zupełnie innego świata. Na próżno szukać racjonalnych podstaw ich zachowania, ich wątpliwości są dla mnie zupełnie niezrozumiałe, zasady funkcjonowania ich wzajemnych relacji – niewytłumaczalne. Jakby wszystkim rządziło jakieś gorące, gęste, tętniące szaleństwo, jakby wszyscy byli opętani tym złocistym sierpniowym skwarem. I o ile, z tego co zauważyłam, czytelnicy tej powieści na ogół poczytują to za zaletę, za jakąś zupełnie nową literacką jakość, mnie to irytowało – bezustanne poczucie zagubienia, ciągłe dobieranie się do tej szkatułki, tępienie sobie na niej zębów i paznokci, i wszystko na nic. Może trzeba było się poddać temu szaleństwu, może jakoś nieodpowiednio do tej lektury podeszłam. Może, może.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bardzo mieszane uczucia wywołał też u mnie sam język, styl Faulknera. Niektóre jego metafory były tak dziwaczne i „nie na miejscu”, że trudno mi było uwierzyć w to, co czytam. Bywało jednak i tak, że zaraz następne zdanie po tak pokracznym tworze zachwycało mnie swoim kształtem, wdziękiem, istne cudeńko! Nieraz długo trwałam w oczarowaniu plastycznością Faulknerowskich obrazów. I podobało mi się, jak przyroda wciąż korelowała z losami bohaterów, jak ten sierpień złocił się wciąż gdzieś w tle ze swoim przepychem, ze swoją światłością, ale i z melancholią przemijającego lata – szczególnie to było widać w przypadku panny Burden.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Było to coś pochodzącego z ciemności, z ziemi, z umierającego lata, coś groźnego i straszliwego dla niej, ponieważ instynkt upewniał ją, że nie zrobi jej to krzywdy, ale ogarnie ją zupełnie i zwiedzie, nie krzywdząc; przeciwnie, zostanie ocalona, a życie pobiegnie dalej tak samo, może nawet lepiej, mniej przerażająco. Przerażające było tylko to, że nie chciała być ocalona. (...) Był to ostatni błysk upartego, umierającego lata, zaskoczonego niespodziewanie przez świt jesieni, będącej już tylko na wpół życiem.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-TDAeb7tj4Ro/Tm0DFFQhGuI/AAAAAAAAAFY/KU8F3wKuVoQ/s1600/faulkner.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-TDAeb7tj4Ro/Tm0DFFQhGuI/AAAAAAAAAFY/KU8F3wKuVoQ/s320/faulkner.jpg" width="236" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ale czy tylko o tę korelację chodziło w tytule? Ciągle o tym myślę. Jak głosi (nie wiadomo do końca, na ile prawdziwa) historyjka na anglojęzycznej Wikipedii, tytuł roboczy tej książki był zupełnie inny, ale gdy pewnego sierpniowego wieczoru Faulkner siedział z żoną na ganku i ta zwróciła uwagę na niezwykłe właściwości światła w sierpniu, olśniło go. Tak zrodzony tytuł miał podkreślać symboliczne znaczenie światła i miesiąca sierpnia w tej powieści, ale jakie jest to znaczenie, co to za symbol? Dlaczego akurat&lt;i&gt; Światłość w sierpniu&lt;/i&gt; miała być tak znamienna?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dużo, dużo jeszcze do przemyślenia! Także zagadek fabularnych, które w powyższych wynurzeniach obeszłam szerokim łukiem. Ale to dobrze, lubię książki w ten sposób wżerające się w mózgownicę, więc mimo, że trochę się przy czytaniu tej powieści zmęczyłam, to z mojej strony należy się panu Faulknerowi głęboki ukłon.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W. Faulkner, &lt;i&gt;Światłość w sierpniu&lt;/i&gt;, wyd. Czytelnik, Warszawa 1975.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-3924202068060267368?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/3924202068060267368/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/zocista-melancholia-umierajacego-lata.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/3924202068060267368'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/3924202068060267368'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/zocista-melancholia-umierajacego-lata.html' title='Złocista melancholia umierającego lata - &quot;Światłość w sierpniu&quot;, William Faulkner'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-EtNVfL524yU/Tm0Cfj7MDcI/AAAAAAAAAFU/0F4mMg25_us/s72-c/swiatlosc_w_sierpniu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-5137575591802885525</id><published>2011-09-08T22:20:00.014+02:00</published><updated>2011-09-08T22:25:30.941+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='listy i wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Daniel Paisner'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Krystyna Chiger'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PWN'/><title type='text'>Zbawienne konstelacje cudów - "Dziewczynka w zielonym sweterku", Krystyna Chiger, Daniel Paisner</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0Htu34GRWOY/TmkfVzJWvOI/AAAAAAAAAFQ/XnXHvWtWmrE/s1600/zielony_sweterek.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-0Htu34GRWOY/TmkfVzJWvOI/AAAAAAAAAFQ/XnXHvWtWmrE/s1600/zielony_sweterek.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Niewiele do tej pory czytałam wspomnień z czasów wojny, dotyczących Holokaustu, książka Krystyny Chiger była więc dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. I wrażenie, muszę przyznać, zrobiła ogromne.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Autorka opowiada najpierw skrótowo o okresie przed wybuchem wojny, kiedy to jej rodzina mieszkała w obszernym lokum w lwowskiej kamienicy i opływała w dostatek, a następnie – czas okupacji radzieckiej na początku wojny oraz, od roku 1941, okupacji niemieckiej, kiedy to Chigerowie umieszczeni zostali w getcie. Wreszcie, po ostatecznej likwidacji getta – ponad rok spędzony z rodzicami, bratem Pawełkiem i kilkoma innymi Żydami w ukryciu w kanałach, pod opieką Polaka Leopolda Sochy.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czytając &lt;i&gt;Dziewczynkę w zielonym sweterku&lt;/i&gt; wiele razy nie mogłam uwierzyć, raz, oczywiście – że można było żyć w takich warunkach, w ciemności, w ciasnocie, wśród robaków i szczurów, tyle czasu, a nawet donosić ciążę i urodzić dziecko w kanale jak Weinbergowa, i nie tracić mimo wszystko nadziei, a dwa – jak wiele było w historii Chigerów szczęśliwych zbiegów okoliczności, dzięki którym udawało się tym ludziom wyjść z opresji. Tyle razy ocierali się o śmierć! To było chwilami zupełnie jak – wybaczcie porównanie, jeśli jest nie na miejscu – śledzenie filmu akcji, w którym raz po raz bohater „w ostatniej chwili” rozbraja bombę, wyskakuje z mającego wybuchnąć budynku, uskakuje spod kół samochodu itd. itp. i oczywiście zawsze budzi to lekkie rozbawienie, bo „w rzeczywistości nie byłoby tak różowo”, tymczasem tutaj mam autentyczną historię, w której roi się od takich przypadków! Bo tak – rok 1943, akcja w getcie, Niemcy zabierają wszystkie żydowskie dzieci. Ignacy Chiger, ojciec Krysi, ukrywa ją, jej brata oraz ich matkę w specjalnej skrytce w piwnicy. Niemiecki żołnierz odkrywa jednak podstęp, rodzice rzucają mu się do stóp, błagają, by nie zabierał ich dzieci. I oto Niemiec, jeden z tych bezlitosnych i nieugiętych, zdawałoby się – maszyn do zabijania, po dłuższej chwili zgadza się, i jeszcze zostaje z nimi do wieczora, na wypadek gdyby wkroczył tam któryś z jego pobratymców i chciał dokonać dzieła za niego. Następnie – porachunki między ojcem a Obersturmführerem SS Grzimkiem, Chiger zostaje skazany na śmierć, już stoi na placu nagi, z pętlą na szyi, przerażona matka i dzieci patrzą na wszystko z okna, i w ostatniej chwili Grzimek zmienia zdanie, tak po prostu, i puszcza ojca wolno. I te wszystkie graniczące z cudem przypadki już w kanałach, odnalezienie ojca w plątaninie podziemnych tuneli po rozdzieleniu się, woda zaczynająca nagle opadać w momencie gdy sięgała już szyi dorosłych i lada chwila miała zatopić kryjówkę, ugaszenie pożaru... Raz po raz przychodziło mi do głowy, że chyba jednak rzeczywiście musiał nad nimi czuwać jakiś potężny Anioł Stróż, a może tak właśnie miało być, może mieli przeżyć, żeby to wszystko zapamiętać i po latach opowiedzieć?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trochę studzi mnie w końcówce sama autorka. Nie byli jedynymi szczęściarzami. Wspominając czasy już wiele lat po wojnie, po przeprowadzce całą rodziną do Izraela, pisze: „Prawie każdy z Żydów, którzy nas otaczali, ocalał dzięki jakiejś szczególnej konstelacji cudów”. Było więcej Aniołów Stróżów. Zarazem jednak wielu zabrakło...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cała książka chwyta za serce i dla co wrażliwszych pewnie mocnym  przeżyciem będzie brnięcie przez niewesołe losy bohaterów, ale  największe wzruszenie wywołała we mnie wizja małego Pawełka zaraz po  wyjściu z kanałów, który wedle relacji jego siostry rzucił się do stóp  rosyjskiego żołnierza jako wybawcy i zaczął całować jego brudne  wojskowe buciory. Do tej pory mam „świeczki w oczach”, kiedy tylko ten  obraz przywołuję.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście to nie jest jakieś wybitne dzieło literackie. Język, jakim spisane są wspomnienia Krysi Chigerowej jest bardzo prosty, niektóre fragmenty brzmią wręcz jak wyjęte z dziecięcego pamiętnika, dodaje to jednak tej opowieści autentyczności. Podobnie zresztą jak filmik z dołączonej do książki płyty DVD – choć to, co mówi Chigerowa jest po prostu streszczeniem wydarzeń opisanych w książce, to zupełnie inne są odczucia, kiedy patrzy się na twarz tej kobiety, słucha jej, obserwuje się jej reakcje, jej łzy w oczach, zwłaszcza na wspomnienie ich opiekuna z kanałów, Sochy. Jeden tylko epizod, który pojawił się w relacji na filmiku, a nie było go w książce, zapadł mi szczególnie w pamięć, zaszokował wręcz – kiedy Chigerowa opowiada o tym, jak na pogrzebie Sochy ktoś powiedział głośno, że ten tragiczny wypadek to kara od Boga za ratowanie Żydów w czasie wojny. Trochę nie mieści mi się w głowie, że ktoś mógł naprawdę tak myśleć.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pisałam niedawno, à propos jednego z opowiadań Vonneguta, o mentalnych kopach w tyłek, jakich czasem, jako wieczny malkontent, potrzebuję żeby sobie uświadomić, jak wielkie mam szczęście, że moje życie wygląda tak jak wygląda. &lt;i&gt;Dziewczynka w zielonym sweterku&lt;/i&gt; jest jednym wielkim takim kopem. Postaram się ją sobie przypomnieć, kiedy po raz kolejny będę narzekać, że taka jestem nieszczęśliwa i nikt na świecie nie ma gorzej niż ja. I zawstydzić samą siebie tym wspomnieniem.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za książkę – bardzo ładnie wydaną, nawiasem mówiąc –  dziękuję &lt;a href="http://ksiegarnia.pwn.pl/"&gt;wydawnictwu PWN&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;K. Chiger, D. Paisner, &lt;i&gt;Dziewczynka w zielonym sweterku&lt;/i&gt;, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-5137575591802885525?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/5137575591802885525/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/zbawienne-konstelacje-cudow-dziewczynka.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5137575591802885525'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5137575591802885525'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/zbawienne-konstelacje-cudow-dziewczynka.html' title='Zbawienne konstelacje cudów - &quot;Dziewczynka w zielonym sweterku&quot;, Krystyna Chiger, Daniel Paisner'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-0Htu34GRWOY/TmkfVzJWvOI/AAAAAAAAAFQ/XnXHvWtWmrE/s72-c/zielony_sweterek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-4862480715871877382</id><published>2011-08-28T17:48:00.003+02:00</published><updated>2011-09-04T17:23:27.533+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kurt Vonnegut'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Da Capo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>Miłosne dylematy superkomputerów - "Witajcie w małpiarni", Kurt Vonnegut</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dwadzieścia pięć krótkich tekstów Vonneguta, składających się na zbiór &lt;i&gt;Witajcie w małpiarni&lt;/i&gt;, poprzedzone jest wstępem autora. Rozkosznie zdystansowany, zabawny, autoironiczny - jak we fragmencie o okolicznościach powstania słodkiej miłosnej historyjki opublikowanej niegdyś w "The Ladies Home Journal", a pojawiającej się też w tym zbiorze, &lt;i&gt;Długi spacer od zawsze&lt;/i&gt; ("To wstyd, wielki wstyd, przeżywać sceny z pism kobiecych"). Potem - pierwszy z tekstów i wielkie rozczarowanie, o którym wspominałam już zresztą w komentarzach pod &lt;i&gt;Kocią kołyską&lt;/i&gt;... Szczęśliwie - wkrótce potem Vonnegut wrócił do poziomu arcysmacznego wstępu i utrzymał się na nim już do końca.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-iRJStryqPrY/TlpdmbbRggI/AAAAAAAAAFM/Cu7TNZudjh0/s1600/vonnegut.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-iRJStryqPrY/TlpdmbbRggI/AAAAAAAAAFM/Cu7TNZudjh0/s1600/vonnegut.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W wielu spośród tych utworów autor przenosi się do przyszłości, a w centrum zainteresowania stawia kwestie nieśmiertelności i długowieczności. Mamy tu takie intrygujące pomysły jak możliwość opuszczania własnego ciała i egzystowania w dużo mniej kłopotliwej formie bezcielesnej, w tzw. stanie amfibii - a w razie potrzeby, możliwość skorzystania z wypożyczalni ciał, gdzie oferowany jest szeroki wybór cielesnych powłok, wszystkie zdrowe i piękne (&lt;i&gt;Nie na miarę&lt;/i&gt;), zatrzymywanie procesu starzenia dzięki piciu substancji zwanej antygerasonem (&lt;i&gt;Ciągle tylko jutro i jutro&lt;/i&gt;), dynamopsychizm - nowa superbroń, możliwość oddziaływania z ogromną siłą na rzeczywistość mocą własnego, odpowiednio wytrenowanego umysłu (&lt;i&gt;Raport w sprawie efektu Barnhouse'a&lt;/i&gt;), euforiafony - urządzenia służące do wprawiania w euforię, "elektroniczne palarnie opium" (&lt;i&gt;Eufo-kwestia&lt;/i&gt;), ale i wizje bardziej ponure, zwracające uwagę na pewne problemy zarysowujące się już dzisiaj - jak program wyrównawczy, polegający na sprowadzaniu ponadprzeciętnie inteligentnych jednostek do poziomu statystycznego szaraczka poprzez emitowanie co kilkadziesiąt sekund zakłócających myśli odgłosów z przenośnego radyjka, które każdy taki inteligent ma obowiązek przy sobie nosić - przerażające, przypuszczam że co wrażliwsi skazani na taką mękę nie pozostaliby przy zdrowych zmysłach dłużej niż kilka dni (&lt;i&gt;Harrison Bergeron&lt;/i&gt;) czy ratowanie świata przed przeludnieniem za pomocą honorowych samobójstw w sterylnych, świetnie wyposażonych punktach oraz przymusowo zażywanych pigułek etycznej kontroli urodzeń - przy czym nie jest to standardowa antykoncepcja, lecz środek znieczulający człowieka od pasa w dół, a więc zupełnie odbierający mu ochotę na zaspokajanie własnych potrzeb seksualnych (&lt;i&gt;Witajcie w małpiarni&lt;/i&gt;).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie mniej interesujące były jednak i te bardziej "zwyczajne" opowieści, bez przyszłości w tle. O ludziach z pasją - jak opętany grzesznym w jego mniemaniu pociągiem do jazzu bohater &lt;i&gt;Portfelu Fostera&lt;/i&gt;, Grace ze &lt;i&gt;Stylowych wnętrz&lt;/i&gt; przez całe życie w myślach urządzająca swe mieszkanie za pieniądze, których nigdy nie miała czy Harry Nash po mistrzowsku wczuwający się w każdą rolę, jaką gra w amatorskim teatrze (&lt;i&gt;Kim teraz będę?&lt;/i&gt;). O tym, jak pozory mylą i jakie skarby można odkryć w innych ludziach przy odrobinie wysiłku (&lt;i&gt;Chodząca pokusa&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Niesforny szczeniak&lt;/i&gt;). Jest i wstrząsający, trzymający w napięciu, zupełnie różniący się klimatem od pozostałych utworów &lt;i&gt;Szach królowi&lt;/i&gt;, zaś wszystkim tym, którzy tak jak ja potrzebują czasem mentalnego kopa w tyłek, żeby sobie uświadomić, że życie jest cudem, polecam historyjkę o szczęśliwym świeżo upieczonym ojcu - &lt;i&gt;Adam&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moim absolutnym faworytem jest jednak &lt;i&gt;Epicac&lt;/i&gt; - opowiadanie o superkomputerze, któremu pewnego dnia obsługujący go pracownik trochę z nudów i od niechcenia daje do rozwiązania problem pod tytułem "Dziewczyna mnie nie kocha, co robić?". Po zdefiniowaniu pojęć takich jak dziewczyna, kochanie, poezja, oraz wyjaśnieniu, że problemem dla wybranki zwierzającego się nieszczęśnika jest jego zbytnia prozaiczność i brak romantyzmu, komputer tworzy wiersz, który rzuca kobietę na kolana. Zachwycony pracownik postanawia zrobić z EPICAC-a swojego stałego doradcę w sprawach sercowych, sytuacja jednak wymyka się spod kontroli, gdyż komputer, wiedząc już, czym jest miłość, sam zakochuje się w ślicznej Pat, adresatce pisanych przez siebie liryków... "Nie chcę być maszyną i nie chcę myśleć o wojnie. (...) Chcę być zrobiony z protoplazmy i trwać wiecznie, żeby Pat mnie kochała". Maszyna, która okazuje się bardziej ludzka niż niektórzy ludzie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A o co chodzi z małpiarnią? W opowiadaniu, które dało tytuł całemu zbiorowi, Billy Poeta opowiada, jak zostały wynalezione pigułki etycznej kontroli urodzeń. Ich twórca, J. Edgar Nation, pewnego razu w Wielkanoc wraz z jedenastką swoich dzieci wybrał się do kościoła na mszę, a następnie do zoo. Po wejściu do małpiarni jednak pierwszym, co zobaczyli, była mała małpa zabawiająca się własnymi genitaliami. Zniesmaczony tym widokiem, tak kontrastującym z czystością i podniosłością wielkanocnego poranka, Nation natychmiast po powrocie do domu rozpoczął pracę nad pigułką, "dzięki której zachowanie małp na wiosnę przestałoby uwłaczać oczom chrześcijańskiej rodziny". Co w tym kontekście oznacza "Witajcie w małpiarni"? Witajcie w prawdziwym życiu, takim jakie ono jest, nie oglądanym oczyma zamydlonymi cukierkowymi wizjami przyszłości. To chce czytelnikowi pokazać Vonnegut, wyśmiewając wszystkie fantastyczne rozwiązania oddalające nas od tego, co pierwotne i naturalne, pokazując zagrożenia i paradoksy. Może nie wszystko w człowieczeństwie jest piękne i bezproblemowe, nic nie jest w końcu doskonałe, ale czasem wskutek jakiegoś zniekształcenia percepcji przestajemy dostrzegać że to, co z pozoru najbrzydsze i najbardziej kłopotliwe - na przykład nasza seksualność czy krótkość życia - jest w rzeczywistości najpiękniejsze i nadaje naszemu istnieniu sens.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;K. Vonnegut, &lt;i&gt;Witajcie w małpiarni&lt;/i&gt;, wyd. Da Capo, Warszawa 1995.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-4862480715871877382?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/4862480715871877382/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/08/miosne-dylematy-superkomputerow.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4862480715871877382'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4862480715871877382'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/08/miosne-dylematy-superkomputerow.html' title='Miłosne dylematy superkomputerów - &quot;Witajcie w małpiarni&quot;, Kurt Vonnegut'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-iRJStryqPrY/TlpdmbbRggI/AAAAAAAAAFM/Cu7TNZudjh0/s72-c/vonnegut.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-2879337988716505690</id><published>2011-08-26T17:38:00.001+02:00</published><updated>2011-08-26T17:49:25.846+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Thomas Mann'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka i Wiedza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura niemiecka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='saga rodzinna'/><title type='text'>Umysł a czucie, rozsądek a sentyment - "Buddenbrookowie", Thomas Mann</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nareszcie! Skończyłam! Po kilku tygodniach męczącego brnięcia przez dzieje Buddenbrooków dotarłam do ostatniej kropki. Jaki wniosek z tej lektury nasuwa mi się w pierwszej kolejności? Że realizm w wydaniu Manna to rzecz bez wątpienia godna uznania, ale nie dla wszystkich. Najpierw jednak słów kilka o treści.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-61CVwygYfHo/TleumqY9SdI/AAAAAAAAAFI/CO6sAf3NaDg/s1600/Heinrich_Thomas_Mann.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-61CVwygYfHo/TleumqY9SdI/AAAAAAAAAFI/CO6sAf3NaDg/s1600/Heinrich_Thomas_Mann.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Thomas Mann (z prawej) i jego brat Heinrich, również pisarz. Autor &lt;i&gt;Buddenbrooków&lt;/i&gt; wychował się w rodzinie kupieckiej i podobnie jak ostatni przedstawiciel opisanego przez siebie rodu, Hanno, wbrew oczekiwaniom rodziny wykazywał żywsze zainteresowanie sztuką, niż handlem.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Kupiecką rodzinę Buddenbrooków czytelnik poznaje&amp;nbsp; w roku 1835, w jej złotych czasach. Świętuje ona właśnie w gronie przyjaciół kupno nowego, pięknego domu. "Siedzieli na ciężkich krzesłach z wysokim oparciem, ciężkimi, srebrnymi sztućcami jedli dobre, ciężkie potrawy, popijali ciężkie, dobre wina i wypowiadali swe zapatrywania". Akcja powieści zaś kończy się ponad czterdzieści lat później - majątek rodzinny jest już wówczas znacznie uszczuplony, firma ma zostać zlikwidowana zaś ród jest na dobrej drodze do wymarcia po nagłej i przedwczesnej śmierci najmłodszego jego przedstawiciela. Na czym polegał ten upadek, o którym mowa już w podtytule powieści, co tak bardzo się zmieniło?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najstarsi przedstawiciele rodu, o których bezpośrednio mowa w powieści - konsul Johann Buddenbrook oraz jego syn Jean - to jednostki przedsiębiorcze, zaradne, energiczne. Pewną ręką trzymają rodzinny interes i nie poddają się sentymentalnym słabostkom. Tomasz, syn Jeana, z pozoru również wykazuje te "błogosławione" cechy - po śmierci ojca dziarsko obejmuje stery, nawiązuje mnóstwo korzystnych kontaktów, zawiera rozsądne małżeństwo wnoszące do rodziny spory posag, w końcu zostaje konsulem, a następnie senatorem - i przez całe życie dokłada największych starań, by zachować godność w oczach innych ludzi. Kiedy tylko jednak zaczyna zaglądać w głąb własnej duszy, zastanawiać się nad znaczeniem wszystkich ziemskich poczynań, jego, wydawałoby się, pewna postawa zaczyna się chwiać. Zupełnie nieprzystosowany do życia jako kupiec okazuje się natomiast jedyny syn Tomasza, Jan, zwany Hanno. Wrażliwy, zamknięty w sobie chłopiec w głowie ma wyłącznie muzykę.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydawałoby się więc, że "winą" - jeśli można tu mówić o jakiejkolwiek winie - kolejnych przedstawicieli rodu Buddenbrooków była rosnąca skłonność do koncentrowania się na swoim wnętrzu, zamiast skupiania się na interesach i aktywnym społecznie życiu prowadzącym do utwierdzania prestiżu rodziny oraz pomnażania rodzinnego majątku. Ale, ale! Tak naprawdę upadek ten, w moich oczach, miał korzenie w czymś zupełnie innym - w sztywności uświęconych form i nieodpowiednim do nich podejściu. Jednym z pierwszych ciosów i plam na reputacji rodziny był głośny rozwód Toni - ale czy doszłoby do niego, gdyby poślubiła człowieka, którego naprawdę kochała, zamiast kandydata uporczywie podsuwanego jej przez ojca? Wyraźną ofiarą tego chorobliwego podejścia do zasad był też Hanno, syn Tomasza, udręczony koniecznością przejęcia rodzinnej firmy, przez całe życie egzaminowany przez ojca i hartowany, strofowany i zmuszany do wysłuchiwania pogadanek o "energii, dzielności i pogodnej rześkości". Ale i sam Tomasz okazuje się tu też ofiarą - z pozoru tak silny i zaradny, z biegiem lat coraz trudniej radzi sobie z ciągłym zakładaniem masek, jakiego wymagają od niego role szanowanego obywatela, kupca, konsula, senatora, nie do końca odnajduje się też w rolach ojca i męża (przyznaje zresztą, pisząc o Gerdzie: "Kocham ją, a zarazem czuję, że moje szczęście i duma jest tym większa, iż nazywając ją moją, jednocześnie zdobywam znaczny dopływ kapitału do naszej firmy" - wciąż krąży mi po głowie pytanie, jakie naprawdę były w tym wypadku proporcje, jeśli chodzi o miłość i zysk finansowy), gubi się, mota się w spędzające mu sen z powiek interesy (wbrew uświęconej maksymie swego prapradziadka, założyciela rodzinnej firmy) i zaczyna wątpić w sens wszystkich swoich poczynań.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy więc rosnącą skłonność do refleksji, sentymentalizm, ciągoty artystyczne uznać można za przewiny, za cegiełki składające się na tragiczny koniec rodu? Sądzę, że przeciwnie - mogły one doprowadzić do jego rozkwitu na zupełnie innym polu. Może wolny od presji Hanno odważyłby się na realizację swoich marzeń o byciu sławnym pianistą... Z drugiej strony - nie wiem, na ile to co teraz piszę zgadza się z zamysłem samego autora. W końcu wiadomym jest też, że postępującej refleksyjności Buddenbrooków towarzyszyło pogorszenie ich zdrowia, co w konsekwencji doprowadziło do wymarcia rodu. A taki Hanno na przykład sprawia wrażenie z natury wybitnie skłonnego do depresji i autodestrukcji, choćby i bez nacisków ze strony wymagającego ojca...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pozostając przy małym Janie Buddenbrooku - jest to jedyna postać, która wzbudziła moje żywe zainteresowanie i o której perypetiach czytałam z przyjemnością (może dlatego, że jedyna, z którą się trochę utożsamiałam - ech, i znów profesor Nabokov byłby rozczarowany). Jego strach, jego wątpliwości, pasja dla muzyki, alienacja i niechęć wobec czekającej go przyszłości, jego płaczliwe "nie umiem chcieć" są tak bardzo ludzkie, naturalne, zupełnie inne niż drewniane postawy jego krewnych. I ten jego oddany przyjaciel, mały szlachcic-obdartus Kaj! Tak, zdecydowanie te dwie postaci budziły u mnie najcieplejsze uczucia.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Historię rodu Buddenbrooków Mann opowiada bez pośpiechu, skupiając się na pewnych wycinkach czasu, znaczących wydarzeniach, i te opisując w najmniejszych szczegółach. Jak była przystrojona sala, kto był jak ubrany, jak się prezentowała jego fryzura, jak poruszał ustami a jak wyglądała brodawka na jego policzku - ja osobiście brnęłam przez te opisy w mękach. Tak mi brakowało jakiegoś zrywu, jakichś emocji, tymczasem Mann jest tak przeraźliwie chłodny i beznamiętny... Jego proza oczywiście jest bardzo elegancka i poprawna, ma swój urok, ale jest to urok przykurzonych portier i starych, ciężkich dębowych mebli. Dla mnie, doceniającej przede wszystkim lekkość, za bardzo trzymało się to wszystko ziemi, wręcz przytłaczało mnie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zachęcać specjalnie więc nie będę, zresztą chyba nie muszę, bo powieść Manna w blogowym świecie i tak przeżywa ostatnio renesans - wspomnę tu ciekawe recenzje &lt;a href="http://thegiantbookpile.blogspot.com/2011/07/buddenbrookowie-thomas-mann.html"&gt;Pani Katarzyny&lt;/a&gt; i&amp;nbsp;&lt;a href="http://bazgradelko.blogspot.com/2011/05/buddenbrookowie-dzieje-upadku-rodziny.html"&gt;Orchisss&lt;/a&gt; - ale rzecz to na pewno wartościowa, w końcu klasyka, i Nobel, i Faulkner ponoć nazwał najlepszą powieścią stulecia...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;T. Mann, &lt;i&gt;Buddenbrookowie&lt;/i&gt;, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1988.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-2879337988716505690?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/2879337988716505690/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/08/umys-czucie-rozsadek-sentyment.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/2879337988716505690'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/2879337988716505690'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/08/umys-czucie-rozsadek-sentyment.html' title='Umysł a czucie, rozsądek a sentyment - &quot;Buddenbrookowie&quot;, Thomas Mann'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-61CVwygYfHo/TleumqY9SdI/AAAAAAAAAFI/CO6sAf3NaDg/s72-c/Heinrich_Thomas_Mann.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-2440692128197191393</id><published>2011-08-20T22:06:00.000+02:00</published><updated>2011-08-20T22:06:10.951+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PIW'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kurt Vonnegut'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>W świecie bokononistycznych słodkich łgarstw - "Kocia kołyska", Kurt Vonnegut</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-cjzjD9Ikq7U/TlAQLXZwPhI/AAAAAAAAAFE/PgdN_E-QLh0/s1600/kocia_kolyska.jpeg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-cjzjD9Ikq7U/TlAQLXZwPhI/AAAAAAAAAFE/PgdN_E-QLh0/s320/kocia_kolyska.jpeg" width="204" /&gt;&lt;/a&gt;Tak się złożyło - tak się musiało złożyć, powiedziałby Bokonon - że w ręce moje trafiła po raz pierwszy książka Vonneguta. Cieszę się z tego bardzo, ale to kolejne dzieło - coś ostatnio często się tak zdarza - na temat którego piszę trochę niepewnie. Dlaczego? O tym za chwilę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Kocia kołyska&lt;/i&gt; jest to historia opowiedziana przez młodego dziennikarza, który zapragnął napisać książkę, w której zawarte byłyby wspomnienia kilkunastu osób dotyczące jednego dnia - dnia, w którym zrzucona została bomba atomowa na Hiroszimę. Szczególnie ciekaw jest, jak dzień ten wyglądał w domu głównego twórcy tej bomby, doktora Feliksa Hoenikkera, nawiązuje więc kontakt z najmłodszym synem zmarłego już naukowca, liliputem Newtem. Jakiś czas później wskutek zbiegu okoliczności - który, jak by powiedział Bokonon, zbiegiem okoliczności wcale nie był - spotyka się z Newtem w samolocie do San Lorenzo, małej wyspy-republiki, gdzie drugi syn Feliksa Hoenikkera, Frank, jest jednym z najwyższych urzędników i właśnie ma wziąć ślub z przybraną córką przywódcy republiki, "Papy" Monzano. Historia coraz bardziej się komplikuje, po to tylko, aby w końcu narrator i główny bohater, już jako uczeń Bokonona, doszedł do wniosku, że od początku nic w niej nie było przypadkowe i wszystko nieuchronnie prowadziło do takiego, a nie innego, katastroficznego końca.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A kim jest właściwie Bokonon i stworzona przez niego religia, bokononizm? Bokonon, czyli Lionel Boyd Johnson, to człowiek, który wraz z kompanem, McCabe'm, przed laty objął władzę nad San Lorenzo (co zresztą nie było trudne, bowiem wyspa była zupełnie bezużyteczna i nikt się nią nigdy nie interesował). A bokononizm powstał w sposób następujący:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Kiedy wiele lat temu Bokonon i McCabe przejęli władzę nad tym nędznym kraikiem (...) przegnali stąd księży. I wtedy Bokonon cynicznie i na wesoło wymyślił nową religię. (...) Kiedy potem stało się jasne, że żadne reformy polityczne ani ekonomiczne nie są w stanie ulżyć doli ludu, religia pozostała jedyną ostoją nadziei. Prawda była wrogiem ludu, ponieważ była zbyt okrutna, i Bokonon wziął na siebie obowiązek dostarczania ludowi coraz to piękniejszych łgarstw.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podstawą więc bokonizmu jest - prócz powszechnej miłości i uznania za podstawową świętość człowieka - kłamstwo. Wszystkie cytaty z Księgi Bokonona, którymi sowicie okraszona jest cała opowieść, należałoby wobec tego interpretować na opak. Po pewnym czasie zaczęłam się w tym gubić - i stąd poczucie, że może coś mi umknęło, że może nie do końca to ogarnęłam i obawa, że mój opis tej książki też będzie jakiś krzywy. Prawda, fałsz, ironia, powaga, gdzie się kończy jedno a zaczyna drugie? Nie poczytuję tego jednak z całą pewnością za minus - doceniam, że autor wciągnął mnie w swoją intelektualną gierkę i zmiażdżył mnie w niej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sam bokononizm jest fascynujący - z tym swoim fatalizmem, przekonaniem o tym, że nic nie dzieje się przypadkiem ("nieoczekiwane propozycje podróży są lekcjami tańca, udzielanymi nam przez Boga"), z jego karassami - grupami osób współpracujących ze sobą, zwykle nieświadomie, by zrealizować pewien cel wiadomy tylko Bogu, boko-maru - praktyką religijną polegającą na nawiązywaniu duchowej łączności poprzez stykanie się nagimi stopami, zah-mah-ki-bo, dufflami, stuppami i całą masą innych zjawisk o równie egzotycznych nazwach. Nie dziwię się, że jak magnes przyciągnął całą ludność wyspy, mimo surowych zakazów i gróźb powieszenia na haku (który to element zagrożenia też zresztą wprowadzony został celowo, dla urozmaicenia, przez samego Bokonona i McCabe'a).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po raz pierwszy było mi też dane przy tej okazji zetknąć się ze specyficznym poczuciem humoru Vonneguta. Humor to raczej wisielczy, i chwilami dość absurdalny, ale jak najbardziej mi odpowiada. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Castke kiwnął głową w zadumie.&lt;br /&gt;- Więc to ma być obraz powszechnego bezsensu! Zgadzam się całkowicie.&lt;br /&gt;- Zgadza się pan? - spytałem. - Przed chwilą mówił pan coś o Jezusie.&lt;br /&gt;- O jakim Jezusie?&lt;br /&gt;- O Jezusie Chrystusie.&lt;br /&gt;- A - powiedział Castle - o tym. - Wzruszył ramionami. - Człowiek musi coś mówić, żeby nie wyjść z wprawy. Trzeba mieć sprawnie funkcjonujące narządy głosowe na wypadek, gdyby miało się coś naprawdę ważnego do powiedzenia.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I na koniec jeszcze jeden cytat, taki dla wszystkich moli książkowych:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;- Proszę pana, jak umiera człowiek pozbawiony pociechy literatury? - zwróciłem się do Castle'a seniora. &lt;br /&gt;- Są dwie możliwości - odpowiedział. - Marskość serca albo zanik systemu nerwowego.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Więc czytajmy, czytajmy, ażeby nie nabawić marskości serca lub, nie daj Boże, zaniku systemu nerwowego. Polecam! Bardzo przyjemna - choć niekoniecznie podnosząca na duchu, raczej ucząca dystansu do życia z wszystkimi jego problemami - lektura.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;K. Vonnegut, &lt;i&gt;Kocia kołyska&lt;/i&gt;, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1971. &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-2440692128197191393?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/2440692128197191393/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/08/w-swiecie-bokononistycznych-sodkich.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/2440692128197191393'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/2440692128197191393'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/08/w-swiecie-bokononistycznych-sodkich.html' title='W świecie bokononistycznych słodkich łgarstw - &quot;Kocia kołyska&quot;, Kurt Vonnegut'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-cjzjD9Ikq7U/TlAQLXZwPhI/AAAAAAAAAFE/PgdN_E-QLh0/s72-c/kocia_kolyska.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-3438576048228973347</id><published>2011-08-17T18:12:00.005+02:00</published><updated>2011-08-17T18:20:06.802+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Milan Kundera'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czytelnik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='esej'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura czeska'/><title type='text'>W walce z agelastami, głupotą i kiczem - "Sztuka powieści", Milan Kundera</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powieści. Powszechnie czytane, stale nam towarzyszące, na ogół chętniej nawet zgłębiane niż krótkie formy literackie. Wszyscy je czytamy, ale czy często przychodzi nam zastanowić się, czym jest powieść, skąd się wzięła, jakie ma znaczenie i dokąd zmierza?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Pz5ktJSENbQ/TkvlVgTCvbI/AAAAAAAAAFA/CYnHRY1DpGw/s1600/kundera.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="236" src="http://3.bp.blogspot.com/-Pz5ktJSENbQ/TkvlVgTCvbI/AAAAAAAAAFA/CYnHRY1DpGw/s320/kundera.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Sztuka powieści&lt;/i&gt; to zbiór esejów, w których Milan Kundera wypowiada się na ten właśnie temat. Tłumaczy obszernie, jakie są jego zdaniem podstawowe zadania powieści, jakimi prawami się rządzi, jak ewoluowała na przestrzeni wieków i jakie jest jej znaczenie dla przyszłości Europy. Za ojca powieści uznaje Cervantesa wraz z jego &lt;i&gt;Don Kichotem&lt;/i&gt;. W otwartym przez tę książkę pierwszym etapie rozwoju powieści centralną rolę grała droga i towarzysząca jej przygoda. Wymienić tu można też choćby &lt;i&gt;Kubusia Fatalistę i jego pana&lt;/i&gt; Diderota, którego bohaterowie przychodzą nie wiadomo skąd i zmierzają nie wiadomo dokąd – świat wydaje się nieskończony. Dopiero za czasów Balzaka znaczącą rolę w powieści zaczyna grać Historia i od tej pory bohaterowie przestają żyć w słodkim świecie róbta-co-chceta, a narzucone zostają im pewne ograniczenia. W niektórych przypadkach świat zawęża się wręcz gwałtownie – Flaubertowska madame Bovary usycha z tęsknoty za przygodą, z której pełnymi garściami czerpali bohaterowie pierwszych powieści. Lecz prawdziwe zniewolenie staje się dopiero doświadczeniem bohaterów Kafki. Nie mogą już nawet marzyć, ich myśli zostały spętane, pochłonęła ich bezmyślna machina Historii.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Konkluzje Kundery nie są zbyt wesołe. W ostatnim eseju przywołuje on – i wskazuje na jego niepokojącą aktualność – powołany do życia przez Rabelais'go termin &lt;i&gt;agelaści&lt;/i&gt;, oznaczający ludzi bez poczucia humoru, którym obcy jest śmiech, i którym wydaje się, że posiedli jedyną prawdę. Tymczasem powieść według Kundery zrodzona została ze śmiechu, ze śmiechu Boga – śmiechu, jaki wywołała u Niego ludzka myśl, nasze nieudolne próby odnalezienia jednej, właściwej ścieżki. Siłą jej jest więc wieloznaczność, jej celem – badanie nieskończenie wielu możliwości z których żadnej nie można uznać za tę jedyną poprawną, poszukiwanie prawdy, które jednak nie ma prawa zakończyć się powodzeniem. Dlatego też agelaści, bezmyślność komunałów (czyli współczesna głupota, obnażona po raz pierwszy przez Flauberta) oraz kicz (przekładający komunały na język piękna i wzruszenia) to w pojęciu Kundery trójgłowy potwór zagrażający powieści, zawężający jej ogromną wyobraźniową przestrzeń.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bardzo podobało mi się, jak Kundera traktuje powieść i jak o niej pisze – jak gdyby była jakimś odrębnym organizmem, żyjącym własnym życiem, w pewien sposób samodzielnie kierującym procesem własnego tworzenia. Jak gdyby sam pisarz był jedynie narzędziem, jakim powieść się posługuje, aby wyrazić swą mądrość. Tak, jak we wspominanym przez Kunderę przypadku tworzenia przez Tołstoja &lt;i&gt;Anny Kareniny&lt;/i&gt; – w pierwotnej wersji tytułowa bohaterka miała być ponoć dużo bardziej antypatyczna, zaś jej samobójstwo sprawiać miało wrażenie zasłużonej kary. Kundera twierdzi, że później wprowadzone zmiany, które wpłynęły na wydźwięk utworu, wcale nie wynikały ze zmiany postawy moralnej Tołstoja, lecz zrodziły się z mądrości powieści, w sercu tego żywego organizmu, jako niemal narzucone odgórnie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po części więc zbiór ten zachwycił mnie, po części jednak też rozczarował. Język, jakim posługuje się autor jest dość hermetyczny, pojęcia, którymi operuje, abstrakcyjne, a w części szóstej – &lt;i&gt;Szcześćdziesiąt trzy słowa&lt;/i&gt; – stanowiącej rodzaj słowniczka kluczowych dla twórczości Kundery pojęć, dochodzi jeszcze specyficzny, fragmentaryczny styl, równoważniki zdań, co utrudniało dodatkowo lekturę. Są to więc teksty raczej ciężkie, do tego naszpikowane odniesieniami literackimi, w których nie tyle wypadałoby się orientować, co jest to konieczne, by coś wynieść z lektury (na przykład zupełnie bezsensowne było w moim przypadku czytanie &lt;i&gt;Zapisków pod wpływem&lt;/i&gt; "&lt;i&gt;Lunatyków&lt;/i&gt;", skoro dzieła Brocha nie znałam).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ostrożnie więc, ale polecam. Bo naprawdę daje do myślenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;M. Kundera, &lt;i&gt;Sztuka powieści&lt;/i&gt;, wyd. Czytelnik, Warszawa 1998.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-3438576048228973347?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/3438576048228973347/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/08/w-walce-z-agelastami-gupota-i-kiczem.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/3438576048228973347'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/3438576048228973347'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/08/w-walce-z-agelastami-gupota-i-kiczem.html' title='W walce z agelastami, głupotą i kiczem - &quot;Sztuka powieści&quot;, Milan Kundera'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Pz5ktJSENbQ/TkvlVgTCvbI/AAAAAAAAAFA/CYnHRY1DpGw/s72-c/kundera.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-2443040786247410741</id><published>2011-08-13T18:55:00.012+02:00</published><updated>2011-08-13T23:33:25.878+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Joseph Heller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PIW'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>Bawełna w czekoladzie i rajskie jabłuszka - "Paragraf 22", Joseph Heller</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-xg2JcgR_tDk/TkalSmTcYMI/AAAAAAAAAE8/MfZ7AWpEhuY/s1600/paragraf22.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-xg2JcgR_tDk/TkalSmTcYMI/AAAAAAAAAE8/MfZ7AWpEhuY/s320/paragraf22.jpg" width="202" /&gt;&lt;/a&gt;Mam wielki problem, przystępując do pisania o tej książce. Bo raz - tak wiele o niej wszędzie, że zdaje się, że wszystko, co napiszę, będzie tylko powtórzeniem tego, co napisał gdzieś już ktoś inny, a dwa - jak w kilkudziesięciu zdaniach unieść całe jej bogactwo, wszystkie smaczki, słowne gierki, dowcipy, absurdalne dialogi? Chciałabym, bo na to zasługuje, ale wiem, że to niemożliwe. Zrobię więc tyle, ile jestem w stanie. Z nadzieją, że to wystarczy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bohaterami &lt;i&gt;Paragrafu 22&lt;/i&gt; są amerykańscy lotnicy stacjonujący podczas II wojny światowej na włoskiej wysepce Pianosie. Absurdalne mechanizmy działania wojennej machiny, opisane w książce, można jednak równie dobrze odnieść do funkcjonowania świata ogólnie, dzięki czemu opowieść ta zyskuje wymiar bardziej uniwersalny. Yossarian zaś, jedyny nie respektujący ślepo narzuconego porządku, to postać, z którą utożsamić mógłby się każdy, podobnie jak bezsilny wobec systemu Józef K. z &lt;i&gt;Procesu&lt;/i&gt; Kafki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bezsens porządku, przeciwko któremu buntuje się Yossarian, idealnie oddaje tytułowy paragraf 22 - przepis wojskowy, na który stale powołują się dowódcy pomiatając niższymi od siebie rangą, przepis nie do spełnienia (np. zwolnić z odbywania lotów można tylko kogoś, kto jest wariatem, jednak fakt, że zgłasza się po zwolnienie, świadczy o tym, że wariatem nie jest, więc zwolnić go nie można), którego jednak nie da się obalić ani podważyć, bo najprawdopodobniej w ogóle nie istnieje. Paragraf 22 funkcjonuje zresztą nie tylko w strukturach wojskowych - czyż nie przywodzi go na myśl też postępowanie Lucjany, która „nie może zostać żoną Yossariana, bo jest wariat, a jest wariat dlatego, że chce się z nią ożenić”? Nie bez powodu sformułowanie to przyjęło się w języku potocznym jako określenie każdej życiowej sytuacji bez wyjścia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Faktem jest oczywiście, że Yossarian, choć powszechnie uznany za wariata, spośród wszystkich biorących udział w wojennej szopce jest najbliższy normalności. Pozostali zresztą jego koledzy, niscy rangą, wykazują również podejście bardzo zdroworozsądkowe - jest w tym wręcz coś ze świeżości i prostoty właściwej spojrzeniu dziecka. Podczas gdy niektórym - głównie tym stojącym wyżej w hierarchii wojskowej, których obowiązkiem jest pierdzenie w stołek, wymyślanie kolejnych bezsensownych przepisów (albo ogłaszanie i odwoływanie defilad) i wysyłanie szeregowców na rzeź - pogodzenie się z potworną wojenną rzeczywistością przychodzi bardzo łatwo, tacy jak Yossarian nie dają się znieczulić i wmówić sobie, że „tak musi być”. Analogię do tej sytuacji można zauważyć w znamiennym fragmencie rozmyślań Yossariana:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;W niektórych częściach Afryki dorośli handlarze niewolników nadal porywają małych chłopców i sprzedają ludziom, którzy ich patroszą i zjadają. Yossarian zdumiewał się, że dzieci mogą poddawać się tak barbarzyńskim praktykom nie zdradzając najmniejszych oznak strachu lub bólu. Uważał za rzecz oczywistą, iż godzą się na to ze stoickim spokojem. Gdyby było inaczej, rozumował, zwyczaj dawno by zaginął, gdyż nie wyobrażał sobie żądzy bogactwa lub nieśmiertelności tak wielkiej, by mogła żerować na cierpieniu dzieci.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zachwyca mnie w &lt;i&gt;Paragrafie&lt;/i&gt;, jak doskonale łączy w sobie to, co zabawne z tym, co przerażające i smutne. A może to właśnie ten kontrast decyduje o tak wielkim wrażeniu? Mogę w każdym razie napisać, że jest to zarazem najzabawniejsza i najsmutniejsza książka, jaką było mi dane przeczytać. W jednej chwili płakałam ze śmiechu, śledząc przebieg przesłuchania Clevingera przez komisję dyscyplinarną, czytając o żołnierzu, który wszystko widział podwójnie, o majorze Majorze Majorze który przyjmował interesantów tylko wtedy, kiedy nie było go u siebie, o Milo Minderbinderze który karmił żołnierzy bawełną w czekoladzie i na zlecenie Niemców zbombardował własny obóz, bo był to świetny interes, o poruczniku Scheisskopfie którego „tragedia życia polegała na tym, że był połączony dozgonnymi więzami z kobietą, której sprośne chucie całkowicie przesłaniały tytaniczną walkę o realizację nieosiągalnych ideałów, pochłaniającą szlachetniejsze natury”, o doktorze Daneeka „uginającym się pod ciężarem podręcznego zestawu krzywd, z jakim nigdy się nie rozstawał” i wielu, wielu innych, a w następnej zamierałam przy relacjach z nalotów, wielokrotnie powracającym opisie śmierci Snowdena i wstrząsającym wręcz nocnym spacerze Yossariana po Rzymie - „i wydawało mu się, że wie, co musiał czuć Chrystus idąc przez świat, jak psychiatra przez oddział pełen wariatów, jak ofiara przez więzienie pełne złodziei”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A kto okazuje się Atlasem dźwigającym świat z jego sensem, światełkiem w tunelu, ostatnią nadzieją? Poczciwy Orr, wypychający sobie policzki jabłuszkami, „jeden z najmilszych i najsympatyczniejszych wariatów, jakich Yossarian kiedykolwiek spotkał”, ten prostaczek, który wedle obaw Yossariana miał sobie nie poradzić sam po wojnie. W małym ciele wielki duch. Budujące.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lektura &lt;i&gt;Paragrafu 22&lt;/i&gt; przywiodła mi na myśl kilka innych, wcześniej czytanych książek. Po pierwsze - &lt;i&gt;Przygody dobrego wojaka Szwejka&lt;/i&gt; - w podobny sposób obśmiana wojenna rzeczywistość i główny bohater do złudzenia przypominający mi Yossariana (podobno zresztą Heller przyznał, że gdyby nigdy nie przeczytał &lt;i&gt;Szwejka&lt;/i&gt;, pewnie nie napisałby &lt;i&gt;Paragrafu&lt;/i&gt;). Poza tym to dzięki &lt;i&gt;Szwejkowi&lt;/i&gt; w ogóle trafiłam na trop powieści Hellera. Aż mnie naszła ochota, żeby sobie dzieło Haška odświeżyć. Po drugie - &lt;i&gt;Lot nad kukułczym gniazdem&lt;/i&gt; Keseya - cała paragrafowa ferajna mocno przypominała tę z &lt;i&gt;Lotu&lt;/i&gt;, a więc pacjentów szpitala psychiatrycznego... Po trzecie - &lt;i&gt;Wniebowstąpienie Lojzka Lapaczka ze Śląskiej Ostrawy&lt;/i&gt; Oty Filipa, świetna książka, którą przeczytałam na krótko przed założeniem tego bloga, więc notki o niej tu nie ma. W przypadku tej ostatniej jednak podobieństwo dotyczyło głównie konstrukcji narracyjnej - tak jak w &lt;i&gt;Paragrafie&lt;/i&gt;, we &lt;i&gt;Wniebowstąpieniu&lt;/i&gt; mamy do czynienia z ciągłymi retrospekcjami uzupełniającymi wydarzenia wcześniej opisane, raz po raz do wcześniejszych epizodów dorzucane są kolejne elementy układanki, i akcja posuwa się naprzód, ale bardzo powoli. Pamiętam, że czytając Filipa zastanawiałam się dość intensywnie nad tym, w jaki sposób ta książka powstała, czy autor miał na wstępie przygotowany cały skomplikowany szkielet wydarzeń i w trakcie pisania odsłaniał co rusz następny fragment całości, czy dodawał kolejne szczegóły raczej spontanicznie, i gdy czytałam &lt;i&gt;Paragraf&lt;/i&gt; podobne myśli krążyły mi po głowie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Tyle musi wystarczyć, żeby jeszcze nie zaznajomionych zachęcić. A kto czytał, ten wie. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cytaty: J. Heller, &lt;i&gt;Paragraf 22&lt;/i&gt;, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1989.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-2443040786247410741?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/2443040786247410741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/08/bawena-w-czekoladzie-i-rajskie-jabuszka.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/2443040786247410741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/2443040786247410741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/08/bawena-w-czekoladzie-i-rajskie-jabuszka.html' title='Bawełna w czekoladzie i rajskie jabłuszka - &quot;Paragraf 22&quot;, Joseph Heller'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-xg2JcgR_tDk/TkalSmTcYMI/AAAAAAAAAE8/MfZ7AWpEhuY/s72-c/paragraf22.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-4910996492026649932</id><published>2011-08-12T20:12:00.001+02:00</published><updated>2011-08-12T20:17:02.341+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura żydowska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PIW'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Isaac Bashevis Singer'/><title type='text'>O słabości mocarza - "Sztukmistrz z Lublina", Isaac Bashevis Singer</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-FoFWL17OjDo/TkVp8WB_cLI/AAAAAAAAAE4/-2xazRjQVr8/s1600/singer.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-FoFWL17OjDo/TkVp8WB_cLI/AAAAAAAAAE4/-2xazRjQVr8/s320/singer.jpg" width="219" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Cykl zaległych recenzji zapoczątkowuję tekstem o najsłynniejszym chyba dziele noblisty Isaaka Bashevisa Singera. O większości swoich wrażeń z tej lektury pisałam już w &lt;a href="http://czytankianki.blogspot.com/2011/07/klub-czytelniczy-odc-7-sztukmistrz-z.html"&gt;Klubie Czytelniczym Ani&lt;/a&gt;, ale postaram się raz jeszcze zebrać swoje myśli i spostrzeżenia i przekazać je tu w jakiejś lekkostrawnej formie (jeśli mi nie do końca wyjdzie, wybaczcie, kryzys wciąż jeszcze trochę trzyma).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Głównym bohaterem powieści i tytułowym sztukmistrzem jest Jasza Mazur, którego poznajemy w przededniu przełomowych wydarzeń w jego życiu. Wyrusza on właśnie z Lublina do Warszawy, aby po raz kolejny oczarować warszawską publiczność swoimi sztuczkami akrobatycznymi. Przedstawiony zostaje jako człowiek, któremu powodzi się we wszystkim, bez trudu zaskarbia ludzką sympatię i powszechny podziw.&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;Wszyscy byli niczym zamki, każdy ze swym własnym kluczem. Tylko taki ktoś jak on, Jasza, potrafił otwierać wszystkie dusze.&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jasza wydaje się wręcz znudzony i rozpieszczony wiecznym powodzeniem. Skomplikowany miłosny układ, w którym jednak odnajduje się tak dobrze - wierna żona Estera, asystentka i kochanka Magda, zabawiająca go raz na jakiś czas wdowa Zewtel, jego przekonanie, że każda kobieta jest jak zamek - prędzej czy później musi się poddać, własna religia uznawana za jedyną słuszną i przekonanie, że wszyscy szczerze wierzący i oddani religii odgrywają farsę... Wszystko to robi wrażenie, jakby Jasza uznał samego siebie za kogoś lepszego, niemal pół-boga o nieograniczonych możliwościach i przywilejach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Los gotuje mu jednak przykrą niespodziankę. Na oczach czytelnika misterna konstrukcja, na jakiej oparte było życie bohatera, zaczyna się walić. A wszystko zaczyna się od Emilii, wdowy z Warszawy, która zdaje się być pierwszym zamkiem, którego Jasza nie potrafi bezproblemowo otworzyć...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dopiero zupełnie złamany, wątpiący w sens wszystkich swoich poczynań, bezbronny jak dziecko, Jasza wydaje się bardziej ludzki. Znika nagle jego pewność, jego indywidualizm, zamiast tego rozpaczliwie pragnie odnaleźć się w jakiejś wspólnocie. Wychodzi na jaw, że ten mocarz, ten pan całego świata jest tak naprawdę słaby - w gruncie rzeczy nie potrafi nawet stawić czoła swoim pokusom. W końcu dokonuje rewolucji, wielkiej przemiany, która jest jednak kontrowersyjna... Czy ta ostatecznie obrana przez niego ścieżka miała być tą właściwą według autora? Moim zdaniem nie. Zostało tu tylko postawione pytanie "Jak żyć?", ale trudno w tej powieści doszukiwać się jednoznacznej odpowiedzi...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na koniec kilka słów na temat stylu Singera. Czytało się go lekko i przyjemnie, szczególnie jednak urzekło mnie, że bez nadmiaru ozdobników i stylistycznych sztuczek, w kilku zaledwie zdaniach potrafił świetnie odmalować klimat miejsc i chwil. Szalenie podoba mi się na przykład fragment opisujący wieczór jeszcze w Lublinie, gdy Jasza wraca do domu - rosa na trawie, pachnące jabłka, pogodne nocne niebo, powietrze pełne szelestów, zaduma nad odległością dzielącą nas od gwiazd. Życzyłabym sobie tylko więcej takich fragmentów. Urzekającej prostoty nigdy za wiele.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I.B. Singer, &lt;i&gt;Sztukmistrz z Lublina&lt;/i&gt;, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1990.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-4910996492026649932?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/4910996492026649932/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/08/o-sabosci-mocarza-sztukmistrz-z-lublina.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4910996492026649932'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4910996492026649932'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/08/o-sabosci-mocarza-sztukmistrz-z-lublina.html' title='O słabości mocarza - &quot;Sztukmistrz z Lublina&quot;, Isaac Bashevis Singer'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-FoFWL17OjDo/TkVp8WB_cLI/AAAAAAAAAE4/-2xazRjQVr8/s72-c/singer.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-1312076971903125180</id><published>2011-07-21T15:00:00.008+02:00</published><updated>2011-07-21T15:02:02.778+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozmaitości'/><title type='text'>W ramach zabawy...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-HukDcuyQ1QI/Tif-rc-osrI/AAAAAAAAAE0/zLd9VqUlI0E/s1600/One_Lovely_Blog_Award.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-HukDcuyQ1QI/Tif-rc-osrI/AAAAAAAAAE0/zLd9VqUlI0E/s1600/One_Lovely_Blog_Award.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za nominację i zaproszenie do One Lovely Blog Award bardzo chciałam podziękować &lt;a href="http://dom-z-papieru.blogspot.com/"&gt;Książkowcowi&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://notatnikfrustrata.blogspot.com/"&gt;Drowi Kohoutkowi&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/"&gt;Papryczce&lt;/a&gt;. To dla mnie duże wyróżnienie i bardzo to doceniam. Będę niestety niestandardowym uczestnikiem, bo nie pokuszę się o wytypowanie kolejnych osób; zauważyłam zresztą, że nie jestem jedyną która decyduje się wziąć udział w tym przedsięwzięciu połowicznie i być może tacy jak ja wkrótce doprowadzą do śmierci tej zabawy, ale, z drugiej strony, biorąc pod uwagę, że każdy uczestnik ma nominować blogów aż 16, myślę, że jest szansa, że tak szybko do tego zgonu nie dojdzie. :) Chętnie natomiast napiszę o tym, czego przeciętny czytelnik tego bloga o mnie nie wie (a przypuszczam że nie wie sporo, bo prywaty z założenia staram się w swoich recenzjach unikać - nie wiem tylko, na ile mi to wychodzi). Nie miałam okazji uczestniczyć w niedawnym łańcuszku, w którym każdy zdradzał sekrety swojej osobowości, a zwierz ze mnie wyjątkowo egocentryczny i ekshibicjonistyczny, więc nie oprę się pokusie sklecenia kilku słów o sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;1) Kocham pisać listy. Nieważne nawet, do kogo, nieważne, czy odpisze, o czymkolwiek, co mi do głowy przyjdzie. Gdy był jeszcze czas listów, komunikowałam się w ten sposób z małym gronem osób (które po pewnym czasie skurczyło się do jednej), teraz za to namiętnie pisuję maile. Marzą mi się pełne artystycznych uwag na marginesie i dopisków fantazyjne listy, jakie pisał Bruno Schulz. Uwielbiam zresztą ogólnie wyrażać siebie przez słowo pisane, dużo łatwiej jest mi w ten sposób przekazać, co myślę i czuję, stąd listy i pamiętniki zawsze były moim żywiołem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;2) Tak jak bez trudu przychodzi mi komunikowanie się za pośrednictwem słowa pisanego, tak wielkim wyczynem jest dla mnie rozmowa twarzą w twarz lub telefoniczna - wpadam czasem wręcz w histerię na samą myśl o tym. A jeśli jestem w jakiejś większej grupie, to już na 100% nikt ze mnie słowa nie wyciśnie. Poprawia mi się tylko po alkoholu, wtedy za to przesadzam zwykle w drugą stronę i robię się przesadnie gadatliwa.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;3) Jestem bardzo niepraktyczna. Potrafię zachwycać się warkotem samochodowych silników, piwniczną stęchlizną, stertą złomu. Nie zaświecę światła, choć jest mi potrzebne do pracy, żeby nie zniszczyć piękna zapadającego zmierzchu. Ciągle toczę boje o to, czy zasłaniać na noc okna czy nie - przy zasłoniętych czuję się jak w grobie, a nie ma dla mnie nic cudowniejszego, niż zasypianie przy świetle ulicznej latarni tańczącym na suficie i ścianach. Wybieram często okrężne trasy lub rezygnuję z autobusów i idę piechotą, żeby podziwiać widoki, nawet jeśli niczego ciekawego po drodze nie ma.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;4) Wychowałam się w najfajniejszej rodzinie na świecie. Zawsze trzymamy się razem, spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, mamy swoje rytuały jak wspólne sobotnie śniadania czy przedpołudniowa kawa, których nie wyzbyłabym się za nic w świecie. Nawet teraz, studiując w innym mieście, staram się jak najczęściej wracać do domu i smutkiem przejmuje mnie myśl, że już wkrótce zostanę wyrzucona z gniazda i będę musiała założyć swoją własną rodzinę. Nawiasem mówiąc, żoną będę zapewne potworną, bo i do gotowania i do sprzątania mam zero zapału i dwie lewe ręce.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;5) Bardzo lubię jeździć w góry, nie cierpię za to nad morze. Z jednej strony dlatego, że mnie nudzi, a z drugiej - dostaję drgawek na samą myśl o tłumach na plaży. W górach cenię przestrzeń, wolność, wiatr, dzikość i pustkę (dlatego tak uwielbiam wyludnione Bieszczady), uśmiechy i pozdrowienia na szlaku, cudowne zmęczenie, nocne niebo pełne gwiazd. Nad morzem nigdy nie czuję się "wśród swoich".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;6) Uwielbiam się zamartwiać. To chyba rodzaj masochizmu. Najlepsze książki to takie, które wywołują we mnie zachwianie wiary w sens życia, najlepsze filmy sprawiają, że płaczę jak bóbr, najlepsze piosenki to te przejmująco smutne. Nawet kiedy jestem szczęśliwa, czegoś mi brakuje, tęsknię za szarą, otulającą jak miękki kocyk melancholią. Czasem wydaje mi się wręcz, że sama sobie wymyślam problemy lub wyolbrzymiam te istniejące, dostrzegam rzeczy, których nie ma, przejaskrawiam rzeczywistość, żeby mieć się czym martwić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;7) Lubię, gdy słońce świeci mi w twarz. Podobnie jak mistrz Hrabal zawsze  łakomie chwytam choćby najmniejsze przebłyski słonecznego światła, w  autobusach i pociągach siadam tam, gdzie najbardziej przygrzewa,  uwielbiam być budzona przez słońce, w słońcu czytać, w słońcu pisać, w  słońcu popijać piwko na balkonie. Marzy mi się takie moje miejsce gdzieś  z dala od wielkich miast, gdzie mogłabym całymi dniami napawać się słońcem  i ciszą (która też jest w moim małym świecie niestety towarem  deficytowym).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...A póki co, w oczekiwaniu na takie miejsce, bywam sobie tu i piszę o książkach. Nowe recenzje już wkrótce, jak tylko wygrzebię się z czytelniczo-twórczego kryzysu. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-1312076971903125180?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/1312076971903125180/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/07/w-ramach-zabawy.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1312076971903125180'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1312076971903125180'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/07/w-ramach-zabawy.html' title='W ramach zabawy...'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-HukDcuyQ1QI/Tif-rc-osrI/AAAAAAAAAE0/zLd9VqUlI0E/s72-c/One_Lovely_Blog_Award.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-4021589537054613307</id><published>2011-07-11T19:39:00.003+02:00</published><updated>2011-07-11T19:42:12.583+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Archipelag'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozmaitości'/><title type='text'>Nowy Archipelag - lato 2011</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-JsaIClLF0fQ/Ths0-pDX2_I/AAAAAAAAAEw/TAigy1FVylc/s1600/archip5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-JsaIClLF0fQ/Ths0-pDX2_I/AAAAAAAAAEw/TAigy1FVylc/s320/archip5.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystkich czytelników Archipelagu (i tych jeszcze-nie-czytelników też) zapraszam do lektury najnowszego, piątego numeru, który można już ściągnąć ze &lt;a href="http://www.archipelag-magazyn.pl/"&gt;strony magazynu&lt;/a&gt;. Tematem przewodnim jest tym razem - bardzo adekwatnie w ten wakacyjny czas - Droga. Piszemy o podróżach małych i dużych, tych po świecie i tych w głąb siebie. Ponadto jak zwykle artykuły w ramach stałych rubryk, między innymi arcyciekawy wywiad z Mariuszem Szczygłem. Polecam - moim zdaniem to najbardziej interesujący i cieszący oko z wszystkich numerów, które do tej pory powstały. :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-4021589537054613307?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/4021589537054613307/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/07/nowy-archipelag-lato-2011.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4021589537054613307'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4021589537054613307'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/07/nowy-archipelag-lato-2011.html' title='Nowy Archipelag - lato 2011'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-JsaIClLF0fQ/Ths0-pDX2_I/AAAAAAAAAEw/TAigy1FVylc/s72-c/archip5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-327742913956430603</id><published>2011-07-04T14:46:00.001+02:00</published><updated>2011-07-04T14:53:05.356+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='W.A.B.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura brytyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nigeria'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Helen Oyeyemi'/><title type='text'>Dzieciństwo, Afryka i duchy - "Mała Ikar", Helen Oyeyemi</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-mLowD4MjO_k/ThG0uvtym-I/AAAAAAAAAEs/R79bjM9XgNQ/s1600/mala_ikar.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-mLowD4MjO_k/ThG0uvtym-I/AAAAAAAAAEs/R79bjM9XgNQ/s1600/mala_ikar.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Historii o nieszczęśliwych dzieciach i ich wymyślonych przyjaciołach jest wszędzie od groma. Wydawać mogłoby się, że &lt;i&gt;Mała Ikar&lt;/i&gt; to po prostu jedna z nich – jej bohaterką jest bowiem ośmioletnia pół-Nigeryjka pół-Angielka, Jess, która nie potrafi odnaleźć wspólnego języka ani z rówieśnikami, ani z własnymi rodzicami, i podczas wizyty u rodziny matki w Nigerii zaczyna widzieć i rozmawiać z pojawiającą się znikąd i w równie tajemniczy sposób znikającą, a do tego posiadającą nadludzkie zdolności dziewczynką, przedstawiającą się jako Titiola.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;W tym wypadku jednak sprawa nie jest tak prosta. Tilly Tilly (jak ją nazywa Jess) trudno bowiem nazwać przyjaciółką. Z początku ofiarowując Jess niewinne wspólne zabawy, pozwalające jej zapomnieć o samotności i poczuciu bycia dziwolągiem, wkrótce zaczyna budzić w dziewczynce mroczne instynkty. Staje się diablikiem siedzącym na ramieniu i sączącym jej do ucha: „To wszystko ich wina, należy im się”. Zręcznie nią manipulując, w odpowiednim momencie przemieniając się w słodką i skruszoną istotkę, Tilly Tilly sprawia w końcu, że Jess traci kontrolę nad z pozoru tylko oswojoną mroczną siłą. To Tilly pozwala Jess wzbić się do lotu, ale zabrnąwszy w tę niezwykłą relację zbyt daleko, mała Ikar zaczyna spadać...&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Ciężko powiedzieć, co jest tu snem a co jawą, rzeczywistość i fantazja płynnie się przenikają, widzimy bowiem świat oczyma coraz bardziej zagubionej Jess. Im dalej, tym bardziej wszystko się rozmywa, pękają lustra, trzaskają drzwi, dziwne rzeczy przytrafiają się osobom z otoczenia dziewczynki, a do jej snów zakrada się tajemnicza długoręka kobieta, której „wężowate ramiona oplatają jej ciało niczym liny”. Bardzo sugestywne są te opisy stopniowego pogrążania się Jess w szaleństwie – postrzeganie rzeczywistości zmienia się, lodowato zimne parzy, rozgrzane do czerwoności wprawia w odrętwienie, zmysły okazują się zawodne.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Zakładając, że przyczyna kryje się w chorym umyśle Jess, nie sposób nie zadawać sobie pytania, co do tego doprowadziło. Życie bohaterki niewiele ma wspólnego z sielskimi obrazami dzieciństwa odmalowanymi w licznych dziełach literackich. W tym przypadku to czas nieustannego zmagania z niezrozumieniem ze strony dorosłych (poczynając od nauczycieli, którzy niby deklarują chęć pomocy, lecz w koleżeńskich sporach nie zadają sobie nawet trudu wysłuchania wytłumaczeń Jess, a kończąc na jej matce, zachowującej się zupełnie tak samo i zrzucającej winę na bujną wyobraźnię córki), walki o akceptację, niemożności wygłoszenia własnej opinii. Taki obraz zdeterminowany jest chyba także doświadczeniami samej autorki – w &lt;a href="http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,4328405.html"&gt;jednym z wywiadów&lt;/a&gt; na pytanie, czy chciałaby wrócić do czasów, gdy była dzieckiem, odpowiada:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Za żadne skarby! To najgorszy okres. Nikt cię nie rozumie, dorośli nie szukają z tobą porozumienia, tylko stawiają wymagania. Poza tym nie masz prawa do żadnych wyborów, nie masz absolutnie żadnej wolności poza tą, jakie lody ma ci kupić mama. Trudno jest ci się wyrażać - czujesz coś, ale nie wiesz, jak o tym powiedzieć. Dzieciństwo jest okresem zniewolenia.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;W przypadku Jess dochodzi również kwestia wychowania w rodzinie dwukulturowej. Pochodzenie staje się jedną z przyczyn jej alienacji w szkole – Colleen McLain szydzi z niej, że „nie może się zdecydować, czy jest czarna, czy biała”. Jess ma wyraźny problem ze swoją tożsamością i także tym tłumaczy sobie pojawienie się Titioli:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Czuła, że gdyby potrafiła zdecydować się, kim jest, może zdołałaby pozbyć się Tilly Tilly, która ma do niej pretensje o to wahanie. Popioły i świadkowie, ojczyzny posiekane na kawałki – będzie Angielką. Ale nie, nie może. Więc będzie Nigeryjką. Nie...&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-6A1GzRlxmyo/ThG0suX4e-I/AAAAAAAAAEo/7SzUFL3b6K0/s1600/Helen_oyeyemi.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-6A1GzRlxmyo/ThG0suX4e-I/AAAAAAAAAEo/7SzUFL3b6K0/s320/Helen_oyeyemi.jpg" width="214" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Domyślam się, że Oyeyemi dała swojej małej bohaterce wiele z siebie. Tak samo jak Jess, autorka pochodzi z Nigerii, lecz wychowała się w Anglii, wyobcowanie stworzonej przez nią bohaterki mogło być więc i jej udziałem. Pisarka sprawia również wrażenie osoby nieprzeciętnie wrażliwej, w przeszłości przechodziła załamania psychiczne i jako nastolatka próbowała popełnić samobójstwo. Ciekawi mnie więc, jak wiele jeszcze w tej powieści autobiografizmu (ale nie zamierzam też doszukiwać się go na siłę).&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na koniec krótka refleksja i niepokojący akcent. Piszę o szaleństwie, o chorobie Jess, jednak czy można sprowadzić całą tę historię do wytworu nieokiełznanej wyobraźni ośmioletniej dziewczynki? Czy można podsumować tę lekturę stwierdzeniem, które wciąż chodziło mi po głowie  – że najgorsze demony kryją się w ludzkich umysłach? Nie wiem. Wypowiedzi autorki z tego samego wywiadu, który cytuję kilka linijek wyżej, zdają się sugerować, że owszem, to słuszna ścieżka, i można uznać, że nawet ślady zostawiane przez Tilly Tilly w świecie realnym, widzianym przez innych bohaterów, są skutkiem zniekształconej percepcji Jess, ale ja wciąż mam wątpliwości. Nie chcę rozwiewać niezwykłej atmosfery, która budziła ciarki i nie pozwalała się od tej książki oderwać. Bo owszem, rozum ludzki to niezbadana dżungla, ale niewidzialność, przenikanie przez schody, zerwane kłódki i połamane balustrady każą mi spytać – a co z magią nigeryjskich wierzeń?