wtorek, 24 września 2013

Nie spacer, a przebieżka – „Paryż śladami pisarzy”, Jean-Paul Caracalla

Zanim dostałam tę książkę do rąk, myślałam że to coś w rodzaju przewodnika. Literackiego, ale jednak przewodnika. Ładna mapka, prowadzenie za rączkę ulicami Paryża, zagłębianie się krok po kroku w życiorysy widniejących na okładce literatów – tego się mniej więcej spodziewałam. Rzuciłam się na nią łapczywie, wyobrażając sobie, że kiedy wreszcie za kilka lat uda mi się dotrzeć do wymarzonej stolicy Francji, będę ją zwiedzać z tym cennym tomikiem pod pachą.

Nic bardziej mylnego! Pierwsze zaskoczenie już na wstępie – mapki lub choćby jej nędznej namiastki nigdzie nie ma. A początkowe próby czytania „przewodnikowego”, z zapamiętywaniem każdej nazwy, z przyglądaniem się każdej tabliczce i każdemu kamyczkowi na chodniku, szybko mnie zmęczyły.

Po prostu nie tędy droga. Dopiero gdy się rozluźniłam i przestałam gorączkowo powtarzać nazwy ulic, placów i mostów, zaczęła do mnie docierać prawdziwa i niezmącona przyjemność z tej lektury. Bo to nie jest wcale opowieść o Paryżu. To przede wszystkim fascynująca wycieczka po literackim światku, gdzie na każdym kroku czai się jakiś smakowity kąsek. Proust jako najmilszy sąsiad na świecie, Chauteaubriand jako niezdarny podlotek, Balzac jako marny przedsiębiorca utrzymujący się przy życiu dzięki bogatej kochance, Hugo jako fetyszysta zafascynowany (podobnie jak Schulz) odzianymi w pończochy kobiecymi stopami.

James Joyce, Sylvia Beach i Adrienne Monnier
w Shakespeare & Co. w Paryżu, rok 1920.
Źródło: Wikimedia Commons
I choć to stolica Francji, nie tylko z Francuzami spacerowałam pod ramię. Przeniosłam się do przyciągającego Amerykanów jak magnes Paryża złotych lat 20., którym czarował Woody Allen w O północy w Paryżu. Zwiedziłam sławne lokale paryskiej bohemy, zajrzałam za kulisy przyjaźni Hemingwaya i Fitzgeralda oraz poznałam dzielną kobietkę, która jako pierwsza odważyła się wydać Ulissesa. W Paryżu, czułej przystani artystów, bo pryncypialne matrony Anglia i Ameryka krzywiły się na skandalicznie nieobyczajne dzieło Joyce'a.

Caracalla pisze ze swadą, barwnie, naprawdę wciąga w świat, który sam ma przed oczami. Wystarczy tylko zapomnieć o Paryżu i przymknąć oko na luki w życiorysach, luki po szczegółach, które autor pogubił w swej pospiesznej opowieści entuzjastycznego małego chłopca. Luki, których przed niedostatek wiedzy nie potrafiłam sama wypełnić, ale jakie to ma znaczenie? Bez oglądania się popędziłam za nim w ślad za Flaubertem, Stendhalem i Proustem, robiąc od czasu do czasu przystanki na nadobowiązkową lekcję francuskiej historii, powrót do dawnych lektur powiązanych z tematem i spisanie kolejnej nieznanej dotychczas książki, którą koniecznie, koniecznie muszę przeczytać.

Myślę, że na luksus uważnego i wnikliwego czytania Paryża śladami pisarzy mogą sobie pozwolić tylko osoby doskonale zaznajomione zarówno z Paryżem, jak i literaturą francuską. Całej reszcie polecam czytać go (a polecam gorąco!) jak ja, rzucając mapę w kąt i po prostu dając się porwać opowieści.

Camille Pissarro, Bulwar Montmartre wiosną, 1897. Źródło: Wikimedia Commons
***
J.P. Caracalla, Paryż śladami pisarzy, wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2009.

2 komentarze:

  1. Jako wielbicielka prozy Wiktora Hugo mam obowiązek przeczytania tej książki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę:) Poznasz go dzięki temu lepiej jako człowieka – także od tej mniej reprezentatywnej strony:) – a nie wątpię że i historie pozostałych pisarzy Cię zaciekawią. Ja na przykład (przyznam z lekkim rumieńcem wstydu) nie miałam wcześniej pojęcia kim jest Blaise Cendrars, teraz marzę o przeczytaniu jego książek!

      Usuń