sobota, 17 grudnia 2011

O propagandowych wierszykach i bohaterstwie ośmiolatki – „Dumny Bądźżeś”, Irena Dousková

Być dzieckiem, jak powszechnie wiadomo, nie jest łatwo. A co dopiero w warunkach takich, jak kilkuletnia Helenka, bohaterka Dumnego Bądźżesia! Akcja tej powieści toczy się bowiem w Czechosłowacji w latach 70., kiedy to prezydentem został Gustáv Husák, wprowadzając serię reform nazwanych później „normalizacją Husáka”. Aby „zwykłym ludziom” zapewnić „spokój potrzebny do pracy”, rozpoczęto wówczas proces usuwania z życia publicznego osób niewygodnych, podejrzewanych o sympatie antysocjalistyczne.

Za taką osobę uznana zostaje między innymi mama Helenki, aktorka teatralna w niewielkim czeskim mieście (fikcyjnym, z tego co się orientuję), Niczinie. Dziewczynka obserwuje powoli postępujący proces zaszczuwania jej rodzicielki, który nazywa spiskiem; nie rozumiejąc oczywiście przyczyn i konsekwencji tych zmian, pojmuje wszystko z prostotą właściwą dziecku – bezbłędnie identyfikuje czarne charaktery całej sytuacji, dyrektora teatru oraz dawną przyjaciółkę mamy, i w dziecięcej lojalności względem Kasieńki (jak nazywa matkę) pragnie się na nich zemścić. Projektuje nawet morderstwo, który to pomysł wkrótce porzuca, dochodząc do wniosku, że nastręczyłby zbyt dużo problemów (i ostatecznie nie przeważa nawet argument, że w więzieniu mogłaby nieźle schudnąć).

No właśnie, prócz krzywd wyrządzanych jej mamie Helenka ma bowiem mnóstwo innych problemów. Ponieważ jest gruba, a do tego ma inne nazwisko niż jej mamusia (jest bowiem dzieckiem nieślubnym, pół-Żydówką, a jej biologiczny ojciec przebywa w „Niujorku”, przy czym dziewczynka wciąż drży ze strachu, że pewnego dnia przyjedzie i ją zabierze – kolejna troska!), dzieci w szkole się z niej wyśmiewają. Dlatego też woli spędzać czas wśród starszych – w końcu „dorośli nie są tak złośliwi jak dzieci i w ogóle są lepsi” (wielu z nas przed laty, w czasach szkolnych nieprzyjemności, pewnie by się pod tym poglądem podpisało). Wskutek tego przebywania wśród dorosłych Helenka jest dojrzała ponad wiek (a może na odwrót – dlatego, że jest tak dojrzała, czuje się przy nich dobrze?) – lojalnie wobec Kasieńki i jej męża pozbywa się prezentów od prawdziwego ojca (choćby to był przepiękny zestaw pisaków, o którym skrycie marzyła), zmaga się z wyrzutami sumienia po rozdeptaniu kilku ślimaków, wyczuwając, że żadne niewinne stworzenie nie zasługuje na takie traktowanie, i odważnie trwa we wpojonej w domu niechęci do komunistów, mimo całej szkolnej propagandy. Z troskami zaś radzi sobie, przypominając sobie usłyszany niegdyś w szkole wiersz o Dumnym Bądźżesiu – nawet jednak, kiedy jej ideał upada, okazuje się bowiem, że Dumny Bądźżeś to nie jakaś mityczna postać, bohater na miarę jej ukochanego, rycerza Dalibora z Kozojedów, lecz po prostu „dumny bądź, żeś”, przeświadczenie, że musi być dzielna i nie dać się zgnębić, pozostaje. Jest ono bowiem atrybutem Helenki, zostało niemalże wyssane z mlekiem matki.

Na równi jednak z tymi poważnymi kwestiami wśród helenkowych problemów stoi na przykład zawiedziona nadzieja wyjścia na koncert Miluszki Wobornikowej, ulubionej piosenkarki dziewczynki, rozszyfrowywanie tajemniczych napisów na drzwiach toalety, takich jak „Zrób mi to od tyłu”, wymigiwanie się od zjadania duszonego mielonego na szkolnej stołówce, fascynacja Pragą czy niechciane, wyrażające się odrażającym obślinianiem twarzy, zaloty kolegi z Zakopów. Pomijając więc nawet ten efektowny zabieg – niewesoła komunistyczna rzeczywistość z perspektywy dziecka – sam prosty urok dziecięcego pamiętnika jest niewątpliwym walorem tej książeczki. I na tyle, na ile literacki powrót do pierwszych lat życia i właściwego im spojrzenia na świat jest możliwy, wydaje mi się, że Irenie Douskovej świetnie się to udało. A kto przechowuje swoje stare zapiski z dzieciństwa, ten wie, że nic tak nie bawi i wzrusza jak ich ponowna lektura i zderzenie z tym nieskomplikowanym, naiwnym i niewinnym sposobem postrzegania.
Z kurwami ja też miałam kłopoty. W Zakopach przed blokami bawiliśmy się latem z dziećmi i chłopaki ciągle mówili: ty kurwo. Ja tego słowa jeszcze przedtem nie słyszałam, ale podobało mi się, tak że kiedy mnie babcia zawołała z okna na kolację, odpowiedziałam:
- Za chwilkę, proszę, jeszcze nie jestem głodna, ty kurwo.