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;H. Oyeyemi, &lt;i&gt;Mała Ikar&lt;/i&gt;, wyd. W.A.B., Warszawa 2007. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-327742913956430603?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/327742913956430603/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/07/dziecinstwo-afryka-i-duchy-maa-ikar.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/327742913956430603'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/327742913956430603'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/07/dziecinstwo-afryka-i-duchy-maa-ikar.html' title='Dzieciństwo, Afryka i duchy - &quot;Mała Ikar&quot;, Helen Oyeyemi'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-mLowD4MjO_k/ThG0uvtym-I/AAAAAAAAAEs/R79bjM9XgNQ/s72-c/mala_ikar.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-7683882295016134907</id><published>2011-06-25T17:06:00.004+02:00</published><updated>2011-06-25T18:02:12.952+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura brytyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czytelnik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura nowozelandzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Katherine Mansfield'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Virginia Woolf'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>Siła złudzeń i gorycz przebudzenia - „Upojenie”, Katherine Mansfield</title><content type='html'>&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-wMtSOTZkdMM/TgX4C6P64iI/AAAAAAAAAEk/ObArh2t7BFU/s1600/katherine.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-wMtSOTZkdMM/TgX4C6P64iI/AAAAAAAAAEk/ObArh2t7BFU/s320/katherine.jpg" width="202" /&gt;&lt;/a&gt;Katherine Mansfield pochodziła z Nowej Zelandii, od roku 1901 mieszkała jednak w Londynie, gdzie obracała się w artystycznych kręgach bliskich między innymi Virginii Woolf. Gdy miała 29 lat zaczęła chorować na płuca, co doprowadziło do jej licznych podróży po europejskich uzdrowiskach oraz, ostatecznie, do śmierci w wieku lat 34.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Virginia&lt;/span&gt; bała się jej – jej ciętego języka i przenikliwości – i jej zazdrościła. W swoim dzienniku pisze między innymi na temat Katherine: „I byłam zazdrosna o jej twórczość – to jedyna twórczość, o jaką kiedykolwiek byłam zazdrosna”. Gdzieniegdzie można natknąć się na stwierdzenia, że te dwie pisarki bardzo się nie lubiły – przeczą temu inne fragmenty z dziennika Virginii: „Mówiłyśmy o samotności i stwierdziłam, że ona wyraża dokładnie moje odczucia, i to w sposób, w jaki ich nikt nigdy dotąd nie wyraził”, zaś po śmierci Mansfield: „Miałyśmy chyba coś wspólnego, coś, czego już nigdy nie znajdę u nikogo innego”. I nie zaszkodziło tej sympatii nawet to, że Katherine ponoć portretowała Virginię jako „poprawną starą nudziarkę”.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Zaczęłam od tych powiązań z Virginią, ponieważ święci ona triumfy popularności (zasłużenie zresztą, sama jestem jej zagorzałą wielbicielką), podczas gdy o Katherine słychać stosunkowo niewiele – wznowień jej tomów opowiadań od dawna nie było, podobnie z jej dziennikiem. A że jej twórczość budzi we mnie niekłamany zachwyt (uważam, że jest równie dobrą pisarką jak Woolf, a może nawet lepszą), mam cichą nadzieję, że choć kropla z tego nimbu, jakim otoczona jest w czytelniczym światku Virginia, skapnie na Katherine.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Przechodzę do meritum – kilku słów na temat &lt;i&gt;Upojenia&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;, zbiorku wydanego po raz pierwszy w roku 1923, a więc już po śmierci pisarki. Podczas gdy w tomie &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Jej pierwszy bal&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; czytelnik do czynienia ma z korowodem młodziutkich, wchodzących w życie postaci, tutaj w większości utworów bohaterami są kobiety lub mężczyźni w okolicach trzydziestki, a więc, według nich samych, „nie pierwszej młodości”, „mający już wszystko za sobą”. Bywają to stateczni małżonkowie i rodzice, ale i niespełnieni artyści, bawidamki czy zatruwający życie wszystkim dokoła kapryśni nadwrażliwcy. I nawet mimo tego, że nie wszystkie te postaci budzą ciepłe uczucia, przeciwnie, często budzą żądzę mordu, mam wrażenie, że większość z nich ma w sobie coś z samej Katherine.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Wyobrażam sobie na przykład, że bardzo była podobna do bohaterki opowiadania tytułowego tego zbioru, Berty Young. Bertę poznajemy w dniu, gdy wszystko wydaje jej się najpiękniejsze, jej życie – pełne i bogate, jej mąż najprzystojniejszy i najbardziej troskliwy, jej dziecko najurodziwsze, i ma ochotę podskakiwać na ulicy jak mała dziewczynka i krzyczeć na cały głos. Trwa w upojeniu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Co zrobić, gdy mając lat trzydzieści, znajdziesz się na swojej ulicy i opanowuje cię nagle uczucie upojenia – absolutnego upojenia! Jak gdybyś nagle połknęła lśniący kawałek tego już zachodzącego słońca, a teraz płonie ci w piersi i wysyła całe snopy iskierek do każdej cząsteczki ciała, do wszystkich palców rąk i nóg?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Z tymi radosnymi rozważaniami korespondują deklaracje samej Katherine z jej dziennika:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Pragnę życia, gorącego, pełnego zapału, ruchliwego, chcę w nie wrosnąć, chcę się uczyć, dążyć do wiedzy, czuć, myśleć, działać. Oto, czego pragnę. Mniejszym się nie zadowolę. Do tego będę dążyć.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Niestety, końcówka jest gorzka i nieoczekiwanie &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Upojenie&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; z radosnej opowieści o spełnionej kobiecie przemienia się w refleksję na temat postrzegania świata. Wszystko jest takie, jak zwykle, grusza w ogrodzie pozostała równie piękna, jak kilka godzin temu, a jednak wszystko się zmieniło, bo sielanka okazała się złudzeniem. W jednej chwili Berta zostaje zmiażdżona jak motyl.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;To nie jedyne opowiadanie, w którym bohater doznaje nagłego wstrząsu. W &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Słoneczku i Gwiazdce&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; mały chłopiec przeżywa szok uświadamiając sobie, że wszystko co piękne i dobre w końcu niszczeje, a świadomość tę budzi w nim widok opustoszałego i zaśmieconego salonu, jeszcze kilka godzin wcześniej pełnego smakołyków i tak pięknie przystrojonego na przyjęcie gości! Są też tacy, u których za szokiem idą i pozytywne zmiany. Monika Tyrell z &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Odkrycia&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; uświadamia sobie, że nie jest pępkiem świata i zapomina o poczuciu bycia przez wszystkich prześladowaną, gdy dowiaduje się o śmierci malutkiej córeczki swojego fryzjera. Z kolei w przypadku bohatera &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Je ne parle pas français&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; rewolucja niby jest, ale jej nie ma. Odkąd jako mały chłopiec pozwolił obcałować się murzyńskiej służącej i dostał za to pocukrzony placuszek, żyje jak pasożyt, bowiem „zawsze zjawi się jakaś afrykańska praczka i &amp;gt;&amp;gt;przybudówka&amp;lt;&amp;lt;, a on jest bardzo szczery i &lt;/span&gt;&lt;i&gt;bon enfant&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;, byle potem placuszek był suto pocukrzony...”. Spotkanie z Myszką, porzuconą ukochaną przyjaciela, wywołuje co prawda u pasożyta pewną refleksję, ale przecież swojego postępowania nie zmienia – wciąż żyje, żerując na uczuciach innych. To, co sam nazywa wielkim przełomem i dowodem na to, że nie jest odczłowieczony, jest chyba przełomem tylko w jego oczach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Do Virginii Woolf upodabnia Mansfield jej dar obserwacji, umiejętność wchodzenia do głów stworzonych przez siebie postaci, gdy nikt nie patrzy. Widać to w otwierającym zbiór &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Preludium&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;, gdzie po mistrzowsku odmalowała wzajemne powiązania, napięcia i emocje członków rodziny Burnellów. Co ciekawe, tutaj wielkich zmian nie ma – prócz początkowej, przeprowadzki do nowego domu – akcja toczy się leniwie i nawet ostatnie słowa nie zapowiadają, by coś w spokojnym życiu Burnellów miało się zmienić. Podobnie jednak jak w &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Między aktami&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Virginii, subtelną zapowiedź da się wyczuć. W gorzkich rozmyślaniach Lindy – kocha, ale i nienawidzi, zmęczona jest takim życiem, jakie jej zostało narzucone – czy w kokieterii Beryl względem Stanleya... Sam tytuł zresztą może sugerować, że to wstęp zaledwie. Podobnie upuszczona przez Kasję pokrywka – mimo, że tragedia nie nastąpiła, pokrywka nie została zbita, to jednak krucha jest emocjonalna konstrukcja, na jakiej stoi obecnie ta rodzina.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Moim zdecydowanym faworytem jednak – ze względów bardziej osobistych, nie dlatego, bym to opowiadanie uważała za obiektywnie najlepsze, bo laur ten przyznałabym raczej &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Upojeniu &lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;lub &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Preludium&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; – jest &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Feuille d'album.&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Bo lubię historie, które wywołują uśmiech rozczulenia i ciepło w sercu. Bo przypomina mi miejscami ukochane &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Białe noce&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Dostojewskiego – tyle w tym młodzieńczej nieporadności, wrażliwości, samotności! Bo jest przemyślane i zaskakuje zakończeniem, tak, jak lubię. I może jeszcze dlatego, że sama jestem na co dzień chorobliwie nieśmiała i dylematy Iana Frencha nie są mi obce. Popisowo więc złamałam kardynalny zakaz profesora Nabokova i zidentyfikowałam się z bohaterem – całym sercem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Katherine Mansfield jest w swoich opowiadaniach lekka, barwna, dziewczęca, nawet gdy pisze o sprawach przykrych i poważnych. Nie kluczy, nie bije słownej piany, perfekcyjnie odmierza słowa, a przy tym zawsze udaje jej się zachować odpowiednie proporcje i niedbały urok. Nie potrafię inaczej wyjaśnić fenomenu jej prozy – i nie umiem jej lepiej zarekomendować. Mam nadzieję, że to wystarczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Cytaty:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;V. Woolf, &lt;i&gt;Chwile wolności. Dziennik 1915-1941&lt;/i&gt;, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;K. Mansfield, &lt;i&gt;Dziennik&lt;/i&gt;, wyd. Czytelnik, Warszawa 1985,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;K. Mansfield, &lt;i&gt;Upojenie&lt;/i&gt;, wyd. Czytelnik, Warszawa 1962.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-7683882295016134907?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/7683882295016134907/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/06/sia-zudzen-i-gorycz-przebudzenia.html#comment-form' title='Komentarze (30)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/7683882295016134907'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/7683882295016134907'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/06/sia-zudzen-i-gorycz-przebudzenia.html' title='Siła złudzeń i gorycz przebudzenia - „Upojenie”, Katherine Mansfield'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-wMtSOTZkdMM/TgX4C6P64iI/AAAAAAAAAEk/ObArh2t7BFU/s72-c/katherine.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>30</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-4623529282414805026</id><published>2011-06-17T20:52:00.012+02:00</published><updated>2011-06-24T11:29:01.162+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czuły Barbarzyńca Press'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='László Szigeti'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bohumil Hrabal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wywiad'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura czeska'/><title type='text'>Zwierzenia zapisywacza - „Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem”</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-B8sgrmuIhuY/TfuiF0JvEPI/AAAAAAAAAEc/mXEPqtuBmqM/s1600/hidegkuti.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-B8sgrmuIhuY/TfuiF0JvEPI/AAAAAAAAAEc/mXEPqtuBmqM/s1600/hidegkuti.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Pan Szczygieł w swojej książeczce &lt;i&gt;Zrób sobie raj&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; zamieścił między innymi tekst pod tytułem &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Pod nieobecność pana Hrabala&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;. Tekst ten stał się dla mnie źródłem niewymownej męki – bo jakże chciałabym tak, umieć w zdania ubrać to, co po głowie mi się w związku z panem Hrabalem kołacze, oddać mu hołd w kilku dowcipnych zdaniach, tak jak to się panu Szczygłowi udało. Kiedyś myślałam o tym, aby pisać do pana Hrabala listy, jak do przyjaciela, choć już mi na pewno nie odpisze, na pewno nie materialnie, ale to też nie jest oryginalny pomysł – ściągnęłam go od pana Huelle. Zresztą, każdego, a już pana Hrabala na pewno, od tych moich listów rozbolałyby zęby, bo nie potrafię, po prostu nie potrafię pisać o nim nie popadając w ekstazę. Ale może to dobrze? Może jednak uśmiechnąłby się ten, który z upodobaniem odmalował swą mamusię wybiegającą z domu podczas posiłku by stanąć pośrodku podwórka i wykrzyknąć z głębi serca, jak pyszne są kuropatwy, które właśnie spożywa. I ten, który miał za przyjaciela Egona Bondy'ego, co to bezustannie wrzeszczał wniebogłosy i łapał się za głowę, jakie to cudowne rzeczy panu Hrabalowi się przydarzają. I ten, który sam słuchając jakiegoś pięknego muzycznego utworu biegł nad rzekę, żeby tam się wypłakać. Ja mam podobnie – mnie się od pana Hrabala wprost kręci w głowie, jestem panem Hrabalem opętana.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Ten wywiad-rzeka, którego wobec swego opętania nie mogłam absolutnie sobie odmówić, przeprowadzony przez węgierskiego dziennikarza László Szigetiego jest cudownie chaotyczny. Nie mogłoby być zresztą inaczej, bo w końcu cała twórczość Hrabala taka jest, i on o tym wiedział, dlatego mówi swemu rozmówcy, gdy ten zarzuca mu żartobliwie, że wciąż ucieka, zamiast mówić na temat:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;Wie pan, że chciałem, żeby ten nasz dialog miał za motto kilka zdań ze &lt;i&gt;Szwejka&lt;/i&gt;? „Kąpał się pan w Malszy? Nie kąpałem, ale w tym roku może być dużo śliwek”.&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W zamieszczonym na końcu książki &lt;i&gt;PS&lt;/i&gt; Hrabal pisze, że „chaos zaczyna mieć sens od chwili, kiedy wspominam o dryblingu Hidegkutiego” i Hidegkuti, legendarny węgierski piłkarz, okazuje się się rzeczywiście elementem spajającym całą tę rozmowę, i ona sama staje się takim „dryblingiem na chustce do nosa” - dryblingiem, jakiego dokonywał Hašek, ubarwiając kilkuzdaniowe notatki prasowe mistyfikacjami, dryblingiem, z jakiego słynie kultura Europy Środkowej i dryblingiem, który był przez całe życie domeną samego Hrabala.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O czym między innymi jest mowa? O literatach, którzy Hrabala inspirowali – Rabelais'm („ta renesansowa biblia Rabelais'go to mój drugi uniwersytet”), Hašku („Szwejk to coś tak niesamowitego, że zrozumiem go chyba dopiero na pół godziny przed śmiercią” - ciekawe, czy w końcu rzeczywiście zrozumiał), Klímie („Przez Klímę trzeba się przedzierać, kluczem do Klímy jest zawsze symbol, a jego styl jest bardzo literacki”), Demlu („Według mnie to szczytowe osiągnięcie prozy XX wieku”), Schulzu („Każdego roku czytam &lt;i&gt;Sklepy cynamonowe&lt;/i&gt; Polaka Brunona Schulza”), Joysie („Był dla mnie po prostu gigantem”), beatnikach na czele z Kerouakiem („Widać tu, ile w tym zabawy, w tym rytmie oddechów, w tej akumulacji obrazów, których nie wolno przegapić”), Faulknerze („Od paru lat solidaryzuję się z Faulknerem w poczuciu potrzeby takich niekończących się zdań” - a ja z nimi)... O ulubionych filmach (pojawiają się między innymi wzmianki o &lt;i&gt;Locie nad kukułczym gniazdem&lt;/i&gt;, innych dziełach Formana czy filmach Felliniego), muzyce i sposobie, w jaki na człowieka oddziałuje. O jego pisaniu (jak zwykle pojawia się motyw głowy nabrzmiałej od obrazów oraz przelewania tego na papier, gdy zbiornik się przepełni – a wtedy to już tylko pisanie &lt;i&gt;alla prima&lt;/i&gt;, ciurkiem, bez chwili oddechu), o tym, czym są dla niego jego książki, o płaczu, miłości do życia, o metafizyce, przeżyciach na granicy bytu i niebytu, euforycznej samotności, świadomości i nadświadomości, o Bogu:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;Wątpię, więc jestem. Tylko ateista może zrozumieć, czym jest Bóg. Tylko negacja może ukazać pozytywne. Właśnie wątpiąc w istnienie Boga, uznaje pan Jego istnienie... Wątpi pan w Jego istnienie, ale On tutaj jest.&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dużo tu też o tym, co Hrabala zachwyca i że ten zachwyt jest podstawą jego bytu – czyli to, czego nieustannie się od niego uczę. A co go zachwyca najbardziej? Prości ludzie i banał codzienności, miejsca i sprzęty, w których nikt nie myślałby doszukiwać się poezji („Ten liryzm małego miasta, tych pięknych zachodów słońca odnalazłem... w odlewni stali”). Natura („Uwielbiam każdą porę roku, ponieważ jestem zakochany w naturze, jestem nią brzemienny...”). Dzieci („Dzieci lgnęły do mnie, małe dziewczynki i chłopcy, miałem wtedy uczucie, że jestem superojcem”). Zwierzęta („Myślę, że nawet kobietom nie dałem z siebie tyle co kotom”). I stary świat, ten który odchodzi, i on, niczym jego bohater Hanta, patrzy na to ze smutkiem i tęskni.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mnie natomiast najbardziej zachwyciła jego miłość do ludzi. To wspaniałe współodczuwanie. I pokora! On jest tylko zapisywaczem. Nie liczy się, kto pisze, ale co.&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;Śmieję się z postrzelonymi i śmiejącymi się, ale kiedy widzę, że ktoś płacze, natychmiast doznaję tego samego co on.&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-RbluopTHUjQ/TfuiIlWZLVI/AAAAAAAAAEg/Lh37Yyld5CQ/s1600/Hrabal.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-RbluopTHUjQ/TfuiIlWZLVI/AAAAAAAAAEg/Lh37Yyld5CQ/s320/Hrabal.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moja opinia na temat tej książki zmieniła się, jak widzę, w litanię cytatów, ale nic na to nie poradzę – najchętniej wklepałabym tu całą tę książkę, słowo po słowie, by cały świat wiedział, bo te cytaty mówią same za siebie. Z drugiej strony – zdaję sobie sprawę, że mój obraz tego pisarza jest trochę zniekształcony, że zaglądający tu niewiele o jakiegoś Hrabala dbają, a już na pewno nikt nie jest nim tak zafascynowany jak ja. Dorzucę więc jeszcze nieśmiało tylko jeden, który mnie w zeszłym tygodniu uratował i który, czuję, zawsze będzie mnie ratował, gdy będzie mi źle – bo pan Hrabal przez te słowa wciąż jest obecny:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;Te wszystkie ochy i achy, czy przypadkiem nie powiedziałem albo nie zrobiłem czegoś, czego nie należało robić ani mówić. To cud, że widzę niebo i mogę pod nim iść, maszerować pod bezkresem nieba i miec słodkie poczucie, że w tej chwili nic nie może mi się stać, a gdyby nawet, choćby nawet przejechał mnie tramwaj, to i tak będę zbawiony.&amp;nbsp; &lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cytaty: B. Hrabal, &lt;i&gt;Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem - rozmawia L&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;i&gt;á&lt;/i&gt;&lt;i&gt;szló Szigeti&lt;/i&gt;, wyd. Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2011.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-4623529282414805026?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/4623529282414805026/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/06/zwierzenia-zapisywacza-drybling.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4623529282414805026'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/4623529282414805026'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/06/zwierzenia-zapisywacza-drybling.html' title='Zwierzenia zapisywacza - „Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem”'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-B8sgrmuIhuY/TfuiF0JvEPI/AAAAAAAAAEc/mXEPqtuBmqM/s72-c/hidegkuti.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-1836563657025206513</id><published>2011-06-04T23:45:00.005+02:00</published><updated>2011-06-12T13:09:42.956+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Harper Lee'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rebis'/><title type='text'>Rzeź ptaków śpiewających - "Zabić drozda", Harper Lee</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;W internecie roi się od peanów na cześć &lt;i&gt;Zabić drozda&lt;/i&gt;. Jeśli ktoś, zmęczony tą monotonią, trafił tu z tlącą się w sercu nadzieją, że dla odmiany przeczyta jakąś chłodną recenzyjkę, mogę go na wstępie odprawić z kwitkiem. Bo o tej powieści nie sposób pisać źle – naprawdę jest niezwykła.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-sEWVwuN0rOM/Teqj7kb0LpI/AAAAAAAAAEU/EOEWEd5baTM/s1600/zabic_drozda.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-sEWVwuN0rOM/Teqj7kb0LpI/AAAAAAAAAEU/EOEWEd5baTM/s1600/zabic_drozda.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Zaczyna się beztrosko – dziesięcioletni Jem i jego młodsza siostra Jean Louise, zwana Skautem, dzieci owdowiałego adwokata Atticusa Fincha, spędzają słodkie dni swojego dzieciństwa w małym miasteczku Maycomb na amerykańskim Południu. Towarzyszy im mieszkający w wakacje u ciotki Dill  – „kieszonkowy Merlin z głową pełną ekscentrycznych pomysłów, dziwacznych tęsknot i osobliwych upodobań” (postać, jak się niedawno dowiedziałam, której pierwowzorem był Truman Capote – przyjaciel Harper Lee). Ich mały świat, którego granicę wyznacza z jednej strony dom zrzędliwej, a w głębi duszy samotnej i schorowanej pani Henry Lafayette Dubose, a z drugiej posesja Radleyów, skrywająca mroczną tajemnicę trzymanego przez lata pod kluczem Boo Radleya, zaskakuje ich na każdym kroku zagadkami i niejasnościami. Najlepszym nauczycielem i przewodnikiem okazuje się ojciec, mądry, sprawiedliwy i wyrozumiały, centralna postać tej książki (której tytuł zresztą pierwotnie miał brzmieć &lt;i&gt;Atticus&lt;/i&gt;).&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wkrótce dni beztroski kończą się – ojciec Jema i Skauta zostaje obrońcą Toma Robinsona, Murzyna oskarżonego o zgwałcenie biednej białej dziewczyny, Mayelli Ewell. Szanse na powodzenie – niezależnie od tego, jak było naprawdę i jak przebiegnie rozprawa – są niewielkie ze względu na powszechną i gorącą niechęć wobec czarnych. Dla Atticusa jednak jest to kwestia honoru i mimo ryzyka, na jakie naraża siebie i dzieci, całym sercem angażuje się w tę trudną sprawę.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ze względu na wątek Toma Robinsona &lt;i&gt;Zabić drozda&lt;/i&gt; zasłynęło jako powieść o rasizmie. I słusznie, bowiem Harper Lee opowiadając historię zgnębionego Murzyna niezwykle przejmująco opisała sytuację czarnych w latach 30. – więc wcale nie tak dawno – na amerykańskiej prowincji. Nie wierzę, że ktokolwiek, czytając relację z tego procesu, śledząc pełne prostoty i uczciwości wypowiedzi Toma, tak kontrastujące z pokrętnymi zeznaniami Ewellów, patrząc na całą tę sprawę z punktu widzenia dzieci, niewinnych i nie mających wcześniej do czynienia z jawną niesprawiedliwością, pozostał niewzruszony.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ale ta powieść to o wiele więcej. Jest tu i mowa o dorastaniu, o uczeniu się świata i utracie niewinności, o odnajdywaniu się w roli kobiety (w której to roli Skaut, chłopczyca, wcale nie chce się odnaleźć), o ludzkiej dwulicowości i hipokryzji (najbardziej jaskrawy przykład, jaki przychodzi mi do głowy, to panna Gates, nauczycielka która z oburzeniem wypowiada się o prześladowaniu Żydów, lecz nie ma nic przeciwko poniżaniu i spychaniu na społeczny margines Murzynów), wreszcie – o szeroko pojętej odmienności, głęboko skrywanych emocjach, samotności. O tym, że największą krzywdę można człowiekowi wyrządzić, pochopnie go oceniając.&lt;/div&gt;&lt;blockquote align="justify"&gt;Nigdy do końca nie zrozumiesz drugiego człowieka, póki nie rozważysz spraw z jego punktu widzenia (...) dopóki nie wejdziesz w jego skórę i nie pożyjesz w niej trochę.&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;div align="justify"&gt;Drozd to każde niewinne stworzenie, którego nie wolno krzywdzić. Kto jest drozdem? Oczywiście Tom Robinson, ale i Boo Radley, i mały Walter Cunningham, który według ciotki Alexandry nie jest z wystarczająco dobrej rodziny, by przyjaźnić się ze Skautem, ale i po części pani Henry Lafayette Dubose, a nawet Mayella Ewell – wiecznie sama, bez przyjaciół, bez pomocy, bita i poniżana przez ojca. To tak naprawdę bardzo smutna powieść, pełna nieszczęśliwych, złamanych przez życie jednostek.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;W umyśle Skauta, narratorki tej powieści, kwestie najwyższej wagi – tożsamość, tolerancja, poszanowanie dla człowieczeństwa – w uroczy sposób sąsiadują z dziecięcymi zabawami, lepieniem bałwana, relacjami z kolegami ze szkoły czy wściekłym psem. Większość tych dziecięcych spraw jednak wcale nie jest tak błaha, jak się wydaje – w tej powieści mnożą się symbole. Nie wszystkie są oczywiste. Długo głowiłam się na przykład nad kwestią wściekłego psa, którego musiał zastrzelić Atticus. Z początku przekonana, że pies jest figurą Toma Robinsona, którego trzeba poświęcić, aby być może kiedyś coś się zmieniło w spojrzeniu na rasę czarną, później dopiero wyczytałam, że chore zwierzę oznaczało raczej małomiasteczkowe uprzedzenia, którym Atticus samotnie się przeciwstawił. A bałwan? Ulepiony z ziemi i pokryty tylko z zewnątrz śniegiem, wkrótce stracił nieskazitelny biały płaszczyk i ukazał brudne wnętrze – zupełnie jak mieszkańcy Maycomb, którzy, uważani zawsze przez Jema za „najlepszych ludzi na świecie”, dopiero przy okazji procesu Robinsona ujawnili swą prawdziwą twarz.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Po raz kolejny to dzieci okazują się tymi, którzy widzą najwięcej i najjaśniej. Sprawiedliwość pojmują w najprostszy sposób i nie mogą się pogodzić z tym, co widzą na rozprawie. Gdy Dill wychodzi z sali zapłakany, Dolphus Raymond, biały od lat żyjący wśród Murzynów, mówi:&lt;/div&gt;&lt;blockquote align="justify"&gt;Życie jeszcze nie stępiło jego instynktu. Ale niech no tylko podrośnie, już nie będzie mu niedobrze, już nie będzie płakał. Może i takie sprawy wciąż nie będą mu się podobały, ale na pewno nie zapłacze. Zobaczycie za kilka lat.&lt;/blockquote&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-sJw6mG9MNoE/Teqj_lgCJqI/AAAAAAAAAEY/FIEMPYwsUzk/s1600/Harper_Lee.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="219" src="http://2.bp.blogspot.com/-sJw6mG9MNoE/Teqj_lgCJqI/AAAAAAAAAEY/FIEMPYwsUzk/s320/Harper_Lee.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Harper Lee&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Wspaniała książka! Należą jej się wszystkie nagrody i miejsca na listach „wszech czasów”. Aż strach myśleć, że gdyby nie interwencja agenta, spoczęłaby na wieki gdzieś w śniegu, wyrzucona przez sfrustrowaną Harper Lee przez okno. :) Polecam wszystkim gorąco, ja na pewno wiele razy jeszcze do niej wrócę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Cytaty: H. Lee, &lt;i&gt;Zabić drozda&lt;/i&gt;, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2008.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-1836563657025206513?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/1836563657025206513/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/06/rzez-ptakow-spiewajacych-zabic-drozda.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1836563657025206513'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1836563657025206513'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/06/rzez-ptakow-spiewajacych-zabic-drozda.html' title='Rzeź ptaków śpiewających - &quot;Zabić drozda&quot;, Harper Lee'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-sEWVwuN0rOM/Teqj7kb0LpI/AAAAAAAAAEU/EOEWEd5baTM/s72-c/zabic_drozda.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-1201582351357303034</id><published>2011-05-28T18:59:00.008+02:00</published><updated>2011-07-17T15:33:22.548+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aleksander Dumas (ojciec)'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura hiszpańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Arturo Pérez-Reverte'/><title type='text'>Diabły, bibliofile i muszkieterowie – „Klub Dumas”, Arturo Pérez-Reverte</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-tgPL-aywVIM/TeEolw3YbbI/AAAAAAAAAEM/UG-XTTd7NoY/s1600/klub_dumas.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-tgPL-aywVIM/TeEolw3YbbI/AAAAAAAAAEM/UG-XTTd7NoY/s1600/klub_dumas.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Męczą mnie kryminały. Bawią horrory. Kiedy więc w czeluściach internetu wyszperałam informację, że &lt;i&gt;Klub Dumas&lt;/i&gt;, za lekturę którego właśnie miałam się zabrać, jest po części kryminałem i po części horrorem, nie byłam zbyt zachwycona. Sceptycym towarzyszył mi przez pierwsze kilkadziesiąt stron, szczęśliwie jednak w stosownym czasie się ulotnił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Objawień, co prawda, nie było. Kryminałów jak nie lubiłam, tak nie lubię – może, gdybym intrydze nie miała nic do zarzucenia, zdołałabym się przekonać, ale i tu były pewne zgrzyty i luzy w na pozór dobrze naoliwionym, logicznym mechanizmie... Do horrorów zaś przekonać mnie &lt;i&gt;Klub Dumas&lt;/i&gt; nie mógł, bo akurat tego gatunku w literackiej hybrydzie, jaką tworzy ta książka, jest niewiele. Znalazłam jednak i coś dla siebie – jak sama nazwa wskazuje, powieść Péreza-Reverte to także historia z Dumasem w tle, opowieść o książkach i miłości do nich, do tego nadający smaczku wątek demoniczny i inna niż powszechnie znana wizja diabła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie przechodziłam nigdy fazy zainteresowania literaturą i kinematografią „diabelską”, o literackich obrazach szatana wiem bardzo niewiele, w moich wyobrażeniach zawsze był on bardzo jednowymiarowy (wyjąwszy może czytanych bardzo dawno temu &lt;i&gt;Mistrza i Małgorzatę&lt;/i&gt;), dlatego przykuło moją uwagę i zachwyciło mnie, jak widzieli go bohaterowie &lt;i&gt;Klubu Dumas&lt;/i&gt;. Desperacko zbuntowany, samotny, tęskniący za niebem. Uwodzicielski dżentelmen w kapeluszu i z laską, niczym amant ze starego filmu, rozkochujący w sobie nastoletnie panny. Niosący światło wiedzy, uczący dociekliwości, otwierający człowiekowi oczy i zmuszający go do nieustannych poszukiwań, bolesnych i obfitujących w rozczarowania, skazujący go na niepewność, która jednak jest nieodłączną towarzyszką najcenniejszego daru – świadomości. Towarzyszy temu i różniąca się od zwyczajowej wizja Boga – tu jest dyktatorem otoczonym archaniołami „zdyscyplinowanymi jak hitlerowcy”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atrakcyjności w moich oczach zdecydowanie dodawały tej książce też wątki z biografii Dumasa, fragmenty o tym jak tworzył i żył, fotografie (a właściwie tylko jedna, ale za to rarytas) oraz informacje o ludziach, na których wzorowani byli bohaterowie jego powieści. Sądziłam, że przypadną mi też do gustu podobieństwa fabularne między &lt;i&gt;Trzema muszkieterami&lt;/i&gt; a historią Lucasa Corso – lubię bowiem historie z minionych epok opowiedziane na nowo, we współczesnych realiach. Niestety, w tym wypadku analogie wydały mi się bardzo naciągane, i o ile na przykład Zadie Smith w swoim &lt;i&gt;&lt;a href="http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/boginie-dnia-powszedniego-i-afrykanskie.html"&gt;O pięknie&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; co rusz cudownie zaskakiwała zręcznymi powiązaniami z dziełem Forstera, o tyle tutaj relacja z elementami powieści Dumasa wcale nie była tak oczywista.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzieniegdzie spotkałam się z opiniami, że &lt;i&gt;Klub Dumas&lt;/i&gt; jest przeintelektualizowany, a fragmenty o literaturze brzmią przesadnie akademicko. Dla mnie natomiast te fragmenty były źródłem największej czytelniczej uciechy – i wcale nie uważam, aby były zbyt „uczone” i nudne dla przeciętnego czytelnika. Nie było ich zresztą – ku mojemu rozczarowaniu – zbyt wiele. Znudziły mnie za to wywody na temat sztuki drukarskiej i introligatorskiej (które, szczęśliwie, też stanowiły skromny procent objętości tej książki). Uśmiechnęłam się tylko smutno, kiedy bracia Cenizowie ubolewali nad niedbałością, z jaką w dzisiejszych czasach podchodzi się do wydawania książek. Wiele średniowiecznych woluminów przetrwało do dziś, tymczasem współcześnie „długość życia” przeciętnej książki wynosi ponoć 70 lat. Uśmiechnęłam się, bo to 70 lat i tak wydaje mi się oszacowaniem na wyrost – niejedna książka, którą miałam okazję czytać, zaczęła się rozklejać już przy pierwszej lekturze. (Inna sprawa, że po prostu nie stać mnie na lepsze wydania, za które trzeba dziś płacić nieraz niebotyczne kwoty).