niedziela, 9 stycznia 2011

Z egoizmem małej kózki - Antoine de Saint-Exupéry, "Listy do matki"


Czytając zbiór czyichś listów zawsze mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest to świetna okazja, aby poznać pisarza „od kuchni”, przekonać się, jakim był człowiekiem, z drugiej jednak przytłacza mnie zwykle ilość dat, miejsc, nazwisk, znanych oczywiście adresatom listów, za to mi nie mówiących nic. Są oczywiście przypisy, objaśnienia, ale nie zawsze to wystarcza. Ponadto historię autora listów poznajemy w sposób fragmentaryczny, często brakuje „łączników”, istotnych wydarzeń, o których wzmianek w listach brak i pojawia się problem z chronologią, z uporządkowaniem sobie tego wszystkiego w głowie.

I w przypadku Listów do matki Antoine'a de Saint-Exupéry'ego nie obyło się bez problemów, ale nie było aż tak źle, w dużej mierze dzięki prologowi autorstwa adresatki listów, w którym krótko opisała najważniejsze etapy życia syna, ilustrując je fragmentami listów lub jego utworów.

Pierwsza połowa tych listów, z najmłodszych lat życia Saint-Exupéry'ego, nie przynosi zbyt wielu ciekawych informacji – to raczej proste relacje z pobytu w kolejnych szkołach, opis swoich postępów w nauce oraz prośby o pieniądze i inne potrzebne rzeczy. Dopiero kiedy przyszły pisarz zaczyna podróżować jako pilot, często przebywając z dala od domu i tęskniąc za nim, dowiadujemy się więcej o jego myślach i uczuciach. Jest to zresztą także okres, kiedy podejmuje swoje pierwsze próby pisarskie, z czego zwierza się matce, ale szczegółów na temat jego wczesnej twórczości także próżno szukać w tych listach – jest jedynie kilka zdań na temat Poczty na Południe oraz Nocnego lotu.

Z korespondencji tej wyłaniają się dwie twarze autora Małego Księcia. Pierwsza to taka, której się nie spodziewałam – twarz rozpieszczonego dziecka. Podczas pobytu w szkołach nastoletni Antoine niejednokrotnie wręcz żąda od matki pieniędzy, słodyczy i potrzebnych mu rzeczy. Z czasem to zanikło, pojawiło się zamiast tego poczucie własnej wyższości i cień pogardy dla tych, którzy pisarzowi nie dorównują. Dla zilustrowania kilka cytatów.
Zalecam się do różnych Colette, Paulette, Suzy, Daisy, Gaby, które są produkowane seryjnie, więc po dwóch godzinach jestem nimi znudzony. Cóż za monotonia. To moje poczekalnie.
Kiedy umysłowość, która wydawała mi się ciekawa, okazuje się jedynie łatwym do rozpracowania mechanizmem, zawsze jestem zawiedziony, czuję niesmak. (...) Mogę obcować wyłącznie z tymi, od których się czegoś uczę.
Co wieczór robię bilans dnia. Jeżeli był jałowy pod względem edukacji osobistej, jestem niemiły dla tych, przez których go straciłem, a w których miałem prawo wierzyć.
Trzeba jednak oddać pisarzowi sprawiedliwość, że ta strona jego osobowości raczej pobrzmiewa gdzieś w tle, przynajmniej na stronach tego zbioru listów. Zdecydowanie dominuje natomiast obraz Saint-Exupéry'ego jako kochającego syna i brata (który swojej matce nie szczędzi czułych słów i podziękowań za wszystko, a w wieku lat trzydziestu wciąż zwraca się do niej czule „Mamusiu”), człowieka wrażliwego, bardzo mocno związanego ze swoimi krewnymi i samemu pragnącego założyć własną rodzinę:
Trochę, troszeczkę pragnę się ożenić, ale nie wiem z kim. Ta wieczna prowizorka całkiem mi już obrzydła! A poza tym mam w zanadrzu dużo ojcowskiej miłości. Chciałbym mieć mnóstwo małych Antoine'ów...
Przez całe życie także, zwłaszcza w czasach niebezpieczeństwa, w miejscach ponurych, z dala od domu, pielęgnował w sercu wspomnienia z dzieciństwa.
„Najlepszą”, najspokojniejszą, najbardziej przyjazną rzeczą, z jaką kiedykolwiek miałem do czynienia, był mały piecyk w pokoju na piętrze w Saint-Maurice. Nic nigdy mnie tak nie pokrzepiało, gdy rozmyślałem nad swoim istnieniem. (...) Tym, co mnie nauczyło pojęcia bezmiaru, nie była Droga Mleczna ani lotnictwo, ani morze, lecz drugie łóżko w Mamy pokoju. (...) Nie jestem pewien, czy w ogóle żyłem od czasów dzieciństwa.
Ogromnie wzruszył mnie ten fragment, napisany wkrótce po dramatycznej przygodzie Saint-Exupéry'ego, kiedy to jego samolot rozbił się na Pustyni Libijskiej i przez kilka dni błąkał się, bliski śmierci z odwodnienia:
Rozpłakałem się, czytając Mamusi mądry liścik, ponieważ wołałem Mamę na pustyni. Okropnie się zezłościłem, że wszyscy sobie gdzieś poszli i zapadła cisza, i zacząłem wołać swoją mamusię. (...) To ona miała mnie osłaniać i chronić, więc wołałem ją z egoizmem małej kózki.
I choć listy często dają mylący obraz relacji (przypomina mi się zbiór listów do matki autorstwa Sylvii Plath – wizja najczulszej więzi między tymi dwiema kobietami, która powstała w mojej głowie po lekturze tej korespondencji, roztrzaskała się w drobny mak, gdy kilka tygodni później w Dzienniku poetki napotkałam jej wyznania nienawiści do rodzicielki), nigdy nie uwierzę, że te pełne miłości listy Antoine'a mogłyby nie być szczere. A człowiek, który tak kochał własną matkę, nie mógłby dla mnie nie być godny szacunku i sympatii.

