środa, 12 sierpnia 2015

Bawimy się!

Jak wszyscy wiecie, nie jestem zbyt szybka. Wiecznie sto tysięcy planów, sto tysięcy książek do przeczytania, sto tysięcy pomysłów na teksty, ale z niczym nie nadążam. Mam więc nadzieję, że tych, którzy byli tak mili i w ciągu ostatnich miesięcy zaprosili mnie do swoich blogowych zabaw, nie rozgniewa ani nie zdziwi fakt, że odpowiadam dopiero teraz, hurtowo. Ale odpowiadam, bo choć klasyczny ze mnie powolniak, doceniam gest i chętnie podejmuję umysłową gimnastykę, którą wymuszają zwykle tego typu zabawy.

Zacznę od zaproszenia od Kolorowej Kratki. Spore to dla mnie wyzwanie, bo trochę jestem anachroniczna i nie do końca rozumiem, o co chodzi w tych wszystkich tagach, ale spróbujmy, co mi szkodzi. Jeśli dobrze rozumuję – do disneyowskich postaci dopasować mam przykłady z literatury.

1. Roszpunka, czyli bohater, który jest optymistą, ma wielkie marzenie.
Lucjan ze Straconych złudzeń. Choć to marzenie okazuje się jego zgubą.

2. Bella, czyli bohater, który lubi czytać.
Holden Caulfield z Buszującego w zbożu. Wiem, że nie z tego jest akurat najbardziej znany, potomni zapamiętają go zapewne jako „tego chłopaka, który zamówił prostytutkę”, ale naprawdę lubił czytać. I mówił tak: „Dopiero wtedy wiem, że mnie książka naprawdę zachwyciła, jeżeli po przeczytaniu myślę o jej autorze, że chciałbym z nim się przyjaźnić i móc po prostu telefonować do niego, ile razy przyjdzie mi ochota”. A ja chciałabym się przyjaźnić z Holdenem Caulfieldem.

3. Merida, czyli bohater, który posługuje się łukiem.
Zuzanna Pevensie z Opowieści z Narnii. Bo lubię Narnię.

4. Ariel, czyli bohater z czerwonymi/rudymi włosami.
Sierva Maria z O miłości i innych demonach, mojej ulubionej książki Márqueza.

Rip van Winkle – facet, który dosłownie
przespał swoje życie. Mój typ
Śpiącej Królewny.
5. Tiana, czyli bohater, który lubi gotować.
Mam problem! Może Babette z Uczty Babette Karen Blixen?

6. Elsa, czyli bohater z magiczną mocą.
Surmena z Bogiń z Žítkovej Tučkovej. I wszystkie inne boginie.

7. Anna, czyli bohater, który ma zaginione rodzeństwo.
Nie pamiętam takiego, więc proponuję inne nietypowe rodzeństwo – Emmę z powieści Emma i ja Elizabeth Flock. Przeczytajcie, a dowiecie się, czemu nietypowe.

8. Kopciuszek, czyli bohater, który jest pomiatany przez innych.
Jan Dzieciątko z Obsługiwałem angielskiego króla. I niestety te szykany popchnęły go w niezdrowym kierunku.

9. Aurora, czyli bohater, który lubi spać.
Tak do końca to od tej Aurory nie zależało, więc rzucę na podobnej zasadzie – Rip van Winkle z opowiadania Washingtona Irvinga. W końcu przespał całe 20 lat!

10. Mulan, czyli bohater, który oszukuje wszystkich wokół.
Milady de Winter z Trzech muszkieterów Dumasa ojca.

Na drugi ogień pójdą pytania od Oli z Kajeciku Czytelnika:

1. Twoja ulubiona seria lub trylogia? (pytanie nr 7 brzmi podobnie – „Ulubiona seria książkowa I dlaczego?” – więc odpowiadam też tu)

Myślę i myślę, i wychodzi na to, że od dawna już nie czytam seriami. Gdybym miała coś koniecznie wymyślić, to podałabym pewnie którąś z serii czytanych jeszcze jako nastolatka – Anię Shirley albo Jeżycjadę. Dlaczego? Bo dzięki nim dorastanie było choć trochę łatwiejsze :).

2. Czy masz jakieś czytelnicze nawyki?

Chyba nic specjalnego. Muszę mieć przede wszystkim dwie rzeczy – ciszę i ołówek. Bez zaznaczania fragmentów czytanie nie ma dla mnie sensu.