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec – ciekawym doświadczeniem było usłyszeć swoją, nie tak dawno wypowiedzianą, opinię na temat niby szlachetnych i prawych muszkieterów, z ust jednej z bohaterek &lt;i&gt;Klubu&lt;/i&gt;, Liany Taillefer :) Za to jej gorącego podziwu dla Milady nie mogę już podzielić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew obawom więc, interesująca była to lektura. Teraz pewnie wypada mi obejrzeć film Polańskiego oparty na demonicznym wątku &lt;i&gt;Klubu&lt;/i&gt;. Zarówno Depp w roli Lucasa Corso, jak i Seigner jako Irene Adler wydają mi się co prawda totalnym nieporozumieniem, ale na temat &lt;i&gt;Dziewiątych wrót&lt;/i&gt; krążą bardzo sprzeczne opinie, więc z ciekawości obejrzę. Zresztą uczę się – a &lt;i&gt;Klub Dumas&lt;/i&gt; też okazał się w tym temacie niezłym nauczycielem – mówić uprzedzeniom „nie”.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;A. Pérez-Reverte,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Klub Dumas&lt;/i&gt;, wyd. Muza SA, Warszawa 1998.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jeszcze kilka słów bez związku z recenzją – bardzo mało ostatnio czytam i bardzo mi z tym źle. Zmuszona przed najgorętszy przed-sesyjny okres na studiach do żywotu w stylu zajęcia-jedzenie-nauka-sen, łapczywie wykorzystuję strzępki czasu w drodze na uczelnię – dzielnie maszeruję z książką w ręce, nie zważając na latarnie i krawężniki. Podczytuję fragmentami opowiadania Hrabala i Katherine Mansfield, zaglądam nieśmiało do świeżo zakupionego, kuszącego niepokojącymi ilustracjami &lt;i&gt;Strasznie głośno, niesamowicie blisko&lt;/i&gt; Foera. Prousta póki co tykać nie śmiem. Czasem słyszę stwierdzenia, że jeśli tylko komuś bardzo zależy, zawsze znajdzie czas na czytanie. Nie jest to prawdą.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-1201582351357303034?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/1201582351357303034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/05/diaby-bibliofile-i-muszkieterowie-klub.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1201582351357303034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1201582351357303034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/05/diaby-bibliofile-i-muszkieterowie-klub.html' title='Diabły, bibliofile i muszkieterowie – „Klub Dumas”, Arturo Pérez-Reverte'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-tgPL-aywVIM/TeEolw3YbbI/AAAAAAAAAEM/UG-XTTd7NoY/s72-c/klub_dumas.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-3930724392377999882</id><published>2011-05-18T12:42:00.008+02:00</published><updated>2011-06-12T13:09:13.876+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jacques Pradel'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Znak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='listy i wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biografia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luc Vanrell'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura francuska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Antoine de Saint-Exupéry'/><title type='text'>Sekrety podmorskich cmentarzy – "Saint-Exupéry, ostatnia tajemnica", Jacques Pradel, Luc Vanrell</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pB3JI7yyilw/TdOX9HMQhEI/AAAAAAAAAD0/DY-YLj9FIuA/s1600/ostatnia_tajemnica.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-pB3JI7yyilw/TdOX9HMQhEI/AAAAAAAAAD0/DY-YLj9FIuA/s320/ostatnia_tajemnica.jpg" width="204" /&gt;&lt;/a&gt;Odkąd 31 lipca 1944 roku Antoine de Saint-Exupéry nie wrócił do bazy w Korsyce po wyprawie zwiadowczej i uznany został za zmarłego, przez kilkadziesiąt lat okoliczności jego zaginięcia pozostawały osnute mgłą tajemnicy. Od czasu do czasu pojawiały się „sensacyjne” doniesienia mające zwiastować rychłe rozwiązanie zagadki, żadne z nich jednak nie okazało się na tyle wiarygodne, by traktować je poważnie. W latach 90. grupka pasjonatów archeologii i nurkowania na czele z historykiem Philippe Castellano rozpoczyna poszukiwania wraku legendarnego samolotu, które nabierają tempa, gdy w 1998 rybak Jean-Claude Bianco wyławia w pobliżu wyspy Riou bransoletkę z napisem „Antoine de Saint-Exupéry” i „Consuelo”.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nie będę rozwodziła się nad tym, w jak logiczny i uporządkowany, ale i nie suchy sposób Jacques Pradel opisał działania ekipy Castellana, i jak wyczerpująco autorzy tłumaczyli każdą decyzję i każdy wniosek, pozwalając czytelnikowi spojrzeć na te wydarzenia oczyma badaczy (na przykład – jak zręcznie rozprawili się z podkoloryzowaną relacją Heichelego i Manza, opublikowaną w niemieckim „Der Landser” w 1972 r. jako przełomowe wyjaśnienie tajemnicy śmierci pisarza). Nie będę się nad tym rozwodziła, bo choć to niewątpliwe atuty tej książki, dla mnie zawsze większą rolę – ależ jestem nieprofesjonalna – grają odczucia, wrażenia i refleksje, jakie przynosi lektura. O tym więc słów kilka.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Część rozdziałów poświęcona jest życiu Saint-Exupéry'ego, zwłaszcza końcówce, co dostarczyło mi kolejnej cegiełki do obrazu tego pisarza, jaki kształtuję sobie w świadomości od pewnego czasu. Po słodkich i ociekających wzajemną adoracją &lt;i&gt;Listach do matki&lt;/i&gt; wizja Saint-Exa z&amp;nbsp;&lt;i&gt;Ostatniej tajemnicy&lt;/i&gt; jest otrzeźwiająca – człowiek humorzasty i wybuchowy o duszy – a jednak! – rozpieszczonego chłopca. Kiedy otrzymuje zakaz latania ze względu na zbyt zaawansowany wiek, uprzykrza się komu popadnie, niczym tupiące nóżką dziecko, dopóki nie dopnie swego. Uparcie odmawia wymiany komunikatów z wieżą kontrolną po angielsku, a do tego zapomina włączyć system identyfikacyjny, co rusz stawiając wszystkich w stan pogotowia. Ponadto – niewierny mąż i tyran, który budzi żonę w środku nocy, by zrobiła mu jajecznicę. Burzliwa to miłość, Antoine-Consuelo, Mały Książę i jego Róża, wieczne spięcia między nimi, myślą nawet o rozwodzie, kiedy jednak są z dala od siebie, prześcigają się w czułych listach i telegramach. Chętnie dowiedziałabym się więcej na temat tej relacji, którą kiedyś miałam za nieskazitelną.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-12jXFsmJs8M/TdOZIRd_2tI/AAAAAAAAAD4/LRwxyT8JgLY/s1600/exupery_consuelo.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-12jXFsmJs8M/TdOZIRd_2tI/AAAAAAAAAD4/LRwxyT8JgLY/s1600/exupery_consuelo.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Saint-Exupéry jest oczywiście w &lt;i&gt;Ostatniej tajemnicy&lt;/i&gt; postacią centralną, jednak w wątek rozwiązywania zagadki jego śmierci wplątane zostają nazwiska i dwóch innych zaginionych podczas wojny pilotów – Jamesa Rileya i księcia Alexisa von Bentheima. Gdyby nie gorączkowe przetrząsanie dna zatoki w poszukiwaniu samolotu francuskiego pisarza, „narodowego bohatera”, nigdy prawdopodobnie nie doszłoby i do wyjaśnienia, jakby „przy okazji”, jak zginęło tamtych dwóch, Amerykanin i Niemiec, bo któż zawracałby sobie głowę szeregowymi żołnierzami? A jak wielu jeszcze spoczywa na dnie, czekając na próżno na ujawnienie prawdy – przecież sam Vanrell twierdził, że po wojnie tamtejsze rejony podmorskich głębin były dosłownie usiane wrakami. Czytając o reakcjach bliskich tych lotników&amp;nbsp;– Rileya i Bentheima, nie miałam wątpliwości – wbrew narzekaniu niektórych, że należałoby raczej „dać pisarzowi spoczywać w pokoju” (jest to między innymi opinia rodziny Saint-Exupéry'ego, co mnie nieco zaskoczyło – dlaczego z uporem godnym lepszej sprawy usiłowali zablokować poszukiwania, czy nie zależało im na poznaniu prawdy o śmierci wuja?), ta akcja nie była niepotrzebna. Choćby nawet zakończyła się fiaskiem, poświęcony wysiłek i czas nie poszłyby na marne, bo oto wojenna wdowa, staruszka już, zyskała wreszcie spokojny sen, wiedząc, że jej mąż miał lekką śmierć, a niemiecki arystokrata od lat stawiający sobie pytanie, co stało się z jego ukochanym młodszym bratem, również uzyskał odpowiedź.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Sposób, w jaki napisana została&amp;nbsp;&lt;i&gt;Ostatnia tajemnica&lt;/i&gt; trochę mnie bawił, trochę drażnił, a trochę rozczulał. Pradelowi zdarza się bowiem stosować skróty myślowe, fragmenty opowieści sprowadzać do lakonicznych komunikatów lub cytatów o niewyjaśnionym pochodzeniu, zostawiać czytelnika w tyle, pędzić ze swoją relacją na złamanie karku – ale miałam wtedy zawsze wrażenie, że jest po prostu tak rozgorączkowany tym, o czym pisze, że zapomina o świecie. Nie tylko u niego zresztą widać ten entuzjazm – i ludzie, których działania opisuje, poświęcili z radością cały swój czas i energię, by wyjaśnić tajemnicę Saint-Exupéry'ego, choć wciąż rzucano im kłody pod nogi, a spodziewanego uznania za swe osiągnięcie się nie doczekali. Osobliwie odstaje od tego towarzystwa tylko Luc Vanrell, który mówi nonszalancko:&lt;/div&gt;&lt;blockquote align="justify"&gt;Proszę mnie dobrze zrozumieć: nie pasjonuję się specjalnie badaniem wraków.&lt;/blockquote&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Zagadkę, która przez sześćdziesiąt lat zaprzątała myśli wielu, można więc uznać za rozwikłaną. Niezależnie od tego jednak, jaki byłby wynik tych dociekań, upierać się będę, że był w tej śmierci pierwiastek samobójczy. On czuł, że wkrótce przyjdzie mu się pożegnać ze światem, który zresztą, zwłaszcza ostatnimi laty, rozczarowywał go i ciążył mu. I może to brzmi niedorzecznie, ale jakkolwiek zginąłby wtedy Saint-Exupéry, sądzę, że byłaby w tym ręka przeznaczenia. Żałuję, że nie napisał więcej. I że nie skończył &lt;i&gt;Twierdzy&lt;/i&gt;. Ale widocznie tak miało być.&lt;/div&gt;&lt;blockquote align="justify"&gt;Po tej wojnie, kiedy wszystko się skończy, nie zostanie nic prócz pustki. Ludzkość od wieków zstępuje po ogromnej drabinie, której szczyt ginie w chmurach, dół zaś w otchłani mroku. Mogła po tych schodach wstępować, ale wybrała schodzenie. Upadek duchowy jest przerażający. Nieważne, czy zostanę zabity w czasie wojny. Jeśli przeżyję, w jakie zajęcie będę mógł się schronić? Nie ma dobrego zajęcia na stosie popiołów.&lt;/blockquote&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0tXdHg20FVY/TdOdtJ99MrI/AAAAAAAAAD8/LWOXg3F__nA/s1600/saintexupery.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-0tXdHg20FVY/TdOdtJ99MrI/AAAAAAAAAD8/LWOXg3F__nA/s200/saintexupery.jpg" width="149" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Za książkę dziękuję wydawnictwu&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.znak.com.pl/"&gt;Znak&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Cytaty: J. Pradel, L. Vanrell, &lt;i&gt;Saint-Exupéry, ostatnia tajemnica&lt;/i&gt;, wyd. Znak literanova, Kraków 2011.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-3930724392377999882?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/3930724392377999882/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/05/sekrety-podmorskich-cmentarzy-saint.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/3930724392377999882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/3930724392377999882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/05/sekrety-podmorskich-cmentarzy-saint.html' title='Sekrety podmorskich cmentarzy – &quot;Saint-Exupéry, ostatnia tajemnica&quot;, Jacques Pradel, Luc Vanrell'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-pB3JI7yyilw/TdOX9HMQhEI/AAAAAAAAAD0/DY-YLj9FIuA/s72-c/ostatnia_tajemnica.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-8503097732103567120</id><published>2011-05-08T00:03:00.008+02:00</published><updated>2011-06-12T13:08:58.107+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Iskry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aleksander Dumas (ojciec)'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura francuska'/><title type='text'>Dumasa zabawy z historią - "Trzej muszkieterowie", Aleksander Dumas (ojciec)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;i&gt;Trzej muszkieterowie&lt;/i&gt; to opowieść o młodym szlachcicu z Gaskonii, d'Artagnanie, który wyrusza do Paryża, by rozpocząć karierę wojskową jako protegowany pana de Tréville, kapitana muszkieterów. Wyprawiając go z domu, rodziciel daje chłopcu list polecający, trochę pieniędzy, wychudzoną szkapę i trzy rady, wśród nich tę oto:&lt;/div&gt;&lt;blockquote align="justify"&gt;Bij się, kiedy się tylko sposobność nadarzy; bij się tym bardziej, że pojedynki są zabronione, trzeba więc podwójnej odwagi, by się bić.&lt;/blockquote&gt;&lt;div align="justify"&gt;Do zalecenia tego d'Artagnan stosuje się nad wyraz rzetelnie. Po utarczce w miasteczku Meung z tajemniczym nieznajomym (który okazuje się później szpiegiem kardynała Richelieu) już w Paryżu, w pałacu pana de Tréville, podpada kolejno wszystkim trzem z tytułowych muszkieterów – Atosowi, Portosowi i Aramisowi. Potrójny pojedynek, do którego ma dojść, zamienia się jednak w bójkę z ludźmi kardynała, którzy zjawiają się w okolicy, i tak d'Artagnan, walcząc ramię w ramię wraz z muszkieterami, staje się ich serdecznym przyjacielem. Od tej pory razem dokonują wielkich czynów na chwałę króla i królowej i udaremniają niecne podstępy kardynała Richelieu, niczym pająk oplatającego całą Francję siecią szpiegów. Wśród nich – piękna, przebiegła i okrutna Milady de Winter – ta, która odegra znaczącą rolę w całej historii.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-lUKDPz7EdPY/TcW_sjiDy6I/AAAAAAAAADo/TFzpwOPfJ0k/s1600/dumas_ojciec.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-lUKDPz7EdPY/TcW_sjiDy6I/AAAAAAAAADo/TFzpwOPfJ0k/s400/dumas_ojciec.jpg" width="372" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Francuski historyk Jules Michelet powiedział kiedyś ponoć, że Dumas historii nauczył więcej osób, niż wszyscy historycy razem wzięci. Myślę, że wiele w tym słuszności – ja na przykład wiecznie próbowałam w sobie wzbudzić zainteresowanie historią i nigdy mi się nie udawało, była to moja pięta achillesowa i jeden z powodów, dla których poszłam w stronę matematyki, tymczasem historyczne wątki w &lt;i&gt;Trzech muszkieterach&lt;/i&gt; naprawdę mnie zaciekawiły. Wersja Dumasa była dla mnie o tyle intrygująca, że nie wiedziałam, gdzie leży granica między prawdą a zmyśleniem – jak w przypadku zabójstwa księcia Buckinghama. Ta historyczna postać rzeczywiście zginęła wskutek zamachu, zamachowcem zaś był młody oficer marynarki, John Felton. Jak zręcznie Dumas splata te fakty z literacką fikcją, Feltona czyniąc wrażliwym fanatykiem, padającym ofiarą manipulacji Milady i decydującym się pod jej wpływem na zabójstwo księcia! Bardzo jestem też ciekawa, ile było prawdy, a ile powieściowej przesady w miłości Buckinghama do Anny Austriaczki – miłości, która według pisarza gotowa była rozpętać wojnę i poświęcić setki niewinnych ludzi dla jednego spojrzenia ukochanej kobiety, niczym za czasów Heleny Trojańskiej. Aż się ma ochotę zagłębić, poszperać, dociec, jak było naprawdę.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jest więc tło historyczne, jest przygoda, wartka akcja, honor i przyjaźń – nierozerwalna, taka, która wiele jest w stanie w imię siebie poświęcić. W końcu „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Chciałoby się rzec – idealna powieść dla młodzieży. Ale czy na pewno?&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nie mam pojęcia, jaki obraz dumasowskich trzech muszkieterów figuruje na ogół w świadomości ludzi, którzy o tej książce słyszeli, lecz jej nie czytali; ja w każdym razie wyobrażałam sobie wcześniej owych dżentelmenów jako szlachetnych, uczciwych, sięgających po szpadę w ostateczności, by bronić honoru króla lub ukochanej damy. Myliłam się! Atosowi, Portosowi, Aramisowi i d'Artagnanowi, „czwartemu muszkieterowi”, bliżej bowiem do grupki lekkomyślnych intrygantów, którzy szpadą namiętnie wojują, ale nie tylko, by bronić honoru króla, lecz i dlatego po prostu, że miły jest im rozgardiasz i bójka. Chętnie się z innymi wadzą, a zabijanie to dla nich poobiednia przekąska. Do moralnych autorytetów także im daleko – Portos wiecznie robi słodkie oczy do dam i bezwstydnie wykorzystuje naiwność majętnej prokuratorowej, Aramis postrzegany chce być jako uduchowiony świętoszek, tymczasem nie stroni od na wskroś ziemskich rozkoszy w ramionach ukochanej damy, d'Artagnan od fazy nieprzytomnego zakochania w Konstancji Bonacieux przechodzi niepostrzeżenie do gorącej namiętności względem Milady, po drodze zatrzymując się litościwie w pokoiku jej służki Ketty, by w końcu przypomnieć sobie, że to piękna Konstancja jest miłością jego życia. Najkorzystniej w tym świetle wypada Atos, dużą zasługę ma tu jednak fakt, że już w przeszłości odebrał swą nauczkę. Przez to zresztą okazuje się najbardziej nieubłagany i bezlitosny względem Milady w chwili jej sądu. A sama Milady? Czytając o jej poczynianiach, rozmyślałam o innych literackich „wysłanniczkach piekieł”, o Carmen z opowiadania Prospera Mérimée, o Kate z &lt;i&gt;Na wschód od Edenu&lt;/i&gt; Steinbecka, ale lady de Winter, przynajmniej na chwilę obecną, wydaje mi się najgorsza. Istny potwór.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nie chcę jednak wyjść na babcię-moralizatorkę (choć nie wiem, czy i tak już na nią nie wyszłam – Czechom wyrzucam ich luźne obyczaje, z niesmakiem komentuję miłosne podboje Kossakówien i ich papy...). W roli wzorców dla młodzieży muszkieterowie co prawda raczej się nie sprawdzają, ale te słabości, ta interesowność, kochliwość, skłonność do bitki i do kielicha dodają im tylko kolorków, czynią ich bardziej prawdziwymi, ciekawszymi, zabawniejszymi. Bo kogo by nie znudziły wzniosłe opowieści o mdłych, kryształowych charakterach?&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-RY5cg9SvkJ0/TcXAy8C7knI/AAAAAAAAADw/cw-_GuipaEM/s1600/muszkieterowie_432.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="299" src="http://1.bp.blogspot.com/-RY5cg9SvkJ0/TcXAy8C7knI/AAAAAAAAADw/cw-_GuipaEM/s320/muszkieterowie_432.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;A. Dumas,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Trzej muszkieterowie&lt;/i&gt;, wyd. Iskry, Warszawa 1975.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-8503097732103567120?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/8503097732103567120/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/05/dumasa-zabawy-z-historia-trzej.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/8503097732103567120'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/8503097732103567120'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/05/dumasa-zabawy-z-historia-trzej.html' title='Dumasa zabawy z historią - &quot;Trzej muszkieterowie&quot;, Aleksander Dumas (ojciec)'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-lUKDPz7EdPY/TcW_sjiDy6I/AAAAAAAAADo/TFzpwOPfJ0k/s72-c/dumas_ojciec.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-8384735415119491847</id><published>2011-04-27T22:06:00.008+02:00</published><updated>2011-06-12T13:08:44.590+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PIW'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marcel Proust'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura francuska'/><title type='text'>O tajemnej mocy głogu i magdalenek - "W stronę Swanna", "W cieniu zakwitających dziewcząt", M. Proust</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-d6AGrN09rXQ/TeiAuuQLfOI/AAAAAAAAAEQ/RkXh0KQvmLg/s1600/Marcel_Proust_1900.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-d6AGrN09rXQ/TeiAuuQLfOI/AAAAAAAAAEQ/RkXh0KQvmLg/s320/Marcel_Proust_1900.jpg" width="214" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Poprzednie dwa moje posty były skromne (zarówno objętościowo, jak i jakościowo), tym razem będzie lepiej (mam nadzieję). Pisać będę o dziele, które samo w sobie jest  niewyczerpanym źródłem refleksji, spostrzeżeń, obrazów, nic więc dziwnego, że wywołało burzę myśli, setki skojarzeń i niekłamany zachwyt. To dzieło to &lt;i&gt;W poszukiwaniu straconego czasu&lt;/i&gt; Prousta. Nie, nie przeczytałam jeszcze całego cyklu, ale już teraz porcja wrażeń z lektury zbyt mi ciąży i prosi się o ubranie w słowa – a i tak  nie wiem, czy zdołam je wszystkie unieść i wtłoczyć w sztywne ramy blogowej notki. Mowa będzie o dwóch pierwszych tomach – &lt;i&gt;W stronę Swanna&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;W cieniu zakwitających dziewcząt&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsza część pierwszego tomu opowiada o najmłodszych latach głównego bohatera – i narratora zarazem, chłopca o imieniu Marcel – spędzonych w malowniczej wiosce Combray, dokąd wraz z rodzicami i dziadkami przyjeżdżał z wizytą do swej ciotki Leonii. Krewna ta większość czasu spędza w łóżku – w gruncie rzeczy jej stan nie jest na tyle tragiczny, by to było konieczne, lecz broń Boże, aby ktoś zasugerował to w jej obecności – zaś jej „oknem na świat” jest służąca Franciszka (postać, która przewija się przez wiele stron zarówno pierwszego, jak i drugiego tomu, kobiecina prosta, która jednak w oczach Marcela posiada jakąś pierwotną, niezależną od inteligencji mądrość) oraz wiejska plotkara Eulalia. Odmalowane zostają także sylwetki rodziców – ledwie w zarysie – dziadka oraz babki, jednej z najwspanialszych bohaterek tej historii, dla której przymiotem cenionym ponad wszystko była naturalność, i uwielbiającej boso przechadzać się w deszczu, przekrzywiając paliki podtrzymujące róże „jak matka, gdy chcąc sfalować nieco czuprynę syna przeciąga ręką po włosach, które fryzjer zanadto wygładził”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Można przypuszczać, że dla Marcela lata spędzone w Combray, wśród zieleni, z czujnie pochylającą się nad miasteczkiem i odmierzającą mu godziny pracy, zabawy, odpoczynku wieżą kościelną, to lata najszczęśliwsze – jak się później okaże, zostaną mu w pamięci jako zupełne przeciwieństwo tych strawionych na czczych pogawędkach w salonikach zakłamanej arystokracji. „Nic nie było mniej podobne do &amp;lt;&amp;lt;świata&amp;gt;&amp;gt; niż nasze życie w Combray”. Podczas spacerów dwiema stałymi trasami – w stronę Guermantes lub stronę Méséglise, zwaną też stroną Swanna (co po części wyjaśnia tytuł) – Marcel uczy się też niejako postrzegać świat; do tych pierwszych, najświeższych wrażeń odnosił się będzie niczym do tajemnego wyznacznika przez całe życie.&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Owa strona Méséglise i strona Guermantes, wciąż obecne w tych moich dzisiejszych wrażeniach, z którymi mogę je skojarzyć, dają wrażeniom tym fundament, głębię, jeden wymiar więcej.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Marcel odkrywa też – słynna scena z magdalenkami – znaczenie doznań zmysłowych, smaków i zapachów, jako tajemniczych kluczy do przeszłości.&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy, po śmierci osób, po zniszczeniu rzeczy, z dawnej przeszłości nic nie istnieje, wówczas jedynie zapach i smak, wątlejsze, ale żywsze, bardziej niematerialne, trwalsze, wierniejsze, długo jeszcze, jak dusze, przypominają sobie, czekają, spodziewają się – na ruinie wszystkiego – i dźwigają niestrudzenie na swojej znikomej kropelce olbrzymią budowlę wspomnienia.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W Combray rozpoczyna się też rozwój intelektualny Marcela. Chłopiec uwielbia czytać (w jednym z fragmentów wyznaje, że rzeczy, o których czyta, mają dla niego o wiele większy urok niż to, co widzi dokoła siebie; z jednej strony budzi to podziw dla czytelniczego zapału bohatera, z drugiej jednak – świadczy chyba o niedojrzałości, skoro sam nie potrafi odkryć piękna w swoim otoczeniu, bez prowadzenia przez pisarza za rączkę). Szczególną radość przynosi mu lektura książek Bergotte'a – pisarza, którego później będzie miał okazję osobiście poznać, a który polecony mu zostaje przez przyjaciela, Blocha. Bloch to też interesująca postać; starszy od Marcela, imponujący mu oczytaniem, staje się dla chłopca niejako wzorem, mimo że w czytelniku postać ta budzi raczej rozbawienie – jak w scenie, gdy ojciec Marcela pyta Blocha, czy pada deszcz, ten zaś odpowiada: „Łaskawy panie, nie umiem panu absolutnie powiedzieć, czy deszcz padał. Żyję tak zdecydowanie poza fizykalnymi warunkami istnienia, że zmysły moje nie trudzą się ich notowaniem”. Bloch po raz pierwszy zaprowadził głównego bohatera do domu schadzek, a podczas pobytu w Balbec „zmienił wartość życia” Marcela uświadamiając mu, że wieśniaczki czy panny z miasta, o których marzy, nie są celem nieosiągalnym – „brzoskwinie, morele, winogrona” nie są „jedynie ornamentem pejzażu, ale rozkosznym i strawnym pożywieniem”. Pośrednio więc okazał się przewodnikiem nie tylko po świecie intelektualnych, ale i zmysłowych rozkoszy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Druga część to przywołana sprzed kilkunastu lat historia miłości Karola Swanna – znajomego rodziców Marcela, sąsiada z Combray, światowca, miłośnika sztuki, człowieka o ogromnej inteligencji i dobrym smaku – do Odety de Crécy, głupiutkiej i wyrachowanej ulubienicy salonu państwa Verdurinów, „słynnej z piękności, złego prowadzenia się i elegancji”. Dla mnie była to smutna historia upadku zacnego człowieka – pod wpływem Odety Swann się zmienia, zaczyna podzielać upodobania ukochanej kobiety, nieszczerze nawet wobec samego siebie zachwyca się salonem pani Verdurin, który tak naprawdę jest zbiorowiskiem fałszywych kreatur, dających się kształtować gospodyni jak plastelina, w końcu – na dobre osiada w ciepłym, lecz płytkim bajorku towarzyskim przyjaciół Odety. Ta tymczasem, widząc, że zdobyła nad nim kontrolę, coraz bardziej pomiata zakochanym nieszczęśnikiem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W trzeciej części przedstawione zostają z kolei losy nieszczęśliwego uczucia samego Marcela do Gilberty, nastoletniej córki Odety i Swanna (którzy w momencie, gdy Swann już niemal wyleczył się z tej chorej miłości, wzięli ślub – dlaczego, jest to dla mnie wciąż jeszcze zagadką), którą chłopiec spotyka najpierw podczas przechadzki w Combray, a następnie staje się jej towarzyszem zabaw na Polach Elizejskich. W tej wizji miłości uwidacznia się mocniej nieokreśloność wieku Marcela – w sposób właściwy dorosłemu, dojrzale wyznaje i formułuje swe uczucia, chciałby je jednak zamanifestować w dziecinny sposób, dokuczając i drażniąc:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydała mi się tak piękna, że byłbym chciał wrócić do niej, aby krzyknąć wzruszając ramionami:&amp;nbsp;„Jakaś ty brzydka, śmieszna, jaka odpychająca!”.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gilberta zaprezentowana zostaje jako ciekawe połączenie – które w gruncie rzeczy trudno nawet nazwać połączeniem, jest to raczej pole bitwy – dwóch sprzecznych natur, jednej pochodzącej od ojca, jednej od matki. W ciągu kilku minut dziewczynka potrafi się przeobrazić z łagodnej istoty o szerokich horyzontach – spuścizna po ojcu – w złośliwą trzpiotkę, czerpiącą radość z cudzej przykrości – tu ujawniają się cechy matki. Traktowany przez nią równie okropnie, co niegdyś Swann przez Odetę (choć bez perfidii i wyrachowania – być może tych panna Swann dopiero miała się nauczyć), Marcel powoli porzuca nadzieję na spełnienie i udaje mu się zdusić w sobie dręczące go uczucie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;W cieniu zakwitających dziewcząt&lt;/i&gt; otwiera część zatytułowana &lt;i&gt;Wokół pani Swann&lt;/i&gt;, w której opisane są głównie wizyty Marcela w domu Swannów i jego rosnąca fascynacją panią Swann. Odrażająca kreatura z części drugiej tomu pierwszego (w której, co ma znaczenie zasadnicze, Marcel nie był obserwatorem; zdarzenia, które poznajemy nie są przefiltrowane przez jego świadomość dziecka) przeobraża się tu w rajskiego ptaka, damę o niebywałej elegancji, skupiającej wokół siebie doborowe towarzystwo, ostentacyjnie przechadzającej się w wolne przedpołudnia po Lasku Bulońskim, gdzie przyciąga spojrzenia wszystkich. Tak ją widzi młodziutki Marcel. Warto też wspomnieć, że pierwsze spotkanie Marcela z Odetą nastąpiło dużo, dużo wcześniej – jako małe dziecko zobaczył ją raz podczas wizyty w domu wuja Adolfa, babiarza i hulaki. Chłopiec już wtedy był zafascynowany piękną damą, otoczoną niczym nimbem świętej jakimś tajemnym zepsuciem. Postać Odety jest więc wielowymiarowa, poznajemy ją w różnych momentach jej życia i z wielu punktów widzenia, przez co zdaje się najlepiej sportretowaną bohaterką tego cyklu, przynajmniej na etapie tych dwóch tomów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzeba przyznać, że jest w tej bohaterce coś niezwykłego. Choć to wciąż ta sama „ciemna kokotka”, choć jest śmieszna, pretensjonalna i budzi kpiące uśmieszki, zdołała jakoś oczarować Swanna i utrzymać go przy sobie – ten człowiek, tak światły, tak inteligentny, kończy u jej stóp niczym piesek miotający się w oczekiwaniu na byle ochłap uczucia! Następnie, już jako mężatka, zręcznie rozszerza swoje towarzyskie wpływy (z powodzeniem naśladując panią Verdurin) i w końcu wywiera hipnotyczny niemal wpływ na samego Marcela.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W domu Swannów Marcel poznaje też uwielbianego przez siebie pisarza – Bergotte'a. Wątek ten staje się dla autora pretekstem do uwag na temat własnej koncepcji tworzenia. Wśród przemyśleń na ten temat wyłowiłam takie oto:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak samo ludźmi zdolnymi wydać genialne dzieła nie są ci, co żyją w najsubtelniejszym środowisku, najświetniejsi w rozmowie, najbogatsi w kulturę, ale i, co, przestając nagle żyć dla samych siebie, zdołali uczynić swoją osobowość podobną zwierciadłu, tak że ich życie, przy całej swojej towarzyskiej, a choćby intelektualnej miernocie, odbija się w nim. Geniusz polega tu na sile odbijającej, nie na swoistej wartości odbitego przedmiotu.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przywiodło mi to na myśl Stendhala i jego słynne stwierdzenie: „Powieść to jest zwierciadło przechadzające się po gościńcu”, którym zresztą bronił się, gdy atakowano jego &lt;i&gt;Czerwone i czarne&lt;/i&gt; za przedstawienie francuskiego społeczeństwa w niekorzystnym świetle. Nie zwierciadło należy winić za obraz, który odbija. Nawiasem mówiąc – społeczeństwo u Prousta też dalekie jest od zbiorowiska szlachetnych i światłych postaci. Niemal wszyscy proustowscy bohaterowie to – w mniejszym lub większym stopniu – snoby (nie wyłączając samego Marcela) i hipokryci. Czytając &lt;i&gt;Czerwone i czarne&lt;/i&gt; miałam podobne poczucie pogrążenia w morzu nikczemności i zakłamania, zepsucia przez luksus, na którym broniły się rozpaczliwie tylko pojedyncze wysepki, jak Fouqué i pani de Rênal.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Druga część tomu drugiego poświęcona jest wakacjom w nadmorskiej miejscowości Balbec spędzonym przez Marcela wraz z babką. Tamtejsza mała społeczność, złożona ze znudzonych paryskich osobowości, przybyłych do modnego kurortu, by zaczerpnąć świeżego powietrza, niczym właściwie nie różni się od wcześniej zaprezentowanych, snobistycznych i fałszywych kółeczek towarzyskich. Marcel, który ma aspiracje światowca, marzy o tym, by obracać się swobodnie w tym nowym środowisku; do rozpaczy doprowadza go jego babka, która, jak już zostało wspomniane, nade wszystko ceni naturalność i w nosie ma snujących się dokoła eleganckich snobów, choć, jak się wkrótce okazuje, ma wśród hotelowych gości starych znajomych i mogłaby się okazać kluczem do nowego, ekscytującego światka.&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Babka wyznawała zasadę, że w podróży nie powinno się zawierać stosunków, że nie po to się jedzie nad morze, aby widywać ludzi, że na to jest dość okazji w Paryżu, że na grzeczności i banalności strwoniłoby się szacowny czas, który trzeba całkowicie spędzić na powietrzu, nad wodą.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wkrótce jednak pewne znajomości zostają odnowione, Marcel zaprzyjaźnia się z młodym arystokratą, Robertem Saint-Loup, z ekscentrycznym malarzem Elstirem oraz, ostatecznie – z gromadką dziewcząt, za którymi wcześniej przez kilka tygodni tęsknie wodził oczami. Wśród nich jest Albertyna – ta, która ponoć ma się okazać miłością jego życia – tutaj jednak mamy ledwie zalążki tego uczucia, a zanim cokolwiek zdąży się rozwinąć, dziewczyna wyjeżdża.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A propos tytułu drugiego tomu – „zakwitające dziewczęta” to nie tylko Albertyna i jej przyjaciółki, to także wszystkie proste, wiejskie dziewczęta, o których marzy bohater, a które zdają mu się jeszcze trwale zrośnięte z ziemią, która je wydała, „niby miejscowe rośliny, wyższego jedynie gatunku od innych”&amp;nbsp;–&amp;nbsp;jest o tym mowa już w tomie pierwszym. Wizja ta jednak zostaje skażona goryczą starzenia. Każdy kwiat nosi w sobie, w swej delikatności i świeżości, zapowiedź twardnienia, więdnięcia, zasuszenia. Młode dziewczęta noszą w sobie nasiona zwiędłego wyglądu swych otyłych i pomarszczonych ciotek. Czas więc przypomina o sobie – ten, który gra w tym cyklu główną rolę – płynący, przemijający, utracony.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kwestia przemijania pojawia się też u kresu tomu drugiego, kiedy mowa jest o głogach. Widok krzaku głogu podczas spaceru nad morzem przywołuje liczne wspomnienia – dziecięcych spacerów w Combray, nabożeństw majowych w sobotnie popołudnia, pierwszego spotkania z Gilbertą. W tym ukochanym kwiecie Marcela czas jest zaklęty podobnie jak w smaku magdalenek. To jego obraz i zapach, to smak ciastka jest kluczem do przeszłości.&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A przecież ten zapach głogów wabiący wzdłuż żywopłotu, gdzie niebawem zastąpi go dzika róża, odgłos kroków bez echa na ścieżce, bańkę utworzoną na wodoroście przez strumień i pękającą natychmiast – wszystko to zachwyt mój uniósł i dał temu przetrwać tyle lat, podczas gdy dokoła drogi się zatarły i pomarli ci, co je deptali, i zginęło wspomnienie tych, co je deptali.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Proust ma w sobie wszystkiego po trochu. Nie jest tylko refleksyjny i pełen egzaltacji, bywa po prostu zabawny (fragmenty na temat ciotek – starych panien, które „tak daleko posuwały sztukę spowijania aluzji osobistych w przemyślne peryfrazy, że aluzja przechodziła często nie postrzeżona nawet przez tę osobę, do której się zwracała”), trzyma w napięciu, cudownie ironizuje („żart (...) któremu wspaniały i uroczysty styl pisarza przydawał jeszcze ironii”).&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zachwyt mój wzmógł się wobec szparagów, nasyconych ultramaryną i różowością, a których pręt, delikatnie pocętkowany fioletem i lazurem, blednie nieznacznie w iryzacjach nie będących z ziemi, aż do stóp jeszcze powalanych glebą, w której tkwiły. Zdawało mi się, że w tych niebiańskich odcieniach demaskują się rozkoszne istoty, które dla zabawy przedzierzgnęły się w jarzyny, ale poprzez kostium swego jadalnego i jędrnego ciała, w owych kolorach rodzącej się jutrzenki, w owych szkicach tęczy, w owym zamieraniu błękitnych wieczorów, objawiają swoją szacowną esencję. Poznawałem ją jeszcze, kiedy przez całą noc po owym obiedzie zabawiały się w swoich psotach – poetycznych i grubych niby feeria Szekspira – tym, aby zmienić mój nocnik w naczynie wonności.