środa, 22 grudnia 2010

Rozkoszna pikanteria Colette


O Sidonie-Gabrielle Colette przeczytałam pierwszy raz w Drugiej płci Simone de Beauvoir. Później była wzmianka na lekcji francuskiego, widok nowego, czarno-różowego wydania Czyste, nieczyste na półce w księgarni – i wreszcie antykwariat, w którym znalazłam nieco sfatygowane dwa tomy z cyklu o Klaudynie. Nasłuchawszy i naczytawszy się tyle o ich autorce, nie mogłam nie kupić.

Na cykl ten składają się cztery powieści o dziewczynce z małego francuskiego miasteczka Montigny. Opisane zostają najpierw szkolne perypetie tego nieco dzikiego, niesfornego, rozmiłowanego w przyrodzie swojej małej ojczyzny, zadziwiającego urodą, wiedzą i szczerością dziewczęcia, a następnie jej dalsze losy po przeprowadzce do Paryża.

Brzmi niewinnie, także niepozorne okładki sugerują umoralniającą powiastkę dla pensjonarek. Tymczasem – pieprzny to kąsek. Nauczycielki ze szkoły w Montigny łączy płomienny romans, Klaudynę napastuje pan Duterte, szkolny lekarz, a także jedna z jej szkolnych koleżanek, żywiąca do niej uczucie więcej niż przyjacielskie... Wszystko aż kipi od erotyzmu i to miłosne napięcie zdaje się być głównym motorem, poruszającym tryby tej małej szkółki. W Paryżu, jak na Paryż przystało, rozpusty jeszcze więcej – kuzyn Marcelek zakochany w chłopcach, lesbijski epizod Klaudyny – już wtedy mężatki, romanse i intrygi zmanierowanych i rozkapryszonych paryskich dam...

Sama Klaudyna – jaka jest? Leciutka i niewinna jak puszek, a przy tym zwinna jak jaszczurka, ostra jak brzytwa, o wymowie jadowitej. Taki jest i język, jakim się Colette posługuje, i ona sama także, podejrzewam, taka była (nie jest tajemnicą zresztą, że sporo w Klaudynie autobiografizmu). Łyka się jej zdania jak cukierki, jak miętówki, które tak ochoczo chrupała Łusia. I wspaniale pisze o bogactwie dziewczęcej urody. Aż żal, że samemu już się nie jest taką rumianą jak jabłuszko, żywotną nastką. :)

Pierwsza część – Klaudyna w szkole jednak pod tym względem – i pod wszystkimi innymi, moim zdaniem – zdecydowanie przoduje. Najwięcej ma uroku, najwięcej świeżości. Poczynając od Klaudyny w Paryżu autorka pogłębia warstwę społeczno-psychologiczną, pokazuje przypadki nieszczęśliwych par, zniewolenia – czy to kobiet, czy mężczyzn – w miłosnym związku, problem zdrady, zwyczaje społeczności paryskiej... Wszystko to jednak nużyło mnie już, te ciężkie suknie i mdły zapach perfum.

Oczywiście w swoich czasach powieści o Klaudynie wywołały wielki skandal. Obecnie emocje budzą nieporównanie mniejsze, już nie szokują, nie oburzają - ot, po prostu lekka, odprężająca lektura. W związku z tym odczuwam pewną nostalgię. Za czasem, kiedy erotyzm nie był jeszcze tak oczywisty, tak jawny. Był czymś złym i gorszącym, ale przez to kuszącym, tematem, do którego należało podchodzić z taktem, na paluszkach. Pozostawał w sferze aluzji, żartu, dziewczęcych chichotów i podchodów – ale jakże był dzięki temu smakowity! Palce lizać. Dzisiaj seksu jest wszędzie pełno, więc i w literaturze zwykle podaje się go prosto na tacy, bez subtelności, bez smaczku. Szkoda.

5 komentarzy:

  1. Cieszę się, że wciąż znajdują się takie osoby, które sięgają po twórczość Colette :) Do serii o Klaudynie podchodzę z dużą dawką sentymentu, ale nawet obiektywnie rzecz ujmując, jest to naprawdę piękna literatura, w którą warto się zagłębić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja co prawda jeśli chodzi o Colette mam tylko Klaudynę na koncie, ale nie zamierzam na tym kończyć, bo to zdecydowanie pisarka godna uwagi. Dlatego też cieszę się, że pojawiają się teraz wznowienia jej książek i łatwiej do jej twórczości dotrzeć. Pozdrawiam, Klaudyno :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie:) Sam odkrywam Colette na nowo, polecam Cherie do kompletu wrażeń:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie na Cherie poluję, tym bardziej, że tą recenzją u siebie narobiłeś mi jeszcze większego smaka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Życzę powodzenia, a trud łowów sowicie się opłaci:)

    OdpowiedzUsuń