niedziela, 22 grudnia 2013

Spacery nocą i podwodne jaskinie – „Nocna dorożka”, Vlada Urošević

Karel Jaromír Erben, XIX-wieczny czeski poeta, napisał kiedyś balladę pod tytułem Wodnik. Jej bohaterka, młodziutka dziewczyna, wpada do jeziora i zostaje przechwycona przez mieszkającego na dnie Wodnika, ten zaś czyni ją swoją żoną i matką swojego syna. 150 lat później František Brabec nakręcił film Kytice na podstawie kilku utworów Erbena, w którym to filmie sceny z ballady o Wodniku zostały nakręcone pod wodą. I są absolutnie piękne:


Piszę o tym na początku mojej recenzji Nocnej dorożki, bo tamte sceny, płynne, zawieszone, marzycielskie przywodzą mi na myśl sposób obrazowania Vlady Uroševicia. Tak jak u Schulza wszystko zdaje się utopione w słoiku miodu, tak u macedońskiego pisarza świat przypomina podwodną jaskinię, ciepłą i przymgloną. Metafora takiej jaskini zostaje zresztą nawet kilkakrotnie przez autora przywołana:
Przedziały wyglądały jak małe podwodne jaskinie, wzdłuż których nieruchomo zwisały jasnozielone algi księżyca, pozostawiające na uśpionych twarzach ślady jak po przejściu ślimaka. (…) Głębokie zakładki sukien rozchodziły się powoli jak skrzela, kwiaty na koronkach powiększały się jak blade meduzy. Rytm oddechu był lekki i ledwie słyszalny: był jakby odgłosem olbrzymich fal, załamujących się gdzieś daleko na powierzchni (s. 39).
Za drzwiami pokoi słychać było przytłumione szmery: śpiący, przytłoczeni ciężką warstwą podwodnych snów, ledwie dysząc zanurzali się w głębinę prześcieradeł, wynurzali się od czasu do czasu, żeby zaczerpnąć powietrza, bulgotliwie jak topielcy (s. 78).
Nic zresztą dziwnego. Bajkowe dno jeziora z królującym tam Wodnikiem leży gdzieś w świecie fantazji. A senne, błękitne i falujące obrazy Uroševicia również pojawiają się przy przejściu z rzeczywistości w świat magiczny, niewyjaśniony, przeczący prawidłom czasu i miejsca. Cicho i niebiesko robi się, gdy tajemniczym sposobem bohaterowie trafiają do pociągu, który zaginął kiedyś na bocznicy i gdy stają się świadkami wielkiego pożaru, który miał miejsce kilkadziesiąt lat wcześniej.

Malowniczy podwodny świat przeplata się tu z wszechobecną nocą, rozumianą jako nieposkromiony żywioł, czas kiedy drogi uciekają spod nóg, a tajemnicze postaci pojawiają się i nagle znikają. Jeśli noc, to i sen, obecny jednak nie tylko w tym mglistym sposobie widzenia, w plątających się ścieżkach, ale i dosłownie (śpią pasażerowie pociągu-widma, śpią panowie w teatrze, śpi niemal bez przerwy eteryczna kuzynka Emilia).
Noc zdawała się być olbrzymim niezbadanym obszarem, po którym błądziliśmy my – jedyni świadkowie jej dwoistości. Niemal namacalne były te dwie płaszczyzny: jedna – krótka i uproszczona, na której leżały nieruchomo nieprzytomne ciała śpiących, i druga – niesamowicie zagmatwana i pełna niespodzianek, po której poruszaliśmy się tylko my (s. 60).
O ile jednak historie z części Moja krewna Emilia to przygody dzieci, które zawsze kończą się bezpiecznym powrotem we właściwe miejsce i właściwy czas i podobnie jak wizje Schulza można je uznać za wytwory nieokiełznanej wyobraźni, o tyle późniejsze, „dorosłe” opowiadania wprowadzają pewien element zagrożenia. Tu już brakuje happy endów, a splatające się z rzeczywistością i ostatecznie przejmujące kontrolę nad bohaterem fantazje stawiają go w sytuacji śmiertelnego niebezpieczeństwa. Przypominało mi to atmosferę niedawno czytanych opowiadań z tomu Anioł Esmeralda DeLillo.

Ciekawa jest też złożona z trzech opowiadań część Pisarskie rzemiosło otwierającą cały zbiór. W zaskakujący, trochę dowcipny a trochę straszny sposób krzyżuje ona rzeczywistość, w której żyje pisarz z rzeczywistością wychodzącą spod jego pióra. Utwór Opowiadanie o tym, jak się pisze opowiadania, w którym bezimienny Pisarz snuje historię człowieka idącego przez pustkowie, aby po kilku nieoczekiwanych zwrotach akcji samemu znaleźć się w sytuacji swojego bohatera, natychmiast przywiódł mi na myśl Ciągłość parków Cortázara, gdzie podróżującego między światami pisarza zastąpił czytelnik.

Urošević nie jest drugim Schulzem, do tego czarodzieja pióra z Drohobycza mu daleko, ale też pisze pięknie. Odmalowany przez niego świat tętni barwami, można go poczuć, powąchać, posmakować.
Lato już minęło, pachniało pieczoną papryką, wytłoczynami winogron, pieczonymi kolbami kukurydzy. Zza przerzedzonych liści drzew pobłyskiwały wyogromniałe nagle gwiazdy, w powietrzu, które stawało się coraz bardziej rześkie, słychać było przenikliwe głosy wieczornych nawoływań i gwizdów: miasto zaczynało tętnić życiem pierwszych jesiennych nocy, życiem pełnym niezwykłości (s. 75).
Na dworze noc już zdążyła przewlec swoje bladofioletowe żyły przez miękkie mięso mgły. Delikatna biaława faktura mgły była przeżarta trującą pleśnią nocy, siniała, zbijała się w grudę, więdła (s. 93).
Jeśli macie ochotę na coś bajkowego, magicznego, tajemniczego – a czytaniu opowiadań Uroševicia bardzo sprzyja klimat długich grudniowych nocy – to bardzo polecam. 

***
Cytaty: V. Urošević, Nocna dorożka, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1985.

Fotografie:
[1] vali_bv (sxc.hu)
[2] wyrls (sxc.hu)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz