sobota, 18 czerwca 2016

Diabelski pasożyt opowieści – „Podróż na południe”, Michal Ajvaz

To tutaj, w Loutró, w knajpce na wybrzeżu Morza Libijskiego, narrator powieści Ajvaza
słuchał co wieczór historii o Tomášu Kantorze i jego niezwykłym Dziele-Sieci.

Zmyślone kraje, ludzie, roboty i demony, medytujące mrówki, podmorskie robaki piszące fosforyzującym pismem i żelki w kształcie tajemniczych symboli. U Ajvaza jak zwykle roi się od podobnych cudów, ale to nie sztuka dla sztuki, ot, efektowna zabawa, a oryginalny sposób na opowieść o… opowieści. Tej, która bierze nas w posiadanie i zamienia się w chorobliwe szaleństwo.

Zaczyna się tak: spotkany przez narratora powieści w Loutró na Krecie rodak Martin, doktorant filozofii, opowiada o tajemniczym morderstwie w praskim teatrze Żółw, kiedy to biznesmen Petr Quas zostaje zastrzelony w trakcie baletu opartego na motywach Krytyki czystego rozumu przez aktora odtwarzającego rolę Rzeczy Samej w Sobie. Martin zdradza, że podjął wyprawę na południe tropem zabójcy, można więc powiedzieć, że wyruszył na poszukiwanie Rzeczy Samej w Sobie – urocze, prawda?

I choć na tym etapie powieść Ajvaza przypomina skrzyżowanie kryminału z powieścią filozoficzną, z czasem okazuje się, że chodzi o coś zupełnie innego. Zarówno wątek kryminalny, jak i filozofia Kanta są jedynie punktem wyjścia dla dziesiątek innych historii opowiadanych przez wielu narratorów. Wśród powieściowych opowiadaczy jest Martin, ale również Tomáš Kantor, tajemniczy pisarz, autor baletu wystawionego w teatrze Żółw i zarazem brat przyrodni zastrzelonego w trakcie spektaklu Quasa, a także cały szereg postaci pojawiających się na kartach legendarnej powieści Kantora – wykładowca akademicki Marius, dziadek jego ukochanej Hector, wymyślony przez Hectora więzień polityczny w fikcyjnym państewku Floriana Północna Fernando Vieta, bohater jego powieści – uwięziony w szklanej wieży projektant Leo...

Im głębiej wchodzimy w tę skomplikowaną strukturę narracyjną, im głębiej położoną szkatułkę otwieramy, tym robi się bardziej niezwykle, fantastycznie, psychodelicznie wręcz. Wraz z Mariusem poznajemy historię fikcyjnego narodu Ligdów, objęty zakazem pisania człowiek z opowieści Hectora „spisuje” swoją wielką powieść, wyginając litery w drucie, z kolei wspomniana powieść traktuje o projektancie, który zostaje uwięziony w szklanej wieży przez zakochaną w nim córkę najbogatszego człowieka w mieście, a po ucieczce zaprzyjaźnia się z poszukiwaną przez mściwą panią naukowiec kobietą-robotem oraz leczącą rany po wielkim starciu z pobratymcami kobietą-demonem.

Kręci wam się już w głowie? Mnie w trakcie lektury kręciło się często, bo czasem nie sposób już połapać się w tych zazębiających się światach, nie sposób nie pogubić się na różnych poziomach narracji. Zarówno kunsztowna konstrukcja, jak i intryga kryminalna zostają jednak zepchnięte w cień przez główną bohaterkę tej książki – opowieść. To wirus opowieści, rozrastającej się niczym żywy organizm, pulsującej obrazami i powiązaniami, wirus, którym zarażeni są niektórzy spośród bohaterów, gra tu pierwsze skrzypce.