***
Wygląda na to, że książeczka ta zapoczątkuje w mojej kolejce do czytania długą serię autorów z Francji – przede mną Proust, Balzac, Sartre, Céline i, na deser, mieszanka – Francuskie opowiadania o miłości. Bardzo mnie to cieszy, ale na te smakowitości przyjdzie czas dopiero kiedy uporam się z Atlasem zbuntowanym, który, przyznaję, kiedy już minął pierwszy entuzjazm, zaczyna mnie męczyć. Zawezmę się jednak i dotrwam do końca, tylko już żadnych lekkich lektur w ramach odskoczni!

***
Cytaty pochodzą z: A. de Saint-Exupéry, Listy do matki, wyd. MUZA SA, Warszawa 2006.

6 komentarzy:

  1. Jestem w stanie wyobrazić sobie osobowości, bo sam natknąłem się na takich ludzi, które jednego czynią najczulsze wyznania, a za dwa dni równie szczerze zieją nienawiścią. Czasem to nie jest kwestia szczerości, tylko bipolarnej wrodzonej lub nabytej anomalii osobowościowej.

    I dziwny człowiek z tego Antoina. To co piszesz tylko utwierdza mnie w przekonaniu, żeby już nie czytać jego książek.

    OdpowiedzUsuń
  2. stephen, czemu żeby nie czytać jego książek? Rozumiem, jeśli Ci nie przypadł do gustu jako człowiek, ale twórczości bym koniecznie nie skreślała. "Twierdza" na przykład to moim zdaniem dobra książka, choć ciężka i surowa, bo nie zdążył jej skończyć i dopieścić. Fragmenty "Ziemii, planety ludzi", zamieszczone w prologu tego zbioru listów też wydały mi się zachęcające.

    Inna sprawa, że ja to chyba mam raczej talent do zrażania Cię do książek, niż przekonywania do nich. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiele powodów. Nie przypadnięcie do gustu to raz. Nie podobanie się Małego Księcia, który tajemniczo wpisuje się w osobowość autora mniej więcej tak, jak sobie wyobrażałem (tą osobowość) to dwa. Faza na inne książki, krótkość życia ;) etc.

    Nie masz takiego talentu. Tylko czytasz rzeczy, których ja bym nie tknął :) Przynajmniej w tej chwili. Z wyjątkiem moich translatorskich wypocin oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozumiem, ja też ostrożnie rozdzielam swój cenny czytelniczy czas i z niechęcią myślę o czytaniu rzeczy, co do których jest duża szansa, że mi się nie spodobają. Więc rozgrzeszam.

    Przynajmniej na temat Twoich translatorskich wypocin mamy podobne zdanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę ciekawy blog, będę tutaj zaglądać , zapraszam również do mojej błękitnej biblioteczki;)

    http://lotta-kronika-pachnacych-kartek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Lotto, dziękuję :) do Twojej biblioteczki już nieśmiało zaglądałam i bardzo mi się podobało, więc pewnie jeszcze zajrzę nie raz. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń