poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Złą zimę przespać jak niedźwiadek – „Pamiętam jedynie dni słoneczne”, Bohumil Hrabal

Moje ulubione zdjęcie Bohumila Hrabala z czasów nymburskich. Hrabal (pierwszy z lewej; jest ta nonszalancja małego łobuza!) z kolegą i bratem. Fotografia ze zbiorów Muzeum w Nymburku.
Pięknie wydany biały kruk Pamiętam jedynie dni słoneczne to wspomnienia autora z najmłodszych lat życia bogato ilustrowane zdjęciami (również spoza okresu jego dzieciństwa). Opowieść autobiograficzna, podobnie jak Taka piękna żałoba czy Miasteczko, w którym czas się zatrzymał, ale zupełnie inna niż te dzieła. Mniej w niej bowiem literatury, jest w zasadzie szkicem, który powstał w konkretnym celu – na prośbę profesora Jaroslava Kladivy przygotowującego wówczas studium o życiu i twórczości Hrabala.

Babcia Kateřina. „Babcia umiała stroić się
jak królowa. Umiała nosić piękne żakieciki
z bufiastymi rękawami, całe
w wytłaczane kwiaty i spirale...”
Zapiski te mają więc charakter bardzo dokumentalny. Oczywiście duch poety nie pozwolił Hrabalowi na stworzenie zupełnie suchej, faktograficznej relacji, nie siląc się jednak na literackie zabiegi pisarz prezentuje na przykład ze wszystkimi detalami wygląd domku w Brnie – Żidenicach, gdzie pod opieką dziadków spędził pierwsze kilka lat swojego życia. Powoli przechodzi w pamięci przez wszystkie pokoje, starannie opisuje rozkład mebli w pokoju od ulicy, nie pomija nawet blaszanych naczyń w kuchni czy obrazów Marii Panny i Jezusa wiszących na ścianie nad łóżkiem. Wychodzi i poza dom, wędruje wzdłuż ulicy, zatrzymując się przy każdym budynku i zaglądając do środka, by przywołać wspomnienie sąsiadów. To na swój sposób cudowne, można bowiem dokładnie wyobrazić sobie to miejsce tak jak wówczas wyglądało, przejść się z pisarzem ramię w ramię tak dobrze mu znaną drogą. 

Oczywiście oprócz miejsc Hrabal mnóstwo uwagi poświęca ludziom – tak naprawdę już od małego interesują go najbardziej. Unika natłoku szczegółów, ale ujmuje każdą postać bardzo trafnie i obrazowo, przez pryzmat jakiejś jednej czy dwóch charakterystycznych cech. Opisuje swoich sąsiadów, chłopców z którymi się bawił, ale także zwyczaje jakie panowały w tej lokalnej społeczności – pogodne wieczory, w które panowie wędrują do gospody a panie spotykają się na pogaduszkach, wakacyjne przebieranki i figle dzieci, dni świąteczne... Są to zawsze wspomnienia z wiosną lub latem w tle.
Zupełnie nie przypominam sobie zim. Chyba przesypiałem je jak niedźwiadki, jak chomiki. Pamiętam jedynie dni słoneczne (s. 41).
Zaskoczeniem był dla mnie obraz Nymburka, który wyłania się z tej opowieści. Ukochany i z sentymentem utrwalony w Żałobie i Miasteczku, tutaj jawi się jako miasto nieprzyjazne, w którym z początku mały Hrabal czuł się bardzo źle, wyrwany ze swojskich Żidenic a później Polnej. Tam wszyscy za nim przepadali i witali go z uśmiechem na ustach, tu idąc do szkoły czuje bombardujące go zza firanek wrogie spojrzenia. Browar natomiast, gdzie wolno mu zaglądać tylko w dni wolne od pracy, wydaje mu się ogromny i cichy. Przeraża go. Miłość do Nymburka była więc trudnym uczuciem i rodziła się w mękach.
Byłem sam, byłem synem buchaltera, ale już uważano, że jestem z pańskiej rodziny, kolegowałem z Vendą, ale to był syn stróża. Nie potrafiłem zżyć się z miastem Nymburkiem, wśród pól i na Załabiu było jeszcze jako tako, ale w miarę jak uliczki miasta stawały się coraz ciaśniejsze, również ja czułem się coraz bardziej ściśnięty, miałem wrażenie, że ze wszystkich okien w uliczkach ktoś na mnie patrzy i podczas gdy w Polnej machałem do wszystkich ręką i pozdrawiałem wszystkie okna, to tu wydawało mi się, że mnie ktoś z okna zastrzeli. Uspokajałem się dopiero w drodze do browaru (s. 45).
W tych pierwszych latach, tu niby tajemniczy zamek na Karpatach przede mną wznosił się browar, słodownia, cztery pary koni, woły, srogi dyrektor, tu nie byłem związany z otoczeniem, tu musiałem znaleźć do niego drogę. Wszystkie warsztaty, bednarnia, słodownia, warzelnia, skład jęczmienia, fermentownia, lodownia, wszędzie, gdzie się wślizgnąłem, wszędzie pachniało słodem i drożdżami, ale wszędzie panował półmrok, cisza, a ponieważ kiedy pracowano, mogłem przychodzić jedynie do stryja, do izby czeladnej, więc kuszące tajemnice poznawałem w browarze w niedzielę, w sobotę po południu, kiedy browar był cichy, tajemniczy, złowieszczy, przerażał mnie, lecz musiałem chodzić po tych dziesiątkach korytarzy i pomieszczeń, których się jednak bałem (…).
I tak oto zakochałem się w browarze, w stajni, w ogrodzie owocowym, zakochałem się w rzece za browarem, w moście kolejowym
(s.105).
Hrabal z upodobaniem opisuje też swoje dziecięce urazy i wypadki. Wspomina podtopienia, kości łamane na motocyklowych eskapadach z ojcem oraz na boisku (za młodu był zapalonym piłkarzem, a miłość do futbolu pozostała mu do końca życia) oraz anginy i grypy, którym towarzyszyła ekstatyczna gorączka.
To cudne zmęczenie, ta cudna gorączka, to, że leżałem w łóżku i było mi w nim słodko, te wysokie temperatury – to jest coś, co daje się porównać tylko z największym szczęściem, jakie może człowieka spotkać, te piękne gorączkowe sny, trwające kilka dni, to było podobne do ekstazy, w jaką wpadałem jednocząc się z przyrodą, kąpiąc się radośnie, będąc zakochany (s. 101).
Od dokumentalnej narracji Hrabal gładko przechodzi w szczere wyznanie. Przyznaje, że jako dziecko był łobuzem, a jego wybryki nie ograniczały się do niewinnego błaznowania w klasie. W pamięci utrwalił mu się pewien okrutny żart, którego wraz z kolegami dopuścił się na sąsiadce Kalínovej – wspomina jej zrozpaczony krzyk, gdy wysypują z worków cały zapas koksu zbieranego przez nią cierpliwie przez osiem godzin w parowie...

Opowieść więc zmienia się. Od dokumentalnego zapisu poprzez uroczy obraz nieistniejącej już epoki, osobiste wyznanie, dziecięcy dzienniczek wspomnień aż po wyraz osobistej życiowej filozofii, która zaczęła się kształtować już wtedy, w czasie tych pierwszych lat spędzonych na obrzeżach Brna. W tym momencie oddam głos pisarzowi:
Mój raj nigdy nie był wewnętrzny, tylko znajdował się na zewnątrz, były nim ta moja ulica, to moje miasteczko, ten browar (…). Również obecnie kocham chwilę, kiedy oddalam się z domu, wychodzę na ulicę, na łono natury, do gospody, gdzie stale czeka na mnie niezwykła przygoda. Zawsze odnoszę wrażenie, że do każdego, kto właśnie się do mnie zbliża, jestem zdolny przerzucić mój most i ludzką twarzą, chodem, gestykulacją przejść w tego kogoś (s. 89).
Na koniec dodam jeszcze, że autorem wstępu do tej opowieści – uroczego zapisu osobistych spotkań z Hrabalem, który ponoć był koszmarnym lektorem i nie potrafił wymawiać głoski ř (zupełnie jak ja, od razu mi z tym lżej!) – jest Josef Škvorecký, natomiast dwa teksty zamykające cały album napisali Tomáš Mazal i Aleksander Kaczorowski. Naprawdę warto przeczytać. Szkoda, że jest to dziś przyjemność tylko dla wybrańców.

***
B. Hrabal, Pamiętam jedynie dni słoneczne. Bohumil Hrabal w fotografii, wyd. Świat Literacki, Izabelin 1998.

***
Prywatna akcja „Czytam Hrabala w jego 100. urodziny”:
styczeń – Dobranocki dla Cassiusa
luty – Perełka na dnie
marzec – Aurora na mieliźnie
kwiecień Pamiętam jedynie dni słoneczne

7 komentarzy:

  1. Widzę, że jesteś zafascynowana Hrabalem, a ja znam go tylko z dwu filmów i koniecznie to muszę zmienić.
    Tą biografią zainteresowałaś mnie bardzo. Warto poznać pisarza na tle okresu w jakim żył i państwa, w którym mu przyszło żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie zafascynowana! Jeśli potrzebujesz pomocy z wyborem lektury na początek, polecam się z moim małym przewodniczkiem: http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/09/notatki-z-kilku-lekcji-w-szkoce.html A jeśli chodzi o te dwa filmy, które to były? Podobały Ci się?

      To prawda, że kontekst biograficzny jest bardzo ważny. U Hrabala twórczość ściśle splata się z życiem, więc same jego książki wprowadzają w życiorys, prezentują miejsca które były dla niego ważne i pamiętne okresy w jego życiu. „Taka piękna żałoba”, „Miasteczko, w którym czas się zatrzymał” i „Postrzyżyny” to wspomnienia z dzieciństwa, „Pociągi pod specjalnym nadzorem” powstały w oparciu o doświadczenia, kiedy w czasie wojny Hrabal pracował na kolei, „Czuły barbarzyńca” to pamiątka praskich szaleństw w towarzystwie Vladimíra Boudníka i Egona Bondy'ego, i tak dalej... Akurat „Dni słoneczne” będzie Ci chyba ciężko gdzieś dostać, ale gorąco zachęcam do innych wymienionych przeze mnie tytułów! No i „Zbyt głośna samotność”, obowiązkowo :)

      Usuń
    2. Oglądałam bardzo dawno temu "Pociągi..." - to jeszcze w socjalizmie, "Postrzyżyny" też mi się kołaczą w pamięci, ale najlepiej pamiętam "Obsługiwałem angielskiego króla ", bo było to niedawno i dwukrotnie ten film oglądałam.

      Dziękuję za link.

      Usuń
  2. Piękny wpis... To mi przypomniało, że na półce czeka przecież na mnie książka "Taka piękna żałoba" z okładką, na której wykorzystano pierwsze zdjęcie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to dokładnie to samo, piękne, prawda? :) Zaczynałam przygodę z Hrabalem od tej książki – cudownej, nawiasem mówiąc, nie zwlekaj z lekturą! – może więc to też kwestia sentymentu, że tak bardzo je lubię!

      Usuń
  3. Książki (auto)biograficzne mnie kręcą, więc czemu nie? ;) i to jeszcze o tak wspanialej tematyce!

    Pozdrawiam, Anath

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie powinna Ci się spodobać, tylko nie wiem jak z jej dostępnością, czy uda Ci się ją gdzieś dorwać... Życzę powodzenia! I też pozdrawiam :)

      Usuń