Nie bez przyczyny porównanie z wirusem – opowieść z wizji Ajvaza nie budzi bowiem pozytywnych skojarzeń. Jest obrzydliwa, odstręczająca, groźna, niczym toksyczny grzyb wypełzający z dusznych i wilgotnych zakamarków naszej wyobraźni. Wyrastający z pustki „diabelski pasożyt” wypuszczający „natrętne, lepkie pędy zdań” niepostrzeżenie bierze w posiadanie umysły bohaterów i karmi je okrutnymi, wstrętnymi wizjami. Raz rozbudzony, nie daje się już uśpić i sprawia, że od tej pory poczciwy bohater, za dnia skryty za fasadą oddanego swej pracy, życzliwego lekarza, nocą przemienia się w mrocznego brata markiza de Sade, rozmiłowanego w „obrazach przemocy, rozkładu i obrzydliwości”.
Nie zdawał sobie sprawy – lub raczej nie chciał do siebie dopuścić takiej myśli – że nie istnieją żadne czyste źródła opowieści, że każda opowieść jest straszliwa; wszystkie opowiadane fabuły pochodzą z jednego dziwnym odorem trącącego zdroju, którego wody przesiąkają przez fałdy rzeczy i pojawiają się w brudnych kątach naszej przestrzeni (…). I rzeczywiście, po kilku zdaniach, o których niemądrze myślał, że są niewinne, poczuł, że jego opowiadania porywa dobrze mu znany nurt, że bierze w posiadanie wypowiadane zdania i kształtuje je w zgodzie z własnym rytmem, że do ich załomów przynosi skądś przerażające słowa (s. 259).
Michal Ajvaz na Miesiącu Spotkań Autorskich (2015).
Ten element zagrożenia i niepokoju jest charakterystyczny dla pisarstwa Ajvaza. Typowe jest jednak również to, że autor przełamuje ten mroczny nastrój odrobiną humoru i ironii. W historii Ligdów pojawiają się elementy – jak choćby motyw pisanych w XIX wieku wierszy pochwalnych na cześć ligdyjskiego narodu, na fali odrodzenia narodowego uznanych za starodawne zabytki – przypominające epizody z historii Czech (patrz: rękopis zielonogórski i królowodworski), relacje między fikcyjną Florianą Północną a Florianą Południową przywodzą na myśl dwie Koree, a cały wątek powieści napisanej przy pomocy drutu i jej przyjęcia przez czytelników to pretekst do uroczego ironizowania na temat intelektualistów, krytyków i wszystkich, którzy dążą do zaszufladkowania literatury i jej podporządkowania określonym celom, na przykład politycznym.
Miało się wręcz wrażenie, że Fernando z góry wiedział, czego będą się spodziewać czytelnicy, i stroił sobie z nich żarty. Intelektualiści mogliby ewentualnie przyjąć powieść, gdyby miała formę trudno zrozumiałego, bezkształtnego strumienia świadomości, rozmazującego kontury rzeczy, przyczynowo-skutkową ciągłość narracji i tożsamość osoby; po prostu oznajmiono by, że chodzi o „dzieło modernistyczne” (…); poza tym nie byłoby trudno modernistycznego tekstu zideologizować – powiedziałoby się: chodzi o protest przeciwko skostniałym formom klasycznym, które poprzedni reżym w sztuce popierał, a walkę o swobodę ekspresji dałoby się przedstawić jako element walki o wolność w ogóle. Drut Fernanda wyginał się jednak, tworząc słowa układające się w klasyczne okresy, za pomocą których autor długo i szczegółowo opisywał postaci i miejsca i opowiadał wprawdzie dziwną, ale spoistą fabułę (s. 142). [Czy to nie brzmi trochę jak opis twórczości samego Ajvaza?].
Michal Ajvaz po raz kolejny funduje czytelnikowi niełatwą przeprawę. Były momenty znużenia, kiedy czułam się przytłoczona nadmiarem słów, niektóre fragmenty zaś – jak choćby rozdziały poświęcone zawiłej historii Ligdów – zwyczajnie mnie nudziły. Zaraz potem jednak autor zaskakiwał mnie, w swoim stylu, jakimś zupełnie nieprawdopodobnym pomysłem, na nowo wciągał w swój tajemniczy, fascynujący świat. Warto więc zmierzyć się z tą opowieścią. Także tą, która żyje własnym życiem, rozrasta się, pączkuje i oplata jak bluszcz.

***
M. Ajvaz, Podróż na południe, tłum. Leszek Engelking, wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2016.

Za niezwykłą podróż na południe i w zakamarki wyobraźni ogarniętych mrocznym szaleństwem opowiadaczy dziękuję wydawnictwu Książkowe Klimaty!

Zainteresowani mogą się też zapoznać z moją relacją ze spotkania z autorem w ramach zeszłorocznego Miesiąca Spotkań Autorskich.

Ilustracje:
[1] Postsumptio / Foter.com / CC BY-NC-ND
[2] Okładka czeskiego wydania książki, wyd. Druhé město / www.druhemesto.cz
[3] Rafał Komorowski / Wikimedia Commons
[4] Okładka polskiego wydania książki / ksiazkoweklimaty.pl

6 komentarzy:

  1. Rzeczywiście można dostać kręćka ;) Mam od niedawna ebooka z BookRage i nabrałam chęci na tę książkę. To niekoniecznie coś w moim stylu, ale o "Alei Narodowej" Rudisa (z tego samego pakietu) też tak początkowo myślałam, a bardzo mi się spodobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetna jest „Aleja Narodowa”, prawda? Mam nadzieję, że pójdziesz za ciosem i przeczytasz jeszcze inne książki Rudiša, szczególnie gorąco polecam „Koniec punku w Helsinkach” :).

      Ajvaz jest tak pokręcony, że nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że jest w czyimkolwiek stylu :). I wymaga odrobiny cierpliwości, ale te jego drapieżne – to chyba najbardziej trafne określenie, jakie przychodzi mi do głowy – światy mają w sobie coś magnetycznego. Poza tym potrafi naprawdę plastycznie pisać i fajnie bawi się gatunkami. Spróbuj, a nuż :).

      Usuń
    2. Co do Rudisa to już mam pewność, że pójdę za ciosem, tym bardziej, że w pakiecie Book Rage również był :)

      Usuń
    3. To świetnie! Miłej lektury i czekam na wrażenia :).

      Usuń
  2. Niełatwe przeprawy czytelnicze to, coś co Pożeracze lubią bardzo, bardzo. Powieść zapowiada się więc fascynująco. A i recenzja bardzo dobra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ambitnie! Pochwalam :). I dziękuję. A „fascynujący” to słowo, które bardzo dobrze opisuje Ajvaza i jego twórczość.

      Usuń