sobota, 20 grudnia 2014

Czuły barbarzyńca w składzie makulatury – „Zbyt głośna samotność”, Bohumil Hrabal


Jeśli tylko, drogi Czytelniku, nie zabrnąłeś tutaj zupełnie przez przypadek, zapewne lubisz czytać. Zapewne książki są Ci drogie i zgrozą lub przynajmniej niepokojem przejmuje Cię myśl o oddawaniu ich na makulaturę – jest przecież 3476 sposobów, by pozbyć się w sensowniejszy i bardziej „humanitarny” sposób.

Haňťa, bohater Zbyt głośnej samotności, podziela tę myśl. To prosty człowiek bez uniwersyteckiego wykształcenia, szanuje jednak wytwory ludzkiej wyobraźni i pracy, jakimi są książki. A ponieważ żyje w czasach, które literaturze nie sprzyjają (i nie mówimy tu o niskim stanie czytelnictwa, jak dziś; mówimy o czasach, gdy książki były wrogami, których należało zmieść z powierzchni ziemi), często bólem przejmuje go zajęcie, którym się para – jest pakowaczem makulatury.

Każdego dnia wypija litry piwa, by znieść tę „rzeź niewiniątek”. Pracuje pod spojrzeniami Jezusa i Lao-cy, niczym Syzyf toczy swój głaz, niczym Atlas dźwiga niewyobrażalny ciężar, poświęcając się dla piękna, sztuki, wolnej myśli. W odgłosach miażdżonych okładek słyszy trzask łamanych kości.

Ale jest w tym i radość, Haňťa ma bowiem swoją małą misję – ratuje te wytwory ludzkiej wyobraźni i pracy od zagłady. Choć wszystkich ocalić nie sposób, ukrywa pojedyncze egzemplarze i zabiera je do domu. Nad łóżkiem zgromadził ich już kilka pięter, i wisi teraz nad nim ten papierowy olbrzym niczym miecz Damoklesa. Jest jednak szczęśliwy, bo może je chronić, chłonąć ich piękną zawartość, kształcić się „mimo woli”. W sercu każdej sprasowanej paczki umieszcza jakieś wybitne literackie dzieło, po bokach zaś – reprodukcje słynnych obrazów, by zaleczyć tę zbrodnię pięknem, złagodzić odrobinę okrucieństwo swoich praktyk i przebłagać gniewne muzy.
Wypiękniałem we własnych oczach, bowiem miałem odwagę nie oszaleć od tego wszystkiego, co w tej mojej zbyt głośnej samotności widziałem i ciałem oraz duszą osobiście zaznałem i przeżyłem.
Czy jeden człowiek może się jednak przeciwstawić bezmyślnej sile, która sprasowuje każdą piękną myśl, każdy swobodny oddech? Nie, i Haňťa przekonuje się o tym dobitnie podczas wizyty w nowoczesnej pakowalni na Bubnach, gdzie prasowanie makulatury jest zautomatyzowane, a pracownicy muszą tylko wyrywać papierowe wnętrzności z osnowy okładek, co czynią ochoczo. To straszny świat, w którym dzieci od małego uczone są niszczenia, a zatrudnieni tam ludzie, przodownicy pracy, w zamian na swój trud są wysyłani na wycieczki do Grecji, choć nie mają pojęcia o Arystotelesie i Platonie. Zamiast piwa piją mleko, bo ich zajęcie nie sprawia im bólu.

„Niebiosa wcale nie są humanitarne i człowiek także humanitarny nie jest” – brzmi zdanie, które powtarza się w tym utworze jak refren. I przerażająco pasuje ono do rzeczywistości, w której „w piwnicach pracują strąceni aniołowie, mężczyźni z uniwersyteckim wykształceniem, co przegrali swą bitwę”. Mimo to jednak Haňťa nie poddaje się, bowiem i Chrystus „nie przyszedł nieść pokoju, lecz miecz”, bo walka jest sensem życia, przez nią się odradzamy i stajemy się silniejsi, niczym szczurze armie toczące zacięte boje w głębi kanałów. Choć wydajemy się bezbronni wobec bezlitosnej prasy historii i cywilizacji, „jesteśmy jako oliwki, dopiero kiedy nas miażdżą, wydajemy z siebie to, co najlepsze”.

