O mnie


Z wykształcenia inżynier kliniczny i świeżo upieczona bohemistka. Na filologię trafiłam późno, bo zawsze słucham innych, a nie siebie. Prawda jest taka, że tylko książki mają dla mnie sens i tylko pisać bym w życiu chciała, nic innego.

Z natury straszna malkontentka, ale raz na jakiś czas zdarza mi się stanąć jak wryta i rozpłynąć w podziwie. Ponoć to bardzo we mnie zaskakujące, ta depresja podszyta dzikim zachwytem. Choć ja w tym nie widzę nic dziwnego – i oczyszczającego smutku, i zachwytu drobnostkami nauczyłam się od pana Hrabala, który jest dla mnie niedoścignionym mistrzem, czempionem krytych kortów, jego książki to dla mnie prawie religia, do jego zdań prawie się modlę. To dzięki niemu stałam się czechofilką. Przez mistrza Rabelais'go z kolei postanowiłam zostać pantagruelistką, ale na to chyba jestem trochę zbyt spięta. Chyba że po kilku głębszych. Bo dobre wino i dobre piwo bardzo lubię, co się w sumie z rabelaisowską filozofią życia pięknie zgadza. Z hrabalowską zresztą też.

Książki lubię, ale raczej ich nie pożeram jak mama Hrabala kotlety wieprzowe o trzeciej nad ranem, a sączę powolutku jak gorącą herbatkę, jak by to mój mistrz napisał „biorę zdania do buzi i ssę jak cukierek”. Z każdą się tak pieszczę, więc schodzi mi długo, stąd marna częstotliwość wpisów na tym blogu. A najbardziej lubię wielkie, pożółkłe knigi, które męczę miesiącami, a gdy już skończę, wyciągam z szufladek wszystkie zgromadzone podczas lektury myśli i same układają się w piękną całość, jak żelazne opiłki wokół magnesu na aktywnych grafikach Vladimirka, czułego barbarzyńcy. Lubuję się w klasyce. Od nowości się nie odżegnuję, ale też pożądliwie nie patrzę.

Moi najulubieńsi? Prócz wymienionych jest jeszcze Bruno Schulz, bo nikt nie potrafi tak jak on zamknąć w słowach leniwej atmosfery gorącego sierpniowego popołudnia. Ota Pavel, bo ma świeżość spojrzenia i niewinność dziecka, które tak uwielbiam u mistrza Hrabala. I trzy panie – Virginia Woolf za kunszt opisu i cudowną dbałość o szczegóły, Katherine Mansfield za to, że jej opowiadania łyka się jak lekkie ciastka z kremem i wiórkami kokosowymi, i Olga Tokarczuk za zadziwienie światem i wymyślanie rozkosznych teoryjek na jego temat, za połączenie wnikliwości naukowca z subtelnością poetki. Poza tym, ponieważ przy każdej możliwej okazji radośnie łamię zakaz Nabokova i identyfikuję się z książkowymi bohaterami, zakochana jestem w Białych nocach Dostojewskiego. Marzyciel to ja.

***
Literackie skarby świata całego prowadzę od sześciu lat. Blog wziął swoją nazwę od tytułu jednej z książek Bohumila Hrabala. Zapraszam też na bloga Piękna rupieciarnia, który jest zapisem moich dni słonecznych.

33 komentarze:

  1. Dzień dobry, proszę Pani, napisała Pani od siebie o sobie tak szczerze i niezakłamanie, a poza tym bez zbytecznego silenia się na niepotrzebną oryginalność, że aż mi się niezmiernie spodobało, i tylko duża szkoda że wcale nie powiedziała Pani ja ma na imię. Pani wyznanie jest wzruszające i marzycielskie niemalże tak samo, jak sam bohater "Białych nocy". Tak, tak! To jest chyba najbardziej marzycielskie opowiadanie Dostojewskiego, pomimo, że inne jego opowiadania i książki z konieczności również są naszpikowane marzycielstwem, podobnież jak szaleństwem, melancholią i obłędem osobliwego rodzaju. Ale wracając: w ciekawych lekturach Pani celuje, jestem pełen uznania, chociaż w panteonie klasycznych literatów osobiści wyróżniłbym innych autorów. Ja również, namiętnie, i niemalże zawodowo (gdyż studiowałem filologię polską) kocham - głównie bez wzajemności - poza historią, przede wszystkim literaturę klasyczną i również jestem bibliofilem, zbieram prastare wydania, mam swoją nielichą biblioteczkę i kocham kiedy autorzy wielkich, zacnych dzieł czytają w moich myślach! Rozrzewniło mnie to wszystko... Proszę wybaczyć, ale polubiłem Panią, tak, po prostu, za książki...
    Do moich natomiast mistrzów prozy XIX wiecznej bezwzględnie należy Stendhal, Musset i Balzac jeśli chodzi o Francję, i nigdy nie mogłem sobie wybaczyć, że nie polubiłem Victora Hugo ;); z Oświeceniowców oczywiście każdy: Volter, Diderot i Rousseau... Lubię też Andre Gide, jedną czy dwie książki Orwella, Camusa, Melvilla, Conrada... Platona, Defoe! (swoją drogą polecam oba tomy "Przypadków Robinsona Crusoe" bo jest to fascynująca i głęboko filozoficzna lektura dla poważnych, dorosłych odbiorców literatury). No i jeszcze mógłbym powymieniać kilka nazwisk jak Sołżenicyn, z polskich Konwicki, Różewicz, Herbert! A ze skrajnie współczesnych to Stasiuk, Podsiadło, Świetlicki i Tkaczyszyn-Dycki... Jednakowoż, wracając do początku na końcu, chciałem powiedzieć że najbardziej ucieszyłem się na tę wzmiankę o Dostojewskim, i dzięki temu napisałem furiacki komentarz trochę uprzednio wymieniwszy nazwisk, w celu podkreślenia, że polecam szczególnie książkę Dostojewskiego pt. "Biesy", ponieważ, dali Bóg: mistrzostwo geniuszu w pełnym rozkwicie ;)!

    Serdecznie pozdrawiam, Tomek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. PS
    Za wszelkie niedogodności związane z nadmiernym a niepotrzebnym rozbuchaniem słownym któremu dałem nieroztropnie wyraz w komentarzu pod charakterystyką Pani osoby solennie przepraszam i obiecuję, że dalszych wynurzeń będę się wystrzegał jak grzechów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po fakcie spojrzałem dopiero na prawo i dostrzegłem całą galerie tęgich piór wyróżnionych przez Panią. Fantastyczna galeria, chylę czoła w akcie uznania i dziękuję za potwierdzenie, że literatura klasyczna atoli jeszcze nie szczezła i autentycznie ma dla niektórych osób zasadniczą wartość. Pomyślałem sobie jednocześnie spoglądając na tę listę że to aż niemożliwe aby wśród Pani lektur pominięty został całkowicie E.A. Poe... Jeśli Marzyciel z "Białych nocy" to Pani, to w takim razie bohater opowiadania "Czarny kot" i "Serce - oskarżycielem", to między innymi, ja. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę więc od tego, co haniebnie przeoczyłam, czyli od przedstawienia się - na imię mi Ania :)

      Jakie to miłe, że uznał Pan, że nie silę się zbyt na oryginalność! Boję się tego zarzutu jak ognia, ale zarazem boję się i banalności, więc ciągle jestem między młotem i kowadłem. Tak napisać, a może tak, tak przesadnie, tak zbyt nudno, i często kończy się tak, że nie piszę wcale. Teraz jednak odrobinę się podbudowałam, dziękuję.

      "Białe noce" to jedna z najbardziej niesamowitych rzeczy jakie było mi dane w życiu przeczytać, kiedy skończyłam byłam wręcz jak odurzona, a jednak nieczęsto się zdarza że jakaś książka działa na człowieka aż tak. A było to już dobre pięć lat temu, aż dziw że od tamtej pory, po takim doświadczeniu, po nic więcej Dostojewskiego nie sięgnęłam. Straszne zaniedbanie. A czytanie wielkich mistrzów w moich myślach również uwielbiam, i właśnie Dostojewski w tym opowiadaniu przejrzał mnie na wskroś.

      Stendhal? Wspaniałe było jego "Czerwone i czarne", wymagająca i mieszająca w głowie lektura ale warto było, za to jeszcze przed sobą mam "Pustelnię parmeńską". Musseta jeszcze nie znam, ale mam na półce "Spowiedź dziecięcia wieku" i wiele sobie po niej obiecuję. Balzaka zaczęłam "Stracone złudzenia" ale odłożyłam, bo nie był to dobry czas, i tu napisać muszę o mojej największej bolączce - Wielkiej Literatury nie można czytać po łebkach, potrzebny jest do tego czas, warunki, wolna głowa, a w dzisiejszych czasach tak o to trudno! Dlatego też porzuciłam Prousta po dwóch tomach, wciąż czeka na lepsze czasy, i smutno robi mi się za każdym razem gdy sobie przypomnę. Marzę o długaśnych wakacjach, kilka miesięcy tylko na czytanie, nasycić się klasyką i móc od nowa żywić się przystawkami.

      Hugo Panu nie przypadł do gustu? Ja co prawda "Nędzników" jeszcze w rękach nie miałam, ale "Katedra Marii Panny w Paryżu" podobała mi się ogromnie - te rozkoszne wstawki o Paryżu i jego powstawaniu! Oświeceniowców znam mało, Gide czeka na półce, Melville wspaniały, Orwell rzecz jasna robi wrażenie, a Camus i Conrad raczej średnio, zwłaszcza ten drugi, choć jak Boga kocham naprawdę się starałam go docenić. Niestety, "Jądro ciemności" nie podeszło zupełnie, a "Nostromo" tak było niestrawne, że rzuciłam w kąt po kilku stronach. Jeszcze w "Lordzie Jimie" nadzieja.

      Z polskiej literatury, co wstyd przyznać, zwłaszcza przed polonistą, również mam zaległości. Ze skrajnie współczesnej dobrze znam właściwie tylko panią Tokarczuk.

      Poego czytałam ale nieszczęśliwie akurat na kilka miesięcy przed założeniem bloga, toteż do galerii się nie załapał. Ale to wielki mistrz w istocie, mało kto mnie słowem pisanym potrafi wystraszyć ale nastrój który on potrafił stworzyć - i to nie jakimiś tanimi, tandetnymi środkami - sprawiał że miałam autentyczne ciarki.

      Pozdrawiam i mam nadzieję że jeszcze Pan kiedyś zajrzy (i znów da mi próbkę tego rozbuchania słownego, broń Boże niech się Pan wynurzeń nie wystrzega!), bo już po tych kilku zdaniach też zdążyłam Pana polubić :) Może nie powinno się oceniać ludzi po ich lekturach... Ale w sumie czemu nie? Zwłaszcza gdy tak korzystnie ten osąd wypada.

      Usuń
  4. Cześć Aniu ;) Bardzo mi radośniej że odpisałaś, bardzo jest miło mi że nie zbrukałaś mnie od stóp do głowy za tych kilka egzaltowanych słów, które napisałem ;) Dziękuję, jeśli ci to nie przeszkadza, mów mi Tomek ;)

    Cieszę się że to co powiedziałem sprawiło ci przyjemność, ale ja jedynie napisałem to co zauważyłem, kiedy szukając jakiejś informacji o Hrabalu, natknąłem się na twojego bloga i zacząłem czytać to co piszesz o książkach i w jaki pogodny robisz to sposób; trochę przyznam popędliwie napisałem, ale może nieco usprawiedliwia mnie to, że zaintrygowało mnie twoje zaangażowanie w czytelnictwo, i szacunek jaki żywisz do książek i autorów. W bardzo pozytywnym sensie się zaskoczyłem i nieomal momentalnie cię za to polubiłem ;) Za styl w jakim opisujesz swoje przeżycia związane z literaturą, wyobraziłem sobie bowiem że twoja poetyka oddaje twój rzeczywisty charakter, tak po prostu, na zasadzie: jak piszesz - taka jesteś ;) A jeśli tak, to mocno angażujesz się w swoje marzenia i to jest wręcz po trosze inspirujące ;)
    Pisząc o wielkiej bolączce i roztaczając wizje marzeń o długaśnych wakacjach, które mogłabyś poświęcić książkom, niejako potwierdziłaś swoje zaangażowanie, a to jest bardzo piękna deklaracja; świadczy że bardzo czujesz książki, a one potrafią ci to uczucie odwzajemnić. Jak zakochana ;) A książki trzeba umieć kochać. I masz racje, dziś czasy bardzo nie sprzyjają skupieniu się nad wymagającą lekturą, która w dodatku porusza zazwyczaj bardzo podniosłe kwestie, moralne i egzystencjalne, mocno odległe dzisiejszemu zapędzonemu człowiekowi sukcesu, goniącemu z miejsca na miejsce, i od telefonu do komputera. Z tego też między innymi powodu tak bardzo zauroczył mnie twój blog, jego charakter, masa przeczytanych książek, naprawdę godnych, wyjątkowych i nieprzeciętnych, nierzadko z odległej epoki, jakby już nie z tego świata... A twoje wrażenie i przemyślenia o nich wszystkie pełne są tej samej prostoduszności i naturalności ;) Nie miej mi za złe tych słów, ja myślę, że w dzisiejszym świecie to są cechy nieocenione.

    OdpowiedzUsuń

  5. Jesteś naprawdę bardzo oczytaną osobą Aniu, kojarzysz wszystkich autorów których wymieniłem, prawie każdego przeczytałaś w jakimś stopniu, kapitalnie mówisz o nastrojowości jaką wytwarza Poe w swoich opowiadaniach, niejeden polonista mógłby ci pozazdrościć, absolutnie. Jeśli chodzi o moje upodobania, to nie polubiłem Hugo przede wszystkim za jego wiersze, i może stąd bierze się ta niezbyt uzasadniona awersja, poza tym zniechęcili mnie "Nędznicy" po kilku stronach, i chyba jest to wynik prostego porównania z Dostojewskim, którego swojego czasu czytałem namiętnie i nieustająco, i po dziś dzień czytam nie mogąc wyjść z podziwu dla jego talentu ;). Zgadzam się że "Czerwone i czarne" to jest pasjonująca lektura, silnie romantyczna, mocno psychologiczna, jak na tamte czasy nowatorska, a jednak wówczas pominięta; Stendhala lubię również, jak Dostojewskiego, z tego powodu, że był podobnie obdarzony wybitnym talentem psychologicznym. Myślę że to znamionuje wielką empatię jaką musiał posiadać. Jeśli przypadł ci do gustu Stendhal, Mussetem wcale się nie rozczarujesz, bo to są moim zdaniem pokrewne dusze, jednakowo silnie uczuciowe, rozgorzewające namiętnością i często im ulegające, chociaż u Musseta mniej owej psychologicznej analizy. "Spowiedź..." to bardzo liryczne wyznanie o popełnionych z namiętności wyborach... pięknie zrealizowane chociaż trochę gorzkie i smutne - jak ma w zwyczaju każda gorąca osobowość twórcza... Również nie przeczytałem całej przeogromnej spuścizny Prousta, na studiowanie jego dzieł potrzebne byłoby chyba osobne życie, albo przynajmniej pół osobnego życia; może na emeryturze (po 67), jeśli jeszcze będę miał dobry wzrok, to chętnie. Natomiast zapomniałem powiedzieć o Cervantesie, o którym nie można wręcz nie wspomnieć, Don Kichot to równie archetypiczny bohater literatury, jak Hamlet czy wojak Szwejk, a przecie jakże dziwaczny i naiwnie marzycielski - esencja literatury!
    I Gide, i Orwell, i Camus to fantastyczni pisarze, Camus to wszak egzystencjalista, rzadko która opowieść jest dla mnie tak gorzka w przemyślenia jak "Upadek", rzadko w której główny bohater jest tak wyrazistym mizantropem, nihilistą i rzadko kiedy ma się tak silnie podskórne wrażenie, że bohater za moment popełni samobójstwo. Bardzo życiowa kreacja. Ja Camusa bardzo lubię. Jeśli chodzi o Conrada to rozumiem całkowici że "Jądro ciemności" wcale nie musiało ci się spodobać, mnie też się nie spodobało, bo też moim zdaniem wcale nie jest tak jak mówią w średniej szkole, że ten utwór to jego szczytowe osiągnięcie i najbardziej reprezentatywne dzieło. Mi się wydaję że Conrad wyżyny pisarskie paradoksalnie osiągnął w opowiadaniach. W takich jak "Młodość", "Amy Foster", czy "Pojedynek", ale to oczywiście rzecz gustu.

    OdpowiedzUsuń
  6. A co natomiast się tyczy literatury polskiej, to proszę mi wierzyć, że w niemożebnie przebogatym panteonie twórców, mamy naprawdę ogrom cudownych humanistów, nierzadko wielkich patriotów ale w pierwszej kolejności niekwestionowanych światowej klasy artystów, działaczy społecznych i myślicieli. Chociażby prozaik romantyzmu Kraszewski z przebogatą spuścizną, z romantyczną "Ulaną" z legendą historyczną "Starej Baśni"; Prusa, z wspaniałym "Faraonem", "Lalką" czy opowiadaniami, następnie społeczników typu Żeromskiego. Witkacego, Boya - Żeleńskiego, Parandowskiego, Andrzejewskiego. Mnóstwo, więcej niż tomów Prousta "W poszukiwaniu straconego czasu". Ja również bardzo lubię poetów. Dziś warto sięgnąć po pijackie wiersze świetlickiego, jest w nich kunszt jakich mało, zakochany jestem w Tkaczyszynie-Dyckim, jego wiersze polecam wszystkim. Magia.

    Trochę się nagadałem znowu. Chciałem głównie podkreślić że wspaniale było odkryć bloga na którym mieści się tak dużo wieści literackich. Tak sympatycznie redagowanych ;) Z pewnością będę jeszcze do ciebie Aniu zaglądał ;) Pozdrawiam, Tomek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy, że moje pisanie robi wrażenie zaangażowanego, bo rzeczywiście większość lektur mocno przeżywam i szanuję książki i ich twórców, zdając sobie sprawę z tego wpływu, jaki na mnie mają, i pewnie nie tylko mnie. Na ile sposób w jaki piszę o literaturze wyraża mnie i mój charakter, trudno stwierdzić, ale myślę że sporo w tym prawdy :)

      Ach właśnie, zapomniałam poprzednio spytać - co masz na myśli pisząc, że kochasz książki bez wzajemności? I na jakiej podstawie mnie tę wzajemność z kolei przypisujesz? :)

      Za naturalność i prostoduszność się nie obrażam, przeciwnie, bardzo się cieszę, bo boję się wszelkiego nadęcia i sztuczności i odżegnuję się od tego, jak mogę. A w dobie internetu mam wrażenie że mało kto już jest naprawdę sobą, bez udawania.

      Dziękuję za komplement o oczytaniu, choć trudno mi się z tym zgodzić - tak wiele jeszcze mam zaległości, tyle książek a tak mało czasu! A do polonistów z wykształcenia też mi jednak z pewnością daleko :)

      Wierszy Hugo zupełnie nie znam, więc trudno mi stwierdzić czy Twoja awersja jest uzasadniona, a co do porównania z Dostojewskim - bardzo możliwe, bo często rzeczywiście ci najukochańsi rzucają się cieniem na inne lektury... Może jednak z "Katedrą Marii Panny..." będzie lepiej? Oczywiście nic na siłę :) Mussetem mnie jeszcze bardziej zaintrygowałeś, "gorzkie i smutne" brzmi dla mnie bardzo pociągająco, a jeśli tak mu blisko do Stendhala, to powinien mi przypaść do gustu.

      Na Prousta czekać aż do emerytury? Ja chyba nie wytrzymam :) O ile rzecz jasna obowiązki nie będą mnie tak mocno trzymać w karbach, że nie będę mieć wyboru. Za to Cervantesa, co za wielki wstyd, jeszcze nie czytałam! :(

      Skoro tak o Camusie piszesz, to spróbuję tym razem z "Upadkiem". Znam go na razie tylko ze szkolnej "Dżumy", a więc znajomość to bardzo słabiutka, więc niewykluczone, że się jeszcze przekonam. Wezmę też pod uwagę Twoje rekomendacje, jeśli chodzi o Conrada. Właściwie nie przyszło mi nawet do głowy, żeby zacząć go poznawać od strony opowiadań, a może to rzeczywiście dobra droga. Ogólnie zresztą bardzo opowiadania lubię; choć opasłe tomiska, wielkie powieści mają swój urok, to sprawnie i z pomysłem napisana krótka forma nieraz potrafi dużo większe wrażenie na mnie zrobić i dużo bardziej w pamięć zapaść.

      Co do polskiej literatury - wierzę, wierzę bez zastrzeżeń, że wiele w niej skarbów do odkrycia, i sama nie wiem czemu mi tak do niej nie po drodze... Będę nadrabiać, choć teraz będzie bardzo krucho u mnie z czasem - kolejne studia, o których marzyłam ale które na pewno będą bardzo pochłaniające, praca, a jeszcze do tego mnóstwo sobie zajęć dodatkowych wymyślam. Ale zobaczymy, w końcu gdyby zupełnie na czytanie już nie było czasu, to właściwie bez sensu żyć.

      Cieszę się ogromnie, że spodobało Ci się Tomku u mnie i że zamierzasz wracać. Zapraszam serdecznie i raz jeszcze przyzwalam, a nawet proszę o nieskrępowane i niekontrolowane gadulstwo, jeśli tylko będziesz czuł potrzebę :) Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Bo książek się nie pożera, je się smakuje!

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj Aniu, zaczynam Cię podczytywać i bardzo, bardzo się cieszę, że Cię znalazłam :-) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, ściskam, również się cieszę – że zyskałam nową czytelniczkę :) Rozgość się!

      Usuń
  9. Witam :) Bardzo spodobała mi się Pani recenzja książki Zabić Drozda i chciałabym ją wykorzystać w swojej pracy maturalnej czy mogłabym poprosić o przesłanie mi na maila nazwiska oczywiście pod warunkiem, że zgadza się Pani na wykorzystanie swojej pracy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma problemu, tylko nie mogę znaleźć Twojego maila :) Podasz mi go? Albo napisz od razu do mnie, mój adres mailowy jest podany w profilu na bloggerze.

      Usuń
  10. Przypomina mi Pani trochę O.Fallaci ,ze zdjęcia .Polecam ,Kapelusz cały w czereśniach ,tejże autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłe porównanie :) „Kapelusz cały w czereśniach” miałam już kilka razy w rękach w księgarni, bardzo mnie kusi, ale cena skutecznie tę pokusę powstrzymuje. Poszukam w bibliotekach, a jeśli nie wyjdzie to spróbuję z jakąś inną książką Fallaci, bo bardzo chciałabym jej twórczość poznać.

      Usuń
  11. Jak to możliwe, że znalazłam Cię dopiero po dwóch latach?!
    Ściskam mocno z mojej Północy - Gizela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gizelo! Ty tutaj? :) Ale się cieszę! Nieważne że po dwóch latach, ważne że dotarłaś, rozgość się! Też ściskam i pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Lubimy już za samo zdjęcie z książką Vonneguta, jr.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat ta a nie inna książka na tym zdjęciu to raczej przypadek, ale ponieważ przednia lektura, dobrze się złożyło :)

      Usuń
  13. Pozdrawiam z Warmii! Bardzo spokojnie, ciekawie, mądrze - podoba mi się Twe pisanie. Dodałam do ulubionych i zaglądam często od tej pory. Plus ogromny za pasję - czyli zdobywanie Czech :)
    banita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ciepłe słowa, dla takich komentarzy uwielbiam pisanie bloga :) Czuj się tu jak u siebie w domu! Pozdrawiam z Krakowa!

