sobota, 15 września 2012

O przewinach obu płci – „Baby”, Antoni Czechow

O tym, że kobiety to nic dobrego przekonani byli już starożytni, nad którymi wisiało widmo niesfornej Heleny Trojańskiej. Później nad niewieścim rodem pastwili się chrześcijańscy uczeni, usiłując za wszelką cenę obrzydzić damskie wdzięki utożsamiane z ohydą grzechu i powołując się na stawiające postaci kobiece w niezbyt korzystnym świetle historie biblijne. I tak naprawdę do dziś nie było całkowitej rehabilitacji, gdyż raz po raz echem dawnych przekonań odbija się w literaturze jakaś niewierna dama, jak choćby Anna Karenina czy Lucy Crown.

A co na to Czechow? Owszem, dostaje się od niego kobietkom, ale...

Mamy tu kilka kobiecych sylwetek. Jest księżna pani, rozmiłowana w aktach miłosierdzia „na pokaz”. Jest Olga Iwanowna romansująca z malarzem pod nosem poczciwego i nieba-jej-przychylającego męża-lekarza. Chłopka Agafia, specjalistka od nocnych schadzek, i wspominana przez dawnego kochanka Maszeńka, która w miłosnej desperacji otruła własnego męża. Niezdecydowana Poleńka, podatna na wpływy uwodzicielskiego studenta, naiwna chórzystka i zmanierowana przez wielki świat eleganckich bali i pysznych toalet Anna (cóż za naznaczone kobiecą niedoskonałością imię! sama chyba powinnam czuć jego ponury ciężar na ramionach).

Wedle założenia – wszystkie złe, wszystkie rozpustne, wszystkie uosobieniem grzechu. Ale czy na pewno? W występnym związku Olgi Iwanowny, choć nóż w kieszeni się otwiera czytając jak dyrygowała biednym zakochanym doktorkiem, który zawsze był w jej oczach osobowością niewystarczająco znakomitą, to jednak jej kochanek wydaje mi się dużo bardziej odstręczającą stroną. Podczas gdy Olga, burzliwie co prawda, ale jednak trwała w swoim oddaniu, malarz jest nią znudzony już po kilku dniach i wyrzuca ją jak zepsutą zabawkę. 

Antoni Czechow
Podobnie w przypadku Agafii sytuacja nie jest tak jednoznaczna – choć bowiem bezwstydnie i odrażająco łaknie pozamałżeńskich pieszczot, nie trwałaby w swym procederze, gdyby nie umożliwiał jej tego zblazowany, na pozór znudzony swym powodzeniem ogrodnik. A co z Maszeńką? Czy to nie Matwiej rozkochał ją w sobie i dla kilku beztroskich chwil uniesienia doprowadził do rozpaczy, w której porwała się na życie własnego męża? Nie mówiąc już o historii chórzystki, w której zupełnie trudno stwierdzić, kto jest naprawdę godzien krytyki – czy naiwna i budząca raczej litość chórzystka, czy ukrywający swe małżeństwo amant, czy jego chciwa i bezwzględna żona.

Jedyna zasługa i przewaga mężczyzn w tych opowieściach polega na tym, że w odpowiednim czasie opamiętują się i nalegają na zerwanie występnego związku. Co tak naprawdę wcale zasługą nie jest, bo świadczy tylko o ich niestałości i lekceważeniu uczuć. I chociaż zdaję sobie sprawę, że argument „nie złe, a nieszczęśliwe” brzmi do bólu banalnie, niepokojąco pasuje mi do bohaterek Czechowa – kochających za mocno, tak zaślepionych swoich uczuciem, że nie są zdolne do racjonalnego myślenia. Wszystkie mają w sobie coś z Kareniny, bezlitośnie zmiażdżonej przez swoją namiętność.

Czy takie podejście czyni mnie feministką? Mam nadzieję, że nie. Ale moim zdaniem zbiór ten równie dobrze można by zatytułować gorzkim Chłopy.

***
A. Czechow, Baby, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1981.

8 komentarzy:

  1. Widzę, że nasze literackie ścieżki nieustannie się przecinają, co mnie ogromnie cieszy. Dla mnie Czechow to odkrycie ostatniego roku, głównie za sprawą rewelacyjnych "Listów". Oprócz ogromnej wrażliwości miał niesamowite poczucie humoru. A "Baby" ("Chłopów"?) przeczytam na pewno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to cieszy :) Muszę wobec tego poszukać "Listów", bo choć poczucie humoru i tu się niekiedy przejawiało (raczej w wersji sarkastycznej) to chętnie zaaplikuję sobie większą dawkę! Cieszę się że do "Bab" alias "Chłopów" zachęciłam :)

      Usuń
    2. Jego poczucie humoru rzeczywiście jest sarkastyczne, czasem wręcz zgryźliwe, ale mam wrażenie, że w taki sposób maskował swoją kruchość i wrażliwość.

      Usuń
  2. Ogromnie zainteresowałaś mnie swoją recenzją - czuję się zmuszona (zachęcona) do poszukiwań w biblioteczce mojej Matulki, która posiada kilka dzieł Czechowa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, w takim razie, skoro masz już tak łatwy dostęp, to sięgnij po Czechowa koniecznie :) Za mną jego nazwisko chodziło od dawna i zakodowałam sobie go głównie jako mistrza opowiadań - coś w tym jest.

      Usuń
  3. Od Antoniego mogę nawet ,,zbierać cięgi", uwielbiam go. Chętnie i po tę pozycje sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem, że stary wpis, ale trafiłam na niego przeglądając twojego bloga i zachęcił mnie do przeczytania Bab.
    Czytałam Czechowa wcześniej i wiedziałam, że można na nim polegać i nie zawiodłam się. Bardzo mi się spodobały te opowiadania. Ostatnie było najbardziej poruszające. To zadziwiające jak szybko Czechow potrafi sprawić, że jego postacie wydają się ludźmi z krwi i kości.
    Polubiłam też serię Koliber. Dużo ciekawych rzeczy w niej wydano. Muszę się przyjrzeć jej bliżęj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło! Nic tak nie cieszy, jak usłyszeć, że zachęciło się swoją recenzją kogoś do lektury :) Dla mnie to póki co jedyny przeczytany zbiór Czechowa, ale na pewno nie ostatni – postaram się wkrótce wrócić do mistrza opowiadań. To prawda, że jego postaci są bardzo realistyczne. A w serii Koliber faktycznie jest sporo ciekawych książek – mam w swojej biblioteczce m.in. „Jej pierwszy bal” Katherine Mansfield, „Miriam” Trumana Capote'a i „Ziemię tragiczną” Erskine'a Caldwella i wszystkie są doskonałe!

      Usuń