niedziela, 23 grudnia 2012

Przygody osobnika wszechstronnie doskonałego – „Opowieści z piwiarni”, Jaroslav Hašek

Moja pierwsza przygoda z audiobookiem nie obyła się bez problemów. Możliwości mojego sprzętu okazały się niewystarczające w warunkach otaczającego mnie hałaśliwego ruchu ulicznego (co w końcu szczęśliwie udało się rozwiązać), natomiast już podczas słuchania bardzo doskwierała mi niemożność zaznaczenia w jakiś sposób najciekawszych fragmentów, jak to czynię z egzemplarzami papierowymi, namiętnie operując ołówkiem (czego rozwiązać raczej się nie da). Bezcenne było jednak to, że mogłam tak przyjemnie spożytkować czas spędzony w drodze na uczelnię. W mojej sytuacji te dwie godziny lektury dziennie są na wagę złota, bo to zwykle jedyne dwie godziny, kiedy mam kontakt z książką inną niż podręcznik akademicki. I jeszcze jedno – oczarowała mnie interpretacja Haškowych humoresek w wykonaniu Cezarego Żaka.

Opowieści z piwiarni to wybór krótkich tekstów mistrza czeskiego humoru, podzielony na cztery części – Piwo generalskie, Piwo policyjne, Piwo wyborcze oraz Piwna mieszanka firmowa. W pierwszej znalazły się utwory w klimacie szwejkowskim (a w otwierającym całą książkę opowiadaniu pojawia się nawet Szwejk we własnej osobie, tym razem uczący się obchodzić z bawełną strzelniczą, co rzecz jasna nie mogło się skończyć dobrze). W drugiej – historie w formie wyimków z kronik policyjnych, przy czym bohaterami spraw kryminalnych bywają tu i postaci biblijne, jak niesforny syn Noego czy prorok Eliasz. Przywodziło mi to na myśl cudownie dowcipną Księgę apokryfów Karla Čapka (zapewne inspirowaną pisarskimi wyczynami Haška, jak większość stworzonych od czasu jego pojawienia się na literackiej scenie czeskich humoresek). W opowiadaniach trzeciej części autor celuje ostrzem ironii w środowisko polityczne, które dobrze znał jako twórca i szef Partii Umiarkowanego Postępu w Granicach Prawa. Te podobały mi się najmniej – mam wrażenie, że dostarczały dużo większej rozrywki współczesnym Haškowi, którzy mogli zabawiać się łączeniem odmalowanych przez niego postaci z ich pierwowzorami; dziś natomiast są już trochę przeterminowane.

Najbardziej smakowita jest jednak piwna mieszanka firmowa. Autor daje tu wyraz zaangażowania smagając biczem dowcipnej krytyki choćby praską komunikację miejską, a także uchyla rąbka tajemnicy jeśli chodzi o własną osobę i życiorys. Oczywiście na próżno dociekać ile w tym prawdy, a ile zmyślenia, zwłaszcza że w przypadku tak barwnej osobowości jak Hašek można się bardzo łatwo pomylić. W końcu czy choćby historia z pisaniem tekstów o wymyślonych zwierzętach do Świata Zwierząt nie brzmi jak dobry żart?

Nawet pisząc o sobie Hašek nie wypuszcza z rąk swej nieodłącznej broni – ironii. W Majowych okrzykach opowiada o początkach swej kariery pisarskiej, kiedy to na spółkę z przyjacielem wydał tomik poezji.
Rzecz ta była bardzo skromna – tylko po szesnaście razy widniało nazwisko każdego z nas w owym tomiku wierszy, nie licząc tytułu – wtedy byłoby po osiemnaście razy – następnie jeden drugiemu dedykowaliśmy po cztery wiersze, tak więc każdy z nas, ogólnie licząc, był tam wyszczególniony z nazwiska dwadzieścia dwa razy.
W wieńczącym zbiór tekście Największy pisarz czeski Jaroslav Hašek tłumaczy natomiast czytelnikowi, dlaczego właśnie on jest najwybitniejszym spisovatelem i jedynym osobnikiem w dziejach ludzkości wszechstronnie doskonałym. Tłumaczy, że uświadomienie co do tego narodu czeskiego jest jego obowiązkiem, okrzykuje samego siebie swoim wielbicielem, a na koniec oświadcza z miną niewiniątka:
Rozdział ten otworzy oczy tym wszystkim, którzy doszukiwaliby się w tej książce, w tej wielkiej historii kupy paszkwili i lekceważącej krytyki licznych osób zajmujących się działalnością publiczną. Jeśli teksty te są paszkwilem – to już naprawdę nie wiem co to paszkwil.

Na deser pozostaje mi zaserwować porcyjkę poezji mistrza czeskiego humoru, zaczerpniętej z Okrzyków majowych, która w interpretacji Cezarego Żaka jest istnym majstersztykiem:
Karty pod stołem leżą już od dłuższej chwili
My w ferbla tutaj w kółko od wieczora grali
Na stole śpią dwaj, którzy już się spili
Trzeci zaś tam, gdzie na podłogę padł
A szynkarz piwo donosi nam wciąż
Swą pieśń finalną nuci jakiś mąż
I chyba już nikt nas nie kocha.
Wieczornych pieśni nie śpiewam
Często coś głośno wyśmiewam
Wulgarnie przytulam do piersi ją
Gdy się opiera usta me klną.
***
Za udostępnienie audiobooka dziękuję serwisowi Audeo.


***
J. Hašek, Opowieści z piwiarni, czyta Cezary Żak, wyd. Audioclub.pl & Bellona, Warszawa 2007.

2 komentarze:

  1. Tylko dwie książki audio...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko dwie, to dopiero moje początki. Choć w jakąś wielką miłość się to raczej nie rozwinie - jestem tym typem czytelnika, który czytając musi stale bazgrać po książce, zaznaczać, podkreślać, komentować. Fakt, że z audiobookami się tego robić nie da, zabija mnie.

      Usuń