Myślowe chwasty. O pozycji kobiet (nie tylko) w czeskim świecie literackim


Dyskusja o tym, dlaczego tak mało kobiet wyróżnianych jest nagrodą Magnesia Litera, choć to właśnie kobiety królują na dzisiejszym czeskim rynku książki, powraca w Czechach jak bumerang. Być może wymaga głębszego spojrzenia? 

Pytanie, dlaczego wśród nagrodzonych Magnesią Literą tak zdecydowanie dominują mężczyźni, padło po tegorocznym wręczeniu nagród m.in. w tekście redaktorki działu literackiego „Deníka N”, Ireny Hejdovej. Dyskusja to nienowa – podobne głosy pojawiły się w czeskich mediach już w 2020 roku, gdy w gronie wyróżnionych nie znalazła się ani jedna przedstawicielka płci pięknej. A przecież, jak dowodził później w swoim tekście Radim Kopáč, czeska literatura należy dziś właśnie do kobiet.

Hejdová stwierdza, że problemem raczej nie jest skład komisji w poszczególnych kategoriach, bo pod względem genderowym siły rozkładają się w nich po równo. A może trzeba spojrzeć głębiej? Może, zamiast doszukiwać się winy w mechanizmach przyznawania nagród, trzeba dostrzec coś innego – konserwatywne czeskie wzorce myślenia, myślowe chwasty, silnie zakorzenione i u kobiet, i u mężczyzn?

Nieatrakcyjne pajęczyce

Wyrazem tych wzorców był opublikowany w 2012 roku tekst Jiřiego Peňása Pavoučí ženy a ubohá tlustá moucha [Kobiety-pajęczyce i biedna gruba mucha], przypomniany ostatnio w mocnym wystąpieniu Alžběty Stančákovej na zeszłorocznym Zjeździe Pisarzy w Pradze. Jego autor stawia grubą krechę między „kobiecym” a „męskim” pisaniem i krytykuje to pierwsze za jego uczuciowość, mistyczność, magiczność – według Peňása kobiety piszą ze swojej wewnętrznej potrzeby, nie licząc się z tym, czy ktoś chce ich słuchać, nie próbując zrozumieć świata, z którym tak dzielnie bojują w swoich utworach pisarze-mężczyźni. Padają też nazwiska, a wśród nich: Petra Hůlová, Petra Soukupová, Markéta Pilátová, Radka Denemarková, Kateřina Tučková, Bianca Bellová.

„Nakaz, choć raczej podświadomy, brzmi: wyrazić za pośrednictwem tekstu samą siebie. Pisanie to dla nich narzędzie wyrażenia siebie i poznania siebie. Literatura jest jednak przede wszystkim dla czytelnika – książki pisze się po to, by je ktoś czytał. Większość dzieł naszych młodych kobiet [sic! – A.M.] zrodziła się z innych motywacji. Gdybym miał szukać wspólnego mianownika, byłaby nim uderzająca powaga i brak ironicznego dystansu, a nawet humoru, zjawiska najwyraźniej bardzo męskiego” – pisze Peňás. Łatwo o dystans i humor z pozycji silniejszego, prawda? No i jeszcze ten fragment (który Stančáková kwituje gorzkim komentarzem, jak ktokolwiek mógł wydrukować coś podobnego): „Z całym szacunkiem dla naszych pisarek – ich pisanie nie zwiększa ich atrakcyjności seksualnej, przynajmniej nie wprost”.

Święty spokój mężczyzny

To konserwatywne czeskie myślenie – i wytworzony przez nie klimat, zarówno w czeskim środowisku literackim, jak i poza nim – sprawia, że mogą powstawać teksty takie jak Proč nejsem feministou [Dlaczego nie jestem feministą] Miloša Urbana, a ich autorom nie jest wstyd. Pisane tonem protekcjonalnym i aroganckim, zakładające prostą wizję świata – mężczyzna ma prawo do spokoju i zamknięcia we własnym świecie, podczas gdy miejsce kobiety jest przy dzieciach, a każdy drobny udział ojca w opiece nad potomkiem to z jego strony akt wielkoduszności, za który należy się co najmniej medal. 

