sobota, 17 września 2011

Notatki z kilku lekcji w szkółce zachwytu Hrabala

Bohumila Hrabala czytelnikom tego bloga zapewne przedstawiać nie muszę. Dla formalności jednak, tytułem wstępu: Rodzony Czech, piwosz, niezrównany gawędziarz, piewca zachwytu (z zachwycania się uczynił sens swojego życia), wielbiciel kotów, człowiek ze "starych czasów" z upodobaniem zaglądający w przeszłość. Dla mnie jest to postać o tyle szczególna, że – jakkolwiek patetycznie to zabrzmi – to właśnie on nauczył mnie patrzeć na świat tak, jak to robię w tej chwili. Poniżej – krótkie zestawienie lektur, które złożyły się na moją dotychczasową edukację.

Zacznę od tej pierwszej i zarazem najdroższej – Takiej pięknej żałoby. Ta książka to rodzaj albumu wspomnień – obrazów, zapachów, dźwięków – zapamiętanych z dzieciństwa, spędzonego przez Hrabala w małym czeskim miasteczku Nymburk. Pisarz był nieślubnym dzieckiem i ochrzczony został nazwiskiem panieńskim matki, jednak już po jego urodzeniu jego rodzicielka wyszła za mąż za Františka Hrabala, i to ten człowiek pojawia się we wszystkich utworach pisarza jako ojciec.

Rodzina osiedliła się w nymburskim browarze, którego František został zarządcą, zaś po pewnym czasie przybył i zamieszkał z nimi – choć stale zarzekał się, że on tylko z wizytą, tylko na chwilę – brat ojczyma Hrabala, sławny stryj Pepin. To właśnie stryj, jowialny, wiecznie skory do bitki i popitki, co wieczór wybierający się do miasteczka na spotkanie z pięknymi panienkami i witany przy tym pozdrowieniami i uśmiechami z okien niczym król – stał się centralną postacią całej twórczości Hrabala, narratorem Lekcji tańca dla starszych i zaawansowanych, autorem pamiętnego stwierdzenia Ten świat jest piękny do obłędu. Nie, żeby taki był, ale ja go takim widzę, w którym zamyka się właściwie cała życiowa filozofia czeskiego pisarza. Zaryzykuję stwierdzenie, że bez stryja Pepina Hrabala by nie było – a przynajmniej nie takiego, jakim go znamy.

Ojczym (ojciec) Hrabala, choć zupełne przeciwieństwo swojego brata, był jednak również dla pisarza postacią istotną. Tu pojawia się nerwowo pogryzając suchy chleb i popijając go kawą z garnuszka lub szukając ochotników do potrzymania mu śrubek, gdy jak co sobota będzie rozmontowywał swojego Oriona – i tak, jak na widok stryja Pepina okna się otwierają i zewsząd ukazują się roześmiane twarze, tak przejściu ojca towarzyszy gorączkowe zamykanie okien i drzwi, pustka i cisza jak makiem zasiał, bo nikt nie chce zostać zatrzymany na całą noc ze śrubkami w rękach i oskarżony potem przez żonę o włóczenie się po burdelach.

A matka? Matka (której Hrabal oddał hołd osobną książką – Postrzyżynami) to śmieszka o niespełnionych ambicjach aktorskich, zwariowana, wszystko robiąca z pasją, w środku nocy wcinająca słone kotlety ze świeżo zarżniętej świni i duszkiem wychylająca kolejne kufle piwa, taka, jak się czasem skarżył pisarz, bardziej starsza siostra niż mama... Są i inni, mieszkańcy miasteczka obserwowani przez małego Hrabala spod sklepiku pana Rehra ze skórami, gdzie nikt się nie zapuszcza, bo skóry brzydko pachną – a jeśli już ktoś się tam zjawia, to wiadomo, że tatuś Hrabala jest w pobliżu i szuka nowych ofiar do trzymania śrubek – więc chłopiec może sobie tam w spokoju siedzieć i chłonąć wszystko co widzi, po to by to tak pięknie odtworzyć po latach na kartach tej książki.

Taka piękna żałoba już od pierwszej historyjki o chłopcu, który chciał, by mu wytatuowano na piersi piękny stateczek, a zamiast tego, wskutek złośliwego figla, skończył z wizerunkiem półnagiej syrenki, sprawiła, że z miejsca się zakochałam. Pogrążyłam się w atmosferze przedwojennego Nymburka, wraz z narratorem, dziecięcym alter ego autora, buszowałam po browarze, zajadałam czereśnie prosto z drzewa w przybrowarnianym sadzie, słuchałam pisków jerzyków o zmroku, chodziłam za panem Rambouskiem zapalającym gazowe latarnie, dziwiąc się, że nikt inny nie dostrzega bolesnego piękna tego rytuału, i wypatrywałam białej marynarskiej czapki stryja Pepina zmierzającego na cowieczorne spotkanie z panienkami. Zachwyt światem przebija tu z każdej strony – i nie ma sposobu, by się czytelnikowi nie udzielił.

