sobota, 1 listopada 2014

Jeszcze o Festiwalu Conrada – podsumowanie

Literackie święto dobiegło końca, rozmowy zamilkły, pisarze wyjechali, uczestnicy wrócili do swoich spraw. Ucichło zamieszanie wokół tegorocznej edycji Festiwalu Conrada. Wracam jednak do niej jeszcze na chwilę, żeby dokonać osobistego i absolutnie subiektywnego podsumowania.

Początek literackiego święta zwiastowało tysiąc kolorowych balonów wypuszczonych w przestworza na krakowskim Rynku w przed-festiwalową niedzielę, 19.10. Świętowaliśmy rocznicę przyznania Krakowowi tytułu Miasta Literatury UNESCO i zachęcaliśmy do wzięcia udziału w Festiwalu. Było pięknie, kolorowo, tłumnie.

Jeszcze tego samego dnia jako pilot przywitałam na dworcu autobusowym Ádáma Bodora i przekonałam się, że po angielsku raczej z nim nie porozmawiam. Powoli, wplatając z trudem wyszukane w pamięci słówka niemieckie, przekazałam mu najważniejsze informacje i odwiozłam go do hotelu. Mimo tej bariery językowej okazał się jednak przemiłym człowiekiem i zupełnie niekłopotliwym podopiecznym. W środę zapakowałam go do autobusu powrotnego do Budapesztu, wciskając mu na drogę krakowskiego obwarzanka. Bo być tu i nie spróbować to grzech (choć ja osobiście ich nie znoszę).

W poniedziałek rozpoczęły się festiwalowe spotkania. Starałam się być wszędzie, wszystko widzieć, wszystko słyszeć, wszędzie pomóc. Nie dało się, oczywiście, ale o tym co zobaczyłam napisałam tutaj, tutaj i tutaj. Prócz spotkań autorskich było też sporo innych okołoliterackich wydarzeń – projekcje filmów na podstawie powieści Paula Austera (z jego wprowadzeniem!) oraz utworów Franza Kafki, koncerty (Tomasz Budzyński, Michał Jacaszek i Mikołaj Trzaska zainspirowani poezją Arthura Rimbauda oraz Kafka Band, zespół Jaroslava Rudiša), spektakl Zamek teatru Thalias Kompagnons z Norymbergi, spacery literackie, warsztaty.

Miałam też przyjemność pomagać przy lekcjach czytania dla licealistów i przy warsztatach dla dzieci w kawiarni likeKonik i obydwoma cyklami jestem zachwycona. Lekcje czytania pokazały mi, że są nastoletni pasjonaci literatury, którzy potrafią o niej dyskutować mądrze i na poziomie. Ja w ich wieku nie byłam w stanie sklecić jednego sensownego zdania na temat książki, którą przeczytałam, tymczasem oni bez trudu podjęli dyskusję i naprawdę wiedzieli, o czym mówią. Krzepiąca świadomość! Obsługa warsztatów dla dzieci była za to wielką frajdą – dzieci były tak urocze, tak pełne energii, tak twórcze i kreatywne, że nie sposób było nie uśmiechnąć się na ich widok. I uśmiechałam się, patrząc jak z zapałem smarują kredkami i flamastrami po papierze i snują swoje nieprawdopodobne historie. A mały Piotruś strzegący zazdrośnie wykonanego przez nas wspólnie rysunku wręcz obudził we mnie uśpione jakoś w ostatnim czasie macierzyńskie instynkty :) Tych z Was, którzy mają już swoje pociechy, zainteresuje może fakt, że likeKonik organizuje cały szereg zajęć dla dzieci także poza Conradem.

Oprócz pilotowania i obsługi wydarzeń byłam też zaangażowana w prace biura prasowego oraz pomoc przy wywiadach, ale ponieważ nie można być w kilku miejscach jednocześnie (niestety!), udało mi się zaliczyć tylko jeden wywiad – z Jacquesem Rancièrem w Hotelu Grand (prawdziwym literackim zagłębiu na czas Festiwalu – gdzie się nie obejrzałam, jakiś znany pisarz!). Więcej na temat wywiadów dowiecie się z relacji Recenzentki, która niemal minutę po minucie opisała swoje festiwalowe dni.

A w temacie relacji i podsumowań – polecam też tekst Klaudii Mucy na portalu pisma Fragile. Klaudia też była wolontariuszką, więc ma informacje z pierwszej ręki :)

Wypada jakoś ładnie zamknąć ten festiwalowy wątek, więc zamknę go podziękowaniami. Nie będę nikogo wymieniać z nazwiska, ale mam nadzieję że ci, którzy powinni, przeczytają i będą wiedzieć, że o nich chodzi. Dziękuję za cudowną atmosferę, za rozmowy, za uśmiechy, za braterstwo czytelniczych – i nie tylko – doświadczeń. To był jeden z najbardziej męczących (ciągle jeszcze dochodzę do siebie!), ale i najfajniejszych tygodni w moim życiu.

Też uczestniczyliście w Festiwalu? Utkwiło Wam w pamięci coś szczególnego? Zachęcam do podzielenia się, nie tylko u mnie – organizatorzy ogłosili mały konkurs. Wystarczy spisać swoje wspomnienie z tegorocznego Conrad Festival i wysłać je do środy 5.11 na adres jsokolowski@biurofestiwalowe.pl. Dla autorów najciekawszych wypowiedzi przygotowano nagrody! Zachęcam, zapraszam i życzę powodzenia.

Fot. federico novaro / Foter.com / CC BY-NC-SA

9 komentarzy:

  1. Dziekuje za swietne relacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie :)

      Usuń
  2. Przeczytałam z uśmiechem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z uśmiechem pisałam, cieszę się, że okazał się zaraźliwy :)

      Usuń
  3. ale jak to nie lubisz obwarzanków? ;) Ech...też uwielbiam takie imprezy, mogę latać od rana do wieczora i po festiwalu paść na twarz,ale jaka szczęśliwa to będzie twarz! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że będę się z tego musiała gęsto tłumaczyć :) No nie lubię, nie smakują mi, suche toto i twarde jak podeszwa, choć ostatnio zostałam uświadomiona, że po prostu musiałam korzystać z niewłaściwych obwarzankowych źródeł. Ponoć tych prawdziwych krakowskich nie da się nie lubić, trzeba je tylko znaleźć. Może więc przełamię niechęć i jeszcze poszukam.

      Dokładnie tak jak piszesz, po Conradzie padłam na bardzo szczęśliwą twarz :) Oby więcej takiego padania!

      Usuń
  4. Ciekawa relacja. Szkoda, że mnie tam nie było :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach, dodatkowo zapraszam cię do zabawy. Nominowałem cię do Liebster Blog Award. :)
    http://malyerror.blogspot.com/2014/11/liebster-blog-award.html
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Postaram się odpowiedzieć jak tylko trochę się u mnie uspokoi, ten tydzień mam jeszcze szalony. Też pozdrawiam :)

      Usuń