poniedziałek, 27 sierpnia 2012

O książkach w Finlandii

Trzy tygodnie minęły w mgnieniu oka i litewsko-łotewsko-estońsko-fińska wyprawa dobiegła końca, a ja jestem teraz nabrzmiała wrażeniami z podróży i całymi godzinami pozwalam im spływać na papier. Tutaj też chciałabym coś na ten temat skrobnąć, ponieważ jednak wszystkich myśli i wspomnień na pewno tu nie zmieszczę (rozmyślam nad jakimś osobnym miejscem w sieci służącym temu, zwłaszcza że eskapada bardzo mi się podobała i zapewne będą następne), skupię się tylko na literackim aspekcie wyprawy. Bo, rzecz jasna, nie byłabym sobą gdyby takiego aspektu nie było.

Jak Finlandia i książki, to przede wszystkim Tove Jansson i jej sławne na cały świat Muminki. Na cmentarzu w Helsinkach – pięknym, nawiasem mówiąc, pełnym zmurszałych nagrobków jeszcze z początku XIX wieku, z wiekowymi szumiącymi drzewami i przeżartymi rdzą, chylącymi się ku ziemi kutymi ławeczkami – mieliśmy okazję zobaczyć grób pisarki. Bardzo skromny, a jedynym dyskretnym nawiązaniem do Muminków, jakie w otoczeniu można było zauważyć, była mała figurka Włóczykija, którą ktoś umieścił na kamieniu nagrobnym. A trafiliśmy tam właściwie przez przypadek, o tym że Jansson jest pochowana właśnie tam, dowiedzieliśmy się dopiero z folderu na temat cmentarza.

W księgarni w centrum Turku, dawnej stolicy Finlandii, zaopatrzyliśmy się również w fińskie wydanie Tatusia Muminka i morza. Bardzo przyjemne miejsce, znaleźliśmy tam także książki polskich autorów – mi.in. Kapuścińskiego i Hanny Krall – ja nabyłam natomiast też Panią Dalloway Virginii Woolf po fińsku, postanowiłam sobie bowiem podczas wizyt w różnych krajach kupować lokalne wydania znanych, drogich mi książek. Po pewnym czasie, mam nadzieję, utworzę w ten sposób małą kolekcję.

Co mnie trochę zaskoczyło w Finlandii to zupełna cisza jeśli chodzi o nazwisko Fransa Sillanpää (którego Śmierć i zmartwychwstanie czytałam w ramach wprowadzania się w skandynawskie klimaty) w tym kraju. Rozumiem, że to pisarz mało znany w Polsce, ale w jego ojczyźnie? Czy Finowie nie są dumni ze swoich noblistów? Zapytani kierowcy rozkładali ręce, a w Tampere, gdzie kończył on studia, z tego co wiem nie ma żadnego muzeum lub choćby ulicy czy placu jego imienia. Być może coś by się znalazło w jego rodzinnej miejscowości, Hämeenkyrö, do której jednak nie dotarliśmy (było nam tam bowiem niezbyt po drodze, a obskakiwanie położonych na uboczu miejsc podróżując autostopem jest raczej trudne). Tak czy siak – byłam mocno rozczarowana.

Nie jest jednak na pewno tak, że w Finlandii się nie czyta. Podczas pobytu w Turku spotkaliśmy w parku dwóch młodych Finów, którzy zaprosili nas na małą imprezę na świeżym powietrzu, organizowaną wraz z przyjaciółmi. Podczas pogawędki z nocną panoramą najstarszego fińskiego miasta w tle, z kubeczkami sangrii w dłoni, jeden z nich, Paavo, ożywił się nieco na wzmiankę o książkach i zaczął zaraz mówić o Kerouacu, którego Włóczęgów Dharmy szczęśliwym trafem zabrałam ze sobą na wyprawę – wspólną lekturą umilaliśmy sobie czas oczekiwania na stopa (który w Finlandii był zwykle bardzo długi). Chłopak był oczarowany opisanym przez Kerouaca w W drodze stylem życia, marzył o czymś takim i podchodził do tej życiowej filozofii zupełnie bezkrytycznie, w przeciwieństwie do mnie. Dla mnie W drodze było barwnym obrazkiem, ale życie na zasadzie „byle dalej, byle wciąż do przodu”, bez korzeni, bez domu, to nie życie. Miło było jednak znaleźć kompana do literackiej konwersacji.

Prócz tego muszę wspomnieć o ciekawych, związanych z książkami miejscach znalezionych w Finlandii. Jedno z nich to kawiarnia (a właściwie sieć kawiarni) Hemingway’s, nawiązująca wystrojem do życia sławnego amerykańskiego pisarza. W środku jest mnóstwo jego zdjęć, strzelby używane podczas polowań w Afryce, myśliwskie trofea, gadżety marynistyczne itp. Prócz tego półki pełne książek, w lokalu który odwiedziliśmy ustawione jednak wyjątkowo niefortunnie – zaraz za krzesłem, na którym akurat siedziała jakaś pani i wrogo na nas łypała, gdy zerkaliśmy ponad jej ramieniem na tytuły. Takie rzeczy moim zdaniem stać powinny w bardziej dostępnych miejscach.

Drugie miejsce to biblioteka w Turku, absolutnie piękna, przestronna, nowoczesna i zadbana. Wszędzie rozstawione były stoliki przy których można było swobodnie czytać, na piętrze – komputery, no i oczywiście te regały zapełnione książkami, setki, wszędzie. Naprawdę wspaniały i krzepiący dla mola książkowego widok!



Poza tym marzy mi się spokojny, zielony zakątek taki jak wysepka Seuraasari w Helsinkach, gdzie można usiąść i zagłębić się w lekturze, słuchając szumu morskich fal. Cudze chwalicie, swego nie znacie? Muszę się zintensyfikować poszukiwania podobnego miejsca w Krakowie. Morza pewnie nie będzie, ale może choć zieleń i trochę spokoju. A w najbliższym czasie spodziewajcie się recenzji – na pewno wkrótce napiszę o rewelacyjnej Księdze apokryfów Čapka, a przy pomyślnych wiatrach wkrótce skończę Kerouaca (bo mimo nieufności fińskich kierowców nie zdążyliśmy Włóczęgów przeczytać, zostało nam kilkadziesiąt stron) i o nim również co nieco skrobnę.

13 komentarzy:

  1. Tylko mi zaostrzyłaś apetyt na jakąś bardziej szczegółową relację z podróży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno dam znać, kiedy już taką relację gdzieś opublikuję :) Bo sama mam też mam wielką ochotę podzielić się wszystkim, co zobaczyłam i przeżyłam.

      Usuń
  2. Cos cieniutko o finskiej ksiazce :) ale dobre i tyle. Noblista ma sie dobrze szczegolnie w 'wydaniu' swojego wnuka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieniutko, to prawda, bo też moja wiedza jej dotycząca jest bardzo znikoma. Wstyd i żałuję, ale nie było na tyle czasu, żeby przed wyjazdem zgłębić temat, a wcześniej specjalnie literaturą tego rejonu świata się nie interesowałam. Stąd moja jej znajomość ogranicza się do wspomnianych Muminków i noblisty, a i tu wiedza to raczej pobieżna, dlatego nie mam pojęcia o co chodzi z wnukiem :) Możesz rozwinąć temat? Chętnie zresztą zgłosiłabym się po małe korepetycje z zakresu literatury fińskiej ogólnie, bo wydajesz się dobrze zorientowany(a?).

      Usuń
  3. Wspaniała biblioteka - miód dla moich oczu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Mogłabym tam siedzieć i siedzieć! Jaka szkoda, że krakowskiej bibliotece tak do tej daleko...

      Usuń
  4. Urocza ta figurka Włóczykija :)
    Fascynująca ta Twoja wyprawa tropem literatury finlandzkiej.
    I z pewnością znajdziesz taki urokiwy zakątek w Polsce, chociaż ta wysepka Seuraasar - urzekająca, a zdjęcie i tak nie oodaje pewnie jej uroku.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat figurkę Włóczykija na tym zdjęciu bardzo słabo widać bo była maleńka, a czy urocza też mam wątpliwości, mnie niespecjalnie przypominała Włóczykija :) Choć i tak była lepsza niż włóczykijowe maskotki które znaleźliśmy w jednym ze sklepów w wiosce świętego Mikołaja - tamten Włóczykij z oblicza przypominał żądnego krwi psychopatę.

      Zdjęcie rzeczywiście oddaje urok wysepki w bardzo małym stopniu, niestety akurat rozładowała nam się wtedy bateria od aparatu i jedyne zdjęcia stamtąd które posiadamy były robione telefonem, stąd marna jakość. Na wysepkę wiedzie śliczny biały drewniany most, wzdłuż którego ustawione są ławeczki, a na wyspie prócz takich zacisznych zakątków mieści się skansen ze starymi drewnianymi budynkami pozwożonymi z całej Finlandii. Spędziliśmy tam, pod rozbitym "na dziko" namiotem, jedną noc i było to chyba najprzyjemniejsze miejsce noclegowe z całej wyprawy.

      Usuń
  5. A mnie akurat z innej beczki zastanowił ten nieświadomy kierowca, który nie wiedział, że ktoś tu pisze książki i nawet dostał Nobla. Bo tak sobie zaraz pomyślałem gdyby zapytać któregoś, pierwszego lepszego kierowce w Polsce, i gdyby nieco uszczegółowić pytanie celem niewinnego zagmatwania, i zapytać się po polskich poetów, noblistów, to czy aby na pewno większość wskazałaby odpowiednie nazwiska? A poza gołymi nazwiskami, tytuł jakiegoś tomiku? A może wiersza? No, sam nie wiem, sam nie wiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na jego obronę muszę wspomnieć, że trochę mu było wstyd i przyznał że powinien czytać więcej, ale obrona to mimo wszystko marna. A co do polskich kierowców - wydaje mi się, że gołe nazwiska akurat by kojarzyli, bo u nas raczej jeśli już ktoś coś osiągnie, jakiegoś Nobla dostanie, to się o tym trąbi wszem i wobec. Natomiast jeśli o szczegóły chodzi, też obawiam się że różnie mogłoby być :) W końcu żyjemy w kraju, w którym ponad połowie luda obce jest czytanie książek.

      Usuń
  6. Wspaniałe wspomnienia, z przyjemnością przeczytałam. Jeśli tylko jakieś osobne literacko-podróżnicze miejsce się pojawi będę stałym bywalcem. Ciekawi mnie jak brzmi pierwsze zdanie "Pani Dalloway" po fińsku :) Mam już wersję włoską, angielską i czaję się na czeską.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie bardzo Twoje zainteresowanie moją relacją z podróży :) w takim razie już wkrótce podejmę jakieś kroki w kierunku stworzenia osobnego miejsca na takie opowieści.

      A pierwsze zdanie "Pani Dalloway" po fińsku brzmi:
      Mrs. Dalloway sanoi itse ostavansa kukat. :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Dziękuję :) Zapisałam sobie chociaż w notesie. Pozdrawiam!

      Usuń