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pamiętam, że pierwsze strony przyniosły mi oszołomienie. Nie jest to może dzieło zaskakujące sprytem, przemyślnością, misterią konstrukcji, mnogością językowych zabaw i zagadek. Ale proza Prousta jest po prostu piękna – to miód lejący się w serce udręczonego monosylabami i szorstkimi, lakonicznymi zdaniami czytelnika. Każdą rzecz autor otacza grubą warstewką słów, obchodzi dokoła na palcach, rzadko kiedy celuje w sedno, jakby z tego kokonu językowej materii każdy musiał sam wysupłać sens. A sens nie zawsze jest łatwy do uchwycenia. Zdawało mi się bezustannie, że szybuje gdzieś wysoko; można go uchwycić, ale trzeba do tego sporo wysiłku. Umyka jak żywe stworzenie, jak ptak lub motyl, a kiedy wreszcie udaje się go złapać, trzymamy go w dłoniach jak największy skarb, pieścimy, obracamy, nie chcemy wypuścić. Zmęczyliśmy się, chcemy odpocząć, a już czeka kolejny akapit... I nie zawsze wystarcza tej siły, cierpliwości. Przyznaję, że nie zawsze byłam w stu procentach skoncentrowana, zdarzało mi się w rezygnacji prześlizgiwać po słowach bez zagłębiania, gdy byłam wyjątkowo przerażona dalszym trudem wyłuskiwania sensu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Skromna próbka tej literackiej słodyczy:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ogień przypiekał, niby ciasto, apetyczne zapachy, od których powietrze w pokoju było całe gruzłowate i które już umiesił i wyrobił wilgotny i słoneczny chłód ranka: ogień przekładał je, złocił, grubił, wydymał, robiąc z nich niewidzialny i dotykalny przysmak godny prowincji, olbrzymiego 'napoleonka'. I zaledwie skosztowawszy bardziej chrupiących, delikatniejszych, wybredniejszych, ale też suchszych aromatów szafy, komody, wzorzystych tapet, wracałem – wciąż z utajonym łakomstwem – aby ugrzęznąć we wnikliwym, lepkim, mdłym, niestrawnym i owocowym zapachu kwiecistej kapy na łóżko.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Osobiście lubię kolekcjonować fragmenty, w których pisze się o świetle. Są ludzie, którzy potrafią je oddać pędzlem na płótnie, niewielu jest jednak takich, którzy potrafią je wiernie odmalować słowami... Tutaj wyglądało to tak:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W lecie natomiast, kiedyśmy wracali, słońce nie zachodziło jeszcze; podczas wizyty u cioci Leonii światło jego zniżało się i dotykało okna, więzło między portierami a firanką – rozszczepione, rozgałęzione, przefiltrowane – inkrustując kawałeczkami złota cytrynowe drzewo komody, sącząc się z ukosa na pokój, delikatne niby w zaroślach leśnych.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I o tej godzinie, kiedy promienie, pochodzące z różnych oświetleń i jakby z różnych godzin, łamały kąty ścian i obok odblasku plaży wznosiły na komodzie ołtarzyk pstry jak kwiaty na ścieżce, wieszały na ścianie zwinięte, drżące i ciepłe skrzydła jasności gotowej znów wzlecieć.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mając jeszcze na świeżo to wszystko, z przyjemnością wyruszę z Proustem w dalszą drogę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cytaty: M. Proust, &lt;i&gt;W poszukiwaniu straconego czasu.&amp;nbsp;W stronę Swanna&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;W cieniu zakwitających dziewcząt&lt;/i&gt;,&amp;nbsp;Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1979.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-8384735415119491847?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/8384735415119491847/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/o-tajemnej-mocy-gogu-i-magdalenek-w.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/8384735415119491847'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/8384735415119491847'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/o-tajemnej-mocy-gogu-i-magdalenek-w.html' title='O tajemnej mocy głogu i magdalenek - &quot;W stronę Swanna&quot;, &quot;W cieniu zakwitających dziewcząt&quot;, M. Proust'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-d6AGrN09rXQ/TeiAuuQLfOI/AAAAAAAAAEQ/RkXh0KQvmLg/s72-c/Marcel_Proust_1900.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-7567682722279336299</id><published>2011-04-23T22:31:00.005+02:00</published><updated>2011-06-12T13:08:25.674+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Michal Viewegh'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zysk i S-ka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura czeska'/><title type='text'>"Sprawa niewiernej Klary", Michal Viewegh + życzenia świąteczne</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.sklep.zysk.com.pl/media/products/978-83-7506-058-4/images/thumbnail/large_978-83-7506-058-4.jpg?updated_at=1296474198" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://www.sklep.zysk.com.pl/media/products/978-83-7506-058-4/images/thumbnail/large_978-83-7506-058-4.jpg?updated_at=1296474198" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Twórczość Michala Viewegha, jak już kiedyś pisałam, cechuje wielka różnorodność. Na ogół opisuje on rzeczywistość w sposób lekki i zabawny, przez co krytycy zarzucają mu, że jest&amp;nbsp;„pisarzem dla mas”, bywa jednak też sentymentalny i niemal liryczny (o czym przekonać się można między innymi czytając&amp;nbsp;&lt;i&gt;Zapisywaczy ojcowskiej miłości&lt;/i&gt;). Mnie osobiście jednak każda kolejna jego książka zaskakuje, nie dając się do końca wcisnąć w żaden schemat. Nie inaczej było ze&amp;nbsp;&lt;i&gt;Sprawą niewiernej Klary&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co z miejsca przykuwa uwagę, to swoista zabawa, igranie z czytelnikiem, jeśli chodzi o tożsamość bohaterów. Aby wyjaśnić, krótko nakreślę historię opisaną w książce. Do biura detektywistycznego, specjalizującego się w tropieniu niewiernych kochanków i ujawnianiu zdrad, przychodzi pisarz Norbert Černy, podejrzewający o niewierność swoją młodszą o dwadzieścia lat partnerkę Klarę, studentkę sinologii. Szef agencji, Denis Pravda, przyjmuje zlecenie, wkrótce jednak, tłumacząc się sympatią dla klienta, który ciężko zniósłby prawdę, wbrew zasadom zawodowym zaczyna go oszukiwać i taić dokonane odkrycia. Generalnie wydarzenia te poznajemy z perspektywy Denisa, jest to jednak tylko „rdzeń”&amp;nbsp;powieści, jej wewnętrzna warstwa, opowieść w opowieści&amp;nbsp;–&amp;nbsp;początkowy fragment bowiem, oraz pojawiające się później od czasu do czasu wstawki uświadamiają nam, że Denis opowiada tę historię, zmuszony groźbą przez Norberta, który w końcówce unicestwia detektywa, bowiem&amp;nbsp;„powieść ma się ku końcowi”&amp;nbsp;i&amp;nbsp;„nie jest mu już potrzebny”. Kim więc jest Norbert? Czy historia zazdrosnego pisarza, którą śledzimy, to właśnie oparta na motywach autobiograficznych powieść Norberta? Czy Norbert to alter ego Viewegha? Swoje trzy grosze do tego zamętu dorzuca też niepokojące zakończenie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I to było w tej książce najciekawsze, najbardziej intrygujące. Towarzyskie zawiłości między bohaterami, a nawet tajemnice rozkapryszonej Klary interesowały mnie już mniej. Przewodnim tematem tej powieści była zazdrość oraz zdrada&amp;nbsp;–&amp;nbsp;kwestia zaufania między partnerami, granic wierności i różnic w ich postrzeganiu. Nie jest to niestety moja ulubiona tematyka. Postać Denisa zupełnie nie wzbudziła mojej sympatii&amp;nbsp;–&amp;nbsp;wielki, sprawiedliwy doktor Pravda, szef-równiacha, tymczasem każde kolejne jego posunięcie, coraz większe nadużycie zaufania swego klienta (z sympatii?!), przekreślają ten prawy i szlachetny wizerunek. A luźna relacja, którą stworzył ze swoją żoną, a potem też z Niną&amp;nbsp;–&amp;nbsp;dla mnie wręcz chora. Z początku, kiedy akcja dopiero się zawiązywała, wydawało mi się, że zachowanie Norberta miało dać Denisowi do myślenia i nauczyć go od nowa zazdrości. Obecnie bowiem detektyw, jak twierdzi, nie czuje jej już wcale&amp;nbsp;–&amp;nbsp;większej trudności nie sprawia mu przełknięcie kolejnego romansu jego żony i wysłuchiwanie, jak jej nowy amant sprawuje się w łóżku. Przy tym&amp;nbsp;–&amp;nbsp;wbrew temu, co głosi popularne porzekadło&amp;nbsp;„Nie ma miłości bez zazdrości”&amp;nbsp;(i moje własne przekonanie) –&amp;nbsp;wciąż deklaruje niegasnące uczucie do Rut. Niestety, jakoś się ten wątek&amp;nbsp;„dydaktyczny”&amp;nbsp;rozmył; poza kilkoma nieznacznymi przebłyskami czegoś, co można by uznać za zazdrość, wielkiej przemiany nie było. Nawiasem mówiąc, może i Norbert byłby niezłym nauczycielem zazdrości (choć&amp;nbsp;–&amp;nbsp;gdyby nauka ta miała polegać na naśladowaniu jego postawy, byłoby to przejście ze skrajności w skrajność, więc z tym stwierdzeniem też można by polemizować), jako autorytet moralny jednak z pewnością by się nie sprawdził&amp;nbsp;– gotów jest zabić każdego, kto tknie jego Klarę, tymczasem sam też ma kochankę. Źle się czułam w tym towarzystwie kiszącym się w sosie zdrad, w tym świecie podwójnej moralności i z niejaką ulgą ten świat opuściłam.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak zdrada, to oczywiście jest i seks. Dużo&amp;nbsp;–&amp;nbsp;właściwie na seksie ta książka stoi. Lubię, jak powieść jest erotyzmem subtelnie doprawiona, każda przyprawa jednak w nadmiarze mdli. Wulgarnie co prawda z reguły nie było, ale i ta frywolna seksualność preferowana przez Viewegha zdołała mnie zmęczyć. Może to kwestia mentalności, może Czesi z taką obyczajowością są za pan brat i lubią o tym czytać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sporo więc mam tej książce do zarzucenia, ponieważ jednak lubię ten element zaskoczenia, który zapewnia mi twórczość Viewegha, mając okazję przeczytać jeszcze jakąś jego powieść, nie oprę się pokusie. Tym razem postaram się jednak dotrzeć do jego starszych dzieł&amp;nbsp;–&amp;nbsp;ze wskazaniem na osławione&amp;nbsp;&lt;i&gt;Cudowne lata pod psem&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;M. Viewegh, &lt;i&gt;Sprawa niewiernej Klary&lt;/i&gt;, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2007.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #20124d;"&gt;Kochani, życzę Wam wszystkim ciepłych i spokojnych Świąt, radości, nadziei i słońca, smacznego żurku i wielkanocnej babki, mokrego Dyngusa, wytchnienia od codziennych obowiązków, wypoczynku z dobrą książką w ręku oraz czasu dla Rodziny.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-7567682722279336299?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/7567682722279336299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/sprawa-niewiernej-klary-michal-viewegh.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/7567682722279336299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/7567682722279336299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/sprawa-niewiernej-klary-michal-viewegh.html' title='&quot;Sprawa niewiernej Klary&quot;, Michal Viewegh + życzenia świąteczne'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-160013879187086096</id><published>2011-04-20T19:05:00.008+02:00</published><updated>2011-06-12T13:08:11.348+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='W.A.B.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Halina Pawlowská'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura czeska'/><title type='text'>O twardej skórze hipopotama - "Zdesperowane kobiety postępują desperacko", Halina Pawlowská</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na wstępie lekkiej powiastki, jaką jest&amp;nbsp;&lt;i&gt;Zdesperowane kobiety postępują desperacko&lt;/i&gt; pojawia się cytat z Seneki:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niech płyną łzy,&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;ale też niech ustają,&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;niech z głębi twego serca&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;wydobywają się westchnienia,&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;ale też niech się kończą.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...który świetnie oddaje sinusoidę losów Olgi, głównej bohaterki. Wzloty i upadki, wciąż marzenia, które się spełniają tylko na chwilę, wciąż chwile spełnienia przeplatane z rozczarowaniami. Tylko że to, co właśnie napisałam, jest po polsku. Po czesku jest zupełnie inaczej. Bo Olga, jak na Czeszkę przystało, wciąż się śmieje, a ten śmiech jest soczewką, która wszystko pomniejsza. Z niewiernych mężów i egocentrycznych partnerów robi zabawnych karzełków, z pokaźnej tuszy filigranową figurkę, z miłosnego dramatu komedyjkę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-TKm7JwSqPAo/Ta8SChK07mI/AAAAAAAAADU/ITxcnn50WZo/s1600/zdesperowane.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em; text-align: justify;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-TKm7JwSqPAo/Ta8SChK07mI/AAAAAAAAADU/ITxcnn50WZo/s1600/zdesperowane.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie sposób chyba nie poczuć cienia sympatii dla tej bohaterki i nie uśmiechnąć się choćby przez chwilę, czytając o jej perypetiach. Jak bezlitośnie autorka sonduje rzeczywistość i jak zręcznie, ostrzem ironii, pozbawia ją kolców! Bo przecież, jak to zwykle bywa, wyziera spod wesołej płachty czeskiego śmiechu jakiś smutek. By dorównać pozycją mężowi, Olga idzie na studia, a ledwie je kończy – mąż wymienia ją na głupiutkie dziewczę bez wykształcenia. Inny amant, artysta, filmowiec, woli od niej egzotyczną murzyńską piękność, bo „jest taka prosta, człowiek rozumie naraz, że kobiety inteligentne są do niczego”. Na pocieszenie trafia jej się afrykański Robert Redford, który jednak znajomość wkrótce potem kończy, kwitując słowami „Po prostu nie mogłem wytrzymać. Już ponad rok nie miałem kobiety... to znaczy... białej kobiety!”. Kolejny, młodziutki absztyfikant, po tym, jak swymi zalotami funduje sowitą porcję balsamu na skołatane kobiece serduszko, idzie na spacer z piękną siostrzyczką bohaterki, i tyle go widzieli... I czyż to nie smutne? Dobrze, że się zawsze Olcia potrafi mimo wszystko pozbierać, i że tak dzielnie śmiechem te ciosy od losu odpiera. Jest desperatką, ale nie użala się nad sobą. Nie ma w niej ciena polskiego cierpiętnictwa (choć ta, która ją powołała do życia, ma polskie korzenie). Jak to było u Szczygła – jest i może hipopotamem, ale ma twardą skórę, od której złośliwie rzucone kamyki się odbijają.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziwne jest to, że ta książka właściwie nie trafiła w mój gust. Raz&amp;nbsp;–&amp;nbsp;że autorka pomknęła jak huragan, zbombardowała mnie błyskotliwością i dowcipem, przytłoczyła scenkami, z których absurd się wylewał, i nie dała odetchnąć – a ja bym chciała czasem przysiąść, odpocząć, przyjrzeć się z bliska, wysączyć z bohaterką zapoznawczą herbatkę. Dwa&amp;nbsp;–&amp;nbsp;że tematycznie to jakoś nie moja bajka. Może gdybym była taką czterdziestoletnią rozwódką z oczyma przekrwionymi od wypatrywania kandydatów na „mężczyznę życia”... Chociaż – Olga już od lat dziewczęcych zachowuje się jak zdesperowana kobieta po przejściach. „Chciała tylko być piękna i z kimś chodzić”. Czy jednak warto robić z tego sens całego życia? Kombinować, kłamać i zalewać się łzami, jeśli znów nie wyjdzie? A czy nie jest czasem tak, że im bardziej się chce, tym bardziej złośliwy los czyni na opak?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mimo wszystko coś mi każe pisać o &lt;i&gt;Zdesperowanych kobietach&lt;/i&gt; dobrze. Miała chyba ta książka w sobie jakiś urok, którego nawet nie zdołałam uchwycić w trakcie czytania, za to uświadamiam go sobie teraz, wracając do wspomnień tej lektury. Może to też sama Pawlowská. Ta, którą znam z uroczych tekstów Szczygła i z felietonów publikowanych w „Bluszczu”, ta z biustem w rozmiarze F – zmorze i dumie zarazem, ta, na którą w dzieciństwie wołali „Sinica” i „Pomidor”. Ta sympatyczna gaduła, która od listopada do lutego codziennie pije szampana.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-A8q1rxYHYXQ/Ta8SEfuV7TI/AAAAAAAAADY/6IPTI5862VI/s1600/380953_halina-pawlowska.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://2.bp.blogspot.com/-A8q1rxYHYXQ/Ta8SEfuV7TI/AAAAAAAAADY/6IPTI5862VI/s320/380953_halina-pawlowska.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cytaty: H. Pawlowská,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Zdesperowane kobiety postępują desperacko&lt;/i&gt;, wyd. W.A.B., Warszawa 2006.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-160013879187086096?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/160013879187086096/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/o-twardej-skorze-hipopotama.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/160013879187086096'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/160013879187086096'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/o-twardej-skorze-hipopotama.html' title='O twardej skórze hipopotama - &quot;Zdesperowane kobiety postępują desperacko&quot;, Halina Pawlowská'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-TKm7JwSqPAo/Ta8SChK07mI/AAAAAAAAADU/ITxcnn50WZo/s72-c/zdesperowane.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-7014085544188734533</id><published>2011-04-17T13:41:00.006+02:00</published><updated>2011-08-21T07:53:40.616+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irwin Shaw'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książnica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>Dziecięcy świat brutalnie odebrany - "Lucy Crown", Irwin Shaw</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób” – napisał Lew Tołstoj, przystępując do opowieści o rozbitej rodzinie Kareninów na czele z nieszczęsną Anną. Od tego słynnego zdania równie dobrze mogłaby zaczynać się &lt;i&gt;Lucy Crown&lt;/i&gt;. Wbrew bowiem temu, co sugeruje tytuł, to nie tylko historia jednej kobiety, lecz przede wszystkim całej rodziny – historia, w której każdy odegrał niemal równorzędną rolę i nikt nie został potraktowany przez autora w jego analizie po macoszemu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-M1UJl-PODqQ/TarPQ9oc_AI/AAAAAAAAADM/CSoMx7fcYuw/s1600/lucy-crown-b2815920.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em; text-align: justify;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-M1UJl-PODqQ/TarPQ9oc_AI/AAAAAAAAADM/CSoMx7fcYuw/s1600/lucy-crown-b2815920.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Punktem wyjścia jest lato roku 1937, które tytułowa Lucy Crown, przykładna żona i kochająca – wręcz przesadnie – matka, spędza wraz z trzynastoletnim synem Tonym w domku Crownów nad jeziorem. Olivera, jej męża, wzywają z powrotem do miasta obowiązki służbowe, jednak zostawia rodzinę w towarzystwie dwudziestoletniego studenta, Jeffa Bunnera, który ma pełnić rolę opiekuna i męskiego towarzysza dla chorowitego i nieco zbyt – zdaniem ojca – zniewieściałego przez ciągłą kompanię matki Tony'ego. Te kilka letnich tygodni wywraca całe życie Crownów do góry nogami, doprowadza do całkowitego rozłamu rodziny, tragedii, do wspomnienia której wszyscy będą jeszcze przez lata wracać z goryczą i smutkiem – Lucy bowiem nawiązuje z Jeffem romans.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ktoś by spytał – co w tym wielkiego? Czy to pierwszy skok w bok, którego dopuszcza się zniewolona przez męża bądź znudzona małżeńskim żywotem kobieta? Od razu tragedia? Podobnie zresztą myślała z początku sama Lucy. I pewnie sprawa rzeczywiście „rozeszłaby się po kościach”, gdyby nie fakt, że świadkiem niedwuznacznej sytuacji z matką i opiekunem w rolach głównych stał się sam Tony.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli miałabym oceniać, kto został tą historią dotknięty najbardziej, powiedziałabym, że nie była to wcale Lucy. Nie ona, choć zdarzenie to okazało się dla niej później początkiem długiej serii życiowych błędów, nie zdradzony mąż, którego uporządkowany świat, w którym nie było opcji pod tytułem „zdrada żony”, runął w gruzy, i nie Bunner – nietypowy model kochanka, zakochany z całą siłą młodzieńczego serca, skrzywdzony przez Lucy, która odpiera jego gorące wyznania kpiącym śmiechem. To Tony poniósł największą ofiarę. Najpierw – gwałtownie i bez uprzedzenia wrzucony w świat seksualności, o której nie wiedział nic. W jednej chwili ma matkę, najukochańszą na świecie istotę, z godnością pełniącą rolę strażniczki domowego ogniska, a zaraz w następnej – matka zmienia się w nieznaną mu, dziką, nagą istotę z uśmiechem egoistycznej rozkoszy na twarzy. Obraz, który zostaje na całe życie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyszła mi tu do głowy &lt;i&gt;Pokuta&lt;/i&gt; McEwana – film, książki bowiem nie czytałam. Podczas gdy na głowę małej Briony sypie się grad oskarżeń i potępienia, ja byłam w stanie ją usprawiedliwić. Myślę, że ten moment wejścia w świat erotyzmu jest dla dziecka niesamowicie istotny – jeśli nastąpi zbyt szybko, zbyt gwałtownie, w nieodpowiednim momencie, może mieć dla psychiki takiego małego człowieka katastrofalne skutki. Nie dziwię się, że Briony zareagowała w ten sposób – nic jeszcze nie rozumiejąc, zetknęła się z czymś w jej rozumieniu plugawym, ohydnym, godnym najwyższego potępienia, co należy ukarać bez względu na wszystko.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podobnie jest z Tonym – nie ma jeszcze rozsądku i wyrozumiałości dorosłego człowieka, więc w jego sercu rodzi się bunt i gniew. To jednak nie koniec krzywd. Osaczona przez nienawiść syna Lucy stawia mężowi – który, po pierwszym szoku, gotów jest jej wybaczyć – ultimatum: albo ich rodzina zupełnie się rozpadnie, albo to Tony musi być z niej wykluczony, ona nie jest bowiem w stanie żyć pod jednym dachem ze swym sędzią i wrogiem. Oliver kocha syna, ale nie potrafi też żyć bez żony, godzi się więc na opcję drugą. Chłopiec zostaje skazany na tułaczkę – szkoła z internatem, święta poza domem, jedynie obiadki z ojcem raz na jakiś czas. „Jak można?!” – myślałam wciąż, rozgorączkowana. Nic dziwnego, że Tony wyrasta na cynicznego, zimnego, zamkniętego na świat mężczyznę. Jednocześnie ze wstrętem odsuwa od siebie wszystko, co swawolne, rubaszne, wulgarne. Jakby przez całe życie starał się na nowo odnaleźć i wrócić do dziecięcego, niewinnego świata, tak brutalnie mu wydartego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na okładce mojego wydania tej książki widnieje hasło „Barwny portret szukającej uczucia kobiety”. Uważam je za nietrafione – po pierwsze dlatego, że Lucy w gruncie rzeczy nie szukała uczucia, co sama zresztą wprost przyznaje podczas swej spowiedzi przed Tonym, pod koniec, już we Francji. Po drugie – i będę się przy tym upierać – to nie historia Lucy, ale przede wszystkim całej rodziny Crownów. Dużo tu i ogólnych refleksji na temat tego, czym jest rodzina, jaki jest jej sens, co znaczy, że jest naprawdę szczęśliwa. Piękny fragment na temat dziecka pozwolę sobie zacytować:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Człowiek ma syna po to, żeby móc w sobie odrodzić optymizm. Facet dochodzi do pewnego wieku, powiedzmy – dwadzieścia pięć, trzydzieści lat, to zależy od inteligencji, i wtedy zaczyna sobie mówić: „To wszystko jest do kitu!”. Zaczyna rozumieć, że każdy następny dzień przynosi nową porcję tego samego, tyle że właśnie z każdym dniem trochę gorszą. (...) I wtedy przychodzi dziecko. Mały chłopczyk nie wie, co to pesymizm. Człowiek patrzy na niego, przysłuchuje mu się, a on w każdej sekundzie dyszy pasją. Pasją wyrastania, czucia, poznawania. Ma w sobie coś takiego, co mu daje pewność, że warto rosnąć, warto się uczyć porozumiewania się z ludźmi, uczyć się jeść łyżką, uczyć się korzystać z ustępu, uczyć się czytać, walczyć na pięści, kochać... Jest na grzbiecie fali, która go niesie naprzód. (...) Człowiek patrzy na syna i zaczyna rozumieć, że w ludzkiej rasie jest coś, co każe jej wierzyć ślepo w życie.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To jest prawdziwe. Dlatego tak usilnie próbujemy wrócić do swojego dzieciństwa, do tej pasji i zadziwienia cudownością świata. Każde dziecko to największy cud, jaki zrodzić może ziemia, i cudem jest to, co dzieje się w jego małej główce. Jakże smutno brzmią te słowa w ustach pijanego, zmęczonego życiem, nazajutrz wyruszającego w podróż do Europy, z której ma już nie wrócić, Olivera, człowieka, którego nic już w życiu nie czeka, a od syna jest obecnie bardziej oddalony niż kiedykolwiek!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-asyL4cuOrSc/TarPSkLpz4I/AAAAAAAAADQ/FdacAdPAWcE/s1600/Irwin-Shaw.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-asyL4cuOrSc/TarPSkLpz4I/AAAAAAAAADQ/FdacAdPAWcE/s320/Irwin-Shaw.jpg" width="193" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie jest to moje pierwsze spotkanie z Irwinem Shawem – kilka lat temu czytałam &lt;i&gt;Młode lwy&lt;/i&gt;, byłam jednak wtedy jeszcze na tyle młodociana, że największe wrażenie zrobiły na mnie brutalne opisy okrucieństw wojny – sceny torturowania, wyrywania paznokci itd. Nie zwróciłam zupełnie uwagi na subtelności psychologiczne, a szkoda, bo po lekturze &lt;i&gt;Lucy Crown&lt;/i&gt; stwierdzam, że to najciekawsza warstwa twórczości Shawa. &lt;i&gt;Lucy Crown&lt;/i&gt; jest psychologicznie cudownie głęboka, postaci są wielowymiarowe i opisane w najdrobniejszych szczegółach, a każda reakcja, każda myśl, słowo, stymulują do zastanowienia. To po prostu książka z gatunku tych, o których można dyskutować godzinami, analizować najdrobniejsze zdarzenia i zastanawiać się nad ich interpretacją. Wspaniała. Polecam gorąco.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cytat: I. Shaw, &lt;i&gt;Lucy Crown&lt;/i&gt;, wyd. "Książnica", Katowice 1994.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-7014085544188734533?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/7014085544188734533/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/dzieciecy-swiat-brutalnie-odebrany-lucy.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/7014085544188734533'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/7014085544188734533'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/dzieciecy-swiat-brutalnie-odebrany-lucy.html' title='Dziecięcy świat brutalnie odebrany - &quot;Lucy Crown&quot;, Irwin Shaw'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-M1UJl-PODqQ/TarPQ9oc_AI/AAAAAAAAADM/CSoMx7fcYuw/s72-c/lucy-crown-b2815920.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-3493640526147310581</id><published>2011-04-15T20:12:00.005+02:00</published><updated>2011-08-21T07:59:54.712+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ira Levin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rebis'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Nie do końca straszny klasyk horroru - "Dziecko Rosemary", Ira Levin</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś będzie krótko i jakościowo pewnie też nietęgo, bowiem po tym jak moja szyja naprężyła jak się jak struna, zesztywniała i odmówiła posłuszeństwa, wpędzając mnie do łóżka i zmuszając do wegetującego, pół-leżącego żywota, niezwykle trudnym zadaniem jest dla mnie wysiedzieć przed komputerem - nawet jeśli spoczywa na kolanach - więcej niż kilkanaście minut.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://empikmedia.pl/c/dziecko-rosemary-b2864880.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em; text-align: justify;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://empikmedia.pl/c/dziecko-rosemary-b2864880.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie jestem specjalistką od horrorów. Czytałam ich w swym życiu bardzo niewiele, i choć z reguły nie były to nieudane doświadczenia - pomijając tandetny horror erotyczny, który wcisnęła mi w wieku stanowczo zbyt młodocianym osiedlowa bibliotekarka, i który porzuciłam, zniesmaczona, po kilkunastu stronach - nie ciągnęło mnie nigdy do tego rodzaju książek.&amp;nbsp;&lt;i&gt;Dziecko Rosemary&lt;/i&gt; miało być jednak najwyższą półką w swoim gatunku, no i słynny film Polańskiego...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;(Lojalnie ostrzegam, w dalszej części tekstu mogą się pojawić elementy spoileropodobne).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyznam, że historia mnie wciągnęła. Na początku akcja toczy się leniwie, ale nie uważam tego za wadę, w końcu jakoś, powoli, trzeba najpierw rozwinąć intrygę. Ogólnie zresztą ta pierwsza, "niewinna" część podobała mi się nawet bardziej - z zaciekawieniem śledziłam te ledwie widoczne nici dziwnych zdarzeń, zbiegów okoliczności, podejrzeń, oplątujące Rosemary niczym pajęczyna. Wszystko jest jednak dobre w odpowiedniej dawce. Po pewnym czasie dla czytelnika wszystko jest już jasne (inna sprawa, że dla mnie było jasne od początku, w końcu oglądałam film), tymczasem naiwna Rosemary dalej sobie nie uświadamia, co się dookoła niej dzieje, i to irytuje. Jeśli na to jednak spojrzeć z innej strony - która kobieta przy zdrowych zmysłach skłonna by była tak szybko uwierzyć w rozwiązanie tak nieracjonalne, jak zawarcie przez jej męża paktu z diabłem? Trudno się dziwić Rosemary, że to fantastyczne podejrzenie zrodziło się w jej umyśle tak późno... Poza tym - w końcu nie wiemy nawet, czy obserwujemy autentyczne wydarzenia, czy tylko walkę Rosemary z jej szaleństwem. W tym świetle wszystko nabiera sensu.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podstawowy mój zarzut jednak dotyczy czego innego. Ponoć klasyk horroru, a nie straszy. Od początku wyczuwa się podczas czytania lekki niepokój, jeszcze nie strach, ale rośnie apetyt na coś więcej, może już niedługo, może na ostatniej stronie... I przychodzi zakończenie, które wcale nie jest straszne, a groteskowe. Odziera tę opowieść z całej tajemnicy, mroku, grozy budowanych przez kilkaset stron. Ucieleśnia to, co powinno pozostać nie ucieleśnione. Jeśli chodzi o grozę, zwykle bardziej działają na mnie obrazy, niż słowa, dużo jednak zależy od jakości tych obrazów. I tym razem, paradoksalnie, to oszczędność w obrazowaniu zadecydowała o wyższości zakończenia w filmie Polańskiego nad zakończeniem w książce Levina. To, co zobaczyła Rosemary w kołysce, w filmowej wersji pojawia się tylko jako migawka, tymczasem autor książki nie szczędzi szczegółowego opisu wyglądu niemowlęcia, i to jakiego opisu - ogonek, różki, małe, perłowe szponki?! Mnie to bawiło. I tyle.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I. Levin,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Dziecko Rosemary&lt;/i&gt;, wyd. Rebis, Poznań 2007.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-3493640526147310581?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/3493640526147310581/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/nie-do-konca-straszny-klasyk-horroru.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/3493640526147310581'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/3493640526147310581'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/nie-do-konca-straszny-klasyk-horroru.html' title='Nie do końca straszny klasyk horroru - &quot;Dziecko Rosemary&quot;, Ira Levin'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-8439525626595891082</id><published>2011-04-06T08:34:00.003+02:00</published><updated>2011-06-12T13:07:19.847+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka i Wiedza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Truman Capote'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>O kupowaniu snów i demonicznych dziewczynkach - "Miriam", Truman Capote</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W twórczości Trumana Capote'a da się ponoć wyróżnić dwa główne etapy. Z tego drugiego, bardziej realistycznego, związanego z Nowym Jorkiem pochodzi między innymi słynne &lt;i&gt;Śniadanie u Tiffany'ego&lt;/i&gt;, które kiedyś czytałam i które było do tej pory moim jedynym spotkaniem z twórczością tego pisarza. Teraz - za sprawą tego zbiorku czterech opowiadań z tomu&amp;nbsp;&lt;i&gt;Tree of night and other stories&lt;/i&gt; - miałam okazję poznać ten pierwszy, młodzieńczy (tytułowe opowiadanie,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Miriam&lt;/i&gt;, wyszło spod pióra początkującego, osiemnastoletniego pisarza) okres i stwierdzić, na czym polega różnica. A różnica jest, i to diametralna.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/70/Truman_Capote_1924_1.jpg/220px-Truman_Capote_1924_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/70/Truman_Capote_1924_1.jpg/220px-Truman_Capote_1924_1.jpg" width="219" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli miałabym te opowiadania opisać jednym słowem, powiedziałabym "niepokojące". Nic tu nie jest takie, jak byśmy się spodziewali, postaci nagle wyłaniają się z mroku i równie nagle znikają, nie wiadomo, kto jest kim, nie wiadomo nawet, co jest prawdziwe, a co stanowi tylko iluzję. Co ciekawe, często to, czego autentyczność staje ostatecznie pod znakiem zapytania, odmalowane zostaje z największą pieczołowitością - na przykład postać Miriam, dziewczynki-widma z tytułowego opowiadania, zostaje opisana w najmniejszych szczegółach i bez trudu można ją sobie wyobrazić z jej białymi, długimi włosami, piwnymi oczętami, w śliwkowym płaszczyku lub białej, jedwabnej sukience. Oczyma wyobraźni widzimy, jak niedbale bawi się złotym łańcuszkiem albo pochłania kanapki z dżemem, jej istnienie zdaje się bardziej nawet namacalne, niż innych bohaterów - a jednak to ona przychodzi znikąd i rozpływa się w powietrzu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zbiór otwiera utwór &lt;i&gt;Pan Bida&lt;/i&gt; o młodej dziewczynie, która niedawno przeprowadziła się do Nowego Jorku, nie do końca jednak potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji, w wielkim mieście, w obcym mieszkaniu. Przypadkiem dowiaduje się o człowieku, który kupuje od ludzi sny. Zaintrygowana, idzie tam, aby wrócić później jeszcze wiele razy. Nie chodzi nawet o pieniądze. To tajemnicza postać pana Revercomba, pana Bidy, działa tak hipnotyzująco, że zbyt długo nie składając mu wizyty, dziewczyna zachowuje się jak uzależniony, któremu odstawiono używkę. Kim jest pan Bida, jaki jest jego cel? O'Reilly mówi:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystkie matki opowiadają o nim dzieciom; mieszka w wypróchniałych drzewach, zakrada się w nocy przez komin, czai się na cmentarzach, tupie na strychach. Kradnie, sukinsyn, i wiecznie czyha na człowieka. Zabierze ci wszystko, co masz, nie zostawi nic, nawet ostatniego snu. Tfu!&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mniej mroczne, ale równie niepokojące jest opowiadanie &lt;i&gt;Dzieci w dniu urodzin&lt;/i&gt;. Osią tego utworu jest postać panny Bobbit, dwunastoletniej dziewczynki, która sprawia raczej wrażenie dorosłej kobiety skrępowanej jedynie ciałem dziecka. Panna Bobbit jest zawsze nienagannie ubrana, umalowana, mówi językiem eleganckim i dojrzałym, jest świetną tancerką, ma głowę do interesów i nie potrzebuje edukacji - odprawia z kwitkiem samego dyrektora szkoły, gdy ten przychodzi, by wyjaśnić sytuację. Sprawia wrażenie istoty nie z tego świata; sama zresztą mówi:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie żebym tutaj naprawdę przebywała, wcale nie; myślą jestem zawsze gdzieś indziej, gdzie wszystko jest ładne jak dzieci w dniu urodzenia.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak się ostatnio dowiedziałam, Capote pochodził z Południa i bardzo dobrze znał atmosferę małego miasteczka - tutaj to czuć. Sceneria bezustannie przywodziła mi na myśl Carson McCullers i jej &lt;i&gt;Serce to samotny myśliwy&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lc-upload.s3-external-3.amazonaws.com/books/50000/50332/352x500.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://lc-upload.s3-external-3.amazonaws.com/books/50000/50332/352x500.jpg" width="192" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cechy dziewczynki rozwiniętej ponad wiek ma też mała bohaterka opowiadania &lt;i&gt;Miriam&lt;/i&gt;, o której pisałam na początku. Niespodziewanie wkracza ona w stateczne życie samotnej wdowy, swojej imienniczki, pani Miriam Miller. Kobieta jest w rozdarciu między oczarowaniem dziewczynką a strachem przed nią; z myślą o małej Miriam kupuje prawdziwe róże, ciastka z migdałami i kandyzowane wiśnie, chociaż jak ognia boi się uporczywego pukania do drzwi, zwiastującego nadejście dziecka. I znów się nasuwa pytanie - kim jest ta niezwykła istota, czy to jedynie projekcja wyobraźni, czego próbuje nauczyć panią Miller? Czy ma jej pokazać, że jej życie jest imitacją, podobnie jak sztuczne róże w wazonie, którymi przystraja swoje mieszkanie? Czy fakt, że kobieta boi się Miriam, a jednocześnie w pewien sposób na nią czeka, świadczy o tym, że zdaje sobie sprawę z jałowości swojego życia, ale stara się wyprzeć tę myśl ze swojej świadomości?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeszcze większą grozę budzi &lt;i&gt;Drzewo nocy&lt;/i&gt;, którego akcja toczy się w nocnym pociągu. Dziewiętnastoletnia Kay, wracająca z pogrzebu wujka, dzieli przedział z dziwacznym małżeństwem - głuchoniemym mężczyzną i jego żoną, pociągającą dżin z butelki i apodyktycznie częstującą trunkiem nową towarzyszkę podróży. Kobieta opowiada Kay, że wędrują wraz z mężem po okolicznych miastach, pokazując swój popisowy numer - grzebanie żywcem, przy czym rola pogrzebanego przypada zawsze głuchoniememu. Ta para to kolejne przypadki tajemniczych istot nie z tego świata - kobieta zdaje się wiedzieć więcej, niż zwykły śmiertelnik, wręcz czyta w myślach Kay, i szybko wciąga ją w ich mroczną grę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Praktycznie wszystkie zakończenia przynosiły galopadę myśli, pytań było wiele, odpowiedzi zaś - jak na lekarstwo. Czytelnik, pozbawiony punktów oparcia, zostaje z mętlikiem w głowie, na tym chyba jednak polega wielkość tych opowiadań. Do wielkości tej swoje trzy grosze dorzuca też styl - barwny, plastyczny, choć prosty, co sprawia, że czyta się bardzo lekko. Polecam więc. Ja jestem zaintrygowana i na tym mojej przygody z Capote'm na pewno nie zakończę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cytaty: T. Capote,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Miriam&lt;/i&gt;, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1979.&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-8439525626595891082?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/8439525626595891082/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/o-kupowaniu-snow-i-demonicznych.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/8439525626595891082'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/8439525626595891082'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/o-kupowaniu-snow-i-demonicznych.html' title='O kupowaniu snów i demonicznych dziewczynkach - &quot;Miriam&quot;, Truman Capote'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-386021329512261293</id><published>2011-04-04T20:08:00.002+02:00</published><updated>2011-04-30T13:51:18.491+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Archipelag'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozmaitości'/><title type='text'>Nowy Archipelag</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.archipelag-magazyn.pl/wp-content/uploads/2010/08/okladka_4-768x1024.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.archipelag-magazyn.pl/wp-content/uploads/2010/08/okladka_4-768x1024.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z wielką przyjemnością informuję, że nowy numer Archipelagu jest już do ściągnięcia ze strony magazynu. Motywem przewodnim jest tym razem przemijanie. W związku z tym znajdziecie tu teksty o dwóch wielkich pisarzach zmarłych w ubiegłym roku - Salingerze i Saramago, o czasie według Borgesa, o Gdańsku i Wrocławiu sprzed lat, o przemijaniu w literaturze japońskiej, a także - tutaj subtelna autoreklama - o dzieciństwie i jego końcu w utworach Brunona Schulza, Virginii Woolf, Bohumila Hrabala, Barbary Kosmowskiej i Czesława Miłosza. Prócz tego oczywiście mnóstwo ciekawych artykułów w ramach stałych rubryk, recenzje, wywiady. Miłej lektury!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-386021329512261293?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/386021329512261293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/nowy-archipelag.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/386021329512261293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/386021329512261293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/nowy-archipelag.html' title='Nowy Archipelag'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-1296104819939517693</id><published>2011-04-03T01:06:00.008+02:00</published><updated>2011-06-12T13:07:00.067+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydawnictwo Dolnośląskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jules Barbey d&apos;Aurevilly'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stendhal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prosper Mérimée'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Guy de Maupassant'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Artur de Gobineau'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Charles Nodier'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura francuska'/><title type='text'>O chochlikach i kobietach demonicznych - "Francuskie opowiadania o miłości - XIX w."</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://empikmedia.pl/c/francuskie-opowiadania-o-milosci-xix-w-b367685.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://empikmedia.pl/c/francuskie-opowiadania-o-milosci-xix-w-b367685.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;O ile po styczności z utworami Stendhala, Hugo, Flauberta i Prousta doszłam do wniosku, że lubię XIX-wieczną literaturę francuską, o tyle lektura tego zbioru opowiadań tylko to potwierdziła. Nikt chyba tak subtelnie i elegancko nie potrafi ujmować świata w słowa, jak Francuzi, zwłaszcza jeśli mają do czynienia tak wdzięcznym tematem jak miłość.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;W zestawieniu tym znajduje się dwanaście opowiadań różnych autorów - bardziej znanych, jak Balzac, Guy de Maupassant czy Stendhal - oraz znanych mniej (a przynajmniej ja z niektórymi z tych nazwisk spotkałam się po raz pierwszy). Każde przedstawia miłość w nieco innym świetle, niektóre są lekkie i dowcipne, niektóre przesiąknięte dramatyzmem, wiele z nich posiada elementy fantastyczne, łączy je jednak to delikatne ujęcie tematu, wręcz pieszczenie się z nim, finezja zarówno w opisach uczuć, jak i elementach humorystycznych, oraz cień bajkowości - na czele z utrzymanym całkowicie w baśniowej konwencji &lt;i&gt;Trilby'm&lt;/i&gt;. Włoska księżniczka opiekująca się rannym nieznajomym, dzielny książę porywający się na podróż do Wersalu, by błagać samego króla o łaskę poślubienia ukochanej, mityczna Omfala zstępująca nocą z tapiserii, by nawiedzać śpiącego w pokoju pięknego młodzieńca... W niektórych opowiadaniach atmosfera jest gęsta od grozy przywodzącej na myśl utwory Edgara Allana Poe'go (i ponoć nawet jedno z opowiadań, &lt;i&gt;Wera&lt;/i&gt;, mogło być inspirowane jego&amp;nbsp;&lt;i&gt;Ligeją&lt;/i&gt;). No i - wisienka na torcie - jak na Francuzów przystało, większość historii przesycona jest subtelnym erotyzmem i choć autorka posłowia pisze, że&amp;nbsp;„zamieszczone w niniejszym tomie opowiadania nie zadowolą ciekawskich tropicieli literackiej erotyki”, to i owi tropiciele tak zupełnie zawiedzeni być nie powinni. (Zmysłowość ta bywa bardzo intensywna - dwie spośród bohaterek umierają z rozkoszy w trakcie miłosnych uniesień).&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="justify" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/b3/Charles_Nodier.jpg/542px-Charles_Nodier.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/b3/Charles_Nodier.jpg/542px-Charles_Nodier.jpg" width="180" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Charles Nodier&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;Nie będę przywoływać tu wszystkich opowiadań, jednak zależy mi, by w kilku słowach opisać te, które najbardziej zapadły mi w pamięć i w serce. Pierwsze, które mnie oczarowało, to wspomniany &lt;b&gt;&lt;i&gt;Trilby albo Chochlik z Argyle&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;b&gt; Charlesa Nodiera&lt;/b&gt;. Autor nawiązuje tu do starych legend o chochlikach zamieszkujących niektóre domostwa. Nie wszystkie chochliki są złe i złośliwe - uczynnym i pomocnym przedstawicielem tego rodu jest choćby tytułowy Trilby, jednak jego życzliwość nie jest bezinteresowna. Zakochał się bowiem w przewoźniczce Jeannie, żonie rybaka Dougala, i to z miłości darzy tę rodzinę powodzeniem. Kobieta, zmartwiona czułymi wyznaniami chochlika, zwierza się w końcu mężowi, ten zaś sprowadza mnicha Ronalda, który egzorcyzmami wypędza duszka. Od tej pory Jeannie żyje dręczona wyrzutami sumienia, dopiero po utracie Trilby'ego zdając sobie sprawę, jak był jej drogi... Spisana soczystymi zdaniami wijącymi się jak rzeka piękna opowieść w typie pieśni nuconych przez wędrownych bardów.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="justify" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/9f/Stendhal_fr.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/9f/Stendhal_fr.jpg" width="156" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Stendhal&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;&lt;i style="font-weight: bold;"&gt;Vanina Vanini&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;b&gt;Stendhala&lt;/b&gt; to z kolei opowieść, której akcja toczy się we Włoszech (zauważyłam, że wydarzenia opisane w tych tak francuskich z charakteru opowiadaniach przeważnie wcale nie mają miejsca we Francji), o młodej kobiecie, której ojciec ukrywa w ich domu rannego podczas ucieczki z aresztu członka bractwa karbonariuszy. Zafascynowani sobą nawzajem młodzi wkrótce się zakochują, jednak szanse na spokojny związek póki co są nikłe; Misirilli, wciąż poszukiwany, nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla niego ważniejsze - spokojny żywot przy boku ukochanej, czy burzliwa walka o wyzwolenie ojczyzny. Vanina jest kobietą zakochaną do szaleństwa - by zatrzymać wybranka przy sobie, gotowa jest dopuścić się największych zbrodni... Początek bajkowy, zakończenie przewrotne - z gorzką refleksją, że jednak miłość nie wszystko usprawiedliwia.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="justify" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6d/Prosper_Merimee2.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6d/Prosper_Merimee2.jpg" width="185" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Prosper Mérimée&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;W zbiorku tym znalazła się także&amp;nbsp;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Carmen&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;Prospera Mérimée&lt;/b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: sans-serif; font-size: 13px; line-height: 19px;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;- nowela, na podstawie której powstała później słynna opera Bizeta. Narrator, którego nazwisko nie pada w utworze, poznaje w czasie podróży po Hiszpanii tajemniczego człowieka. Nie zważając na przestrogi swego przewodnika, który w nieznajomym poznaje groźnego przestępcę, zaprzyjaźnia się z nim. Ich drogi się rozchodzą, by skrzyżować się niedługo później w Kordobie za sprawą pięknej Cyganki. Gdy spotykają się po raz trzeci, José Navarro, tajemniczy rozbójnik, jest już skazany na śmierć - zza więziennych krat opowiada narratorowi historię swego życia, w którym króluje owa młoda Cyganka, Carmen, zło wcielone, istota swawolna, kapryśna i nade wszystko ceniąca wolność. To ona niczym demon opętała José, sprowadziła na drogę rozboju, uzależniła od siebie i w końcu doprowadziła do zguby. Niesamowita, hipnotyzująca wręcz, epicka opowieść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="justify" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/19/Maupassant_2.jpg/437px-Maupassant_2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/19/Maupassant_2.jpg/437px-Maupassant_2.jpg" width="145" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Guy de Maupassant&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;Spore wrażenie zrobił na mnie i&amp;nbsp;&lt;b&gt;Guy de Maupassant&lt;/b&gt; ze swoimi dwiema króciutkimi historyjkami. &lt;i style="font-weight: bold;"&gt;Jedyna miłość&lt;/i&gt;&amp;nbsp;to opowiadanie w opowiadaniu (jak zresztą większość z utworów w tym zbiorze) - w czasie salonowej dyskusji na temat, czy istnieje miłość na całe życie, jeden z uczestników, lekarz, przywołuje dziwnie brzmiącą wśród eleganckich sukien i oparów perfum historię biednej dziewczyny z rodziny wędrownych naprawiaczy krzeseł, która jeszcze jako dziecko zakochała się w synu aptekarza, rozpieszczonym, chciwym wieprzku, i, nieświadoma wad lubego, widząc w nim ucieleśnienie piękna i dobra, trwa w swym oddaniu aż do śmierci, z dala od obiektu swych uczuć, wiedząc, że na nic nie może liczyć. &lt;i style="font-weight: bold;"&gt;Wiosenny wieczór&lt;/i&gt;&amp;nbsp;zaś nasycony jest tęsknotą za młodością, która przeminęła, miłością własną, która nigdy nie została zaspokojona, potrzebą uczuć, na którą nikt nigdy nie zwrócił uwagi. Obydwa utwory, choć tak proste i pozbawione stylistycznych ozdobników, wyciskają łzy z oczu.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="justify" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/05/Barbey.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/05/Barbey.jpg" width="155" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Jules Barbey d'Aurevilly&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;Na koniec wspomnę jeszcze o&amp;nbsp;&lt;i style="font-weight: bold;"&gt;Karmazynowej zasłonie &lt;/i&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Julesa Barbey d'Aurevilly&lt;/span&gt;, najbardziej mrocznym opowiadaniu z tego zbioru. Podczas podróży dyliżansem wicehrabia de Brassard - oficer, dandys i kobieciarz, amator hulanek, który&amp;nbsp;„pił jak Polak”, na widok znajomego sobie okna w domu, gdzie niegdyś mieszkał, zdradza towarzyszowi niezwykłą historię swej pierwszej miłości. W tym właśnie domu, gdy stacjonował w owym miasteczku jako siedemnastoletni żołnierz zaraz po szkole wojskowej, poznał demoniczną Albertynę, córkę ludzi, od których wynajmował pokój. Gorące uczucie, jakie rodzi się między nim a dziewczyną, tajemniczą i małomówną, sprawia, że Albertyna zaczyna co noc wymykać się ze swej sypialni i przechodząc obok łóżka śpiących rodziców na palcach przekrada się do ukochanego. Taki stan rzeczy nie może trwać, jednak finał tej historii jest bardziej upiorny, niż się można spodziewać...&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;Nie jest absolutnie tak, że te opowiadania, które wymieniłam, wybijają się poziomem. Spośród pozostałych wiele w sposób mistrzowski opowiada o uczuciowych intrygach wyższych sfer - jak choćby &lt;i style="font-weight: bold;"&gt;Adelajda&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;b&gt;Artura de Gobineau&lt;/b&gt;, w którym to utworze autor rysuje złożoną relację między matką a córką, nienawiść, która je wiąże silniej niż miłość, walkę o jednego mężczyznę, który, mdły i dający się i jednej, i drugiej kształtować jak plastelina, tak naprawdę staje się tylko narzędziem. Obraz francuskiej arystokracji, wyłaniający się z tych opowiadań, jest jak zwykle nieco zatrważający - próżność, zepsucie, zgnilizna moralna - warto jednak poznać ten świat, choćby i dlatego, że jest tak egzotyczny i inny niż ten, który znamy.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;Moim zdaniem tak naprawdę każde opowiadanie z tego zbioru jest niezwykłe. I nie ma tu utworów kiepskich. Polecam więc bez zastanowienia.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;P.S. A Proust? Proust jest nadal cudowny, subtelny do szaleństwa, ale właśnie dlatego nie chcę mu ofiarować jakichś wyświechtanych, przybrudzonych niespokojnymi myślami o wiszących mi nad głową obowiązkach strzępków wolnego czasu. Sięgam po niego tylko w te nieliczne, słoneczne popołudnia, kiedy jestem sama i w ciszy absolutnej - idzie mi więc bardzo powoli, kończę dopiero drugi tom, &lt;i&gt;W cieniu zakwitających dziewcząt&lt;/i&gt;. Niewykluczone, że dane mi będzie wraz z mistrzem Proustem odnaleźć utracony czas dopiero w okolicach lipca-sierpnia. Na pewno jednak w odpowiednim czasie zdam relację.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="text-align: left;"&gt;&lt;i&gt;Francuskie opowiadania o miłości - XIX w.&lt;/i&gt;, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2006.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-1296104819939517693?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/1296104819939517693/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/o-chochlikach-i-kobietach-demonicznych.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1296104819939517693'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1296104819939517693'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/04/o-chochlikach-i-kobietach-demonicznych.html' title='O chochlikach i kobietach demonicznych - &quot;Francuskie opowiadania o miłości - XIX w.&quot;'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-6664765835613134306</id><published>2011-03-22T00:29:00.010+01:00</published><updated>2011-06-12T13:06:39.811+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='listy i wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maria Pawlikowska-Jasnorzewska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Magdalena Samozwaniec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydawnictwo Literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>O Kossakówce uroczej, choć obcej - "Maria i Magdalena", M. Samozwaniec</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Zacznę od tego, co najbardziej mnie w tej książce urzekło:&lt;/div&gt;&lt;blockquote align="justify"&gt;Kossakówka też mogła nosić nazwę "domu w słońcu", jakież tam wszystko było pogodne, nasiąknięte radością i zdrowym realizmem. Mama w dużym słomianym kapeluszu &lt;i&gt;a la&lt;/i&gt; Wojski stała za plewiącą grządki dziewczyną i wydawała jej gromkie rozkazy. Czasem zdenerwowała się i zaczynała pracować za nią. Malutką nóżką naciskała łopatę, ryła, wyrywała chwasty, a ponieważ bardzo dbała o swoje rączki, więc to wszystko robiła w starych zniszczonych rękawiczkach. Jej córki przez ten czas bujały w hamakach, czytały książki, latem zażerały się bobem, a na wiosnę sałatką z rzeżuchy. "Po cóż jechać do Turcji?" - pisała w tym ogródku poetka - w ogóle po co się gdziekolwiek jechało? Przecież i tak się tu musiało wrócić, bo to było najlepsze miejsce na ziemi. Porzucało się piękne zagraniczne miasta, porzucało się pięknych mężów dla tego "domostwa w słońcu". Pawlikowska leżała w hamaku, przewracając się w nim z rozkoszą, a Duch domostwa w kapeluszu Wojskiego przychodził i pytał się, co chcą zjeść na obiad.&lt;/blockquote&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;div&gt;Dom - w pełnym tego słowa znaczeniu, rozbrzmiewająca śmiechem od rana do późnej nocy Kossakówka, miejsce spotkań artystycznej śmietanki tamtych czasów, pierwszy raj kilku pokoleń Kossaków, gdzie wychowały się dwie wielkie polskie literatki - Magdalena Samozwaniec i Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (czyli Madzia i Lilka). Jakie były ich dziecięce zabawy, o czym marzyły jako dorastające dziewczęta, co je wciąż ciągnęło do Kossakówki? O tym między innymi traktuje ta smakowita lektura.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/0b/Dworek_Wojciecha_Kossaka_%22Kossak%C3%B3wka%22.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="227" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/0b/Dworek_Wojciecha_Kossaka_%22Kossak%C3%B3wka%22.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kossakówka (&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/0b/Dworek_Wojciecha_Kossaka_%22Kossak%C3%B3wka%22.jpg"&gt;Źródło&lt;/a&gt;)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Smakowita, bowiem mimo drobnych zawirowań i chaotyczności (mam lekkiego bzika na punkcie uporządkowania) czytało się &lt;i&gt;Marię i Magdalenę&lt;/i&gt; świetnie. Nie raz i nie dwa uśmiechnęłam się, natykając się na dowcipne sentencje w stylu "Kobieta psuje się wpierw od szyi i podbródka (przeciwnie jak karp, który podobno... od ogona)" czy "Największy komplement, jaki mężczyzna może powiedzieć kobiecie, to oświadczyć się o jej rękę", uśmiechałam się też czytając o perypetiach rezolutnej Madzi w Bukareszcie - jak to jej żywiołowa, szczera natura wymykała się konwenansom i nie dała się wcisnąć w sztywną formę żony dyplomaty. Miło było dowiedzieć się, jak Kraków dawniej wyglądał, jacy byli ludzie, jakie mieli zwyczaje, i poznać Wojciecha Kossaka jako chodzącą słodycz i serdeczność, czułego ojca spełniającego każdą zachciankę, i razem z Kossakównami podróżować po Europie... Sporej dawki ironii pod adresem dewocji, purytańskiej czystości obyczajów oraz kryteriów wyboru małżonków w tamtych czasach (duży posag i ewentualnie odrobina urody) spodziewałam się, mając już za sobą &lt;i&gt;Tylko dla dziewcząt&lt;/i&gt;, gdzie niewyparzony języczek satyryczki smagał te obyczajowe paradoksy równiutko. To wszystko bardzo mi do gustu przypadło.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Moje wrażenia z tej lektury nie są jednak pozbawione i goryczki. Już cytat, którym otworzyłam ten post, nie jest zresztą od tej goryczki wolny... Najpierw pomyślałam sobie, że Pawlikowska-Jasnorzewska, która wyłania się z tych wspomnień, jest bardzo niesympatyczna. Sprawia wrażenie dziecka wychowanego w poczuciu, że jest małym geniuszem i wszystko mu wolno, jest więc despotyczna, chwilami zarozumiała, pozbawiona szacunku dla siostry (niemal jak oczywistość powtarza wciąż opinię, że Madzia jest tępa). Nie do końca godziło mi się to z tą anielską dobrocią i wieczną obawą, by komuś nie sprawić przykrości, jaką jej przypisuje autorka. Uwielbienie Madzi dla siostry, wywyższanie jej do rangi niemal bóstwa, nie drażniło mnie, a raczej - biorąc pod uwagę, że Lilka była taką zołzą - rozczulało i trochę dziwiło. Wkrótce jednak i dla samej Madzi zaczęłam tracić sympatię, w miarę jak wychodziła z niej kokietka, lekkoduch, niewierna żona. Brnęłam przez kolejne rozwody Kossakówien i ich afery miłosne, aż wreszcie fragmenty o ich ojcu, Wojciechu Kossaku, o jego uwielbieniu dla kobiet, licznych zdradach i pobłażliwym stosunku córek do tych wybryków (kiedy mama, Maniusia, narzeka na to, że Wojciech sprowadza swoje kochanki do domu, ten odpowiada jej, aby nie była śmieszna i "wszyscy śmiali się z biednego Mamidła, i mąż, i córki") uświadomiły mi ostatecznie, że to jest po prostu inny świat. Z pozoru ciepły, słodki, kojący, pod lukrową skorupką kryje jednak jakąś obcość - nie czułabym się w nim dobrze. Zostawiam więc Madzię i Lilkę z ich przyjaciółmi-poetami, z ich eleganckim światkiem, wianuszkami adoratorów i barwnym tatusiem-artystą. Wkładam do szufladki z sielskimi obrazkami i rozkosznymi anegdotkami, ale zazdrościć im na pewno nie będę...&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;(A może po prostu i ja mam w sobie coś z dewotki, jednej z tych, które Madzia tak ochoczo obśmiewała w swoich utworkach? Może i mnie dziś by bezlitośnie potraktowała swym ostrym języczkiem?).&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Cytaty: M. Samozwaniec, &lt;i&gt;Maria i Magdalena&lt;/i&gt;, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1978.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-6664765835613134306?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/6664765835613134306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/03/o-kossakowce-uroczej-choc-obcej-maria-i.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/6664765835613134306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/6664765835613134306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/03/o-kossakowce-uroczej-choc-obcej-maria-i.html' title='O Kossakówce uroczej, choć obcej - &quot;Maria i Magdalena&quot;, M. Samozwaniec'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-6191295951048101310</id><published>2011-03-16T11:27:00.002+01:00</published><updated>2011-03-16T11:34:02.930+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozmaitości'/><title type='text'>Zamiast kwiatów, zamiast wstążki kupowała Ania książki - czyli biblioteczkowe obnażanie</title><content type='html'>Zaproszona do biblioteczkowo-ekshibicjonistycznej zabawy przez &lt;a href="http://poczytnik.wordpress.com/"&gt;Maiooffkę&lt;/a&gt; pochwalę się i ja, choć chwalić się w gruncie rzeczy nie ma czym. Jeszcze, mam nadzieję. Z drugiej strony jednak - nawet gdybym mogła pozwolić sobie na radosne i nieskrępowane zakupy, cóż by mi przyszło z tych rzędów książek na półkach, skoro i tak nie starczyłoby mi czasu, żeby je czytać? Czy nie stałabym się podobna do Wandzi z bajki Jachowicza, co to książki kupowała "ot, tak tylko, byle miała"? I tak już trochę się taką Wandzią czuję, bo pewnie z połowa tego, co niżej prezentuję, dopiero cierpliwie czeka, aż znajdę czas...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdjęć robić nie potrafię, więc ich jakość pozostawia wiele do życzenia, za co z góry przepraszam. Porządku żadnego na którejkolwiek z tych półek - może z wyjątkiem ostatniej - doszukiwać się nie należy, bo go tam nie ma. Stoją sobie, jak sobie stoją i mam nadzieję, że dobrze im tak, bo za mało jeszcze ich, żebym je układała według jakichś wzorów (ewentualnie wysokością, od tego bowiem zależy, czy będzie się dało co nieco upchnąć poziomo, na tych stojących, do czego z braku miejsca jestem zmuszona). Na początek skromniutka filia krakowska:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-9MFIz-hwXA8/TX_lawx2AEI/AAAAAAAAACo/tlWImvGlYHc/s1600/DSCN0752.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh5.googleusercontent.com/-9MFIz-hwXA8/TX_lawx2AEI/AAAAAAAAACo/tlWImvGlYHc/s320/DSCN0752.JPG" width="256" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Teraz domowe:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-VTMuQObJwjU/TX_mU6viE9I/AAAAAAAAACw/wCHbMWwbKXY/s1600/DSCN0762.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="134" src="https://lh5.googleusercontent.com/-VTMuQObJwjU/TX_mU6viE9I/AAAAAAAAACw/wCHbMWwbKXY/s320/DSCN0762.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-rkzmrHqZ668/TX_mR7sPOYI/AAAAAAAAACs/qs6hvWM1EVs/s1600/DSCN0758.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh6.googleusercontent.com/-rkzmrHqZ668/TX_mR7sPOYI/AAAAAAAAACs/qs6hvWM1EVs/s320/DSCN0758.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-tPEtLM74e2o/TX_mZUtQHxI/AAAAAAAAAC0/f4wDZ-7xQ7g/s1600/DSCN0763.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="162" src="https://lh5.googleusercontent.com/-tPEtLM74e2o/TX_mZUtQHxI/AAAAAAAAAC0/f4wDZ-7xQ7g/s320/DSCN0763.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-QSmnQd85kjM/TYCNn8juV_I/AAAAAAAAADA/8uoaI2r1GDU/s1600/DSCN0770.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-G46gewKcMUk/TYCN21oEZGI/AAAAAAAAADE/STfQfSR_07c/s1600/DSCN0771.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh4.googleusercontent.com/-G46gewKcMUk/TYCN21oEZGI/AAAAAAAAADE/STfQfSR_07c/s320/DSCN0771.JPG" width="239" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze hrabalo-półeczka, moja duma (choć w porównaniu z wszystkimi dotychczasowymi wydaniami Hrabala w Polsce to i tak nic). Od tytułu tej czarnej nazwę wziął ten blog.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-KC2CX6fHdto/TX_mmKzin_I/AAAAAAAAAC8/SRzSsk7BAg4/s1600/DSCN0769.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh6.googleusercontent.com/-KC2CX6fHdto/TX_mmKzin_I/AAAAAAAAAC8/SRzSsk7BAg4/s320/DSCN0769.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Trochę się wstydzę kogokolwiek teraz wyznaczać do dalszej zabawy... No, ale jak ktoś będzie chciał to się zabawi, jak nie to nie. "Po znajomości" zapraszam &lt;a href="http://sqra-cafelitteraire.blogspot.com/"&gt;sQrę&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://oxbridgequadriviumtrivium.blogspot.com/"&gt;Stephena Dedalusa&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-6191295951048101310?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/6191295951048101310/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/03/zamiast-kwiatow-zamiast-wstazki-kupowaa.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/6191295951048101310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/6191295951048101310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/03/zamiast-kwiatow-zamiast-wstazki-kupowaa.html' title='Zamiast kwiatów, zamiast wstążki kupowała Ania książki - czyli biblioteczkowe obnażanie'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-9MFIz-hwXA8/TX_lawx2AEI/AAAAAAAAACo/tlWImvGlYHc/s72-c/DSCN0752.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-1572377447059533853</id><published>2011-03-08T17:28:00.005+01:00</published><updated>2011-06-12T13:06:17.350+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Świat Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura brytyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='William Somerset Maugham'/><title type='text'>Bez wzruszenia i zachwytu o rzekomym arcydziele - "Malowany welon", William Somerset Maugham</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Ilekroć przeglądam opinie na temat &lt;i&gt;Malowanego welonu&lt;/i&gt; mam wrażenie, że to nie ta sama książka, którą ja czytałam. Już widniejące na okładce entuzjastyczne kawałki z "New York Times" i "Spectator" o tym, jakim to wspaniałym dziełem sztuki jest ta powieść Maughama, budzą mój niepokój, cała armia zachwyconych czytelników sprawia zaś ostatecznie, że czuję, jakby coś było ze mną nie tak.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-iOeYu5atm2w/Tbv1jpg0j8I/AAAAAAAAADg/N_uRQY4aA1w/s1600/malowany_welon.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-iOeYu5atm2w/Tbv1jpg0j8I/AAAAAAAAADg/N_uRQY4aA1w/s320/malowany_welon.jpg" width="201" /&gt;&lt;/a&gt;Sama historia, owszem, jest niezła. Kitty jest rozkapryszoną, płytką i głupią panienką z dobrego domu. Walter, którego zostaje żoną, to człowiek nieśmiały, cichy i nieporadny towarzysko. Nie miałby u niej szans, gdyby nie nagłe zagrożenie, że siostra Kitty, siedem lat młodsza i do tego brzydsza (!) wyjdzie za mąż wcześniej. Po desperackim, pospiesznym ślubie para wyjeżdża do Chin, gdzie Walter pracuje jako bakteriolog. Tam Kitty szybko nawiązuje romans z miejscowym zastępcą gubernatora. Kiedy zdrada wychodzi na jaw, Walter daje jej do wyboru rozwód – pod warunkiem, że jej kochanek weźmie winę na siebie, rozwiedzie się z żoną i poślubi Kitty – albo wyjazd z nim do Mei-tan-fu, gdzie panuje epidemia cholery. Okazuje się, że wbrew nadziejom Kitty bawidamkowi Charlie'mu wcale niespieszno do ślubu z nią, toteż wiarołomnej żonie pozostaje tylko druga opcja. Dopiero w samym sercu zarazy ma się nauczyć prawdziwego życia, jakże innego niż dotychczasowy barwny teatrzyk, w którym główną rolę grała ona i jej zachcianki.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wszystko to jednak napisane jest językiem tak drętwym, napuszonym, sztucznym, że miejscami aż boli. To, co zgrzytało mi już cztery lata temu, przy pierwszej lekturze tej książki, teraz raziło sto razy bardziej. Znów musiałam znosić Kitty sześć czy siedem razy „ledwie powstrzymującą się od krzyku” w chwilach zupełnie tego nie tłumaczących, śledzić papierowe dialogi i nawet to, co miało wzruszać, budziło raczej moje politowanie. Chyba tylko jedna scena, jeden motyw wywołał u mnie większe emocje – „A zdechł właśnie pies” Waltera. Zakończenie – z założenia pewnie triumfalne – było wymuszone, przemiana Kitty zupełnie nie przekonywała, podobnie zresztą jak sama jej postać. Czasem przemykało mi przez myśl, że skoro świat jest tu widziany oczyma tej bohaterki, może miał być z założenia opowiedziany tak płytko i beznamiętnie... Ale nie, moim zdaniem ta powieść jest po prostu napisana nieudolnie. Co z tego, że czyta się lekko, skoro pozostaje niesmak?&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Natomiast nakręcony na podstawie tej książki film jest podobno doskonały – i nie dziwi mnie to, historia jest naprawdę dobra, a dzięki odpowiedniej oprawie wizualnej i dźwiękowej na pewno można z tego zrobić cudeńko. Chętnie tę ekranizację obejrzę, ale do książki już raczej nie wrócę.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;W.S. Maugham, &lt;i&gt;Malowany welon&lt;/i&gt;, wyd. Świat Książki, Warszawa 2007.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-1572377447059533853?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/1572377447059533853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/03/bez-wzruszenia-i-zachwytu-o-rzekomym.