Miniony rok był ekstremalnie trudny, ale też był to rok, w którym na pełnych obrotach robiłam to, co najbardziej kocham – prezentowałam ludziom czeską literaturę, współorganizując wydarzenia i prowadząc spotkania, tłumaczyłam kolejne powieści, troszczyłam się o moje psie adopciaki. Rok, na który mimo wszystko spoglądam z dumą.
Tym razem nie planuję tradycyjnego podsumowania. Nie będzie liczb, nie będzie Książek Roku (no, nie do końca – będzie jedna), nie będzie noworocznych postanowień. Będzie za to krótka czytelniczo-życiowa opowieść o moim roku 2025. Zaczynamy?
Dantejska wiosna
W tym roku czytałam nieco więcej literatury z pogranicza non-fiction, beletrystyki i eseju. Rok zaczęłam z energią i optymizmem – od świetnej Inteligencji erotycznej Esther Perel (przeł. Magdalena Zielińska), która sporo poprzestawiała mi w głowie, jeśli chodzi o podejście do samej siebie i siebie w relacjach. Perel pisze dużo o obalaniu stereotypów dotyczących kobiet i mężczyzn, o naszej nieustannej potrzebie nowości, ryzyka i przygody (niezależnie od płci), o tym, że dobry związek wymaga odrębności i pielęgnowania własnego ja. To była cenna lekcja.
Później – w miarę, jak i w moim własnym życiu robiło się trudniej – przyszedł czas na stopniowe zstępowanie do dantejskiego piekła. Było sporo męskich opowieści, o śmierci i umieraniu, o relacjach z ojcem, o przemocy. Wszystkie te książki przychodziły do mnie z konkretnych powodów, ale doskonale wpisywały się w rzeczywistość, w której umierał mój najbliższy przyjaciel. Czytałam Édouarda Louisa (w przekładach Joanny Polachowskiej) i Oceana Vuonga (w tłumaczeniu Adama Pluszki), przygotowując się do przekładu powieści Marka Torčíka, czytałam Mateusza Pakułę i Martina Pollacka (w przekładzie Andrzeja Kopackiego), szykując się na nadchodzące Kino na Granicy, czytałam Marcina Wichę, bo wreszcie poczułam, że to ten moment, by po niego sięgnąć.
Były też kobiece opowieści, które zwalały z nóg. Był powrót do Miry Marcinów, była Bíla Voda Kateřiny Tučkovej (w przekładzie Julii Różewicz), największe wrażenie zrobił na mnie jednak brutalnie naturalistyczny, przepięknie erudycyjny Ponury tygrys Neige Sinno (przeł. Katarzyna Marczewska). Coś na kształt odwróconej Lolity (autorka zresztą wielokrotnie odwołuje się do dzieła Nabokova), bowiem jest to opowieść kobiety, która jako dziecko była wielokrotnie gwałcona przez swojego ojczyma. W swoim antypatriarchalnym i antyprzemocowym wydźwięku książka Sinno, sytuująca się na pograniczu wspomnień, eseju, reportażu i filozoficznego traktatu, stała się dla mnie dopełnieniem innej ważnej tegorocznej lektury – Wymyślić miłość na nowo. Jak patriarchat sabotuje relacje między mężczyznami a kobietami Mony Chollet (przeł. Jacek Giszczak).
Gdzieś wśród tego wszystkiego wydarzyła się ważna dla mnie rzecz – po raz pierwszy stałam się częścią cyklu „Hrabal na Elektoralnej” Mazowieckiego Instytutu Kultury. I to częścią ważną, zostałam bowiem zaproszona do poprowadzenia rozmowy z udziałem Kateřiny Tučkovej i Jana Štiftera oraz powierzono mi wymyślenie całej koncepcji spotkania. O wydarzeniu piszę tutaj.
| Fot. Olga Koralewicz / Mazowiecki Instytut Kultury |
Pustelnicze lato i kafkowska jesień
Pod koniec kwietnia Pepinek umarł. Zaraz potem rzuciłam się w zbawienny wir pracy, wystąpiłam na sześciu spotkaniach tegorocznego programu Literatura na Granicy przy festiwalu Kino na Granicy (gdzie już od kilku lat z dumą działam w zespole organizacyjnym – kto ciekaw, zachęcam do wysłuchania odcinka podcastu „Literatura ze środka Europy”, nagranego w Cieszynie podczas tegorocznej edycji; mowa nie tylko o festiwalu), a pod koniec maja obroniłam swoją rozprawę doktorską. A potem adoptowałam nowego psa, pana Rambouska.
I przyszło lato, które było ciemną plamą. Lato, kiedy nie czytałam, nie podróżowałam, walczyłam o zdrowie, spokój i szczęście tej nowej istoty w moim życiu – ekstremalnie wrażliwej, zagubionej, nieradzącej sobie z emocjami. Jedynym jasnym punktem tych wakacji była tygodniowa wyprawa do Paryża, zafundowana mi przez siostrę i szwagra w ramach prezentu z okazji obrony. Paryża, o którym marzyłam od lat!
Jesienią za wszelką cenę próbowałam odżyć. Znów walczyłam – o czas wśród ludzi, o rozmowy, o spotkania, o czułość i bliskość. Byłam w Krakowie na Festiwalu Conrada i w Pradze na festiwalu Česká vlna. Przechodziłam od skrajności w skrajność, od towarzyskiej euforii do poczucia pustki i pytań o sens wszystkiego. W tym trudnym czasie towarzyszyli mi Kafka oraz Rudiš z Mahlerem. Za sprawą polskiej premiery komiksu Przez noc (przeł. Małgorzata Gralińska) wróciłam do tej pięknej, przeszywająco smutnej, choć tak minimalistycznej lektury (mój tekst na jej temat ukazał się zarówno na łamach „Nowych Książek”, jak i Dziennika Literackiego). A przez całą jesień podczytywałam Listy do Mileny (przeł. Feliks Konopka, Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska) – opowieść o miłości krótkiej i płomiennej, miłości jak nóż, którym się w sobie grzebie, pokazującą, jak bardzo zagubioną i nieprzystosowaną jednostką był Kafka. O tym i o jego środkowoeuropejskości opowiadałam trochę podczas dyskusji po pokazie Franza Kafki Agnieszki Holland w ramach przeglądu Północ-Południe w Rzeszowie.
![]() |
| Fot. Michał Woźny / Północ-Południe. Spotkania Filmowe |
Książka Roku
Moją Książką Roku 2025 – najważniejszą, bo przepięknie sensualną i napełniającą spokojem w czasach chaosu – nie jest jednak żadna z wyżej wymienionych. Tytuł ten przyznaję Małym Karpatom Jána Púčka (przeł. Andrzej S. Jagodziński).
Za ciepło, cielesność, pulsowanie. Za absolutną pewność, że już wkrótce nie zostanie po nas ślad, ale czy to rzeczywiście koniec świata? Taki jest porządek rzeczy. Może więc wystarczy mu się poddać? Być wyłącznie tu i teraz – patrzeć, słuchać, czuć, smakować? Z tą myślą wchodzę w rok 2026.
Co dalej?
Rok ten był niezwykły nie tylko dlatego, że przyniósł mi wiele ważnych doświadczeń i spełnionych marzeń (na czele z Paryżem i dr przed nazwiskiem), ale również był to rok rocznicowy – na początku grudnia Literackie Skarby Świata Całego skończyły 15 lat! Z tej okazji poprosiłam Was o pomoc w ustaleniu kierunku, w jakim powinnam rozwijać Skarby.
Ku mojemu lekkiemu zaskoczeniu z wyników przeprowadzonej ankiety, w której pytałam Was, jakiego rodzaju teksty chcielibyście czytać na moim blogu, wynika, że bardzo wielu z Was wciąż mocno preferuje… recenzje. Tak po prostu. Najpopularniejsza okazała się kategoria większych tekstów przekrojowych o różnych zjawiskach czeskiej literatury – którymi będę się starała od czasu do czasu Was częstować – jednak wyniki pokazały, że tęsknicie za moimi recenzjami. W tym roku więc relacje z wydarzeń, które ostatnio u mnie dominowały, zejdą na dalszy plan, a ja postaram się choćby krótko pisać Wam jednak o wrażeniach z czytanych na bieżąco książek.
Mam też jedno małe marzenie. Choć zawsze najbardziej odnajdywałam się w słowie pisanym, moje dotychczasowe doświadczenia z moderacji spotkań i z występów w rolkach i podcastach – oraz ciepłe reakcje, z którymi się spotkałam – sprawiły, że zaczęłam myśleć o tym, by nie tylko dla Was pisać, ale i nagrywać. Czas pokaże jednak, czy wystarczy mi na to sił i determinacji. 😉
![]() |
| Fot. Rafał Soliński / Kino na Granicy |






Komentarze
Prześlij komentarz
Serdecznie zachęcam do komentowania. 😊 Równocześnie proszę o podpisywanie się pod komentarzem oraz zachowanie kultury. Komentarze zawierające obraźliwe treści nie będą publikowane.