Na deser jeszcze jeden cytat, z którego niechcący wyszedł Helence rozkoszny truizm i uniwersalna mądrość zarazem (o czym wie chyba każdy, kto choć raz był zakochany):
I pytałam też, co to znaczy na serce, i podobno to jest tak, że serce to najgorsza choroba. Jak ktoś ma serce, to prawie na pewno umrze.
***
Za sprezentowanie mi tej książeczki niniejszym dziękuję Adze P., towarzyszce zmagań studencko-inżynierskich :)

***
I. Dousková, Dumny Bądźżeś, tłum. Joanna Derdowska, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2007.

14 komentarzy:

  1. Znakomicie się zapowiada:) Z podobnej perspektywy pisane jest "Kocham cię, mamo" Saroyana, tylko tam problemy są czysto życiowe, a nie polityczne.

    OdpowiedzUsuń
  2. mnie też zaciekawiłaś! i pozycję zacofanego też wciągam na listę

    OdpowiedzUsuń
  3. Dea, tylko weź pod uwagę, że Saroyan ma ciut mniejszy ciężar gatunkowy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawszę kusisz niemiłosiernie.
    Smaczne literacko te twoje recenzję :)
    Widzę, że czytasz ,,Cudzoziemkę,,.Skończyłam ją z trzy tygodnie temu.
    Kawałek naprawdę niezłej literatury :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zacofany,
    Muszę się w takim razie zainteresować, bo póki co nazwisko Saroyana kojarzy mi się tylko z tym rozbrajającym fragmentem listu jednego z czytelników do Hrabala (http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/01/sodkie-bawidukowanie-bohumil-hrabal.html) :) "Kocham cię, mamo" jest nawet u mnie w bibliotece, więc długo polować nie będę musiała.

    Dea,
    Miło mi, lubię zaciekawiać :)

    Biedronko,
    Dziękuję, zależy mi na takiej literackiej smakowitości, choć sama uważam że moim recenzjom jeszcze jej sporo brakuje. "Cudzoziemkę" owszem, czytam, bo zapragnęłam w tym roku nadrobić zaległości i zdać rozszerzoną maturę z polskiego :) Póki to mi też bardzo się podoba - gęsta, soczysta proza. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Naia, obśmiałem się z listu:) Jeśli masz fazę czeską, to koniecznie zdobądź Kacicę Kohouta, cóż to za genialna książka:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Fazę czeską to ja mam właściwie permanentną :) O "Kacicy" coś wcześniej słyszałam, ale teraz dopiero zerknęłam cóż to właściwie jest i zapowiada się więcej niż smacznie - ha, i też jest w bibliotece! Dzięki wielkie, a jakbyś jeszcze się na jakieś czeskie smaczki napatoczył to podrzucaj śmiało, rzucam się na wszystkie z żarłocznością dzikiego zwierza :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z czeskich klimatów to głównie stare seriale:) Ale Kacica to jest coś, jedna z moich ulubionych powieści ever:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
    dużo szczęścia i słodyczy
    każdy z Dwóch Włóczykijów
    Ci dzisiaj szczerze życzy! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojjojoj...alez mile polechtal mnie dopisek na koncu wpisu :P

    Rzec tylko chcialam, iz sukces opisywanej ksiazeczki dowodzi slusznosci mej metody wybierania lektur.

    Co do samej ksiazki, mnie szalenie zainteresowal i skusil tytul. Ksiazka okazala sie urocza i zabawna, a jednoczesnie jakos tak naprawde madra i przemyslana. Jak i cytat o sercu, ktory takze i mnie sie wryl w pamiec.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziś kupiłam zupełnie przypadkiem tę książkę z przeceny za 5 zł. Weszłam do księgarni tuż przed zamknięciem, zobaczyłam kosz pełen tanich książek i na chybił trafił wzięłam pierwszą z brzegu. Czasami uda się wyciągnąć dobry los.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście miałaś szczęście! I wśród tych przecenionych zdarzają się perełki :)

      Usuń
  12. Jarmilko! To jest lektura na drugim stopniu bohemistyki - jakiś tydzień temu wysłałam Miszy egzemplarz, bo muszą to przeczytać na zajęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, coś mi się teraz kojarzy, Justyna chyba kiedyś wspominała że to lektura na magisterce :). Sama przyjemność! Szkoda w takim razie że nie wiedziałam, mogłabym Miszy pożyczyć, nie musiałabyś słać :).

      Usuń