piątek, 25 listopada 2016

Znikły z naszego świata baśnie czyste… – „Nienawiść” Stanisława Srokowskiego i „Wołyń” Wojtka Smarzowskiego

Czy Bóg to widzi? – szepnęła kobieta z chustą na oczach, a kilka innych zerknęło w okno, jakby sprawdzając, czy Bóg nie patrzy z powietrza przez szybę.
Ale nie patrzył (s. 11).
Po zbiór opowiadań Nienawiść Stanisława Srokowskiego sięgnęłam jeszcze zanim do kin wszedł oparty na jego motywach Wołyń Wojtka Smarzowskiego. Michał z bloga Za okładki płotem, u którego po raz pierwszy o tym tomie przeczytałam, napisał, że to „książka z gatunku tych, które czyta się ze łzami w oczach, po jednej-dwie strony dziennie. Jedna z tych, które zapadają w człowieka na całe życie i do których nigdy się nie wraca. Ale trzeba znać”. Wzięłam sobie do serca to ostatnie stwierdzenie, i postanowiłam się z nią zmierzyć.

„Nie uwierzę w takie rzeczy”

Nie było to łatwe, i rzeczywiście opisane w Nienawiści potworności musiałam sobie dawkować, a i tak prześladowały mnie później po nocach. Tym, którzy obejrzeli Wołyń, ale nie znają opowiadań Srokowskiego, od razu mówię – to, co widzieliście na ekranie u Smarzowskiego, to wersja soft krwawych motywów z Nienawiści. Wszystkie opisane w tym tomie historie wydarzyły się naprawdę, słyszał je sam autor lub opowiadali mu je bliscy czy znajomi. Ale naprawdę trudno w to uwierzyć. W okrutną fantazję, z jaką oprawcy mordowali swe ofiary (naliczono ponad 130 sposobów zadawania przez nich śmierci i torturowania). W rozdzieranie na pół drobnych ciałek dzieci, w ich rozbite główki, wyrywane języki, w przecinanie ludzi piłą na pół, w brutalne gwałty. Jak mówi jedna z bohaterek: „Nie wierzyłam – przyznała. – Bo trudno w piekło uwierzyć” (s. 126).

Fotografia zamordowanych w 1943 r. we wsi Lipniki.
Nie sposób uwierzyć zwłaszcza wtedy, gdy takich potworności dopuszczają się ludzie, których znamy, sąsiedzi, znajomi. O jednej ze swoich bohaterek Srokowski pisze tak: „Kiedy jej opowiadano, że jednak tak się stało, że są na to dowody, świadkowie, dokumenty, gwałtownie zaprzeczała i twierdziła, że jest starą nauczycielką, uczy dzieci od lat i zna swoich uczniów na wylot. Nigdy by czegoś podobnego nie zrobili” (s. 140). Dalej wkłada w jej usta słowa: „Przeżyłam sześćdziesiąt lat i nie uwierzę w takie rzeczy. Odbieracie mi nadzieję i najświętszą wiarę w człowieka, podważacie sens mego życia. Nie, kochani, nie próbujcie mi wmawiać, że świat pękł i runął w ciemność, a jego normy i nakazy moralne rozpadły się w proch i pył” (s. 141).

A jednak. Odezwała się w ludziach ta złowroga najniższa struna, o której pisał Ladislav Fuks, i zamieniła ich w bestie. Przerażająca jest ta metamorfoza. Najpierw – sąsiedzi, znajomi, przyjaciele. Później – jakiś ferment, jakaś wrogość, a kolega małego narratora opowiadań z Nienawiści mówi mu, że nie będzie się już z nim bawił, „bo ty Lach”. To obrzydliwe, ta manipulacja umysłami dzieci, które nie znając jeszcze podziałów, żyją w świecie zgody i przyjaźni.

Pogróżki, mroczne zapowiedzi, strach nie daje spać. Srokowski doskonale odmalowuje tę atmosferę grozy, nerwowego oczekiwania i niepokoju. Wraz z nim wchodzi się w ten świat tak bardzo, że aż ma się wrażenie, że lada chwila ktoś załomocze do naszych drzwi, i że to w naszym oknie ukaże się czyjaś nienawistna twarz. Aż wreszcie, którejś nocy, przychodzą – z widłami, pochodniami, siekierami.
„Świat zaroił się potworami, majakami i zwidami. Upiory skakały między płonącymi domami, stajniami i stodołami i rechotały strasznym, dzikim śmiechem, który w bulgot i gulgotanie przechodził. Jęki konających, ryk ciemności i straszne oczy diabła przemieniły tę krainę w otchłań piekła” (s. 91).
A to już kadr z Wołynia Smarzowskiego. Scena zainspirowana historią opisaną w jednym z opowiadań Srokowskiego. Wewnątrz płonącego snopka słomy jest dziecko. Dla mnie – najokrutniejszy i najtrudniejszy do zniesienia moment całego filmu.

A ptaki śpiewają...

Gdzieś na drugim biegunie tego wszystkiego jest dobro i piękno. Tak, jest dla nich również miejsce w tomie Srokowskiego. W tle tych krwawych scen jak gdyby nigdy nic zielenią się drzewa, kwitną kwiaty, śpiewają ptaki. Młode, śliczne dziewczyny przechadzają się ścieżką, śmiejąc się i pokrzykując. Rodzą się dzieci. W przeddzień okrutnych mordów wydaje się, że Wołyń to istny raj na ziemi.
„Jakże cudowna była jesień tego roku. Okoliczne lasy złociły się, srebrzyły, czerwieniły i świeciły wieloma barwami. Krzaki pełne były dzikich jagód. Wrzosy na zboczach gór wydawały się jakby namalowane przez artystę – pełne słońca, fiołkowe, różowe, niebieskie i płonące popielatą bielą. Z oddali dolatywały melodyjne dźwięki dumki. Jak w bajce” (s. 165).
A miało być pięknie... Filmowi zakochani:
Zosia (Michalina Łabacz) i Petro (Vasili Vasylyk).
Przeobrażenie się tego bajkowego świata w miejsce, gdzie króluje nienawiść, jest doświadczeniem szczególnie wstrząsającym dla małego chłopca, jakim autor tych opowiadań był w czasach rzezi wołyńskiej. Wspomina łóżko, pod którym chował się jako dziecko, słuchając mrożących krew w żyłach opowieści znajomych, i komentarze dziadka, cytującego biblijne ustępy o zstąpieniu szatana na ziemię. Czy po takim koszmarze można nadal żyć, wierząc w ludzką dobroć, poezję, baśnie?
„Znikły z naszego świata baśnie czyste, pełne miłości, nostalgii i marzeń, zeszły ze sceny przedstawienia, w których główną rolę odgrywał szlachetny rycerz, broniący ubogich i karzący bogatych, usunęły się w cień cudowne lampy, światła i ognie pałacu, w którym panował dobry król (…). Znikła jasna strona świata. Zaginęły radosne pieśni i wesołe tańce. Przyszła pora ponurych wiedźm, strasznych zbójów grasujących pod naszymi oknami i omamów straszących dzieci. Wszystko nagle na naszych oczach wyrosło” (s. 159).

Wołyń a Państwo Islamskie

Po premierze filmu Smarzowskiego spotkałam się z licznymi głosami, że ten film niepotrzebnie rozdrapuje rany, budzi uśpione demony, podburza do nienawiści. A ponieważ zarzut ten równie dobrze, a nawet tym bardziej, można postawić książce Srokowskiego, odpowiem, odnosząc się do obu tych tytułów: bzdura.

Zarówno książka, jak i film, nie są oskarżeniem, a ostrzeżeniem. Nie powstały, by krzewić nienawiść, ale aby z nią walczyć. W końcu w opowiadaniach Srokowskiego mordują nie tylko Ukraińcy, ale i Polacy, w aktach odwetu (i tego elementu nie pominął także Smarzowski w Wołyniu). Z kolei nie wszyscy Ukraińcy biorą udział w rzezi, niektórzy – jak młode Amazonki, Tamiła i Tonia – z narażeniem własnego życia ostrzegają Polaków.
„One staną po stronie tych dobrych Ukraińców, a może nawet po stronie tej Ukrainy, która kiedyś nadejdzie, wolna i wielka, Ukraina bez mordów i morderców. Może warto taką Ukrainę już dzisiaj budować poprzez pokazywanie, jakich ma synów i córki. Nie tylko takich, którzy mordują i oczy wykłuwają, ale także takich, którzy się na to nie godzą” (s. 200).
Jak zauważa autor w posłowiu, z sondaży wynika, że zarówno Ukraińcy, jak i Polacy wiedzą dziś zatrważająco mało o rzeziach dokonywanych przez oddziały UPA. A od zapomnienia prosta do droga do koszmarnych powtórek z historii. Opowieści Srokowskiego mają wydźwięk uniwersalny, opisują to same zło, które szaleje dziś w Europie Zachodniej w postaci zamachów terrorystycznych. Jak pisze autor w posłowiu:
„Terroryści zabijali i nadal zabijają niewinnych ludzi w Ameryce, Europie, na dalekim i bliskim Wschodzie. Zawsze i wszędzie u źródeł terroru czai się nienawiść. Dlatego apokaliptyczne sceny z Wołynia czy Podola są tak samo ważne jak sceny mordów i akty przemocy w wieku dwudziestym pierwszym. Dopóki nie odsłoni się korzeni zła, dopóty zło będzie świat nękać” (s. 251).
Nie można budować wzajemnego porozumienia, grzebiąc głęboko wzajemne konflikty, przyklepując, ukrywając przed oczami drugiego. Trzeba to robić z pełną świadomością własnej historii, skruchą i szczerym pragnieniem, aby nigdy się to nie powtórzyło. Ale autor nie potrzebuje takich obrońców jak ja, sam pięknie wyjaśnia, dlaczego o Wołyniu trzeba wciąż mówić i pisać:
„Gdy widzę młodą Ukrainę, piękne i dumne pokolenie ukraińskich dziewczyn i chłopców, i gdy widzę takich samych młodych Polaków, marzę, by nigdy w życiu nie spotkało ich to, co spotkało moje pokolenie i pokolenie moich rodziców i dziadków. Warto i trzeba budować mosty, przechodząc przez przeszłość jak przez zły sen, który nigdy i nikomu nie powinien się już przyśnić. A dokonać się to może tylko przez prawdę” (s. 262).
***
Cytaty: S. Srokowski, Nienawiść (opowiadania kresowe), wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2006.


Temat rzezi wołyńskiej zamierzam nadal zgłębiać. Moją następną lekturą będzie ściągnięty z półki Taty obszerny tom Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła” Grzegorza Motyki, który z pewnością przybliży mi historyczne tło. Chętnie też sięgnęłabym po inną, głośną ostatnio publikację tego samego autora, Wołyń ‘43.

A w najbliższy czwartek, 1 grudnia, wybieram się na spotkanie z Grzegorzem Motyką w Krakowie. Szczegóły dla zainteresowanych – Księgarnia pod Globusem, godz. 18:00.


Fotografie:
[1] Motyw z okładki drugiego wydania Nienawiści, 2015 / www.proszynski.pl
[2] Władysława Siemaszków, Ludobójstwo, s. 1294, kolekcja Henryka Słowińskiego / Wikimedia Commons
[3],[4] Kadry z filmu Wołyń (2016), reż. Wojciech Smarzowski, fot. Krzysztof Wiktor / materiały producenta
[5] Plakat filmu Wołyń / filmweb.pl
[6] Okładka drugiego wydania Nienawiści, 2015 / www.proszynski.pl
[7] www.wydawnictwoliterackie.pl

11 komentarzy:

  1. W przeczytanej niedawno Adannie" spotkałam się z podobnymi scenami jak w "Nienawiści" Stanisława Srokowskiego. Tyle, że tym razem to straszne, nieludzkie zło wydarzyło się w Kongo. Gdy czytałam opis tego co działo się po napaści na wioskę przyszła mi na myśl właśnie "Nienawiść", którą czytałam wcześniej.Zupełnie podobne sceny.....po prostu koszmar.
    A w tym momencie przypomniał mi się opis tego czego moja mama jako dziecko była świadkiem w Tarnowie w początkach wojny......uderzanie główka dziecka żydowskiego o ścianę przez niemieckiego żołdaka, rozrywanie dziecka na pół.
    Kiedy w ludziach budzi się demon zabijania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to nigdy nie przestanie zadziwiać. Większość z nas przecież nie wyobraża sobie nawet w najśmielszych wizjach zabijania kogokolwiek, a co dopiero mordowania z takim okrucieństwem. A przecież ci oprawcy to też byli ludzie, musieli mieć jakiekolwiek ludzkie uczucia.

      Myślę, że to kwestia przekroczenia jakiejś niebezpiecznej granicy w myśleniu i postrzeganiu, za którą niektórzy ludzie tracą w ich oczach swoje człowieczeństwo. Przestają być istotą ludzką, stają się czymś na kształt elementu, którego trzeba się pozbyć. Tylko że to też nie tłumaczy okrucieństwa – bo przecież tamtym Ukraińcom nie chodziło tylko o to, żeby zabić, ale żeby zadać przy tym jak najwięcej bólu. Przygotowując ten tekst, naoglądałam się w internecie zdjęć, ukazujących zmasakrowane ciała ofiar rzezi, zaczęłam studiować tę listę sposobów zadawania śmierci. To jest coś, co nie zrodziłoby się w wyobraźni najgorszego psychopaty. A wydarzyło się naprawdę.

      Cieszę się, że nie musimy oglądać dziś takich rzeczy jak Twoja mama i mam nadzieję, że nie będziemy nigdy musieli. Ale, wiadomo, zło nie śpi, niestety.

      Usuń
    2. Ja mam wiele obaw...długo ich nie miałam, ale demony zła wciąż odżywają a nienawiść jest jakby coraz bardziej podsycana.....teraz biorą w tym udział media, których dawniej nie było.....ale miejmy ufność ....

      Usuń
    3. Też mam takie wrażenie, i też mnie to martwi. Robi się coraz bardziej nieprzyjemnie. Pozostaje wierzyć, że ludzie jednak potrafią wyciągać wnioski z historii...

      Usuń
  2. No i wyszło na to, że jesteś odważniejsza ode mnie. Ja jeszcze w marcu 2015 dziarsko deklarowałem, że się wybieram (w dialogu z piszącą wyżej Natanną - pozdrawiam :), ale ostatecznie nie zdobyłem się na to. Cenieni przeze mnie recenzenci piszą, że to film wybitny, ale przerosło mnie zmierzenie się z nim w ciemności sali kinowej, czułbym się jak Alex z "Mechanicznej pomarańczy". Oczywiście obejrzę, ale zmierzę się z nim asekurancko na swoim terenie, w domu, z płyty albo w TV. Kiedyś byłem odporniejszy, dzisiaj - mając dziecko - boję się takich ekstremów, przeżywam je zbyt mocno - wiem to po "Idź i patrz" obejrzanym ze trzy lata temu. W każdym razie stchórzyłem i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja byłam nawet dwa razy. Film jest rzeczywiście doskonały i nie epatuje okrucieństwem tak bardzo, jak się spodziewałam – a może po prostu po tych wszystkich potwornościach, które wyczytałam u Srokowskiego, trochę się już uodporniłam. Trudno pokazać na ekranie coś gorszego, niż obrazy, które miałam w wyobraźni, czytając tę książkę. Ale rozumiem też, że nie zdobyłeś się na seans. Gdybym miała dzieci, też pewnie inaczej bym do takich historii podchodziła, bardziej je przeżywała. Widzę to inaczej – nie tchórzostwo, a dojrzałość :).

      Usuń
    2. Moim zdaniem to się chyba jednak uodporniłaś. Rozumiem też podejście Michała.

      Usuń
  3. Jaki mądry tekst Aniu.
    Ja się za temat Wołynia cały czas nie zabrałam. Jedynie byłam na spotkaniu z W.Szabłowskim, gdzie opowiadał o swojej książce, pewnie też ją znasz. Ja swego czasu dużo czytałam o Holokauście i niby wydaje mi się, że o tym jak podłym jesteśmy gadatunkiem już wiem i więcej wiedzieć nie chcę, ale gdzieś w koncie głowy siedzi mi ta rzeź wołyńska i pewnie w końcu o niej też poczytam. Tylko że ja takie książki i tą wiedzę strasznie odchorowuję. Tak bardzo wtedy mi wstyd być człowiekiem. Nie ma rzeczy do której się nie posuniemy w walce o władzę. To taka straszna świadomość. A tak jak napisałaś, zło nie śpi.
    Uściski,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Olu! :) Tak, kojarzę też publikację Szabłowskiego, chociaż jej nie czytałam. Chyba przypadkiem, ale ładne wyszło Ci słowo, i adekwatne – „gadatunek”. Gady, nie ludzie. A książki o Holokauście czy rzeziach, takich jak ta na Wołyniu, dla każdego chyba są ciężkim przeżyciem. Mimo to powinniśmy je czytać, bo im większą będziemy mieć świadomość, tym mniejsza szansa, że takie potworności będą się powtarzać. Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  4. Filmu nie oglądałam, natomiast książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Też sobie ją dawkowałam, bo ciężko sobie przyswoić na jeden raz taką dawkę cierpienia i nienawiści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, niektóre z tych utworów były naprawdę wstrząsające, i trudno było się po nich otrząsnąć. A zamierzasz obejrzeć kiedyś film, czy po tak trudnym doświadczeniu, jakim była książka Srokowskiego, nie chcesz już tego przeżywać?

      Usuń