poniedziałek, 11 listopada 2019

Brutalne rządy koboldów – „Kobold”, Radka Denemarková [patronat]

„Ktoś musi uświadomić ludziom, że takie rzeczy dzieją się każdego dnia, że każdego dnia toczy się wojna, że totalitaryzm i tortury wcale się nie skończyły” (s. 281).

W Koboldzie Radki Denemarkovej skupiają się jak w soczewce wszystkie problemy, o których pisarka mówi w wywiadach i w trakcie publicznych dyskusji. Przemoc domowa, kobieca mentalność ofiary, brak solidarności między kobietami, rasizm, historyczne przekłamania, zaściankowa czeska mentalność. To jak zwykle proza trudna i mocna, ale jak zwykle również – niesamowicie uwrażliwiająca.

Najnowsza wydana w Polsce powieść Denemarkovej to część trylogii poświęconej Europie Środkowej, w skład której wchodzą również Pieniądze od Hitlera. Po raz kolejny autorka staje się adwokatem słabszych i bezbronnych – i, podobnie jak w Przyczynku do historii radości, są to kobiety. Tym razem chodzi jednak o cierpienie, którego doświadczają z rąk tych, których kochają. O wojnę, która od lat toczy się w tysiącach domów pod pozorami rodzinnej sielanki. O brutalne domowe rządy koboldów.

Poznajemy Hellę – panienkę z dobrego domu, która ulega namiętności do tytułowego Kobolda, zachodzi w ciążę i zostaje jego żoną; kiedy wybucha wojna, jako Żydówka pozostaje całkowicie skazana na łaskę i niełaskę męża. Ten zaś natychmiast to wykorzystuje. Okrutny tyran, bydlę, jedna z najgorszych kreatur, jakie spotkacie w literaturze, w towarzystwie swojej złośliwej matki zamieniają życie niewinnej Helli w koszmar.

Uwięziona w zimnej toni

Jak zwykle świat nie sprzyja ofiarom. „Kobold niezmiennie cieszy się opinią równego gościa i w ogóle przesympatycznego faceta. Każdego dnia przesympatyczny facet przychodzi do domu, zamyka drzwi i zamienia się w monstrum. Nikt nie staje w naszej obronie” (s. 124). W jednej z najokrutniejszych scen książki – tak okrutnej, że aż, być może, w tym okrucieństwie nieprawdopodobnej – Kobold znajduje Hellę w gospodzie, gdzie ta spokojnie popija wodę z kufla, i na oczach gości uderza ją, przejeżdżając jej po skroni zardzewiałym gwoździem ukrytym w dłoni. Kobieta prosi, by zawołać policję, lecz zgromadzeni w lokalu mężczyźni biją brawo przybyszowi, który doprowadził do porządku niesforną małżonkę. Codzienna przemoc dzieje się na oczach dzieci, na których Kobold również stosuje swoje wyrafinowane tortury.

„Kobold, ciemiężnik wełtawski. W Europie Środkowej jest objęty ścisłą ochroną gatunkową” – pisze Denemarková, sugerując, że przemoc domowa w kulturze Europy Środkowej jest szczególnie silnie zakorzeniona. Ale o tę sytuację nie obwinia jedynie mężczyzn. Jej zdaniem odpowiedzialne za nią są także kobiety – te, które pozostają sojusznikami mężczyzn w ich tyranizujących rządach, jak matka Kobolda, ale i te, które potulnie wchodzą w rolę ofiary i nie potrafią z niej wyjść, jak Hella.

Symboliczna w tym kontekście wydaje się jedna z pierwszych scen powieści, w której Hella (w towarzystwie sporej grupy przypadkowych przechodniów) skacze z mostu do rzeki, jakby pociągnięta tam nieznaną jej siłą, i zanurza się w lodowatej toni. I choć rękami Kobolda zostaje uratowana, w pewnym sensie w tej lodowatej toni już na zawsze pozostanie. Nie bez przyczyny powieść otwiera cytat z Alberta Camusa: „W początkach mego uwięzienia najcięższe było […] to, że miałem myśli wolnego człowieka. […] Ale to trwało zaledwie kilka miesięcy. Potem miałem już tylko myśli więźnia”.

Knedliczki, piwo i czeskie kompleksy

Słowo „faszyzm” odmienia się w tej powieści przez wiele przypadków. Mamy „faszyzm dnia codziennego”, a więc ten codzienny, domowy, „mały”, oraz faszyzm, jaki znamy z historii – jak choćby w scenie, gdzie partyzanci pod wodzą Kobolda zabijają wszystkich mieszkańców kamienicy nie potrafiących mówić po czesku. Ofiarą pada między innymi rodzina Holendrów z maleńkim dzieckiem. Bo „żadne z tej trójki nie potrafiło powiedzieć: «Ach, Czechy piękne, Czechy moje». No cóż, pech” (s. 79).

Trudna XX-wieczna historia zdaniem bohaterki Denemarkovej (a przypuszczam, że to także opinia samej autorki) odcisnęła swoje piętno na czeskim narodzie, sprawiła, że stał się zamknięty w sobie i skupiony na własnych potrzebach: „Z narodem jest podobnie jak z człowiekiem, który opuszcza celę po długim wyroku. Przeżył, to prawda, wytrwał w kajdanach nazizmu i komunizmu wiele lat, ale co z tego, skoro wyszedł na wolność jako ruina, truchło, które myśli wyłącznie o tym, żeby najeść się do syta i napchać sobie kieszenie” (s. 239). 

I choć zdaje sobie sprawę, że zachowania jej rodaków wynikają z poczucia bycia gorszym i słabszym, jest dla nich bezlitosna – kreśli obraz Czechów jako ludzi, którzy z jednej strony „są przekonani, że wszystko wiedzą najlepiej, że są pępkiem świata i że w razie czego każdemu mogą spuścić solidny łomot”, z drugiej – są serwilistyczni, zakompleksieni, co odreagowują na słabszych. Świetnie widać to w drugiej części książki, czerwonej, poświęconej Justynie. Justynie, która jest Romką.

Wypomina im również, że nigdy nikomu nie pomogli, że nie zajmują się niczym, co ich bezpośrednio nie dotyka. „To nas na szczęście nie dotyczy” (s. 209) – wkłada w usta agentki nieruchomości, „pani Conan”. I odpowiada sto stron dalej: „Myślą, że to ich nie dotyczy. Dotyczy. Każdego dotyczy wszystko” (s. 310). „Czeski” monolog bohaterki kończy się gorzko: „Niech idą do diabła. A na drogę niech sobie wezmą piwo i knedliczki” (s. 241).

Ból jak woda w rzece

Książka jest podzielona na dwie części – tę „wodną”, poświęconą Helli, zatytułowaną Niepotrzebna czułość, oraz czerwoną, spod znaku ognia, poświęconą nieślubnej córce Kobolda, zatytułowaną Niepotrzebni ludzie. Pomysł przyszedł już w trakcie pisania – jak mówi autorka, historia Justyny, która była z początku tylko jednym z wątków powieści, zaczęła żyć własnym życiem i domagała się większej przestrzeni. Aby więc nie naruszyła struktury całości, pisarka zdecydowała się wykorzystać możliwości, jakie daje fizyczna forma książki, i umieścić historię Justyny z drugiej strony, jako rewers opowieści o Helli i Koboldzie.

Inny jest także język obu części. Choć i tu, i tu momentami bywa ostry jak brzytwa, w części „czerwonej” pali jak ogień, podczas gdy w „niebieskiej” – płynie, faluje, szemrze niczym rzeka. Koresponduje to z pewną biernością Helli, bezkształtnością jej postaci. Bohaterka jest jak woda, która przyjmuje kształt naczynia, w którym się znajduje, „rozpuściła się w bliskich sobie ludziach” – pisze o niej autorka.

Denemarková, która słynie z dbałości o język, czyniąc go w swoich powieściach niemal jednym z bohaterów, opowiada, że tym razem wybrała poetyckie środki wyrazu w ramach polemiki z przeczytanym wcześniej esejem Ingeborg Bachmann. Poetka dowodziła w nim, że język liryki nie pozwala na bezkompromisową wypowiedź w ważnych kwestiach. „Uznałam, że to nonsens. Na dowód w swojej prozie postanowiłam podjąć trudne, okrutne tematy, ale używając lirycznego języka, który płynie i szumi jak woda. Ból w tej opowieści narasta tak, jak przybiera woda w rzece” – mówi Radka Denemarková w wywiadzie w listopadowym numerze „Nowych Książek”.

Silny znaczy zły?

Denemarková niestrudzenie głosi swoje humanistyczne przesłanie, że „prawo ludzkiej społeczności powinno brzmieć: silniejszy chroni słabszego” (s. 108). Równocześnie jednak – nie sądzi, aby realizacja tego prawa, biorąc pod uwagę naszą ludzką niedoskonałość, była możliwa. Bo zgodnie z tym, co pisze w Koboldzie, dobroć to atrybut słabych. „Hella – jak każdy dobry człowiek – jest słaba. Gdyby to zrozumiała, zyskałaby siłę. Tyle że wtedy stałaby się złym człowiekiem” (s. 179).

To zbyt prosty obraz, w który nie chcę wierzyć. Bo, owszem – na świecie wciąż panoszą się silni, pozbawieni skrupułów łajdacy, ale nie brak i tych mądrych i silnych, którzy nie boją się zabrać głosu. Jedną z nich jest sama Radka Denemarková. Pisarka zaangażowana, obrończyni słabszych, a przy tym – według słów Mariusza Szczygła w czasie spotkania na Festiwalu Conrada – najwybitniejsze czeskie pióro spośród wszystkich żyjących autorów. Warto ją czytać.

***
Cytaty: R. Denemarková, Kobold, przeł. Olga Czernikow, Agata Wróbel, wyd. Wydawnictwo Książkowe Klimaty, Wrocław 2019.


Nieskromnie zachęcam Was do lektury całego cytowanego przeze mnie wywiadu w „Nowych Książkach”, bo 1) autorka naprawdę mówi dużo i ciekawie, 2) sama jestem tego wywiadu współautorką. O Kobolda, feminizm, Europę Środkową i czeskie realia wydawnicze przepytaliśmy Radkę Denemarkovą razem z Łukaszem Grzesiczakiem. A w numerze również sporo innego czeskiego dobra, warto więc nabyć i poczytać.

4 komentarze:

  1. Książka w planach od dawna, a po Twojej rekomendacji, Aniu, wywiad też będzie czytany.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! Mam nadzieję, że okaże się ciekawy :). Jest tam m.in. parę słów o „Wadach snu”, tym dramacie, który wychodzi już pod koniec roku w Książkowych Klimatach.

      Usuń
    2. Te dramaty też mam na oku.;) Żeby tylko czasu starczyło.;)

      Usuń
    3. Myślę, że dramat będzie szybką lekturą, gdzieś wciśniesz :). Na przykład między świąteczne obżarstwo ;).

      Usuń