środa, 16 marca 2011

Zamiast kwiatów, zamiast wstążki kupowała Ania książki - czyli biblioteczkowe obnażanie

Zaproszona do biblioteczkowo-ekshibicjonistycznej zabawy przez Maiooffkę pochwalę się i ja, choć chwalić się w gruncie rzeczy nie ma czym. Jeszcze, mam nadzieję. Z drugiej strony jednak - nawet gdybym mogła pozwolić sobie na radosne i nieskrępowane zakupy, cóż by mi przyszło z tych rzędów książek na półkach, skoro i tak nie starczyłoby mi czasu, żeby je czytać? Czy nie stałabym się podobna do Wandzi z bajki Jachowicza, co to książki kupowała "ot, tak tylko, byle miała"? I tak już trochę się taką Wandzią czuję, bo pewnie z połowa tego, co niżej prezentuję, dopiero cierpliwie czeka, aż znajdę czas...

Zdjęć robić nie potrafię, więc ich jakość pozostawia wiele do życzenia, za co z góry przepraszam. Porządku żadnego na którejkolwiek z tych półek - może z wyjątkiem ostatniej - doszukiwać się nie należy, bo go tam nie ma. Stoją sobie, jak sobie stoją i mam nadzieję, że dobrze im tak, bo za mało jeszcze ich, żebym je układała według jakichś wzorów (ewentualnie wysokością, od tego bowiem zależy, czy będzie się dało co nieco upchnąć poziomo, na tych stojących, do czego z braku miejsca jestem zmuszona). Na początek skromniutka filia krakowska:


Teraz domowe:








I jeszcze hrabalo-półeczka, moja duma (choć w porównaniu z wszystkimi dotychczasowymi wydaniami Hrabala w Polsce to i tak nic). Od tytułu tej czarnej nazwę wziął ten blog.


Trochę się wstydzę kogokolwiek teraz wyznaczać do dalszej zabawy... No, ale jak ktoś będzie chciał to się zabawi, jak nie to nie. "Po znajomości" zapraszam sQrę i Stephena Dedalusa.

21 komentarzy:

  1. Och, jak ja lubié ogladac czyjes zbiory. Podgladactwo kontrolowane :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mniam :) Takie purpurowe wydanie jakie Ty masz Sienkiewicza, to ja mam "Lalkę", uwaga kogo, Prussa :D Taki nasz unikat rodzinny.

    OdpowiedzUsuń
  3. I moje ślepe oko wypatrzyło kilka pożądanych perełek

    p.s pozdrowienia z... Rzeszowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu, też za tym przepadam :) Z pokazywaniem już trochę gorzej, no ale skoro do tylu już biblioteczek bezczelnie zaglądałam, to pasowało i dać coś od siebie...

    Kornwalio, "Lalkę" też gdzieś mam w takim starym wydaniu, ale już nie w wariancie purpurowym, a białym (czy raczej brudno-żółtawym, takim jak "Podróże Guliwera"). A cała ta Trylogia Sienkiewicza pochodzi ponoć z jakiejś zlikwidowanej biblioteki. Lubię te stare tomiszcza, są takie przyjemnie pożółkłe, cudownie nieświeże :)

    Kingo, no tak, Ty też rzeszowianka :) odpozdrawiam z grodu Kraka, w którym ostatnimi czasy z konieczności przebywam częściej, choć do Rzeszowa tęskno :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za zaproszenie. Zszedłem ostatnio w blogowy niebyt, ale postaram się coś wypstrykać. Jakoś nie mam czasu ani ochoty pisać, więc przystopowałem. Nie zaglądam nawet specjalnie na inne blogi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak przyjemnie wyśledzić znajome grzbiety na cudzych półkach! :)

    O Hrabalu mało na blogach, więc napisz może co nieco? Dla mnie to nadal znajomość przyszłości, więc z chęcią posłucham o jego książkach, zanim coś sama wybiorę.

    Pozdrawiam
    "Wandzia" :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Stephen, takie przerwy są zdrowe. Nie ma się co wysilać, lepiej coś napisać rzadko, a treściwie. Pozdrawiam, życzę powrotu zapału i czekam na Twój księgozbiór :)

    Maiooffko, często mam wrażenie, że o Hrabalu wręcz za dużo mówię czy piszę - choć niekoniecznie tu, tu się powstrzymuję, aby nie zalała tego bloga mdła papka zachwytów :) ale może masz rację, może powinnam napisać o tych jego książkach, które najwięcej dla mnie znaczą, zastanowię się nad takim zbiorczym postem.
    Też Wandzia? ;) Dzięki za zaproszenie do zabawy, tak w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  8. Patrząc na Twoje półeczki trochę poczułam się jak w domku. I Marqueza dojrzałam i Tokarczuk i różowy Murakami i Vievegha widzę. Ja odkryłam go kilka lat temu przypadkiem przeczytałam jego "Cudowne lata pod psem" i zakochałam się:) Moim zdaniem Cudowne lata są jego najlepszą książką. Ta najnowsza "Aniołowie dnia powszedniego" jest już bardzo słabiutka:( Hrabala kiedyś podczytywałam ale jakoś nie wsiąkłam. Wsiąkłam za to w Kunderę i trochę mi smutno, że już wszystkie jego powieści przeczytałam. W szale jedną za drugą, podobnie jak Remarque'a:)
    W Pradze byłam raz ale na pewno będę tam wracać (choć wspomnienie kradzieży torebki nie jest najprzyjemniejsze) Czasem sobie myślę, że mogła bym mieszkać w Czechach, w końcu tam miejsce ateistów. Bardzo mnie ubawiła wypowiedź (nie pamiętam czyja), że Czesi jak na studiach przerabiali romantyzm to nic z tego nie rozumieli, szczególnie z postawy romantycznej, dla nich to obce ideowo:)Szczygła uwielbiam. Jego dochodzenie w Czechach jak się przeżegnać, wyobrażasz sobie żeby u nas w Polsce ktoś się nie umiał przeżegnać? a przyznać się do tego? o zgrozo! I jego Kaprysik też cudny, choć nie o Czechach. To taka książeczka perełeczka, co to uśmiech z twarzy nie schodzi podczas czytania:) Pozdrawiam wiosennie:))

    OdpowiedzUsuń
  9. Papryczko, to widzę że mamy wiele wspólnego :) Viewegha czytałam póki co tylko "Zapisywaczy ojcowskiej miłości" i "Powieść dla kobiet" ("Niewiernej Klary" jeszcze nie, czeka) i o ile ta druga mi się zupełnie nie podobała, o tyle pierwszą byłam oczarowana. "Cudownych lat pod psem" właśnie szukam, bo wiele o niej słyszałam i przeważnie były to pozytywne głosy. "Aniołów..." miałam kilka razy w ręce i kusi mnie ta książka, ale raczej odradzasz? Nie będę się w takim razie za bardzo do niej rwała.

    Mnie Kundera z kolei niespecjalnie wciągnął. Najpierw, już dawno temu, przeczytałam jego "Niewiedzę" i zupełnie nie zrobiła na mnie wrażenia. Postanowiłam jednak, że zanim dam sobie z nim spokój, przeczytam słynną "Nieznośną lekkość bytu" - ta z kolei wrażenie zrobiła ogromne, ale ogólnie odczucia miałam mieszane. Coś mi w Kunderze zgrzyta, jakiś jest zbyt wydumany i oderwany od tego mojego ulubionego nurtu czeskiej literatury, od gawędziarskiego stylu, surrealizmu, dowcipu i rubaszności. Hrabal to dla mnie swojskość, Kundera jest bardziej obcy.

    Mówisz, że skradziono Ci w Pradze torebkę? To brzmi bardziej polsko ;) Podczas mojego wyjazdu na szczęście takich przygód nie było. To fakt, że czeska mentalność jest zadziwiająco inna niż nasza - my w romantyzmie się pławimy, każdy z nas się czuje bohaterem romantycznym, a oni chcą tylko żyć tak, żeby im było wygodnie. Historia z przeżegnaniem się jest przezabawna, opowiadam ją jako anegdotę wśród znajomych, bo to rzeczywiście w Polsce nie do pomyślenia. Jeśli o samego Szczygła chodzi - to świetny pisarz i świetny reporter, czyta się go wspaniale, dlatego i na "Kaprysik" poluję od jakiegoś czasu (zwłaszcza, że, jak się ostatnio dowiedziałam, jest tam i historia mojego wykładowcy ze studiów i ufundowanej przez niego figury).

    Pozdrawiam również - choć jeszcze niekoniecznie wiosennie, u mnie dziś rano śnieżyło :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O kurczę naprawdę ta historia wykładowcy, to jest historia Twojego wykładowcy? ale fajowo:) wzruszyłam się tak na ciepło czytając tą historyjkę. A co do Kundery to ja znam tylko jego powieści (inne formy literackie znam tylko pobieżnie). Moją znajomość z Milanem rozpoczęłam od "Żartu" potem były następne. Z czeskich pisarzy lubię jeszcze Scvoreckiego:) Tak "Zapisywacze..." to świetna książka. Niewierność Klary, Powieść dla kobiet są już stanowczo słabsze dlatego zazdroszczę Ci, że dopiero odkryjesz Cudowne lata pod psem. Ta książka jest bardzo czeska:)

