czwartek, 8 listopada 2018

Potwory, niewidzialna ręka rynku i wielka opowieść jak zapach skóry kochanka – Festiwal Conrada 2018, dzień 5., 6. i 7.

Też tu jestem. Ta tycia Ania Maślanka na dole.
Czas na część trzecią mojej relacji, a więc ostatnie trzy festiwalowe dni. W tej edycji Festiwalu Conrada weekend nie obfitował w interesujące wydarzenia, dlatego mowa o zaledwie trzech spotkaniach – z Michalem Ajvazem, z Arundhati Roy oraz o sobotniej debacie w Księgarni pod Globusem. Plus kilka słów o przepięknym wykładzie mistrzowskim Roy na Gali Nagrody Conrada.

Dopytywany przez prowadzących, skąd biorą się jego niezwykłe pomysły, Michal Ajvaz odparł, że nie wie – że zostawia to psychoanalitykom :). W każdym razie na pewno nie z jego snów, które są bardzo nudne. Skąd więc w jego książkach te wszystkie potwory? Jak stwierdził, kiedyś pisał o nich więcej, dziś zostały mu tylko pies i kot, które ma w domu :). I w tym wypadku nie potrafił jednak wyjaśnić, skąd te dziwne stworzenia biorą się na kartach jego powieści – zaryzykował stwierdzenie, że może są dla niego po prostu symbolem innego świata. Dodał, że fantastyczne kreatury nie są nam tak naprawdę potrzebne, grunt to umieć spojrzeć na świat, dostrzegając niezwykłość w jego zwyczajności. Co nie jest wcale proste przy tej ilości przyziemnych spraw, które codziennie zaprzątają nam głowę.

Pisarz odniósł się również do porównań do Borgesa. Przyznał, że w pewnym stopniu jego twórczość go inspirowała, ale tylko przez pewien czas. Za dużo ważniejszych dla siebie autorów uważa Kafkę i Schulza. Nie podoba mu się również, że bywa zaszufladkowany jako „pisarz praski”. Pisał o Pradze, ponieważ dobrze ją zna, ale nie jest dla niego bardziej „magiczna” niż inne miasta. Jeśli już miałby być z nią kojarzony, to jako ze stolicą surrealizmu – pisarze surrealiści są mu dużo bliżsi niż choćby wspomniany Borges.

Na sugestię prowadzącego Tomasza Wiśniewskiego, że jako twórca literatury wyobraźni jest chyba dosyć osamotniony na czeskiej – i nie tylko – scenie literackiej, Ajvaz przyznał, że z wyjątkiem poety Ivana Wernischa nie znajduje właściwie bratnich dusz wśród czeskich pisarzy. Współczesnej literatury zagranicznej nie śledzi natomiast zbyt uważnie; jeśli o nią chodzi, podał tylko jedno nazwisko – Thomas Pynchon. Chętniej czyta starszych pisarzy, wśród których wymienił Conrada, Gombrowicza i wspomnianego już wcześniej Schulza.


Zapytany o to, jak udaje mu się w swoich utworach łączyć literackie szaleństwo z racjonalizmem, odparł, że dla niego to nic dziwnego – coś podobnego charakteryzuje pisarstwo Lewisa Carrolla, Edgara Allana Poego czy niemieckich romantyków. Większy problem stanowi dla niego wplatanie obrazów, które mają charakter autonomiczny, w logikę opowieści. Równocześnie jest to trochę wyzwaniem – czuje się jak rzeźbiarz ze swojego opowiadania, który nie wie, co wyjdzie z jego rzeźby.

Nie obyło się też bez rozmowy o pisarskich rytuałach. Ajvaz przyznał, że nie potrafi pisać po południu i w nocy – mimo więc, że akcja Innego miasta rozgrywa się niemal w całości nocą, utwór powstał w świetle dnia. Zwykle do pracy pisarskiej pisarz siada o 7:30, z kawą, i pisze do południa. Równocześnie musi się skupiać na swojej pracy naukowej, z której żyje, dzieli więc swój czas między te dwa światy. Jak sam twierdzi, nie mógłby jednak pracować nad dwoma dziełami literackimi w jednym czasie, pisząc bowiem książkę żyje nią, nosi ją bez przerwy w sobie.

Zwieńczeniem rozmowy był ciekawy literacki eksperyment, jakiego nie widziałam nigdy wcześniej na spotkaniu autorskim. Tomasz Wiśniewski przygotował opowiadanie zainspirowane twórczością Ajvaza, które czytał we fragmentach, przeplatanych fragmentami przygotowanymi wcześniej i czytanymi przez samego Ajvaza. W ten sposób powstało ciekawe „opowiadanie na dwa głosy”. Szczególnie efektowna była końcówka – w końcowej scenie bohater wchodzi do sali pełnej ludzi w słuchawkach, siedzących przed podwyższeniem, na którym siedzi trójka ludzi, w tym dziewczyna w żółtej sukience (właśnie taką miała na sobie druga moderatorka spotkania, Joanna Grochocka). W końcu mężczyzna siedzący obok dziewczyny wstaje i mówi: „Proszę państwa, Michal Ajvaz!”. I fikcja stała się rzeczywistością :).

Festiwalową sobotę zaczęłam od debaty blogerów, dziennikarzy i księgarzy w Księgarni pod Globusem. Uczestnicy (a wśród nich między innymi Parapet Literacki, Księgarka na regale, CzytamRecenzuję.pl i Książki na ostro) zastanawiali się, co tak naprawdę decyduje o sprzedaży książek. Mimo dużej popularności YouTube’a i Instagrama okazuje się, że liczba wyświetleń wcale nie przekłada się na liczbę sprzedanych egzemplarzy. Co tak naprawdę zachęca więc do kupowania książek? Radio? Biblioardy? Polecenia znajomych? Nie udało się znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi na to pytanie. „Niewidzialna ręka rynku” – to jedyne nasuwające się wyjaśnienie.


Co z blogami? Wniosek z dyskusji był taki, że niekoniecznie pomagają one w zachęcaniu do czytania osób nieczytających, ale za to dla tych czytających są pewnym drogowskazem wśród gąszczu nowości zalewających rynek. Miłym akcentem były głosy osób z publiczności, które przyznały, że zwykle „nie lajkują” i nie komentują, ale za to milcząco śledzą blogi i vlogi, „wpuszczając ich autorów do domu”, dzięki czemu czują się trochę, jakby ich znali. Blogi wciąż mają więc sens.

Na wieczornym spotkaniu z Arundhati Roy było trochę o polityce, trochę o miłości, trochę o różnicach między Indiami a Polską. Pisarka mówiła o systemie kastowym jako elemencie przemocy, który piętnuje w swoich powieściach, ale błysnęła też doskonałą znajomością i zrozumieniem polskiej historii, zauważając, że dzisiejsza homogeniczność naszego społeczeństwa została również osiągnięta poprzez przemoc. Jeśli chodzi o różnice kulturowe, szczególnie spodobała mi się anegdota, obrazująca różnice w myśleniu o małżeństwie – pewna pani z Indii na wiadomość, że na Zachodzie ludzie zawierają związki małżeńskie z miłości, zdziwiła się: „Jak to z miłości? Budować życie na czymś tak nietrwałym?”. I rzeczywiście, jak zauważyła Roy, mimo ogromnej ilości miłości w bollywoodzkich filmach, w Indiach uczucia rzadko grają rolę przy zawieraniu małżeństwa, a związki międzykastowe zdarzają się bardzo rzadko.

