piątek, 17 czerwca 2011

Zwierzenia zapisywacza - „Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem”

Pan Szczygieł w swojej książeczce Zrób sobie raj zamieścił między innymi tekst pod tytułem Pod nieobecność pana Hrabala. Tekst ten stał się dla mnie źródłem niewymownej męki – bo jakże chciałabym tak, umieć w zdania ubrać to, co po głowie mi się w związku z panem Hrabalem kołacze, oddać mu hołd w kilku dowcipnych zdaniach, tak jak to się panu Szczygłowi udało. Kiedyś myślałam o tym, aby pisać do pana Hrabala listy, jak do przyjaciela, choć już mi na pewno nie odpisze, na pewno nie materialnie, ale to też nie jest oryginalny pomysł – ściągnęłam go od pana Huelle. Zresztą, każdego, a już pana Hrabala na pewno, od tych moich listów rozbolałyby zęby, bo nie potrafię, po prostu nie potrafię pisać o nim nie popadając w ekstazę. Ale może to dobrze? Może jednak uśmiechnąłby się ten, który z upodobaniem odmalował swą mamusię wybiegającą z domu podczas posiłku by stanąć pośrodku podwórka i wykrzyknąć z głębi serca, jak pyszne są kuropatwy, które właśnie spożywa. I ten, który miał za przyjaciela Egona Bondy'ego, co to bezustannie wrzeszczał wniebogłosy i łapał się za głowę, jakie to cudowne rzeczy panu Hrabalowi się przydarzają. I ten, który sam słuchając jakiegoś pięknego muzycznego utworu biegł nad rzekę, żeby tam się wypłakać. Ja mam podobnie – mnie się od pana Hrabala wprost kręci w głowie, jestem panem Hrabalem opętana.

Ten wywiad-rzeka, którego wobec swego opętania nie mogłam absolutnie sobie odmówić, przeprowadzony przez węgierskiego dziennikarza László Szigetiego jest cudownie chaotyczny. Nie mogłoby być zresztą inaczej, bo w końcu cała twórczość Hrabala taka jest, i on o tym wiedział, dlatego mówi swemu rozmówcy, gdy ten zarzuca mu żartobliwie, że wciąż ucieka, zamiast mówić na temat:
Wie pan, że chciałem, żeby ten nasz dialog miał za motto kilka zdań ze Szwejka? „Kąpał się pan w Malszy? Nie kąpałem, ale w tym roku może być dużo śliwek”.
W zamieszczonym na końcu książki PS Hrabal pisze, że „chaos zaczyna mieć sens od chwili, kiedy wspominam o dryblingu Hidegkutiego” i Hidegkuti, legendarny węgierski piłkarz, okazuje się się rzeczywiście elementem spajającym całą tę rozmowę, i ona sama staje się takim „dryblingiem na chustce do nosa” - dryblingiem, jakiego dokonywał Hašek, ubarwiając kilkuzdaniowe notatki prasowe mistyfikacjami, dryblingiem, z jakiego słynie kultura Europy Środkowej i dryblingiem, który był przez całe życie domeną samego Hrabala.

O czym między innymi jest mowa? O literatach, którzy Hrabala inspirowali – Rabelais'm („ta renesansowa biblia Rabelais'go to mój drugi uniwersytet”), Hašku („Szwejk to coś tak niesamowitego, że zrozumiem go chyba dopiero na pół godziny przed śmiercią” - ciekawe, czy w końcu rzeczywiście zrozumiał), Klímie („Przez Klímę trzeba się przedzierać, kluczem do Klímy jest zawsze symbol, a jego styl jest bardzo literacki”), Demlu („Według mnie to szczytowe osiągnięcie prozy XX wieku”), Schulzu („Każdego roku czytam Sklepy cynamonowe Polaka Brunona Schulza”), Joysie („Był dla mnie po prostu gigantem”), beatnikach na czele z Kerouakiem („Widać tu, ile w tym zabawy, w tym rytmie oddechów, w tej akumulacji obrazów, których nie wolno przegapić”), Faulknerze („Od paru lat solidaryzuję się z Faulknerem w poczuciu potrzeby takich niekończących się zdań” - a ja z nimi)... O ulubionych filmach (pojawiają się między innymi wzmianki o Locie nad kukułczym gniazdem, innych dziełach Formana czy filmach Felliniego), muzyce i sposobie, w jaki na człowieka oddziałuje. O jego pisaniu (jak zwykle pojawia się motyw głowy nabrzmiałej od obrazów oraz przelewania tego na papier, gdy zbiornik się przepełni – a wtedy to już tylko pisanie alla prima, ciurkiem, bez chwili oddechu), o tym, czym są dla niego jego książki, o płaczu, miłości do życia, o metafizyce, przeżyciach na granicy bytu i niebytu, euforycznej samotności, świadomości i nadświadomości, o Bogu:
Wątpię, więc jestem. Tylko ateista może zrozumieć, czym jest Bóg. Tylko negacja może ukazać pozytywne. Właśnie wątpiąc w istnienie Boga, uznaje pan Jego istnienie... Wątpi pan w Jego istnienie, ale On tutaj jest.