      Usuń
  14. Trafiłem tu dzisiaj i chyba pobędę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło! Proszę się rozgościć! :)

      Usuń
  15. Tu dziesiata rano, tam kolo trzeciej w nocy. Ktos tam spi, zeby tu ktos mogl czytac.

    Od wczoraj na hurra czytam listy Haliny Janowskiej i Andrzeja Czajkowskiego (...moj diabel stroz) i nie moge przestac. A tu jeszcze przez przypadek, wbrew wlasnej woli, natykam sie na bloga, przecieram oczy i odnosze wrazenie, ze jeszcze spie. Jakbym juz tu byl, jakbym juz to czytal. jakby czas tych dwojga sie nie zamknal a jedynie zawinal. Koincydencja na pstrym koniu jezdzi, przypadkowe spotkania...
    Jak to mozliwe, ze w naszym zwariowanym swiecie istnieja jeszcze takie zatoki jak ta? Chapeau bas!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, spałam, nieświadoma tych wszystkich wrażeń, które moje miejsce w sieci około trzeciej w nocy (tu) i około dziesiątej rano (tam) wzbudziło :). Pozostaje podziękować szczęśliwemu przypadkowi (?)! Dziękuję!

      Usuń
  16. Bardzo serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I też pozdrawiam :).

      Usuń
  17. Bardzo ładnie Pani pisze, Pani Aniu, czy napisała już Pani swoją Książkę? Pozdrawiam serdecznie. Czecholub i książkolub - dwa w jednym :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Andrzeju, pięknie dziękuję! Moja książka powstaje od kilkunastu lat, niestety bardziej w głowie, niż na papierze :). Może kiedyś uda się to marzenie zrealizować. Rozumiem, że mogę wtedy liczyć na Pana jako na pierwszego czytelnika? :) Również pozdrawiam, i zapraszam do mnie, proszę często zaglądać!

      Usuń
  18. Pani Aniu, znam wiele blogów literackich, tworzonych przez ludzi kochających literaturę i słowa. Niestety, bardzo często te blogi pisane są brzydkim językiem. Pani blog jest pod tym względem wyjątkowy. Nie napisałem tego komplementu, ot tak, żeby sprawić Pani przyjemność. Naprawę ma Pani dar słowa, którego żal nie wykorzystać. Oczywiście napisanie książki beletrystycznej wiąże się jeszcze z innymi umiejętnościami. Myślę jednak, że ma Pani wręcz obowiązek spróbować ;-) Znam wiele osób, które noszą w sobie książkę. Noszą, noszą aż przenoszą. Wiem, że czysta kartka ( obecnie pusty ekran) przeraża, ale wierzę w Panią. Tak wrażliwa i spostrzegawcza osoba na pewno ma wiele do powiedzenia. Z największą przyjemnością będę pierwszym czytelnikiem. Nawet początkowych kilku stron. Proszę pomyśleć - jedna napisana strona dziennie to po roku gruba książka. Do roboty! Dzisiaj, zaraz, teraz! Pozdrawiam i życzę sukcesu! A :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że mam opory, bo bawiłam się już trochę w pisanie opowiadań, ale były to zawsze słabe rzeczy, bo choć językiem chyba posługuję się nieźle, brak mi pomysłów. Dlatego z czasem zaczęłam się skupiać bardziej na przekładzie – tam język też jest w cenie, a wyobraźnia nie jest aż tak potrzebna :). Poza tym piszę ciągle, ale są to bardziej obrazki, impresje, coś, z czego może kiedyś udałoby się złożyć większą całość, tylko potrzebny będzie właśnie dobry pomysł. Dziękuję jednak za Pana słowa, są bardzo motywujące! Mogę Panu obiecać, że na pewno nie poprzestanę na tamtych nieudanych próbach. Pozdrawiam :).

      Usuń