Urban pisze o swoim dziecku: „Karmiłem je, biegałem z wózkiem po parku (pykając przy tym z fajki, ale tak, by dym nie leciał na potomka), a nawet przewijałem, choć można się było przy tym porzygać”. I chyba niedziwne, że bohaterce Macochy Petry Hůlovej robi się niedobrze z trochę innego powodu: „Naprawdę rzygać mi się chce, że muszę teraz uderzyć w te stare spróchniałe struny, ale dlaczego to zupełnie oczywiste, że kiedy pracuje mężczyzna, wszyscy szanują jego prawo do świętego spokoju?”.

I wreszcie – to konserwatywne czeskie myślenie sprawiło nie tylko, że wśród nagrodzonych tegoroczną Magnesią Literą udział kobiet jest tak mikry (bo przecież to, co napisze mężczyzna, zawsze będzie ciekawsze, mądrzejsze, bardziej wartościowe), ale i że nagrodę w prestiżowej kategorii prozy zdobyła istna zbieranina krzywdzących stereotypów o kobietach, jaką jest Čistý, skromný život [Czyste, skromne życie] Viktora Špačka. Niemal wszystkie bohaterki opowiadań Špačka są płaskie, kłótliwe, histeryczne i nieprzewidywalne. Odbierając nagrodę, pisarz bez cienia zażenowania przyznał, że opisane w książce męskie perypetie są w wielu przypadkach zainspirowane jego własnymi. Podobnie zresztą pewnie jak tekst O rodině a o čtení [O rodzinie i o czytaniu], którego bohater marzy tylko o tym, by uciec z domu, od swojej strasznej i wiecznie naburmuszonej żony, nad rzekę, by poczytać Klostermanna.

Dlaczego jesteśmy tak wściekłe?

Wszystko to świadczy jedynie o tym, jak bardzo Czesi nie traktują kobiet poważnie – i, co gorsza, nie są tego świadomi. Dobrze, że zaczyna się o tym pisać – w ostatnim czasie ukazały się m.in. publikacje Proč jsme tak naštvané? [Dlaczego jesteśmy tak wściekłe?] Šárki Homfray i V pasti pohlaví. O politice, péči, sexu, násili a postavení žen v Česku [W pułapce płci. O polityce, opiece, seksie, przemocy i pozycji kobiet w Czechach] Silvie Lauder. W Polsce o tym, że Czechy to nie jest kraj dla kobiet, pisała ostatnio w „Tygodniku Powszechnym” Martyna Wasiuta.

I nawet jeśli wydaje się, że w świetle prawa czeskim kobietom wolno wiele – co z tego? To, co najgorsze i najtrudniejsze do wyplenienia, pozostaje zawsze w myśleniu. Czeski świat literacki pokazuje to dobitnie.

***
Ten tekst zrodził się z refleksji, które towarzyszyły mi podczas zbierania materiałów do newslettera z czeskiego świata literackiego. Chcesz otrzymywać mój newsletter? Proszę, wesprzyj mnie na Patronite. Dziękuję!
Ilustracja: chenspec / pixabay.com

Komentarze

  1. Grzegorz Gielec3.08.2023, 19:16

    Wychodzi więc na to, że na naszym krajowym podwórku/poletku nie jest aż tak źle, a to czescy pisarze/literaci/twórcy są takimi nadąsanymi wąsaczami z gospody, który pragnęliby, aby "stare, dobre c.k. czasy" trwały i trwały i trwały... A, nazwijmy to, koleżanki po piórze traktują jako gorszy sort od tanich romansideł, przez które żony nie chcą gotować, prać, sprzątać i cerować dziurawych skarpet.
    Ogromniem ciekaw, co przyniesie przyszłość. Może zmiana sposobu myślenia, to kwestia zmiany pokoleniowej i odejścia zaśniedziałego poglądu na otaczający świat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że właśnie tak będzie. Ale mam też trochę obaw, bo przecież taki Špaček czy Urban to nie są jacyś zgrzybiali starcy, a pozytywne reakcje utwierdzają takie postawy. Ja w dalszym ciągu nie rozumiem, dlaczego do zbioru opowiadań Špačka podchodzi się tak bezkrytycznie...