Dużo tu też o tym, co Hrabala zachwyca i że ten zachwyt jest podstawą jego bytu – czyli to, czego nieustannie się od niego uczę. A co go zachwyca najbardziej? Prości ludzie i banał codzienności, miejsca i sprzęty, w których nikt nie myślałby doszukiwać się poezji („Ten liryzm małego miasta, tych pięknych zachodów słońca odnalazłem... w odlewni stali”). Natura („Uwielbiam każdą porę roku, ponieważ jestem zakochany w naturze, jestem nią brzemienny...”). Dzieci („Dzieci lgnęły do mnie, małe dziewczynki i chłopcy, miałem wtedy uczucie, że jestem superojcem”). Zwierzęta („Myślę, że nawet kobietom nie dałem z siebie tyle co kotom”). I stary świat, ten który odchodzi, i on, niczym jego bohater Hanta, patrzy na to ze smutkiem i tęskni.

Mnie natomiast najbardziej zachwyciła jego miłość do ludzi. To wspaniałe współodczuwanie. I pokora! On jest tylko zapisywaczem. Nie liczy się, kto pisze, ale co.
Śmieję się z postrzelonymi i śmiejącymi się, ale kiedy widzę, że ktoś płacze, natychmiast doznaję tego samego co on.

Moja opinia na temat tej książki zmieniła się, jak widzę, w litanię cytatów, ale nic na to nie poradzę – najchętniej wklepałabym tu całą tę książkę, słowo po słowie, by cały świat wiedział, bo te cytaty mówią same za siebie. Z drugiej strony – zdaję sobie sprawę, że mój obraz tego pisarza jest trochę zniekształcony, że zaglądający tu niewiele o jakiegoś Hrabala dbają, a już na pewno nikt nie jest nim tak zafascynowany jak ja. Dorzucę więc jeszcze nieśmiało tylko jeden, który mnie w zeszłym tygodniu uratował i który, czuję, zawsze będzie mnie ratował, gdy będzie mi źle – bo pan Hrabal przez te słowa wciąż jest obecny:
Te wszystkie ochy i achy, czy przypadkiem nie powiedziałem albo nie zrobiłem czegoś, czego nie należało robić ani mówić. To cud, że widzę niebo i mogę pod nim iść, maszerować pod bezkresem nieba i miec słodkie poczucie, że w tej chwili nic nie może mi się stać, a gdyby nawet, choćby nawet przejechał mnie tramwaj, to i tak będę zbawiony. 
***
Cytaty: B. Hrabal, Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem - rozmawia László Szigeti, wyd. Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2011.

15 komentarzy:

  1. Hrabal to jeden z moich ulubionych pisarz. Ogólnie literatura czeska jest bardzo smakowita:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. cudownie napisałaś o Hrabalu!!! Mnie też kręci choć chyba nie aż tak. A ten cytat:
    "Wie pan, że chciałem, żeby ten nasz dialog miał za motto kilka zdań ze Szwejka? „Kąpał się pan w Malszy? Nie kąpałem, ale w tym roku może być dużo śliwek”.
    Mistrzostwo świata!!!!

    dea

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisanyinaczej - owszem, jak dla mnie było arcyciekawie :)

    Dr Kohoutek - nie masz pojęcia, jak miło mi to słyszeć. Dla mnie Hrabal jest numerem jeden, prawdziwy czempion krytych kortów. A literaturę czeską pochłaniam z największym apetytem, więc nie mogłabym się z Tobą nie zgodzić :) Pozdrawiam również.

    Dea - dzięki za miłe słowa. Myślę, że jeśli kręci Cię choć w 1% mojego opętania, to nie jest źle :) A cytat rzeczywiście zacny i rewelacyjnie oddaje charakter tej rozmowy, charakter samego Hrabala też zresztą. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Co za wstyd! Mieszkam praktycznie na granicy polsko-czeskiej, księgarnie czeskie z czystej ciekawości odwiedzam często, a dopiero teraz uświadomiłam sobie, że żadnych książek tamtejszych autorów nie czytałam! Nadrobię w trybie natychmiastowym!

