środa, 27 lipca 2016

Nabokoviada po raz pierwszy: „Mansfield Park”, Jane Austen

Zacznę od siebie. Mój stosunek do Jane Austen najlepiej wyrażają słowa panny Rachel Vinrace z Podróży w świat Virginii Woolf: „Ona jest jak ciasno zapleciony warkocz!”. Nie przepadam za pisarstwem Jane – zawsze wydawało mi się nieznośnie powściągliwe i chłodne. Nie sposób odmówić mu elegancji, ale brakuje mi w nim kolorytu, rumieńców, życia.

Również Nabokov nie wydaje się darzyć miss Austen i jej twórczości wielką sympatią. W liście do Edmunda Wilsona pisze zresztą wprost: „Nie lubię Jane” [s. 22]. Polecona mu jednak przez przyjaciela powieść Mansfield Park ostatecznie okazuje się dla niego fabularnie i konstrukcyjnie na tyle interesująca, że postanawia włączyć jej omówienie do swojego cyklu wykładów.

Na wstępie co prawda zastrzega: „Powieść miss Austen nie jest tak oszałamiająco żywym arcydziełem, jak inne omawiane tu książki” [s. 44] i nazywa Mansfield Park „dziecięcą grą”. W dalszej części wykładu nie omieszka też wytknąć autorce braku oryginalności – stwierdza, że jej styl jest mało efektowny i ubogi w metafory i porównania. Równocześnie jednak docenia zwięzłość i precyzyjność tego stylu, inteligentną ironię, a także umiejętne budowanie powieściowej intrygi i wykorzystywanie rozwiązań fabularnych dla celów opowieści. I to tym elementom poświęca w swoim wykładzie najwięcej uwagi.

Ja o fabule

Powstałe w 1814 roku Mansfield Park to historia Fanny Price, dziewczyny z ubogiej rodziny, którą przyjmują na wychowanie jej zamożni krewni, pryncypialny sir Thomas Bertram i jego żona, apatyczna lady Bertram. W całym przedsięwzięciu macza również palce wścibska i skąpa ciotka Norris, która przez kolejne lata skutecznie uprzykrza życie przygarniętej siostrzenicy (i przy okazji doprowadza do szału czytelnika).

Fanny wychowuje się wśród dzieci Bertramów – lekkoducha Toma, próżnych i utrzymywanych w przekonaniu o własnej doskonałości Marii i Julii oraz spokojnego Edmunda, do którego żywi więcej niż siostrzane, ale skrzętnie skrywane uczucia. Życie w Mansfield Park płynie leniwie i bez większych trosk, aż do czasu, kiedy w okolicy pojawiają się goście z Londynu – rodzeństwo Mary i Henry Crawfordowie. Parka ta rozkochuje w sobie kilku członków rodziny i wprowadza spory zamęt w ospałym światku Bertramów.

Crawfordowie w ekranizacji Mansfield Park z roku 1999 (reż. Patricia Rozema).
W roli Mary – Embeth Davidtz, w Henry'ego wcielił się zaś Alessandro Nivola.
Nabokov o kompozycji

Jednym z centralnych punktów powieści jest projekt amatorskiego wystawienia w Mansfield Park sztuki teatralnej Elizabeth Inchbald Śluby miłosne (w tłumaczeniu Hanny Pasierskiej, które czytałam, pod tytułem Przysięgi kochanków; w oryginale – Lovers’ Vows). Ten kluczowy dla całej opowieści motyw – wszak próby stają się dla uczestników wydarzeń pretekstem do zbliżeń – nie jest jedynym, co łączy powieść Jane Austen z teatrem; zdaniem Nabokova cała powieść przypomina sztukę teatralną. I w takim ujęciu okazuje się najciekawsza – najbardziej pasjonujące w lekturze Mansfield Park jest śledzenie rozgrywek między bohaterami, ich powiązań, ich sekretnych lub jawnych posunięć, które prowadzą do takiego a nie innego rozwiązania.

Nabokov zwraca też uwagę na to, jak autorka wykorzystuje pewne niewinne motywy jako elementy towarzyskich rozgrywek. Przykładowo moment gry w spekulację to zarazem moment spekulacji nad różnego rodzaju krokami – jak w przypadku Mary Crawford, która rozważa, czy powinna wyjść za Edmunda. Z kolei zdobny łańcuszek do krzyżyka, który panna Crawford usiłuje wcisnąć Fanny, okazuje się również narzędziem miłosnych intryg – w końcu otrzymała go od brata, który zawzięcie zabiega wówczas o względy młodziutkiej siostrzenicy Bertramów.

Bardzo podobały mi się również spostrzeżenia Nabokova na temat Podróży sentymentalnej. Dzięki nim wiem, że powiązania Mansfield Park z dziełem Sterne’a nie ograniczają się do „Nie mogę się wydostać!” szpaka, ale i że cały motyw oczekiwania przed zamkniętą bramą jest zaczerpnięty z tego XVIII-wiecznego dzieła.

