środa, 22 października 2014

Opowieści nieposkromione, czyli Festiwal Conrada 2014
– dzień 1. i 2.

Tegoroczny Festiwal Conrada miał mocne wejście – trzy wspaniałe spotkania i prawdziwe tłumy pasjonatów literatury. Nie wierzyłam, że właśnie tak to wygląda, bo przecież żyjemy w kraju, w którym aż 90% ludzi w ciągu roku nie jest w stanie zmęczyć siedmiu książek, ale jednak – na spotkaniu z Olgą Tokarczuk sala pękała w szwach i rosło od tego serce.

Jako pierwszy jednak w sali balowej zasiadł Ádám Bodor, węgierski pisarz, o którym mówi się, że w swoich utworach stworzył karpacką wersję realizmu magicznego. W jego opowieściach o pisaniu urzekł mnie zwłaszcza sposób, w jaki widzi literaturę – jako coś nieposkromionego, nie do końca zależnego od autora, coś, co nim rządzi i decyduje o tym, jaki ostatecznie kształt przyjmie dzieło. „Zdaję sobie sprawę, że moje książki są o dyktaturze, choć świadomie nigdy tego tematu nie podejmuję – za dużo związanych z tym emocji” – stwierdził Bodor i podkreślił tym samym, że mimo wszelkich założeń autora literatura okazuje się często wyrazem pewnych motywów zakorzenionych w podświadomości. Równocześnie każda jego opowieść może być interpretowana na wiele różnych sposobów, dlatego też ważną rolę odgrywa czytelnik i jego własne spojrzenie na świat. Pisarz opowiedział także o tym, dlaczego z Rumunii wyemigrował właśnie na Węgry, a nie na Zachód, i jak wyglądały jego pierwsze lata w nowym środowisku, a także o doświadczeniu, które zdeterminowało go do zostania pisarzem – pobycie w więzieniu w wieku zaledwie 17 lat pod zarzutem działań antyrządowych.

Olga Tokarczuk [1]
Kolejnym gościem była pisarka, której nikomu nie trzeba przedstawiać – Olga Tokarczuk. Jej nazwisko oraz wieści o wydanej po kilku latach milczenia nowej książce zadziałały jak magnes – już na pół godziny przed spotkaniem w sali balowej i przyległej sali zielonej zrobiło się gęsto, a z każdą minutą gości niepokojąco przybywało. Do pewnego momentu sala sprawiała wrażenie zrobionej z gumy, bowiem cierpliwie przyjmowała nowo przybyłych oferując im przestrzeń pod ścianami i w różnych zacisznych kątach, ale kiedy stało się jasne, że wolne miejsce znajdzie się już tylko na suficie, pasjonaci literatury zaczęli gromadzić się przy drzwiach, w przejściu, na korytarzu. Choć trudno w to uwierzyć, ostatecznie na spotkaniu stawiło się ponad pół tysiąca osób.

Olga Tokarczuk opowiadała przede wszystkim o nowej powieści, Księgach Jakubowych, którą chętni mogli już zakupić w festiwalowej księgarni wydawnictwa Lokator. Na wstępie prowadzący Szymon Kloska i Tomasz Pindel prowokacyjnie poprosili pisarkę, by o tym monumentalnym dziele, które pochłonęło sześć lat jej życia, wypowiedziała się „w telewizyjnym skrócie”. Jak stwierdziła Tokarczuk, pisanie Ksiąg Jakubowych było jednak nie tylko ciężką pracą, ale i zabawą. Niektóre wątki czy postaci chętnie jeszcze by rozbudowała, lecz rozmiary powieści stałyby się już wtedy zupełnie nie do przyjęcia. Była i mowa o nawiązaniach do Sienkiewicza i tradycji polskiej powieści historycznej, o roli kobiet w historii, o niezwykłej oprawie graficznej i formie Ksiąg (która miała być jeszcze bardziej niezwykła – przez chwilę autorka wraz z wydawcą rozważali nawet czytanie od prawej do lewej, na cześć ksiąg hebrajskich)... Brzmiało to wszystko szalenie intrygująco i gdyby nie wiatr hulający w portfelu, natychmiast poleciałabym kupić egzemplarz, podobnie jak to zrobili liczni uczestnicy spotkania (aż się w sali zazieleniło!).

John Banville [2]
Na deser w ten pierwszy dzień tegorocznego festiwalu pozostała literacka gwiazda, która przyjęła zaproszenie po kilku latach nalegań (podobno pod wpływem znaku od losu – autobusu z reklamą biura podróży „Przyjedź do Polski”!) – John Banville. Ten wybitny prozaik zapytany o poezję wyznał, że nie jest tak, że nigdy jej nie tworzył – gdy miał 17 lat i był zakochany rzecz jasna spłodził kilka wierszydeł, „jak wszyscy”, lecz Bogu dzięki ostatecznie wybrał prozę. Wzorem dla jego twórczości pisarskiej jest natomiast malarstwo – sprawić, by podobnie jak w malarstwie odbiorca (czytelnik) zobaczył dokładnie to, co widział autor, oto prawdziwa sztuka! Mimo całego swego piękna świat według Banville'a jest jednak i przerażający – przeraża niebo, w które patrząc widzimy nieskończoność, i przeraża morze, tak idealnie i niepokojąco gładkie. Na koniec, dzięki pytaniu zadanemu przez jednego z uczestników, dowiedzieliśmy się, co irlandzki pisarz sądzi o Jane Austen. „Wspaniała pisarka”, zaczął dyplomatycznie, „ale jeśli jest ktoś, kto już po kilku stronach nie zdaje sobie sprawy, że ona wyjdzie za niego na stronie 385, ten jest idiotą”. Zwrócił też uwagę na przemilczanie wielu kwestii, jakiego dopuszcza się Austen, i określił to jako „ogłuszające”. Wieczór zakończył się tradycyjnie rozdawaniem autografów i dyskusją w kuluarach.

Jacek Hugo-Bader [3]
Drugi dzień festiwalowych atrakcji rozpoczął się od spotkania z Jackiem Hugo-Baderem, który dał się poznać jako niezwykle ekspresyjny mówca. Choć prowadzący Michał Olszewski stwierdził, że w utworach Hugo-Badera daje się wyczuć niezwykłe opanowanie i stalowe nerwy, sam reporter orzekł, że nie da się pisać reportaży bez emocji, zwłaszcza jeśli, jak w przypadku opowieści o wyprawie na Broad Peak po ciała zabitych himalaistów, ma się do czynienia z największą możliwą tragedią – osieroconymi rodzicami. Hugo-Bader odniósł się także do głośnej sprawy plagiatu, tłumacząc, że przeczytany fragment opisał w trochę zbyt podobnej do oryginału formie, co było bardzo niefortunne, lecz może przydarzyć się każdemu. W trakcie dyskusji pisarz cierpliwie odpowiadał na zarzuty i niesłuszne jego zdaniem sugestie uczestników, zaś najgorliwiej dyskutującej z nim rozmówczyni podarował na pamiątkę szczęśliwą podkowę przywiezioną z jednej z wypraw.

Tłumy przyciągnęła dyskusja „Pokaż mi język, a powiem ci, kim jesteś” z udziałem Ingi Iwasiów, Jerzego Sosnowskiego oraz Zbigniewa Kruszyńskiego. I sądzę, że przybyli uczestnicy nie byli zawiedzeni, rozmowa toczyła się bowiem wartko i naszpikowana była smakowitymi anegdotami. Mowa była między innymi o tym, co od strony językowej najbardziej przyciąga czytelnika – wymieniano językową wynalazczość, spostrzegawczość, element niespodzianki – oraz o tym, czy należy pisać „prosto i okrągło” tudzież „po bożemu”, czy można sobie pozwolić na eksperymenty. Inga Iwasiów stwierdziła, że żaden pisarz nie jest zupełnie wolny od konwencji, zaś Jerzy Sosnowski zwrócił uwagę na to, że przy posługiwaniu się konwencją nieraz wypada zasugerować to czytelnikowi, aby nie zostać niezrozumianym (tj. należy wskazać mu miejsce na ulicy, gdzie ma się spotkać z autorem, tak aby nie poszedł zupełnie gdzie indziej). Dużo uwagi w trakcie dyskusji poświęcono też literackiemu erotyzmowi, „wciskaniu pedału gazu” za mocno, poza granice komizmu (uda spazmatycznie zaciskające się na uszach) lub zbyt słabo, skutkiem czego jest bardzo rzeczowy – i przez to też komiczny – opis. Inga Iwasiów skwitowała ten temat stwierdzeniem, że jak najbardziej należy zadawać pytanie „Co w nas drzemie?” i próbować na nie odpowiadać w utworach literackich, ale nie obuchem w głowę, w stylu 50 twarzy Greya.

Raja Shehadeh [4]
Wieczorne spotkanie z Rają Shehadehem poświęcone było głównie konfliktowi palestyńsko-izraelskiemu, choć Shehadeh nie uważa sam siebie za pisarza politycznego, ba! był nawet takim określeniem samego siebie zaskoczony. Literatura pojawiła się tu w kontekście radzenia sobie z dramatem własnego narodu – stała się dla Shehadeha antidotum na rzeczywistość, pozwoliła uporządkować myśli i poprzez przelanie na papier częściowo się ich pozbyć. Pisarz podkreślił, że strata Palestyńczyków jest o tyle bolesna, że nie ogranicza się do rzeczy materialnych, ale własnego domu, swojego miejsca na świecie. Nie przekonują go stwierdzenia, że konflikt między Palestyną a Izraelem to konflikt dwóch niezaprzeczalnych praw – jego zdaniem biblijne przesłanki jakimi posługują się Żydzi nie są podstawą by odbierać Palestyńczykom należną im ziemię i wolność. Za sprawą żywej dyskusji spotkanie przeciągnęło się do późnego wieczora.

Dwa dni festiwalu przeszły już do historii, ale pozostało jeszcze wiele przed nami – między innymi trzy największe spotkania, z Paulem Austerem, Borisem Akuninem oraz Jaume Cabré. Ci, którzy z różnych powodów nie mogą przyjechać do Krakowa na to wielkie literackie święto – spodziewajcie się mojej relacji z kilku kolejnych spotkań, a ci, którzy są na miejscu i mogą się pojawić – do zobaczenia! :)

Niestety nie dysponuję zdjęciami ze spotkań, ale na stronie Festiwalu jest kilka.

Fotografie:
[1] Sylwia Burzyńska / Wikimedia Commons
[2] Vittoria della Mente / Wikimedia Commons
[3] Radek Kołakowski / Wikimedia Commons
[4] palfest / Wikimedia Commons

12 komentarzy:

  1. Ten rok zdecydowanie będzie należał do Olgi Tokarczuk, nie dziwią mnie tłumy na jej spotkaniu:)

    OdpowiedzUsuń
  2. I jak widać dobra literatura broni się sama :) Pani Oldze na pewno było bardzo miło, że tyle osób przyszło na spotkanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wilekie dzieki za bardzo ciekawa relacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co. Cieszę się, że się spodobała!

      Usuń
  4. Również miałam okazję spotkać się z Hugo-Baderem - przyjechał na 45 Rybnickie Dni Literatury.
    Może w przyszłym roku wybiorę się na Festiwal Conrada?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Takiej koncentracji wielkich literackich nazwisk nie uświadczysz nigdzie w Polsce :) Zapraszam na zaś. O ile do przyszłego roku nie stanie się w moim życiu coś nieoczekiwanego, co będzie mi kazało wynieść się z Krakowa, pochłonie cały wolny czas albo w inny sposób pokrzyżuje plany, będę tam znów jako wolontariusz.

      Usuń
  5. Miło, że Tokarczuk tak cenią i pożądają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam, bo zasługuje!

      Usuń
  6. "podobno pod wpływem znaku od losu – autobusu z reklamą biura podróży „Przyjedź do Polski”!" - świetna anegdotka o Banville'u:)

    Dziękuję za relację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie? :) Nie ma za co, szkoda, że Cię nie było!

      Usuń
  7. Ależ to pięknie i skrótowo opisałaś :) będę wypatrywać kolejnych relacji, bo niestety na Festival już nie przyjadę w tym roku :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Przy tylu wydarzeniach nie sposób by było nie-skrótowo :) Może w takim razie w przyszłym roku? Już się nie mogę doczekać, kogo będzie można spotkać na następnym Festiwalu!

      Usuń