      Usuń
  2. Grzegorz Gielec3.08.2023, 22:29

    Jeszcze w ramach dopowiedzenia, bo widzę, z w Czechach literatura ma wyraźny podział płciowy. Płeć, jak widzę, uzasadnia również powód, dla którego literaci/literatki tworzą. Bo skoro mężczyźni to poruszyciele sumień, inżynierowie ludzkich dusz i twórcy literatury wysokiej na miarę literackiego Nobla, a kobiety to zdesperowane kury domowe, które dla siebie i innych kur domowych piszą błahe czytadełka w celu wylania swoich gorzkich żali i pewnego substytutu ciągłej paplaniny, to jednak odczuwam ulgę, że żyję po Tej stronie Odry. Jako zdeklarowany facet myślałem dotychczas, że chęć opowiedzenia historii - błahych lub poważnych - to ogólna domena osób (kobiet i mężczyzn) parających się literaturą. Żyłem w przekonaniu, że zarówno literatura błaha, jak również poważna, to kwestia talentu i umiejętności warsztatowych, a nie płci, natomiast autor i autorka piszą w celu zwrócenia uwagi (np, na ważną kwestię), zapewnienia rozrywki czytelnikom oraz sobie, a także wewnętrznego spełnienia; od biedy dodam to pokrzepienie serc. Kwestie finansowe pomijam, ale jeżeli w Cz płeć decyduje o wartościach literackich, jakości tekstu i wewnętrznej potrzebie autora, to ja dziękuję za takie Czechy, ale nie skorzystam. Z uśmiechem przez łzy zostaję w tej wariackiej Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszyscy oczywiście ten podział popierają, niektóre zwłaszcza autorki, jak Petra Hůlová czy Radka Denemarková od lat krytykują koncepcję „literatury kobiecej” jako pojęcia, które nie ma prawa bytu – bo przecież nie ma żadnej „literatury męskiej”, jest po prostu literatura. Dlatego ten podział stosowany przez Peňása jest absurdalny, bo uczuciowo, z głębi trzewi i na jednym wdechu piszą też mężczyźni (vide mój ukochany Hrabal, który się w tym przecież wzorował na bitnikach), a kobiety tworzą też fabuły i wypowiadają się o stanie świata. Ale prawdą jest, że to wszystko w Polsce już trochę stało się oczywistością, a w Czechach dalej chyba nie do końca chcą to przyjąć do wiadomości.

      Usuń
    2. Grzegorz Gielec9.08.2023, 17:30

      Czas na pisarkę obrazoburczą i mającą gdzieś świętości - taką Karle Bukovską. ;)

      Usuń
    3. Zawsze myślałam w ten sposób o Hůlovej. :) Myślę, że to nie kwestia samego kobiecego głosu, ale zmiany warunków na takie, które pozwolą się mu przebić.

      Usuń
  3. Wprost nie chce się wierzyć, że jest AŻ TAK! Czy czescy mężczyźni (literaci, pisarze, krytycy itd.) nie czują respektu przed ciętym językiem i inteligencją kobiet? Nie są świadomi, że ich postawy są aż śmieszne? Ale na szczęście czeskie pisarki mają rosnące grono czytelników, cieszą się wielkim uznaniem, również poza granicami Czech, w Polsce. Myślisz, że dopiero nagroda Nobla dla Radki Denemarkovej zmieniłaby tę sytuację? Dobrze, że chociaż w tym roku słowacka pisarka Katarina Kucbelova została nominowana do Angelusa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klimat w Czechach niestety takim postawom sprzyja. :( To, co w innych warunkach zostałoby wyśmiane, tam ma podatny grunt do rozwoju. Pytasz, czy Nagroda Nobla dla Denemarkovej zmieniłaby sytuację – niestety nie jestem pewna. Denemarková mówiła kiedyś, w jednym z wywiadów czy na którymś ze spotkań, że jej „Pieniądze od Hitlera” nie doczekały się w Czechach ani jednej pozytywnej recenzji. Czesi mają tendencję do traktowania swoich wielkich z niechęcią, i to niezależnie od płci (vide Kundera). Więc myślę, że tak wielki sukces Denemarkovej mógłby wręcz pogorszyć sytuację. Ale tu akurat nie są w odosobnieniu, bo przecież to samo dzieje się u nas z Olgą Tokarczuk...

      Usuń
  4. To jest wprost niewiarygodne. Z niejasnych dla mnie powodów wydawało mi się, że nasi sąsiedzi są pod tym względem nowocześniejsi od Polaków.;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jest u nas dość powszechne przekonanie, że Czesi ogółem są w porównaniu z nami bardziej postępowi. Widać to też np. w badaniach CBOS. Okazuje się niestety, że to trochę iluzja. :(

      Usuń

Prześlij komentarz