Jedyna, która mnie pokonała.
3. Czy przerwałaś jakąś książkę w połowie i dlaczego?

Tak, kilka razy zdarzyło mi się, że książka była świetna, ale wymagająca skupienia i czasu, a ja akurat byłam mocno zajęta albo po prostu musiałam ją już zwrócić do biblioteki. Zawsze robiłam to w wielkich bólach. Tak miałam m.in. z Boską komedią, Pragą magiczną Rippelino czy Muzeum porzuconych sekretów Oksany Zabużko. Z książek, które porzuciłam bo mi się nie podobały pamiętam tylko jedną, i nie dotrwałam w tym wypadku do połowy, tylko do jakiejś dwudziestej strony. To było Nostromo Conrada. Nie wiem czemu, po prostu mi Conrad nie podchodzi i tyle.

4. Najgorsza książka, którą czytałaś?

Nie pamiętam. Raczej dobieram sobie książki z namysłem, rzeczy, które pachną gniotem omijam szerokim łukiem, a jeśli już zdarzy mi się trafić na jakiś zbuk, to szybko wyrzucam go z pamięci :).

5. Jaka jest twoja ulubiona szkolna lektura?

Z tych, których nie omawialiśmy, ale czytałam na własną rękę – Sklepy cynamonowe Schulza. A z tych przerabianych – Granica Nałkowskiej albo Przedwiośnie Żeromskiego.

6. Kto jest twoim ulubionym bohaterem i dlaczego?

Powtórzę się – Holden Caulfield. Dlaczego – tu wyjaśnienie :).

8. Czy była książka, której zakończenie ktoś Ci zdradził?

Nie przypominam sobie, ale nie płakałabym z tego powodu – nie przejmuję się spoilerami. Pamiętam natomiast, jak ja pewnego razu beztrosko zdradziłam komuś pewien istotny szczegół fabularny, i do dziś pamiętam wyraz twarzy tej osoby. Od tej pory się pilnuję.

9. Czy lubisz czytać na świeżym powietrzu i gdzie najczęściej czytasz?

Lubię, nawet bardzo. Gdybym miała ogród, czytałabym w ogrodzie, gdybym miała balkon, czytałabym na balkonie, a tak... zostaje mi park :).

10. Jakbyś miała możliwość udać się w miejsce z książki, by je zwiedzić. Jakie to by było miejsce?

Browar w Nymburku, ale nie ten obecny, bo ten widziałam, ale taki, jakim był w latach 20. ubiegłego wieku, kiedy pałętał się tam mały Hrabal.

11. Top 10 ulubionych książek?

Taka piękna żałoba Hrabala, Do latarni morskiej Woolf, Upojenie Mansfield, Buszujący w zbożu Salingera, Gargantua i Pantagruel Rabelais'go, City Baricco, Sklepy cynamonowe Schulza, Prawiek i inne czasy Tokarczuk, Śmierć pięknych saren Pavla, Białe noce Dostojewskiego. (A jakby się tam na wcisk jeszcze jedna zmieściła, to Najpiękniejsza dziewczyna w mieście Bukowskiego).

Kolejny etap to pytania od Pyzy Wędrowniczki, które zafundowały mi najcięższą mózgową gimnastykę.

1. Czy pamiętacie taki moment przy czytaniu książki, że przepełniała Was ochota, by wysłać autorowi niemiły anonim za rozwiązanie jakiegoś wątku albo zwrot w fabule?

Czułam coś podobnego czytając Burzliwe lato Jeanne Bourin, kontynuację Sekretów kobiet złotnika. Niemiły anonim to może nie (zwłaszcza że autorka już nie żyje), ale mocno mnie rozczarowała. Już w samej końcówce tak pokierowała bohaterami, że przekreśliła całą tę piękną i porywającą wizję miłości, którą konsekwentnie budowała w Kobietach złotnika. I mój mały świat legł w gruzach!

2. Czy zdarzyło się Wam, że ktoś zdradził Wam zakończenie albo istotny moment w fabule książki, która niesamowicie Was wciągnęła? Jaka była Wasza reakcja?

Patrz odpowiedź na pyt. 8 u Oli z Kajeciku :). Nie, na szczęście element zaskoczenia nie jest dla mnie tak ważny (no chyba że w grę wchodzi kryminał, ale tych z reguły nie czytam).