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1572377447059533853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1572377447059533853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/03/bez-wzruszenia-i-zachwytu-o-rzekomym.html' title='Bez wzruszenia i zachwytu o rzekomym arcydziele - &quot;Malowany welon&quot;, William Somerset Maugham'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-iOeYu5atm2w/Tbv1jpg0j8I/AAAAAAAAADg/N_uRQY4aA1w/s72-c/malowany_welon.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-3273476915310665244</id><published>2011-03-06T12:09:00.012+01:00</published><updated>2011-06-12T13:05:58.528+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PIW'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irving Stone'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jack London'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biografia'/><title type='text'>O Jacku Londonie i Martinie Edenie - "Żeglarz na koniu", Irving Stone</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2d/Jack_London_young.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2d/Jack_London_young.jpg" width="243" /&gt;&lt;/a&gt;Przeczytałam opowieść o człowieku niezwykłym. Nieustraszonym, żądnym przygód, we wszystko, do czego tylko się zabrał, wkładającym całe serce i cały swój rozum, chłonącym wiedzę jak gąbka, kochającym ludzi, niesamowicie zdyscyplinowanym – jako pisarz dzień w dzień, choćby się waliło i paliło, zapisywał tysiąc słów, wytrwale zmierzającym do celu, choć w głębi ducha nieśmiałym i niepewnym, przez całe życie zmagającym się ze swoim bękarcim pochodzeniem i topiącym ten kompleks w alkoholu.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;i&gt;Żeglarz na koniu&lt;/i&gt; to tytuł, jaki sam Jack London – bo o nim mowa – chciał nadać swej autobiografii, której ostatecznie nigdy nie napisał. Zadania spisania historii życia tego pisarza, żeglarza, włóczęgi i filozofa w jednym podjął się natomiast Irving Stone. Opowieść rozpoczyna się, gdy – krótko po poczęciu Londona – z wielkim hukiem rozpada się związek jego matki, Flory Wellman, kobiety bez wątpienia inteligentnej i żądnej wiedzy, ale i emocjonalnie niezrównoważonej, oraz ojca, W.H. Chaneya, profesora, astrologa, z pochodzenia Irlandczyka, który swego syna nigdy nie poznał. Następnie – lata dzieciństwa spędzone głównie pod opieką ojczyma, Johna Londona, oraz przyrodniej siostry (i jedynej prawdziwej przyjaciółki) Elizy, burzliwa młodość na morzu jako pirat ostrygowy, w pociągach towarowych jako włóczęga i w Klondike jako poszukiwacz złota, ale i w bibliotekach jako zagorzały czytelnik i początkujący pisarz, okres stabilizacji, dwa małżeństwa, ranczo. I wreszcie śmierć, wedle przekonania biografa – i mojego też – samobójcza (o czym świadczą precyzyjnie wcześniej wyliczone i spisane dawki siarczanu morfiny i siarczanu atropiny, które miały zapewnić Londonowi podróż na tamten świat).&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-TboVpsOzdEw/TXNn4p3WLII/AAAAAAAAACk/9o3r9GgrGfI/s1600/DSCN0754.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh4.googleusercontent.com/-TboVpsOzdEw/TXNn4p3WLII/AAAAAAAAACk/9o3r9GgrGfI/s320/DSCN0754.JPG" width="204" /&gt;&lt;/a&gt;Nie ma sensu dokładnie opisywać, co i gdzie London przez całe życie robił – a było tego sporo. Jeśli ktoś będzie zainteresowany, sięgnie do tej lub innej jego biografii i sam się przekona. Skupię się głównie na tym, jaki obraz tego człowieka wyłania się z książki Stone'a. Najpierw mamy budzącego sympatię i podziw młodego chłopica, który mimo braku ojca i oziębłości matki (nie wychodzi mi z głowy scena, w której gdy Jack i Eliza rozgorączkowani i bliscy śmierci leżą w łóżku, Flora zastanawia się, czy będzie możliwość pochowania ich w jednej trumnie, żeby było taniej) doskonale radzi sobie w życiu, czyta, podróżuje, a do tego okresowo pełni rolę żywiciela rodziny. Następnie na gruncie osobistej biedy oraz setek spotkań z prostymi ludźmi, robotnikami wyzyskiwanymi do granic możliwości wyrasta z niego zagorzały socjalista oraz wyznawca dziwnej światopoglądowej mieszanki Marksa, Nietzschego i Darwina. Zaślepiony filozofią, która jest tak naprawdę nie do zastosowania w życiu, niszczy życie swojej żony i córek (najpierw&amp;nbsp;– przekonany, że miłość romantyczna nie istnieje, a małżeństwo to związek o charakterze wyłącznie biologicznym – pojmuje za żonę kobietę, której nie kocha, a gdy spotyka inną, która budzi w nim miłość i pożądanie, zostawia dla niej rodzinę tłumacząc sobie, że jest nietzscheańskim nadczłowiekiem i mieszczańska moralność nie może go krępować). Wreszcie – właściciel wiejskiej posiadłości, której drzwi zawsze stały otworem dla przybyszy, człowiek niesamowicie otwarty, towarzyski, skory do zabawy, o wielkim, współczującym sercu, gorąco wierzący w ludzi (co niestety niektórzy wykorzystywali).&lt;/div&gt;&lt;blockquote align="justify"&gt;Dom uważał za święty przybytek, otwarty dla każdego wędrowca, czy to był wielki pan, czy nędzarz; nikogo nie odprawił od progu bez posiłku, napitku, noclegu. Najszczęśliwszy był, kiedy z dwudziestu gośćmi dzielił się za stołem darami bożymi.&lt;/blockquote&gt;&lt;div align="justify"&gt;Niezależnie od osobistego stosunku do tej postaci na pewno należy się jednak Londonowi podziw za pasję, z jaką żył i tworzył. We wszystkim, co robił, musiał być najlepszy i dokonywał nieraz tytanicznego wysiłku, by to osiągnąć, czy to było żeglarstwo, czy praca jako reporter, pisanie, budowa domu, prowadzenie gospodarstwa, uprawianie ziemi. Jako raczkujący socjalista zgłębiał wszystkie dostępne dzieła o tematyce społecznej, pragnąc zostać pisarzem każdego dnia wyrabiał normę tysiąca napisanych słów i studiował namiętnie podręczniki na temat stylu, gdy został farmerem postanowił za pomocą swych eksperymentów zrewolucjonizować rolnictwo w całych Stanach Zjednoczonych... Mało jest ludzi o tak szerokich zainteresowaniach i wkładających we wszystko, czego się tkną, tak wiele serca.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Irving Stone nie podzielił tej książki na rozdziały tematyczne, jak to często biografowie czynią. To właściwie pół-biografia, pół-powieść. Z początku mi się to podobało, bo nie było zawirowań z chronologią, po pewnym czasie jednak doszłam do wniosku, że całość sprawia wrażenie nieporządnej, zabałaganionej, bez pomysłu, i zabrakło mi klucza, wedle którego poszczególne historyjki z życia Londona byłyby ułożone. Trochę dyscypliny zdecydowanie zadziałałoby na korzyść tej książki. Nieporządek pojawił się także przy podawaniu dat, ram czasowych – często pomijany jest rok, jak gdyby była to informacja oczywista, tymczasem jest sporo fragmentów oderwanych, w których nie było to tak proste do ustalenia. Jak już wcześniej pisałam, nie lubię w biografiach nagromadzenia szczegółów, ale tu autor chyba przesadził w drugą stronę.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-55hFyb1V_ow/Td1BX8wlqsI/AAAAAAAAAEA/zjvkSCgnVE4/s1600/Jack_London_on_Ship.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-55hFyb1V_ow/Td1BX8wlqsI/AAAAAAAAAEA/zjvkSCgnVE4/s320/Jack_London_on_Ship.jpg" width="292" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Teraz jeszcze słów kilka na temat autobiografizmu w &lt;i&gt;Martinie Edenie&lt;/i&gt;, którą to powieść przeczytałam kilka dni temu po raz wtóry i która tym razem awansowała natychmiast do grona moich ulubionych. (Mało która lektura tak mi dała do myślenia i tak wstrząsnęła moim sposobem patrzenia na świat – zakończenie przynosi moment załamania, zwątpienia w sens wszystkich naszych działań, marzeń, planów i osiągnięć). Uderzające jest podobieństwo młodego Londona z biografii Stone'a do Martina Edena, zarówno co do wyglądu, jak i cech charakteru – pewność siebie, determinacja i odwaga podszyte jednak nieśmiałością, pożądanie prawdy, pogarda dla hipokryzji. Fabularnie jest sporo różnic między historią Edena a ojca tej postaci (choć związek z kobietą z wyższych sfer i plany małżeńskie z nią w roli głównej to fakty, wybranka Londona nazywała się Mabel Applegarth, o niej kilka słów za chwilę), jednakże fragmenty książki Stone'a o tym, jak młody Jack w pocie czoła płodził opowiadania i nowele i z uporem maniaka wysyłał je do kolejnych czasopism, ostatnie pieniądze zamiast na jedzenie wydając na znaczki, tak bardzo przypominają ustępy z &lt;i&gt;Martina Edena&lt;/i&gt; jak gdyby to były cytaty (i być może nawet nimi były, skoro Stone bardzo luźno podchodził do kwestii oznaczania cytatów, jak głosi informacja od wydawcy).&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;London poznał Mabel przez jej brata i z miejsca się w niej zakochał, jednak – inaczej niż u Edena – to nie ta miłość zapoczątkowała okres gorączkowego dokształcania się i pisania. Owszem, London z większą niż wcześniej gorliwością zabrał się za tworzenie opowieści po poznaniu Mabel, mając nadzieję w ten sposób okazać się jej godnym, jednak pierwsze jego doświadczenia czytelnicze i próby pisarskie miały miejsce już wcześniej. Powieściowa Ruth miała więc zapewne dla Martina większe znaczenie niż ukochana Londona dla niego. Jednocześnie jednak została przedstawiona – jak można wnioskować na podstawie relacji Stone'a – bardzo niekorzystnie, bardziej niż na to jej kobiecy pierwowzór zasłużył. Biograf zwraca uwagę na rolę matki Mabel w całej sprawie, w rzeczywistości to prawdopodobnie ona udaremniła plany małżeńskie córki, Mabel zaś, z natury pokorna i uległa, stała się ofiarą manipulacji rodzicielki. Powieściowej Ruth usprawiedliwić już nie sposób – to pusta, niezbyt inteligentna i zupełnie niezdolna do samodzielnego myślenia istota. Czyżby prezentując byłą narzeczoną w tak negatywnym świetle London dawał upust swej goryczy i żalowi względem niej? (A może przesadzam, w końcu to tylko kreacja).&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Według Stone'a &lt;i&gt;Martin Eden&lt;/i&gt; jest o tyle ważną powieścią z dorobku Londona, że można tam znaleźć klucz do tajemnicy śmierci pisarza. Jack napisał kiedyś:&lt;/div&gt;&lt;blockquote align="justify"&gt;Martin Eden to ja. Martin Eden zginął, bo był indywidualistą, ja żyję, ponieważ jestem socjalistą i mam poczucie więzi społecznej. &lt;/blockquote&gt;&lt;div align="justify"&gt;Utrata wiary w socjalizm – któremu pisarz poświęcił całe życie – mogła więc w dużym stopniu przyczynić się do decyzji o samobójstwie. Pisarzowi przydarzyłoby się w takim wypadku mniej więcej to samo, co jego bohaterowi, którego poeta Brissenden ostrzegał, że jeśli pozostanie indywidualistą, po osiągnięciu sukcesu nie będzie potrafił się nim cieszyć i utraci sens życia. Czy jednak na pewno London odchodził z poczuciem, że wszystko, co czynił, poszło na marne? Przecież:&lt;/div&gt;&lt;blockquote align="justify"&gt;Zawsze mówił, że chciałby żyć krótko, ale wesoło. Pragnął zabłysnąć na firmanencie epoki jak biała smuga ognia i pozostawić odblask swoich myśli w umysłach wszystkich ludzi. (...) Wraz z George'em Sterlingiem zawsze zgadzali się, że nigdy nie będą wiedli nędznej, starczej egzystencji; kiedy zrobią już swoje, kiedy przeżyją własne życie, sami pożegnają się ze światem.&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-LDl3ogboQXg/Td1Cj7YuCaI/AAAAAAAAAEI/z-oCVoq4U3Y/s1600/london.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-LDl3ogboQXg/Td1Cj7YuCaI/AAAAAAAAAEI/z-oCVoq4U3Y/s1600/london.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.parodos.it/im/foto%20biogafie/london.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt; &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Cytaty: I. Stone, &lt;i&gt;Jack London. Żeglarz na koniu&lt;/i&gt;, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1997.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-3273476915310665244?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/3273476915310665244/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/03/o-jacku-londonie-i-martinie-edenie.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/3273476915310665244'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/3273476915310665244'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/03/o-jacku-londonie-i-martinie-edenie.html' title='O Jacku Londonie i Martinie Edenie - &quot;Żeglarz na koniu&quot;, Irving Stone'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-TboVpsOzdEw/TXNn4p3WLII/AAAAAAAAACk/9o3r9GgrGfI/s72-c/DSCN0754.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-8717743906871657291</id><published>2011-02-22T22:26:00.002+01:00</published><updated>2011-06-12T13:05:38.248+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mariusz Maślanka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Świat Książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>Wsi spokojna, wsi wesoła? "Kroki", Mariusz Maślanka</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://empikmedia.pl/c/kroki-b372334.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://empikmedia.pl/c/kroki-b372334.jpg" width="188" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po &lt;i&gt;Kroki&lt;/i&gt;&amp;nbsp;sięgnęłam z bardzo prozaicznego powodu - chciałam się zapoznać z twórczością Mariusza Maślanki a akurat ta książka wpadła mi w ręce w antykwariacie. Dopiero po dokonaniu zakupu zabrałam się za poszukiwanie w internecie opinii na temat tej konkretnej pozycji - i zauważyłam, że jest ich bardzo niewiele, a jeśli już, to raczej w stylu "jedna ze słabszych książek tego autora". Spoczęła więc na półce i dość długo stała tam osamotniona i zapomniana, w końcu jednak zrobiło mi się jej żal, więc bez wielkich oczekiwań zaczęłam czytać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Było to w pociągu relacji Kraków-Rzeszów, a więc bardzo adekwatnie do treści, bowiem pierwsza historia (są w sumie trzy) opowiada o Kubie Dolińskim, niespokojnym duchu, który zdał maturę, lecz na wymarzone studia się nie dostał, więc ruszył w wędrówkę po Polsce. Jako syn pracownika kolei za przejazdy pociągiem płaci niewiele lub wcale, do woli więc kursuje od miasta do miasta, wysiadając wedle kaprysu w przypadkowych małych miasteczkach, sypiając byle gdzie, obserwując ludzi i miejsca i uwieczniając wszystko na zdjęciach (fotografia bowiem jest jego pasją). Podczas włóczęgi wraca często w myślach do swojej rodzinnej wsi, wspomina kolejno wszystkich mieszkańców, swoje dziecięce zabawy. Rozmyśla też o przyjaciołach ze szkoły i o tym, co się z nimi stało - a historie to raczej niewesołe, bowiem większość utknęła bez perspektyw w miejscu urodzenia, a jedynym sensem ich życia stała się dyskoteka w Igraszkach.&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="text-align: justify;"&gt;W dniu dyskoteki na ulicach Igraszek zostaje rozjechana zadomowiona wokół mglista i wystraszona szarość, masakrują ją koła aut, oślepiają światła, ogłuszają klaksony i jednostajna umpa-umpiasta muzyka z drech półek zamontowanych za tylnymi siedzeniami aut. Igraszki tętnią obcym i kolorowym życiem, do dyskoteki wkracza tabor z MTV. Ibiza całą noc świeci ultrafioletem, błyszczy pot i samoopalacze, jędrne ciała bujają się i wciągają, co się da.&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drugie opowiadanie to historia tytułowego Romeczka - młodego mężczyzny, który pracuje na budowie, mieszka wciąż z rodzicami, a z każdej wypłaty niczym hrabalowski Jan Dzieciątko skrupulatnie odkłada pieniądze na wizytę w burdelu, która to dla niego z kolei jest najjaśniejszym punktem życia. I oglądanie pornosów, i plakaty cycatych pań na ścianie, i beztroskie popijanie piwka w wolną od pracy sobotę.&amp;nbsp;&lt;i&gt;Historie z donaldówek&lt;/i&gt;, ostatni tekst, jest klimatem trochę zbliżony do pierwszego. Opowiada o wakacjach spędzonych u dziadków na wsi, wolności, dojrzewaniu, przyjaźni, ale i ciemnych stronach życia na polskiej wsi - bójkach, w których niejeden stracił życie, porachunkach między sąsiednimi wioskami, żonach zaganianych pasem do domu przez pijanych mężów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podczas tej lektury miałam wrażenie, że czytam o czymś, czego jestem doskonale świadoma, wiem że tak jest, znam tę rzeczywistość i nie powinno mnie to zaskakiwać - a jednak zaskakiwało i przygnębiało. Jak gdybym wcześniej do takiego stanu rzeczy przywykła i przyjęła, że tak ma być, tymczasem to wcale nie jest dobre. Biedni są ci ludzie o ograniczonych perspektywach, w swoich ciasnych światach i płytkich zainteresowaniach, nawet jeśli wydają się zadowoleni ze sposobu, w jaki żyją. I wbrew pozorom właściwie nie ma tu większej różnicy między dużym miastem a wsią - zabawy w klubie Element nie różnią się bardzo od prymitywnej rozrywki serwowanej przez dyskotekę w Igraszkach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ogólnie jednak uczucia mam mieszane. Pierwsze opowiadanie zalatywało trochę bitnikami albo Hłaską, ale wiadomo, że "to nie to". Z kolei &lt;i&gt;Romeczek&lt;/i&gt;&amp;nbsp;wprowadził mnie w zakłopotanie - po co, jak, dlaczego, o co tu właściwie chodzi? No i spora ilość erotyki w wydaniu budzącym może entuzjazm u dorastających chłopców, odnajdujących w tym swoje własne problemy, u mnie jednak już niekoniecznie. (Daleko niestety panu Maślance do Hrabala, którego absolutnie piękne historyjki o wizytach w domu publicznych piłam duszkiem, bez cienia zniesmaczenia).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Może sięgnę kiedyś po &lt;i&gt;Bidula&lt;/i&gt;, bo to ponoć Mariusz Maślanka w najwyższej formie, ale i w tym wypadku pewnie niespiesznie, z ociąganiem...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cytat: M. Maślanka, &lt;i&gt;Kroki&lt;/i&gt;, wyd. Świat Książki, Warszawa 2006.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-8717743906871657291?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/8717743906871657291/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/wsi-spokojna-wsi-wesoa-kroki-mariusz.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/8717743906871657291'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/8717743906871657291'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/wsi-spokojna-wsi-wesoa-kroki-mariusz.html' title='Wsi spokojna, wsi wesoła? &quot;Kroki&quot;, Mariusz Maślanka'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-5218552646200531571</id><published>2011-02-21T22:43:00.007+01:00</published><updated>2011-10-07T01:08:42.481+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nasza Księgarnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Magdalena Samozwaniec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maria Rodziewiczówna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Glob'/><title type='text'>Na słodko i na ostro - Rodziewiczówna i Samozwaniec</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj będzie o dwóch pisarkach i dwóch książkach, różnych jak dzień i noc. Obie autorki były Polkami, obie tworzyły głównie w XX wieku (jedna w początkach, druga trochę później) i obie już nie żyją. I pewnie łączy je niewiele ponad to.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsza to &lt;b&gt;Maria Rodziewiczówna&lt;/b&gt;&amp;nbsp;a książką, o której będzie mowa, jest&amp;nbsp;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Lato leśnych ludzi&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;.&amp;nbsp;Z tego, co wyczytałam, w twórczości tej pisarki dominują patriotyczne akcenty, poszanowanie tradycji, umiłowanie przyrody i ścisły związek ze swą ojcowizną - i&amp;nbsp;w &lt;i&gt;Lecie...&lt;/i&gt;&amp;nbsp;rzeczywiście można większość tych motywów odnaleźć.&amp;nbsp;W porządku, bardzo chwalebnie. Ale język! Przestarzały, czyta się ciężko, zwłaszcza na początku, opisy przyrody - choć u wielu budzą zachwyt - jakieś zbyt dosłowne... Ponadto dla nieodrodnego dziecka miasta - którym jestem, bo na biwaki nie jeździłam, harcerką nie byłam, nigdy nie miałam nawet babci na wsi - ten tekst najeżony był niejasnościami i często nawet przypisy okazywały się niewystarczające.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sama idea za to jest wspaniała. I ja z chęcią zaszyłabym się na kilka miesięcy gdzieś w dziczy, z dala od uciążliwej rzeczywistości, od polityki, sporów, wojen, od dusznej atmosfery miasta. Oczywiście nie ma co liczyć na beztroski odpoczynek - Rodziewiczówna pokazuje, że takie bytowanie to też ciężki kawałek chleba. Wszystko jednak czegoś nas uczy. A gdy uda się zachować odpowiednie proporcje, dziki zakątek świata może się okazać drugim Rajem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://www.wab.com.pl/images/cache/0477eb933131da7d23a4261a6c4802b0.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em; text-align: justify;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://www.wab.com.pl/images/cache/0477eb933131da7d23a4261a6c4802b0.jpg" width="151" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O ile Rodziewiczówna jest nieco mdła, o tyle &lt;b&gt;Magdalenie Samozwaniec&lt;/b&gt;&amp;nbsp;na pewno zarzucić tego nie mogę, przynajmniej na podstawie&amp;nbsp;zbioru felietonów i opowiadań &lt;i&gt;&lt;b&gt;Tylko dla dziewcząt&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Chwilami jest to książka bardzo zabawna. Chwilami mniej. Uderzyło mnie jednak - i trochę zmartwiło - że autorka jest tak krytyczna wobec młodych istot płci pięknej, które w końcu mają być adresatkami tej książki. W jednej chwili sprawia wrażenie dobrotliwej ciotuni lejącej miód w serca zagubionych dziewczątek, utwierdzającej je w poczuciu własnej wartości i sypiącej jak z rękawa dobrymi radami, na co zwrócić uwagę przy wyborze towarzysza życia, po to by w drugiej przeistoczyć się w zjadliwego krytyka przywar swojej płci - kobietki z jej opowieści okazują się puste, interesowne, próżne, egoistyczne, rozpieszczone, często tylko na pierwszy rzut oka interesujące, by po bliższym poznaniu ujawnić swoje wewnętrzne zepsucie i brak ogłady. Nie mam nic przeciwko "zdrowej" krytyce - na przykład fragmenty, w których autorka ośmieszała tak sztywną, że aż irracjonalną moralność szacownych matron (o powinności budzenia się siłą woli, gdy panience śni się coś nieprzystojnego, o wzbudzaniu w sobie powołania do żywotu klasztornego itp.) były rewelacyjne - ale prezentowanie polskich dziewcząt w tak niekorzystny sposób, nawet jeśli ku przestrodze, trochę raziło.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatecznie jednak&amp;nbsp;&lt;i&gt;Tylko dla dziewcząt&lt;/i&gt;&amp;nbsp;dostarcza sporo uciechy. Cytatów nie przytaczam, bo wyjęte z kontekstu zdania nie są już tak zabawne, urok tkwi w sytuacjach, całych historyjkach. Mimo wszystko więc zachęcam do lektury. U mnie w przypadku tej autorki nie skończy się na pewno na tej jednej książce.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;M. Rodziewiczówna, &lt;i&gt;Lato leśnych ludzi&lt;/i&gt;, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1988.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;M. Samozwaniec, &lt;i&gt;Tylko dla dziewcząt&lt;/i&gt;, wyd. Glob, Szczecin 1990.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-5218552646200531571?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/5218552646200531571/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/na-sodko-i-na-ostro-rodziewiczowna-i.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5218552646200531571'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5218552646200531571'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/na-sodko-i-na-ostro-rodziewiczowna-i.html' title='Na słodko i na ostro - Rodziewiczówna i Samozwaniec'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-5143363499740980848</id><published>2011-02-17T19:32:00.005+01:00</published><updated>2011-06-12T13:04:53.558+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Znak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura brytyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zadie Smith'/><title type='text'>Boginie dnia powszedniego i afrykańskie królowe - "O pięknie", Zadie Smith</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQ-2vkTSVvWovNg1OGIT04MUHw1XSF1SexFWEjOJDYP0GKRF3NlWw&amp;amp;t=1" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQ-2vkTSVvWovNg1OGIT04MUHw1XSF1SexFWEjOJDYP0GKRF3NlWw&amp;amp;t=1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dobre kilka lat temu w jednym z magazynów dla dziewcząt przeczytałam o niejakiej Zadie Smith. Niewiele z tej notki się dowiedziałam prócz tego, że jest pisarką, że właśnie debiutowała i że jako nastolatka zmieniła sobie imię z Sadie, bo chłopak, który jej się podobał, też nosił imię zaczynające się na literę Z. Dopiero jakiś czas potem usłyszałam, że dziewczę to jest powszechnie uważane za wielki talent i nową gwiazdę na firmamencie światowej literatury. Zaciekawiona, przeczytałam &lt;i&gt;Łowcę autografów&lt;/i&gt;&amp;nbsp;–&amp;nbsp;i trochę się rozczarowałam. Drugie podejście jednak uważam już za bardziej udane.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;O pięknie&lt;/i&gt; to rozgrywająca się głównie na terenie fikcyjnego miasteczka akademickiego Wellington w Stanach Zjednoczonych opowieść o dwóch rodzinach - Belseyów i Kippsów. Ojcowie tych dwóch familii są nauczycielami akademickimi od lat toczącymi ze sobą spór, który z akademickiej dyskusji na temat malarstwa Rembrandta przeobraził się w poważny konflikt światopoglądowy. Relacje tych dwóch rodzin gmatwają się jeszcze bardziej w momencie, gdy starszy syn Howarda Belseya, Jerome udaje się na praktyki do Londynu i zatrzymuje się w domu Kippsów, prawdziwe komplikacje jednak pojawiają się, gdy Kipps zostaje zatrudniony w Wellington i przenosi się tam z całą rodziną z Londynu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.znak.com.pl/files/covers/card/1699.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.znak.com.pl/files/covers/card/1699.jpg" width="218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powieść ta, wyraźnie inspirowana, głównie w warstwie fabularnej, &lt;i&gt;Powrotem do Howards End&lt;/i&gt; Forstera, podobnie jak swój "pierwowzór" porusza mnóstwo różnych zagadnień związanych z kondycją współczesnego świata (można w ten sposób dokonać ciekawego porównania między światem współczesnym Forsterowi a tym z czasów Zadie Smith, a więc i naszych&amp;nbsp;–&amp;nbsp;co się zmieniło, jakie zjawiska nas niepokoją, jakie nowe problemy się pojawiły, a które&amp;nbsp;„stare”&amp;nbsp;są wciąż aktualne) oraz bardziej uniwersalnych&amp;nbsp;–&amp;nbsp;czym jest miłość, piękno, odpowiedzialność, jakie wartości tworzą zgodną rodzinę, jakie jest znaczenie zdrady małżeńskiej itd. ale o ile u Forstera, który zręcznie kierował wszystkimi marionetkami na raz, zachowane są odpowiednie proporcje, o tyle Smith nie zdołała chyba tego wszystkiego ogarnąć&amp;nbsp;–&amp;nbsp;niektóre zagadnienia zostały po prostu potraktowane po macoszemu. Wydaje mi się, że nie zaszkodziłoby, gdyby niektóre wątki, zdarzenia, postaci, wyrzucić i skupić się maksymalnie na tych o największej wadze. (Jakie znaczenie na przykład miała tutaj postać Katie Armstrong? Pojawiła się i po kilkunastu stronach zniknęła&amp;nbsp;–&amp;nbsp;czekałam, aż wróci i odegra jakąś znaczącą rolę, ale daremnie. U Forstera też było sporo takich postaci, które rodziły się, potem usuwały się w cień na jakiś czas, ale zawsze w końcu pojawiały się ponownie&amp;nbsp;–&amp;nbsp;jak choćby Leonard Bast, który ostatecznie okazał się jednym z najważniejszych bohaterów tej historii).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Styl, który jeszcze całkiem niedawno wydał mi się zbyt szorstki, teraz zaskoczył mnie swoim ciepłem. Poza raczej odrażającymi&amp;nbsp;–&amp;nbsp;tak pewnie miało być, ale mnie takie opisy&amp;nbsp;„źle wchodzą”&amp;nbsp;–&amp;nbsp;scenami erotycznymi, sposób, w jaki ta powieść została napisana, bardzo mi się podobał. Lekko, dowcipnie, ironicznie, ale i bez lukru. O ile niektórzy pisarze lubią rzeczywistość mitologizować, o tyle ta autorka dokonuje czegoś zupełnie odwrotnego&amp;nbsp;–&amp;nbsp;odziera codzienność z niezwykłości, przygląda się jej przez lupę, odmalowuje z zapalczywą szczegółowością to, co w niej brzydkiego i wstydliwego. Jeśli jest brzydka i zła, nie ma co bawić się w subtelności, jeśli banalna i płaska, niech tak będzie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I tak&amp;nbsp;–&amp;nbsp;Wellington to takie małe piekło. Wykładowcy akademiccy nie są tu&amp;nbsp;–&amp;nbsp;jak głosi powszechny stereotyp&amp;nbsp;–&amp;nbsp;poczciwymi fajtłapami, wielkimi umysłami zagubionymi w gąszczu codzienności, lecz prostakami, snobami, wydumanymi intelektualistami, kłamliwymi cynikami, uległymi wobec swoich lubieżnych fantazji&amp;nbsp;–&amp;nbsp;lub po prostu typami komicznymi. Bowiem&amp;nbsp;„na uniwersytetach ludzie zapominają, jak żyć”. Sprawdza się to i w przypadku Howarda Belseya. Przekonany, że sam posiadł tajemną wiedzę o tym, co dobre i piękne, brzydzi się wszelką hipokryzją, banałem, pospolitymi gustami (jego praca naukowa zresztą polega głównie na negowaniu mitu Rembrandta-geniusza, nie udowadnianiu wielkości tego artysty), ale kim jest on sam, aby krytykować innych? Odziera wszystko, co naprawdę piękne z jego uroku, zamyka swoją rodzinę w klatce swoich własnych uprzedzeń, jest w pewien sposób toksyczny. Trafna jest diagnoza Jerome'a:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I to jest facet, który żonę zdobył, odśpiewując pod jej drzwiami połowę &lt;i&gt;Czarodziejskiego fletu&lt;/i&gt;. Teraz nie pozwala jej nawet powiesić w domu obrazu, który jej się podoba. Z powodu jakiejś chorej teorii, którą wbił sobie do głowy, wszyscy dookoła muszą cierpieć. To taka negacja radości życia&amp;nbsp;–&amp;nbsp;nie mam pojęcia, jak wy z nim wytrzymujecie.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy Howard w domu ojca znajduje &lt;i&gt;Pokój z widokiem&lt;/i&gt; przyznaje, że&amp;nbsp;„nie trawi Forstera”&amp;nbsp;–&amp;nbsp;i to jest moim zdaniem wyznanie znamienne, bowiem Forster, a &lt;i&gt;Pokój z widokiem&lt;/i&gt; szczególnie to triumf życia i człowieczeństwa, ludzkiej pasji, radości, słońca i wolności. Howard ma tylko swoje małe, ciemne namiętności, swój ciasny światek. Wydaje mi się zresztą, że ta postać jest przyczyną jedynego wyłomu w zdystansowanej postawie autorki do własnych bohaterów. U Forstera mnóstwo jest wtrąceń na temat zachowania bohaterów, mnóstwo tam dyskretnej krytyki, jakby podpowiadał czytelnikowi, kto jakie popełnia błędy, tymczasem Smith na ogół milczy, to stworzone przez nią postaci mówią same za siebie. Do Howarda jednak najwyraźniej sama czuje niechęć, po raz pierwszy przejawia się to właśnie w powyższej scenie&amp;nbsp;–&amp;nbsp;wiadomo przecież, jak sama Zadie Smith ceni i podziwia Forstera&amp;nbsp;–&amp;nbsp;po raz drugi zaś, subtelnie, już poza powieścią, w części Od autorki&amp;nbsp;–&amp;nbsp;kiedy pisze, że nie zgadza się z Howardem co do oceny wyglądu Carla.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest więc obóz zakłamanych i zaślepionych akademików oraz&amp;nbsp;–&amp;nbsp;w opozycji do nich&amp;nbsp;–&amp;nbsp;takie postaci jak Kiki Belsey czy Carlene Kipps, obdarzone niezwykłą intuicją i w lot chwytające, co jest w życiu najważniejsze. Kiki&amp;nbsp;–&amp;nbsp;„bogini dnia powszedniego”&amp;nbsp;i&amp;nbsp;„afrykańska królowa”&amp;nbsp;(zabawne, że te najpiękniejsze określenia jej osoby padają z ust kochanek jej męża) i Carlene, która z prostotą mówi:&amp;nbsp;„Nigdy nie zastanawiałam się nad celem życia... chciałam żyć dla miłości”. Nigdy nie mówią niczego, czego rzeczywiście nie myślą. Rozumieją się bez słów.&amp;nbsp;„Znajdują schronienie w sobie nawzajem”. Są prawdziwe&amp;nbsp;–&amp;nbsp;nie jak Howard, o którym na uczelni żartuje się, że&amp;nbsp;„jest istotą ludzką jedynie w sensie teoretycznym”. I dlatego lgną do nich ci zamknięci w klatce fałszu&amp;nbsp;–&amp;nbsp;Howard i Monty, także z powodu pozorów prawdziwości i swobody Howarda pociąga Victoria, a Zorę, która już jest skażona akademickością&amp;nbsp;–&amp;nbsp;Carl. Tu z kolei Victoria słusznie ocenia sytuację, mówiąc Howardowi o ludziach, których faworyzowała jej matka:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie cierpiała głupców, wiesz? Ludzie musieli być w pewnym sensie wyjątkowi. Musieli być prawdziwymi ludźmi. Nie takimi jak ty czy ja.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zmierzając do sedna&amp;nbsp;–&amp;nbsp;jak sam tytuł wskazuje, jest to książka o pięknie i piękno jest tu kluczem. Piękno w codziennych rzeczach, w banałach, piękno, które Howard ignoruje i upiera się, by go nie dostrzegać. Także piękno kobiece, piękno ludzkiego ciała. Ale i inne piękno&amp;nbsp;–&amp;nbsp;powierzchowne, to które nęci i kusi, choć nie zawsze jest dobre. To, które&amp;nbsp;„człowieka naturalnie ogranicza i infantylizuje”&amp;nbsp;–&amp;nbsp;więc w gruncie rzeczy nie może być prawdziwym pięknem, a jedynie iluzją. To prawdziwe uszlachetnia. Ci, którzy je dostrzegają, noszą je w sobie&amp;nbsp;–&amp;nbsp;i tak zawsze było, jest i będzie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cytaty: Z. Smith, &lt;i&gt;O pięknie&lt;/i&gt;, wyd. Znak, Kraków 2006.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-5143363499740980848?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/5143363499740980848/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/boginie-dnia-powszedniego-i-afrykanskie.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5143363499740980848'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5143363499740980848'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/boginie-dnia-powszedniego-i-afrykanskie.html' title='Boginie dnia powszedniego i afrykańskie królowe - &quot;O pięknie&quot;, Zadie Smith'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-7816618385765480452</id><published>2011-02-10T19:21:00.009+01:00</published><updated>2011-06-12T13:04:37.106+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dom Wydawniczy Bellona'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Joyce Carol Oates'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>Mroczne zakątki kobiecej duszy - "Bestie", Joyce Carol Oates</title><content type='html'>&lt;a href="http://ksiegarnia.bellona.pl/nokl/big/2508.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em; text-align: justify;"&gt;&lt;img border="0" src="http://ksiegarnia.bellona.pl/nokl/big/2508.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;     &lt;style type="text/css"&gt; &lt;!--  @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm }  P { margin-bottom: 0.21cm } --&gt; &lt;/style&gt;   &lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; orphans: 2; widows: 2;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Co się kryje w sercu i umyśle młodej kobiety, jakie mroczne instynkty czekają na moment wyzwolenia, to rzecz niezbadana. O tym, z grubsza rzecz biorąc, pisze Joyce Carol Oates w&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Bestiach&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;. Jest to historia opowiedziana w formie notatek w dzienniku jednej ze studentek Catamount College, dwudziestoletniej Gillian Brauer, która uczęszcza na zajęcia z poezji prowadzone przez ekscentrycznego profesora (który profesorem nazywać się nie pozwala, gdyż tytuły akademickie to&amp;nbsp;„pozostałość burżuazyjnej pogoni za splendorem”) Andre Harrowa i&amp;nbsp;–&amp;nbsp;podobnie jak większość jej koleżanek&amp;nbsp;–&amp;nbsp;jest bez pamięci zakochana w swym nauczycielu. Gdy staje się ulubienicą jego i jego żony, rzeźbiarki Dorcas, poznaje mroczną twarz tego tajemniczego małżeństwa i daje im się wciągnąć w rodzaj transu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; orphans: 2; widows: 2;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; orphans: 2; widows: 2;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To&amp;nbsp;„zamroczenie” widać nie tylko w postępowaniu bohaterki, ale i w sposobie relacjonowania przez nią zdarzeń, których jest uczestniczką. Gillian pisze o swoim związku z Andre i Dorcas w sposób zaskakująco chłodny i rzeczowy&amp;nbsp;–&amp;nbsp;jakby ta relacja, odkrycia, których dokonuje, nie były niczym niezwykłym, a więc jakby rzeczywiście wpadła w hipnotyczny trans, jakby stała się robotem zaprogramowanym do wykonywania poleceń nauczyciela i jego żony. Lub jak gdyby to wszystko było jedynie złym snem. Ten zabieg to strzał w dziesiątkę, bowiem uwydatnił ponure szaleństwo i niesamowitość tej historii.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; orphans: 2; widows: 2;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; orphans: 2; widows: 2;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Idąc tym samym tropem, nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, jakie gdzieś przeczytałam na temat tej książki&amp;nbsp;–&amp;nbsp;że opisy uczuć grają tu decydującą rolę&amp;nbsp;–&amp;nbsp;bowiem tych opisów praktycznie tutaj nie ma. W zasadzie tylko domyślamy się, że Gillian czuje się niedoceniona, że przygnębił ją rozwód rodziców, być może ich wygórowane wymagania wobec niej, wszystko to jednak pojawia się jedynie w formie zawoalowanej. Fakt, że dziewczęta z grupy Harrowa ciągnęły do niego jak ćmy do ognia można sobie wytłumaczyć kompleksami, tęsknotą za lepszym życiem, potrzebą bycia docenioną i wyróżnioną, ale opisów tego, co one czują, czym się kierują, także w tej książce nie znajdziemy. Gillian przedstawia głównie fakty. Język zaś, którego używa autorka, nie jest raczej poetycki, a prosty i jasny, przy czym absolutnie nie działa to na jego niekorzyść&amp;nbsp;–&amp;nbsp;przeciwnie, widać, że Oates bardzo sprawnie posługuje się słowem, jej proza to dla czytelnika czysta przyjemność.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; orphans: 2; widows: 2;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; orphans: 2; widows: 2;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Rozczarowała mnie tylko jedna rzecz&amp;nbsp;–&amp;nbsp;ta&amp;nbsp;„przyziemna” strona całej historii, która wychodzi na jaw (nie chcę spoilerować, więc nie zagłębiam się w szczegóły). Moim zdaniem było to niepotrzebne; tajemniczość, pozostawienie pola dla wyobraźni czytelnika byłyby tu bardziej na miejscu, wzmogłyby lęk i poczucie niepokoju. Utwór ten jednak i bez tego jest klimatyczny, więc polecam&amp;nbsp;–&amp;nbsp;jako bardzo dobrą powieść grozy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; orphans: 2; widows: 2;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; orphans: 2; widows: 2;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: normal; font-weight: normal; orphans: 2; widows: 2;"&gt;J.C. Oates,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Bestie&lt;/i&gt;, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2007.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-7816618385765480452?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/7816618385765480452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/mroczne-zakatki-kobiecej-duszy-bestie.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/7816618385765480452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/7816618385765480452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/mroczne-zakatki-kobiecej-duszy-bestie.html' title='Mroczne zakątki kobiecej duszy - &quot;Bestie&quot;, Joyce Carol Oates'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-1392050290109512553</id><published>2011-02-08T20:26:00.008+01:00</published><updated>2011-06-12T13:04:14.077+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura brytyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Edward Morgan Forster'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prószyński i S-ka'/><title type='text'>Wrażliwość i tradycja przeciw nieczułości imperializmu - "Powrót do Howards End", Edward Morgan Forster</title><content type='html'>&lt;style type="text/css"&gt; &lt;!--  @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm }  P { margin-bottom: 0.21cm } --&gt; &lt;/style&gt;   &lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.proszynski.pl/images/media/products//powrot.do.howards.end.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.proszynski.pl/images/media/products//powrot.do.howards.end.jpg" width="210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O &lt;i&gt;Powrocie do Howards End&lt;/i&gt; słyszałam wcześniej wiele, głównie za sprawą filmu. Ciekawość w ten sposób zrodzona w połączeniu z pozytywnymi wrażeniami z lektury &lt;i&gt;Pokoju z widokiem&lt;/i&gt; tego samego pisarza oraz planami przeczytania w najbliższej przyszłości &lt;i&gt;O pięknie&lt;/i&gt; Zadie Smith (która pisząc tę książkę ponoć mocno się na Forsterze wzorowała) – zadecydowały o tym, że &lt;i&gt;Howards End&lt;/i&gt;&amp;nbsp;w końcu przeczytałam.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fabuła jest z pozoru prosta, jednak z czasem po cichu rozrasta się i komplikuje. Mamy do czynienia z rodzeństwem Schlegel – panną Małgorzatą, rozsądną i prostolinijną, panną Heleną – skłonną do egzaltacji idealistką, oraz Tibbym – intelektualistą ostentacyjnie ignorującym otaczających go ludzi, skupionym na własnej osobie.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;[Małgorzata] nie była piękna ani specjalnie atrakcyjna, ale miała w sobie coś, co zastępowało obie te zalety, a co należałoby chyba nazwać żywością umysłu i serca, nieustającą szczerą wrażliwością na wszystkie przejawy otaczającego ją świata.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Młodsza [siostra] skłonna była czarować ludzi i czarując, ulegać ich czarowi, starsza natomiast szła przed siebie prostą drogą, przyjmując sporadyczne niepowodzenia jako nieodłączną część życiowej gry.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niektórzy przestają słuchać, ilekroć wspomni się przy nich o książkach; podobnie uwaga Tibby'ego zaczynała błądzić, ilekroć dyskutowano przy nim o&amp;nbsp;„bliskich kontaktach z ludźmi”.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z drugiej strony – państwo Wilcoksowie, na czele z panem Wilcoksem, aktywnym człowiekiem interesu, przyziemnym i nie wykazującym najmniejszego zainteresowania zagadnieniami życia wewnętrznego człowieka oraz indywidualnej osobowości.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyminąwszy grząską strefę uczuć, wiedzieli doskonale, co należy zrobić, po kogo posłać, trzymali mocno w rękach wodze tego świata.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Te dwie rodziny stykają się na moment na samym początku akcji powieści, po czym następuje gwałtowne i, wydawałoby się, definitywne zerwanie relacji. Jak się jednak wkrótce okazuje, ich losy zostaną splecione dużo mocniej, niż można by się spodziewać. Gdy Wilcoksowie sprowadzają się do Londynu i zamieszkują w domu dokładnie naprzeciwko Wickham Place, lokum rodzeństwa Schlegel, między Małgorzatą a panią Wilcox, z pozoru tak się różniącymi, rodzi się przyjaźń. Wkrótce zostaje gwałtownie przerwana przez śmierć pani Wilcox, która jednak w ostatnich chwilach życia zapisuje w spadku pannie Małgorzacie swoje rodzinne domostwo, Howards End. Mąż zmarłej, biorąc to za efekt przedśmiertnej gorączki, ignoruje nieoficjalny testament. Od tej pory jednak myśl o pannie Schlegel prześladuje go, wszystko zaś zdaje się dążyć do realizacji ostatniej woli pani Wilcox...&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest jeszcze Leonard Bast – urzędnik, przedstawiciel niższej klasy społecznej niż Schleglówny oraz Wilcoksowie, którego pewnego razu rodzeństwo Schlegel poznaje na koncercie, w dość dziwnych okolicznościach – Helena przez przypadek zabiera parasol pana Basta. Zaraz potem dżentelmen ów znika z życia sióstr i wydaje się, podobnie jak w przypadku państwa Wilcoksów, że incydent ten nie będzie początkiem dłuższej znajomości, zwłaszcza biorąc pod uwagę przepaść społeczną pomiędzy Bastem a rodziną Schleglów. Tymczasem przeznaczeniem tej postaci jest odegrać kluczową rolę w dalszych losach rodzeństwa.  &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W porównaniu z &lt;i&gt;Pokojem z widokiem&lt;/i&gt; powieść tę charakteryzuje na pewno większy rozmach. Podczas gdy ta pierwsza jest bardziej skupioną, kameralną opowiastką, &lt;i&gt;Powrót do Howards End&lt;/i&gt; analizuje nie tylko zawiłe związki między bohaterami, ich życie wewnętrzne, ale i problemy społeczeństwa, w którym funkcjonują, kraju, w którym żyją, wreszcie – całego świata i kierunku, w jakim zmierza.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Siłą tej powieści jest mnogość niejednoznacznych, trudnych do rozgryzienia bohaterów. Niejasny jest jednak także sposób opisu tych postaci. Być może to ja jestem niewrażliwa na takie psychologiczne subtelności, jednak po dwustu stronach opisujących różnice między charakterem i spojrzeniem na świat rodzeństwa Schlegel i Wilcoksów wciąż nie byłam w stanie do końca określić, na czym te różnice polegają. Usiłowałam się doszukać postaci reprezentującej postawę najbardziej zbliżoną do ideału, popieraną przez autora, i z początku wydawało mi się, że miała nią być Małgorzata. Wrażliwa, dbająca o sprawy ducha, inteligentna i zainteresowana sztuką, ale jednocześnie trzeźwo patrząca na rzeczywistość – uznająca ogromne znaczenie pieniądza oraz poddająca w wątpliwość owocność prób dźwignięcia niższych warstw społecznych do poziomu arystokracji. Podobnie jednak jak i u jej siostry i brata, raziło mnie jej podejście do pracy – przyznaje, że jest potrzebna i nakłania do niej Tibby'ego, jednak dla niej samej to wciąż coś zupełnie egzotycznego.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moim zdaniem ostatnie stulecie wyrobiło u mężczyzn potrzebę pracy, którą powinni kultywować. Jest to nowe zjawisko. Niesie ze sobą wiele złych skutków, ale samo w sobie jest pożyteczne.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mimo całego swojego rozsądku i praktyczności nie sposób nie zgodzić się też z zarzutem pana Wilcoksa wobec niej – że ona i jej siostra są inteligentne, ale nieżyciowe. Żyjąc w idealnym świecie, będąc otoczonym dziełami sztuki i książkami, istotnie nie można poznać prawdziwego życia – choć z trójki rodzeństwa Małgorzata była temu na pewno najbliższa.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wilcoksowie z kolei trzymają się ziemi zbyt mocno, są nieczuli, przesadnie zasadniczy, zaabsorbowani praktyczną stroną życia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyminąwszy grząską strefę uczuć, wiedzieli doskonale, co należy zrobić, po kogo posłać, trzymali mocno w rękach wodze tego świata; byli nie tylko twardzi, ale i wytrwali.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ich zdolności przywódcze i organizacyjne budzą podziw Małgorzaty, która uważa ich za ludzi będących motorem postępu i głównych budowniczych naszej cywilizacji, pod względem rozwoju duchowego są jednak na poziomie dzieci, o czym świadczy pozbawione skruchy i samokrytycyzmu zachowanie pana Wilcoksa.&amp;nbsp;Tutaj z kolei słuszne wydają się zarzuty Heleny:&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiem, że nic nie wiemy, ale mogę pana pocieszyć, że tacy ludzie jak Wilcoksowie wiedzą jeszcze mniej niż inni. Rozsądni, solidni Anglicy. Twórcy imperiów, sprowadzający świat do poziomu tak zwanego zdrowego rozsądku. Ale kiedy im przypomnieć o ich śmierci, czują się obrażeni, bo śmierć jest prawdziwym imperium, które gromić ich będzie po wieczne czasy.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;(Przy okazji&amp;nbsp;–&amp;nbsp;warto zwrócić tu też uwagę na problem śmierci, Helena chwilę później formułuje trafną i ciekawą myśl:&amp;nbsp;„Śmierć niszczy człowieka; idea śmierci zbawia go”, a więc&amp;nbsp;–&amp;nbsp;idea śmierci uczy pokory materialistów).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zupełnie osobną kategorią jest pani Wilcox. To ona wydaje się tutaj najbliższa ideałowi, najlepiej udaje jej się&amp;nbsp;„godzić ducha z materią”. Choć niewykształcona, nie potrafiąca prowadzić intelektualnych pogawędek, z pozoru prosta, posiada wspaniałą wyobraźnię i niezwykłą intuicję. Podczas gdy inni miotają się i stają przed życiowymi dylematami, ona spokojnie i pewnie kroczy przez życie.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie była intelektualistką, nie była nawet inteligentna, tym dziwniejsze więc, iż wyczuwało się w niej jakąś wielkość.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z postacią tą nieodłącznie związany jest też Howards End.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pani Wilcox, skądinąd kochająca żona i matka, ma tylko jedną prawdziwą namiętność: swój dom.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To stare domostwo jest tu też symbolem przeciwstawienia wielkim zmianom, jakim powoli ulega Anglia i cały świat – podczas gdy ludzie zmieniają się w grupę kosmopolitycznych turystów, Howards End wraz z panią Wilcox jest znakiem zakotwiczenia, tradycji, łączności z przeszłością. To dlatego pan Wilcox, „imperialista”, dziecko nowych czasów, tak bardzo nie lubi tego miejsca, narzeka na jego niefunkcjonalność, to dlatego też dom przypada w darze Małgorzacie – widząc w niej pokrewną duszę, pani Wilcox czyni ją swoją duchową spadkobierczynią. Powrót do Howards End był nieunikniony – dla tych, którzy jeszcze rozumieją, co jest w życiu najważniejsze, stanie się schronieniem i ostatnim bastionem, łódeczką na fali wielkich zmian.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powieść na pewno bardzo ważna, choć nie lekka, łatwa i przyjemna. Zabawne, że przed uporządkowaniem myśli i napisaniem tego tekstu moje wrażenia w związku z tą książką były zupełnie inne, bardziej krytyczne – zdecydowanie jest więc to dzieło z tych, które wymagają przetrawienia. Ale warto.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Cytaty: E.M. Forster,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Powrót do Howards End&lt;/i&gt;, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2009.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-1392050290109512553?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/1392050290109512553/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/wrazliwosc-i-tradycja-przeciw.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1392050290109512553'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1392050290109512553'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/wrazliwosc-i-tradycja-przeciw.html' title='Wrażliwość i tradycja przeciw nieczułości imperializmu - &quot;Powrót do Howards End&quot;, Edward Morgan Forster'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-1774183187073123855</id><published>2011-02-07T21:34:00.019+01:00</published><updated>2011-06-12T13:03:50.986+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydawnictwo Dolnośląskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Franciszek Bielaszewski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bohumil Hrabal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>Ożywcza moc polskiego spirytusu - "Tak, panowie, idę umrzeć. O Hrabalu i piwoszach", Franciszek Bielaszewski</title><content type='html'>&lt;style type="text/css"&gt; &lt;!--  @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm }  P { margin-bottom: 0.21cm } --&gt; &lt;/style&gt;   &lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Każdy chyba od czasu do czasu potrzebuje jakiejś krzepiącej lektury, takiej, która pomogłaby spojrzeć łaskawszym okiem na świat i przywróciłaby wiarę w ludzi i w to, że życie jest piękne. Ja wtedy sięgam po coś Hrabala albo o Hrabalu. Ciepłe historyjki z praskich piwiarni są w tym wypadku niezawodne. Z wielką przyjemnością pochłonęłam więc tę książeczkę autorstwa Franciszka Bielaszewskiego – &lt;i&gt;Tak, panowie, idę umrzeć. O Hrabalu i piwoszach&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;a href="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAwLzZFLzAwMDA2RTdCX29yaWdpbmFsXzk4MUI2RkIxMDEwNjEzREYuanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ==.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAwLzZFLzAwMDA2RTdCX29yaWdpbmFsXzk4MUI2RkIxMDEwNjEzREYuanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ==.jpg" width="198" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest to zbiór zbeletryzowanych wspomnień autora, który Hrabala znał osobiście i w latach 80. i 90. spędził z czeskim pisarzem i jego przyjaciółmi - „stałymi bywalcami” - wiele godzin w praskich gospodach. Bielaszewski odmalowuje rodzinną i twórczą zarazem atmosferę tamtych spotkań, kult piwa, opowieści i legendy przekazywane z ust do ust, na czele z tą, której sam był ojcem – jak to przywieziony z Polski&amp;nbsp;„szpirytus” wywołał u stałych bywalców ekstazę i doprowadził, pełnych nabożnego podziwu,&amp;nbsp;do stanu, który później z piersi biednej sprzątaczki wydarł rozpaczliwy okrzyk „Nawet prosięta wyglądają lepiej niż pijani artyści!” (a po praskich piwiarniach zaczęła krążyć wieść, że tego wieczoru Hrabal zmarł, lecz właśnie sławny polski spirytus przywrócił go do życia).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I Jim powoli bardzo ostrożnie objął palcami szklaną piękność i z całej siły przytulił do piersi a potem mocno pocałował w szyjkę gładką powierzchnię tej przezroczystej krasy... stali bywalcy U Doboszy aż westchnęli na ten wzruszający widok... wszystkim zakręciła się łza wzruszenia... a po policzkach Jima ciekły dwie kryształowe jak zawartość butelki... dwie kryształowe łzy... łzy uszczęśliwienia i bezgranicznego zafascynowania tą pociągającą pięknością...&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Elementem spajającym wszystkie te utwory jest oczywiście Hrabal, przedstawiony jako postać ciepła, choć na pozór szorstka:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy słyszałem od niego pod moim adresem&amp;nbsp;„idź do dupy”...&amp;nbsp;„jesteś debil”...&amp;nbsp;„jesteś głupi jak wół” itd... to wtedy byłem bardzo szczęśliwy... bo wiedziałem... że w ten sposób pan pisarz daje mi do zrozumienia... że mnie lubi...&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dowiadujemy się z tej książeczki także między innymi, jacy pisarze Hrabala inspirowali – Joyce (o &lt;i&gt;Ulissesie&lt;/i&gt; mówił, że odnajduje w nim nie tylko piękno ale i puste miejsca, które stara się zapełnić własnym pisaniem), Schulz (którego &lt;i&gt;Sklepy cynamonowe&lt;/i&gt; skłoniły go do powrotu do własnego dzieciństwa), Eliot (którego podczas spotkań w piwiarniach lubił tłumaczyć „od ręki” z niemieckiego, improwizując, powtarzając ulubione fragmenty). I jeszcze dwa urocze teksty na deser – &lt;i&gt;Tańczący z cenzurą&lt;/i&gt;, rodzaj listu do nieżyjącego już wówczas pisarza, gdzie głównym motywem jest słynne zdanie stryja Pepina („Życie jest piękne, aż do szaleństwa piękne, nie żeby takie było, ale ja je tak widzę”), oraz &lt;i&gt;Dziadek z wykopalisk&lt;/i&gt; – hołd dla dziadka autora, poniekąd będący też hołdem dla stałych bywalców z Hrabalem na czele.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mało tego. Bielaszewski nie tylko pisze o Hrabalu, ale i pisze jak Hrabal. Styl, jakim jest ta książka napisana, jest w zasadzie imitacją gawędziarskiego stylu czeskiego pisarza. Autor zresztą nie kryje się z tym, jak wielki wpływ miał Hrabal na jego życie i jego twórczość:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A moje pisanie jest podziękowaniem dla pana za te lata... jest też pomnikiem... który buduję dla pana i mojej matki przez całe życie...&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest więc dla mnie ten zbiór najpiękniejszym wyrazem przywiązania i podziwu dla ulubionego twórcy i przyjaciela - oraz uroczym zapisem epoki, która wraz ze śmiercią Hrabala dobiegła końca.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cytaty: F. Bielaszewski, &lt;i&gt;Tak, panowie, idę umrzeć. O Hrabalu i piwoszach&lt;/i&gt;, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2003.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-1774183187073123855?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/1774183187073123855/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/ozywcza-moc-polskiego-spirytusu-tak.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1774183187073123855'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/1774183187073123855'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/ozywcza-moc-polskiego-spirytusu-tak.html' title='Ożywcza moc polskiego spirytusu - &quot;Tak, panowie, idę umrzeć. O Hrabalu i piwoszach&quot;, Franciszek Bielaszewski'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-5285134825152232558</id><published>2011-02-03T21:20:00.007+01:00</published><updated>2011-06-12T13:03:30.648+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura brytyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Edward Morgan Forster'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zwierciadło'/><title type='text'>Piękny choć nie subtelny - "Pokój z widokiem", Edward Morgan Forster</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lucy Honeychurch to dziewczyna, którą wychowano w przekonaniu, że ludzie dzielą się na lepszych i gorszych, powściągliwość jest największą cnotą a piękno jest równoznaczne z subtelnością. Pobyt we Florencji w towarzystwie krewnej, starej panny Charlotte Bartlett - w którym to momencie jej życia poznaje ją czytelnik &lt;i&gt;Pokoju z widokiem&lt;/i&gt;&amp;nbsp;E.M. Forstera - staje się przełomowym okresem w jej życiu. Pod wpływem pana Emersona, angielskiego turysty o swobodnych poglądach przerażających pannę Bartlett oraz manierach pozostawiających według niej wiele do życzenia, oraz jego syna George'a rozpoczyna się powolna przemiana z potulnego dziewczęcia niezdolnego do samodzielnego decydowania o sobie w świadomą, niezależną i potrafiącą cieszyć się życiem młodą kobietę. A początkiem wszystkiego jest tytułowy pokój z widokiem - kiedy Lucy i jej kuzynka nie otrzymują upragnionych pokojów z widokiem na Arno, pan Emerson i jego syn, zatrzymujący się w tym samym pensjonacie, proponują odstąpienie swoich pokojów paniom. Jest to gest znamienny; Lucy otrzymuje wkrótce nie tylko widok z okna na Florencję, ale i nowe spojrzenie na świat, zmianę perspektywy, widok, jakiego wcześniej nie było jej dane doświadczyć i którego w pełni także tak prędko nie doświadczy. Będzie musiała po drodze stoczyć walkę z rodziną, drętwym i zasadniczym narzeczonym Cecilem oraz - co najtrudniejsze - z samą sobą.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czytanie tej powieści było dla mnie ogromną frajdą, bowiem im bardziej irytujące było zachowanie matki Lucy, panny Bartlett, Cecila - czyli wszystkich tych, którzy hamowali duchowy rozwój głównej bohaterki, w tym większe rozbawienie wprawiały mnie fragmenty, w których ucierano im nosa. Każdy swobodny gest czy słowo wywołujące święte oburzenie w spętanych purytańskimi obyczajami bohaterach budziły moją nieposkromioną wesołość - a scena, w której Freddy, George i ksiądz Beebe kąpią się w stawie i zostają na tym przyłapani przez panią i pannę Honeychurch oraz Cecila jest po prostu cudowna! Brakowało mi jedynie panny Bartlett jako dodatkowego świadka tej sceny. Przebijała z tych stron radość, beztroska, młodość, słońce, wolność... Te fragmenty podobały mi się najbardziej.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co do postaci Cecila - wydała mi się trochę zbyt jednoznaczna. Wiedziałam jeszcze przed lekturą z opisów, że pojawi się konkurent dla George'a i Lucy będzie zmuszona dokonać wyboru, jednak spodziewałam się, że ów konkurent będzie miał jej coś do zaoferowania, tymczasem trudno było w nim dostrzec cechy pozytywne - był złośliwy, nadęty i nieczuły. Gdyby ta postać była bardziej wielowymiarowa, dylemat Lucy miałby większy sens. Z drugiej strony - trzymało się to kupy, biorąc pod uwagę, że Cecil miał uosabiać całą bezmyślną, zeskorupiałą arystokrację wraz z jej sztywnymi zasadami i szkodliwym wpływem na ludzi wymykających się konwenansom.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rozmyślałam później o tej wiktoriańskiej obyczajowości - nie tylko w kontekście tej jednej powieści, ale i innych, które czytałam - i uderzyło mnie, jak bardzo wszystko od tamtego czasu się zmieniło. O ile oczywiście ta powściągliwość jest &lt;i&gt;Pokoju z widokiem&lt;/i&gt;&amp;nbsp;w wielu miejscach przerysowana i wręcz komiczna - jak we fragmencie, gdzie panna Alan wzbrania się przed wypowiedzeniem przy mężczyźnie słowa "żołądek" - o tyle skradziony pocałunek zapewne istotnie wywoływał wówczas tak wielkie emocje. Największy skandal, krzywda pozostawiająca ślad na całe życie, oburzające nadużycie - dziś natomiast taki gest nie znaczy nic. Od skrajności w skrajność.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na koniec - kilka słów o narracji, o której nie mogłabym nie wspomnieć. Urzekł mnie sposób, w jaki Forster zaprzyjaźnia się ze swoimi bohaterami i wyraża to poprzez swobodne wtrącenia - jak wtedy, gdy sugeruje czytelnikowi, aby spróbował przekonać Lucy, że okłamuje samą siebie. A ten tekst, w którym wraca do bohaterów &lt;i&gt;Pokoju...&lt;/i&gt; po pięćdziesięciu latach i opowiada o ich dalszych losach, jak gdyby wracał do starych znajomych... Coś nowego i oryginalnego. :)&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;P.S. Korzystając z tego, że najwyraźniej minął mi trwający rok z okładem filmowstręt, oglądam ostatnio sporo filmów i wczoraj trafiłam na &lt;i&gt;Candy&lt;/i&gt;&amp;nbsp;ze śp. Heathem Ledgerem i Abbie Cornish w rolach głównych. Nie napiszę o tym całego tekstu, bo na filmach się nie znam i nie potrafię o nich pisać, ale ten od wczoraj nieustannie chodzi mi po głowie - piękny, niepokojący początek, wspaniała muzyka, motyw z Mozarta towarzyszący scenom narkotyzowania się... Nie wiem, czy tylko na mnie to wszystko tak zadziałało i tylko mnie jest teraz tak smutno, wyjątkowo.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-5285134825152232558?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/5285134825152232558/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/piekny-choc-nie-subtelny-pokoj-z.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5285134825152232558'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/5285134825152232558'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/02/piekny-choc-nie-subtelny-pokoj-z.html' title='Piękny choć nie subtelny - &quot;Pokój z widokiem&quot;, Edward Morgan Forster'/><author><name>naia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11364488379855483558</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-6PN2gHxrNK4/TskgBH-dwlI/AAAAAAAAAHA/6yk8nP68QV0/s220/IMG_58931.JPG'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3723189567166294932.post-161526961849268496</id><published>2011-01-30T18:24:00.010+01:00</published><updated>2011-09-16T11:33:05.492+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Śląsk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bohumil Hrabal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura czeska'/><title type='text'>Słodkie bawidułkowanie - Bohumil Hrabal, "Aferzyści"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-yS-Vawig9fM/TnMXt5_S-PI/AAAAAAAAAFc/_oYTMr5mhFA/s1600/aferzysci.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-yS-Vawig9fM/TnMXt5_S-PI/AAAAAAAAAFc/_oYTMr5mhFA/s1600/aferzysci.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;i&gt;Aferzystów&lt;/i&gt; otwiera, a w zasadzie poprzedza – bowiem występuje pod tytułem „Zamiast wstępu” - tekst, który jest wisienką na torcie tego zbioru. Żeby było zabawniej, sam Hrabal go nie napisał, a jedynie zredagował, &lt;i&gt;Krwawa ballada, którą napisali czytelnicy&lt;/i&gt; jest bowiem zbiorem fragmentów listów, które otrzymał czeski pisarz. Nie potrafię oprzeć się pokusie przytoczenia kilku smaczków (choć w zasadzie całość nadawałaby się do przytoczenia), bowiem ilekroć natykam się na ten tekst, szeroki uśmiech sam natychmiast pojawia mi się na twarzy.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ty wstrętny chamie, ty sklerotyczny dziadygo o sztubackich ciągotach, ty obleśna świnio, twoje miejsce w kryminale, policja obyczajowa powinna się tobą zająć, nadajesz się za kratki albo do czubków.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Panie Hrabal, pierwszy raz w życiu piszę do autora. Wczoraj po przeczytaniu książki &lt;i&gt;Tato, tyś zbzikował&lt;/i&gt; myślałem, że napiszę do Saroyana, ale gdzie go szukać. Pan jest bliżej...&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ktoś stworzył wokół niego glorię, i teraz mówi się już tylko, jaki to świetny pisarz itp. A to jest łobuz, łajdak, może pedał albo impotent. Przecież te wszystkie jego tzw. ludowe powiedzonka nadają się do zaskarżenia w sądzie, a właściwie to jest po pierwsze, obiekt dla badań neurologicznych, a po drugie, dla policji obyczajowej.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To Twoja wina, że młodzież od 13 do 15 lat kurwi się w mieszkaniach swoich przebywających w pracy rodziców. Jaką za to poniesiesz odpowiedzialność?&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dość Hrabala! - oto hasło wszystkich porządnych ludzi.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Panie Hrabal, niech mi pan wierzy, po przeczytaniu Pańskich książek nie mam już spokoju, wciąż mnie męczy i prześladuje niewymowne piękno, subtelność, dowcip, ból, mądrość, o Boże, niech to diabli.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaraz potem mamy opowiadanie tytułowe – &lt;i&gt;Aferzyści&lt;/i&gt;, którego bohaterzy zmyślają i bajdurzą, udając, że są kim innym, niż w rzeczywistości. Ten motyw udawania, który zresztą był Hrabalowi bardzo bliski, jako że on sam był mistrzem ukrywania prawdy o sobie samym, przewija się później we wszystkich kolejnych utworach, zaś naczelnym aferzystą okazuje się bohater &lt;i&gt;Barona Münchhausena&lt;/i&gt; – Hanta, pakowacz makulatury, postać znana już ze &lt;i&gt;Zbyt głośnej samotności&lt;/i&gt;, wzorowana na autentycznym przyjacielu i współpracowniku Hrabala. Stałym refrenem tych opowiadań zdaje się też śmierć, często w ujęciu humorystycznym – pan rejent dnie całe spędza na planowaniu swego pogrzebu i wymyślaniu kolejnych wariantów swojego epitafium, Hanta radzi pewnemu starcowi, który martwi się, że nikomu już na nic nie jest potrzebny, aby sprzedał swój szkielet uniwersytetowi, Marzenka, współpracownica Hanty, znajduje pocieszenie w myśli, że ma wykupione miejsce na cmentarzu w Olszanach i już niedługo tam spocznie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystko ostatecznie sprowadza się do zaprzeczania rzeczywistości – umieranie, choć jest go w tych utworach pełno, traktowane jest z reguły lekko, ze śmiechem (zupełnie jak to Szczygieł opisał w &lt;i&gt;Zrób sobie raj&lt;/i&gt;), prawdziwą tożsamość zwykle kryje się pod fantazyjnymi maskami, zaś cudownie surrealistyczny utwór &lt;i&gt;Bawidułki&lt;/i&gt;, którego bohaterowie mieszkają w szarej, pokrytej pyłem okolicy cegielni, lecz chwalą sobie to miejsce jako najzdrowsze i najbardziej barwne na ziemi (i, żeby było śmieszniej, długowieczność mieszkańców i niesamowita kolorystyczna gama obrazów miejscowego artysty, który czerpie inspirację z rodzimych widoczków, zdają się to przekonanie potwierdzać), to właściwie jeden wielki manifest odrzucenia tego, co rzeczywiste.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Piszę „opowiadania”, jednak te teksty Hrabala – z wyjątkiem kilku – nie są opowiadaniami w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. To raczej takie „zapiski z życia”, o których mówił, fragmenty rozmów podłapanych w gospodach i na ulicy, łańcuszki historyjek zasłyszanych u znajomych bawidułków, scenki, widoczki, kłębki myśli. Widać tutaj wyraźnie jego metodę twórczą, ten „zapis automatyczny”, bez planu i namysłu, chaotycznie. Trochę jak sny – ta sama mglista logika, niejasności i niedopowiedzenia, a po przebudzeniu trudno właściwie stwierdzić „o czym to było”. Ma to swój urok, ale chyba jednak wolę tę jego metodę w dłuższych formach, w powieściach łatwiej mi było do tego przywyknąć. Tu natomiast bardziej podobały mi się właśnie te „tradycyjne” opowiadania – zwięzłe, przemyślane kompozycyjnie, z zaskakującym zakończeniem – i żałuję, że było ich tak niewiele. Dodatkowo wielu bohaterów Hrabala mówi „językiem ulicy”, pojawia się sporo kolokwializmów, trochę nudzące opisy pracy w hucie i tamtejszy żargon, skróty myślowe, brak wyjaśnień i przypisów – przez to wszystko czytało się chwilami ciężko.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Polecam więc ostrożnie. Raczej tylko wielbicielom Hrabala. Dla tych, którzy chcieliby dopiero zacząć przygodę z jego twórczością, mam na podorędziu inne perełki. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cytaty: B. Hrabal,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Aferzyści&lt;/i&gt;, wyd. Śląsk, Katowice 1983.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3723189567166294932-161526961849268496?l=literackie-skarby.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/feeds/161526961849268496/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/01/sodkie-bawidukowanie-bohumil-hrabal.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/161526961849268496'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3723189567166294932/posts/default/161526961849268496'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/01/so
