poniedziałek, 12 grudnia 2016

Książka, kawa i kanap(k)a. O Kawiarni Literackiej w Krakowie

Kraków, mój kochany Kraków, to miasto księgarni. To między innymi one, przytulne, zaciszne, kolorowe, często oferujące również zziębniętemu spacerowiczowi pyszną herbatę, kawę lub ciastko, tworzą jego niepowtarzalny klimat.

Do grona tych znanych już i lubianych, jak De Revolutionibus, Księgarnia pod Globusem, Bona – książka i kawa czy Massolit Books & Cafe, dołączyło niedawno kolejne urocze miejsce. To Kawiarnia Literacka na Kazimierzu. Kiedy tylko zobaczyłam zdjęcia i usłyszałam te wszystkie entuzjastyczne głosy na jej temat, postanowiłam, że muszę się tam wybrać. I okazało się, że opowieści wcale nie są przesadzone.

Spędziłam w Literackiej dobrą godzinę, zachwycając się wystrojem, buszując między regałami, posilając się kawą i kanapkami. W doborze książek na półkach widać tu czułą rękę miłośnika literatury – szczęśliwie brak empikowych wątpliwej jakości bestsellerów, jest za to mnóstwo świetnych tytułów wydawanych przez niszowe wydawnictwa. 

Trudno było się nie skusić, choć więc nie miałam w planach książkowych zakupów, ostatecznie wyszłam stamtąd z trzema książkami pod pachą – biografią Boya-Żeleńskiego, Obywatelem kultury Havla i listami Vonneguta. Oraz z pełnym brzuszkiem – pasty do kanapek mają naprawdę pyszne!

Ale to nie wszystko. Oprócz tego, że sprzedają świetne książki i robią świetne kanapki, organizują też różnego rodzaju wydarzenia. Spotkania autorskie, debaty, festiwale, sesje gier planszowych – w Literackiej prawie codziennie coś się dzieje. 

I tu, korzystając z okazji – małe ogłoszenie. Już w najbliższy piątek o godz. 19 odbędzie się tam spotkanie z Rafałem Niemczykiem, którego od niedawna jestem dumną menedżerką :). Kto będzie wtedy w Krakowie – serdecznie zapraszamy!

A o Kawiarni Literackiej możecie też poczytać na przykład u Hadyny, która zachwyca się m.in. nazwami tamtejszych drinków. Tak, tak, są też drinki, i mają nazwy rzeczywiście bardzo pomysłowe! :)

Słowem – wybierzcie się, a na pewno miło spędzicie czas. Kraków, ul. Krakowska 41.


8 komentarzy:

  1. O proszę, na Kazimierzu bywam stosunkowo często, ale ta kawiarnia jakoś nie wpadła mi w oko. Ale już na tym weekendzie postaram się nadrobić zaległości! Zdjęcia są co najmniej kuszące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się w takim razie, że choć jedna osoba dzięki mnie się o niej dowiedziała :). Moja reakcja, kiedy usłyszałam o tym miejscu i zobaczyłam zdjęcia, była podobna – przy najbliższej okazji jadę tam! Nie pożałujesz :).

      Usuń
  2. O jak się cieszę, że taka gorącaz reakcja :) Dzięki za wspomnienie!

    Aż mi się zachciało tam przejść jeszcze raz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie ma przeszkód? Zrób sobie chwilkę oddechu od przedświątecznego zamieszania i wpadnij do nich na kawę, tudzież drinka :). Ja się czuję regularnie torturowana publikowanymi na Facebooku zdjęciami tych wszystkich słodkości, nalewek i innych pyszności, które tam serwują. Gdybym tylko miała bliżej!

      Usuń
  3. Wystrój bardzo ładny, ale jak z cenami książek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ceny są przeważnie okładkowe, ale wtedy, kiedy tam byłam, obowiązywała jeszcze promocja -30% na wszystko. Mają też coś takiego jak promocja dnia – codziennie jedna książka ze zniżką -10%. Oczywiście nie może być tak tanio jak w taniej książce, ale staram się mimo wszystko jak najczęściej kupować w takich małych księgarniach, żeby im choć w ten sposób pomóc. Bo inaczej po pewnym czasie znikają – jak Czuły Barbarzyńca, którego bardzo lubiłam :(.

      Usuń
    2. Tak myślałam. Na ogół kupuję kilka książek miesięcznie i nie są to często pozycje najtańsze, dlatego dla mnie cena ma niestety kluczowe znaczenie. Jeśli mogę przez internet nabyć dany tytuł z 25-30% zniżką, to tak właśnie robię, mimo że pewnie miło byłoby posiedzieć w takich wnętrzach i może przy okazji spotkać ludzi, którzy też po prostu lubią czytać (choć z drugiej strony jakoś nigdy o te spotkania nie zabiegałam;)). Można tę moją postawę nazwać nieznośnym skąpstwem, obrzydliwym materializmem albo po prostu realizmem:).

      Usuń
    3. Nie, nie, ja akurat świetnie rozumiem ten Twój realizm :). Nasłuchałam się już wiele o tym, jaką krzywdę wielkie księgarnie internetowe w stylu Bonito robią małym wydawcom, nie mówiąc oczywiście o krzywdzie, jaką robią małym księgarniom, ale jeśli zależy mi na konkretnej książce, a do tego jest to pozycja stosunkowo droga, to kupuję w tym Bonito i tak. Bo mam odbiór osobisty w Krakowie, i takie zakupy wychodzą faktycznie dużo taniej. Jasne, gdyby zarabiać kokosy i móc sobie pozwolić na kupowanie gdzie się chce, to co innego, ale... jest jak jest.

      Ja lubię takie lokale jak Literacka właśnie jako miejsca z fajnym klimatem, gdzie można posiedzieć, napić się kawy, zjeść coś dobrego i przy okazji poczytać. Lubię też organizowane w nich kameralne spotkania autorskie. Więc bardziej korzystam z ich funkcji kawiarnianej, niż księgarnianej. Nie ma obowiązku kupowania książek :). Ale, żeby takie miejsca wesprzeć, raz na jakiś czas staram się to robić.

      Usuń