poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Przekleństwa naiwności
– „Opowieść o rzeczywistym człowieku”, Pavel Vilikovský

Bohater Opowieści o rzeczywistym człowieku to taka madame Bovary epoki normalizacji. Jego historia pokazuje, że naiwność i opętanie złudzeniami mogą być bardziej szkodliwe niż diabelski intelekt i wyrachowanie.

Wszystko zaczyna się od zeszytu. Pewien czterdziestolatek otrzymuje go na urodziny od syna, aby mógł zacząć prowadzić dziennik. Po pierwszych zapiskach, nieporadnych i bez przekonania, bohater nabiera coraz większego zapału – liczy na to, że udokumentuje w ten sposób swoją wielkość i zostawi potomnym krystaliczny obraz siebie jako człowieka prawego i szlachetnego. Zamiar się nie powodzi – choć biedny głupiec nie zdaje sobie z tego sprawy, kolejne notatki okazują się zapisem jego spektakularnego upadku.

Ani nazwisko ani imię autora zapisków nie pada w powieści ani razu, prawdopodobnie miał być więc postacią modelową – idealnym przykładem komunistycznego konformisty, homo sovieticus. Jaki więc jest?

Zacznijmy od relacji rodzinnych. Choć nieustannie powtarza, że to rodzina jest sensem jego życia i dla niej wypruwa sobie żyły w pracy, dla niej bez szemrania podporządkowuje się podwładnym i dla niej wchodzi w tyłek komunistycznym figurom (tego nie mówi już wprost), tak naprawdę o nią nie dba. Swoją żonę bezustannie poniża i sprowadza do rangi jakiegoś gorszego, głupszego gatunku. Wytyka jej brak wyobraźni, niedostatki inteligencji i nadmiarowe kilogramy, a ciężka praca, którą ta wkłada w prowadzenie domu i wychowanie ich syna jest dla niego nieodłącznie związana z jej kobiecą dolą i nie zamierza jej za nic dziękować.

Również nastoletni syn, Zdeno, jawi mu się jako ćwierćinteligent, choć dalszy rozwój wypadków utwierdza nas w przekonaniu, że poziom inteligencji emocjonalnej młodzika jest stanowczo wyższy niż jego ojca, a zarzuty dotyczące jego fryzury i ćwieków na kurtce potrafi odeprzeć tak mądrze i sprytnie, że aż ciśnie się na usta „Chapeau bas!”. Wszak irokez to wynalazek pochodzący od Indian, gnębionych przez amerykańskich kapitalistów, a pas nabijany ćwiekami nosił już Janosik, który walczył przecież z panami feudalnymi.

Naszemu bohaterowi, choć zajmuje dobrze płatne stanowisko w szanowanej firmie, obca jest wszelka kultura. Takie czasy, takie realia – prosty chłopek robi za kierownika, podczas gdy dawny dyrektor instytutu historycznego lata po zakładzie w monterkach, ze skrzynką narzędzi. Nasz homo sovieticus na koncerty nie chodzi, w teatrze był raz, książek nie czyta, co widać zresztą po jego dech zapierającej ortografii. Fakt ten wykorzystuje zresztą dla własnej zabawy jego ukochana Vikina – jako swoją ulubioną książkę podaje Przeminęło z wiatrem, które jest niemal instruktażem kobiecego intryganctwa i wykorzystywania mężczyzn do swoich celów. Gdyby tylko biedny nieborak znał tę historię, być może szybciej zorientowałby się, że pada właśnie ofiarą okrutnej manipulacji – ale cóż, kiedy nie czytał!

Mówi o sobie „bojownik”, co w świetle jego zachowań brzmi jak żałosny żart. Na każdą swoją podłość ma sprytne wytłumaczenie. Wierzy, że działa jak magnes na kobiety i sądzi, że jest najmądrzejszy na świecie, a jego buta z czasem przyjmuje absurdalne rozmiary. Nie dba o ideologię („Kościół czy partia, to mnie nie obchodzi”), nie ma moralnych zasad, jest tak naiwny i prostoduszny, że momentami aż go żal, a momentami trzeba dać temu upust na marginesie książki. 

Jeden taki osobnik to zabawne kuriozum, ale setki, tysiące, cała armia – robi się niebezpiecznie. To oni stali się filarami całego systemu socjalistycznego. Było ich wielu i wyjątkowo łatwo było nimi sterować. Wierzyli, że komuniści pozostaną przy władzy już na zawsze, bo przecież przybyli z potężnej Rosji. A „pod wiatr się nie da”, więc po co się szarpać? Wyśmiewali praską wiosnę, krytykowali „dubczekowskie nowinki”, prześcigali się w służalczości. Choć wydają się głupi, słabi i nieszkodliwi – to oni przez tyle lat podtrzymywali przy życiu komunistyczny reżim. Ich życiową filozofię można podsumować jednym zdaniem:
Kto chce mieć w społeczeństwie jakieś słowo i mieć na nie wpływ, żeby podążało w dobrym kierunku i nam wszystkim żyło się lepiej, ten musi dołączyć do tych, co nim kierują, a nie sprzeciwiać się gdzieś po kątach.
Powieść Vilikovskiego otwiera cytat z dzienników Gombrowicza: „A człowiek rzeczywisty to taki, którego boli”. Najprostszą interpretacją tego motta w odniesieniu do losów naszego homo sovieticusa byłoby stwierdzenie, że to on jest tytułowym człowiekiem rzeczywistym, bo w końcówce traci wszystko i cierpi. Jak pisze jednak Katarzyna Kręglewska „nie chodzi tu [u Gombrowicza] jedynie o ból fizyczny, lecz także ten, który powstaje na skutek uświadomienia wszelkich swoich niemożności a także faktu bycia nieustannie deformowanym” [1]. Tymczasem bohater Vilikovskiego niczego takiego sobie nie uświadamia – nawet po gorzkiej nauczce, którą dostaje, zachowuje się nadal jak jedyny sprawiedliwy, od którego ludzie niesłusznie się odwrócili. Niczego nie zrozumiał, niczego się nie nauczył, jest nieczuły jak kawał drewna. Nie jest człowiekiem rzeczywistym – bo go nie boli. Dlaczego więc Opowieść o człowieku rzeczywistym? Bo to opowieść o tym człowieku rzeczywistym, który jest w każdym z nas – o tym świadomym, z zasadami, o tym, który rozumie. I o tym, co się może stać, jeśli tego człowieka w sobie utracimy.

Doskonała, mądra i odrobinę przerażająca powieść. A dla mnie osobiście – najlepsza odpowiedź na pytanie, dlaczego Vilikovský jest figurą numer 1 współczesnej literatury słowackiej.

***
P. Vilikovský, Opowieść o rzeczywistym człowieku, tłum. Tomasz Grabiński, wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2015.

Za historię małych ludzi, którzy stali się sprawcami wielkich szkód dziękuję Krzyśkowi i wydawnictwu Książkowe Klimaty.

Przypis: K. Kręglewska, Problem podmiotowości w Dzienniku Witolda Gombrowicza. Próba analizy, Polisemia (http://www.polisemia.com.pl/numery-czasopisma/numer-1-2010-1/problem-podmiotowosci-w-dzienniku-witolda-gombrowicza-proba-analizy).
Cytat: P. Vilikovský, Opowieść o rzeczywistym człowieku, Wrocław 2015, s. 202. 

Fotografie:
[1] Chris Greene / freeimages.com
[2] Okładka słowackiego wydania Opowieści o rzeczywistym człowieku ze strony wydawnictwa Kalligram / www.kalligram.sk
[3] Zdjęcie własne
[4] Okładka Opowieści o rzeczywistym człowieku ze strony wydawnictwa Książkowe Klimaty
 

6 komentarzy:

  1. Przeczytam, choc brzmi to tak przygnębiająco, ze az się plakac chce. A tak w ogóle, to tytul nie jest jakąs grą z "Opowiescią o prawdziwym czlowieku" Borysa Polevoja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głowy nie dam, bo „Opowieści o prawdziwym człowieku” nie czytałam. Ale niewykluczone, że to po części inspiracja i Gombrowiczem, i Polevojem.

      Ja się częściej śmiałam, bo to co ten człowiek wypisywał było aż śmieszne, ale jak sobie człowiek pomyśli, ilu ich było i jakie szkody wyrządzili przez swoją głupotę i naiwność, to rzeczywiście zbiera się na płacz.

      Usuń
    2. "Opowiesc o prawdziwym czlowieku" Polewoja to, przy calym szacunku dla bohatera ksiazki, Aleksieja Mariesjewa, straszny socrealistyczny gniot. Moja mama musiala go przeczytac w liceum i ksiazka gdzies sie paletala po pólkach, wiec kiedys spróbowalam to przeczytac. Koszmar. Bohater jest prawdziwym radzieckim bohaterem, ratujacym swe zycie, by sluzyc komunistycznej Ojczyznie. Totalnie odmózdzony przez propagande, podobnie jak ten z powiesci Vilikovskyego. Ciekawe, czy jego tytul jest jakims sarkastycznym nawiazaniem do Polewoja.

      Usuń
    3. Czyli, rozumiem, nie polecasz ;). Możliwe, że to ironiczna gierka ze strony Vilikovskiego. Pozostaje poczekać, aż przyjedzie do Polski na jakieś spotkanie i go zapytać :).

      Usuń
  2. Przekonał mnie i cytat Gombrowicza, i Twoja recenzja (cytat w sumie tylko posłużył za wykrzyknik). Poza tym myślałam ostatnio o tej książce, a teraz sięgnę po nią niemal z ekscytacją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie :). Ja podchodziłam do niej bez żadnych gorących uczuć, słyszałam o Vilikovskim dużo dobrego, więc chciałam poznać jego twórczość, ale w tym wypadku spodziewałam się czegoś cięższego i nie tak porywającego. Tymczasem to naprawdę lektura silnych emocji!

      Usuń