Bodajże najbardziej znana – za sprawą oscarowej ekranizacji Jiříego Menzla – książka Hrabala to Pociągi pod specjalnym nadzorem. Miłosne rozterki i kompleksy pomocnika zawiadowcy stacji kolejowej (opowieść oparta częściowo na doświadczeniach samego autora – podobnie zresztą jak wszystkie jego utwory – który sam w czasie wojny był dyżurnym ruchu na kolei), Milosza Pipki, i przygody innych pracowników stacji, z panem zawiadowcą, zapalonym hodowcą gołębi, na czele. Z wojną w tle. Ciepła, rodzinna niemal atmosfera prowincjonalnej stacyjki, jak gdyby zamkniętej w magicznej banieczce, poza którą szaleje groźna wojenna rzeczywistość, mnóstwo absurdalnych sytuacji i rozbrajający w swej naiwności i zdziecinnieniu główny bohater. Wszystko, co u Hrabala najlepsze!

Obsługiwałem angielskiego króla napisał w ciągu kilkunastu dni. Nikt do niego nie przychodził, więc siedział i pisał, dzień w dzień od rana do nocy. I tak powstała historia Jana Dzieciątko, który z dworcowego sprzedawcy parówek, wspinając się po szczeblach kariery, awansował w końcu na bogacza i ziemskiego właściciela. Po drodze poślubił Niemkę i stał się reproduktorem, pomyślnie przeszedłszy testy ustalające, czy jest wystarczająco aryjski. U schyłku życia zaszywa się w głuszy i rozmyśla nad swoją egzystencją. Czym mnie przede wszystkim oczarowała? Rozkosznymi opisami aktów seksualnych młodziutkiego pikolaka z prostytutkami – do tamtej pory nie przypuszczałam, że sceny erotyczne, i to z domem schadzek w tle, mogą być tak smakowite.

Czuły barbarzyńca to z kolei wspomnienia Hrabala z czasów, gdy mieszkał już w Pradze. Tytułowy czuły barbarzyńca – i centralna postać tego utworu – to Vladimír Boudník, przyjaciel autora, grafik, który całe swoje życie podporządkował sztuce i którego misją było odnajdywanie poezji w starych rupieciach, kupach śmieci, brudnych zaułkach, słowem – tam, gdzie nikomu nie przyszłoby do głowy tej poezji szukać. Przemierzał stolicę Czech w poszukiwaniu tego nie-oczywistego piękna wraz z Hrabalem – i poetą Egonem Bondym, zmarłym cztery lata temu, przez niektórych być może kojarzonym z wywiadu ze zbiorku Zrób sobie raj Szczygła – do swojej śmierci samobójczej w 1968 roku. Polecam tę książkę malkontentom i tym, którym się wydaje, że świat jest brzydki i zły – to bardzo skuteczna odtrutka na takie myśli.

Chyba najsmutniejsza książka Hrabala to Zbyt głośna samotność. W historii pakowacza makulatury Haňty (również wzorowanego na autentycznej postaci – Hrabal pracował przez pewien czas także jako pakowacz makulatury i tam poznał prawdziwego Haňtę) dominuje nastrój poczucia winy, osamotnienia, tęsknoty za światem, którego już nie ma, maluczkości w nowej, obcej rzeczywistości oraz bezradności wobec obserwowanych wielkich zmian. Hrabal mniej rubaszny i swawolny niż zazwyczaj, ale równie niesamowity.

Te, o których napisałam, to jednak zaledwie garstka, jest jeszcze sporo innych perełek – jak niedawno wznowione Auteczko, słodko-gorzka opowiastka o kotach, której recenzje pojawiały się ostatnio na niektórych blogach (między innymi u dra Kohoutka), Wesela w domu – autobiograficzna trylogia napisana z perspektywy żony Hrabala, Pipsi (tutaj odsyłam do świeżutkiej recenzji sQry), i kilka pozycji bardziej dla tych, którzy już zdążyli się jego twórczością zarazić, a chcieliby wiedzieć więcej o samym autorze – pisałam o nich tutu i tu. Szkółka zachwytu Hrabala jest szeroko otwarta dla ewentualnych zainteresowanych – niemal wszystko, co wyszło spod jego pióra przetłumaczone zostało na język polski, więc w jego imieniu serdecznie zapraszam! Zapewniam, że warto.

14 komentarzy:

  1. Dziękuję za lekcję o Hrabalu:))) Doczekałam się. Mam nadzieję, że nie ja jedna. Najbardziej chyba lubię "Zbyt głośną samotność". Nawet wspomniałam o tym na blogu i podsumowałm zdaniem: Takiego faceta wygrzebać w składzie makulatury! I dalej tak myślę.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja dziękuję :) Zaczęłam od "Zbyt głośnej samotności", i taki właśnie "mniej swawolny i rubaszny niż zazwyczaj" Hrabal mnie urzekł. Wspomnę oczywiście, że dzięki Tobie :) Z przyjemnością poddam się dalszej przygodzie jego poznawania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Autorzy, którzy za pośrednictwem książek mają znamienny wpływ na czytelnika, kreują jego percepcję i wizję świata zyskują ogromnie w moich oczach. Gorąco pragnę poświęcić któryś z jesiennych wieczorów na lekturę Hrabala. Ostatnio czas zostawia pewne luki na uzupełnianie moich zaległości książkowych, a wciąż w głowie mam wspaniałą Katherine Mansfield, do której trafiłam poprzez Ciebie, a była to podróż tak piękna... Mam nadzieję, że w mojej bibliotece tuż nieopodal czeskiej granicy, zadbano o to, by Hrabal zajął miejsce czołowe i został mi udostępniony :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja uwielbiam Obsługiwałem angielskiego króla". Powieść cudeńko :) Widziałaś może film? :)
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki Ci bardzo za ten tekst (oj jak mi się go dobrze czytało).
    Ja czytałam tylko jedną książkę Hrabala, wspomniane przez Ciebie "Auteczko". Pamiętam, że bardzo mi się dobrze mieszkało w tej książce i doprawdy nie wiem dlaczego ta znajomość nie rozwinęła się bardziej! Cóż za niedopatrzenie.
    Mam w domku (prezenty od taty) dwie książki Hrabala "Czułego barbarzyńce" (to samo wydanie co Ty), oraz "Aurorę na mieliźnie". Kiedyś się nad nimi pochylę (tak, najpierw będę musiała je chyba wypożyczyć z biblioteki, bo przecież ja nie czytam swoich książek!)
    A apropo filmu "Obsługiwałem angielskiego króla" to jutro na Tvp Kultura o 21 będzie leciał (a to zbieg okoliczności). Acha w Pradze piłam kawę w tej restauracji, w której kręcono sceny w filmie:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książkowcu,
    proszę bardzo i przepraszam, że tak się z tą notką nie mogłam zebrać :) Twoje podsumowanie jest cudownie trafne! Pozdrawiam :)

    Virginio,
    bardzo mi miło, że za sprawą moich rekomendacji sięgnęłaś po Hrabala, i że Cię nie rozczarował :) Zastanawiam się, co Ci teraz najlepiej polecić, skoro "Zbyt głośna samotność" tak Ci się spodobała. "Auteczko" byłoby chyba w podobnym klimacie, ale i "Postrzyżyny" i "Miasteczko, w którym czas się zatrzymał" (które też uwielbiam, ale o którym w tym poście nie wspominałam bo tematycznie niemal całkowicie pokrywa się z "Taką piękną żałobą", tyle że sposób narracji trochę się różni, i "Miasteczko" ma to piękne, nostalgiczne zakończenie) mają w sobie coś z tego klimatu, przemijanie i tęsknotę za odchodzącym światem... Mam w każdym razie nadzieję, że kolejne spotkania z Hrabalem utwierdzą Cię tylko w dotychczasowej pozytywnej ocenie :)

    Kasiu,
    masz rację, taka siła oddziaływania na czytelnika to rzecz raczej niecodzienna, a że Hrabal moje widzenie świata zdecydowanie wzbogacił, cieszę się, że na niego trafiłam. Życzę Ci, aby i dla Ciebie spotkanie z jego twórczością było tak wzbogacające! Z tego co zauważyłam jednak, podobnie odbieramy literaturę i podobne książki nam się podobają, co potwierdza zresztą przykład Katherine Mansfield, mam więc nadzieję, że i z Hrabalem to nie będzie trafienie kulą w płot :)

    The_book,
    filmu właśnie nie widziałam, póki co jeśli chodzi o ekranizacje Hrabala mam tylko "Pociągi pod specjalnym nadzorem" na koncie, ale strasznie mnie "Obsługiwałem..." też nęci i na pewno długo w tej niepewności nie wytrzymam. A Ty pytasz, bo widziałaś i chcesz polecić/odradzić, czy nie widziałaś i chcesz wybadać, czy warto? :) Pozdrawiam ciepło!

