środa, 20 kwietnia 2011

O twardej skórze hipopotama - „Zdesperowane kobiety postępują desperacko”, Halina Pawlowská

Na wstępie lekkiej powiastki, jaką jest Zdesperowane kobiety postępują desperacko pojawia się cytat z Seneki:
Niech płyną łzy,
ale też niech ustają,
niech z głębi twego serca
wydobywają się westchnienia,
ale też niech się kończą.
...który świetnie oddaje sinusoidę losów Olgi, głównej bohaterki. Wzloty i upadki, wciąż marzenia, które się spełniają tylko na chwilę, wciąż chwile spełnienia przeplatane z rozczarowaniami. Tylko że to, co właśnie napisałam, jest po polsku. Po czesku jest zupełnie inaczej. Bo Olga, jak na Czeszkę przystało, wciąż się śmieje, a ten śmiech jest soczewką, która wszystko pomniejsza. Z niewiernych mężów i egocentrycznych partnerów robi zabawnych karzełków, z pokaźnej tuszy filigranową figurkę, z miłosnego dramatu komedyjkę.


Nie sposób chyba nie poczuć cienia sympatii dla tej bohaterki i nie uśmiechnąć się choćby przez chwilę, czytając o jej perypetiach. Jak bezlitośnie autorka sonduje rzeczywistość i jak zręcznie, ostrzem ironii, pozbawia ją kolców! Bo przecież, jak to zwykle bywa, wyziera spod wesołej płachty czeskiego śmiechu jakiś smutek. By dorównać pozycją mężowi, Olga idzie na studia, a ledwie je kończy – mąż wymienia ją na głupiutkie dziewczę bez wykształcenia. Inny amant, artysta, filmowiec, woli od niej egzotyczną murzyńską piękność, bo „jest taka prosta, człowiek rozumie naraz, że kobiety inteligentne są do niczego”. Na pocieszenie trafia jej się afrykański Robert Redford, który jednak znajomość wkrótce potem kończy, kwitując słowami „Po prostu nie mogłem wytrzymać. Już ponad rok nie miałem kobiety... to znaczy... białej kobiety!”. Kolejny, młodziutki absztyfikant, po tym, jak swymi zalotami funduje sowitą porcję balsamu na skołatane kobiece serduszko, idzie na spacer z piękną siostrzyczką bohaterki, i tyle go widzieli... I czyż to nie smutne? Dobrze, że się zawsze Olcia potrafi mimo wszystko pozbierać, i że tak dzielnie śmiechem te ciosy od losu odpiera. Jest desperatką, ale nie użala się nad sobą. Nie ma w niej ciena polskiego cierpiętnictwa (choć ta, która ją powołała do życia, ma polskie korzenie). Jak to było u Szczygła – jest i może hipopotamem, ale ma twardą skórę, od której złośliwie rzucone kamyki się odbijają.


Dziwne jest to, że ta książka właściwie nie trafiła w mój gust. Raz – że autorka pomknęła jak huragan, zbombardowała mnie błyskotliwością i dowcipem, przytłoczyła scenkami, z których absurd się wylewał, i nie dała odetchnąć – a ja bym chciała czasem przysiąść, odpocząć, przyjrzeć się z bliska, wysączyć z bohaterką zapoznawczą herbatkę. Dwa – że tematycznie to jakoś nie moja bajka. Może gdybym była taką czterdziestoletnią rozwódką z oczyma przekrwionymi od wypatrywania kandydatów na „mężczyznę życia”... Chociaż – Olga już od lat dziewczęcych zachowuje się jak zdesperowana kobieta po przejściach. „Chciała tylko być piękna i z kimś chodzić”. Czy jednak warto robić z tego sens całego życia? Kombinować, kłamać i zalewać się łzami, jeśli znów nie wyjdzie? A czy nie jest czasem tak, że im bardziej się chce, tym bardziej złośliwy los czyni na opak?

Mimo wszystko coś mi każe pisać o Zdesperowanych kobietach dobrze. Miała chyba ta książka w sobie jakiś urok, którego nawet nie zdołałam uchwycić w trakcie czytania, za to uświadamiam go sobie teraz, wracając do wspomnień tej lektury. Może to też sama Pawlowská. Ta, którą znam z uroczych tekstów Szczygła i z felietonów publikowanych w „Bluszczu”, ta z biustem w rozmiarze F – zmorze i dumie zarazem, ta, na którą w dzieciństwie wołali „Sinica” i „Pomidor”. Ta sympatyczna gaduła, która od listopada do lutego codziennie pije szampana.

Fot. David Sedlecký / Wikimedia Commons

***
Cytaty: H. Pawlowská, Zdesperowane kobiety postępują desperacko, wyd. W.A.B., Warszawa 2006.

6 komentarzy:

  1. Ta pani na zdjęciu to autorka? Nie mów, że ta fotka to ze strony wydawnictwa. Jeśli tak to CO za fuszerne zdjęcie, jak można tak nie dbać o własnego autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Śmietanko, na stronie W.A.B. nie było jej zdjęcia, za to na wewnętrznej stronie okładki "Zdesperowanych kobiet" było jedno, dużo ładniejsze. To jednak jest słoneczne i ona wygląda na nim bardziej sympatycznie. Baty więc jakby co dla mnie, nie dla wydawnictwa :) również życzę wszystkiego dobrego na Święta!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm..nie pamietam dobrze,ale mnie sie chyba bardziej to z ksiazki podoba :P
    Natomiast co do tresci.... mnie ksiazka sie początkowo bardzo spodobała, pisania dowcipnie i tak lekko, ale później juz stała sie lekko ciężkawa. Mże faktycznie, jak piszesz, wiek bohaterki i tematyka winna, może tez i częściowo fakt, ze nigdy nie rozumiałam dziewczyn, które za wszelka cenę czuc sie chciały atrakcyjnymi i chcianymi i jako potwierdzenie tegoż mieć mężczyznę. Choćby na chwile, jak i Olga. I troszkę w związku z tym jej poczynania lekki niesmak we mnie momentami wzbudzały...

    OdpowiedzUsuń
  4. Pawlowska jest pozytywnie zakręcona, zawsze się z nią solidaryzowałam :D po książkę sięgnę, będzie jak znalazł na chandrę

    OdpowiedzUsuń
  5. takie właśnie sympatyczne bohaterki lubię najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń