środa, 26 grudnia 2012

Kobieta jak droga na skraju przepaści – „Ta historia”, Alessandro Baricco

Kiedyś, w zamierzchłych czasach, samochód nie był jeszcze dobrem powszechnym. Miasta nie były po brzegi wypchane stalowymi maszynami, a nieliczne automobile na wiejskich drogach czczono jak mechanicznych bogów, witano jak królewskie karoce. 
AUTOMOBIL był królem, bo nie myślano jeszcze o nim jak o słudze, on narodził się królem. A wyścig był jego tronem, jego koroną, nie istniały jeszcze samochody, istnieli KRÓLOWIE. 

Jest początek XX wieku. Mimo że krążące po wiejskich drogach automobile zliczyć można na palcach jednej ręki, Libero Parri, syn hodowcy bydła, postanawia porzucić dziedziczone w jego rodzinie z dziada pradziada zajęcie i otworzyć warsztat samochodowy. Służyć mechanicznemu bogowi, służyć lśniącemu królowi wiejskich dróg. Jest prawdziwym pasjonatem, gotowym porzucić zdrowy rozsądek, byle tylko dopiąć celu. 

Jego syn, mały Ultimo Parri, determinację ma we krwi, z czasem jednak okazuje się, że to nie auta najbardziej fascynują chłopca, lecz drogi. Jego własną ścieżkę życia poznajemy od najmłodszych lat aż do śmierci. Mkniemy po niej wraz z nim w oszałamiającym tempie, mijają lata, chłopiec dorasta, przeżywa dwie wojny, niesie na grzbiecie coraz cięższy garb doświadczeń, jedno jednak nigdy się nie zmienia – jego sposób patrzenia na świat. Ciało pięknej kobiety, otaczający go krajobraz, jego miłość, życie – wszystko jest dla niego drogą. 
Dorastałem z drogami w głowie, przez całe lata nie widziałem nic innego, wszystko, co widziałem, było dla mnie drogą, drogą i maszyną, to właśnie podarował mi mój ojciec i to było tylko w naszej głowie (...), czy to był profil wzgórza, czy biodro kobiety, my widzieliśmy drogę i prowadziliśmy po niej maszynę. 

Cierpi, kiedy kolejne doświadczenia pokazują mu, że dyktowana uczuciami droga życia nigdy nie jest tak prosta, jak szosy połykane kilometr po kilometrze w lśniącej zbroi automobilu. Pozornie jest wręcz nie do przebycia. I powoli rodzi się w nim wizja toru odzwierciedlającego ten paradoks, pełnego niebezpiecznych zakrętów, wiraży, rozgałęzień. Nie nadającego się do jazdy. 

Upragniony tor okazuje się wkrótce nie tylko symbolem ludzkiego losu, lecz i wizerunkiem ukochanej kobiety, rozpieszczonej rosyjskiej arystokratki Elizavety. Obydwoje to indywidualiści, chodzące zagadki, tajemnicze postaci ze Złotym Cieniem który natychmiast przykuwa do nich uwagę patrzącego. Zbliżają się do siebie i odpychają jak magnes, każde zbliżenie to iskry i metaliczny zgrzyt, ale są sobie przeznaczeni i obydwoje prędzej czy później zdają sobie z tego sprawę. Po latach Ultimo mówi: 
Była zła. Była zwariowana, zła i nie taka jak trzeba. Była prawdziwa, jeśli rozumie pani, co chcę powiedzieć. Była drogą pełną bezsensownych zakrętów i biegła przez otwartą wieś, nie martwiąc się nigdy, jak wróci. Nie wiedziała nawet dobrze, dokąd zdąża (…). To była jedna z tych dróg, na których człowiek się zabija. 

Sekretny język Ultima i Elizavety przypomina trochę braterstwo małego geniusza Goulda i Shatzy Shell z City, w ten związek wkrada się jednak erotyzm, który w niewprawnych młodych rękach dokonuje dzieła zniszczenia. Elizaveta chce się widzieć jako wamp, w swym dzienniku wyczarowuje wizerunek pięknej i okrutnej damy niczym kobiece postaci z rysunków Schulza, tymczasem jest jedynie zagubioną dziewczynką, nie zdającą sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów. Ojcu Ultima zwierza się: 
Nasze ciała, drogi panie Parri, nasze ciała były jak zabawki bez instrukcji obsługi, żadne z nas dwojga nie umiało się nimi posługiwać, moim szermowałam mistrzowsko na stronach dziennika, ale to był sposób, by nie używać go w dzień, w świetle słonecznym. A Ultimo, z tego co pamiętam, obnosił je jak zbyt duży prochowiec. 

W całej powieści jest mnóstwo zmysłowości, naładowana erotycznym napięciem uderza do głowy musująco, jak szampan. Od miłosnego trójkąta stworzonego przez Libera Parri, jego żonę i hrabiego D'Ambrosio, którego niezdrowym owocem będzie upośledzone dziecko, poprzez na wpół zmyślone erotyczne przygody Elizavety i okrucieństwo, z jakim skąpiła siebie zakochanemu w niej Ultimowi, aż po ich nieco rozpaczliwe próby powrotu do przeszłości poprzez zadowalanie się smutnymi substytutami. 

Gdzie znaleźć spokój? Oczywiście w drodze, w legendarnym torze Ultima, który paradoksalnie ostatecznie uświadamia Elizavecie, że w przeciwieństwie do jego sztucznych serpentyn ich własna droga była prosta i uczciwa. 


Powieści Baricco jednak prostą drogą bym nie nazwała. O nie, na tej roi się od pagórków i dziur, zakrętów i odnóży, wije się między drzewami i nad skrajem przepaści, i też jest z tych, na których człowiek się zabija. Jednak jeśli się już ją pokona, pozostawia smak satysfakcji. I godziny długich rozmyślań, bo nic tu nie jest jasne i jednoznaczne. Ale czy nie o to właśnie chodzi w Wielkiej Literaturze?

P.S. Zagadkowa dla mnie kwestia to tytuły książek Baricco. Drugi tak rozmyty i w nieokreślony sposób związany z treścią dzieła po enigmatycznym City utwierdził mnie w przekonaniu, że albo to jakaś niezrozumiała dla mnie strategia, albo po prostu pan Baricco ma trudności z wymyślaniem tytułów ;)

***
A. Baricco, Ta historia, wyd. Czytelnik, Warszawa 2007.

Fot. Vorfay (www.stockfreeimages.com)

11 komentarzy:

  1. Cudnie, cudnie! Chetnie sie wybiore w droge z "Ta historia", jakze cieszy mnie ta recenzja, bo ksiazke mam na polce:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam "Jedwab" tego autora i nabrałam ochoty na zapoznanie się z innymi jego książkami, ale jakoś nie mogłam zdecydować się na żadną. Kusi mnie ta recenzowana przez Ciebie :) Ciekawe, czy Baricco zaczaruje mnie dłuższą historią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mam nadzieję że skusi Cię jeszcze bardziej "City", bo u mnie mimo wszystko jest zdecydowanie na pierwszym miejscu. Tak gęstą od znaczeń, doskonale wyważoną, sprawnie napisaną powieść rzadko kiedy się spotyka. Pisałam o niej u siebie: http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/02/w-zotej-przyczepie-z-olbrzymem-i.html ale ten post to raczej entuzjastyczny zapis wrażeń, który sensowniej byłoby przeczytać już po lekturze książki. W każdym razie - przede wszystkim "City", dla którego "Ta historia", choć świetna, jest mimo wszystko jedynie młodszą, już nie tak ciekawą siostrzyczką.

      Czyli rozumiem, że "Jedwab" się podobał? :)

      Usuń
  3. Czytałam kiedyś jego "Jedwab" i zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Mam w domu jego "City" i "Oceano Mare", ale za żadną się jeszcze nie zabrałam, pomimo Twojej entuzjastycznej recenzji "City", którą kiedyś u Ciebie czytałam. Może dopiszę do planów noworocznych, szczególnie, że widzę, że Tobie Baricco bardzo się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, obecnie Baricco jest na dobrej drodze do awansu na jednego z moich ulubionych pisarzy. Uwielbiam to, że każda jego książka jest jak zagadka, nad którą trzeba długo siedzieć i uważnie się zastanowić, żeby dotrzeć do sedna, ułożyć wszystkie elementy układanki. Przeczytaj "City" koniecznie, ja za to muszę wreszcie gdzieś dorwać "Jedwab", bo z tego co widzę na hasło Baricco większość ludzi odpowiada właśnie tym tytułem. Wstyd nie znać. Pozdrawiam - i dużo dobrego w Nowym Roku!

      Usuń
    2. Właśnie pamiętam to, że napisałaś, że nad jego książką trzeba siedzieć i uważnie się zastanowić - mnie to i zachęca, i odstrasza, bo w jakimś szaleńczym porywie kupiłam jego książki... po włosku! Boję się, że nie podołam i chyba będę musiała znaleźć polską wersję dla ułatwienia sprawy...
      Dziękuję i nawzajem - wszystkiego dobrego w Nowym Roku a przede wszystkim wspaniałych lektur!

      Usuń
    3. Ambitnie :) Długo uczysz się/uczyłaś się włoskiego? Życzę wobec tego powodzenia!

      Usuń
    4. Ach, uczę się od wielu, wielu lat. Z przerwami niestety, więc to dosyć opornie idzie. Ale entuzjazmu nie tracę :)

      Usuń
  4. Zachęcona między innymi przez Ciebie czytam "Upojenie" Mansfield (dobre...), pewnie sięgnę po więcej Barrico :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje rekomendacje zasłużyły na Twoje zaufanie :)

      Usuń