środa, 18 maja 2011

Sekrety podmorskich cmentarzy – "Saint-Exupéry, ostatnia tajemnica", Jacques Pradel, Luc Vanrell

Odkąd 31 lipca 1944 roku Antoine de Saint-Exupéry nie wrócił do bazy w Korsyce po wyprawie zwiadowczej i uznany został za zmarłego, przez kilkadziesiąt lat okoliczności jego zaginięcia pozostawały osnute mgłą tajemnicy. Od czasu do czasu pojawiały się „sensacyjne” doniesienia mające zwiastować rychłe rozwiązanie zagadki, żadne z nich jednak nie okazało się na tyle wiarygodne, by traktować je poważnie. W latach 90. grupka pasjonatów archeologii i nurkowania na czele z historykiem Philippe Castellano rozpoczyna poszukiwania wraku legendarnego samolotu, które nabierają tempa, gdy w 1998 rybak Jean-Claude Bianco wyławia w pobliżu wyspy Riou bransoletkę z napisem „Antoine de Saint-Exupéry” i „Consuelo”.

Nie będę rozwodziła się nad tym, w jak logiczny i uporządkowany, ale i nie suchy sposób Jacques Pradel opisał działania ekipy Castellana, i jak wyczerpująco autorzy tłumaczyli każdą decyzję i każdy wniosek, pozwalając czytelnikowi spojrzeć na te wydarzenia oczyma badaczy (na przykład – jak zręcznie rozprawili się z podkoloryzowaną relacją Heichelego i Manza, opublikowaną w niemieckim „Der Landser” w 1972 r. jako przełomowe wyjaśnienie tajemnicy śmierci pisarza). Nie będę się nad tym rozwodziła, bo choć to niewątpliwe atuty tej książki, dla mnie zawsze większą rolę – ależ jestem nieprofesjonalna – grają odczucia, wrażenia i refleksje, jakie przynosi lektura. O tym więc słów kilka.

Część rozdziałów poświęcona jest życiu Saint-Exupéry'ego, zwłaszcza końcówce, co dostarczyło mi kolejnej cegiełki do obrazu tego pisarza, jaki kształtuję sobie w świadomości od pewnego czasu. Po słodkich i ociekających wzajemną adoracją Listach do matki wizja Saint-Exa z Ostatniej tajemnicy jest otrzeźwiająca – człowiek humorzasty i wybuchowy o duszy – a jednak! – rozpieszczonego chłopca. Kiedy otrzymuje zakaz latania ze względu na zbyt zaawansowany wiek, uprzykrza się komu popadnie, niczym tupiące nóżką dziecko, dopóki nie dopnie swego. Uparcie odmawia wymiany komunikatów z wieżą kontrolną po angielsku, a do tego zapomina włączyć system identyfikacyjny, co rusz stawiając wszystkich w stan pogotowia. Ponadto – niewierny mąż i tyran, który budzi żonę w środku nocy, by zrobiła mu jajecznicę. Burzliwa to miłość, Antoine-Consuelo, Mały Książę i jego Róża, wieczne spięcia między nimi, myślą nawet o rozwodzie, kiedy jednak są z dala od siebie, prześcigają się w czułych listach i telegramach. Chętnie dowiedziałabym się więcej na temat tej relacji, którą kiedyś miałam za nieskazitelną.


Saint-Exupéry jest oczywiście w Ostatniej tajemnicy postacią centralną, jednak w wątek rozwiązywania zagadki jego śmierci wplątane zostają nazwiska i dwóch innych zaginionych podczas wojny pilotów – Jamesa Rileya i księcia Alexisa von Bentheima. Gdyby nie gorączkowe przetrząsanie dna zatoki w poszukiwaniu samolotu francuskiego pisarza, „narodowego bohatera”, nigdy prawdopodobnie nie doszłoby i do wyjaśnienia, jakby „przy okazji”, jak zginęło tamtych dwóch, Amerykanin i Niemiec, bo któż zawracałby sobie głowę szeregowymi żołnierzami? A jak wielu jeszcze spoczywa na dnie, czekając na próżno na ujawnienie prawdy – przecież sam Vanrell twierdził, że po wojnie tamtejsze rejony podmorskich głębin były dosłownie usiane wrakami. Czytając o reakcjach bliskich tych lotników – Rileya i Bentheima, nie miałam wątpliwości – wbrew narzekaniu niektórych, że należałoby raczej „dać pisarzowi spoczywać w pokoju” (jest to między innymi opinia rodziny Saint-Exupéry'ego, co mnie nieco zaskoczyło – dlaczego z uporem godnym lepszej sprawy usiłowali zablokować poszukiwania, czy nie zależało im na poznaniu prawdy o śmierci wuja?), ta akcja nie była niepotrzebna. Choćby nawet zakończyła się fiaskiem, poświęcony wysiłek i czas nie poszłyby na marne, bo oto wojenna wdowa, staruszka już, zyskała wreszcie spokojny sen, wiedząc, że jej mąż miał lekką śmierć, a niemiecki arystokrata od lat stawiający sobie pytanie, co stało się z jego ukochanym młodszym bratem, również uzyskał odpowiedź.