    Bardzo cieszę się, że wspomniałaś o Virginii. Mam z nią ogromny problem, bo czytając tyle na temat samej autorki i jej twórczości, jednocześnie nie mając styczności z żadną książką, boję się w pewien sposób pierwszego podejścia i nie wiem kompletnie za co zabrać się w pierwszej kolejności. Zaryzykuję jednak i przeczytam "Do latarni morskiej", choć zastanawiają mnie również "Fale"... W każdym razie byłoby mi bardzo miło, gdybyś zdradziła również tytuły innych książek- ciekawość czytelniczych preferencji moich czytelników, w szczegolności tych, których sama poczytuję najchętniej, nie daje mi spokoju :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny jest ten fragment o zwątpieniu. A z innej beczki to świetny blog i cudowne pozycje recenzujesz. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę Cię koniecznie zapytać o to, czy czytałaś może jakąś biografię Virginii? Bardzo zalezy mi na tym, aby przed sięgnięciem po jakąkolwiek jej książkę, zapoznać się szerzej z jej życiorysem- ograniczanie się do wikipedii i innych stron jej poświęconych, to zdecydowanie za mało, a mnie przynajmniej nie nasyca i nie satysfakcjonuje! Bardzo zależy mi na rzetelnej biografii...

    OdpowiedzUsuń
  7. Bibliofilko, ten fragment o wątpieniu i Bogu tak przykuł moją uwagę, że musiałam go zacytować. To tak nietypowe podejście - zwykle jest albo wierzę albo nie wierzę, czarno lub biało, a u Hrabala - wierzę, bo nie wierzę :) Dziękuję Ci za słowa uznania i również serdecznie pozdrawiam.

    Kasiu, nie czytałam żadnej biografii, u mnie na ogół jest tak, że przeczytam jakąś książkę i dopiero potem zaczynam interesować się autorem, grzebać w życiorysie, szukać powiązań między biografią a opisanymi wydarzeniami. Mam na koncie jedynie Dzienniki Virginii, ale tego typu lektura nie sprawdzi się zapewne na początek, bo choć na wstępie każdej części znajdowały się krótkie notki zawierające najważniejsze fakty z życia pisarki, to warto mieć jednak jakiś punkt odniesienia, jakąś wiedzę na temat osoby, której zapiski się czyta i jej twórczości. Ale jeśli zależy Ci na biografii, to myślę, że mogłabyś poszukać tej autorstwa Quentina Bella - słyszałam o niej wiele dobrego, sama od dawna na nią poluję.

    OdpowiedzUsuń
  8. To ja się wypowiem tak jak to mają w zwyczaju blogowicze, czyli trochę na temat felietonu, recenzji, eseju, szkicu blogowicza/blogowiczki, ale bardziej po to, żeby podkreślić swoje istnienie. Więc na wstępie: miałem w zasadzie przyjemność chodzić kiedyś na studia, na których fakultet o współczesnej prozie czeskiej prowadził znany tłumacz literatury czeskiej i znawca Hrabala, a mój promotor, niejaki dr "Angel". Wiele opowiedział o Hrabalu, na przykład to co wiedziałem z innych książek Hrabala, pierwszej przeczytanej przeze mnie "Takiej pięknej żałoby" w wieku 19 lat, a potem "Postrzyżyn" i potem innych. Wybijają się dwie powieści z jego aż nazbyt rozbudowanej bibliografii: "Zbyt głośna samotność" i " Wesela w domu" - głównie przez brak takiego charakterystycznego poczucia humoru, zabawnych sytuacji, rozweselającego nastroju panującego w świecie, nieudawanego, prawdziwego optymizmu i takiego ciepłego "odbicia", odtwarzania rzeczywistości (że też nie wpadłem na takie, może nie wyrafinowanie piękne, ale dość trafne określania w pracy licencjackiej, w której porównywałem Kunderę z Hrabalem...), który rekompensuje w obu dziełach inna,"nowatorska", ale czytelna forma narracji, opowiadania.
    Oczywiście Hrabal to była kiedyś moja miłość, chociaż w życiu pozaliterackim były i są zawsze większe miłości, tak jak i twoja to miłość. jak ktoś go nie lubi, to chyba uważa, że to jest czeskie, a więc niby za mało inteligentne. ale, że on pisze w mowie potocznej, nie znaczy, że nie ma tam rzeczy ważnych. A "Dryblingu" nie czytałem, za to słyszałem, i ciekawe jest gdybanie: skoro Hrabal tak lubił sport, piłkę nożną i podziwiał Hidegkutiego za drybling, to jaką minę miałby widząc w sztandarowej akcji Messiego z Barcelony czy oglądając reprezentację Czech na Euro w 96! To by była chyba radość w 3d bez okularów. Miejmy nadzieję, że w niebie jest kablówka naziemna, dzięki czemu Hrabal ogląda w TV piłeczkę i cieszy oko. I podobno Petr Sabach pisze jak Hrabal. Pozdro, sorry za najdłuższe wynurzenie. Tym_87

