wtorek, 26 marca 2013

Jasna gwiazdo, o, gdybym mógł tak nieprzerwanie...


Poezja Johna Keatsa nie oczarowuje z miejsca. Sięgając po nią pod wpływem klimatu Jaśniejszej od gwiazd, malowniczego filmu Jane Campion, można się srodze rozczarować. Bo zamiast miłosnej magii staje się oko w oko z ciężką klasyką, z tą pozłacaną, szkolną wręcz odsłoną liryki. Trochę jak ze szlachetnym trunkiem, który w pierwszej chwili jest gorzki i niezbyt nam smakuje, dopiero gdy zacznie rozpływać się na języku i uwalniać swe aromaty, doceniamy jego wartość. I ja w końcu się przekonałam, ale nie było gromu z jasnego nieba i zakochania od pierwszego wersu.

Wrażenie robi fakt, że Keats dożył zaledwie dwudziestu pięciu lat (dokładnie tylu, ile ja mam obecnie, ruszyło mnie to więc tym bardziej). Przez długi czas dławiła go zmora tamtych czasów – gruźlica. Łatwo byłoby mu w tej sytuacji pogrążyć się w poczuciu bezsensu, ale nie poszedł tą ścieżką. Patrzył na świat, swoje otoczenie i samego siebie okiem badacza, w śmierci widział przyjaciółkę i kochankę, dzięki której mógł zobaczyć wszystko dokładnie pod takim kątem, by dostrzec piękno. Pisze o tym E.G. Wilson [1]:
Nigdy nie popadł w użalanie się nad sobą czy niepohamowaną rozpacz. Przeciwnie, konsekwentnie przekształcał otaczający go mrok, wyrastający przede wszystkim z jego doświadczeń ze śmiercią, w życiodajne źródło piękna. Świat jest wspaniały, często powtarzał, ponieważ wszystko w nim przemija. Porcelanowa róża nie jest tak piękna, jak ta, która marnieje. Melancholia jest postawą najwłaściwszą wobec przemijającego czasu, jeśli pragnie się dostrzec piękno.
Keats zrozumiał, że cierpienie i śmierć to nie aberracje, które powinny zostać obłożone klątwą, ale niezbędne części pełnowymiarowego życia, osobistej historii, na którą składają się liczne skrajności kosmosu. Wyrzekając się klęsk i śmierci godzimy się na życie niepełne, pozbawione kreatywności i piękna. Keats przyjął swoją śmierć, a więc mógł żyć.
Na potwierdzenie – słowa samego Keatsa z Ody do melancholii (wszystkie cytowane przeze mnie wiersze w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka):
Melancholia jest tam, gdzie Piękno – które ginie;
   Gdzie Radość – która wiecznie znak od ust przesyła
Pożegnalny; gdzie Rozkosz – tak bliska Ruinie – 
   Trucizną czyni nektar, nim pszczoła go spiła.
Równocześnie jednak – słodki paradoks! – właśnie to przemijające piękno jest najbardziej trwałe. Jak w Odzie do słowika: ptak śpiewa tylko przez chwilę, ale jego głos jest tym samym głosem, który cieszył uszy starożytnych:
Nieśmiertelny mój Ptaku – wieczność jest twym losem! 
   W marszu głodnych pokoleń niczyja cię stopa 
Nie zdepcze. Przed tysiącem lat tym samym głosem 
   Urzekałeś cesarza i prostego chłopa: 
Tą samą piosnką, którą dzisiaj w nocy słyszę, 
   Wnikałeś może w serce Ruth, pełne tęsknoty
      Za domem, kiedy stała wśród obcego zboża;
         Ten śpiew wyczarowywał nisze 
   Spokoju w burzy, kiedy rejs baśniowej floty 
      Niósł ją ku niedostępnym lądom poprzez morza.
Nie znaczy to, że poeta był zupełnie wolny od chwil zwątpienia. Przeciwnie, choćby w wierszu Kiedy dręczą mnie lęki, że istnieć przestanę zwierza się ze strachu przed przedwczesnym końcem, który udaremni mu spełnienie w sztuce i miłości. Więcej jednak w tym strachu filozoficznej zadumy niż rozpaczy.

