czwartek, 25 lutego 2016

Trupy w piwnicy umysłu – „Mama umiera w sobotę”, Rafał Niemczyk

Mama umiera w sobotę zdecydowanie nie jest typowym debiutem. Zaskakuje na każdym kroku i zupełnie odbiega od tego, czego spodziewamy się sięgając po dzieło debiutanta. To nie jest pisanie w stylu debiutanta. To jest pisanie w stylu klasyka.

I to nie tylko wtedy, gdy mamy do czynienia ze świadomą archaizacją, jak w cudownym opowiadaniu Przypadek brzydala. Po prostu jest w tym jakieś ostentacyjne odejście od efekciarskich sztuczek i powrót do dawnej, wydawałoby się że przebrzmiałej już, sztuki pisarskiej.

Od razu uprzedzam – to nie jest łatwa książka. Czyta się ją jakby we śnie, pojawiają się zagadkowe obrazy i symbole, i trudno się w tej rzeczywistości odnaleźć. Przyjemność nie polega tutaj jednak na znajdowaniu, lecz na szukaniu, na dociekaniu, na mnożeniu interpretacji. To zdecydowanie rzecz do wielokrotnego czytania, i mam wrażenie, że z każdą kolejną lekturą odkrywa przed czytelnikiem coś nowego.

Niektóre z opowiadań, te osadzone w znanych nam realiach, budzą w nas niepokój, bo wskazują nasze własne ludzkie przywary. Tytułowy i zarazem otwierający zbiór utwór to historia życiowego oportunisty, nieudacznika, który stale wmawia sobie, że świat się na niego uwziął. Gdy zaś umiera jego matka, jest w stanie myśleć tylko o tym, że umarła nie w porę, bo w sobotę – i czy zdąży wybrać z banku jej pieniądze, zanim dotrze do nich informacja o jej zgonie.

Kolejny utwór, Trup w piwnicy, wyraźnie spod znaku Kafki, opowiada z kolei o mężczyźnie, którego spokój ducha zostaje zburzony przez urzędowe zawiadomienie, że w jego piwnicy znajduje się trup. W obydwu tych opowiadaniach zostaje groteskowo ukazana nasza ludzka skłonność do samousprawiedliwień i zrzucania z siebie odpowiedzialności, wyszukiwania sobie kozłów ofiarnych, a tymczasem to właśnie do nas odnoszą się słowa bohatera: „W piwnicy ich umysłów zalega nie jeden trup, a setki!” (s. 28).

Niewątpliwą siłą opowiadań „z naszego podwórka” są też sugestywne opisy tej tak dobrze nam znanej rzeczywistości. Osiedlowe scenki opisywane przez Rafała, choć nie ma ich za wiele, są naprawdę jak żywe.
W uchylonych drzwiach sklepu spożywczego dyskutuje o czymś bardzo ważnym trójka sąsiadów, którzy z daleka sprawiają wrażenie gwiazd niemego kina. Ich występy, oparte na mimice i żywiołowych gestach, podziwiają upchnięte we framugach okien kobiety w podomkach. Na pulchnych twarzach gospodyń ciekawość miesza się z podejrzliwością, toteż wycofać je ze stanowisk obserwacyjnych jest w stanie wyłącznie garnek z kipiącą zupą (s. 49).
Z każdym kolejnym utworem coraz bardziej odrywamy się jednak od znanych nam realiów, przenosimy się w krainę sennych marzeń, a właściwie koszmarów. Im dalej, tym straszniej. W opowiadaniu Ściana jeszcze pozostajemy na znajomym gruncie, śledząc losy nieszczęśliwej, a zarazem – na przekór Tołstojowi – zupełnie przeciętnej rodziny, ale drapieżna rzeczywistość, jakiś tajemniczy inny świat, „drugie miasto” jak u Ajvaza, sięga tu swymi mackami pod postacią siejącej grozy Ściany.