    OdpowiedzUsuń
  9. Tym_87, niezmiernie się cieszę, że postanowiłeś zaznaczyć swoją obecność, i to tak obszerną wypowiedzią :) Zazdroszczę Ci tych studiów - sama się trochę, mam wrażenie, minęłam z powołaniem, moment wyboru życiowej ścieżki nastąpił dla mnie za wcześnie, gdybym mogła teraz wybrać raz jeszcze i dostać z powrotem te cztery lata, pewnie też próbowałabym raczej ze studiami językowymi, najlepiej z bohemistyką. Przychodzić na zajęcia i słuchać o swoich ulubionych pisarzach? Toż to marzenie! I mówisz, że w pracy licencjackiej porównywałeś Kunderę z Hrabalem? Cudny temat! Masz chyba rację jeśli chodzi o "Zbyt głośną samotność" i "Wesela w domu" - są bardziej "na poważnie", niż inne książki Hrabala, choć ten jego szelmowski śmieszek zawsze jak gdyby gdzieś w tle pobrzmiewa... Swoją drogą, "Auteczko" też by mi chyba podeszło do tej grupy, nie jest tak lekkie i dowcipne, za to dużo w nim smutku i poczucia winy. A "Drybling" przeczytaj - sporo tam stwierdzeń, faktów, wspomnień które pewnie już kojarzysz, ale dla mnie było to niezwykle cenne uzupełnienie tego, co już o Hrabalu wiedziałam. Messiego by pewnie docenił tak jak się nad Hidegkutim rozpływał :) i myślę, że jako zagorzały kibic w niebie też nie przepuszcza żadnego meczu, jeśli tylko jest taka możliwość ;) O Sabachu na pewno gdzieś czytałam, choćby u Szczygła, ale nigdy się nim nie interesowałam - teraz to się na pewno zmieni, dzięki za informację. Pozdrawiam i dziękuję, fajnie wiedzieć, że są na świecie ludzie dla których czeska literatura z Hrabalem na czele nie jest "nie na poziomie". A w tym potocznym języku między innymi jego urok tkwi :) a, i jeszcze jedno - u mnie też pierwsza była "Taka piękna żałoba". Magiczna książka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja akurat na bohemistyce nie byłem, ale gdybym był parę lat młodszy i bardziej rozsądny, to pewnie bym poszedł. zważywszy, że pojawiają się ogłoszenia pracy, w której coraz bardziej znaczącym atutem w cv jest znajomość języka czeskiego i słowackiego. Zgadzam się, że w tle pobrzmiewa u Hrabala śmiech szelmowski, a może ironiczny. Żeby nie rozpuszczać zanadto języka, na którym słowa niezawsze mi pełne sensu się rodzą, dodam tylko na koniec, oprócz tego co już w domyśle, że sięgnę po "Drybling...", iż jak byłem na spotkaniu z Sabachem w Łodzi, dowiedziałem się dość ciekawej rzeczy: że obecnie ta młoda i nowa proza czeska jest zupełnie niehrabalowska, za to pełna powagi, filozoficzno-eseistyczna, "Bóg wie jaka". Można by zadać pytanie, czym ta zmiana, jeśli faktycznie zaszła, była spowodowana, ale te pytania to już do Szczygła, czy wspomnianego Angela aka Engelkinga. ;)
    P.S. Hrabal był prawnikiem, a spełniał się jak wiesz na innym polu,może ty też?, a może powołanie to złudzenie? Nie mi radzić innym. Tyle ode mnie, nie zaśmiecam już forumka bloga osobistymi. Tym_87

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie, właśnie. Czeski, jak sądzę, nie jest raczej obecnie "typowym" językiem i człowiek z jego znajomością może być łakomym kąskiem na rynku pracy, choćby jako tłumacz. Szkoda, że o tym nie pomyślałam cztery lata temu... Więc, jak widzę, obydwoje sobie trochę plujemy w brodę :)

    Naprawdę tak jest z tą młodą czeską literaturą? Ja z kolei trafiałam do tej pory na lekkie, rozrywkowe historyjki - taki Viewegh czy Pawlowska. Ale te pewnie mają największą siłę przebicia... Będę drążyć w każdym razie, zobaczymy co pokażą moje dalsze czytelnicze doświadczenia.

    Co do spełniania się na innym polu - nic innego mi nie pozostaje, mam swoje książki i mam tego bloga, i ciche marzenia, że może kiedyś znajdzie się sposób, żeby od wyuczonego zawodu się wymigać, jak Hrabal (choć kto wie, gdyby czasy były inne, może pracowałby jako prawnik, w bólach, ale jednak? tyle, że nie wiadomo, jak długo by tak wytrzymał). Choć to pewnie brzmi bardzo niemądrze i dzieciuchowato.

    Zaśmiecaj do woli, takiego zaśmiecania nigdy dość :) I zapraszam ponownie, Hrabal jest tutaj u mnie takim powtarzającym się refrenem, więc może znajdziesz jeszcze coś dla siebie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. No, zdążyłem! Jeszcze nie zamknięto tematu. Komentarze pod wywodem też wiszą; jest szansa, że zdołam dodać coś o siebie. Otóż ja osobiście Hrabala i Haska lubię bardzo, wręcz niewymownie, dużo z mojego zainteresowania paradoksalnie zawdzięczam ich barwnej i niejednoznacznej drodze życiowej, w przypadku Hrabala może mniej zawikłanej niż w przypadku Haska, ale również nieprostej. Co uderza mnie w ich powieściach i opowieściach, to oczywiście, inność :) Dystans i poczucie humoru wobec nierzadko spraw natury wybitnie poważnej. Niegdyś miałem Hrabala za mojego idola, chociaż wcześniej było ich przed nim kilku, dziś również nie jest tak, że wyłącznie Hrabal, Hrabal i po deskę grobową li Hrabal i basta! Ale należne uznanie i szacunek za wkład w lit. piękną bezsprzecznie jest na swoim miejscu. Ponoć różne teorie mówią że każdy miłośnik literatury, czy wręcz początkujący pisarz, zwykle szuka, czyta i w jakimś momencie wybiera sobie tego pisarza, który najbardziej odpowiada stylistyką i poetyką jego jeszcze nieuzewnętrznionym predyspozycją. Mam nieodparte wrażenie że autorka powyższego tekstu utwierdziła się w "swoim" Hrabalu na powyżej przybliżonych zasadach i w zgodzie z własnymi preferencjami. Ja, osobiście, mam "swojego" Dostojewskiego, którego dla odmiany, i zróżnicowania, polecam, polecam i zalecam!
    A wszystkich zgromadzonych pod wpisem gości pozdrawiam ze szczególnymi pozdrowieniami dla autorki wątku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do zamknięcia żadnego z tematów na pewno nie dojdzie, więc nie było co się tak spieszyć :) Każda nowa opinia mnie cieszy, a tak obszerna w dodatku cieszy wręcz niezmiernie! Racja, że i Hrabal i Hasek mieli żywota mocno zagmatwane, Hasek rzeczywiście bardziej, ale podczas gdy u Hrabala mieszała bardziej historia, Hasek raczej gmatwał sobie wszystko sam :)

      Ten dystans, także do spraw poważnych, jest właśnie dla mnie najbardziej ożywczy - faktycznie bowiem jest to dla nas coś "innego", na próżno tego szukać u nas, Polaków. My bardzo wszystko bierzemy serio, ja zresztą też jestem pod tym względem nieodrodną Polką, przyznaję, tym bardziej zazdroszczę i podziwiam tych zza południowej granicy, którzy potrafią tak na luzie.

      A teoria o znajdowaniu sobie ulubionego pisarza najbardziej odpowiadającego stylistyką własnym predyspozycjom brzmi mi bardzo, bardzo prawdopodobnie - potwierdzam, że u mnie na tych zasadach właśnie się to odbyło. I jeśli kiedykolwiek uda mi się zabrać za pisanie na poważnie, to będzie to zapewne coś hrabalopodobnego. Bo ja się jednak bardziej skłaniam ku "wyłącznie Hrabal, Hrabal i po deskę grobową li Hrabal i basta" :)

      Przesyłam też najcieplejsze pozdrowienia i obiecuję wkrótce nadrobić zaległości z Dostojewskiego, bo choć zasmakowałam i doceniłam, moja czytelnicza znajomość z nim nie jest jeszcze zbyt zażyła :)

      Usuń
  13. Wywiad rzeka, bardzo przypadł mi do Gustu. Lubię porównywać twórczość Hrabala z biografią, fajnie się weryfikuje się różne fakty :D

    OdpowiedzUsuń