czwartek, 16 lipca 2015

Od burżujskiego tłuścioszka do prezydenta-marzyciela – „Havel. Zemsta bezsilnych”, Aleksander Kaczorowski

„Pan to zrozumie, pan przecież wszystko wie, pan sobie z tym poradzi, pan to załatwi, pan mnie ochroni” – śpiewa Jaromír Nohavica w piosence-skardze Pane prezidente dedykowanej Václavowi Havlowi. Dla wielu Czechów z pewnością Havel kimś właśnie takim był, a i my nauczyliśmy się myśleć o nim jako o kimś w rodzaju herosa, człowieka-legendy, uosobienia odwagi i rozwagi. Aleksander Kaczorowski w swojej biografii odbrązawia i uczłowiecza tego niewątpliwie wybitnego polityka. I choć odziera go z nimbu najmądrzejszego i najwspanialszego, zabiegi te mimo wszystko nie odbierają Havlowi wielkości. 


W jego rodzinie roiło się od zaradnych, przedsiębiorczych mężczyzn. Ojciec – właściciel imperium budowlanego w Pradze, stryj – magnat branży kinematograficznej, założyciel wytwórni filmowej Barrandov, dziadek ze strony matki – inżynier, dziennikarz, dyplomata i członek zarządu obuwniczego królestwa Tomáša Bati, odpowiedzialny za kontakty z zagranicą. Mały Vašek chował się więc jak pączek w maśle – był pulchnym, cherubinkowatym stworzonkiem hołubionym przez dorosłych. W miarę jak dorastał zaczął jednak odczuwać ciężar tych przywilejów, które niczym mur oddzielały go od innych ludzi. Jak sam twierdzi, w dużej mierze ukształtowało go to jako człowieka – przez całe życie buntował się przeciw niezasłużonym przywilejom i bronił ludzkiej godności, a z poczuciem „nieprzystawalności” zaczął sobie radzić poprzez pisanie.

Po lutowym przewrocie przed burżujskim synkiem zamknęły się wszystkie drzwi, dlatego zamiast kształcić się w wymarzonych kierunkach humanistycznych musiał zadowolić się praktykami w laboratorium i studiami technicznymi. Jego potrzebę dyskusji i rozwijania swojej wiedzy z dziedziny filozofii, literatury, polityki czy ekonomii zaspokajała natomiast dyskusyjna grupa Rocznik Trzydziesty Szósty, założona wraz z przyjaciółmi z gimnazjum wieczorowego.

Wraz z bratem Ivanem w 1950 roku. „Niegdysiejszy »pański synek« nosił teraz buty na gumowych podeszwach i luźne marynarki, zgodnie z najnowszą modą z Ameryki. Włosy stawiał w imponujący czub” (s. 68).
Rozbudzona w ten sposób pasja literacka pchnęła go w praskie środowiska artystyczne. Poznał wszystkich czołowych twórców epoki – Jaroslava Seiferta, Vladimíra Holana, Jiříego Kolářa, Mistrza Hrabala – a także wybitnych literaturoznawców czy tłumaczy, jak Václav Černý czy Jan Zábrana. Fragmenty opisujące ten etap życia Havla są równocześnie przepięknym obrazem artystycznego fermentu tamtych czasów, który z konieczności rozwijał się w ukryciu, w prywatnych mieszkaniach oraz kawiarniach i gospodach. „Te spotkania w kawiarniach i knajpach to był mój »uniwersytet«, bo sama uczelnia niewiele miała mi do zaoferowania” (s. 83) – pisała Viola Fischerová, jedna z towarzyszek Havla w tym artystycznym światku lat 50.

Również o dalszych losach późniejszego prezydenta Aleksander Kaczorowski pisze kładąc nacisk na tło – realia i atmosferę tamtych czasów. Odważne wystąpienie „pucołowatego, nikomu nieznanego blondyna w kraciastej marynarce i krawacie” na konferencji Związku Pisarzy w 1956 staje się pretekstem do naświetlenia sytuacji oficjalnej czechosłowackiej kultury epoki stalinizmu, walka o czasopismo „Tvář” w latach 60. to przykład dramatycznego boju o odrobinę przestrzeni w zdominowanej przez komunistów rzeczywistości, a fragmentom poświęconym politycznej działalności Havla po radzieckiej inwazji towarzyszy opis środowiska undergroundu lat 70. Na tym tle historycznym wyraźnie widać stopniowe przeradzanie się Havla-pisarza („swoją misję widziałem w tym, że obserwuję świat i opowiadam prawdziwie o jego słabościach”) w Havla-polityka („czy nie jest dziś wręcz obowiązkiem wszystkich prawdziwych intelektualistów, filozofów i poetów, aby przestali się brzydzić polityki i nie bali się do niej wkraczać?”).

