poniedziałek, 29 grudnia 2014

Tańcząc z Pepinem do utraty tchu – „Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych”, Bohumil Hrabal

Jaromír Hanzlík jako Pepin i Magda Vášáryová jako Maryška w Postrzyżynach (1980) w reżyserii Jiříego Menzla.
Gdy się mówi lub pisze o prozie Hrabala, co rusz powraca jak bumerang postać jego muzy, stryja Pepina. Gdyby ktoś nieobeznany spytał mnie kiedyś, kim jest ten mityczny stryjcio, odpowiedziałabym – przeczytaj Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych, a będziesz wiedział.

Bo to jest cały on. Osiemdziesiąt stron stryja Pepina. Siedzi sobie w restauracji z pięknymi panienkami i mówi, mówi, mówi, nie przestaje, chwali się, wspomina, cytuje, myśli mu skaczą w sposób wprost nieprawdopodobny, od olbrzymki doktorowej do Havliczka i Chrystusa, od Mozarta do monstrualnego biustu pani baronowej, od noszenia kwiatów pięknym dziewczętom do problemów pana proboszcza z oddawaniem moczu...

Pepin za młodu jako żołnierz armii austro-węgierskiej [1].
Rozdmuchuje wszystko do nieprawdopodobnych rozmiarów, zmyśla, przechwala się. Jest we wszystkim najlepszy, najpiękniej śpiewa, najładniej mu w mundurze, a kobiety wariują wprost na jego punkcie... Czytać Lekcje... to jak wejść do jego głowy, w cały ten bałagan, w pożółkłe zdjęcia, wycinki z gazet, reklamy płynów do włosów i balsamów, cytaty z dziełka pana Batisty o higienie płciowej i wyimki z sennika, luźne przeróbki biblijnych historii, czarny humor (gdzieś na marginesie upiorny grabarz gotuje w kotle zupę dla świń z ludzkich zwłok, a karczmarka odkrawa na kotlety kawał mięsa swojej córki). Ciężko się w tym połapać, ciężko za nim nadążyć, ale chłonie się z oszołomionym uśmiechem, z błyszczącymi oczami ten szaleńczy monolog. Czasem są głośne wybuchy śmiechu.

Jest stały motyw, refren – piękne panienki i ich ponętne kształty, uwielbienie dla dorodnego kobiecego ciała, tej „rękojmi szczęścia małżeńskiego” według wspomnianego pana Batisty i jego dziełka o higienie płciowej, bo w końcu stryj Pepin to „wielbiciel europejskiego odrodzenia” i nade wszystko ceni kobiece uroki, o których pisze z właściwą sobie emfazą, o tak:
Austria opierała się nie tyle na bujnym poroście włosów, ile na bujnych piersiach, niektóre miały je takie, że musiały nosić plecak, a w nim cegły, aby nie upaść do przodu, tak je to ciągnęło, to było coś: te potężne cyce (…) i było to prawdziwe nieszczęście w rodzinie, jeśli córka nie miała piersi niczym kufle piwa (s. 63).
Ale małżeństwo – broń Boże! Gdy któraś ze ślicznych panienek zająknie się o zamążpójściu, Pepinek lojalnie odpowiada że „nie ma rozwiniętych w dostatecznym stopniu skłonności zbrodniczych”, bo przecież w małżeństwie to tak:
Pewien rzeźnik mi powiedział, że małżeństwo to tak, jakbyś przez całe życie niósł krowią skórę po cienkim lodzie, zdarzają się wypadki, że małżonka powie mężowi: tobie, tato, to trzeba by dać dobrze motyką po łbie, on zaś czyni jej wyrzuty: matuchno, ty świnio jedna, chlasz jak stara, a więc rozedrę ci ten twój wstrętny ryj pogrzebaczem (s. 32).
I znów szok, bo od kwiatów i miłosnych serenad przeskakujemy do rozdzierania ryja pogrzebaczem, od rubasznych żartów o szparach i szczelinkach do „Ten świat jest piękny do obłędu”, od fekalnego humoru którego nie powstydziłby się sam Rabelais do lirycznych wspomnień monarchii austro-węgierskiej – czasu godności i honorowych samobójstw oraz elegancji. (Ten leciutki żal za starym światem zbliża go zresztą do Haňti).

Praga za czasów Austro-Węgier. Rycina z roku 1887 [2].
Zmyślenie, iluzja, efektowna anegdota, nostalgiczne wspomnienie, koszmarny sen – jest tu wszystko. W świecie bezładnej paplaniny Pepina rzeczywistość wydaje się płynna, i w końcu jasne staje się, dlaczego sprawdza w senniku nie to, co mu się przyśniło, lecz to co przeżył... Ale tak piękna ta konfabulacja, tak urocze to bajdurzenie, że aż sama chciałabym być jedną z pięknych panienek w restauracji w Nymburku i słuchać go bez końca.

To z tej książki pochodzi słynne zdanie: „Porządna książka nie jest po to, aby czytelnik mógł łatwiej usnąć, ale żeby musiał wyskoczyć z łóżka i tak jak stoi, w bieliźnie, pobiec do pana literata i sprać go po pysku”, ale w tym wypadku to nieprawda, ja bym pana literata nie sprała, a jeśli już, to z zazdrości, że potrafił tak pięknie, jak nikt.

***
B. Hrabal, Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych, przeł. Andrzej Czcibor-Piotrowski, wyd. PIW, Warszawa 2003.

Fotografie: 
[1] Zdjęcie z publikacji Hlučná samota – Sto let Bohumila Hrabala, wyd. Mladá Fronta, Praga 2014.
[2] Internet Archive Book Images / IWoman

4 komentarze:

  1. Chciałam tylko rzec, że Droga Naio :) też pięknie piszesz. I wszystkiego dobrego w roku 2015. Zaczytania i zaskoczenia :) banita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, dziękuję! Na tych swoich nizinach staram się, jak mogę :) Tobie też życzę wszystkiego najpiękniejszego w nowym roku, samych cudownych lektur!

      Usuń
  2. Mam ten tom :) Mam nadzieję, że już niebawem zacznę czytać, a przytoczony cytat jest genialny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznij! To lektura na jeden wieczór, a ile radości :)

      Usuń