poniedziałek, 4 marca 2013

Kołysz się ze mną, smutne życie – „Płonąc w wodzie, tonąc w ogniu. Wiersze z lat 1955-1973”, Charles Bukowski

[1]
siedzę nad nimi, mam na sobie tylko majtki
i trzydniową brodę, nalewam sobie piwa i czekam
aż wydarzy się coś literackiego albo symfonicznego
sytuacja na świecie
oglądana z okna na 3 piętrze

Tak sobie wyobrażam Bukowskiego. Człowieka pozbawionego idei (świetlana sprawa / dla której powinienem się poświęcić / czeka zimna na kowadle / kiedy ja / palę, szczę, czytam Geneta / albo komiksy), samotnika i indywidualistę, ratującego się przed rozpaczą obserwowaniem i pisaniem. Pisaniem bez ideologii, pisaniem po prostu, bez poczucia misji i bez sentymentów (większość wierszy wysyłanych wydawcom – i umierających później w czeluściach koszy i redaktorskich biurek – posiadał tylko w tym jednym egzemplarzu), zwykłym „stukaniem na maszynie”.
lubię
przypominać sobie słowa jakie Capote, kolejny zły pisarz
powiedział o mnie: on po prostu stuka na maszynie
czasami nawet źli pisarze mówią prawdę
głosy
Obrzydzenie budzi w nim mu mędrkowanie dzieci chorych od nauk humanistycznych, nadętych intelektualistów, którzy czynią sztuce więcej szkody, niż pożytku. W wierszu mówcy żali się:
to tak jakby świnia poszła do łóżka
z ładną kobietą
i nie miałbyś już na tę kobietę
żadnej ochoty.
Każdy dzień to dla niego tylko czekanie na śmierć, a życie jest w gruncie rzeczy sztuką ignorowania. Piękno to leżenie przez cały dzień w łóżku i oglądanie słońca prześwitującego przez młode listki drzew, bez światłych myśli, bez żadnych myśli w ogóle. Zazdrości zwierzętom ich prostego życia, pozbawionego ludzkich dylematów:
nie chciałbym
być jaszczurką
nie chciałbym
prażyć się w słońcu
ale to chyba lepsze
niż być stworzonym na
ludzki rozmiar i ludzkie życie
karabiny maszynowe
[2]

Wkrótce do tego dochodzi także zmęczenie starością, zniechęcenie wywołane niedołężnością własnego ciała (lilie w mojej głowie). Wiedząc, jakim jarzmem jest ciężar lat, za prawdziwych bohaterów uważa starców. Dręczony myślami o samobójstwie zachwyca się siłą, która pozwoliła im przetrwać całe życie i nie dać mu się złamać. Powinno się zamieniać w królów staruszków – pisze w wierszu klasa. Z kolei geniusz to dla niego mały chłopiec, który zauważa że świat jest brzydki (spotkałem geniusza). Tylko te dwa bieguny życia, stykające się z czymś poza naszą ziemską rzeczywistością, czymś czystszym, lepszym, cieplejszym – w pełni doświadczanym dopiero po śmierci – są dla niego naprawdę godne podziwu.

O Bukowskim mówi się „miłośnik kobiet”, ale jego poezja (kobieta, uratować molo) temu przeczy. Sposób, w jaki pisze o przedstawicielkach płci pięknej nie jest co prawda tak wulgarny jak w prozie, za to mnóstwo tu pięknych, smutnych metafor – jak gdyby chciał je pokochać, ale nie potrafił. Zamiast tego jest mechaniczne upojenie, myśli wędrujące do podręczników anatomii w chwili intymnego zbliżenia, pajęczyny ociekającego / mokrego jak rosa seksu, wgryzanie się w starą brzoskwinię.
paradujesz przez pokój
brzemienna wszystkim
z wyjątkiem mojej miłości
Są wyjątki od tej reguły – pośród tych beznamiętnych utworów znajdujemy również kilka rozbrajających wyznań miłosnych do Lindy King:
ale kiedy [Bóg] stworzył ciebie leżącą w łóżku
wiedział co robi
był pijany był na haju
w jednej chwili stworzył góry morze
i ogień
tak o tak
Wiersze w tym tomie ułożone są chronologicznie, zgodnie z czasem powstania. Przyglądając się mu przekrojowo, można zauważyć, że mniej więcej w połowie atmosfera gęstnieje, robi się enigmatycznie i filozoficznie, jak gdyby autor walczył ze sobą, jakby właśnie ważyły się jego losy. Później nagle napięcie się rozładowuje i zostaje już tylko słoneczna prostota spojrzenia, pogodzenie się ze swym losem – bez nadziei ale i bez żalu – a nawet przebłyski humoru (szukając pracy, problemy ze spainem). Bo co nam pozostaje, gdy jest już jasne, że nic nie ma sensu?
kołysz się ze mną, smutne życie -
palce rozpłaszczone na kowadle
starość jak skorupki po śniadaniu
zużyte książki, zużyci ludzie
zużyte kwiaty, zużyta miłość
kołysz się ze mną
***
Ch. Bukowski, Płonąc w wodzie, tonąc w ogniu, tłum. Piotr Madej, wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2004.

Fotografie:
[1] http://www.rebellesociety.com/wp-content/uploads/2012/10/bukowski.jpg
[2] Angel-a (stockfreeimages.com)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz