czwartek, 26 grudnia 2013

Czeski klasyk odkurzony – „Babunia”, Božena Němcová

Pomnik w Ratibořicach przedstawiający Babunię wraz z wnuczętami.
Ta powieść to klasyk klasyków literatury czeskiej, przerabiany jako lektura na każdym praktycznie etapie edukacji. Ponieważ powstała ponad 150 lat temu, a jej akcja rozgrywa się w środowisku wiejskim (taki odpowiednik naszych Chłopów), język jest lekko archaiczny, gwarowy, słowem – mało atrakcyjny dla współczesnego odbiorcy. Dla niektórych więc zapewne powieść Němcovej nie jest niczym więcej jak przykurzoną ramotą, której miejsce na strychu babci, wśród pajęczyn i niepotrzebnych rupieci.

Postawiłam sobie za punkt honoru dowieść, że do takiej ramoty Babuni daleko. Bo choć mamy tu dobrotliwą staruszkę, wieś sielską i anielską (ale i groźną, gdy do głosu dochodzą żywioły), mnóstwo ludowych zwyczajów, bliskość z naturą i jej obszerne opisy, czyli wszystko co może nie do końca pozytywnie kojarzyć się z opowiastkami Rodziewiczówny, Mniszkówny czy oklepanym Nad Niemnem Orzeszkowej (przy czym odwołuję się tylko i wyłącznie do zasłyszanych opinii na temat tych utworów, ja sama Nad Niemnem bardzo lubię), to, moi drodzy, Němcová jest inna. Czemu? Bo pod względem talentu narracyjnego wszystkie te autorki bije na głowę.

Božena Němcová w 1850 roku.
Cytując Hrabala, to istny czempion krytych kortów, mistrzyni opowiadania, rasowa czeska gawędziarka, która snuje i przeplata nici swoich historii tak zgrabnie, że niemalże wprowadza czytelnika w trans. Nie dziwię się Erbenowi, że zachwycił się jej narracją i chwała mu za to, że odkrył tę perełkę i zachęcił ją do podzielenia się ze światem swoim talentem.

Ale, ale! Same zdolności narracyjne to jednak oczywiście za mało, by wejść na stałe do kanonu szkolnych lektur. Babunia jest tak ważną książką z innych względów.

W momencie jej powstawania państwo czeskie od ponad dwustu lat praktycznie nie istniało. Czeski naród był pod bardzo silnym wpływem Niemiec, niemiecki był językiem urzędowym, wykładano w nim w szkołach i na uczelniach, a wyższe warstwy społeczne tak bardzo zaaklimatyzowały się w tej nowej sytuacji, że istniało realne zagrożenie całkowitego wynarodowienia.

Język, tradycje i pamięć o dawnej świetności Czech przetrwały tylko dzięki prostemu ludowi. I ten fakt bardzo wyraźnie podkreśla powieść Němcovej. Odważna i kochająca ojczyznę Babunia, która po śmierci męża mając do wyboru wygodne życie na obczyźnie lub niebezpieczny i uciążliwy powrót z gromadką małych dzieci do domu, do ziemi czeskiej, bez wahania ruszyła w drogę, to jedna z wielu bezimiennych bohaterek, które pielęgnując rodzimy język i zwyczaje dzielnie podtrzymywały Czechy przy życiu.

Oczywiście wśród wierzeń Babuni mnóstwo jest nieprawdopodobnych historii uznawanych dziś za zabobony. Ale to one nadają całej historii barwny, bajkowy wymiar, przenoszą nas do czasów, gdy leśne nimfy i wodniki jeszcze krążyły wśród ludzi, do czasów sprzed mickiewiczowskiego mędrca szkiełka i oka. Němcová pisze tak malowniczo, że naprawdę chce się uwierzyć, że Wiktorka nie jest naiwną uwiedzioną przez żołnierza dziewczyną, ale nieszczęśnicą omamioną i zgubioną przez czarnego myśliwego, uosobienie złych mocy.

