Dwie historie o tęsknocie za domem – Josef Formánek i Jáchym Topol

Dwie książki popularnych czeskich autorów, które ukazały się w drugiej połowie ubiegłego roku. Obydwie – trochę o historii, a trochę nie, bo przecież historia wciąż jest z nami i straszy jak wrak radzieckiego czołgu na dnie rzeki. I obydwie mówią prawdę o życiu, bez lukru, choć ta Jáchyma Topola wydaje się nieco łatwiejsza do przełknięcia niż ta Josefa Formánka. Oto kilka moich wrażeń z lektury dwóch czeskich powieści – Mówić prawdę i Wrażliwy człowiek.

Mówić prawdę Josefa Formánka to dla mnie przede wszystkim opowieść o życiu – życiu jako ślepej sile, która nawet w chwilach największego cierpienia każe nam wstać i iść dalej. Główny bohater zdaje się bardziej doświadczony nieszczęściami i bólem niż jakikolwiek inny człowiek na świecie. Niechciany przez ojca, porzucony przez matkę, osierocony przez troskliwą ciotkę, w poszukiwaniu ciepła i poczucia przynależności trafia w szeregi SS, a następnie do Armii Czerwonej. Cudem wydostaje się z celi śmierci. Przez całe życie tęskni za swoją jedyną prawdziwą miłością. A jednak trzyma się tego życia kurczowo – nawet gdy w trakcie więziennej głodówki stoi już na krawędzi, w końcu robi jednak krok w tył, wciska dzwonek wołając o pomoc.

Powieść czyta się z przyjemnością i ze wstrętem zarazem, bo autor opisuje cierpienia bohaterów z bolesnym naturalizmem. Piękno jest tu nieustannie bezczeszczone, miesza się z ohydą życia, jak w scenie gwałtu Sophie czy bombardowania w Budapeszcie, kiedy to bohater rozmawia z piękną dziewczyną, a chwilę później widzi, jak leży ona martwa u jego stóp, a jej majtki wypełniają się kałem. Ale w końcu chodzi o to, by mówić prawdę – o życiu takim, jakie jest, bez upiększania.

Najbardziej zaskakuje jednak fakt, że powieść jest oparta na faktach – pierwowzorem głównego bohatera Bernarda Maresa jest niejaki Waldemar Solar, którego autor poznał przypadkiem i postanowił opisać jego historię. I trzeba przyznać, że historia ta jest najmocniejszą stroną Mówić prawdę. Efekt psują tylko nieco odautorskie refleksje towarzyszące opowieści o znajomości z Maresem i pracy nad książką – w tych fragmentach sporo przegadania.

Z kolei Jáchym Topol we Wrażliwym człowieku stara się grubą krechą odcinać od przeszłości, ale i tak wciąż w nią wpada. Główny bohater, znany jako Buras lub Tata, to podstarzały hipis, podróżujący po Europie wraz z partnerką i dwójką synów i z pewną nostalgią powracający do życia w poprzednim ustroju, czasów romantycznej walki o wolność. Zdaje się, że to również sentymentalny powrót do przeszłości samego autora, ponieważ akcję powieści osadza przede wszystkim w swoich rodzinnych stronach, na czeskiej prowincji.

Zgodnie z zamierzeniem pisarzowi udaje się zdiagnozować wiele problemów czeskiej i środkowoeuropejskiej współczesności – jest tu wyrastający wokół nas betonowy las, elektroniczne gadżety i technologie, które zamiast łączyć dzielą, jest przepaść między miastem a wsią i karykaturalna, bezkrytyczna miłość prostych ludzi do prezydenta Zemana, niechęć do obcych a równocześnie zwrot ku Rosji, rosnącej w potęgę i pustoszącej Ukrainę (której figurą jest tu fikcyjny Ajwarystan). Przeszłość staje się tu trochę przyszłością – wynurzający się z rzeki zardzewiały radziecki czołg, symbol przeszłości, zdaje się też jakimś ponurym widmem przyszłości. „Rosjanie to żywioł, nie zatrzymasz ich (…). Znowu kozackie konie będą pić z Sazawy” – mówi jeden z bohaterów.

Ale tym, co chyba najbardziej wzrusza mnie we Wrażliwym człowieku, jest właśnie wrażliwość, czułość, tęsknota za domem, miłością, zwyczajną rodziną, wyrastająca w tym przerażającym świecie jak kwiatek wśród betonu. Może dopóki mamy to w sobie, nieważne, jak źle jest wokół nas.

***
Formánek J., Mówić prawdę, przeł. Andrzej S. Jagodziński, wyd. Krytyka Polityczna, Warszawa 2019.
Topol J., Wrażliwy człowiek, przeł. Dorota Dobrew, wyd. Czarne, Wołowiec 2019.

Komentarze

  1. Mnie wrażliwy człowiek zachwycił na początku, ale potem zaczął mierzić nadmiarem niedoli jego bohaterów. No i porzuciłam go nim doszłam do połowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może szkoda, bo właśnie w końcówce świta ta nadzieja. :) Ale i niedoli jest do końca sporo. Trudno, nic na siłę. :)

      Usuń
  2. Obie wpisałam na listę książek, które chciałabym przeczytać. Czescy pisarze - tak mi się wydaje - mają wyjątkową zdolność do czerpania z codziennych, ludzkich historii, nie posługując się przy tym górnolotnością czy patosem. Czy można opowiedzieć życiowe dramaty bez uderzania w tragiczną nutę? Chciałabym się też czasem uśmiechnąć, a mam nadzieję, że zdarzy się to przy czytaniu powieści Josefa Formanka, albo w historii podstarzałego hippisa, u Jachyma Topola. A może tym razem nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Topola tak, jak najbardziej jest też trochę do śmiechu. Jak choćby w scenie, w której wiejska babuleńka wygłasza płomienny hymn na cześć prezydenta Zemana. Choć jest to trochę śmiech przez łzy. :) U Formánka do śmiechu mniej...

      Usuń
  3. Oo, "Mówić prawdę" leży na moim stosiku wstydu od Bożego Narodzenia, po tej recenzji książka przesunęła się o kilka pozycji wyżej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! :) A sprawę ze stosikiem wstydu rozumiem, mój jest już prawie tak wysoki jak ja. ;)

      Usuń

Publikowanie komentarza