Od Kobiety i mężczyzny z szafy aż po wieńczącą zbiór Stodołę pogrążamy się już na dobre w opresyjnym, nierzeczywistym świecie. Po drodze jest jeszcze mój ulubiony chyba Przypadek brzydala, czyli groza w najlepszym, klasycznym wydaniu, à la Edgar Allan Poe, oraz wspaniała archaizująca stylizacja, dzięki której lektura tego tekstu jest prawdziwą przyjemnością.

Ilustracje dodatkowo budują klimat!
Autor z dużą wprawą buduje mroczny nastrój, posługując się zagadkami i niedopowiedzeniami. Wystarczy mu zaledwie kilka kluczowych elementów – nekrologi, kot z wyłamaną łapą, drapieżny kruk. Zdecydowanie mocną stroną tej prozy jest jej obrazowość:
Ostentacyjny brak młodości rodziców dostrzegałem wtedy aż nazbyt ostro, w groteskowym powiększeniu, jakby błoniaste owadzie skrzydła pod szkłem mikroskopowym. Bolesna starość odciśnięta na twarzach, bruzdy na dłoniach, wyschnięta skóra i rybie oczy, w których nie dałoby się odszukać ani krzty optymizmu. Podejrzewam, że byli starzy już w chwili moich narodzin (s. 164).
Nie chodzi jednak tylko o obrazy, nastrój i grozę. Autor tworzy bardzo różnorodnych bohaterów i dzięki empatii zawsze świetnie wciela się w rolę opisywanej postaci – czy mamy do czynienia z garbusem-zazdrośnikiem, czy z żoną indyjskiego bogacza, czy z dzieckiem. Ukazując ich losy, ich przeżycia i uczucia, wyrywa nas z marazmu, trąca uśpione w nas struny. Skłania do tego, byśmy wyszli na szczyt wzgórza i zobaczyli więcej, lub nawet mieli odwagę wzbić się w powietrze, jak główny bohater opowiadania Stodoła. Byle tylko wyrwać się z metaforycznego zawieszenia. Nawet mimo że „bunt w zawieszeniu nie istnieje, podobnie jak nie istnieje bunt ścinanych drzew ani bunt zarzynanych zwierząt” (s. 201).

***
R. Niemczyk, Mama umiera w sobotę, ilustracje: Kasia Michałkiewicz-Hansen, wyd. Afera, Wrocław 2015.

Pewnie większość z Was wie, ale dla tych, którzy nie wiedzą – autor tego zbioru opowiadań, Rafał, razem z Dorotką, znaną też jako Superchrupka, prowadzą literackiego bloga Experyment. Zajrzyjcie, jest świetny!

I jeszcze jedna informacja. Mama umiera w sobotę otwiera w Aferze nową serię, w której prezentowani będą polscy debiutanci – Nowe Polskie. I już na wstępie duży sukces, bo książka otrzymała nagrodę Promotorzy Debiutów Instytutu Książki i Fundacji Tygodnika Powszechnego. Jak najbardziej zasłużyła :).

Fotografie:
[1] howzey / Foter.com / CC BY-NC-ND
[2] zdjęcie własne
[3] Okładka książki ze strony wydawnictwa Afera (www.wydawnictwoafera.pl)

6 komentarzy:

  1. Niesamowite - podejście do tematu, dobór tematyki, nastrój i warsztat. Z wielką chęcią przeczytam, mam ostatnio szczęście do udanych debiutów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do debiutów podchodzę z pewną rezerwą, ale ten musiałam przeczytać :). Mam nadzieję, że Ci się spodoba!

      Usuń
  2. Dobre polskie opowiadania? I to nie literatura gatunkowa? Jestem zaintrygowany!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Więc polecam się zaopatrzyć, nie przegap perełki :).

      Usuń
  3. Podoba mi się pomysł na opowiadanie "Trup w piwnicy", lubię taką groteskę. I lubię takie książki "do myślenia". Trochę skojarzyła mi się z twórczością Aglai Veteranyi (bo przed chwilą patrzyłam na nią na półce).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Veteranyi tylko słyszałam, nie czytałam, więc trudno mi powiedzieć. Ale możliwe :). A „do myślenia” jest bardzo, aż się tu roi od zagadek, więc myślę, że polubisz tak jak ja :).

      Usuń