Piwna samotność. Rozmowa z Jaroslavem Rudišem [wywiad]

„Często się zastanawiam, cośmy właściwie za jedni, ci Czesi… Mam wrażenie, że nie lubimy nikogo, nawet siebie samych” – mówi Jaroslav Rudiš. Z okazji premiery Czeskiego Raju autor odpowiedział na kilka moich pytań.

18 marca nakładem wydawnictwa Książkowe Klimaty i w przekładzie Katarzyny Dudzic-Grabińskiej ukazało się polskie wydanie Czeskiego Raju Jaroslava Rudiša. Przy tej okazji porozmawialiśmy o jego książkach, o pisaniu, o stosunku do bohaterów, ale też o samych Czechach, ich miłości do hospody i jak przeżywają ciężkie czasy kwarantanny.

Anna Maślanka: Czeski Raj to bardzo „gadana” książka – właściwie stanowi zapis niekończących się rozmów bywalców sauny. Ciekawi mnie, jak powstawała? Jak długo trwało zbieranie materiału?

Jaroslav Rudiš: Długo. Tak naprawdę Czeski Raj powstawał prawie dziesięć lat. Historie, dialogi i scenki wynosiłem jedna po drugiej z naszej sauny w Czeskim Raju, która naprawdę istnieje. Obecnie mieszkam w Berlinie, ale Czeski Raj to moje rodzinne strony i bardzo chętnie tam wracam. Co miesiąc jestem tu choćby przez kilka dni.

Ale może inspiracją dla tego tytułu była też trochę jedna knajpka we Wrocławiu? Taki niewielki lokal niedaleko dworca głównego, też nazywa się Czeski Raj. Byłem tam raz zimą na piwie.

To też dosyć specyficzne dzieło na tle pana twórczości: sporo tu bardzo teatralnych scen, akcja wciąż toczy się w jednym pomieszczeniu, w zamkniętej przestrzeni… Teatr Feste w Brnie szybko przerobił tę historię na spektakl. Czy w pana głowie ta opowieść powstawała jako sztuka teatralna?

Nie. To wszystko przyszło dopiero potem. Ja po prostu zapisywałem historyjki, dialogi, scenki, a z czasem zaczęły one żyć własnym życiem, rozrastać się, łączyć. Niekiedy tylko trochę im pomagałem i dorzucałem coś od siebie.

Myślę, że Czeski Raj powstawał bardziej jako kronika naszej sauny i tak też go można czytać. Ta sauna wygląda dokładnie tak, jak ją opisałem w książce – też jest podzielona wysoką ścianą na świat damski i świat męski. Siedzą tu więc ci faceci i mówią rzeczy, których gdzie indziej by nie wypowiedzieli, bo byłoby im wstyd. Tutaj mogą się trochę popisywać, ale mogą też mówić o swoich problemach i porażkach, o tym wszystkim, co ich martwi.

Ta sauna to ich schronienie. Raj. A właściwie pozostałości raju. Na zewnątrz jest świat, który nie wszyscy rozumieją lub nie chcą go rozumieć. Ale tu są bezpieczni. Albo przynajmniej tak im się wydaje.

Poruszający jest rzeczywiście ten strach bohaterów, skrywany za fasadą buńczuczności, za tym hardym „my im pokażemy!”. Czy Czeski Raj miał być trochę obrazem czeskiej duszy?

Pięknie to pani ujęła, dziękuję. Coś takiego jednak może zauważyć chyba tylko ktoś, kto na to patrzy z zewnątrz, z dystansem. Ja tego dystansu nie mam. Mnie zależało jedynie, żeby uchwycić i zatrzymać te strzępki opowieści. Oddać całą tragikomedię naszego życia. Zamknąć w książce wszystkie te historie, małe szaleństwa, smutek, radość, pogaduszki o niczym i milczenie. Choć w tej naszej saunie akurat za wiele się nie milczy… Tam się gada bez przerwy. Tam się gada, by nie być samotnym.

Bohaterowie Czeskiego Raju mają ciekawy stosunek do Niemców: nie lubią ich, ale „bez Niemców nie byłoby pilznera, co nie?”. Czy relacja Czechów z Niemcami naprawdę tak wygląda? Mieszanka miłości i nienawiści?

Tak, tak, to dość skomplikowany związek. Głównie dlatego że my, Czesi, interesujemy się przede wszystkim sami sobą. Wielu z nas nosi niemieckie nazwiska, co drugi ma przodków, którzy mówili po niemiecku, słowacku, polsku, węgiersku – wszystko pozostałości po dawnej monarchii austro-węgierskiej. A mimo to całą resztę świata przez większość czasu mamy w nosie. Jesteśmy pełni samouwielbienia, ale i kompleksów, to taka nasza choroba.

Często zastanawiam się, cośmy właściwie za jedni, ci Czesi… Mam wrażenie, że nie lubimy nikogo, nawet siebie samych.

Ale lubi pan swoich bohaterów? W Czeskim Raju czuje się pana sympatię do postaci.

Tak, to na pewno! Lubię je wszystkie. I cieszę się, że mogę nadal chodzić do sauny, że nawet po premierze tej książki nikt mi nie dał po gębie.

Teraz jestem w Berlinie, z powodu pandemii i zamkniętych granic nie mogę na razie przyjechać do Czech, sauna i gospoda są zresztą zamknięte. Ale już się cieszę na moment, kiedy znów będziemy tam razem siedzieć i gadać. Czasem trochę się kłócić, potem się godzić, a po saunie wszyscy razem pójdziemy na piwo.

Jeszcze trochę o bohaterach – jak bardzo osobisty ma pan do nich stosunek? Utożsamia się pan z niektórymi postaciami ze swoich książek?

Nie, zupełnie nie. Jestem bardziej obserwatorem. Zapisywaczem, czeskim zapisovatelem – jak mówi o mnie jeden kumpel z sauny.

Jak Bohumil Hrabal – on też był „tylko zapisywaczem”… Skoro mowa o bohaterach, porozmawiajmy chwilę o Vandamie, głównym bohaterze Alei Narodowej. To dość złożona postać, ciekawa jestem, jak postrzega ją twórca.

Vandam ma w sobie ogromną energię, która jednak bywa samodestrukcyjna. To zabijaka, ale ma też w sobie pewną czułość. Prowokator, ale inteligentny. Myślę, że w tej postaci jest zapisana cała historia naszej części Europy. Trochę mu się to wszystko plącze, ale ma dużą świadomość wszystkich naszych historycznych tragedii.

W jednym z wywiadów mówił pan o nim, że to bohater tragiczny. Czy chodzi też o to, że jest jak hrabalowski Haňťa, tęskniący za światem, który już odchodzi i nic nie da się z tym zrobić?

To ciekawe spostrzeżenie, dziękuję. Nie myślałem o tym w ten sposób, ale może tak właśnie jest.

A czy Vandam ma w sobie coś „typowego” dla Czechów?

Myślę, że przede wszystkim przywiązanie do gospody. Ona odgrywa w jego życiu ogromną rolę. To właściwie jego drugi dom, jak dla wielu Czechów.

Ciężko więc muszą chyba znosić teraz czasy kwarantanny?

Tak, ludziom tego drugiego domu bardzo brakuje. Codziennie dzwonię z Berlina do moich rodziców, rozmawiam z tatą i żali mi się, jak tęskni za gospodą. Brakuje mu towarzystwa, kolegów, rozmów, spotkań. Piwo oczywiście może wypić w domu, ale to już nie to samo. Piwna samotność tych dni to dla wszystkich Czechów tragedia.

Jak się panu podobał film Štepána Altrichtera na podstawie Alei Narodowej? Jakie było pierwsze wrażenie po jego obejrzeniu?

Trudno mi powiedzieć, bo brakuje mi dystansu. Jako scenarzysta sam brałem udział w tworzeniu filmu. Bardzo się cieszę, że jest dowcipny i nie tak mroczny, jak mógłby być. Uważam humor za bardzo istotny, śmiech pomaga w trudnych czasach, takich jak choćby teraz.

Pytanie na koniec: która własna książka jest panu najbliższa? Czy jest jakiś tytuł, który być może wcale nie jest pierwszym wyborem czytelników, ale jest w jakiś sposób ważny dla pana?

To też bardzo trudne pytanie… Lubię Aloisa Nebla, komiks, który stworzyliśmy razem z Jaromírem 99. Poza tym zawsze jestem szczególnie przywiązany do swojej najnowszej książki. Tę obecnie najnowszą napisałem po niemiecku, jest zatytułowana Ostatnia podróż Winterberga i ukaże się również po polsku.

Ale i do Czeskiego Raju chętnie wracam. Zawsze kiedy idę do naszej sauny, ta historia ożywa i toczy się dalej, powstają kolejne jej epizody. Może mógłbym kiedyś napisać kontynuację? Po Czeskim RajuCzeskie Piekło. Czekam więc, aż otworzą granice, saunę, gospodę, będę mógł znów tam posiedzieć i posłuchać.

***
Chcesz, żebym publikowała na blogu więcej takich materiałów? Proszę, wesprzyj mnie na Patronite. To platforma, na której każdy może comiesięcznie przeznaczyć wybraną kwotę na rzecz ulubionego twórcy. Dzięki Twojemu wsparciu będę mogła więcej czasu i energii przeznaczyć na bloga i przygotowywać dla Ciebie ciekawe teksty, wywiady, ciekawostki o czeskiej literaturze. Dziękuję!
Fot. Rafał Komorowski / Wikimedia Commons

Komentarze

  1. Jak miło, dla odmiany po tym co serwuje czasem prasa, przeczytać wywiad z pisarzem, poprowadzony przez osobę naprawdę czytajacą jego książki😉
    A Piwna samotność tych dni brzmi pięknie, powinna być wykorzystana jako tytuł literackiego dzieła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sęk właśnie w tym, że prasę zwykle niespecjalnie interesują książki. :( Więc ta nieznajomość książek rozmówcy niespecjalnie szkodzi, a może wręcz pomaga. Ale oczywiście zależy też, o jakiej prasie mówimy. Są na pewno niszowe tytuły, gdzie wciąż w rozmowie z pisarzem to jego książki pozostają na pierwszym miejscu, nie opinie na temat polityki, gospodarki i tego dokąd zmierza świat. ;) W każdym razie dzięki za dobre słowo!

      A „Piwna samotność” też od razu mnie urzekła. Pivní samota. Nie było opcji, by ten wywiad nosił inny tytuł. :)

      Usuń
  2. Opisywacz, opowiadacz, zapisywacz, kronikarz, mistrz opowieści, zapisovatel - ten, kto słucha, podsłuchuje, zapisuje, zbiera, opowiada ciekawe historie .... taka (niby prosta) jest rola pisarza. Ciekawe jak to zrobił Jaroslav Rudiś. Na pewno inaczej niż Rabin Alameddine w "Hakawati. Mistrz opowieści". Czeski pisarz musiał się liczyć także z tym, że ci, których słuchał w saunie, przy piwie, mogą w nich odnaleźć siebie i niekoniecznie wyrażać zadowolenie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie dlatego właśnie cieszy się, że nadal może przychodzić do sauny i nikt nie dał mu po gębie. ;) Najwyraźniej jego bohaterowie na szczęście mają dystans do siebie. :)

      Usuń

Publikowanie komentarza