Całowałeś kiedyś panterę? czyli Charles Bukowski o miłości

W tomie wierszy Bukowskiego O miłości nie ma, wbrew temu, czego można by się spodziewać, za wiele seksu. Za to sporo słonecznego smutku, rozczarowania, czułości i tęsknoty.

Była jednym z najważniejszych tematów jego poezji. Miłość, różnie rozumiana, to dla Bukowskiego jedyny jasny i piękny element codziennej niedoli, szarości życia. „Czas miłosnego cudu”, pisze w prysznicu. Ale piękna jest również dlatego, że nietrwała. „moja miłość to koliber przycupnięty w tej cichej chwili / na gałązce / gdy ten sam kot / się czai” – czytamy w wierszu 2 goździki. A w końcu krótkiego romansu, trochę mniej wzniośle: „miłość ulatnia się – pomyślałem / wracając do / łazienki – nawet szybciej / niż wilgoć ze spermy”.


Dlatego miłość Bukowskiego jest gorzka. Człowiek na chwilę się odsłania, ale zawsze kończy się tak samo – drapieżny kot życia rozszarpuje bezczelnego ptaka miłości. Prawdziwe uczucie ginie gdzieś w gąszczu aktorskich zagrywek, oczekiwań, pretensji, kłótni.

Poeta pisze nieraz o swoich kobietach jak o drapieżnych bestiach, ale nie robi też z siebie ofiary: „nie lubię tych obłędnych i zbędnych kłótni które zawsze / wybuchają / i nie lubię wtedy siebie / kiedy nie ustępuję na krok” (tak). Kończy więc zawsze samotny, rozgoryczony, pozbawiony wiary w miłość: „gdyby miłość mogła sięgać do końca arkusza papy / albo chociaż do granic sensu / ale to się nie uda / nie ma szans / za dużo facetów zadziera nosa / za dużo kobiet zadziera nogi” (a tu balanga – automaty, czołgi, armia w starciu z ludźmi na dachach).

Miłość rani z definicji. Dlatego w każdy kolejny związek poeta wchodzi, przygotowując się już na rozstanie. „Lindo, przyniosłaś mi to / a kiedy zabierzesz / zrób to wolno i lekko / jakbym umierał pogrążony we śnie a nie w / w życiu, amen” – pisze w prysznicu. „little dark girl with / kind eyes / when it comes time to / use the knife / I won't flinch” – pisze z kolei w raw with love (cytuję w oryginale, bo uwielbiam ten wiersz w oryginalnym brzmieniu, wybaczcie; w zbiorze znajdziecie go pod tytułem otarty od kochania).


Czemu więc przechodzić to wciąż na nowo? Czemu nie wybrać spokojnej, bezbolesnej samotności? Odpowiedź znaleźć można w innym wierszu z tego tomu, jednym z najpiękniejszych wierszy o miłości, jaki znam – całowałeś kiedyś panterę? Pozwólcie, że znów zacytuję w oryginale: „you ought to sleep with a panther (…) / never anything but the female panther / the female panther walking across the room / the female panther walking across your soul / all other love songs are lies”. Gdy twoje oczy skrzyżują się z oczami pantery, nie ma już drogi odwrotu.

Poza tym „samotność ma wiele zalet / ale w byciu we dwoje jest jakieś dziwne ciepło” (tak).

Zawstydzony twardziel

Choć do historii Bukowski przeszedł jako seksista, który kobiety traktował dość instrumentalnie, jego wiersze pokazują, że to obraz nie do końca zgodny z prawdą. W wierszu miłosnym do wszystkich kobiet które znałem pisze o kobietach z czymś w rodzaju czułego smutku i komplementuje – w sposób dość niekonwencjonalny – ich ciepło („kobiety są bardzo / ciepłe przypominają mi / grzankę z masłem”), a bliskość z nimi opisuje jako coś niemal uświęconego („to / trochę jak kościół tyle / że chwilami słychać / śmiech”). Twardziel Chinaski jest tak naprawdę „kaleką, co ciągle potrzebuje miłości”. W utworze zrobiłem błąd, tęskniąc za jedną ze swoich obrażonych kochanek, wyznaje: „jeżdżę po ulicach / bliski płaczu / wstydząc się swojego sentymentalizmu / a może i miłości”.

Każda jego skończona miłość pozostawia też po sobie ślad: „myślę o każdej z tych dam / i zastanawiam się czy one myślą o mnie / czy też jestem tylko tomem wierszy / zagubionym między innymi tomami? / zagubionym między Turgieniewem a Tołstojem” (dla tych 3). „niektóre są prawie / szalone ale żadna nie jest bez znaczenia” – dodaje w wierszu miłosnym do wszystkich kobiet które znałem.

Romans z maszyną do pisania

Uczucie między mężczyzną a kobietą to jednak nie jedyne oblicze miłości, jakie pojawia się w wierszach z tego zbioru. Znalazło się tu również kilka pięknych wersów o miłości do córki (m.in. na 18 miesięcy Mariny Louise, wiersz dla mojej córki, wiersz miłosny do Mariny, koło budki przy szosie), do matki swojej córki (było dobrze czy wiersz dla starej krzywozębej, w którym pisze o niej ciepło: „skrzywdziła mniej osób niż / ktokolwiek, kogo znam”), a nawet opis jedynego momentu bliskości ze znienawidzonym ojcem – gdy ten przeczytał jedno z opowiadań syna i przyznał, że mu się podobało (przyjęto do druku).

W wierszu o znamiennym tytule pierwsza miłość poeta wyznaje też uczucie literaturze: „bez tych książek / nie wiem / co by ze mnie / wyrosło: / bełkoczący szaleniec; / ojcobójca; / idiota, imbecyl; / szara beznadzieja”. W innym utworze pisze o smutnym życiu i twórczości pisarki Carson McCullers. W moich miłosnych ścianach natomiast wyznaje miłość swojej maszynie do pisania: „życie to trud a pisanie to wolność” i „te wszystkie śliczności: / cieszę się że jestem z nimi duchem / a nie ciałem / bo nareszcie mogę walić tę jebaną maszynę / beztrosko”.

W mowie pogrzebowej pisze o tym, jak to jest stracić ukochany samochód, który służył nam wiernie przez wiele lat i który znaliśmy jak nikt inny: „nikt oprócz / ciebie / nie znał / jego muzyki / magii / niewiarygodnej / waleczności”. W wierszu czarodziej, znikł płacze w trakcie wyścigów konnych z żalu za zmarłym niedawno „jednym z najwspanialszych woźniców dwukółek – małym Joe O’Brienem”. A Trollius i treliaże to podziękowanie dla jego wydawcy: „dziękuję / że mnie wtedy znalazłeś / na DeLongpre Avenue 5124 / gdzieś między / alkoholizmem a / obłędem”.

Czasem życie smakowało słodko

Wreszcie – wiersz dla pucybuta jest przecież wierszem o miłości do świata i ludzi, choć przez większość życia tak bardzo Bukowskiego rozczarowywali. To jeden z moich ulubionych jego utworów: jest jak zabłąkany promień słońca, który znienacka pada nam na twarz. „właśnie to pomaga wierzyć / że jest coś oprócz śmierci: / ktoś w samochodzie jadącym zbyt wąską ulicą / kto zjeżdża na bok, żebyś mógł przejechać” – pisze autor, i dodaje: „najlepszych z was / lubię bardziej niż myślicie / inni się nie liczą”. I jeszcze to wstydliwe wyznanie: „bywam zgorzkniały / ale czasem życie smakowało / słodko. boję się tylko / to powiedzieć. to tak / jak kiedy twoja dziewczyna mówi: / «powiedz, że mnie kochasz», a ty / nie możesz”.

Bo było z nim dokładnie tak, jak w jednym z najbardziej znanych jego wierszy – drozd. Pod pokrytą bliznami gębą twardego faceta, pod tą osobliwą zbroją chroniącą go przed rzeczywistością, skrywał ogromną wrażliwość i potrzebę miłości: „w moim sercu siedzi drozd. / chce się wydostać / ale polewam go whisky i zaciągam się / papierosami / (…) mówię, / siedź cicho, chcesz mi narobić / kłopotów? / chcesz wszystko / spieprzyć? / żeby spadł popyt na moje książki w / Europie?”.

Dajcie mu szansę. Posłuchajcie o jego miłości. Zobaczcie, jak wraz z nim się zmieniała. Aż po ten ostatni wiersz, w którym, w obliczu śmierci, przecież w końcu padają te trudne słowa:


***
Ch. Bukowski, O miłości, przeł. M. Kłobukowski M., P. Madej, L. Engelking, wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2018.

Komentarze

  1. "Słoneczny smutek", świetne określenie! Kompletuję sobie teraz powolutku kolekcję Buka w tych nowych, ładnych wydaniach i podczytuję od czasu do czasu. Piękna ta jego wrażliwość, choć szorstka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Od jakiegoś czasu jestem trochę bardziej świadoma używania językowych klisz i staram się iść w ciekawsze określenia, a ten zbiór dokładnie tak mi się kojarzy – jest w nim i smutek, i dużo słońca. :) Cieszę się, że nieźle się czujesz w tym świecie Bukowskiego, bo rzeczywiście jest na swój sposób piękny, tylko trzeba zadać sobie trochę trudu, żeby to odkryć. A które już książki z tej nowej serii masz na półce?

      Usuń
    2. Mam "O miłości", "O kotach", "O pisaniu", "Hollywood" i "Szmirę" :)

      Usuń
    3. O, to w przypadku „Hollywood” możesz mnie wyprzedzić, moja wielka zaległość. :) A „Szmira” jest cudowna!

      Usuń

Prześlij komentarz