Sposób, w jaki napisana została Ostatnia tajemnica trochę mnie bawił, trochę drażnił, a trochę rozczulał. Pradelowi zdarza się bowiem stosować skróty myślowe, fragmenty opowieści sprowadzać do lakonicznych komunikatów lub cytatów o niewyjaśnionym pochodzeniu, zostawiać czytelnika w tyle, pędzić ze swoją relacją na złamanie karku – ale miałam wtedy zawsze wrażenie, że jest po prostu tak rozgorączkowany tym, o czym pisze, że zapomina o świecie. Nie tylko u niego zresztą widać ten entuzjazm – i ludzie, których działania opisuje, poświęcili z radością cały swój czas i energię, by wyjaśnić tajemnicę Saint-Exupéry'ego, choć wciąż rzucano im kłody pod nogi, a spodziewanego uznania za swe osiągnięcie się nie doczekali. Osobliwie odstaje od tego towarzystwa tylko Luc Vanrell, który mówi nonszalancko:
Proszę mnie dobrze zrozumieć: nie pasjonuję się specjalnie badaniem wraków.

Zagadkę, która przez sześćdziesiąt lat zaprzątała myśli wielu, można więc uznać za rozwikłaną. Niezależnie od tego jednak, jaki byłby wynik tych dociekań, upierać się będę, że był w tej śmierci pierwiastek samobójczy. On czuł, że wkrótce przyjdzie mu się pożegnać ze światem, który zresztą, zwłaszcza ostatnimi laty, rozczarowywał go i ciążył mu. I może to brzmi niedorzecznie, ale jakkolwiek zginąłby wtedy Saint-Exupéry, sądzę, że byłaby w tym ręka przeznaczenia. Żałuję, że nie napisał więcej. I że nie skończył Twierdzy. Ale widocznie tak miało być.
Po tej wojnie, kiedy wszystko się skończy, nie zostanie nic prócz pustki. Ludzkość od wieków zstępuje po ogromnej drabinie, której szczyt ginie w chmurach, dół zaś w otchłani mroku. Mogła po tych schodach wstępować, ale wybrała schodzenie. Upadek duchowy jest przerażający. Nieważne, czy zostanę zabity w czasie wojny. Jeśli przeżyję, w jakie zajęcie będę mógł się schronić? Nie ma dobrego zajęcia na stosie popiołów.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.

***
Cytaty: J. Pradel, L. Vanrell, Saint-Exupéry, ostatnia tajemnica, wyd. Znak literanova, Kraków 2011.

10 komentarzy:

  1. Nigdy nie słyszałem o tej książce? Czy to jest nowość?

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam biografię i za tą książkę zabiorę się z miłą chęcią, chociaż wolałabym jednak, więcej informacji dotyczących jego życia, pomimo tajemnicy w okół jego śmierci.
    Powiedz mi jeszcze jak długa jest ta pozycja i czy warto, a może są jakieś lepsze książki, o tym autorze:)??

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam tej książki, ale czytałam o Antoine w innych opracowaniach. Tworzył jako dziecko. Wtedy nawet w środku nocy budził swoje rodzeństwo, by przeczytać swoje najnowsze "dziełko" - musieli go za to bardzo kochać:)I takim pasjonatem i tyranem pozostał do końca. Jego relacje z Consuelo-Różą to było ścieranie się dwóch silnych osobowości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się ciekawie, choć to, co piszesz burzy moją wizję Saint-Exupéry'ego, jaką sobie stworzyłam. Szkoda, że człowiek jest tylko człowiekiem, a za mną i przede mną wiele takich zawodów. Ale tekst bardzo dobry :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piotrze, tak, to świeżynka, oryginał został wydany w 2008 roku a polska premiera miała miejsce w lutym 2011.

    Biedronko, jakieś 240 stron sporą czcionką. Co do innych książek o Saint-Exupérym, nie będę chyba w stanie nic Ci polecić - czytałam właściwie tylko "Listy do matki", w których znajdują się biograficzne komentarze autorstwa jego rodzicielki. Jak wspomniałam, obraz pisarza, jaki daje ta lektura, jest dość jednowymiarowy. Myślę, że możesz spróbować z "Ostatnią tajemnicą" - to takie lekkie wprowadzenie do biografii Saint-Exa, a fragmenty związane z poszukiwaniem wraku i wyjaśnieniem okoliczności jego śmierci nie są wcale nużące, przynajmniej mnie nie nużyły.

    Nutto, o tym nie słyszałam, ale takie despotyczne zachowania bardzo do niego pasują :) O Consuelo wiem póki co bardzo niewiele, zawsze wydawała mi się raczej potulną różyczką, tymczasem w rzeczywistości to chyba faktycznie wyglądało tak, jak piszesz. I jedno i drugie miało charakterek, stąd te ciągłe spięcia.

    sQrko, rozumiem Cię - też sobie kiedyś Saint-Exupéry'ego zupełnie inaczej wyobrażałam, podobnie jak wielu innych. Czasem, kiedy sobie czyjeś książki bardzo upodobam i ulepię sobie już pewną wizję ich autora, wręcz boję się poznawać szczegóły z jego życia, dowiadywać się, jaki był naprawdę - czuję się wtedy, jakbym traciła przyjaciela. Zresztą opisałam te swoje dylematy - w odniesieniu do Hrabala - w trzecim numerze Archipelagu, w "O urokach mitologizacji". (Po raz kolejny odsyłam do swoich archipelagowych wypocin, mam nadzieję, że nie jest to jeszcze nachalna reklama ;)).

    OdpowiedzUsuń
  6. Och, ubolewam że do mnie nie piszą ze Znaku, z propozycjami takich książek. Zdecydowanie literatura dla mnie :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kobieto, do nachalnych reklam to Ci bardzo daleko :)
    Też tak mam czasami, że wolę się o kimś, kogo obraz sobie stworzyłam, za dużo nie dowiedzieć, bo najczęściej idealizuję, a rozczarowań nikt nie lubi. Choć z drugiej strony jestem ciekawa człowieka, który mnie fascynuje, interesuje tym, co robi. Daki dylemat...

    OdpowiedzUsuń
  8. Basiu, może teraz napiszą? Pozdrawiam również :)

    sQrko, tak, to dokładnie ten dylemat. Najoptymalniej by było, żeby nasi potencjalni herosi zawsze okazywali się i przy bliższym poznaniu tacy, jakimi ich sobie wyobrażaliśmy, raczej to jednak nie do zrobienia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z wielką chęcią poświęciłabym tej książce wolne wieczory, tym bardziej, że "Mały Książę" to ksiązka, której chyba w życiu nie odgadnę do tego stopnia, w jakim pisarz zapragnął przedstawić ją swoim czytelnikom. Mam nadzieję, że powyższa pozycja nieco rozjaśni mi pewne kwestie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kasiu, czy książka ta pomoże Ci zrozumieć lepiej "Małego Księcia" zagwarantować nie mogę, ale w pewnym stopniu da Ci poznać, jakim człowiekiem był jego autor, a to może rzeczywiście okazać się punktem wyjścia do interpretacji. Nawiasem mówiąc, pamiętam, jak przeczytałam "Małego Księcia" w wieku bardzo młodocianym i wielce byłam z siebie zadowolona, że żadnej trudności nie sprawiła mi lektura, którą znałam z opowieści jako "trudną". Oczywiście umknęły mi wszystkie ukryte znaczenia, nie dostrzegłam wtedy w tej książce nic prócz ciekawej historyjki. Czas pokazał, że rzeczywiście by w pełni świadomie przeczytać "Małego Księcia" trzeba być trochę starszym i mądrzejszym. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń