czwartek, 10 lutego 2011

Mroczne zakątki kobiecej duszy - "Bestie", Joyce Carol Oates


Co się kryje w sercu i umyśle młodej kobiety, jakie mroczne instynkty czekają na moment wyzwolenia, to rzecz niezbadana. O tym, z grubsza rzecz biorąc, pisze Joyce Carol Oates w Bestiach. Jest to historia opowiedziana w formie notatek w dzienniku jednej ze studentek Catamount College, dwudziestoletniej Gillian Brauer, która uczęszcza na zajęcia z poezji prowadzone przez ekscentrycznego profesora (który profesorem nazywać się nie pozwala, gdyż tytuły akademickie to „pozostałość burżuazyjnej pogoni za splendorem”) Andre Harrowa i – podobnie jak większość jej koleżanek – jest bez pamięci zakochana w swym nauczycielu. Gdy staje się ulubienicą jego i jego żony, rzeźbiarki Dorcas, poznaje mroczną twarz tego tajemniczego małżeństwa i daje im się wciągnąć w rodzaj transu.

To „zamroczenie” widać nie tylko w postępowaniu bohaterki, ale i w sposobie relacjonowania przez nią zdarzeń, których jest uczestniczką. Gillian pisze o swoim związku z Andre i Dorcas w sposób zaskakująco chłodny i rzeczowy – jakby ta relacja, odkrycia, których dokonuje, nie były niczym niezwykłym, a więc jakby rzeczywiście wpadła w hipnotyczny trans, jakby stała się robotem zaprogramowanym do wykonywania poleceń nauczyciela i jego żony. Lub jak gdyby to wszystko było jedynie złym snem. Ten zabieg to strzał w dziesiątkę, bowiem uwydatnił ponure szaleństwo i niesamowitość tej historii.

Idąc tym samym tropem, nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, jakie gdzieś przeczytałam na temat tej książki – że opisy uczuć grają tu decydującą rolę – bowiem tych opisów praktycznie tutaj nie ma. W zasadzie tylko domyślamy się, że Gillian czuje się niedoceniona, że przygnębił ją rozwód rodziców, być może ich wygórowane wymagania wobec niej, wszystko to jednak pojawia się jedynie w formie zawoalowanej. Fakt, że dziewczęta z grupy Harrowa ciągnęły do niego jak ćmy do ognia można sobie wytłumaczyć kompleksami, tęsknotą za lepszym życiem, potrzebą bycia docenioną i wyróżnioną, ale opisów tego, co one czują, czym się kierują, także w tej książce nie znajdziemy. Gillian przedstawia głównie fakty. Język zaś, którego używa autorka, nie jest raczej poetycki, a prosty i jasny, przy czym absolutnie nie działa to na jego niekorzyść – przeciwnie, widać, że Oates bardzo sprawnie posługuje się słowem, jej proza to dla czytelnika czysta przyjemność.

Rozczarowała mnie tylko jedna rzecz – ta „przyziemna” strona całej historii, która wychodzi na jaw (nie chcę spoilerować, więc nie zagłębiam się w szczegóły). Moim zdaniem było to niepotrzebne; tajemniczość, pozostawienie pola dla wyobraźni czytelnika byłyby tu bardziej na miejscu, wzmogłyby lęk i poczucie niepokoju. Utwór ten jednak i bez tego jest klimatyczny, więc polecam – jako bardzo dobrą powieść grozy.

***
J.C. Oates, Bestie, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2007.

11 komentarzy:

  1. podobała mi się ta książka, a jeszcze bardziej " nadobna Dziewica".

    OdpowiedzUsuń
  2. To było moje pierwsze spotkanie z Oates i wielbię ją odtąd bardzo:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Monika - cieszę się, że jesteśmy tego samego zdania :) po "Nadobną dziewicę" być może też wkrótce sięgnę, bo na pewno na "Bestiach" się nie skończy moja przygoda z twórczością Oates.

    Rosemary - wiem, nie ukrywam, że to z powodu Twojej rekomendacji zaczęłam właśnie od "Bestii". Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tylko powieść "Oni" Oates, dość dawno temu.
    "Bestie" mnie zaintrygowały.
    Mały zbieg okoliczności. Niedawno przeczytałam książkę (Nicholas Delbanco, "Dawne sprawki"), w której znaczna część akcji toczyła się na Catamount college. :) A ja sądziłam, że to fikcyjna nazwa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lirael - i jacy byli ci "Oni", jak wrażenia? :) z tym Catamount college zaskoczyłaś mnie, też byłam przekonana, że to wytwór wyobraźni autorki.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Bestie" to była pierwsza książka Oates, którą przeczytałam już kilka lat temu. Zrobiłam to na kanapie w Empiku - chciałam tylko ją przejrzeć, a wyszło jak wyszło ;). Tylko raz mi się tak zdarzyło.
    Uwielbiam styl Oates.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Oni" podobali mi się, pamiętam, że mocno przeżyłam tę powieść, ale to było dość dawno. Widzę, że jest teraz prawdziwy wysyp książek Oates, z recenzji wynika, że z poziomem bywa różnie.
    "Bestie" wydają mi się ciekawe i mam nadzieję, że je usidlę w bibliotece. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Maya - mnie też jej styl przypadł do gustu, przynajmniej na podstawie tej jednej książki, mam nadzieję, że pozostałe utwierdzą mnie w tym przekonaniu :)

    Lirael - faktycznie, mam wrażenie, że jeszcze kilka lat temu, kiedy o Oates pierwszy raz usłyszałam, nie była tak modna, a dziś na każdym kroku widzę jej książki. Wypadało więc wreszcie się przekonać, czy warto. "Bestie" polecam, i czekam na Twoje wrażenia z lektury, jak już je usidlisz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem w trakcie rozstawiania wnyków. :) Dam znać, jak zakończy się misja o kryptonimie "Bestie".

    OdpowiedzUsuń
  10. Opisów uczuć faktycznie może w Bestiach nie ma, ale od samych uczuć aż się kłębi (no bo przecież dziewczyny nie kierowały się w swoich działniach ROZUMEM;).
    Jestem na tak, jeśli chodzi o Bestie, teraz zbieram siły, żeby napisac o Wodospadzie:).

    OdpowiedzUsuń
  11. Lirael - powodzenia :)

    Iza - to prawda, na pewno bohaterkom nie można zarzucić kierowania się rozumem i dlatego tym bardziej zadziwia mnie ten chłodny i opanowany sposób widzenia i opowiadania - jakby naprawdę tych uczuć nie było, jakby to był rzeczywiście jakiś trans, a tymczasem co za burze musiały mieć miejsce w sercach tych dziewcząt! Niepokojące i niesamowite, a więc osiągnięty został zapewne zamierzony cel autorki. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń