niedziela, 21 lutego 2016

Spotkanie z Aleksandrem Kaczorowskim – 19.02.2016

Jak jest obecnie postrzegany Bohumil Hrabal? Czy dzisiejsi młodzi czytelnicy widzą go już tylko jako obciachowego dziadka od ckliwych historyjek? Takim właśnie pytaniem Szymon Kloska otworzył piątkowe spotkanie z Aleksandrem Kaczorowskim.

Autor nie odpowiedział wprost. Zaczął za to mówić o początkach swojej własnej fascynacji Hrabalem, przez co poczułam się, jak gdyby czytał w moich myślach – był to bowiem właśnie temat, który najbardziej mniej interesował.

Był wtedy studentem socjologii, to była końcówka lat 80. Pamięta dokładnie moment, gdy jechał kolejką WDK czytając pewien tekst krytyczny o Hrabalu i postanowił dowiedzieć się, co to za pisarz. Sięgnął więc po Przerwy w przekładzie Piotra Godlewskiego, później po opublikowane w „Literaturze na świecie” fragmenty Obsługiwałem angielskiego króla w tłumaczeniu Franciszka Bielaszewskiego, i… już wiedział, że jedyne co chce w życiu robić to czytać i przekładać Hrabala. Był tylko jeden problem – nie znał czeskiego.

Potrwało jednak jeszcze kilka lat, nim się go nauczył. Znudził się socjologią, wyjechał na pewien czas za granicę, w końcu jednak wrócił i postanowił skupić się na tym, co najbardziej go interesuje. Po rozpoczęciu studiów slawistycznych bardzo szybko zabrał się do tłumaczenia, bowiem – z uśmiechem zacytował Hrabala – „w wieku 20 lat każdy jest genialny” i „otacza go szczelny dzwon nieświadomości”. Tą pierwszą książką, po którą sięgnął jako tłumacz – głównie dlatego, że sam bardzo chciał ją przeczytać – były Kličky na kapesníku, czyli wywiad-rzeka Drybling Hidegkutiego. (Naprawdę nie dziwię się, że właśnie ta – z każdym kolejnym powrotem, a ostatnio tych powrotów jest sporo, coraz bardziej mnie zachwyca; jaka to wspaniała kopalnia wiedzy o Hrabalu!).

Wydanie tej książki okazało się jednak problematyczne, w tym czasie bowiem Hrabal był już uważany za pisarza przebrzmiałego. Paradoksalnie powrócił po swojej śmierci – tajemniczy upadek z okna praskiego szpitala na nowo ożywił uśpione zainteresowanie czeskim pisarzem. W przywróceniu Hrabala do świadomości polskich czytelników pomogli wówczas również nasi rodzimi twórcy, Andrzej Stasiuk i Paweł Huelle, którzy przysłużyli mu się swoimi entuzjastycznymi tekstami (w przypadku drugiego z autorów hołd dla Hrabala rozrósł się do rozmiarów książki i tak powstał Mercedes-Benz).

Ponieważ głównym powodem spotkania było oczywiście wydanie Słodkiej apokalipsy, prowadzący spytał, czym właściwie różni się ta publikacja od wydanej kilkanaście lat temu Gry w życie. Autor odparł, że Gra była pisana niedługo po śmierci Hrabala i miała być rodzajem pożegnania, ta historia wymagała jednak dopracowania i pogłębienia, chciał w większym stopniu wpisać pisarza i jego losy w czeski kontekst historyczny i polityczny. Skupił się przy tym na swoim ulubionym okresie życia Hrabala – latach 50., czyli właściwym momencie jego pisarskich narodzin.

Kloska pociągnął temat, pytając o periodyzację twórczości Hrabala, wyraźnie widoczną w Słodkiej apokalipsie. Kaczorowski potwierdził, że rzeczywiście można bez problemu wyróżnić pewne etapy w rozwoju pisarskim tego autora, i dodał, że świetnie dostosowali się do tego jego polscy tłumacze – każdy z nich skupił się na jednej fazie lub jednym nurcie w dorobku twórczym Hrabala. Andrzej Czcibor-Piotrowski przełożył utwory, w których pisarz powracał do swojego dzieciństwa, czyli trylogię nymburską i Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych, Piotr Godlewski stał się specjalistą od tych „zakazanych” tekstów, jak Zbyt głośna samotność czy Wesela w domu, a z kolei Józef Waczków skupił się na najwcześniejszych dziełach autora, z lat 40. i początku 50., czyli czasów jego fascynacji surrealizmem.

Kaczorowski podkreślił też, że Hrabal miał wiele różnych pisarskich twarzy. Potrafił pisać zarówno subtelnie, jak i wulgarnie (co widać choćby w dwóch wersjach jego opowieści z dzieciństwa – łagodnej Takiej pięknej żałobie i mniej już cenzuralnym Miasteczku, w którym czas się zatrzymał), ale w każdym rejestrze radzi sobie doskonale. Do tego ma niesamowitą zdolność utożsamiania się z bohaterami swoich powieści, a także adaptowania na swoje potrzeby ulubionych utworów innych pisarzy – i tak w Żałobie czuć bardzo silny wpływ Babla i Schulza, a z kolei Czuły barbarzyńca to, cytując Piotra Bratkowskiego, „książka Jacka Kerouaca napisana przez Bohumila Hrabala”.

Istotny jest również fakt, że Hrabal zawsze trochę balansował na pograniczu poezji i prozy. Zaczynał jako poeta i za poetę zawsze się uważał, ale gdy Jiří Kolář orzekł, że powinien skupić się na prozie, poszedł za jego radą. To były lata 50., sprowadził się właśnie na Libeń, do dawnej kuźni przy ulicy Na Grobli, a jego dom stał się miejscem spotkań lokalnych artystów, dziwaków, Cyganów i prostytutek. Obserwacji i doświadczeń nie brakowało, zaczął więc przetwarzać je na swoje opowiadania o pabitelach, w których zasadniczą rolę grały dialogi, ponieważ to one były najmniej zafałszowane – a w czasach głębokiego stalinizmu wszystko co autentyczne było na wagę złota. Szybko stał się autorem chętnie czytanym i rozpoznawanym.


W latach 70., kiedy powstały m.in. Postrzyżyny, Hrabal zaczyna w swoich utworach wracać do przeszłości. Trylogia Městečko u vody to nostalgiczne wspomnienie utraconego świata Europy Środkowej – i w tym sensie bardzo blisko jej do Sklepów cynamonowych Schulza. Ostatnie natomiast teksty Hrabala to już przykład całkowitego odrzucenia form literackich, a zarazem nagromadzenie tajemnic, różne warianty tych samych historii, duże pole do interpretacji i nasuwające się pytanie „Ilu było Hrabalów?”.

Zdaniem Kaczorowskiego twórczość tego pisarza to przykład niesamowitego pisarskiego rozwoju – nigdy się nie uwsteczniał, stale wymyślał dla siebie nowe formy wyrazu, a w każdej z nich był genialny.

Kim jest właściwie Hrabal dla autora Słodkiej apokalipsy? „Kimś między Janem Pawłem II a Mistrzem Yodą. Mistrzem duchowym!”. Bo silnie inspirował się filozofią Wschodu, a choć nie wierzył w Boga osobowego, pierwiastek duchowy i etyka są silnie obecne w jego prozie. Do tego stopnia, że – jak wspomina Kaczorowski – na pewnej dyskusji w Ołomuńcu Andrzej Stasiuk upierał się, ku zaskoczeniu rozmówców, że Hrabal był pisarzem religijnym, i to w dodatku katolickim. To dobra intuicja, ponieważ cała jego twórczość jest, posługując się tytułem jednego z utworów, rodzajem Schizofrenicznej ewangelii, Dobrej Nowiny. Mnie natomiast przyszedł w tym momencie do głowy Jakub Deml, ksiądz katolicki, którego dzieła (m.in. Zapomniane światło wydane po polsku przez Czarne) również były dla Hrabala ważnym źródłem inspiracji. Wyraźnie widać to choćby w niektórych opowiadaniach z tomu Święto przebiśniegu.

Co za tym idzie – Hrabal reprezentuje w swoich opowiadaniach ciepłe spojrzenie na rzeczywistość, inaczej niż na przykład Hašek, którego proza przesiąknięta jest szyderstwem i nienawiścią do świata. W utworach Hrabala właściwie nie ma złych ludzi, zgodnie bowiem ze słynnym powiedzeniem stryja Pepina – „Ten świat jest piękny do obłędu. Nie, żeby taki był, ale ja go takim widzę” – jeśli nie chce czegoś widzieć, nie widzi tego. Pepin tworzy sobie zupełnie nowy świat, do którego ucieka przed szarą rzeczywistością, i podobnie czyni Hrabal w swojej twórczości. Nie odcina się jednak całkowicie od tego co złe i brutalne – autor Słodkiej apokalipsy przypomina tu motyw worka z odciętymi uszami niemieckich żołnierzy, który pojawia się w Weselach w domu (i który zgodnie z tym mechanizmem sama musiałam chyba wyrzucić ze świadomości, bo zupełnie go nie pamiętam!).

Na koniec poruszona została kwestia kobiet Hrabala, zdaniem Kaczorowskiego – najbardziej zafałszowany temat jego twórczości. Choć bowiem pisarz bardzo swobodnie i otwarcie wykorzystywał w swoich dziełach wątki z własnej biografii, w przypadku relacji z kobietami świetnie się kamuflował. A ponieważ w przeciwieństwie do kochanek Havla jego wybranki były bardzo dyskretne, temat do dziś pozostaje osnuty tajemnicą.

Na własną rękę można oczywiście doszukiwać się aluzji w jego utworach. Kaczorowski podzielił się między innymi swoimi spostrzeżeniami po lekturze późnych tekstów Hrabala, gdzie pojawia się postać Violi Fischerovej, z którą pisarz miał niegdyś romans. Czy w tych wzmiankach można się doszukiwać zazdrości i żalu (Fischerová wyemigrowała i poślubiła innego czeskiego pisarza, Karla Michala)? Prawdopodobnie w twórczości Hrabala, zwłaszcza tej późnej, jest jeszcze wiele kontekstów, które dopiero czekają na odkrycie...


***
Spotkanie odbyło się 19.02.2016 w Bibliotece Jagiellońskiej.

Jako uzupełnienie polecam jeszcze krótki (w przeciwieństwie do mojej relacji) acz treściwy wywiad Łukasza Grzesiczaka z Aleksandrem Kaczorowskim, poświęcony Słodkiej apokalipsie oraz postrzeganiu Hrabala przez współczesnych czytelników.

4 komentarze:

  1. Baaardzo dziękuję za relację, poczułam się jakbym była na spotkaniu. Dużo fajnych tropów mi podsunęłaś. Strasznie lubię, gdy spisujesz swoje wrażenia z takich spotkań :) I wcale nie są za długie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę fajne, ciekawe spotkanie. Nie jakieś tłuczenie w kółko oczywistości, ale właśnie takie dociekanie, różne hrabalowskie smaczki, interesujące tropy, tak jak piszesz. Dlatego z chęcią się tym dzielę :). Dzięki za miłe słowo, zawsze mam wrażenie, że za bardzo się wczuwam w rolę protokolantki i strasznie przynudzam, ale skoro piszesz że nie, to kilka punkcików do pewności siebie ;).

      Usuń
  2. Jak mi się to, Naiuś, cudownie czytało, Dziękuję. Aż mi się cytat ze "Zbyt głośnej samotności" przypomniał:
    "Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych." (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiał w tym chyba w takim razie Mistrz maczać palce :). Ale żeby aż tak, jak hrabalowski cukierek! Cieszę się :).

      Usuń