piątek, 30 marca 2012

Z Lilką za rączkę w świat poezji – „Pocałunki”, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Nastał czas dłuższych i bardziej wyczerpujących (co nie znaczy, rzecz jasna, że mniej satysfakcjonujących) lektur. I kiedy pewnego ranka przechodziłam obok regału z książkami, niepozorny, zakupiony za grosze w taniej książce tomik poezji Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej dosłownie mnie zawołał. „Weź mnie, jestem leciutki jak piórko, dam ci wytchnienie od tych męczących mądrości”. Więc wzięłam. Pomyślałam, że przeczytam z jeden wiersz, może dwa. Ale wsiąkłam i pochłonęłam całość.

A nie spodziewałam się, że tak będzie. Poezja bowiem zawsze trochę mnie odrzucała. Przerażała mnie ta kondensacja treści w kilku zaledwie linijkach, przerażało mnie, że tak wiele sama będę musiała wymyślić, dopowiedzieć sobie, bo każdy wiersz to enigmatyczna łamigłówka, nad którą się poci i wyłamuje ręce.

Wciąż trochę się boję, bo wiem, że jeden poeta reguły nie czyni. Ale Lilce udało się mój strach uśpić. W jej wierszach nie ma myślowych wygibasów, nie ma bezlitośnie rzucanych czytelnikowi pojedynczych słów, z których sam ma sobie ułożyć całość. W gruncie rzeczy jej poezja jest bardzo prosta, naiwna, odrobinę wręcz dziecinna. Ale zarazem cudownie trafia w sedno. Zaskakuje świeżością spojrzenia, zwraca uwagę na to, co jest zaraz obok, ale zwykle niezauważane. Wyjątkowo wyraźny jest ten rys we fragmentach Szkicownika poetyckiego, zamieszczonych na końcu tego zbioru, stanowiących luźne, inspirowane codziennymi obserwacjami notatki prozą.
Nie wszystko, co przed nami zostało stworzone na tym świecie, nosi cechę męskiej ręki. Jakaś bogini współtwórca wtrącała się też najwidoczniej do niejednego dzieła przyrody. (…) On, inżynier i wynalazca, zajęty udoskonalaniem swoich żywych maszyn, cierpieć musiał nieustanne mieszanie się żeńskiego pierwiastka do jego męskich zamysłów. (…) Bogini nadbiegała w trakcie powstawania i wkraczania w życie tych surowych modeli i zdążyła jeszcze tchnąć zielonego złota na jakąś bezspornie brzydką, silną i złą muchę. Zmartwiona widokiem gnilnego chrząszcza, rozpyliła na niego tyle metalolazuru, że zamieniła go niechcący w żywy klejnot.

Jednocześnie Jasnorzewska nie wstydzi się zachwytu z pozoru banalnym urokiem ptasich treli na wiosnę i unoszonych wiatrem liści jesienią. I nie krępuje się mówić o miłości – lirycznie, ale bez cienia nadęcia i patosu. Przypomina to trochę skargi małej dziewczynki, która dopiero uczy się ubierać uczucia w słowa. I jest w tym szalenie rozczulająca.
Nudno tu jest bez ciebie. Nudno do obłędu!
Jestem jeszcze wraz z wiewiórką i pieskiem,
Piszę, czytam i palę, wciąż mam oczy niebieskie,
Lecz to wszystko tylko siłą rozpędu.
(Bez ciebie)
Śmiejesz się, lecz coś tkwi poza tem.
Patrzysz w niebo, na rzeźby obłoków...
Przecież ja jestem niebem i światem?
Sam mówiłeś przeszłego roku...
(Miłość)

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
***
M. Pawlikowska-Jasnorzewska, Pocałunki, Agencja Wydawnicza AD OCULOS, Warszawa - Rzeszów 2008.

***
Dziś opis czytelniczych wrażeń nieco lakoniczny, kolejny post będzie dłuższy i dotyczyć będzie zupełnie innej książki wręcz z przeciwnego literackiego bieguna, mocno trzymającej się ziemi. Ale to za kilka dni, muszę najpierw zebrać myśli, obserwacje i ogromny zasób wiedzy, jakim mnie poczęstowała, by w formie skondensowanej uraczyć nim także moich gości. Mam nadzieję, że będzie smakowało.

13 komentarzy:

  1. Jasnorzewską uwielbiam, a sporo "Pocałunków" pocieszało mnie w młodości w sercowych rozterkach.
    I - dziewczyno kochana - nie bój się poezji! To balsam dla wrażliwych dusz. Dobrze, że pani Maria zrobiła wyłom. Dalszych lirycznych wtajemniczeń życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie, słyszałam wcześniej że w poezji Jasnorzewskiej całe rzesze młodych dziewcząt odnajdują swoje własne miłosne historie, a teraz, kiedy już wiem, jak prosto a zarazem sugestywnie pisze o uczuciach, nie dziwi mnie to :) Poezji już się tak nie boję. Ba, nawet nabrałam na nią ochoty! Na dalsze liryczne wtajemniczenia więc sama liczę, tylko mój kolejny krok na tym polu musi być ostrożny, żeby nie trafić źle i nie schować się znów jak ślimak w muszli :)

      Usuń
  2. pamiętam licealną fascynację Jasnorzewską. Niestety to nie ja się nią fascynowałam, tylko moja koleżanka. Nie przemawia do mnie tego rodzaju poezja. Coś w niej jest takiego, co mnie odrzuca. Po prostu zbyt dużo górnolotnych i patetycznych słów. To chyba sprawia, że ta poezja wydaje mi się mało prawdziwa (nie tylko Pawlikowska, tylko poezja w ogóle)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poniekąd Cię rozumiem, też się tego patosu bałam, potrafi zepsuć cały efekt i z najpiękniejszego wiersza zrobić śmieszną, nadętą rymowankę. Tylko że tak się dzieje moim zdaniem zwykle gdy ktoś tak naprawdę nie wie, o czym pisze, a akurat Jasnorzewska wydaje mi się ze swoją poezją dotykać istoty rzeczy. Nie mam wrażenia, jak w przypadku niektórych pisarzy, że łykam pięknie polukrowany zakalec - czy mowa o miłości czy o budzącej się do życia przyrodzie na wiosnę. Ale co kto lubi :) Jeśli już próbowałaś i zdecydowanie nie podchodzi, to nie ma sensu się zmuszać, oczywiście.

      Usuń
  3. Poezja nie jest dla wszystkich. Wręcz przeciwnie - jest dla wybranych. Dla tych, którzy umieją poznać i zrozumieć, a na to trzeba mieć wrażliwość.
    Ja poezję odkrywam pomalutku, delikatnie... tak jak Ty, mam dużo wątpliwości; czy dam radę? czy zrozumiem?
    Ale wydaje mi się, że trzeba się starać :)

    Piękny post, gratuluję :). Ja nie wiem, czy umiałabym pisać o poezji w taki sposób.
    Swoją drogą... może tego brak nam w obecnej blogowej sferze? Delikatności liryki..

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, może więc zwlekałam z zapuszczaniem się w świat poezji bo bałam się, że polegnę i przekonam się ostatecznie, że do wybrańców nie należę? Wciąż nie jestem pewna - w pamięci mam publikowane gdzieniegdzie w czasopismach utwory poetyckie, które były dla mnie niczym pisane jakimś sekretnym językiem. Ale może tu też tkwił problem, w sugerowaniu się znajdowanymi gdzieś przypadkiem strzępkami poezji plus te kilka wierszy omawianych w ramach lekcji polskiego? W każdym razie też zamierzam próbować i wdrażać się powolutku, bo, masz rację, warto.

      Dziękuję za miłe słowa :) Myślę, Elino, że umiałabyś - to raczej luźne odczucia, które przyoblekłam w słowa, więc dużą zasługę przypisałabym samej poezji Jasnorzewskiej. W końcu nie bez znaczenia jest, o czym się pisze - u mnie od tego zależy naprawdę wiele.

      Czy brakuje w blogosferze delikatności liryki? Bardzo możliwe. Subtelności, namysłu, refleksji, do której dobra poezja, jak sądzę, powinna skłaniać. Z książką powinno się obchodzić jak z jajkiem, podchodzić do niej na paluszkach, oglądać ze wszystkich stron, a bezrefleksyjne czytanie i relacjonowanie, jakiego przykłady czasem widuję w sieci, to bardzo brutalne podejście. Trochę jakby słysząc śpiewającego ptaszka i chcąc zrozumieć istotę piękna jego głosu poderżnąć mu gardełko i wybebeszyć go, z czego rzecz jasna nic nie wynika. Również Cię serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    2. Bardzo trafne porównanie Neio, szczególnie przy aktualnej masówce związanej z egzemplarzami recenzenckimi. To co czasami czytam to aż boli :( - byle szybciej, byle więcej, a w konsekwencji - byle jak.

      Czekam na następną recenzję i pozdrawiam.

      Usuń
  4. Poezję znam, acz niewiele. Pawlikowska warta jest tego, by ją znać. Jej wiersze są jak malutkie, śliczne obłoczki. Ulotne. Marzycielskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne porównanie, Agnes. Dokładnie tak jest - ładne, pastelowe i lekkie. Miło czasem pobujać wśród takich obłoczków.

      Usuń
  5. No proszę, tak mieć oczy niebieskie, lecz tylko siłą rozpędu... Gdyby nie impet życia, to posypalibyśmy się i rozłożyli na pierwiastki jeszcze za życia. Ech, ta Lilka ze swoją tęsknotą za miłością, z wyczekiwaniem na listy, z oddechem wstrzymywanym w smutku ("więc można żyć bez powietrza...") i strachem przed starością.
    Kobieta pełną gębą! O, pardon, gęba tu nie na miejscu:
    kobieta par excellence!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Lilką tak to właśnie było, najpierw były chwile szczęścia, na które rzucała się łapczywie, żyła pełnią życia, później to mijało, ale z rozpędu jakoś docierała do kolejnej przystani - kolejnego mężczyzny, kolejnych uniesień. I te okresy wegetacji, kiedy radość powoli z niej uchodziła jak powietrze spuszczone z balonu, jeszcze była jedną nogą w świecie marzeń, ale zarazem rzeczywistość dobitnie dawała o sobie znać, te okresy były najbardziej płodne. Jak chyba każdemu poecie trzeba było jej trochę umartwienia :) Ale racja, że to wszystko szalenie kobiece, szalenie prawdziwe, szalenie ludzkie. Dlatego pewnie tak przemawia do rzesz czytelników - lub raczej czytelniczek. W końcu widzą w niej siebie.

      Usuń
  6. Nie jestem znawczynią poezji, ale zdarzy się, że dobry wiersz zapada mi w pamięć, chcę znowu poczuć te wzruszenia i szukam innych wierszy ulubionych poetów. Jasnorzewską-Pawlikowską zawsze lubiłam i czasem wracam do jej wierszy. Moim prywatnym "odkryciem" sprzed paru lat jest poezja Małgorzaty Hillar. Ostatnio zachwyciłam się Emily Dickinson.

    Nie obawiaj się pisać o poezji. :) Pięknie Ci to wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za te nazwiska, Emily Dickinson oczywiście kojarzę i też zamierzam wkrótce z jej poezją się zapoznać, natomiast o Małgorzacie Hillar słyszę pierwszy raz, ale zapamiętam sobie. Potrzebuję właśnie teraz pomocy przy wyborze ścieżki w gąszczu poezji, żeby nie uczynić jakiegoś fałszywego kroku, więc każda rekomendacja jest dla mnie na wagę złota :) Dziękuję za pochwałę, serce we mnie rośnie gdy czytam tak miłe słowa! Niezmiernie się cieszę, że mój debiut jeśli chodzi o pisanie o poezji zrobił tak dobre wrażenie :)

      Usuń