piątek, 26 grudnia 2014

Zatrute pieniądzem dzieciątko – „Obsługiwałem angielskiego króla”, Bohumil Hrabal


Nie jest łatwo, gdy jest się nastoletnim pikolakiem, ma się metr pięćdziesiąt w kapeluszu i nazwisko Dzieciątko. O nie! Nikt nie patrzy na człowieka poważnie, bufetowa nie ustaje w docinkach, podkuchenna na żarty miażdży go swoim gigantycznym biustem i biedak bardzo chce pokazać, że mimo mikrej postury jest jednak kimś. Więc szuka sposobów, jak tego dokonać. I szybko znajduje ten najprostszy – pieniądze. Kierując się wrodzonym sprytem naciąga klientów kupujących kiełbaski na dworcu, odkłada każdy zarobiony nieuczciwie grosik, by pod koniec tygodnia wybrać się do lokalnego burdelu i lekką ręką wszystko przepuścić. Dla podziwu w oczach kelnera i dla wyciśniętych na swojej małej dłoni pocałunków pięknej panienki – warto! „Za pieniądze można kupić nie tylko ładną dziewczynę, ale i poezję” – dochodzi do wniosku człowieczek, patrząc z dumą na wianuszek kwiatów ułożony pięknie na brzuchu panienki. Jest w końcu także estetą.

Ponieważ ma szczęście i czujne ucho, a skrupuły skwapliwie chowa do kieszeni, szybko pnie się po szczeblach kariery. Ma duże ambicje – chce zostać milionerem. Skoro bowiem odłożony tysiąc koron daje mu tak wielką władzę, czego mógłby dokonać z milionami! I udaje mu się to, dorabia się fortuny i otwiera własny hotel, najmodniejszy w całych Czechach. Po drodze wchodzi w konszachty z Niemcami i żeni się z piękną admiratorką Hitlera, Lizą.

Nigdzie jednak nie jest u siebie. Niemcy odnoszą się do niego z szacunkiem, ale nie podają mu ręki jak równemu sobie; bratając się z nimi przekreśla on zaś definitywnie szansę na poważanie ze strony swych rodaków. Nie pomaga mu aresztowanie i pobicie przez gestapo – omyłkowe zresztą – którym ma nadzieję odkupić swoje winy. Nie pomaga mu również jego niezwykły i słynny na cały świat hotel. I nie pomaga fakt, że po przejęciu władzy przez komunistów sam oddaje swój dobytek i stawia się w „zamkniętym” ośrodku, by odpokutować swój sukces wraz z innymi bogaczami. Sztuczne próby wzbicia się na ich poziom okazują się groteskowe i bezowocne – mimo usilnego wyciągania szyi pan Dzieciątko nigdy nie doda sobie wzrostu.

Ale przecież nie jest zupełnie pozbawiony sentymentów. Jeszcze jako nastolatek z sympatią patrzy na poetę Tondę, który nie dba o pieniądze i z dobroduszną cierpliwością znosi żarty płatane mu przez zamożnych panów odwiedzających hotel. Mimo beznamiętnej, mechanicznej narracji człowieka zaprogramowanego na sukces głównemu bohaterowi nie udaje się ukryć wyrzutów sumienia z powodu kolaboracji i obłędu rozbrzmiewającego pośród nocy uderzeniami młotka. Dopiero odcinając się od cywilizacji i jej jadu udaje mu się osiągnąć względny spokój i równowagę. Uświadamia sobie, że choć wydawało mu się, że pnie się do góry, tak naprawdę wciąż spadał, spadał w głąb przepastnej studni, i dopiero będąc na jej dnie mógł naprawdę dostrzec gwiazdy. Zamiast piękna zmysłowego, które tak cenił dawniej, na pierwszy plan wysuwają się przymioty duchowe i surowe piękno natury, a kapryśne uznanie ludzi zostaje zdetronizowane przez bezinteresowną miłość zwierząt.

Jan Dzieciątko to postać modelowa. Ma groteskowe, symboliczne nazwisko i wziął się nie wiadomo skąd – w całej książce nie ma ani słowa o jego rodzicach, bliższej lub dalszej rodzinie (z wyjątkiem niemieckiego dziadka, wykorzystanego jako karta przetargowa przy staraniach o rękę Lizy). Jego kompleks niższości spowodowany niskim wzrostem (przekładającym się, w tym akurat wypadku, na podły charakter) może być równie dobrze odebrany jako kompleks niższości całego czeskiego narodu – zbyt małego, by się liczyć. W takim ujęciu Obsługiwałem angielskiego króla to książka w równym stopniu antyczeska co Tchórze Škvoreckiego, a może nawet bardziej.

Koniec końców nie liczy się to, czy obsługiwałeś angielskiego króla lub abisyńskiego cesarza. Nie daje ci to podstaw, by uważać się za kogoś lepszego. Liczy się czyste sumienie – a tego nie da się kupić za żadne pieniądze.

***
B. Hrabal, Obsługiwałem angielskiego króla, przeł. Jan Stachowski, wyd. Świat Literacki, Izabelin 2007.

Fot. keb / freeimages.com

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam sposób, w jaki piszesz o Hrabalu i jestem pod wrażeniem Twojej wierności autorowi ;-). Ja wciąż nie chcę narazić na zepsucie tego, co w mojej głowie się kształtuje dzięki Twoim wpisom na temat jego książek i może popełniam błąd, nie przeczytawszy jeszcze ani jednej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, w takim razie moje wpisy odnoszą skutek przeciwny, niż bym chciała! :D Rozbudzam wielkie oczekiwania? :) Mam nadzieję, że nie zawiedziesz się, jak już po którąś z jego książek sięgniesz. Popędzać Cię nie zamierzam. Dojrzej sobie do tego :) Dziękuję za miłe słowa!

      Usuń
    2. Dojrzewam. Trochę to już trwa i myślę, że jeszcze trochę potrwa, ale zawsze wiem, że mogę się zwrócić do Ciebie z prośbą o poradę, a na Literackie Skarby zajrzeć, by coś o nim przeczytać.

      Usuń
    3. To na pewno! Jak tylko będziesz potrzebować porady, pisz, chętnie pomogę :)

      Usuń