Vivien Leigh jako Scarlett O'Hara. 1939 r.
3. Czy była w Waszym czytelniczym doświadczeniu taka sytuacja, że któryś z bohaterów książki tak Was denerwował, że porzuciliście powieść bez kończenia jej?

Nie, aż tak to nigdy. Ale jest jedna bohaterka, która doprowadzała mnie do szewskiej pasji – Scarlett O'Hara. Nie zmienia to faktu, że Przeminęło z wiatrem uważam za doskonałą powieść.

4. Macie szansę poprosić autora (każdego, nawet nieżyjącego) o dopisanie kontynuacji jednej powieści. Kogo i o kontynuację jakiej powieści byście poprosili?

Gdybym miała taką możliwość, to przywróciłabym do życia Gogola i kazałabym mu skończyć Martwe dusze. Uwielbiam tę książkę i bardzo chciałabym się dowiedzieć, co dalej z Cziczikowem.

5. Czy są tacy bohaterowie w dwóch różnych powieściach, co do których uważacie, że byliby dla siebie stworzeni, gdyby tylko zamieszkiwali jedno książkowe uniwersum?

Stworzeni dla siebie – nie wiem, ale chodzi mi po głowie taki eksperyment – skonfrontować Chinaskiego z którymś z zachwyconych szaleńców Hrabala. Ciekawa jestem, jak długo wytrzymałby hrabalowski poczciwiec, bo że nie miałby w tym starciu większych szans – to oczywiste. Ohyda życia zawsze się przebije, co zresztą widać w ostatnich utworach Hrabala i w jego smutnym końcu.

Owieczka z Wełniastego Podejścia do Literatury postanowiła zmusić mnie do gdybania i wykorzystała w tym celu pewną figlarną wróżkę. Oto co mnie spotkało:

1. Budzisz się rano. W fotelu pod oknem siedzi znudzona czekaniem, aż się łaskawie obudzisz wróżka, która oferuje Ci jedną niezwykłą moc. Ty wybierasz jaką.

Zdecydowanie niewidzialność. Bo mogłabym wreszcie zacząć być wśród ludzi i słuchać ich bez tej kuli u nogi w postaci mojego nieporadnego jestestwa i tłukącego się po głowie pytania „Co oni pomyślą?”. Podsłuchiwałabym, obserwowałabym, kolekcjonowałabym opowieści, a potem zebrałabym je we własnej książce. Byłoby pięknie!

2. Budzisz się kolejnego dnia. Noc już co prawda się skończyła, ale wróżka nadal tkwi w fotelu. Tym razem przenosi Cię na jeden dzień do świata dowolnej powieści. Gdzie zatem spędzisz ten dzień?

Na pewno pierwszą myślą byłby hrabalowski Nymburk, ale gdyby okazało się na przykład, że wróżka jest już zmęczona tym całym czechofilstwem i buntowniczo odmawia przeniesienia mnie do świata Hrabala, to wybrałabym tę nadmorską wioskę w Kornwalii uwiecznioną przez Virginię Woolf w Do latarni morskiej. Chciałabym spędzić ten jeden dzień z cudowną panią Ramsay, jej rodziną i przyjaciółmi.

3. Trzeciego dnia fotel nadal okupuje wróżka. Jest złośliwa, dlatego nie tłumacząc Ci zupełnie nic, przemienia Cię w zwierzę, o którym pomyślałaś/eś. W czyjej skórze spędzisz ten dzień i jak to wykorzystasz?

To ja wybieram leniwca. I przez cały dzień nie robię nic. Chciałabym mieć jego luz i dystans przynajmniej na te kilka godzin!

4. Dzień czwarty – fochy wróżce przeszły i daje Ci wybór. Możesz wybrać się na kawę z dowolnie wybranym pisarzem. Z kim spędzisz dzień?

Ponieważ straszna ze mnie boidupka i nie należę do osób, które swoim urokiem raz dwa przełamują towarzyskie lody, wybieram Etgara Kereta. Bo jest tak przemiłym i przyjaznym człowiekiem, że nie wymaga żadnego przełamywania lodów. Jestem pewna, że spędzilibyśmy razem cudowny dzień!

5. Piątego dnia budzisz się, a fotel jest pusty. Wróżka zniknęła. Na fotelu został tylko kłębek wełny. Odczuwasz ulgę, czy żal, że już jej nie ma?

Żal, wielki żal! Niewidzialność, dzień z panią Ramsay a potem z Keretem, dwadzieścia cztery słodkie, bezczynne godziny w skórze leniwca – po rękach bym ją całowała! Niech wpadnie jeszcze kiedyś :).

I wreszcie pytania od Żabki z Kącika literackiego:

1. Cudem przeżyłaś katastrofę samolotu i wylądowałaś sama na bezludnej wyspie. Masz tylko kuferek pełen książek, bo pakując się na wakacje nie potrzebowałaś nic innego. Jak je wykorzystasz, żeby przetrwać?

Wypadałoby pewnie wymyślić coś praktycznego, na przykład ułożyć z nich na plaży wielki napis „Help” albo (o zgrozo!) rozpalić przynajmniej jakieś wielkie ognisko, ale znając mnie uznałabym, że i tak to nie ma sensu i prędzej czy później zginę marnie, więc wykorzystałabym je po prostu do uprzyjemnienia sobie ostatnich chwil życia. Mam nadzieję, że jeśli taka chwila kiedyś nadejdzie, to będę mieć ze sobą W poszukiwaniu straconego czasu Prousta.

2. Dalej tkwisz na bezludnej wyspie. Którą postać z książki chciałabyś widzieć u swojego boku?

Znów będę monotematyczna, ale Holdena Caulfielda. Razem odpoczęlibyśmy od ludzi i jestem pewna że zagadalibyśmy się tak, że zapomnielibyśmy o naszej pożałowania godnej sytuacji.

Love!
3. Zamiast Twojego ulubionego bohatera literackiego pojawia się pisarz. A nawet dwóch: Kerouac i Bukowski. I mówią Ci, że musisz wybrać tylko jednego z nich. Kogo byś wybrała i dlaczego?

Bukowskiego, bo go kocham. A Kerouaca tylko lubię.

4. Znudziło Ci się siedzenie i słuchanie jakiegoś Kerouaca, tudzież innego Bukowskiego. Postanawiasz zwiedzić wyspę, która (jak się okazuje) wcale nie jest taka bezludna. W tropikalnym lesie znajdujesz domek z książki. Zatrzymujesz się, żeby poczytać, ale historia tak Cię wciąga, że nie możesz się oderwać, aby pójść dalej. Z domku wychodzi Baba Jaga. Co robisz? Uciekasz szybko i daleko, czy zostajesz, żeby skończyć czytać opowieść?

Zostaję i spokojnie sobie czytam. W końcu i tak już jestem półżywa na tej wyspie, więc co może się mi stać? W najgorszym wypadku utuczy mnie i zje. A do tego czasu naczytam się w tym domku za wszystkie czasy!

5. Okazuje się, że Baba Jaga to teraz miła, starsza kobieta. Jaś i Małgosia dali jej w kość, dlatego chce dla Ciebie zrobić coś miłego, żeby „odkupić winy”. Może Cię przenieść z tej wyspy do miasta/kraju Twojego ulubionego pisarza. Jakie miejsca chciałabyś koniecznie zobaczyć?

Dobrze więc, że nie uciekłam :). Pędzę w takim razie do Kornwalii Virginii Woolf albo do Drohobycza Schulza. W jakieś urocze, spokojne, słoneczne miejsce, bo słońca i spokoju nigdy dosyć! Nawet po pobycie na bezludnej wyspie.

Aż się rozmarzyłam! Tu Bukowski, tam Kerouac, tu Kornwalia, tam Nymburk, tu Keret, tam Holden Caulfield... I jeszcze ten leniwiec. Naprawdę nie wiem, co najlepsze!

Dziękuję Wam wszystkim za te słodkie chwile, które spędziłam wymyślając odpowiedzi na Wasze pytania. I polecam się na przyszłość, bo to nie tylko trening dla mózgu i wyobraźni, ale i literacki balsam na duszę.

Fotografie:
[1] dixieroadrush / Foter.com / CC BY-NC-SA
[2] chlononymus / Foter.com / CC BY
[3] Ilustracja N. C. Wyetha / freeparking :-| / Foter.com / CC BY
[4] ciekawy-kajecik-czytelnika.blogspot.com   
[5] Andy Field (Field Office) / Foter.com / CC BY-NC-SA
[6] pierogipruskie.blogspot.com
[7] Kadr z filmu Przeminęło z wiatrem (reż. Victor Fleming) z roku 1939 / Wikimedia Commons
[8] www.owcazksiazka.pl
[9] jbeau / Foter.com / CC BY-NC-SA
[10] kacik-literacki.blogspot.com
[11] - 404 Not Found - / Foter.com / CC BY-NC-ND

33 komentarze:

  1. Wszystkie odpowiedzi przezacne, a i kilka książek sobie wynotowałam do kajecika :).

    Tak się jeszcze hrabalistycznie pozastanawiam (jeśli można): mówisz, że Dzieciątko był pomiatany i przez to wylądował tam, gdzie wylądował? Bo on z tego pomiatania czerpał przecież korzyści -- z tego, że był tylko chłopcem sprzedającym parówki, co nie nadążał z wydawaniem reszty, biednym nierozumiejącym sytuacji mężem niemieckiej żony, milionerem w 1948 i tak dalej.

    No i tak się jeszcze zastanawiam: myślę, że ci hrabalowscy poczciwcy mają strasznie grubą skórę, wytrzymaliby spokojnie ;). Bo to są pięknoduchy tylko po wierzchu -- przecież okazuje się, że nawet profesor filozofii przetrzyma kladeńską hutę, a żona prezesa może pracować w skupie makulatury. Przy czym nie wiem, mam z tymi ostatnimi prozami problem o tyle, że one faktycznie walczą z opisem tego nowego świata po rewolucji, ale nie wiem, czy obrazują ohydę życia. Raczej po prostu chce w nich Hrabal dopracować się do nowego języka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. Za książki ręczę, w razie ewentualnych reklamacji proszę się zgłaszać do mnie, ale mam nadzieję, że takowych nie będzie :).

      Oczywiście że zastanawiać się można, a nawet chętnie się do tych rozmyślań przyłączę! Z Dzieciątkiem ja to widzę tak – ponieważ nim pomiatano, zawziął się i postanowił się wybić. A że był sprytny, to z tej swojej nie do pozazdroszczenia sytuacji zrobił trampolinę do sukcesu. Nieuczciwie sobie dorabiał, bo wierzył, że kto ma pieniądze, tego poważają, spiknął się z Niemką, bo mu schlebiała, a do tego w czasie okupacji zyskał dzięki temu podszyty strachem szacunek. Rozgoryczony tym dawnym traktowaniem, wpadł w obsesję udowodnienia swojej wielkości, co mu oczywiście zupełnie nie wyszło.

      Jak dla mnie te ostatnie utwory Hrabala są szczere, widzę w nich nie tylko rozczarowanie nową, porewolucyjną rzeczywistością, ale i rozgoryczenie życiem w ogóle. Po prostu starego, osamotnionego człowieka zmęczonego już tym wszystkim, z czym się musi każdego dnia mierzyć. Bo ta strategia świata pięknego do obłędu to przecież świadome oszustwo, makieta, której po tych wszystkich latach nie jest już w stanie utrzymać. Masz rację, że ten ich stoicyzm i hart ducha są ogromne, tylko obawiam się, że nie nieskończone i dla każdego istnieje jakaś granica, za którą sens już się wymyka. A wtedy zostaje już tylko Bukowski z jego nagą rzeczywistością.

      Usuń
    2. Zgadzam się, ale mam też wrażenie, że niektóre jego ruchy były zupełnie pod prąd kalkulacji -- czy może raczej: zgodne z duchem jednej, ale przeciw drugiej. To małżeństwo chociażby -- zawarte na zasadzie "wreszcie znalazła się piękna kobieta, która mnie podziwia", ale przeciw "kurczę, idzie trzydziesty ósmy". I w tym sensie Dziecię jest na raz ofiarą i katem, stoi po obu stronach, bo po prostu zbyt jednostronnie myśli, więc może być i kolaborantem, i kimś, kto traci na dojściu komunistów do władzy.

      Ta makieta rozsypuje się już wcześniej, tak na wysokości "Wesel w domu" mam wrażenie. Bo to tam widać, że strategia Hrabala się zaczyna sypać, podczas gdy ta twardo stąpająca po ziemi Eliška dużo lepiej sobie radzi -- przejmując niektóre z jego spojrzeń na rzeczywistość, ale nie całość, bo to nie jest wyłączna droga. Dlatego ostatecznie chyba to jest niezłe podejście, ale przy stonowaniu ;).

      Usuń
    3. Nie myślał perspektywicznie :). No tak, sporo w tych jego działaniach kalkulacji, ale sporo też emocji, i dlatego wydaje mi się, że zgubiła go ta jego obsesja wielkości, w którą wpędził go jego niski status społeczny.

      Wiesz, pewnie masz rację z tymi „Weselami”, choć jakoś mało już z nich pamiętam i jest to zdecydowanie ta książka Hrabala, która wymaga u mnie odświeżenia. Bo większość czytałam albo na tyle niedawno, że znalazły się już na blogu, albo odświeżałam je w zeszłym roku, a akurat „Wesela” się nie załapały. A to taka piękna książka przecież jest. Muszę koniecznie przeczytać jeszcze raz, i zwrócę wtedy uwagę na to, o czym piszesz. Ale ma to sens, że warto patrzeć na świat przez różowe okulary, ale cały czas twardo stojąc przynajmniej jedną nogą na ziemi.

      Usuń
    4. Koniecznie, koniecznie :)! Bo Eliška Hrabalowi wyszła jak mało która postać (bije nawet matkę, właśnie przez to łączenie świata tu i teraz z tym, tej żałoby, którą trzeba przepracować, a nie tylko powiedzieć sobie, że nie warto się przejmować, takiego zdroworozsądkowego podejścia z uczeniem się marzeń). A poza tym "Wesela..." to jest piękna historia miłosna równa "Postrzyżynom" według mnie :).

      Usuń
    5. Swoją drogą wierzę, że Hrabal miał, jak czasem pisał, duszę kobiety, bo to z jakim zrozumieniem i przenikliwością buduje kobiece portrety, to jest rzecz niezwykła! Wrócę do „Wesel” na pewno, tylko na najbliższe miesiące jestem niestety zabukowana, teraz nadrabiam czeskie zaległości przed Sopotem, potem będę czytać zawzięcie lekturki przed Conradem, potem ta nasza akcja z wykładami Nabokova (możemy to zrobić po Conradzie, czyli przełom października-listopada? bo wcześniej chyba nie dam rady...), więc na tę powtórkę znajdę pewnie czas dopiero gdzieś w przyszłym roku.

      Usuń
    6. I u Hrabala da się znaleźć niestety fragmenty, które mrożą krew w żyłach (to jak Vladimír traktuje swoją matkę w "Czułym barbarzyńcy", a jednocześnie jest portretowany jako postać ze wszech miar pozytywna, jest przerażające). (Tak, zawsze muszę znaleźć dziurę w całym, taka moja uroda ;)).

      Może być nawet listopad-grudzień, jeśli będzie Ci wygodniej, zanim skończę Lema, jeszcze minie trochę czasu, więc nigdzie mi się nie śpieszy :). A patrząc na objętość niektórych lektur z Nabokovskich wykładów, to może być dość długa akcja :D.

      Usuń
    7. He he, zauważyłam, że lubisz znajdować coś na przekór :). Ale to dobrze, bo jak tak wszyscy sobie nawzajem potakują to szybko robi się nudno. I nic z tego nie wynika.

      Okej, w takim razie listopad! Fakt, jest tam trochę cegieł („Ulisses”!) i jak znam życie to będziesz musiała mi dawać fory, jeśli chodzi o tempo czytania, ale już się doczekać nie mogę! Aż mnie nosi :).

      Usuń
    8. No nie wiem, obie będziemy chyba musiały sobie nawzajem dawać fory, bo faktycznie "Ulisses" i "Samotnia" mogą być wyczerpujące ;). O "Samotni" wstępnie rozmawiałyśmy też z Tarniną do Pikników z Klasyką, ale możemy się zastanowić, kiedy i jak to czytać, żeby potem wspólnie móc o tej książce pogadać (i z Nabokovem, oczywiście), no i generalnie, co i w jakiej kolejności czytać -- jak będziesz mieć chwilę i będziesz chciała posnuć książkowe plany, to się zgadamy ;).

      Usuń
    9. Pewnie, pewnie! Jestem otwarta na wszelkie propozycje :).

      Usuń
  2. Jejku! Ale się uśmiałam, zwłaszcza pod koniec. I przede wszystkim dlatego, że wyobraziłam sobie Ciebie jako leniwca :D Z jednej strony niby sama nie do końca lubię takie zabawy, ale z drugiej można kogoś poznać bardziej i dowiedzieć się ciekawych rzeczy... Jakbyś kiedyś planowała w realu takiego tripa do Kornwalii to ja się piszę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może powinnam się pokusić o jakiś zgrabny fotomontaż z leniwcem w roli głównej? To by był hit! :)
      Poważnie? Też chcesz do Kornwalii? Bo ja bym się chętnie wybrałą, tylko najpierw muszę się dorobić, i opracować jakiś plan, co pewnie trochę potrwa (przede wszystkim to dorabianie się). Ale uświadomiłaś mi właśnie, że to jest rzeczywiście do zrobienia, czemu nie? :)

      Usuń
    2. Aniu! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że to napisałaś :D Marzeniem mojego życia jest zobaczyć każdy zakątek Wielkiej Brytanii. Już trochę miałam okazję i w Kornwalii byłam, ale tylko przy granicy z Devon. To jest jak najbardziej realny plan do zrobienia! Zakładamy skarbonki już dziś i w przyszłym roku na wakacjach jak się uda jedziemy!

      Usuń
    3. O rany, o rany, zaczynam popadać w ekscytację! Literacka wycieczka do Wielkiej Brytanii! Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam? To teraz ze wzmożoną siłą przystąpię do szukania pracy, skoro już się taki piękny cel rysuje na horyzoncie!

      Usuń
  3. Jejku, tyle jest bohaterek, które lubią czytać albo mają rude włosy (ostatnio czytałam "Szczygła" i tam np. Pippa, w której podkochuje się główny bohater, jest rudowłosa), że nie wiedziałabym, jak odpowiedzieć na te pierwsze pytania. ;) Może wymieniłabym Matyldę, bo była chyba pierwszą taką miłośniczką książek, jaką poznałam. :)
    Ja też nie przejmuję się spoilerami, dobrze wreszcie poznać drugą taką osobę! Czasem muszę się mocno pilnować przy innych, bo naprawdę mnie nie irytuje świadomość, że dany bohater zginie albo przeżyje, i tak czytam/oglądam z zainteresowaniem (jeśli oczywiście dana historia mnie wciąga), a niektórzy potrafią oczy wydrapać za taki spoiler. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że zawsze możesz wymienić więcej, jeśli trudno się zdecydować :). Ja jakoś przy tego typu zabawach mam całkowitą pustkę w głowie – wiem, że coś gdzieś było, ale zupełnie nie potrafię sobie konkretnych książek, wątków czy postaci przypomnieć, i kończy się na tym, że gorączkowo przeglądam listę przeczytanych na lubimyczytać z nadzieją, że jak już będę mieć przed oczami, to mi się przypomni... Tę swoją rudowłosą akurat nieźle pamiętałam, bo to jedna z moich najukochańszych książek w ogóle, a Márqueza mam akurat na bieżąco, bo czytam jego autobiografię.

      Cieszę się, że nie tylko ja jestem niewrażliwa na spoilery. Pewnie, element zaskoczenia też jest ważny, ale z drugiej strony jeśli dotyczy on na przykład jakiegoś elementu, który przewijał się przez całą historię, ale dopiero w pewnym momencie pod koniec odkrył swoją prawdziwą twarz, to znając prawdę od początku można zupełnie inaczej, uważniej czytać tę historię, zwrócić uwagę na te tropy, które prowadzą do rozwiązania. Pewnie pokrętnie to brzmi, więc wytłumaczę na przykładzie – na końcu okazuje się, że jakaś postać nie istniała naprawdę, tylko była wymyślona. Wiedząc to od początku mogę uważniej śledzić fragmenty, w których opisywane są interakcje tej postaci z otoczeniem i docenić kunszt pisarza, który dokonał takiej zręcznej mistyfikacji. To takie podejście bardziej naukowca niż czytelnika zaangażowanego, emocjonalnie związanego z historią, ale mnie zawsze bardzo interesowało jak historie powstają, wszystkie te pisarskie sztuczki.

