środa, 8 kwietnia 2015

Współczesna bajka z magdalenką w tle
– „Kolekcjonerka perfum”, Kathleen Tessaro + konkurs!

Sięgnęłam po tę książkę, mając jeszcze wciąż w pamięci inną powieść Tessaro, Niewinność, która – choć wpadła mi w ręce zupełnie przypadkiem – zrobiła na mnie kilka lat temu ogromne wrażenie. Historia młodziutkiej aktoreczki Evie Garlick uderzyła mnie autentycznością i kazała zastanowić się nad samą sobą, ale mój zachwyt wynikał głównie z tego, że była to właściwa lektura we właściwym czasie – sama książka wybitna nie była. Dlatego biorąc do ręki Kolekcjonerkę perfum nie spodziewałam się fajerwerków.

I rzeczywiście ich nie było. Ale rozczarowana nie jestem. Dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam – lekką współczesną bajkę, nieźle napisaną mieszankę powieści obyczajowej, romansu i historii detektywistycznej. Evie Garlick tej powieści nazywa się Grace Munroe, jest trochę bardziej dorosła, trochę mniej naiwna i zamiast szkoły aktorskiej ma rolę efektownej ozdoby przy boku swego męża. Podobnie jak bohaterka Niewinności marzy o lepszym życiu i podobnie jak tamta niczym współczesny Kopciuszek otrzymuje zaproszenie do nieznanego jej, ekscytującego świata. Tym razem jednak do świata tego nie wciąga jej narkotyzujący się rockman, ale tajemnicza francuska opiekunka (dobra wróżka) i przystojny, elegancki prawnik, nie pozbawiony przy tym – jak na Francuza przystało – pewnej dozy romantyczności i buńczucznej fantazji (inne czasy, inne standardy, inni książęta).

Autorka snuje historię na dwóch płaszczyznach czasowych, w końcówce lat 20. i w latach 50. Łączy je tajemnica z przeszłości i tutaj pojawia się wątek detektywistyczny, który niestety trochę kuleje – rozwiązanie zagadki zupełnie nie zaskakuje. Cała historia Grace, czyli ta bardziej współczesna, wydaje się schematyczna i dość płaska – zaniedbana przez męża młoda kobieta przyjeżdża do Paryża, miasta miłości i rozpusty, by wyjaśnić sprawę tajemniczego spadku, i przy okazji otrzymuje czarującego francuskiego przewodnika, który pomaga jej odnaleźć siebie, wyzwolić się z ograniczeń i zacząć postrzegać świat zmysłami. Wszystko zbudowane na stereotypie sztywnej i zasadniczej Anglii oraz wyzwolonej, fantazyjnej i lekko hedonistycznej Francji, ale niech będzie – w końcu autorka sama długo mieszkała w Londynie i na temat natury Brytyjczyków i Francuzów wie na pewno więcej niż ja.

Tym, co zdecydowanie ratuje Kolekcjonerkę w moich oczach, jest wątek Evy d'Orsay (fascynująca i zagadkowa postać!) oraz perfum. Podobał mi się proustowski motyw powrotu do przeszłości za pośrednictwem zapachów – doświadczenie, które zna chyba każdy z nas. Wystarczy jedna subtelna nuta by przenieść nas do jakiegoś momentu i miejsca z przeszłości, przy czym każdy ma swoją własną magdalenkę, dlatego tak bardzo pociąga mnie pomysł tworzenia perfum na zamówienie, dla konkretnej osoby. Wyobrażam sobie tę euforię Evy, gdy wciągała w nozdrza zapach burzy i wilgotnej wełny zamknięty we flakoniku specjalnie dla niej przez Valmonta (jak pięknie, że ten czarodziej zapachów nazywa się tak samo jak bohater Choderlosa de Laclosa!).

Kilka szczegółów, takich jak perfumy, historia brzydkiego kaczątka, które odmieniło swój los i motyw kolaboracji z Niemcami podczas okupacji Paryża, naprowadziło mnie na ścieżkę interpretacyjną Eva d'Orsay – Coco Chanel. Czy mogła to być postać w pewnym stopniu wzorowana na słynnej dyktatorce mody? Nigdzie nie znalazłam żadnych informacji na potwierdzenie swoich podejrzeń, ale myślę, że to ciekawy trop.

Tessaro w pięknym stylu przenosi nas do pełnego oszałamiających zapachów Paryża, do eleganckich hoteli, luksusowych kurortów, nieprzyzwoicie wystawnych apartamentów. Drogi alkohol leje się strumieniami, lśni cenna biżuteria, szeleszczą pachnące suknie dam i jedwabna pościel... Ellen Prentiss Campbell na łamach Fiction Writers Review pisze, że Kolekcjonerka perfum powinna być czytana „w łóżku, wśród poduszek, pod plażowym parasolem lub w wannie”, ale mimo że nie oddawałam się tej lekturze w tak luksusowych warunkach, sprawiła mi sporą przyjemność. Mogę więc z czystym sumieniem napisać, że najnowsza powieść Kathleen Tessaro to stylowe, urokliwe i odprężające czytadło.


***
K. Tessaro, Kolekcjonerka perfum, przeł. Elżbieta McIver, wyd. Muza SA, Warszawa 2014.

Za odprężającą współczesną bajkę w pachnącej paryskiej scenerii dziękuję Darii i wydawnictwu Muza SA.

***
KSIĄŻKA DO WZIĘCIA!

Jeden świeżutki i pachnący egzemplarz Kolekcjonerki perfum, ktoś reflektuje? Wystarczy odpowiedzieć na pytanie: Jaki jest twój ulubiony zapach i dlaczego? Przy czym bardziej niż ulubione perfumy interesują mnie odpowiedzi z życia, zapachy przywołujące wspomnienia, Wasze własne magdalenki. Odpowiedzi można wysyłać na adres lit.skarby.swiata.calego@gmail do 14 kwietnia. Zapraszam!

Fotografie:
[1] Philip Ed / Foter.com / CC BY-NC
[2] april-mo / Foter.com / CC BY-NC-SA
[3] Okładka książki ze strony wydawnictwa Muza

7 komentarzy:

  1. Niestety nie posiadam plażowego parasola, (ba! nawet wanny!), a jakby tego było mało, mój ulubiony zapach (zaraz po "La vie est belle") to cebulka smażąca się wesoło na patelni. Proust powiedziałby "Mon Dieu!" i zemdlał. Nie mam szans w tym konkursie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanse zawsze są, a ładnie opowiedziana (a to akurat potrafisz!) cebulkowa historia jest lepsza niż wytworne zapachy i smaki. Moje magdalenki też by się pewnie Proustowi nie spodobały – zapach świeżego koperku w zupie, piwniczna stęchlizna, kurz i stary papier. Ale co poradzę, że z tym mi się kojarzy dzieciństwo :) Wanny też nie mam, łączę się w bólu!

      Usuń
    2. Zapach piwa, świeżo ściętej trawy, majowego bzu i nagrzanego piasku na polnej dróżce. Ot co... I oczywiście - smażona cebulka!

      Usuń
  2. Ty i Kolekcjonerka złapałyście moją uwagę :D Byle do weekendu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak Kolekcjonerce, ale mnie miło :) Tylko nie zapomnij!

      Usuń
  3. Ojej, ale mi narobilas smaka, zaraz przysle mejlika;>

    OdpowiedzUsuń