poniedziałek, 20 października 2014

Łypiąc przez szparę w drzwiach na literacki światek

Jeszcze kilka lat temu myślałam o książkach zupełnie inaczej niż dziś. Były dla mnie jak łódeczki przypływające z jakiegoś odległego świata, o którym nie mam pojęcia i który jest zupełnie poza moim zasięgiem. W tej egzotycznej krainie pisarze poruszali się, mówili, spali, jedli, tworzyli, byli ludźmi z krwi i kości, ale dla mnie stanowili zjawy, nie różniące się niczym od bohaterów ich książek. Istnieją naprawdę czy nie? Nie wiedziałam i nie zastanawiałam się nad tym.

Na szczęście to się zmieniło. Już na drugich studiach, a więc w wieku w którym dawno już tę inicjację powinnam mieć za sobą, przełamałam odwieczny lęk przed spotkaniami autorskimi i poszłam na kilka. Uchyliłam wreszcie drzwi tego tajemniczego świata, zajrzałam i okazało się, że pisarze nie tylko są, ale i są nawet dość podobni do wszystkich innych znanych mi istot ludzkich.

Pierwsze takie spotkanie to był Jaroslav Rudiš i Michal Viewegh, pochmurne październikowe popołudnie, nieistniejąca już kawiarnia Czuły Barbarzyńca w Krakowie na Powiślu. A odbyło się ono w ramach Festiwalu Conrada. Ładna to klamra spajająca moje nieśmiałe przebudzenie z dniem dzisiejszym, bo, jak pewnie wielu z Was wie, dziś zaczyna się kolejna edycja Conrad Festival.

Dla mnie szczególna – bo dzięki niej zrobiłam duży krok do przodu, przestałam łypać na literacki światek przez półotwarte drzwi, otworzyłam je na oścież, weszłam, rozejrzałam się, słowem: zostałam wolontariuszką. Okazało się, że za drzwiami jest swojsko. Dają ci kawę i torta czekoladowego, żartują i śmieją się, a w dzień ogłoszenia literackiego Nobla razem odliczacie minuty i sekundy do werdyktu, żeby już po nim wymienić się zdezorientowanymi spojrzeniami. Piękne!

To był przedsionek. Dziś poszłam dalej – uścisnęłam rękę pisarzowi, przedstawiłam się, przywitałam w Krakowie, po to żeby chwilę później stwierdzić, że pisarz nie zna angielskiego i ledwie mnie rozumie, a więc inspirujących rozmów i pasjonujących dyskusji raczej nie będzie. Ale to nic! Ciągle jestem blisko. Jutro – Olga Tokarczuk, którą wielbię od lat siedmiu, czyli odkąd przeczytałam Annę In w grobowcach świata. Na żywo, z krwi i kości. Potem John Banville, kolejna podziwu godna zjawa, która jutro przyjmie ludzką postać.

Potem Jacek Hugo-Bader, Raja Shehadeh, Paul Auster, Etgar Keret, Boris Akunin. Kateřina Tučková ze swoim napojem Bogiń, już się nie mogę doczekać! Cabré, Jergović, Jouet.

Dla Was, którzy może wybieracie się na festiwalowe spotkania (wybieracie się? wybierzcie się, będzie fajnie!), to nie jest może aż takie przeżycie. Może nie stali u Was ci wszyscy pisarze na takim piedestale jak u mnie, gdzieś wysoko wysoko, że aż głowę trzeba zadzierać. Ale to cudowne, bo przeżywam teraz wszystko dziesięć razy mocniej, jak dziecko. Jak 5-letni brzdąc, który z wypiekami na twarzy czyta o jakimś rycerzu, królu, czarodzieju, smoku, a zaraz potem widzi go na własne oczy.

Powtórzę: Auster, Cabré, Keret, Akunin, Banville... Na żywo, z krwi i kości! Bo choć do sedna dochodzę okrężną drogą, w całym tym poście chodzi w końcu o to, żeby Was zachęcić do festiwalu :) Już od dzisiaj, aż do niedzieli, mnóstwo ciekawych spotkań, cała galeria zjaw, które ożywają. Kompletny program jest na stronie. Do zobaczenia!


11 komentarzy:

  1. Na ilu spotkaniach autorskich byłam - nie sposób dziś zliczyć:) W ramach FC także. Spośród wymienionych przez Ciebie wyżej pisarzy byłam np. trzy lata temu bodajże na spotkaniu z E. Keretem na Podgórzu. Obawiam się, że dziś nie dam radę przybyć na spotkanie z Banvillem... A na spotkania z Austerem i Bakuninem zarezerwowałam wejściówki, ale ich nie zdołałam odebrać, ale może jednak przyjadę, może miejsca, choćby na podłodze będą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Beatko, i jak tam, udało Ci się dostać na Austera i Bakunina? Przy Austerze rozdawałam słuchawki, ale nie widziałam Cię, rozminęłyśmy się jakoś czy nie dotarłaś?
      Powinnam Cię chyba tytułować weteranką spotkań autorskich :) A jakie wrażenie zrobił wtedy na Tobie Keret, trzy lata temu?

      Usuń
  2. Zazdroszcze. I czekam na relacje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo rzadko bywam na spotkaniach autorskich, ale jak Tokarczuk była w mojej bibliotece, to pojechałam, mimo że musiałam targać ze sobą dzieci i siedziałam na podłodze koło dziecięcych regałów ;) "Anna In" wspaniała!
    Wolontariat przy takim wydarzeniu to musi być niesamowita sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czego się nie robi dla tych najukochańszych :) Wolontariat był jedną z najfajniejszych przygód w moim życiu, wreszcie poczułam że robię coś z sensem, odnalazłam się tam, byłam tak blisko literackiego życia i zrozumiałam co chcę a czego na pewno nie chcę robić w życiu. Więc tak, była to niesamowita sprawa :)

      Usuń
  4. Również czekam na relację i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla pewności, żeby było wiadomo że są:
      http://literackie-skarby.blogspot.com/2014/10/festiwal-conrada-2014-dzien-1-i-2.html
      http://literackie-skarby.blogspot.com/2014/10/festiwal-conrada-2014-dzien-3-i-4.html
      http://literackie-skarby.blogspot.com/2014/10/bog-jest-sabym-pisarzem-czyli-festiwal.html
      Też pozdrawiam :)

      Usuń
  5. ooo, to na Zitkovej się spotkamy :) Wypatruj rudego łebka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mocno wryło mi się w pamięć chyba pierwsze spotkanie autorskie w jakim brałem udział, z Danielem Olbrychskim promującym swoje wspomnienia "Parę lat z głowy". Miałem jakieś dziesięć lat, byłem świeżo po przeczytaniu Trylogii i codziennie oglądałem "Potop". To było jakoś w okolicach kręcenia "Pana Tadeusza", bo tym właśnie aktor usprawiedliwiał swoją ogoloną na zero głowę. Z powodu obecności na sali mnie i mojej młodszej o dwa lata siostry odmówił publiczności i nie recytował XIII Księgi. Jego książkę z dedykacją mam cały czas. Takie wspomnienie we mnie wywołałaś ;)

    Ale obecnie pisarze imponują mi jedynie jako pisarze, muszę przyznać, że jako ludzie niespecjalnie mnie interesują, no chyba że w formie biografii, ale gadać z nimi niespecjalnie chyba by mi się chciało. Oczywiście na spotkania autorskie chodzę, ale właśnie dla dzieła i ewentualnych informacji o nim, a także asumptu do kolejnych interpretacji, a nie dla człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcześnie zaczynałeś! Tylko pozazdrościć, mnie dojrzewanie do spotkań autorskich zajęło całe lata. Cieszę się, że wywołałam to – najwyraźniej bardzo miłe – wspomnienie, i cieszę się że się nim podzieliłeś :) Też miałam w swoim życiu fazę fascynacji Trylogią (a „Potopem” szczególnie, ależ mi brakowało Kmicica i Oleńki jak już się wszystko skończyło!), choć chyba nie aż do takiego stopnia :)

      A mnie pisarze-ludzie interesują, szukam w nich tego, co sprawiło że zaczęli pisać, zastanawiam się jak im się to udało, co jest potrzebne do tego sukcesu, jaki mają wspólny mianownik... Patrzę, słucham, wychwytuję wszystko co może mieć znaczenie. Trochę na własne potrzeby – kiedyś byłam przekonana, że sama zostanę pisarką i choć dorosłam do myśli że raczej nie ma na to szans, to coś z tego jednak we mnie zostało i pewnie dlatego tak lubię ich obserwować, szukać potwierdzenia że nie są jakimiś nadludźmi i że może ja też mogę.

      Usuń