wtorek, 19 marca 2019

Młode pąki ścięte mrozem – „Zmierzch”, Osamu Dazai

„Człowiek urodził się dla miłości i rewolucji” (s. 123).

Książka Osamu Dazaia, wydana po raz pierwszy w roku 1947, to opowieść o zmierzchu japońskiej arystokracji – o mrocznych czasach po klęsce II wojny światowej, czasach kryzysu wartości i ideałów. W tym powieściowym świecie autor umieszcza młodą kobietę, która podejmuje rozpaczliwą próbę ucieczki od powszechnej beznadziei.

„Mroczny czar powieści bazuje w dużej mierze na dekadenckiej atmosferze otaczającej samego autora – uzależnionego od narkotyków, tonącego w rozpaczy i nienawidzącego siebie, na długo przedtem, zanim kultura kasutori rozlała się na resztę społeczeństwa. Jego osobiste demony, które gnębiły go przez większość życia, pomogły idealnie zarysować bolączki i marzenia po zakończeniu wojny – po «upadku» całego narodu” (s. 18) – pisze w świetnym wstępie do książki Karolina Bednarz.

Autor decyduje się jednak na ciekawy i dosyć odważny krok – opisuje czasy upadku z perspektywy trzydziestoletniej rozwiedzionej kobiety. Zamiast oddać głos komuś bardziej podobnemu sobie, jak choćby uzależniony od narkotyków dekadent Naoji, postanawia opowiedzieć swoją historię z punktu widzenia jego siostry. Ale przecież „Madame Bovary c’est moi”, a rozczarowana życiem i spętana troską o matkę Kazuko okazuje się bliższa autorowi, niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

Ucieczki – miłość i rewolucja

Kobieta obsesyjnie wręcz pragnie urodzić dziecko. „Pragnę dziecka. Nie obchodzi mnie szczęście, o którym pan mówi. Nie chcę też pieniędzy. Wystarczy mi tyle, abym mogła wychowywać swoje dziecko” (s. 88). W dodatku decyduje, że musi być to dziecko pisarza Uehary, przyjaciela jej brata. Wie, że relacja z nim – mężczyzną żonatym, w dodatku alkoholikiem, spędzającym całe noce w towarzystwie kompanów od kieliszka i kochanek – nie przyniesie jej nic dobrego. Mimo to brnie w tę relację, wysyłając mu desperackie listy. „Patentowany drań. To jedyny krzyż, na którym gotowa jestem umrzeć” – pisze z uczuciem, i dodaje: „W miłości nie ma rozsądku” (s. 96).

Mija sześć długich lat, a jej wybranek nie odpowiada na listy. „Obezwładniło mnie poczucie beznadziei, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałam; jakbym została opuszczona o zmierzchu na jesiennych bezdrożach, dokąd nie dociera żaden głos, niezależnie od tego, jak często wołam i krzyczę. Czy to nazywają «zawodem miłosnym»?” – mówi. Mimo to nie poddaje się. „Moje żagle są już wciągnięte, a statek wyszedł z portu i skierował się na morze. Nie mogę stać w miejscu, muszę płynąć tak daleko, jak tylko się da” (s. 98). Decyduje się więc pojechać do Tokio i porozmawiać z Ueharą osobiście.
„Zaczęłam wojnę. Kocham go, lubię go, pragnę go, naprawdę go kocham, naprawdę go lubię, naprawdę go pragnę. Nic na to nie poradzę, że tak go pragnę, nic na to nie poradzę, że go lubię, nic na to nie poradzę, że za nim tęsknię. Jego żona jest wyjątkowo miłą kobietą, a jego córka jest taka piękna, lecz zostałam postawiona przed Sądem Bożym, i nie czuję się ani trochę winna. Człowiek urodził się dla miłości i rewolucji” (s. 123).
Osamu Dazai w 1948 roku.
Fot. Shigeru Tamura
Z pewnością dla wielu zastanawiające będzie, skąd u bohaterki ten upór, ta obsesja, to szaleństwo? Być może chodzi po prostu o desperackie pragnienie nadania znaczenia i sensu własnemu życiu, ulegającemu rozkładowi „jak liście bananowca, które gniją na drzewie, trzymając się gałęzi”. Kazuko – półsierota z rodziny upadłej arystokracji, przykuta do chorowitej matki, z którą łączy ją trudna, przesycona żalem i zazdrością o brata relacja – chce uciec od beznadziei w rozpaczliwą miłość i macierzyństwo. W dodatku przypisuje swojemu działaniu pewną religijną wręcz misję:
„Pomyślałam, że również w moim wypadku nie są zupełnie bez związku słowa pouczenia, które Jezus skierował o swoich uczniów, gdy zdecydował się posłać dwunastu apostołów na wszystkie strony świata, aby demaskowali hipokryzję kapłanów, faryzeuszy, uczonych i władców oraz żeby wszystkim ludziom bez najmniejszego wahania głosili przekonanie o tym, czym jest prawdziwa miłość Boża” (s. 119).
Gnijący za życia

Tytuł Zmierzch nawiązuje oczywiście do upadku japońskiej arystokracji oraz ideałów, w które wierzyli Japończycy ruszając na wojnę. Również w języku powieści pojawia się wiele metafor opartych na obrazach gnicia i rozkładu. Bohaterowie powieści mówią o sobie, że są zepsuci („Rzeczywiście, jestem zdeprawowana, wuj też; zaczęłam nawet myśleć, że i Mama jest zepsuta. Czy zepsucie nie oznacza po prostu wrażliwości?” – zastanawia się Kazuko), a ich życie się rozkłada. To proces, który po wojennej klęsce dotyka cały naród, a w szczególności jego elitę – japońską arystokrację. „Pozwalam, aby moje życie ulegało rozkładowi, podobnie jak liście bananowca, które gniją na drzewie, trzymając się gałęzi” – mówi bohaterka.

Jak widać więc, Dazai pisze bardzo obrazowym językiem, a jego metafory doskonale budują klimat powieści. „Przez ostatnie sześć lat, nie wiem od którego momentu, zaczął przenikać Pan do mego serca jak jesienna mgła” (s. 90) – wyznaje Kazuko, zaś Naoji porównuje obecny nastrój beznadziei w swoim kraju do wiosennych przymrozków: „Młode pąki więdną, nim się rozwiną. Szron. Jakby szron spadł nie w porę na cały świat” (s. 132). Te poetyckie momenty zdecydowanie przyćmiły w moich oczach fragmenty, gdy bohaterowie zaczynają filozofować (jak Naoji w swoim pożegnalnym liście, na mój gust – odrobinę za długim).

Dla niektórych Zmierzch okaże się pewnie zbyt przytłaczający w swoim smutku, ale myślę, że reszta czytelników ulegnie jego dekadenckiemu czarowi. Dla mnie obcowanie z tekstem Dazaia było niewątpliwą – choć gorzką – przyjemnością.

***
Cytaty: O. Dazai, Zmierzch, przeł. Mikołaj Melanowicz, wyd. Tajfuny, Warszawa 2019.

Ilustracje:
[1] fragment okładki ze strony wydawnictwa Tajfuny / tajfuny.pl,
[2] zdjęcie własne,
[3] Wikimedia Commons,
[4] okładka książki ze strony wydawnictwa Tajfuny / tajfuny.pl.

11 komentarzy:

  1. Widzę, że dołączyłaś do osób, na które ta książką rzuciła urok :-). Czytałam kilka recenzji, ale sama na razie jestem w fazie "przymierzania się". Mam jej stare wydanie i pewnie przeczytam razem z inną powieścią Dazaia pt. "Zatracenie". Już teraz jestem w lekkim stanie oczarowana, a zwłaszcza teraz, kiedy przytoczyłaś fragment książki przypominający haiku:
    "Młode pąki więdną, nim się rozwiną.Szron.
    Jakby szron spadł nie w porę na cały świat”
    Bardzo lubię haiku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, brzmi bardzo w stylu haiku :). Prosto, poetycko, a dosadnie. Dobrze, że Tajfuny zdecydowały się wejść na rynek wydawniczy właśnie wznowieniem tej pozycji, myślę, że jest tego warta.

      Usuń
  2. Przeglądałam to ostatnio w księgarni. Smutek wszechobecny na stronach tej książki wydał mi się sie nużący i jednostajny. A zmierzch oprócz ponurości, powinien się przeciez kojarzyć z tajemniczością. Tej jednak w tekście nie znalazłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę tajemnicy tam jednak jest, tak sądzę. Ale przyznaję też, że książka może nużyć. Trudno wyczuć :)

      Usuń
  3. Smutne, ale poetyckie - przytoczone przez Ciebie cytaty są przepiękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Dobrze, że zachęcają, jest tam tego więcej!

      Usuń
  4. Intrygująca książka. Zdecydowanie wolę bardziej wesołe książki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo pięknie napisałaś o tej książce, te wszystkie cytaty - chyba za mało się rozsmakowywałam, a za bardzo wczuwałam podczas czytania, bo ten język trochę mi umknął. Niemniej jednak dla mnie również to była przyjemność i zaskoczenie, że taki nieszczęśliwy dekadent zdecydował się postawić na kobietę, jej własnoręcznie wybraną ścieżkę i dziecko oznaczające życie. Tymczasem w kulturze japońskiej trzydziestolatka bez męża do tej pory to zgorszenie. I do tego rozwódka. Wrażliwy, nieoczywisty wybór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Japońskie realia i kulturę znam niestety słabo, naprawdę nawet dziś samotne trzydziestolatki i rozwódki sieją tam takie zgorszenie? W takim razie w czasach Dazaia ta książka musiała być czymś naprawdę mocnym.

      Co do tego języka – ja z konieczności czytałam ją długo, więc może to sprzyjało rozsmakowywaniu :). Twój tekst, przyznaję, przeczytałam dopiero teraz. Świetny pomysł, żeby omówić „Zmierzch” w zestawie z dwoma innymi japońskimi tytułami. Widzę w ogóle, że intensywnie ostatnio działasz blogowo, i zazdroszczę, ja z trudem godzę teraz swoje życie czytelnicze i blogowe z korpo-życiem. Jak Tobie się to udaje? :)

      Usuń
  6. Interesująca opinia. Czytam już drugą dzisiaj nabieram coraz większej ochoty na to by ją przeczytać....Zmierzch japońskiej arystokracji to ciekawy temat.
    W sumie, jak na razie, Japonię i Japończyków znam tylko z filmów Kurosawy i kilku współczesnych.

    OdpowiedzUsuń