Moją uwagę zwróciły przede wszystkim dwie cechy Havla, nieco sprzeczne. Po pierwsze – silny indywidualizm. Zawsze kładł nacisk możliwość wyrażenia własnych, oryginalnych opinii i sam nieraz wyrażał bardzo ciekawe poglądy. Już w młodości krytykował współczesną cywilizację techniczną, z której jego zdaniem wyrasta zarówno zachodni kapitalizm, jak i wschodni komunizm – dwa nieszczęśliwe ustroje. Jego zdaniem Wschód to tylko nieudolna karykatura Zachodu, a wbrew pozorom problemy obydwu systemów są podobne. W ten sposób zresztą Kaczorowski tłumaczy popularność sztuk Havla na Zachodzie – choć zasadniczo demistyfikowały rzeczywistość krajów komunistycznych, przemawiały również do zmęczonych realiami korporacyjnymi mieszkańców państw kapitalistycznych.

Z Alexandrem Dubčekiem w listopadzie 1989.
Drugie spostrzeżenie – mimo wyraźnego indywidualizmu Havel nie był osobowością tak silną i zdecydowaną, jak się powszechnie sądzi. Łatwo ulegał opiniom innych, miał momenty wątpliwości, wielu swoich posunięć latami żałował (jak choćby „sypnięcia” w trakcie przesłuchania współzałożycielki wydawnictwa Edice Expedice, Dany Horakovej). Był typem oderwanego od rzeczywistości marzyciela, ze swoją wizją idealnego świata i koncepcją „niepolitycznej polityki”, która w momencie dojścia do władzy okazała się bezużyteczna i skazywała go na pomoc doradców. Widać to w ostatniej części książki, poświęconej prezydenturze Havla, gdzie Kaczorowski wypunktowuje wszelkie błędy i chybione posunięcia swojego bohatera (ale również pokazuje, jak stopniowo dojrzewał do swojej roli i uczył się mechanizmów sprawowania władzy).

Każdy ma jednak prawo do błędów, nawet prezydent. A fakt, że był marzycielem i idealistą, facetem, który pragnął zmieniać świat, choć nie do końca wiedział jak się do tego zabrać, wcale nie deprecjonuje go w moich oczach, przeciwnie. Brakuje nam takich Havlów – może gdyby było ich więcej, gdyby zastąpili tych wyrachowanych, wytrenowanych w oszukiwaniu i okradaniu karierowiczów, dzisiejsza polityka miałaby bardziej ludzką twarz.

Zemsta bezsilnych pokazuje Havla jako polityka i jako człowieka, jako pisarza i jako postać uwikłaną w XX-wieczną czeską historię. W mniejszym stopniu – jako męża, bo małżeństwu z Olgą autor poświęcił stosunkowo niewiele uwagi, śmierć wieloletniej towarzyszki życia Havla kwitując lakoniczną wzmianką.

Książkę czyta się świetnie – myślę, że również osobom, które o czeskiej kulturze i historii mają wiedzę raczej znikomą – z wyjątkiem ostatniej części, która trochę traci na lekkości. Po kilkudziesięciu stronach poświęconych niemal wyłącznie polityce i usilnym staraniom Havla o włączenie krajów Europy Środkowej do NATO autor przeskakuje do romansu byłego prezydenta z Ireną Obermannovą oraz napisanej przez nią skandalizującej książki, która według Michaela Kocába „dosłownie zabiła” Havla. Zwieńczeniem wszystkiego jest krótka notka o jego ostatnich chwilach, w których ponoć pojednał się z Bogiem, zaskakująca o tyle, że kwestiom religii i wiary w Boga w całej biografii poświęcono może ze dwa zdania. Piękna książka zasługuje na jakąś piękną kropkę nad i, a tutaj kropka jest, ale jakby na siłę doklejona.

Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że Zemsta bezsilnych jest rzetelną biografią i doskonałym przewodnikiem po pasjonującej czeskiej historii. A bogata bibliografia zamieszczona na końcu na pewno będzie dla mnie źródłem czytelniczych inspiracji.

***
A. Kaczorowski, Havel. Zemsta bezsilnych, wyd. Czarne, Wołowiec 2014.

A o samej Oldze Havlowej jeszcze napiszę. Znalazłam w czeluściach biblioteczki rodziców książkę Kosatíka i nie zawaham się jej przeczytać!

Fotografie:
[1] David Sedlecký / Wikimedia Commons / CC BY-SA 4.0
[2] A. Kaczorowski, Havel. Zemsta bezsilnych, wyd. Czarne, Wołowiec 2014.
[3] Uncleweed / Foter.com / CC-BY-SA
[4] Jaroslav Kučera / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0
[5] Michal Louč / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0
[6] Okładka książki ze strony wydawnictwa Czarne. 

3 komentarze:

  1. Bardzo chcę przeczytać tę książkę, a Twoja recenzja jeszcze to pragnienie wzmacnia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czarne, wiadomo, ze będzie co najmniej dobre... Poza tym Kaczorowski to pewniak. Na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ten tom na półce od dnia premiery i tak stoi, czeka i wzbudza moje wyrzuty sumienia, że dobra książka mi się marnuje :)

    OdpowiedzUsuń