poniedziałek, 12 stycznia 2015

Hrabal wielowymiarowo

Ciekawość jest rzeczą ludzką. Nic więc dziwnego, że wokół wybitnych autorów piętrzą się dziesiątki biografii, analiz, wspomnień, listów. Każdy docieka, skąd wziął się ten geniusz, czemu akurat ten a nie kto inny, co na niego wpłynęło, jak żył. Ile jest prawdy w jego utworach, a ile bajania. Co czytał, co jadł, gdzie chodził, z kim spał, o czym śnił. Wszystko, wszystko.

Przy okazji zeszłorocznej okrągłej rocznicy narodzin Bohumila Hrabala pojawiło się kilka publikacji na jego temat, które ten głód informacji, przynajmniej częściowo, zaspokajają. Póki co zamierzam napisać o dwóch z nich – dwóch, które czytałam równolegle, bo okazały się swoim wspaniałym uzupełnieniem. Jedna po czesku, druga po polsku. Jedna to Hlučná samota pod redakcją Petra Kotyka, Světlany Kotykovej i Tomáša Pavlíčka. Druga – Praga z Hrabalem Tomáša Mazala w przekładzie Jakuba Pacześniaka.

Hlučná samota to potężnych rozmiarów album, który stanowi rzetelne kalendarium życia i twórczości Hrabala. Są tu wszystkie najważniejsze daty, miejsca i postaci, wszystkie przełomowe wydarzenia, wydane książki, ekranizacje i najważniejsze inscenizacje teatralne, a przy tym setki wspaniałych zdjęć – nie tylko osób i miejsc, ale również rękopisów i maszynopisów, artykułów z gazet i czasopism, kolaży Hrabala i jego przyjaciół, listów, zaproszeń, pocztówek, nekrologów... Dzięki temu ma się niesamowite wrażenie, jakby trzymało się w rękach kawałek życia Hrabala, także tego codziennego, prywatnego, zakulisowego.

Nie jest to porywająca opowieść. Nie o poezję tu chodzi, ale o fakty, toteż cierpliwy czytelnik brnie momentami przez litanię dat, uzupełnioną zdjęciami rachunków, umów, urzędowych pism. Zaraz potem trafia się jednak jakaś perełka, czyjaś ciekawa relacja, pieprzna anegdota albo uroczy list miłosny z czasów narzeczeństwa, i już się robi pięknie. Szczególnie podobała mi się relacja Vítězslava Kocourka ze spotkania ze stryjem Pepinem:
Oprócz Hrabala (…) był tu także jakiś drobny, pochylony staruszek o okrągłej główce, wystających kościach policzkowych i śniadej twarzy. Hrabal go obejmował i lekko popychał przed siebie, a w jego przywitaniu pobrzmiewało miękkie, niepełne eř. „Przyjaciele, przedstawiam wam swoją Muzę, przyszedł ze mną stryjek Pepin” (…). Stryjek milczał, żywymi oczkami strzelał to tu to tam, jedynie gdy nalano mu do szklaneczki podskoczył, zasalutował, ukłonił się i usiadł z powrotem. Ale najbardziej zdumiewająca rzecz nastąpiła gdy siostrzeniec, sprytny reżyser, przy wsparciu Hiršala rzucił jako przynętę pozornie niewinne pytanie: „A jak tam, stryjku, było w tym Ołomuńcu?”. „Ja, panowie pisarze, ja, panowie dyrektorzy!” – wykrzyknął siedzący dotychczas spokojnie stryjek tak głośno, że aż się z Fikarem przestraszyliśmy, wyciągnął chusteczkę, donośnie w nią zatrąbił i ryknął: „Najgorzej było, gdy był tam Zelikowski, generał świnia, kazał żołnierzy przywiązywać do drzewa, a kiedy wrzasnął „šarže zu mír” (Pepin znów straszliwie ryknął), wszystko się trzęsło (a u nas zatrzęsły się okna)!”.*
I tak popłynęła jak rzeka opowieść, która trwała aż do północy i dalej... Czytałam i uśmiechałam się, bo dokładnie tak wyobrażałam sobie tego mitycznego stryjcia, Muzę, króla pábiteli.

Ważne jest jednak również to, że Hlučná samota to nie tylko fakty z życia Hrabala, ale i z życia najbliższych mu osób, dzięki czemu możemy śledzić całą sieć powiązań między nim, cały ten szereg przypadków, który doprowadził do ich spotkania... Mało tego! W kalendarium jest też nakreślone tło historyczne i kulturalne. Dowiadujemy się, jaki artystyczny ferment panował na czeskiej scenie literackiej kiedy Bohoušuek jeszcze biegał w krótkich spodenkach po podwórku u babci oraz w jakich warunkach dojrzewał jako pisarz, kto go inspirował i był dla niego wzorem. Dzięki temu mamy bardzo wielowymiarowy obraz jego życia – zakotwiczony silnie w sztuce, historii i polityce, w świecie wydarzeń społecznych i kulturalnych.

Praga z Hrabalem jest z założenia książką o zupełnie innym charakterze. To sentymentalna podróż po miejscach ważnych dla pisarza, a równocześnie rodzaj przewodnika (dołączono mapki i dokładne adresy). Choć tutaj również pojawia się sporo dat i nazwisk, Mazalowi zależało przede wszystkim na oddaniu ducha opisywanych miejsc i wyjaśnieniu, dlaczego miały dla Hrabala tak wielkie znaczenie.

Tekst ten jest więc hojnie okraszony cytatami z dzieł pisarza, chętnie bowiem opisywał on rodzinne Brno i Nymburk, pierwsze własne mieszkanie Na Grobli (Wieczności), ukochaną Libeń, Kersko oraz ulubione piwiarnie na czele ze Złotym Tygrysem. Prócz tego pojawiają się tu też smakowite anegdotki, których Mazal, jako bliski przyjaciel Hrabala, jest niewyczerpanym źródłem. Jego opowieści słuchałam jak urzeczona już podczas zeszłorocznych obchodów połączonych u nas z premierą Pragi z Hrabalem, tutaj otrzymałam kolejną ich rozkoszną porcję.

Mimo przewodnikowego charakteru i rzeczowego przeważnie tonu opowieści ta książka ocieka wręcz nostalgią. Miejsca opisywane w tych krótkich rozdzialikach ulegają degradacji niemal na naszych oczach – dziczeją, rozpadają się, niektóre kończą żywot pod szczękami buldożerów. Momentami lektura przypomina przechadzkę po cmentarzu, bo za umarłe można uznać nie tylko te obiekty, które zostały zrównane z ziemią, jak mieszkanie Na Grobli, ale i te, które utraciły swojego ducha, jak sprzyjające piwnym posiedzeniom gospody, które przeobraziły się w modne lokale dla zagranicznych turystów. Są na hrabalowskiej mapie, ale właściwie nie ma już po tam jechać, bo magia wyparowała. Już nie ten świat.

Tak jak w Nymburku. Zdawałam sobie sprawę, że dziś trudno tam będzie uchwycić magię małego miasteczka lat 20. i 30., ale mimo to pojechałam, żeby choć chwilę tam być. I wybiorę się też śladami Hrabala w inne miejsca opisane przez Tomáša Mazala, będę szukać w szczelinach ścian i szparach w podłodze, będę słuchać, patrzeć i chłonąć zawzięcie, może uchwycę choć cień tej dawnej atmosfery. Brakowało mi takiej książki, wreszcie jest!

Od autora...
...i od tłumacza :)
Obydwie te publikacje były zresztą dla mnie lekturami uzupełniania luk, dopisywania historii tam, gdzie jeszcze wciąż widniały dla mnie w życiorysie Hrabala ciemne plamy. Wszystkiego nie dowiem się nigdy, to jasne. Ale ciekawość i głód wiedzy zostały w dużej mierze zaspokojone.

***
Oficjalnie i z honorami chciałam podziękować tutaj za egzemplarz Hlučnej samoty mojemu koledze Wojtkowi. Książka trafiła do mnie trochę przypadkiem, w akcie spontanicznej hojności, ale jest dziś prawdziwą ozdobą mojego księgozbioru i źródłem nieskończonej radości! Dziękuję!

***
B. Hrabal, P. Kotyk, S. Kotykova, T. Pavlíček, Hlučná samota, wyd. Mladá Fronta, Praga 2014. 
T. Mazal, Praga z Hrabalem, przeł. Jakub Pacześniak, wyd. Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2014.

* tłumaczenie moje, wybaczcie!

7 komentarzy:

  1. Aaaaaa "Praga z Hrabalem" to moje czytelnicze marzenia już od kilku miesięcy i jedna z tych książek, którą postanowiłam kupić, pomimo postanowienia o nie kupowaniu nowych tomów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to powiem Ci tyle, że warta jest złamanego postanowienia ;)

      Usuń
  2. Praga z Hrabalem jest ZNAKOMITA. Dla mnie, niestety, bardziej przerażająca niż nostalgiczna. Jak wiele można zniszczyć w tak krótkim czasie i jak bardzo kapitalizm przeobraża negatywnie świat. Miejsca które przetrwały I Republikę, przetrwały (w różny sposób ale jednak) CSSR, a nawet nabyły wtedy pewnej magii, te wszystkie lokalne gospody dla robotników, te knajpy IV i III kategorii, zostały zmiecione (lub zamienione w coś odrzucającego) przez neoliberalizm, ledwo w kilka,kilkanaście lat. Bo liczy się tylko zysk, a nie klimat, a robotnik dzisiaj nie jest mile widzianym klientem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hrabal lubił demolkę, piękne katastrofy, niszczenie materii, miało to dla niego pewien nieodparty urok, mimo tego że oznaczało znikanie ukochanych miejsc. I rzeczywiście jest w tym jakiś urzekający smutek. Natomiast wszechobecna komercjalizacja nie ma w sobie nic pięknego i faktycznie przygnębia, przywodzi na myśl biednego anachronicznego Haňťę walczącego z nowym, wspaniałym światem... A magia w CSSR może i była, ale pod innymi względami jednak było niewesoło.

      Usuń
  3. No, to jestem zachęcony, chociaż z "anonimem" nie całkiem się zgadzam, lepiej się czuję w dzisiejszych "CZ" aniżeli w niegdysiejszej "CSR"

    OdpowiedzUsuń
  4. Już nawet zdążyłem zapomnieć, że to była CSSR, a nie CSR.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnie nigdy nie będzie, ale też uważam, że lepsze CZ niż CSSR :) Cieszę się, że zachęciłam!

      Usuń