      A z innej beczki – przyznaję ze wstydem, że dopiero dziś po raz pierwszy zajrzałam na Twojego bloga (wcześniej niewiele miałam czasu na śledzenie, co się dzieje w blogosferze, więc ograniczałam się do dbania o swoje małe internetowe poletko) i jest wspaniały! I wizualnie i jeśli chodzi o treść, a to się akurat w blogowym świecie wcale nie zdarza tak często. Będę od teraz na pewno stałym gościem! Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Nie można być zmęczonym czechofilstwem.
    Nie.
    Nie da się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę liczyłam na to, że to napiszesz :)

      Usuń
    2. A wiecie co (dziegciu trochę włożę ;)), mam wrażenie, patrząc po sobie, że czasami się da. Miałam kiedyś taki kryzys (ale mi przeszedł ;)).

      Usuń
    3. Szczęście, że przeszedł! A długo to trwało? :)

      Usuń
    4. Trudno mi teraz policzyć, ale kilka miesięcy na pewno ;). Ale jako że przeszedł -- jest nadzieja, że to są chwilowe załamania. Nikogo, kto by się trwale zniechęcił, nie znam :).

      Usuń
  5. Myślę, że z Keretem poszłoby łatwo - przy nim chyba nie trzeba mówić, sam wypełni czas.;)
    Kusisz tym "Upojeniem" i mimo że opowiadania z Garden Party nie zachwyciły mnie, może tym razem zaskoczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, on ma sporo do powiedzenia i zawsze ciekawie :). Wystarczyłoby mi zresztą, że przez cały dzień opowiadałby o swoim synu, i tak słuchałabym jak zaczarowana.

      Ja akurat Mansfield wielbię bezkrytycznie, ale jeśli opis tych opowiadań Cię zainteresował, to spróbuj. Lubię u niej to, że operuje w zasadzie bardzo prostymi, trochę wręcz dziecinnymi obrazami, które mają jednak wielką siłę. Polecam też jej Dziennik, zrobił na mnie spore wrażenie.

      Usuń
    2. Chyba właśnie ta dziecinność mi trochę przeszkadza.;( A Dziennik jest fantastyczny, czytałam duże fragmenty. Pewnie to on pójdzie na pierwszy ogień.;)

      Usuń
  6. Pamiętam, jak omawialiśmy kiedyś na zajęciach jakąś książkę i ktoś się potem bardzo irytował, że przez to zrobiono mu tzw. spojler i teraz tego nie przeczyta. Próbowałam bronić pana wykładowcy, że przecież zakończenie jest ważne dla całokształtu interpretacji, a przecież studiujemy polonistykę i nie można się bać mówić na zajęciach, by komuś rzekomo nie zepsuć czytania. Nie dotarło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, w takim wypadku oburzanie się na spojlery robi się już zupełnie absurdalne. Czasem nie da się o książce dyskutować nie zdradzając zakończenia, bo nadaje ono sens całości, a na polonistyce w końcu nie chodzi o to, żeby przeczytać i sapnąć z zadowolenia, ale podyskutować i moze dojść do jakichś nowych wniosków :).

      Z tymi spojlerami mam czasem pisząc recenzje. Ktoś, kto podchodzi do blogowania na zasadzie „robię to dla siebie” jest wolny od takich dylematów, ale ja mimo wszystko myślę o tym, kto będzie czytał moje teksty i staram się to odpowiednio wyważyć. Chyba, że rozpiera mnie chęć analizowania i po prostu muszę pogrzebać się trochę w zakończeniu – wtedy stawiam ostrzegawczą tabliczkę „spojler” i do dzieła :).

      Usuń
  7. Jakże to wspaniale, że wybrałaś "Przedwiośnie" Żeromskiego. To świetna książka, a tak niestety mało ceniona. Może dlatego, że lektura, ale szczerze to zupełnie nie pojmuję tego lęku przed lekturami szkolnymi.
    I chyba naprawdę muszę poznać się z tym typem Holdenem Caulfieldem, przed którym się tak bardzo wzbraniam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię „Przedwiośnie”, nawet bardzo, ale od czasów szkolnych nie wracałam. Może to źle? Za to przeczytałam już na studiach Żeromskiego „Wierną rzekę” (i to chyba nawet pod wpływem jakiejś Twojej zmianki na forum książki) i byłam zachwycona!

      Życzę Ci gorąco, żeby Twoje spotkanie z Holdenem było udane :).

      Usuń
    2. To ja Ci jeszcze "Dzieje grzechów" polecę z Żeromskiego. Seks, przemoc, śmieć - trzeba czytać :)

      Usuń
    3. O, no tak, mam też te „Dzieje” gdzieś z tyłu głowy :). Koniecznie kiedyś!

      Usuń