Zdjęcie Němcovej z dziećmi zrobione w 1852 roku.
Jest to więc narracyjna perełka i nieoceniona skarbnica wiejskich zwyczajów i ludowych wierzeń. Ale mnie Babunia ujęła przede wszystkim ze względu na swój wymiar osobisty. Tytułowa bohaterka żyła naprawdę i była najjaśniejszym punktem dzieciństwa Němcovej. Powieść ta miała być hołdem złożonym ukochanej babci, a jej tworzenie i towarzyszący mu powrót do najmilszych wspomnień – osłodą trudnych chwil w życiu autorki, które przeżywała po śmierci syna.

Na początku powieści, zwracając się do od wielu już lat nieżyjącej babci, Němcová pisze: „Dość mi będzie na tym, jeśli znajdę choć kilku czytelników, którzy czytaliby o tobie z takim uczuciem, z jakim ja o tobie piszę”. I jeśli o mnie chodzi – całkowicie jej się udało.

***
B. Němcová, Babunia, wyd. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1951.

Fotografie: Wikimedia Commons.

6 komentarzy:

  1. Dziękuję <3 To moja ukochana lektura dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Ja, podejrzewam, że gdyby nie studia bohemistyczne, nie miałabym pojęcia o jej istnieniu :). Ale myślę, że to idealna książka do czytania w dzieciństwie, w początkach przygody z literaturą, bo Němcová tak pięknie opowiada. Nie ma sprawy, przyjemność po mojej stronie! :)

      Usuń
  2. W latach 70-80-tych ubiegłego wieku pracowałam w byłej Czechosłowacji w Severoczeskim Kraji. Nie podobało mi się tam do czasu, aż opanowałam ich język, nie tylko literacki, ale i gwarę. Z każdym rokiem moja miłość do gór, zwyczajów i zwykłych ludzi wzrastała i do dzisiaj tęsknię za tamtą kulturą. Niedawno znalazłam audiobook Bożeny Niemcove "Babicka". Jestem przeszczęśliwa, że mogę tę bajkę wysłuchać w oryginalnym języku. Tęsknota za tamtymi latami znów odżyła. Do Polski wróciłam w połowie 1984 roku i do dziś żałuję tego kroku. Długo nie mogłam się odnaleźć w naszych, polskich realiach.

    ... Co je to lidske stesti, kdo je dava.
    Je z rukou Boha, neb z rukou lidi,
    Je ctnosti odmenou, neb vdekem prava,
    że mnohdy, bez namahy ten je klidi,
    kdo nejmin prava ma... dle soudu sveta

    W wolnym tłumaczeniu to brzmi:
    Co to jest ludzkie szczęście, kto je daje?
    Jest z ręki Boga czy z rąk ludzi,
    Jest cnót nagrodą czy wdzięcznością prawa,
    że często, bez wysiłku, dostaje się temu,
    kto najmniej nań prawa ma... według sądu świata.

    Elżbieta M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za ten komentarz i za Pani historię! Nie myślała Pani później o powrocie do Czech? A jeśli tak, to dlaczego mimo wszystko została Pani w Polsce?

      Usuń
    2. Kochana Pani, trzeba mi było słuchać serca a nie rodziny. Lata płynęły, nie myślałam o powrocie a kiedy przestałam być potrzebna, było za późno na powrót. Została tęsknota.

      Ty razem też zakończę wpis wierszem:
      Stesteny ruka da i vezme vse,
      Da blaho, kterym srdce jasa,
      naplni po kraj pohar rozkose,
      vsak pro vinu tve nitro zdrasa.

      Luźny przekład:
      Ręka szczęścia da i bierze wszystko,
      szczęściem zaleje twe serce
      napełni po brzegi puchar rozkoszy,
      ale gdy zawinisz, zniszczy twoje wnętrze.

      Pozdrawiam cieplutko
      Elżbieta M.

      Usuń
    3. Rozumiem. Dobrze to znam, sama w podejmowaniu decyzji jestem bardzo podatna na wpływy innych, a czasem niestety dopiero z perspektywy czasu jesteśmy w stanie ocenić, co było dla nas dobre, a co złe. Szkoda. Choć tyle, że zostało Pani dużo dobrych wspomnień, i miłość do czeskiej kultury :) Również serdecznie pozdrawiam!

      Usuń