niedziela, 17 marca 2013

Moralna nędza, emocjonalny chaos – „Single”, Meredith Goldstein

Muszę stwierdzić, że jeśli ta książka jest obrazem współczesnego pokolenia 30-latków, choćby w odległej Ameryce, to jestem przerażona. A wygląda tak niewinnie – ot, skoncentrowana wokół wesela jednej z bohaterek słodka powiastka o ożywianiu studenckich wspomnień i kojarzeniu się w pary, z perturbacjami, z kilkoma pijackimi wygłupami, jak to na weselach bywa, ale ostatecznie zmierzająca do jednoznacznie szczęśliwego zakończenia. Tymczasem zamiast odprężającej historyjki dostałam mocno stresującą opowieść o emocjonalnych popaprańcach, którzy leczą się z depresji przygodnym seksem albo przenoszą uczucia z kobiet na swoje zwierzęta lub swoje matki.

Początek nie był taki zły. Czytało się lekko i przyjemnie, klimat wspomnień z czasów studenckich przypominał mi moje pierwsze lata na studiach, do których wracam z dużym sentymentem. Sieć skomplikowanych powiązań między bohaterami i dowcipny charakter ich relacji przypominały mi nieco familiarny nastrój serialu Przyjaciele, a te zagubione, dobrze usytuowane ale zarażone wirusem naszych czasów – problemami z zaangażowaniem – jednostki przywodziły mi z kolei na myśl całkiem niezły film o współczesnych karierowiczach, W doborowym towarzystwie. I gdyby na tym się skończyło – lekka refleksja o naszych czasach, niezaangażowani w końcu się angażują „i żyli długo i szczęśliwie” nie miałabym nic do zarzucenia. Nic ambitnego, ot lekka lektura na odprężenie.

Wszystko zaczęło zgrzytać, kiedy odurzona wciśniętą jej przez życzliwą koleżankę amfetaminą druhna zaczęła pląsać po parkiecie i obcałowywać się z drużbami, a inna z kluczowych bohaterek odbyła radosny stosunek z bratem pana młodego, który kilka pięter niżej zostawił tylko na chwilę swoją dziewczynę.

Konserwatywne ze mnie dziewczę. Jeśli jestem świadkiem literackiej sceny, w której dwójka wiarołomnych zostaje przyłapana na bezwstydnym bara-bara, to oczekuję sprawiedliwej awantury, siarczystych policzków albo chociaż milczącej nagany, tymczasem tutaj wszystko zupełnie rozchodzi się po kościach. Panna młoda nie wydaje się ani trochę zniesmaczona czy urażona miłosnym aktem swojej przyjaciółki i świeżo upieczonego szwagra, partnerka bawidamka o niczym się nie dowiaduje, a ochoczo rzucającej się w ramiona obcych facetów bohaterce autorka oszczędza nawet kary w postaci wyrzutów sumienia – przeciwnie, zdaje się sugerować, że wybryk ten był dokładnie tym, co potrzebne było dziewczynie żeby pozbyć się psychicznych problemów ze samą sobą.

Zupełnie nie mój świat, nie moja bajka. Może duchem wcale nie jestem młodą kobietą w wieku dobiegającym do liczby wiosen tytułowych singli, a zgorzkniałą staruszką zamkniętą w czasach sztywnych konwenansów. A może po prostu nie zrozumiałam, może Meredith Goldstein właśnie w sposób supersubtelny daje do zrozumienia coś zupełnie przeciwnego temu, co mi się wydaje. Mam wątpliwości. I mimo wszystko pozostał mi niesmak.

***
Za książkę dziękuję Wydawnictwu M.
***
M. Goldstein, Single, Wydawnictwo M, Kraków 2012.

4 komentarze:

  1. O Ty konserwatystko niedobra:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) zgrzytam w oburzeniu swoją wyimaginowaną sztuczną szczęką i wymachuję zapalczywie wyimaginowaną laską. Może już pora umierać?

      Usuń
  2. Nie umieraj, niech Ci się nie spieszy. To nie konserwa, to poczucie moralności. Nie szkoda drzew na takie "dzieła"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uf :) Trochę szkoda, ale bardziej mi szkoda że autorka nie ulepiła z tego pomysłu czegoś lepszego, brakuje tu zupełnie jakieś refleksji, wniosków, myśli...

      Usuń