Choć Indie są na pozór krajem demokratycznym, w którym przeprowadzane są wybory, w istocie to państwo policyjne, gdzie ludzie wsadzani są do więzienia tylko na podstawie podejrzeń. Co gorsza, narzędziami kontroli, oprócz policji i wojska, stał się dziś również internet, na czele z Facebookiem. Osobiście jednak pisarka uważa, że największym problemem jest kretynizm – większym niż faszyzm. W Indiach ograniczeni politycy, którzy upierają się, że ich przodkowie nie pochodzili od małpy, wyrządzają wielkie szkody, atakując szkoły i system edukacji. Mimo tego wszystkiego jednak autorka nie chce wyjeżdżać, „ponieważ to jakby prosić drzewo, by odeszło”. Z szacunkiem mówiła też o mądrości Wschodu, która znaczy dla niej więcej niż mądrość Zachodu, ponieważ zakłada równość wszystkich ludzi.


Czym jest dla niej szczęście? Przeciwieństwem instytucji. Zdolnością do życia intensywnie, ciesząc się chwilą, bez prób instytucjonalizowania tego. Dla niej dodatkowo szczęściem jest pisanie, ponieważ jej bohaterowie żyją wraz z nią, są dla niej pociechą. Na pewno natomiast drogą do szczęścia nie jest, jak nam się dziś wmawia, posiadanie i konsumowanie. Czego się boi? Wyczerpania się źródeł naturalnych i deficytu wody. To środowiskiem najbardziej powinniśmy się dzisiaj martwić. Co robi, kiedy czuje rozpacz i traci nadzieję? Przypomina sobie, że świat istnieje od 4 miliardów lat i jej rozpacz nie ma dla niego żadnego znaczenia :). Myśli też o ludziach, dla których możliwość poczucia rozpaczy byłaby luksusem; nie mają jej, bo są w sytuacji, w której nie mają żadnego wyboru.

Było to ostatnie spotkanie z głównego programu tegorocznego Festiwalu Conrada, w którym w całości wzięłam udział. Dorzucę jednak kilka słów na temat niedzielnej Gali Nagrody Conrada i wykładu mistrzowskiego Arundhati Roy, który naprawdę chwycił mnie za serce. Pisarka mówiła w nim bowiem o literaturze w sposób niezwykle sensualny i dla mnie osobiście wzruszający.

Znalezienie własnego głosu jako pisarza porównała z odnalezieniem miłości życia. Dodała, że nie jest to łatwe w dobie wszechobecnego hałasu Facebooka i Twittera, kiedy samotność, kroczenie własną drogą i mówienie własnym głosem wydają się czymś przerażającym – a to zagraża literaturze. Roy przyznała, że i dla niej niełatwa była decyzja, by przemówić, narażając się na niepopularność; gdyby jednak tego nie zrobiła, więziłaby samą siebie i pogardzałaby sobą.

Wielka opowieść według niej ma w sobie coś z domu, w którym mieszkasz lub zapachu skóry twojego kochanka (piękne, piękne porównanie!). Dzięki niej choć wiesz, że kiedyś umrzesz, czujesz, jakby to miało nigdy nie nastąpić. To wielka tajemnica, która pozwala nam zrealizować jedyne marzenie, które naprawdę ma sens – żyć, kiedy jesteś żywy i być martwym dopiero wtedy, kiedy umrzesz. Jakie jeszcze rady miała pisarka dla młodych pisarzy (i nie tylko)? Nigdy nie przywyknąć do przemocy. Szukać radości tam, gdzie jest tylko smutek. Szanować siłę, a nie potęgę. Próbować zrozumieć. Piękne słowa, po których wyszłam z gali szczęśliwa, że moje życie kręci się wokół czegoś tak wspaniałego jak literatura.

I to już (prawie) koniec mojej conradowskiej relacji. Spodziewajcie się jeszcze krótkiego podsumowania spotkań w ramach pasma Przemysły Książki.