    Z czeskich smakołyków uwielbiam jeszcze stare seriale "Szpital na peryferiach" mogę oglądać setki razy i ostatnio odkryłam "Kobietę za ladą" Te seriale dają mi chyba hmm poczucie bezpieczeństwa:) Nie ma to jak czeski film:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Owszem, prowadził ten wykładowca u mnie trzy przedmioty, bardzo ciekawy człowiek o ogromnej wiedzy ale i na luzie - o czym świadczy zresztą ta historia opisana w "Kaprysiku". I pasjonat! Ubawił mnie ostatnio stwierdzeniem w jednym z wywiadów, że "Z pracą naukową jest jak z seksem - mogą być z tego dzieci, ale przecież nie po to się to robi" :) Skvoreckiego jeszcze nie czytałam ale mam to w planach i od dawna ostrzę sobie ząbki zwłaszcza na "Przypadki inżyniera ludzkich dusz". Jeśli zaś chodzi o czeskie filmy czy tym bardziej seriale to nie znam prawie nic - trochę na przekór, bo z tego co zauważyłam więcej ludzi w Polsce kojarzy czeską kinematografię niż czeską literaturę. Widziałam tylko "Pociągi pod specjalnym nadzorem", bo to w końcu Hrabal, i "Śmierć pięknych saren", bo to Ota Pavel, którego też uwielbiam. Pierwszy film mi się nawet podobał (choć bez fajerwerków), drugi nie, więc jakichś ekstatycznych doświadczeń, które by mnie skłoniły do zagłębiania się, nie mam. "Szpital na peryferiach" kojarzę z nazwy (wszyscy chyba zresztą kojarzą), ale nigdy nie oglądałam. Pewnie będę powoli te braki nadrabiać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. "Szpital na peryferiach" koniecznie:) Ja nie jestem obiektywna bo mnie w ogóle ciągnie w stronę wszystkiego co stare. Stare polskie seriale "Dom" czy "Daleko od szosy" mogę oglądać w nieskończoność. Pewnie jestem troszkę nienormalna hihi. A co do nowych czeskich filmów to szczególnie lubię filmy Hrebejka. Skvoreckiego Inżyniera miałam w domu ale nie zabrałam się za niego i tak wiedziałam, że jej nie skończę a w nieskończoność przedłużać w bibliotece nie mogłam. Dlatego znam tylko jego wcześniejsze dokonania:) Co do Vieviegha to polecam jeszcze "Uczestników wycieczki" na podróż dobra, najlepiej autokarem;)Miłej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
  13. A zapomniałam ostatnio odkryłam jeszcze czeskiego pisarza Stanislava Komarka i jego "Czarny domek":) Jeśli lubisz rodzinne sagi w tle światową a szczególnie europejską historię to polecam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nienormalna? Chyba żartujesz, stare seriale / filmy w porównaniem z tym co się teraz u nas w Polsce produkuje to niebo a ziemia. Za wszystkie sugestie i polecanki bardzo dziękuję, zapamiętam, wypróbuję - za sagami rodzinnymi przepadam :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Fantastyczny wpis i ciekawa zabawa! Może i ja się skuszę! Chociaż muszę przyznać, że mało książek Twoich pokrywa się z moimi. Może teraz kolejny krok? Lista WSZYSTKICH książek, które mamy w domu. Troszkę to potrwa, ale co tam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Marta - dziękuję i zapraszam, część Twoich książek widziałam z daleka, kiedy zdawałaś relację z reorganizacji swojego księgozbioru, ale chętnie przyjrzę się dokładniej całości :) co do listy - nie wiem, czy to by ludzi nie znużyło, mało komu chciałoby się pewnie przejrzeć ją całą, a rzucić okiem na zdjęcie zawsze łatwiej i szybciej. pozdrawiam!

    Virginio - dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję Naiu za zaproszenie. tak Ci się trafiło, że ja również miałam przerwę w blogowaniu i zaglądaniu na inne blogi, dlatego dowiedziałam się dopiero dziś o całej akcji. Jak się (książeczki) obfotografuję to na pewno zamieszczę.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Czyli moje zaproszenia dotarły szczęśliwie do adresatów :) witam Cię z powrotem po przerwie!

    OdpowiedzUsuń
  19. Przerwa chyba mi się przydała, pewnie co jakiś czas takie wymuszone mnie czekają.
    Aha, jak zniknie Ci kilka pozycji z półek to za kradzieżą stoję ja :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Znam to, mnie niestety też obowiązki ostatnio wydzierają każdą wolną chwilę, a będzie pewnie jeszcze gorzej. Oby do wakacji! A które na przykład pozycje sprawiają, że budzą się w Tobie złodziejskie instynkty? Zamknę pod kluczem ;)

    OdpowiedzUsuń