Ja o wymowie utworu

O ile wiele uwagi Nabokov poświęca elementom kompozycyjnym, które najbardziej przykuły jego uwagę – i są to oczywiście ciekawe obserwacje – o tyle zupełnie pomija wymowę powieści, wnioski na temat współczesnego Jane Austen świata, jakie płyną z opowiedzianej przez nią historii. Jak się domyślam, były to dla niego rzeczy zbyt oczywiste, aby wspominać o nich w swojej analizie, ale ja poświęcę im kilka słów, ponieważ w moich oczach pozytywnie wyróżniają one Mansfield Park na tle innych dzieł autorki – są wyjściem poza nudny światek zalotów i gier towarzyskich.

Crawfordowie reprezentują zepsuty „wielki świat”, Londyn z jego wszystkimi pokusami, rzeczywistość, w której obowiązują inne standardy moralne, gdzie króluje obłuda i dbałość o własne korzyści i przyjemności. Burzliwe wydarzenia z końcówki powieści, udział Henry’ego Crawforda w całej sprawie oraz reakcja jego siostry Mary, „gruboskórność” obojga rodzeństwa, o której pisze również Nabokov, mają nas przekonać, że mimo przyjemnej powierzchowności i pozorów dobrego charakteru są to ludzie zepsuci i bezwzględni. Równocześnie, w opozycji do nich, Mansfield Park, nawet z nieco anachronicznym sir Thomasem i nieco ślamazarną lady Bertram, jawi się jako ostoja tradycyjnych wartości, kolebka moralności.

Można więc stwierdzić, że Mansfield Park jest wyrazem obaw autorki co do kierunku, w jakim zmierza świat i zarazem oznaką przywiązania do tego, co stare i sprawdzone. Wszak Fanny Price – ponoć ulubienica samej Jane Austen, bohaterka obdarowana przez nią imieniem ukochanej siostrzenicy – jest przedstawiona jako osoba, która nade wszystko ceni sobie przyzwyczajenie i z niechęcią przyjmuje wszelkie zmiany.

Frances O'Connor jako Fanny Price w ekranizacji z roku 1999.
Nabokov o miss Austen

Oprócz zawiłości kompozycyjnych Nabokov pochyla się również nad stylem Austen, ale już na wstępie stwierdza, że nie ma na jego temat za wiele do powiedzenia. Ocenia go jako elegancki, ale mało efektowny. Jeden z fragmentów przyrównuje do joyce’owskiego strumienia świadomości, ale zaraz potem wyrzuca autorce brak rozmachu, chwali ją za perfekcjonizm, by chwilę później, przy okazji omawiania pewnej przenośni, stwierdzić, że jest to „jedyna oryginalna metafora w książce” [s. 80]. Sugeruje więc, że miss Austen jest zręczną pisarką, sprawną rzemieślniczką, ale brak jej świeżości i błysku pisarskiego geniuszu.

Całe to opracowanie szczególnie mnie nie zaskoczyło, nie było tu uwag na tyle odkrywczych, aby wyrwały mi z piersi okrzyk „wow, nie wpadłabym na to!”, ale wydało mi się ciekawe głównie ze względu na stosunek Nabokova do pisarki – nie pozbawiony szacunku, ale i z lekka ironiczny, może nawet odrobinę pobłażliwy. W swoich notatkach wykładowca kpi z „filisterstwa” miss Austen (które objawia się jej zainteresowaniem kwestią dochodów), wyrzuca jej, że w końcówce powieści poszła na łatwiznę i posłużyła się formą epistolograficzną, zwraca uwagę na to, że bez powodu przez tak długi czas wstrzymywała zaręczyny Edmunda: „Edmund wciąż się nie oświadczył, a jego ślamazarność zakrawa na farsę” [s. 91]. (Ale równocześnie broni prawa Fanny do zakochania się w „nudnym” Edmundzie, a poświęcony temu zagadnieniu fragment urzekł mnie chyba najbardziej z całego wykładu). Wreszcie – zamyka wykład osobliwym stwierdzeniem, które może być zarówno protekcjonalną uwagą, jak i powściągliwą pochwałą.

Nabokov się zachwyca

Najbardziej rozbrajające w pisaniu Nabokova o literaturze są jednak emocje, które czuć w jego słowach, mimo całego tego analitycznego i pełnego powagi podejścia. To nie jest typ zasuszonego akademika produkującego długie, nudne, naszpikowane mądrymi słowami wywody, których hermetyczny język poza samym autorem rozumie ledwie garstka osób. W sposobie, w jaki potrafi się zapalić do pewnych zagadnień, w tych momentach zachwytu („ta scena jest cudowna”, „ten opis jest przepyszny” itp.) widać, że ten człowiek naprawdę czuje literaturę i wie, o czym mówi, gdy pisze o towarzyszących lekturze ciarkach w kręgosłupie. I jeszcze coś – wtrącenia na temat współczesnego świata, trochę w stylu zrzędliwego dziadka, ale jakże przy tym urocze!
Nasze kulturalne lub tak zwane kulturalne środowiska są być może bardziej zróżnicowane i liczniejsze niż w pierwszych dziesięcioleciach ubiegłego wieku, ale kiedy pomyślę o wulgarności radia, wideo lub niewiarygodnie banalnych współczesnych magazynach dla pań, zastanawiam się, czy nie należałoby odnieść się z większym uznaniem do tego zatapiania się Fanny w lekturze poezji, bez względu na to, jak była ta poezja rozgadana i nudna [s. 60].
Słowem – przekonałam się raz jeszcze, że czytanie wykładów Nabokova o literaturze to czysta przyjemność. I już się cieszę na jego omówienie Samotni, o którym będę pisać za miesiąc. Zacny wykładowca stwierdza, że „szokiem jest przejście do hałaśliwego, rozbuchanego, krzepkiego Dickensa po spotkaniu z delikatną, filigranową, subtelną i bledziutką Jane” [s. 99]. Mając za sobą pierwsze sto pięćdziesiąt stron tej następnej lektury z jego listy stwierdzam, że po raz kolejny ma rację.

***
J. Austen, Mansfield Park, tłum. Hanna Paiserska, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2008.
V. Nabokov, Wykłady o literaturze, tłum. Zbigniew Batko, wyd. MUZA SA, Warszawa 2005.

***
Sprawdźcie też, co ma do powiedzenia na temat Mansfield Park i wykładu Nabokova Pyza Wędrowniczka – tutaj!

Przypominam, że w ramach Nabokoviady omawiamy z Pyzą utwory analizowane przez Nabokova w jego Wykładach o literaturze. W następnej kolejności – Samotnia Charlesa Dickensa. Na dyskusję o tej powieści zapraszamy za dwa miesiące, 27 września :)

***
Wszystkie cytaty pochodzą z Wykładów o literaturze Vladimira Nabokova (wyd. MUZA SA, Warszawa 2005).

Fotografie:
[1] Motyw z okładki jednego z brytyjskich wydań Mansfield Park, wyd. Penguin Classic, 1999.
[2],[3] Facebook.com
[4] Giuseppe Pino (Mondadori Publishers) / Wikimedia Commons
[5] Grafika autorstwa Pyzy :)

4 komentarze:

  1. Przy okazji ciotki Norris: Austen ma wybitne zdolności w pisaniu postaci, od których człowiek rwie sobie włosy z głowy ;-). Serio, niewielu pisarzy tak umie, a u Austen zawsze się ktoś taki znajdzie. Nabokov słusznie prawi, że tutejsza ciotka jest postacią mocno groteskową, ale i ironiczne dołeczki Austen, i to, co ciotka wyprawia w fabule sprawiają, że aż się nerwowo przebiera nogami.

    Samo zakończenie, widzę, odebrałyśmy nieco inaczej (mnie się, jak pisałam, wydaje, że to zakończenie wyszło Nabokovowi bardzo Austenowskie -- pytanie, czy specjalnie, czy zadziałał duch dziejów ;-)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, to spora sztuka :). Muszę ponadrabiać inne powieści Austen, bo choćby dla samych tego typu postaci i ironicznych dołeczków warto. Choć przyznam się, że żadna tego typu bohaterka z „Dumy i uprzedzenia” i „Emmy” jakoś nie utkwiła mi w pamięci, a musiały tam być...

      Zakończenie Austenowskie, powiadasz? Może i tak być :). Już wcześniej było dla mnie zagadkowe, a teraz nadałaś mu kolejny wymiar. Ale to też wyczyn, jedno takie niepozorne zdanie, a ile różnych pomysłów i interpretacji. Widać, że mamy do czynienia z człowiekiem, który zna literaturę nie tylko z teorii :).

      Usuń
    2. Tutaj, wśród tych denerwujących postaci, moim zdaniem celują "Rozważna i romantyczna" oraz "Duma i uprzedzenie" (ale przede mną jeszcze "Perswazje" i rzeczy mniej znane/niedokończone, więc kto wie, kogo tam można napotkać ;-)). W "Dumie..." jest przecież pani Bennet! A w "Emmie" pastorowa :-).

      Bo jest w nim taki "dołeczek", to i dostarcza paliwa do interpretacji :-). Zgadzam się, że to cudna sprawa :-).

      Usuń
    3. „Rozważną i romantyczną” na pewno bym jeszcze chciała przeczytać, to chyba największa moja zaległość, jeśli o Austen chodzi. A pani Bennet zupełnie zatarła się w mojej pamięci, dziwne rzeczy :). Chciałabym napisać, że nie mogła być tak irytująca jak cioteczka Norris, bo cioteczki nie zapomnę na pewno, ale nie zarzekam się, bo wiadomo jak to z moją pamięcią... Może i do „Dumy” wrócę, jak znajdę czas :).

      Usuń