10 komentarzy:

  1. Kafka, Schulz, Conrad, Gombrowicz, Carroll, Poe, niemieccy romantycy... gimbaza byłaby w szoku dowiadując się, że prawdziwa literatura obejmuje autorów lektur szkolnych :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że ta gimbaza raczej nie chadza na takie spotkania :(

      Usuń
    2. Myślisz, że miałaby coś do powiedzenia na temat tych, którzy inspirują Ajvaza, oprócz tego, oczywiście, że to nuda? :-)

      Usuń
    3. Pewnie nie. Albo coś w stylu tego pytania, które ktoś mi kiedyś zadał, kiedy wspomniałam o Festiwalu Conrada – czy ma coś wspólnego z Mickiewiczem. Bo u niego też jakiś Konrad był...

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że grono miłośników prozy Ajvaza doczeka się wkrótce czegoś nowego na rynku wydawniczym. Szkoda, że "Inne miasto" jest niedostępne. "Podróż na południe" była cudowna, ale nie wiem, czy miałabym jakieś pytania do autora, poza tym, kiedy powstanie nowa książka i nad czym teraz pracuje :-).

    Natomiast Arundhati Roy to fantastyczna osoba! Już wcześniej trochę o niej czytałam. Cieszę się, że spotkanie było tak poruszające, wzruszające, emocjonalne i mam nadzieję, że odebrała je w ten sam sposób sama pisarka i że jeszcze zechce kiedyś przyjechać do Polski. Bardzo żałuję, że nie mogłam jej posłuchać.
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajvaz jest, z tego co wiem, bardzo trudny w tłumaczeniu. Nie czytałam go nigdy w oryginale, ale tak słyszałam od innych bohemistów. Z wydaniem pewnie nie byłoby problemu, trzeba tylko śmiałka, który się zmierzy z przekładem :).

      Też bym bardzo chciała, żeby Roy odwiedziła jeszcze kiedyś Polskę, bo w końcu nie wzięłam od niej autografu. Teraz żałuję. Od osoby, której wykład mistrzowski stał się dla mnie najjaśniejszym punktem tegorocznego festiwalu, chciałabym mieć pamiątkowy podpis. Więc będę czekać na jej powrót razem z Tobą ;). Też pozdrawiam!

      Usuń
  3. Te słowa z przemowy Roy na gali mają w sobie spory ładunek emocjonalny, łapią za serce. Ubolewam, że nie słyszałam tego osobiście. "Dzięki [literaturze] choć wiesz, że kiedyś umrzesz, czujesz, jakby to miało nigdy nie nastąpić." To jest dokładnie to uczucie, kiedy zapada się w piękną, podniecającą, wciągającą książkę. Nic się nie liczy, przez chwilę jest się w radosnym zawieszeniu gdzieś daleko, gdzie nic z rzeczywistości się nie liczy. Zadomowienie, podniecenie, stan idealny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, co jest dla mnie najciekawsze? Że na wielu innych osobach, które też słuchały tego wykładu i z którymi później rozmawiałam, w ogóle nie zrobił on takiego wrażenia. Dopiero kiedy przeczytały ten mój emocjonalny, poconradowski wpis na Facebooku, stwierdziły, że coś im umknęło. Może atmosfera nie dla każdego sprzyjała skupieniu, a może po prostu jakoś szczególnie spragniona byłam takich literackich wzruszeń i Roy trafiła mi z tymi słowami prosto w serce.

      Masz rację, dobra książka właśnie tak działa. Sprawia, że zapominasz o wszystkim. No i pięknie, że porównała ten stan z miłością czy powrotem do domu, bo dla wielu z nas literatura jest rzeczywiście czymś podobnym, podobne emocje wywołuje. Idealne słowa na zakończenie literackiego festiwalu!

      Usuń
    2. To tym lepiej, że uchwyciłaś te emocje i zapisałaś, żeby nieść dalej i pomóc innym lepiej zrozumieć na chłodno. Czasem człowiek bardzo łaknie czegoś pięknego, podniosłego w życiu i jak takie coś wreszcie się pojawia, trafiając w samo sedno, to trudno się powstrzymać przed wzruszeniem i przeżywaniem. Świetne zakończenie :)

      Usuń
    3. Tak. Chyba tak właśnie było :).

      Usuń