Wreszcie – jest i to, na co najbardziej czekałam, czyli liryka miłosna. I ona za to, mam wrażenie, kipi wręcz rozpaczą i desperacją. O wiele więcej tu emocji niż w wierszach o śmierci i niespełnieniu. Stoicki w obliczu choroby, cierpliwie przekuwający fizyczne cierpienie w opowieści o pięknie, Keats jest bezbronny jak dziecko u stóp ubóstwianej Fanny Brawne. I jak dziecko miota się, żebrząc o wzajemność, błagając o litość. (Pamiętacie sonet Morsztyna Do trupa? Dręczony miłosną gorączką Keats natychmiast przywodzi mi na myśl ten właśnie utwór).
O, bądź moja bez reszty – cała – cała należ 
   Do mnie! Całą postacią, urokiem, słodyczą 
Ust całowanych, dłońmi, cudem oczu – ależ 
   Nie przecz! – tej piersi bielą ciepłą i dziewiczą, 
Całą sobą – swą duszą – zmiłuj się, bo pali 
   Mnie pragnienie – a jeśli zatrzymasz choć atom, 
Umrę (…)
Litości – zmiłowania – miłości!
 – Tak, właśnie

W przeciwieństwie do tych rozpaczliwych wersów słynna Bright Star to już spokojne, piękne i smutne wyznanie. Wyznanie człowieka świadomego, że stoi nad grobem, przywołującego jednak po raz ostatni wspomnienie bliskości ukochanej. Żegnającego się z nią.
(...) 
   Trwać jak teraz, skroń tuląc do piersi dziewczęcej, 
Czuć bez końca, jak oddech unosi ją sennie, 
   Na sen nie tracić odtąd ani chwili więcej 
I wciąż, wciąż słyszeć równy puls serca w tej piersi, 
I żyć tak wiecznie – albo zapaść w wieczność śmierci.
Jasna Gwiazdo

Abbie Cornish i Ben Whishaw jako Fanny Brawne i John Keats
(Jaśniejsza od gwiazd, reż. Jane Campion)

*** 
J. Keats, 33 wiersze, wybór, przekład, wstęp i opracowanie S. Barańczak, wyd. Znak, Kraków 1997.

Źródła:
[1] E. G. Wilson, O melancholii, śmierci i bogactwie życia (tłum. Andrzej Szwatoński) [http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2113]

4 komentarze:

  1. U mnie było zakochanie i zachwyt od pierwszego wejrzenia. Gromu nie pamiętam, ale bardzo możliwe, że był, tylko go nie zauważyłam, bo poezja Keatsa mnie po prostu olśniła. :)
    Prezenty kojarzą się przede wszystkim z Bożym Narodzeniem, ale Twoja notka o Keatsie jest cudownym prezentem wielkanocnym, za który z całego serca dziękuję Ci Naiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w takim razie u mnie zachwytu od pierwszego wejrzenia zabrakło, bo właśnie bardzo się go spodziewałam? No ale nic, ważne że w końcu przyszedł :) Nie ma za co dziękować kochana, po prostu dość niezręcznie ubrałam w słowa (i to tylko po części we własne) moje wrażenia i obserwacje, ale skoro przypomniały Ci one o Twoich własnych wspaniałych doświadczeniach z poezją Keatsa, to bardzo się cieszę!

      Usuń
  2. Dzisiaj Święta,
    Więc świątecznie
    Ciebie słodko pozdrawiamy
    I życzonka Ci składamy.
    Rozpisywać się nie chcemy,
    Już to zrobiliśmy w blogu,
    Ale mocno Cię tulimy,
    Najlepszego Ci życzymy! :)
    Słodkich Świąt!
    Życzą
    Włóczykije – Monika i Rafał

    PS. Sorry, że tak "nie na temat", ale najwyżej skasujesz komentarz, a zależało nam na złożeniu życzeń znajomym blogerom, by ich serca poczuły się bardziej wiosennie w te mało wiosenne dni... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla takich życzeń przymknę oko :D dziękuję i wzajemnie, życzę Wam dużo spokoju i wiosny w sercu w te Święta :)

      Usuń