czwartek, 13 sierpnia 2015

Z kamerą wśród raszpli – „Plastikowe M3, czyli czeska pornografia”, Petra Hůlová

Myślałam, że Plastikowe M3 to tylko zabawny i kreatywny językowo monolog pewnej praskiej prostytutki. Myślałam, że dostarczy mi kilku godzin niespecjalnie wymagającej rozrywki. Myślałam, że polski podtytuł to czysty marketing, bo z pornografią ta książeczka nie ma nic wspólnego. Myślałam, myślałam, myślałam – a potem zaczęłam czytać i wszystko to się rozwiało.

Owszem, opisy zachowań swojego wtykacza i całe to dokumentalne „Z kamerą wśród raszpli” bawią aż do łez. Wtykacz, ten wesoły spryciarz, ma wiele wcieleń – zachowuje się jak pan w tweedowej marynarce albo mówca przed wykładem, pufcia sobie, mlaska i uśmiecha się dobrodusznie, cieszy się z wolnego weekendu lub syczy jak rozzłoszczony kocur. Ma swoje własne życie, podobnie zresztą jak raszpla, która bywa ciekawska, czasem pali głupa, a czasem jest jej bardzo smutno, bo znów nie doszło do upragnionego wsuwania.

Bohaterka tej książki jest jednak nie tylko dowcipna, ale i inteligentna, ciekawa świata i niebanalna jak moja ukochana Shatzy Shell. Tak jak Shatzy niezmordowanie dopisywała kolejne odcinki swojego westernu, tak narratorka Plastikowego M3 (jaka szkoda, że nie poznajemy jej z imienia lub chociaż z jakiejś uroczej ksywki!) tworzy w myślach stale nowe odsłony swojego programu telewizyjnego, w którym bierze pod lupę zjawiska dobrze nam znane z życia codziennego, ale dziwnym trafem pozostające wciąż na marginesie zainteresowań. Rozbiera świat na czynniki pierwsze, prześwietla z góry na dół nas i nasze dziwne nawyki, udziela praktycznych rad wiecznie niezadowolonym żonom czy pozbawionym sukcesów przedsiębiorcom.

To kobieta o nieposkromionej wyobraźni, która w swoich wizjach rozpędza się niczym nakręcany bączek. Kiedy wydaje się już, że dociera do granic swojej inwencji, przesadza je zręcznie wraz z granicami przyzwoitości i dobrego smaku i pędzi dalej, wlokąc za sobą zdezorientowanego czytelnika, któremu już gały wyszły na wierzch i tchu nie jest w stanie złapać od tego szaleńczego pędu. Sama zresztą do końca nad tym nie panuje, „nie jestem w stanie sama za sobą nadążyć i im bardziej usiłuję postawić w głowie kropkę, tym bardziej wszystko się rozkręca” – przyznaje. Chwilami jest to porywające, a chwilami przechodzi w niezrozumiały bełkot, jakbyśmy w tym wariackim zwiedzaniu umysłu narratorki trafili na jakiś wyjątkowo zabałaganiony pokój.

Z czasem robi się coraz poważniej – okazuje się, że ta mentalna siostra Shatzy Shell jest nie tylko rozgadaną trzpiotką, sprytną mądralą z głową pełną odkrywczych teorii na temat świata, ale również kobietą z misją. Walczy z dwugłowym smokiem – bezdusznym digiświatem i pedofilią, której tamten sprzyja. A walczy zawzięcie, „jak Jerzy na tym swoim koniku”.

Bój przeciwko wrogowi numer 1 to zarazem bój o zachowanie człowieczeństwa w całkowicie niemal zautomatyzowanym świecie, o tę odrobinę ludzkiego ciepła (czyli walka podobna do tej, którą toczył – z nieco mniejszą werwą – hrabalowski Haňťa). Dlatego nasza narratorka wprowadza do relacji z klientami element zaufania, nutę osobistą, takie ciepłe „czuj się jak u siebie”, stara się być z lekka pieszczotliwa, żeby klient nie miał wrażenia, że kocha się z zaprogramowaną na dawanie przyjemności zabawką. „Przychodzą przecież do plastikowego M3 po odrobinę człowieczeństwa, a nie po to, żeby ktoś puścił im jakiś digizapis, nie chcą czuć się jak pies badacza Arktyki, któremu ktoś rzucił zamarzniętą rybę” (s. 66).

Ze stryjkotatulami, czyli wielbicielami ciasnych trzynastek (i młodszych), bohaterka bojuje jeszcze zacieklej. „Młodość – to o nią walczę. Bo żeby jak koszulkę w pralce niesprawiedliwie skurczyć ją dziewczynkom do końca szkoły podstawowej, a potem pływaj sobie, dziewczyno, w nasieniu, za to powinno się strzelać”. W przeciwieństwie jednak do lamentujących nad losem demoralizowanych dziewczątek matron, ona działa – oddaje w ofierze swoje ciało. Wierzy, że zaspokajając wyuzdane fantazje mężczyzn odciąga je od dzieci i niewinnych nastolatek. I to nadaje głębszy sens jej pracy, która – biorąc pod uwagę nieposkromiony seksualny apetyt „maratończyków” i bolesne ciosy towarzyszące niekiedy miłosnym zapasom – nie jest lekkim kawałkiem chleba (w dodatku nie jakiegoś wymyślnego z daktylami, tylko zwykłego czarnego razowca). Niech was nie zwiedzie lekki ton – zdaje się mówić narratorka i dodaje z przekonaniem: „Zasługuję na medal za odwagę”.

A „pornografia” w podtytule też nie jest nie na miejscu. Bo choć więkość recenzentów skupia się na humorze i językowej fantazji narratorki, na tej jej uroczej paplaninie, pojawiają się tu również fragmenty – i będę się przy tym upierać – czysto pornograficzne. W dodatku autorka dość okrutnie bawi się podnieceniem, które wywołuje swoimi wizjami – namiętny seks w pozornie pozbawionym erotycznego potencjału zaciszu pewnego archiwum sąsiaduje tu z opisanym w najmniejszych szczegółach gwałtem na małej dziewczynce, sceną niczym wyjętą z tych najbardziej brudnych opowiadań Bukowskiego (przypomnijcie sobie Antychrysta).

To dla mnie naprawdę zaskakująca książka, bo choć po lekturze Czasu Czerwonych Gór powinnam być przygotowana na to, że Hůlová nie będzie unikać mocnych scen, czegoś podobnego się nie spodziewałam. Pod każdym względem zaskoczyła mnie jednak na plus – językową inwencją, fantazją i oryginalnością w stylu Shatzy Shell oraz odwagą i kontrowersyjnością. Bo lubię, jak książka burzy we mnie krew. Na różne sposoby.

***
P. Hůlová, Plastikowe M3, czyli czeska pornografia, tłum. Julia Różewicz, wyd. Afera, Wrocław 2013.

Petra Hůlová jest jednym z gości festiwalu Literacki Sopot, który w tym roku poświęcony jest literaturze czeskiej. Spotkanie z nią odbędzie się w czwartek 20 sierpnia o godz. 17 i poprowadzi je Magdalena Grzebałkowska.

Fotografie:
[1] Michael Sissons / Foter.com / CC BY-NC-ND
[2] Okładka książki ze strony wydawnictwa Afera (http://www.wydawnictwoafera.pl/) 

2 komentarze:

  1. Mnie ta książka ujęła na wszystkie możliwe sposoby- humorem, świetnym przekładem, walniętą nieco bohaterką. Zazdroszczę spotkania na Literackim Sopocie, to będzie na pewno świetne przeżycie tym bardziej, że spotkanie prowadzi Madzia Grzebałkowska i na pewno swoje trzy grosze dorzuci również Julia Różewicz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo ma różnych atutów, to fakt. Już na jednym spotkaniu z Hůlovą miałam okazję być, ale też liczę na to, że Grzebałkowska zrobi dodatkowy show :). Szkoda, że nie dasz rady!

      Usuń