Uwielbiam wracać do dawnych lektur. Kilka lat potrafi wszystko zmienić, i tak jak kiedyś uważałam, że to piękna i smutna, ale dość zwykła opowieść, tak dziś urosła do rangi arcydzieła. Przeczytajcie dla poezji dnia codziennego, przeczytajcie dla bólu, samotności i tęsknoty współodczuwanych z Haňťą, przeczytajcie, by złamać sobie serce.

***
B. Hrabal, Zbyt głośna samotność, przeł. Piotr Godlewski, wyd. Świat Literacki, Izabelin 2002.

Fotografia: Zafio / iWoman / CC BY-NC-SA

11 komentarzy:

  1. To jest jedna z moich ukochanych książek, tak trochę baśniowa, trochę realistyczna. Uwielbiam bohaterów, którzy kochają książki, takich dziwaków jak Hantia. On tak cudnie zamknął się w swoim świecie, odciął od tego co mu się nie podoba, postanowił sobie,że nie wyjdzie z tej swojej kanciapy, tam sobie stworzył swoją enklawę, w której toczy ważne dyskusje na egzystencjalne tematy. Cudowna książeczka, choć smutna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne są najpiękniejsze :) A Hrabal jest mistrzem melancholii, i dlatego trochę się oburzam, gdy określa się go jednoznacznie jako jako humorystę. U niego wbrew pozorom nawet te zabawne epizody są podszyte smutkiem. „Samotność” wspaniała!

      Usuń
  2. Pięknie opowiedziane, a książka z tych znanych nieczytanych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie proponuję przystąpić do działania i przyspieszyć jej awans do rangi znanych i czytanych :)

      Usuń
  3. Nie czytałam, w najbliższym czasie obiecuję poprawę - recenzja świetna :)
    banita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Czekam na wrażenia :)

      Usuń
  4. Właśnie czytam i powoli łamie mi serce... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcówce złamie Ci je definitywnie, ale to będzie piękne! Czytaj dalej! :)

      Usuń
  5. Ojej, że też dopiero teraz tu do Ciebie trafiłam - a to tak miło, jak się spotka kogoś, kto też pisze o czeskiej literaturze! :-) Uwielbiam "Zbyt głośną..." i jest to moja książka "indoktrynacyjna", czyli w momencie, kiedy chcę kogoś zachęcić do Hrabala to najczęściej tę właśnie pozycję polecam i zachęcam, póki dany osobnik nie przeczyta i nie wpadnie po uszy.

    A co do łamania serca - mnie zawsze jakoś pociesza ta scena z "Wesel w domu", w której Bohuš pokazuje Elišce skład makulatury i jest tam Haňťa, i cała scena nie jest co prawda "wesoła" w takim potocznym sensie, ale ma sobie ogromną siłę takiej determinacji, że przetrwaliśmy straszne rzeczy i przetrwamy na złość wszystkiemu innemu też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, na początek jest świetna. To dobra próbka gawędziarskiego stylu Hrabala, a przy tym i tej melancholii i tęsknoty za jakimś starym światem, które czuć we wszystkich jego książkach. Poza tym – wiara w człowieka, ta determinacja, o której piszesz. Chociaż ja osobiście najbardziej lubię wspomnienia z Nymburka. Ciepełko na sercu za każdym razem!

      Fajnie, że się tu odzywasz, też nie wiedziałam o istnieniu Twojego bloga :) Podziwiam Cię za ten mocny start w blogosferze, ze to że publikujesz coś każdego dnia, że chce Ci się tyle pisać, że masz tyle pomysłów! Ja się ledwie wyrabiam z tymi kilkoma recenzjami miesięcznie, na siłę wciskam blogowanie w swój napięty kalendarz :) Pozdrawiam i życzę Ci powodzenia, oby tak dalej!

      Usuń
    2. Dziękuję :-). To ja jeszcze powiem, że się w zupełności zgadzam, trylogia nymburska jest wspaniała (zresztą zaczynałam przygodę z Hrabalem od "Takiej pięknej żałoby", więc mam podwójny sentyment). Aczkolwiek trudno mi wybrać ulubioną książkę BH, bo za każdym razem, jak już chcę napisać, że to ta, to przychodzi mi na myśl, że przecież jeszcze jest ta, i ta, i ta ;-).

      Strasznie się cieszę, że znalazłam Twojego bloga (zwłaszcza, że niedługo urodziny Hrabala ;-)). Będę czekała na nowe wpisy. Pozdrowienia serdeczne!

      Usuń