środa, 19 października 2016

Smaki i zapachy młodej ukraińskiej prozy – „Lubczyk na poddaszu” Natalki Śniadanko i „Siomga” Sofii Andruchowycz

Jednym ze spotkań w ramach tegorocznego Festiwalu Conrada ma być dyskusja o współczesnej ukraińskiej prozie. Wezmą w niej udział cztery młode pisarki – Natalka Śniadanko, Sofija Andruchowycz, Marysia Nikitiuk i Haśka Szyjan. W zapowiadającym tę debatę tekście w „Tygodniku Powszechnym” Iryna Vikyrchak pisze:
Nie jesteśmy postaciami z bajki, sielskim i agrarnym ludem nieustannie żyjącym w znoju, noszącym szarawary i kwietne wianki. Szanujemy narodową przeszłość, ale nie mamy ochoty na bezustanne rozmyślania i pielęgnowanie krzywd. Wyzwoliliśmy się i potrzebujemy książek współczesnych autorów, równie otwartych na świat jak my sami.
Czy to nie brzmi trochę jak i nasza, polska sytuacja? Tym ciekawiej będzie posłuchać, co na temat młodej ukraińskiej literatury mają do powiedzenia jej reprezentantki. A żeby dobrze się przygotować, sięgnęłam po książki dwóch z nich – tych, które były już tłumaczone na język polski – Śniadanko i Andruchowycz.

Lubczyk na poddaszu Natalki Śniadanko to oparta na bardzo ciekawym pomyśle opowieść o pewnym przeżywającym kryzys małżeństwie. Podczas wspólnej wycieczki Sarona trafia do tajemniczego hotelu. Jej mąż – jak wnioskujemy z kolejnych fragmentów – również znajduje się w podobnym miejscu, lecz innym niż Sarona. Pozostając przez kilka tygodni w całkowitym odosobnieniu i rozmawiając ze sobą tylko poprzez listy, muszą się nauczyć na nowo ze sobą być. Lakoniczne, oficjalne powiadomienia od zarządu hotelu mają im podpowiadać, czy zmierzają w dobrym kierunku. 

Sceneria i klimat trochę jak z filmu Lobster Jorgosa Lantimosa. Mimo jednak tej dziwacznej i nienaturalnej sytuacji, Sarona i Saron zaczynają ze sobą szczerze „rozmawiać”, przyznawać się do swoich win, zwierzać ze swoich lęków, dzielić się wspomnieniami. Mam wrażenie, że w ich korespondencję autorka wplotła wiele własnych przemyśleń i obserwacji (o których, mam nadzieję, wkrótce napiszę u siebie więcej), dlatego całość brzmi szczerze i przekonująco. Proza Śniadanko, choć trochę szorstka, momentami zaskakująca nieadekwatnym językiem, wymagająca oswojenia, intryguje jednak metaforami, prowokuje do rozmyślań. Smakuje na tyle nietypowo, że chce się więcej.

Oryginalna, choć bardziej dosłowna, jest również proza Sofii Andruchowycz. Czytając Siomgę przekonałam się jednak, że ta autorka jest przede wszystkim mistrzynią oddziaływania na zmysły. I nie chodzi tu tylko o erotykę, choć odgrywa ona rzeczywiście istotną rolę w tej książce. Opisy Andruchowycz sprawiają, że można poczuć, posmakować, zobaczyć. Z wielką przyjemnością łyka się jej piękne zdania, którymi opowiada o swoim (choć na ile można utożsamić autorkę z narratorką – sprawa dyskusyjna) dzieciństwie, spędzonym u boku zmęczonej własnym seksapilem kuzynki Hali, o zabawach w ogrodzie pobliskiego szpitala psychiatrycznego, o dorastaniu i pierwszych doświadczeniach seksualnych. 

A wszystko niczym klamra spaja motyw wąsatego podglądacza, który staje się pretekstem do zadawania ważnych pytań. Na przykład: czy żylibyśmy inaczej, wiedząc, że ktoś nas obserwuje? Zastanawiamy się nad tym, równocześnie stając po drugiej stronie barykady – wchodząc w tę intymną biografię autorki/narratorki, sami stajemy się podglądaczami.

Te dwie próbki młodej ukraińskiej prozy bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Zgodnie z tym, co pisze Vikyrchak, jest w nich świeżość i moc, ostentacyjne odejście od historyczno-politycznej rzeczywistości i skupienie się na własnym ja oraz relacjach z najbliższymi. Zarówno Śniadanko, jak i Andruchowycz czyta się świetnie, dlatego chętnie posłucham ich – i ich ukraińskich koleżanek po fachu – na Festiwalu Conrada.

A debata o współczesnej ukraińskiej literaturze, zatytułowana „To nie jest kraj dla starej prozy”, odbędzie się w czwartek, 27 października, o godz. 20 w Pałacu Czeczotki. Polecam, zapraszam, i – mam nadzieję – do zobaczenia!

***
N. Śniadanko, Lubczyk na poddaszu, tłum. Ksenia Kaniewska, wyd. Biuro Literackie, Wrocław 2014.
S. Andruchowycz, Siomga, tłum. Michał Petryk, wyd. Czarne, Wołowiec 2009.

9 komentarzy:

  1. Bardzo interesujące lektury, o których to autorkach nie słyszałam dotąd. Właściwie niewiele się słyszy o ukraińskich pisarzach, także każda recenzja jest na wagę złota. Poszukam obydwu książek, zwłaszcza ta pierwsza przypadła mi do gustu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, zanim dowiedziałam się, że będą na Conradzie, kojarzyłam Śniadanko i Andruchowycz tylko z nazwiska, pozostałych dwóch pisarek wcale. Cieszę się, że festiwal zmotywował mnie, żeby sięgnąć po ich książki – to jest właśnie w tym Conradzie takie fajne, że nie tylko masz okazję zobaczyć i posłuchać tych, których znasz i lubisz, ale też poznać zupełnie nowych autorów, dokonać cennych literackich odkryć. No i fajnie, że pod wpływem mojego tekstu Ty też zainteresowałaś się ukraińską prozą :). Mam nadzieję, że równie mocno przypadnie Ci do gustu.

      Usuń
  2. Wybieram się Krakowa na festiwal i Targi. Ruszam już w czwartek i mam nadzieję, że dotrę na dwudziestą. A zatem: do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Trzymam kciuki, żebyś zdążyła. Jeśli nie, służę relacją :). Do zobaczenia!

      Usuń
  3. Czy Sofija Andruchowycz jest spokrewniona z Jurijem? ;)
    Bardzo ciekawie brzmi fabuła "Lubczyku na poddaszu" i przyznam, że chętnie bym sprawdziła styl autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. To jego córka :). Ale dowiedziałam się o tym dopiero niedawno, i było to dla mnie spore zaskoczenie.

      Sprawdź, sprawdź, zachęcam! Myślę, że może Ci się spodobać.

      Usuń
  4. Mnie przekonałaś do obu lektur - "Lubczyk na poddaszu" intryguje motywem epistolarnym a "Siomga " zachęca sensualnością, którą podkreślasz w jej powieści. Włączam do mojej listy - tym bardziej, że z prozą ukraińską jakoś mi nie po drodze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też mi się motyw epistolarny spodobał, i wyjątkowo zgrabnie został wykorzystany. A sensualność to chyba ogólnie mocna strona pisarstwa Sofii, bo skończyłam dziś kolejną jej książkę, „Felix Austria”, i też mocno oddziałuje na zmysły. Postaram się wkrótce coś o niej napisać, i skrobnę też kilka słów o „Kolekcji namiętności” Śniadanko. Ta druga mnie trochę zaskoczyła, bo jest mocno dowcipna i ironiczna, podczas gdy „Lubczyk” jest jednak bardzo serio. Cieszę się, że Cię zachęciłam :).

      Usuń