    Papryczko,
    proszę proszę, i cieszę się, że moje notatki z Hrabalowej szkółki są strawne :) Jeśli "Auteczko" się podobało, to musisz sobie zafundować kolejne lekcje zachwytu, koniecznie! Możesz spróbować z "Czułym barbarzyńcą", na temat "Aurory" nic nie napiszę, bo nie czytałam (chociaż wypatruję jej od pewnego czasu i nigdzie nie mogę dorwać, więc, przyznam się, troszkę zazdroszczę :)). A co do czytania własnych książek - oj, jak ja Cię rozumiem! :) I dziękuję za informację o jutrzejszej emisji "Obsługiwałem angielskiego króla", bardzo dziękuję, cudownie się składa, postaram się w takim razie obejrzeć. Kawa w filmowej restauracji brzmi wspaniale, może też będę miała okazję podczas kolejnej mojej wizyty w Pradze (mam nadzieję - rychłej). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Naia bez zbytniego narzucania, ale jakby mimochodem bardzo skutecznie zachęciłaś mnie powyższym tekstem do sięgnięcia po twórczość Hrabala, bo do tej pory jeszcze nasze drogi się nie przecięły :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozumiem, że zbierasz książki Hrabala? Masz już kolekcję?
    Ja mam tylko dwie jego książki, więc jeśli Cię to uszczęśliwi to mogę Ci sprezentować Aurorę. Chcesz?
    p.s dziś wieczorem będzie walka o tv, ponieważ mój mąż chce obejrzeć (po raz enty) Teatr Tv "Igraszki z diabłem". Chwała mu za to, ale ile razy można oglądać ten sam teatr? Można oglądać w nieskończoność, ale nie wtedy kiedy do wyboru jest film, którego się nie widziało:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Naiu, gdybym wcześniej po Hrabala nie sięgnęła, musiałabym to zrobić po tych "notatkach" :). Choć i tak muszę, bo przede mną sporo jego lektur.
    Sceny erotyczne z prostytutkami w "Obsługiwałem angielskiego króla" były jednymi z najlepszych, jakie kiedykolwiek czytałam. Przy okazji wtrącę się do filmu i od siebie powiem, że polecam, choć oczywiście nie ma tyle uroku co książka.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Maya,
    bardzo mnie to cieszy! Bo taki też był mój zamiar - zainteresować, zachęcić, ale nie nachalnie :)

    Papryczko,
    byłabym wniebowzięta i przyjęłabym "Aurorę" z otwartymi ramionami, ale oczywiście tylko po tym, jak sama ją przeczytasz :) Kto wie, może spodoba Ci się tak, że nie będziesz jednak chciała jej oddać?
    Mam nadzieję, że uda Cię jednak wygrać bój - u mnie też mogło być nieciekawie, bo rodziciel koniecznie chce oglądać coś innego, ale na szczęście mam w domu dwa telewizory :)

    sQrko,
    nie mogę się doczekać Twoich wrażeń z lektury kolejnych książek Hrabala. Wspaniale, że się zgadzamy co do scen erotycznych z "Obsługiwałem..." - dla mnie to było prawdziwe objawienie :) A jeśli chodzi o film, lada chwila się przekonam. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczytałam do tej pory tylko jedną książkę Hrabala - Zbyt głośną samotność. Nie mogłam się po niej przez jakieś dwa tygodnie pozbierać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, czy to interpretować na korzyść Hrabala czy nie, ale założę że na korzyść :) Rzeczywiście, "Głośna samotność" miażdży. A myślałaś o zapoznaniu się z jego innymi książkami?

      Usuń
  12. Dziękuję za link do tego postu. Przeczytałam od deski do deski. Na przykładzie Hrabala wyraźnie widać jaki wpływ mają na nas ludzie z którymi mieliśmy do czynienia w dzieciństwie. Hrabal miał w tym względzie szczęście. Przy pie3rwszym odwiedzeniu biblioteki zniosę sobie Hrabala do domu. Mam nadzieję, że będą mieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda, wielkie szczęście że Hrabalowi trafił się taki nauczyciel jak stryj Pepin. Czasem myślę, że to było decydujące, kiedy indziej – że ten wewnętrzny pisarz wyzwoliłby się w Hrabalu w końcu i tak, ale faktem jest, że postać Pepina była dla niego niezwykle ważna.

      Powodzenia z polowaniem na jego książki. Myślę, że nie powinno być problemu z ich zdobyciem, moja rzeszowska biblioteka kiedy zaczynałam przygodę z Hrabalem była bardzo dobrze wyposażona, a nie należy do najbogatszych księgozbiorów:).

      Usuń